melka_x
16.08.04, 09:05
Te z Was, które dłużej są na forum pewnie wiedzą, że wskutek moich skarg
lekarz prowadzący moje ciąże został zdjęty z funkcji ordynatora i odsunięty
od wielu spraw. W medycynie nic pewnego, czyli możliwe, że byłabym pod
najlepszą opieką, a i tak wszystko skończyłoby się tak, jak się skończyło.
Ale z opinii ekspertów oraz zdaniem dyr. medycznego placówki, w której
prowadziłam ciąże jedno jest pewne, mój lekarz nie dołożył należytej
staranności i nie wykorzystał wszystkich możliwości zminimalizowania ryzyka
przedwczesnego porodu. To tytułem wstępu, dla tych którzy historii nie znają,
a teraz przechodzę do rzeczy.
Natalia urodziła się 13 sierpnia 2003 r. o 15.45. W piątek, w rocznicę
urodzin Natalijki byłam umowiona z Pawłem i moją mamą o 17 na cmentarzu.
Wyszłam dużo wcześniej, chciałam się przejść. 13 sierpnia 2004 o 15.45
spotkałam mojego lekarza. Nie przyśniło mi się to i nie wydawało. Samej mi w
to trudno uwierzyć.