Dodaj do ulubionych

Prawo do żałoby...

20.07.04, 14:07
Chcę przytoczyć sytuację z dnia wczorajszego:
Koleżanka, z którą pracuję rozpoczęła rozmowę na temat naszej żałoby-zaczęło
się od tego, że niepotrzebnie wypaliła ostatnio z pytaniem, dlaczego ubieramy
się na czarno (tak się dość przypadkowo złożyło, że mąż był w czarnym
garniturze, a ja w czarnym kostiumie-wróciliśmy z sądu). Przeprosiła, po czym
stwierdziła-w imieniu wszystkich moich współpracowników-iż sądzą, że my sami
zbytnio się "nakręcamy", za często o tym rozmawiamy ze sobą i niejako
niepotrzebnie przedłużamy naszą żałobę. Od śmierci Nisi minęło dokładnie pół
roku. Zaznaczam tutaj, że w pracy na temat mojej sytuacji zdarzyło mi się
rozmawiać w ciągu tych miesięcy 3 razy, przy czym tylko raz wyszło to z mojej
inicjatywy. Jak stwierdziła, wszyscy sądzą, że powinniśmy już wrócić do
normalnego życia, bo w pracy zrobiła się taka jakaś atmosfera...Że mogą mi
pomóc szukać psychiatry lub psychologa lub polecić odpowiednie środki
farmakologiczne. Że generalnie martwią się o mnie, żebym nie wpadła w jakąś
depresję. Że to niewłaściwe przeżywać tak długo stratę miesięcznego dziecka-
co innego, gdyby miało ono kilka lub kilkanaście lat. A przecież wiedzieliśmy
od początku, że jest skazane na śmierć-no bo przecież było zaintubowane-może
nie od razu, ale w 10 dobie życia. Bo przecież człowiek nie przywiązuje się
tak mocno do takiego dziecka. To zupełnie co innego, kiedy umiera starsze
dziecko lub człowiek dorosły. Przyznała też wprost, że dla nich śmierć mojej
córeczki nie ma znaczenia, że zupełnie nie rozumieją mojego bólu. Więcej-nie
tylko nie rozumieją, ale jest to dla nich nienormalne. No owszem, to było
nasze pierwsze dziecko, ale przecież możemy mieć następne i o tym ich zdaniem
powinniśmy wyłącznie myśleć. Że oczekują, że ja przejdę nad tym do porządku
dziennego, a jeśli nie-wymagam pomocy psychiatry. Że nie powinnam czytać
książek na ten temat (raz zauważyła u mnie na biurku książkę "Jak przeżyć
stratę dziecka", bo sama po nią sięgnęła). W końcu -tu cytat-"uważam, że
całkiem ześwirowałaś i o niczym innym nie można z tobą porozmawiać". Gwoli
wyjaśnienia dodam raz jeszcze, że nie nosimy żałoby, nie obnosimy się ze
swoim smutkiem, poza tymi trzema rozmowami-w tym dwie trwały ok. 5 minut, z
nią rozmawiałam tylko raz, nie rozmawiam z nikim na ten temat. Staram się
uśmiechać, żartować, zachowywać normalnie, wróciłam do pracy, wykonuję swoje
obowiązki i nikogo nie proszę o żadną pomoc, generalnie o nic nie proszę.
Jeśli już ja sama mogłabym sobie coś zarzucić, to to, że staram się
zachowywać jak gdyby nigdy nic się nie stało. Owszem, później, po dłuższej
rozmowie stwierdziła, że lepiej mnie rozumie, ale we mnie pozostał osad i
żal...To oni mają z mojego powodu problem, nie obchodzi ich, co ja czuję-nikt
mnie o to nigdy nie zapytał...Ustalili to między sobą i uznali, że moja
żałoba jest zbyt długa i nieproporcjonalna-bo, to też cytat, to większość
ustala normy...I ta atmosfera w pracy-jak rozumiem zepsuta z mojego
powodu...Coraz mniej z tego rozumiem, nie mieści się to w moim sposobie
widzenia świata. Wczoraj się wściekłam, a dzisiaj mogę tylko płakać...Mam
ochotę wygarnąć im wszystkim, co myślę, ale wtedy niewątpliwie zapakują mnie
w kaftan i powiozą na psychiatrię...
Marta
Obserwuj wątek
    • angieblue26 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:19
      Marciam, wlos mi sie na glowie jezy, kiedy czytam o Twojej "kolezance"...
      Nikt oprocz Ciebie samej nie ma prawa krytykowac ani Twojej zaloby, ani bolu po
      stracie Dziecka. Nikt oprocz Ciebie nie ma prawa okreslac, po jakim
      czasie "powinnas " powrocic do normalnego zycia, ani w jakim stopniu Twoj bol
      jest podstawny.
      Na Twoim miejscu z jej wywodow zapamietalabym tylko slowa " że dla nich śmierć
      Twojej córeczki nie ma znaczenia, i że zupełnie nie rozumieją Twojego bólu ".
      Chociaz i to podejscie nie usprawiedliwia tak bezczelnych i podlych slow.
      Marciam, prosze, nie daj sie. Jestes jak najbardziej zdrowa osoba. Masz prawo
      do bolu, zaloby. Wrocisz do normalnego zycia, kiedy TY SAMA poczujesz sie
      gotowa. A wizyte u psychologa mozesz poradzic swojej znajomej.
      Pozdrawiam Cie serdecznie,
      Ola
      • marciam13 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:29
        Ja to wiem, ale czemu miała służyć ta rozmowa? Okazaniu troski??? Pod takim
        tytułem się odbywała...Ona zabrała głos w imieniu wszystkich-bo takie opinie
        słyszy od WSZYSTKICH...Nikt mi już nie powie, że oni nie umieją się zachować w
        obliczu "takiej tragedii"-dla nich to nie jest tragedia! Nie mogę oczekiwać
        całkowitego zrozumienia i współczucia, oni tego nie przeżyli-ale mogę chyba
        oczekiwać poszanowania MOICH uczuć-tak mi się zdawało...
    • marciam13 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:21
      I jeszcze-ponieważ mówiłam jej o tym forum, że tu jestem i bardzo mi to pomaga,
      usłyszałam, że to-podobnie jak czytanie niewłaściwych książek, niepotrzebne i
      szkodliwe, to także w ich oczach roztrząsanie i przedłużanie cierpienia. Nie
      potrafiła mi natomiast odpowiedzieć na pytanie, czego właściwie ode mnie
      oczekują, co mogliby uznać za poprawne i adekwatne, co tak naprawdę im
      przeszkadza-książki, które czytam, forum, cokolwiek innego???Tak naprawdę
      przeszkadzam im ja ze swoim "problemem"...
      Przepraszam, to wszystko strasznie nieskładne, ale nie mogę...
      • angieblue26 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:26
        Marciam, nie ma co dyskutowac z taka osoba. Jej rozumek jest zbyt ciasny, zeby
        pojac to, co czujesz.
      • olusimama Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 15:03
        marciam13 napisała:


        > Tak naprawdę
        > przeszkadzam im ja ze swoim "problemem"...

        Marto, jest mi bardzo, bardzo przykro.
        I po trosze wstyd za wszystkich ludzi z 'tej' strony.
        Och, powiedziałabym tej Twojej 'koleżance' kilka zołnierskich słów...

        Ma rację Melka. Powiedz babie, że masz w dupie jej 'troskę' i to jak sobie mały
        kazio wyobraża żałobę po dziecku. I ze nie życzysz sobie, żeby Ci ktokolwiek
        dyktował jak masz się zachowywać i w jaki sposób przeżywać _swoje własne_
        sprawy. Koniecznie jej to powiedz!

        ściskam Cię
    • kacha222 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:26
      DURNA na maxa ta Twoja koleżanka i tyle!!!
      głowa do góry i olej ją. Co ona wie??? A ile ona by nosiła! Co za kretynka .....
    • melka_x Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:32
      Marciam będę świadomie brutalna, nie dyskutuj, nie tłumacz, nei wyjaśniaj,
      tylko powiedz koleżance, że masz w dupie jej przemyślenia. Od powiedzenia, że
      mamy kogoś w dupie jeszcze nikt nikogo w kaftan nie odział, gwarantuję Ci to
      moim doświadczeniem.
      • 607.706m Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:37
        Marciam, absolutnie popieram przedmówczynie.

        Pamiętaj masz prawo do przechodzenia przez żałobę tak jak tego chcesz,
        absolutnie nie przejmuj się takim głupim gadaniem.
        Najważniejsza jesteś Ty i Twoje uczucia, a nie idiotyczne uwagi innych.
        Przepraszam za niektóre słowa, ale jak ktoś, kto nie ma pojęcia o czym mówi,
        może udzielać ci takich uwag.

        Trzymaj się ciepło.

        Monika Mama Aniołka Piotrusia
      • wrona72 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:41
        No wlaśnie, choć to brutalne, zgadzam się z melką.
        Niestety spoleczeństwo wyklucza tych, którzy są dla nich niewygodni. Przecież
        tak było od zawsze - inny - znaczy gorszy. Ty jesteś inna, bo cierpisz, a
        to "przecież takie smutne", ja jestem inna, bo mam chore nieuleczalnie dziecko -
        a to "przecież takie przykre".O ni nie chcą patrzeć na to co smutne i przykre,
        bo są egoistami dbającymi tylko o swoje samopoczucie i tak bym interpretowala
        Twoją rozmowę z koleżanką, ona nie troszczy się o Ciebie i Twoje uczucia, tylko
        o swoje, a skoro tak, to rada melki jest w tym wypadku ok.
        Pozdrawiam.
    • melka_x Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:38
      No i czy ja nie mam racji dziewczyny ze ciągłym stękaniem o tym samym? Zawsze
      źle. Albo za mało rozpaczamy i dziwimy świat tym, że w ogóle możemy żyć, albo
      rozpaczamy za bardzo. Znaleźli się eksperci-teoretycy od żałoby po dziecku,
      chęć radzenia i oceniania odwrotnie proporcjonalna od sprawności połaczeń
      między neuronami, ech...
      Marciam trzymaj się.
    • malomi Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:40
      Popieram to co mówi Melka. Jedyne co można zrobić, to powiedzieć, jak to
      określiła Twoja "koleżanka" WSZYSTKIM", że masz gdzieś ich osądy. Ty nikomu z
      butami w życie nie wchodzisz, więc niech oni łaskawie też się powstrzymają.
      Powiedziałabym jej też wszystko co mi leży na sercu odnośnie ich zachowania,
      tak jednym tchem i więcej nie poruszała tego tematu. Z bezdusznymi, śliskimi
      rybami nie ma sensu dyskutować:-) Na priva przesyłam Ci materiał poglądowy jak
      postępować z Trollami. Pozdrawiam
    • j0204 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:43
      Ja zgadzam się z moimi przedmówczyniami.
      Masz pełne prawo do takiej żałoby jaką Ty chcesz i czasu tak długo jakiego
      potrzebujesz.

      Wiesz, czasem sama jestem zła na siebie, że "jakoś szybko" przeszłam do
      obowiązków dnia codziennego, a od śmierci Sylwuni minęło półtora miesiąca.
      Nie wiem, może za jakiś czas przyjdzie taki dzień, że wpadnę w dół i nic nie
      będzie mi się chciało - i taka bedzie moja żałoba?
      Narazie tez chodzę na czarno z jakimiś dodatkami. I wiem,że będzie taki moment,
      że powiem "dość" i zmienię kolory, ale narazie nie umiem - może też to barwa
      ochronna?

      Ściskam Cię seredcznie i duuuuuuuuużo słonka ślę
      • angieblue26 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 14:56
        Jolu, dlaczego czujesz sie winna ? Moze to Twoj Aniolek pomogl Ci szybko wrocic
        do codziennosci ? Dzieki temu masz sile aby byc Tutaj i pomagac innym w ich
        cierpieniu?
        Pozdrawiam serdecznie,
        Ola
        • j0204 Re: Prawo do żałoby...do Oli 20.07.04, 15:00
          Właśnie, ja o tym wiem, rozmawiałam o tym z naszym kapelanem z hospicjum.
          Tak, Sylwia napewno daje mi tyle sił, tylko czesem boję się ,że ten zasób może
          się "wyczerpać" - a z drugiej strony wiem, że Ona mnie kocha i dba o mnie
          najmocniej i najlepiej.
          Dziękuję Jej za to, ale czy nie lepiej wykrzyczeć z siebie złość i żal?
          Nie mówię, że tego nie robię, czasem doprowadzę się do stanu zryczenia jak
          zwierzę i co potem..... boli mnie głowa ale na chwilę jest lepiej.
          Sylwia nie che, by jej mama płakała, che bym była radosna i uśmiechnięta dla
          niej i taka jestem, choć serce płacze i krwawi, tęsknie za Nią bardzo.
          • angieblue26 Re: Prawo do żałoby...do Oli 20.07.04, 15:05
            Jolu, jesli wierzysz w Boga, tak jak ja, pomysl o tym, ze Sylwia jest na pewno
            tuz przy Tobie... Na pewno nieraz czujesz Jej obecnosc. A Twoja sila jest
            najlepszym dowodem na to, ze Sylwia jest blisko Ciebie, jak Aniolek Opiekun.
            Pamietasz, jak czekalas na jej przyjscie na swiat? Teraz to Ona czeka na
            Ciebie, przygotowuje Ci miejsce, TAM, gdzie kiedys sie spotkacie...
            Ja tak mysle i TO mi pomaga...
      • mharrison Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 15:04

        Ja tez sie z Wami zgadzam w calej rozciaglosci.
        Masz prawo do tak dlugiej zaloby jakiej potrzebujesz.

        Wiecie co, ja tez mam zal do siebie, ze tak szybko wrocilam "do siebie".
        Ze gotuje, sprzatam, zajmuje sie dziecmi (chociaz przyznam, ze to wlasnie
        maluchy w duzym stopniu wymuszaja moja aktywnosc} itd.

        Oburzylo mnie tez bardzo "wartosciowanie" zycia dziecka przez pryzmat dlugosci
        jego zycia. Moj syn byl ze mna przez 9 lat i 7 miesiecy ale do glowy by mi nie
        przyszlo, ze przez to moja strata jest wieksza niz Joli, Agi, Twoja, Ani (27 h)
        czy tych z Was, ktorych dzieciaczki urodzily sie martwe. (Przepraszam tych,
        ktorych nie wymienilam).

        Czy Twoje kolezanki "pocieszalyby" kogos po stracie meza lub zony slowami:
        Dobrze, ze Twoj maz/zona umarli miesiac po slubie, gdyz sie jeszcze nie
        zdazylas/les do niego/niej przyzwyczaic. Gdybys byl/a z nim/nia 10 lat to
        dopiero bylaby strata.

        Sciskam Was wszystkie goraco a takie "kolezanki" niech spadna na drzewko.

        magda
        • angieblue26 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 15:07
          Nie zyczmy im zle... Ona jest jak slepiec - nigdy nie zrozumie widzacego...
          Za takie osoby trzeba sie modlic, i starac sie ,zeby jak najmniej uczestniczyly
          w naszym zyciu.
          • melka_x Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 15:58
            angieblue26 napisała:

            > Nie zyczmy im zle...

            Ja życzę takim osobom dobrze i dlatego właśnie trzymam je z daleka od siebie;)
    • marciam13 Re: Prawo do żałoby... 20.07.04, 18:39
      Dzięki Wam Dziewczyny,
      dobrze, że Wy jesteście...Swoją drogą, powiedziałam wczoraj "koleżance", co
      myślę na temat jej i "wszystkich" poglądów i rad, ale nie sądzę, aby to dotarło
      w całej rozciągłości. Oni wiedzą swoje i to jest mur nie do przebicia...
      Powiedziałam, co sądzę na temat ich tzw. normalności. Ale strasznie mnie to
      zabolało-strasznie...Jakim prawem ktokolwiek, tym bardziej,że sam nic podobnego
      nie przeżył, wartościuje moje przeżycia, moją stratę, moją żałobę, wreszcie-co
      chyba najstraszniejsze-wartość życia mojego dziecka???To beznadziejne...Piszę o
      osobach, które pracują jako lekarze...Tylko ja wiem, ilu nieparlamentarnych i
      obelżywych słów użyłam po tej rozmowie-tymczasem w duchu. Ale ręce mi
      jednoczesnie opadły-sądziłam, że cokolwiek zwojuję, jeśli na pytania będę
      odpowiadac otwarcie i zgodnie z rzeczywistością, że uda mi się otworzyć ludziom
      oczy-wczoraj zwątpiłam..Oni nie chcą wiedzieć, widzieć, słyszeć, chcą, żeby
      było im dobrze. Mój smutek sprawia im przykrość, czy raczej dyskomfort, to im
      przeszkadza. I tak już zdecydowałam, że zmienię pracę i otoczenie-tylko czy
      gdzie indziej będzie lepiej? Okaże się, ale mam ich serdecznie dosyć. Może
      i "ześwirowałam", jak to określono, choć wcale tak nie myślę - ale wolę być
      takim świrem niż przejść na ich "normalność".
      Może to dobrze, że nie wiecie, jakie słowa cisną mi się na usta-tylko po co to
      było?
      Jeszcze raz bardzo Wam za wszystko dziękuję...
      Marta
    • kasiagleb Re: Prawo do żałoby... 21.07.04, 12:48
      wiesz Marto,
      to przerażające co piszesz
      jeśli ktoś nie rozumie i nie chce zrozumieć co czujesz,
      jeśli sam nigdy nie był w takiej sytuacji i tak naprawdę nie ma w tej kwestii
      absolutnie nic do powiedzenia, to po co zabiera głos?
      jak chce pomóc, skoro nie wie o czym mówi?
      nie rozumiem, jak można być tak bezdusznym
      naprawdę, bardzo mi przykro, że Cię to spotkało
      powtórzę, Ty masz prawo do żałoby, Ty jedna wiesz jak chcesz ją przeżyć,
      rób to co uważasz za słuszne, bo teraz to Ty jesteś najważniejsza
      życzę Ci dużo sił
      mój mąż ucina tego typu dyskusje zawsze w ten sam sposób:
      wiesz co koleś? Boguś Linda mawia w takich sytuacjach:
      NIE CHCE MIE SIĘ Z TOBĄ GADAĆ
      wypróbuj, to działa

      pozdrawiam serdecznie
      Kasia
    • puuchatek Re: Prawo do żałoby... 21.07.04, 15:45
      Marciam, jeszcze jedno.
      Wszyscy Ci tu radzą, co powiedzieć albo co zrobić z taką "koleżanką". Zgadzam
      się z ich radami - powiedzieć jej (ja byłbym jednak za złagodzeniem formy)
      gdzie masz ich poglądy.

      Ale powiedz to nie tylko im - także sobie! To, co pani X myśli o Tobie i Twojej
      historii - to jest problem pani X. I wyłącznie jej. Ten problem de facto Ciebie
      nie dotyczy.
    • aniao3 Re: Prawo do żałoby... 21.07.04, 18:31
      Jestem tak zbulwersowana postawa tych ludzi, ze brak mi cenzuralnych slow!!!
      Jak mozna w taki sposob mowic, jak w ogole mozna tak oceniac? Ile powinno sie
      oplakiwac dziecko nienarodzone, zyjace kilka godzin, kilka miesiecy czy kilka
      lat??? Boze, ty widzisz i takim kreaturom pozwalasz zyc (i sie rozmnazac!).
      Swiat bywa choolernie niesprawiedliwy!
      scisakm cie mocno
      anka
      • marciam13 Re: Prawo do żałoby... 22.07.04, 15:29
        Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie-dzięki Wam łatwiej mi uporać się z takimi
        sytuacjami...Dzisiaj już wiem, że te opinie wyszły od 3, może 4 osób, nie od
        wszystkich-tyle, że trzeba było się podeprzeć autorytetem większości...Poza tym
        chyba mają służyć zrzuceniu na mnie odpowiedzialności za ich własny dyskomfort,
        związany z nieumiejętnością zachowania się i popełnionymi błędami-tak sobie
        myślę...Dwie z tych osób deklarowały się jako bliskie i życzliwe, ale niezbyt
        sprawdziły się jako przyjaciele w tzw. "biedzie". Ale to także nie
        usprawiedliwia głupoty i bezmyślnego okrucieństwa-bo dla mnie to było okrutne.
        Jeszcze raz dzięki za wszystko-bardzo ciepło Was pozdrawiam
        Marta
    • nunu Re: Prawo do żałoby... 23.07.04, 00:21
      Marto,
      tak bardzo mi przykro, ze uslyszalas te wszystkie bzdury...

      > Bo przecież człowiek nie przywiązuje się
      > tak mocno do takiego dziecka. To zupełnie co innego, kiedy umiera starsze
      > dziecko lub człowiek dorosły. Przyznała też wprost, że dla nich śmierć mojej
      > córeczki nie ma znaczenia, że zupełnie nie rozumieją mojego bólu. Więcej-nie
      > tylko nie rozumieją, ale jest to dla nich nienormalne. No owszem, to było
      > nasze pierwsze dziecko, ale przecież możemy mieć następne i o tym ich zdaniem
      > powinniśmy wyłącznie myśleć.

      Rzeczywiscie kiedy umiera starsze dziecko lub dorosly jest inaczej... Pozostaja
      jakies mile wspomnienia, pamiatki i swiadomosc, ze wiele osob cierpi razem z
      nami. Jest z kim wspominac. Nikt nie udaje, ze tej osoby nigdy nie bylo.
      Nie wiem dlaczego niektorym ludziom wydaje sie, ze najlepiej zapomniec.
      Gdybym zapomniala i przestala kochac to dziecko, ktore juz zaistanialo, pojawilo
      sie w moim zyciu, tym bardziej nie moglabym planowac i oczekiwac na kolejne.
      Postaraj sie nie przezywac i nie rozpamietywac tego co uslyszalas od kolezanki,
      nie warto cierpiec z jej powodu.
      Pozdrawiam, Ania
    • izabs Re: Prawo do żałoby... 26.07.04, 11:37
      Marta
      wychodzi na to, ze Twoja kolezanka ma klopot, podobny zreszta do klopotu wielu
      ludzi. Smierc ich zastrasza i chcieli by uciec na drugi koniec swiata pzred nia
      w zludzeniu, ze wymkna sie spod jej kontroli. Ty i Twoje normalne przezywanie
      smierci dziecka przypomina im ich wlasny lek. Mysla, ze jak Ciebie zmienia to
      ich lek zniknie.
      Pomijam kompletny brak checi zrozumienia dla Twojej sytuacji. To juz swiadczy
      tylko o charakterze tej pani
      Trzymam kciuki za Ciebie.
      Iza
      PS. Przepraszam, ale nie umiem nie uzywac w takim przypadku swoich doswiadczen
      psychologa. Jezeli odebralas to jako madrzenie sie - to przepraszam
      IZa
    • czaroffnica24 Re: Prawo do żałoby... 26.07.04, 13:34
      Nikt nie ma prawa dyktować nam - mamą aniołków - ile mamy cierpieć, bo cierpimy
      przez całe życie. A słowa twojej "koleżanki" o tym, że to "tylko" miesięczne
      dziecko świadczą tylko i wyłącznie o jej głupocie. Ponieważ nie ma nic gorszego
      na świecie niż pochowanie własnego dziecka. gdy umiera dorosły człowiek,
      jesteśmy w jakimś stopniu przygotowani do tego, że taka jest kolej rzeczy, że
      ludzie starzeją się i odchodzą. A śmierci dziecka nic nie jest wstanie nam
      wytłumaczyć. Każda zastanawia się: dlaczego? - i nikt nie zna odpowiedzi. I nie
      ważne czy dziecko żyło dzień, miesiąc, kilka lat. Nie taki jest porządek
      świata, żeby rodzić chował własne dziecko. Mój maluszek żył godzinę, a żałobę
      po nim będę nosić w sercu całe życie. Nie zamykam się w swoim świecie. Mam
      przyjaciół, uczę się, żyję dalej... Dojrzałam już nawet do tego, żeby mówić o
      moim Filipku. Jak o mojej kochanej kruszynce, która była częścią mnie przez
      całe 25 tygodni, całe 25 cudownych tygodni ciąży. I to nie tylko przez łzy...
      Jestem matką i zawsze już będę. Matką Aniołka.
      A takie forum, jak i książki, które czytamy, są nam bardzo potrzebne. Przez 2
      lata żyłam w otępieniu. Nie znajdując zrozumienia u osób, które mają swoje
      dzieci przy sobie a nie w niebie. Sądziłam, że ze mną coś jest nie tak, skoro
      ja nie mam przy sobie mojej kruszynki. Wysłuchując od wszystkich "znawców"
      ciągle tego samego zdania: Będziecie mieli następne. I CO Z TEGO ?! Jeśli tego
      już nie będzie... Nikt kto nie stracił dziecka nie zrozumie nas. A naprawdę nie
      ma nic lepszego dla mam Aniołków niż świadomość, że są inne mamy Aniołków. Że w
      naszym bólu i cierpieniu nie jesteśmy same.
      Pozdrawiam, Monika, mama Aniołka Filcia
    • marciam13 Re: Prawo do żałoby... 26.07.04, 15:40
      Już mi lepiej, także dzięki Wam wszystkim. Wy rozumiecie, chcecie rozumieć.
      Myślę, że zrozumienie jest też dostępne ludziom, którzy sami nie doświadczyli
      niczego podobnego-to kwestia chęci, wrażliwości, empatii. I nie mam zamiaru
      dostosowywać się do ich oczekiwań, po prostu nauczona doświadczeniem będę
      bardziej unikać pewnych osób, czy raczej krótko ucinać wszelkie rozmowy na ten
      temat. Zbyt wiele mnie to kosztuje, a nie zmienię niczyjego sposobu myślenia
      wbrew woli zainteresowanego. Pozdrawiam Was bardzo ciepło
      Marta
      P.S. Izo-w ogóle nie przyszło mi do głowy, aby traktować Twoją wypowiedź
      jako "mądrzenie się"-absolutnie nie!
    • zorka7 Re: Prawo do żałoby... 26.07.04, 16:34
      Kurcze, wkurza mnie twoja znajoma, bo nie pierwszy raz słyszę o tego typu
      tekstach... Myślę, że problem tkwi w tym ze to oni, inni nie radzą sobie z
      sytuacją śmierci dziecka. Pani psycholog tlumaczyla to tak: Smierć dziecka,
      malenkiego dziecka, to... niewielka strata spoleczna. Nikt tego dziecka nie
      widzial, tylko rodzina, czasem nawet jedynie rodzice, wiec "o co tyle szumu"...
      Bylo minelo, trzeba myslec o przyszlosci. Najprostrza droga "zepchniecia"
      problemu.
      Mnie najbardziej zabolal tekst przyjaciela mojego męża. Przyjaciela - dodam -
      od lat, ktorego "dopuscilismy" do naszych najglebszych trosk. Po roku od
      smierci Martynki powiedzial mi, ze nie ma spotkania bym nie wracala "do
      tematu" - a to pod pretekstem moich chorob i tego, ze jeszcze nie moge
      zachodzic w ciaze, a to pod pretekstem cmentarza, dzieci znajomych itp, itd.
      Zapomnial chyba, ze nasze dziecko bylo integralna czescia nas samych - a to ze
      zylo zaledwie 10 dni nie umniejszylo tego faktu ani troche. Bo przeciez - o
      czym my wszystkie dobrze weimy - dziecko istnialo w naszych glowach i
      serduchach na dlugo przed tem zanim przyszlo na ten trudny swiat. Te wszystkie
      wyobrazenia, oczami wyobrazni widziane swieta, wakacje, pierwsze ząbki,
      pierwszy dzien w szkole... Dlatego tez nie odwazylabym sie powiedziec nawet
      kobiecie, ktora poronila ciaze, ile ma cierpiec, jak dlugo mowic o dziecku i
      kiedy "zapomniec". Co za bzdury.

      Ale.. Jak pisal kiedys Z. Herbert:

      ... Nauczyć się najtrudniejszej sztuki -
      wybaczania win

      Dobrze by nam sie żyło wtedy. A przynajmniej lepiej, lżej.
      • melka_x Re: Prawo do żałoby... 26.07.04, 16:45
        > Nikt tego dziecka nie
        > widzial, tylko rodzina, czasem nawet jedynie rodzice, wiec "o co tyle >
        szumu"...

        Tak. Dla swiata to zadna strata, a dla nas?
        Przeciez stracilismy nie tylko niemowle (male dziecko).
        Ja stracilam dwumiesieczna Natalie.
        Tracac ja, stracilam rowniez roczniaka chwytajacego sie lozeczka, by wstac.
        Stracilam 3 - latke pedalujaca na rowerze.
        Stracilam 7 -latke wysuwajaca koniuszek jezyka przy pierwszym stawianiu
        kulfonikow w zeszycie.
        I rozchichotana nastolatke, co wiecznie szepcze cos przez telefon
        A wreszcie dorosla kobiete.
        Bo moja corka nigdy sie taka nie stanie, a moglaby.
        I kazda z nich bede oplakiwac.

    • marciam13 Re: Prawo do żałoby... 27.07.04, 00:00
      To znowu ja...
      Jestem po kolejnej rozmowie-telefonicznej-z "przyjaciółką", która nie odezwała
      się do nas od dnia pogrzebu Nisi, tzn. od lutego. Mieszkamy co prawda w sporej
      odległości-ja w Lublinie, ona w Warszawie, ale kontakt-telefoniczny bądź
      osobisty, zawsze był. Mieszkałyśmy razem na studiach, znamy się 13 lat, była
      swiadkiem na naszym ślubie w ub. roku. Uważałam ją za jedną z najbliższych mi
      osób, na którą zawsze mogę liczyć. Nagle cisza, przeprowadziła się do swojego
      chłopaka, ale nie podała mi ani telefonu, ani adresu. Teraz dzwoni, aby
      zaprosić nas na swój ślub. Pyta, czy się obraziłam-mówię, że nawet nie to, że
      było mi przykro, że się nie odezwała. I nic, przechodzimy do następnego tematu-
      takie bla, bla, bla. Nawet nie spróbowała zapytać, jak się czujemy, tylko co w
      pracy? Na koniec rozradowana pyta, czy nie jestem zdziwiona, że ślub odbywa się
      tak szybko-odpowiadam, że nie, że słyszałam o takich jej planach już wiosną. A
      wiesz, ja jestem w ciąży-a ja mam wrażenie, że jest tak rozradowana swoim
      chłopakiem, ślubem, ciążą, że cały świat zszedł na jakiś dalszy plan. I
      zupełnie nie zastanawia się-i nie zastanawiała nad tym, co my czujemy, czy
      cierpimy, że przeżyliśmy straszną stratę.
      Wygląda na to, że stanę się tu specjalistką od takich sytuacji-bo ciągle do
      nich wracam. Może jest to zresztą dla Was irytujące. Ale zastanawiam się, jak
      to możliwe, że to, co dla nas jest taką tragedią, dla innych faktycznie ma małe
      znaczenie-i nie dotyczy to tylko tzw. znajomych, ale też osób z pozoru
      bliskich, wrażliwych. Zastanawiam sie też nad tym-i dlatego tak szeroko piszę
      na ten temat-jak można to zmienić? I czy w ogóle można to zmienić? Bo trzeba by
      chyba zmienić świadomość ludzi..Tu już chyba nie chodzi wyłącznie o to, że
      ludzie unikają wszystkiego, co jest związane ze śmiercią, chorobą itd. Ale też
      chyba o fakt ignorowania śmierci małych dzieci-a przecież jak to pisała jedna z
      Was, z Nimi umierają nasze nadzieje i nasze marzenia, jakaś cząstka nas samych,
      jakaś cząstka przyszłości, której już nigdy-przynajmniej w tym świecie, nie
      będzie...
      Kończę-zbyt dużo w tym smutku i żalu. Mam nadzieję, że Wy wybrałyście i
      trafiłyście lepiej.
      • ewamonika1 Re: Prawo do żałoby... 27.07.04, 00:26
        Dlatego ja od kilkunastu lat nie mam przyjaciół.
        Mam bardzo bliskie koleżanki, znajomych. Ale aby być przyjacielem - w moim
        rozumieniu - trzeba ze sobą przeżyć wiele i to nie tylko dobrych chwil.
        Trzymaj sie Marciam dzielnie - tu może nie ma przyjaźni, ale jest zrozumienie,
        a to już dobry początek.
        ewa
      • ewamonika1 Re: Prawo do żałoby... - do Marciam 27.07.04, 09:15
        I jeszcze taka myśl, którą dziś znalazłam, chyba pasuje do tej sytuacji:

        "Licz na tych, którzy nie zawiodą; pierwszym jest Bóg, drugim - ty sam". św.
        Tomasz z Akwinu
      • kaaama Re: Prawo do żałoby... 27.07.04, 14:12
        A ja mam wrażenie, że to całkowity brak wyobraźni. Jest taki bardzo prosty
        sposób - gdyby każdy traktował drugiego człowieka w taki sposób, w jaki
        chciałby być sam traktowany w podobnej sytuacji, na pewno zachował by więcej
        taktu i zrozumienia. Wydaje mi się, że niewiele osób stosuje taką zasadę w
        życiu, natomiast bardzo liczna grupa ustawia się na pozycji wszystkowiedzących
        i cenzuruje nieustannie wszystko i wszystkich - nie licząc się z tym, że
        głęboko rani czyjeś uczucia. Piszę to rzecz jasna pod adresem
        Twoich "przesympatycznych koleżanek" z pracy oraz "przyjaciółki". Co do niej,
        to niewątpliwie ma prawo do własnego szczęścia - ale nie wiem co bardziej
        przeważa u tej osoby: egoizm czy głupota? Wiem, że to ostre słowa (a sama przed
        chwilą krytykowałam recenzentów) - ale od przyjaciół można chyba wymagać
        odrobiny zrozumienia - a Ty u niej go niestety nie znalazłaś, a naprawdę go
        potrzebujesz. Ktoś kiedyś powiedział, że cierpienie jest jak bezludna wyspa, ja
        przyznaję rację temu stwierdzeniu. Gdy człowieka spotka coś naprawdę
        szczególnego, okazuje się że jest w przeżywaniu tego bólu sam. Dlatego dobrze,
        że jest takie miejsce jak to forum, gdzie można zobaczyć że takich wysp jest
        cały archipelag i nie są wcale tak daleko od siebie, gdzie można spotkać innych
        robinsonów i u nich znaleźć zrozumienie.
        Przykro mi, że przyjaciółka Cię zawiodła - może to dla niej jest zbyt trudne -
        pamiętaj że czekamy tutaj na Ciebie (co prawda wirtualnie - ale to już coś).
        pozdrawiam gorąco
        kaaama
    • agablues Re: Prawo do żałoby... 27.07.04, 10:53
      marciam13 napisała:


      Że to niewłaściwe przeżywać tak długo stratę miesięcznego dziecka-
      > co innego, gdyby miało ono kilka lub kilkanaście lat.
      > tylko nie rozumieją, ale jest to dla nich nienormalne. No owszem, to było
      > nasze pierwsze dziecko, ale przecież możemy mieć następne i o tym ich zdaniem
      > powinniśmy wyłącznie myśleć. Że oczekują, że ja przejdę nad tym do porządku
      > dziennego, a jeśli nie-wymagam pomocy psychiatry.

      Że nie powinnam czytać
      > książek na ten temat (raz zauważyła u mnie na biurku książkę "Jak przeżyć
      > stratę dziecka", bo sama po nią sięgnęła). W końcu -tu cytat-"uważam, że
      > całkiem ześwirowałaś i o niczym innym nie można z tobą porozmawiać".


      A nam się zarzuca, że my tutaj piszemy i pouczamy jak do nas mówić, co tutaj
      pisać. Inni mogą nas pouczać, mówić prosto w oczy, że dla nich śmierć naszego
      dziecka jest bez znaczenia, że to jest niepotrzebne rozdrapywanie ran....
      Marta, wczoraj znowu sobie pogadałyśmy z Anią - Anuteczkiem. I powiedziałam
      jej, że teraz zupełnie inny wymiar ma dla mnie znaczenie powiedzenia -
      Przyjaciół poznaje się w biedzie.
      Marta, mam nadzieję, że tutaj znalazłaś lub znajdziesz przyjaciół.
      Sciskam bardzo mocno - Aga
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka