Dodaj do ulubionych

i po co ja sie tu pchalam?

12.08.04, 01:36
nie wiem po co, myslalam ze w grupie razniej, otuchy sobie dodam a tu
porazka - siedze i rycze i jeszcze mi gorzej;
od 4 lat z zacisnietymi zebami rehabilitujemy małego i ... nic! jak lezy tak
lezal, nie mowiac o takim luksusie jak mowa czy obycie sie bez pieluch;
niewazne, nie bedziemy sie tu uzalac, chcialam Wam tylko powiedziec, ze chyba
zaczynam pekac, ze moze w koncu zaczynam pekac, wyobrazcie sobie, ze jeszcze
ani razu sie porzadnie nie wyplakalam przez te 4 lata, to nie jest normalne
czy sie myle?
trzymajcie sie cieplo
jestescie pierwszymi obcymi (pomijam sztab specjalistow) z ktorymi rozmawiam
o moich chorym dziecku

ps. nie no wiecie co, jak to napisalam to widze wyraznie ze cos jest nie tak
Obserwuj wątek
    • olga-roy Re: i po co ja sie tu pchalam? 12.08.04, 09:24
      Kiedy poraz pierwszy pokazano mi to forum nie moglam sie powstrzymac od
      placzu.Wszystkie te tragedie plus moja zdolowaly mnie strasznie.Nie mam takiego
      doswiadczenia z dzieckiem takim jak Twoje,ale moge sobie tylko wyobrazic jak
      wielkie jest Twoje poswiecenie.Nie jest chyba w tym nic
      dziwnego,ze "pekamy"...Poczucie niesprawiedliwosci jaka nas spotkala musi miec
      swoje ujsccie.Jezeli nachodza Cie ciezkie chwile rycz dziewczyno ile tylko
      mozesz.Mi to pomagalo zmobilizowac sie do dalszej walki.Pozdrawiam
      • zorka7 Re: i po co ja sie tu pchalam? 12.08.04, 09:43
        A ja jestem pod wrażeniem.

        Jesteś bardzo silną osobą. Nie mam podobnych doświadczeń, moja córeczka zmarła
        po 10-u dniach od urodzenia, ale wiem, ze po trzech wylewach dokomorowych,
        gdyby przeżyła, byłaby dzieckiem niepełnosprawnym - w jakim stopniu, nie
        wiadomo. Czesto zastanawiałam się czy "łatwiej" opłakiwać jej odejście czy tez
        mozlolną bezefektową rehabilitację. I wiesz? Dochodziłam do skrajnie róznych
        wniosków... Szczegolnie wtedy gdy już "oswoiłam" fakt, ze tu jej nie ma, ze jej
        nie odszukam (...powiedzmy: "trochę bardziej oswoilam", bo z tym pogodzic sie
        trudno). Naprawdę podziwiam cię za sily - ktorych, wbrew pozorom ci wciąz
        starcza.
        I myślę, ze udaje ci się lepiej niz mi realizować tę najmąrzejszą myśl, jaka
        kiedyskolwiek przeczytałam:

        "Zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz"
        • fajka7 Re: i po co ja sie tu pchalam? 12.08.04, 12:07
          bardzo dziękuje za mile slowa; od dawna poszukuje drogi upuszczenia zalu,
          agresji i innych pretensji, ktore we mnie narastaja od lat; pewnie dlatego
          omijalam to forum z daleka, bo czulam ze to bedzie cios w serce - w tym sensie
          ze zawzielam sie ze bede walczyc ile sie da, nie ma czasu na wymiekanie i
          histerie tylko trzeba zakasac rekawy i do roboty; balam sie ze jak tu wejde i
          poczytam troche to zaczne wyc i tak juz mi zostanie; chociaz realnie caly czas
          zdaje sobie sprawe, ze nikt nie jest robotem i gdzies trzeba sie otworzyc i
          wyplakac zeby nie zwariowac; skomplikowane to zycie, inaczej to mialo byc :)
          • judytak Re: i po co ja sie tu pchalam? 12.08.04, 14:09
            zakasać rękawy i do roboty - jak najbardziej :o)

            ale wypłakać się trzeba, i to nie raz na cztery lata, tylko dużo - dużo częściej

            mi się też przez jakiś czas wydawało, że my rehabilitujemy, a tu nic...
            albo prawie nic...
            i regularnie (powiedzmy, raz na 2 miesiące) urządzałam sobie "seanse
            odstresujące", które polegały na histerycznym płaczu przez kilka godzin, i
            oskarżaniu męża o wszelkie absurdalne rzeczy, nie mające żadnych podstaw ;o)

            (mąż miał inny sposób, polegający na ciężkim fizycznym wysiłku, to też dobrze
            odstresowuje)

            pozdrawiam
            Judyta
            • odlipcadomarca Re: i po co ja sie tu pchalam? 12.08.04, 15:19
              judytak napisała:

              > (mąż miał inny sposób, polegający na ciężkim fizycznym wysiłku, to też dobrze
              > odstresowuje)

              Polecam. Od smierci mojego dziecka boksuje i uprawiam kick-boxing. Tak sie
              dziwnie zlozylo, ze w klubie spotkalam kilka pan, ktore maja rozne dramatyczne
              sytuacje w domu i wysilek fizyczny, mozliwosc wyladowania sie na worku
              treningowym naprawde pomagaja. Ostatnio dolaczyla do nas mloda kobieta, ktorej
              46letni maz ma szybko-postepujace objawy Alzheimera - poczatkowo w ogole z nami
              nie rozmawiala tylko tlukla worek, powoli wscieklosc na swiat Jej mija.
              Ja zdaje sobie sprawe z tego, ze to bardzo powierzchowne "rozwiazanie problemu"
              ale ma kilka zalet - jest to spolecznie akceptowalna forma "wyzycia sie",
              poprawia sprawnosc fizyczna, co przy koniecznosci opieki nie jest bez
              znaczenia, dla mnie stalo sie tez miejsce spotkan ze wspanialymi kobietami -
              laczy nas nie tylko sport ale i wszystko to, co nas do tego sportu
              przyprowadzilo. Moj maz biega - samotnosc dlugodystansowca.
            • fajka7 Re: do Judyty 12.08.04, 19:47
              dziekuje za wsparcie i zrozumienie, przyznaje uczciwie ze wyryczec sie wsrod
              ludzi ktorzy wiedza o co chodzi to zupelnie nowa dla mnie sprawa, i w dodatku
              pomaga;
              ciagle i uparcie staralam sie "trzymac fason", ale tak sie nie da, jestem
              zmeczona i samotna niestety;
              maz bardzo nas kocha ale niestety uciekl w prace i jeszcze za nim gonic nie mam
              juz sily
    • melka_x Re: i po co ja sie tu pchalam? 12.08.04, 16:08
      Przychodź tutaj Fajka, to jednak pomaga
    • joanna35 Re: i po co ja sie tu pchalam? 12.08.04, 16:17
      Mój syn (ma mózgowe porażenie) skończył dzisiaj cztery lata, rehabilitowaliśmy
      go metodą Vojty i trochę Bobathami. Na dzień dzisiejszy pełza, nie mówi, ale
      jest w dobrym kontakcie emocjonalnym. Vojtę przestaliśmy stosować w ubiegłym
      roku, bo mały miał tendencje do wycofywania się z kontaktu - myśleliśmy nawet,
      że to autyzm. Miesiąc temu rozpoczęliśmy psychostymulację i Paweł to bardzo
      lubi, a co najważniejsze reaguje. Pewnie, że to jeszcze nie Mount Everest, ale
      zawsze coś dla niego i nadzieja dla nas. Szkoda, że nic wiecej nie napisałaś o
      swoim synku i sobie. Bardzo chętnie nawiązałabym z Tobą kontakt. Na podstawie
      tego co napisałaś mam wrażenie jakbym widziała siebie. Może wymienimy
      doświadczenia i wzajemnie udzielimy sobie wsparcia? Serdecznie pozdrawiam. Asia
      Ps. Jeszcze jedno, kiedyś czytałam artykuł o rodzinie spod Rzeszowa, gdzie
      dwóka dzieci ma mp., dziewczyna skończyła studia, wyszła za mąż i urodziła
      dziecko, a chłopak skończył studium policealne i gra na jakimś instrumencie,
      mimo, że do trzeciego roku życia efektów rehabilitacji nie było.
      • anuteczek Wszystkiego najlepszego dla Małego 12.08.04, 16:20
        Kochana,
        Buziaki dla Małego.
        BTW - mój mąż też ma dzisiaj urodziny...
        andzia
        • joanna35 Re: Wszystkiego najlepszego dla Małego 12.08.04, 16:31
          Serdeczne dzięki, pozdrowienia dla męża
          • mharrison Re: Wszystkiego najlepszego dla Małego 12.08.04, 16:38
            Joanno,
            Przekaz Malemu najlepsze zyczenia urodzinowe. Spełnienia marzen i duzo zdrowia.

            Anuteczku,
            wspolne skrzywienie zawodowe, dzis urodziny Twojego meza, jutro mojego, co
            jeszcze nas laczy?
            • anuteczek Re: Wszystkiego najlepszego dla Małego 12.08.04, 17:10
              Forum :) i pewnie jeszcze dużo...
              andzia
      • fajka7 do joanny 12.08.04, 19:06
        czesc Joasiu, nie podalam za duzo szczegolow o nas, bo dopiero trenuje
        otwieranie sie, czyli od wczoraj :) i tak jestem z siebie dumna, bo czytam to
        co napisalam i sama nie wierze ze az tyle udalo mi sie wykrztusic, i ze to az
        tak nie boli, powiem wiecej, wciaga :)
        do tej pory unikalam tematu jak ognia i to jest bledne kolo, nie umiem
        rozmawiac o moim dziecku z ludzmi, np. ktos tam pyta czy ma dziecko, ja mowie
        ze owszem, no to potem ze chlopiec, 4 latka itd. no i komentarz, ze pewnie
        niezle wariuje i musze latac za nim po calym miescie bo chlopaki zywe sa;
        pojecia nie mam co odpowiadac, wiec glupio sie usmiecham i nic nie mowie, i
        zmieniam temat, bo jak wywale prosto z mostu, ze nie mam za kim biegac, to sie
        robi sytuacja dosc niezreczna dla obu stron - delikatnie mowiac;
        to tylko taki przyklad pierwszy z brzegu, ale generalnie na kazdym kroku sie
        pojawia, bo synek jest czescia mojego zycia i nie zamierzam go ukrywac, ale
        swiat otaczajacy mnie do tego zmusza;
        oj dlugo by mowic, chetnie powymieniam sie sie doswiadczeniami z Tobą, bo czuje
        ze musze przelamac najpierw swoje opory, bez tego nigdy nie stawie czola
        sytuacji i wtedy nie wychowam go na szczesliwego czlowieka, a przeciez o to
        chodzi; do tej pory moim narzedziem walki byla rehabillitacja na zasadzie: juz
        ja cie smarkaczu naucze raczkowac, bedziesz taki jak inne dzieci i juz,
        rahabilitacja dziala cuda itd.
        to byl rodzaj mojej ucieczki choc caly czas doskonale wiedzialam ze tkwi tu
        blad w mysleniu, w podejsciu, ale nie mam sily, zeby to jakos zmienic, i
        pomyslu, i w ogole...
        • joanna35 Re: do joanny 12.08.04, 19:18
          Rozumiem i poczekam. Gdybyś wolała kontakt bardziej osobisty to podaję gg
          878513, tam jestem często dostępna, ale teraz ide pobawić się w matkę kąpiacą.
          pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka