mm-82
18.02.12, 09:46
Mój cały świat się zawalił 15 grudnia. W jedną sekundę wszystko legło w gruzach. Mieliśmy wypadek samochodowy. Niewiele z niego pamiętam, ale jego konsekwencją jest to że naszego kochanego synka Antosia już z nami nie ma. Odszedł 28 grudnia w wieku 2,5 lat. Jest mi tak ciężko. Nie wiem czy damy rade. To takie niesprawiedliwe. Wiem że musimy być silni bo został z nami nasz malutki synek Staś. To nasze dziecko cud – wyszedł z wypadku bez najmniejszej rysy.
Nie mogę patrzeć jak mój mąż obwinia się za ten wypadek, to on prowadził. Zawsze tak ważne było dla nas bezpieczeństwo, a mąż nigdy nie ryzykował jak jeździliśmy samochodem, a wypadek i tak się zdarzył. Ponadto mąż dwa dni przed wypadkiem wrócił do polski po czteromiesięcznej nieobecności. To był bardzo ciężki okres, który miał się nie powtórzyć. Na początku stycznia mieliśmy lecieć wszyscy razem do Tanzanii gdzie mąż przez te cztery miesiące szykował dla nas nowy dom. I tak te nasze dwa najcudowniejsze dni w życiu okazały się ostatnimi dniami z naszym pierwszym, najukochańszym syneczkiem. Czarno widzę naszą przyszłość. Boję się że stracę również męża i skrzywdzę Stasia swoim postępowaniem, smutkiem………