Dodaj do ulubionych

Az sie serce kraje.

12.10.04, 12:56

Charlotte musi umrzeć!





SONDAŻ



Czy zgadzasz się z decyzją sądu?

Tak
Nie







Tamara Boryczka, Londyn 12-10-2004, ostatnia aktualizacja 12-10-2004 12:08

Sąd Najwyższy w Londynie uznał, że 11-miesięczna Charlotte ma umrzeć, choć
otoczona jest miłością i czułością rodziców

Był to proces precedensowy, najtrudniejszy w dziejach brytyjskiego
sądownictwa. Rodzice 11-miesięcznego niemowlaka walczyli z lekarzami ze
szpitala św. Marii w Portsmouth o ratowanie życia ich córeczki. Przegrali.

Charlotte Wyatt urodziła się w październiku ub.r., trzy miesiące przed
terminem. Ma uszkodzony mózg, serce, płuca i wątrobę, nie widzi i nie słyszy.
Żyje w plastikowym pudelku wypełnionym tlenem, bez czułych dotyków i
pieszczot rodziców. Już trzy razy podłączana była do respiratora. Lekarze
wystąpili do sądu o zgodę na niereanimowanie niemowlaka, jeśli kolejny raz
zatrzyma się praca serca. Uzasadniali to tym, że powoduje to niepotrzebne
cierpienia. Rodzice Charlotte - 23-letnia Debbie i 33-letni Darren - błagali
sędziego o podtrzymanie życia córeczki. Wierzyli, że stanie się cud, że
zostanie wynalezione lekarstwo, które ją uratuje. Jednak sędzia zdecydował,
że Charlotte ma umrzeć w ramionach rodziców. Załamani rodzice postanowili nie
odwoływać się od decyzji sędziego.
Obserwuj wątek
    • bilboa Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 13:24
      Chyba się zgadzam.Moja córeczka tak jak Charlotta urodziła się 3 mies. przed
      czasem. Ważyła 450 g.Była tak maleńkim wcześniaczkiem że w szpitalu
      koncentrowano się na utrzymaniu jej przy życiu.Nie wiem nic o tym żeby miała
      jakieś wady genetyczne ale tak skrajne wcześniactwo napewno spowodowało by wady
      wzroku,niedorozwój płucek itd.Wtedy walczyliśmy tylko o to żeby przeżyła i
      żadne konsekwencje nas nie przerażały.Nie wiem czy nie cierpiała.Boje się o tym
      myśleć.Mąż uspokaja mnie że lekarze i pielęgniarki robili wszystko żeby nie
      cierpiała ale same wiecie że takie myśli zawsze wracają.Jeżeli miała by
      cierpieć wolałabym jej tego oszczędzić.
    • oyate Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 13:26
      Czytałam ten reportaż we wczorajszym "Fakcie". Byłam wstrząśnięta takim
      postanowieniem sądu!!!Dlaczego Sąd ma decydować o życiu lub śmierci dziecka!!
      Ale potem doszłam do wniosku, że może rzeczywiście ona bardzo cierpi i dla niej
      lepiej byłoby....
      Jednak nie!!!!Za nasze dzieci nie może decydować sąd!!!!!
      • melka_x Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 13:36
        Ja mam bardzo mieszane uczucia. Uważam, że ostateczna decyzja powinna należeć
        do rodziców, ale co robić w sytuacjach, gdy rodzice (z oczywistych względów -
        to zrozumiałe i ludzkie) nie chcą przyjąć do wiadomości, że ich dziecko nie ma
        żadnych szans, a każdy dzień przedłuża cierpienie? Czy można dodawać dziecku
        cierpienia, jeśli rodzice są w szoku i nie są w stanie pogodzić się z prawdą?

        Poza tym zauważcie, że nie ma mowy o zabraniu dziecku tlenu czy nie podawaniu
        mu kroplówek itd, lekarze prosili o zgodę na to, żeby kiedy kolejny raz
        zatrzyma się serce móc nie reanimować? A nie żeby ją odłączyć od aparatury.

        Byłam w takiej samej sytuacji, tylko że my mieliśmy pełne zaufanie do lekarzy i
        wiedzieliśmy, że kiedy mówią, że nie ma już żadnych szans, to znaczy, że
        naprawdę ich nie ma. Wcześniej wykorzystano wszystkie, zrobiono już wszystko co
        można było zrobić, wiedzieliśmy o tym. Wracając do Charlotte - biorąc pod uwagę
        i opinię lekarzy (a decyzja na pewno byłas konsultowana z wieloma
        specjalistami) i wyrok sądu najprawdopodobniej z Charlotte jest tak samo.
        Jestem prawie pewna, że gdyby Charlotte miała najmniejsze szanse na życie to
        lekarze chcieli by ją reanimować.
        W artykule bardzo mi brakuje informacji na temat stanu Charlotte, bez tej
        wiedzy nie sposób na ten temat się wypowiadać, opieramy się tylko na
        przypuszczeniach.
    • mader1 Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 14:12
      Prawdopodobnie jest to sluszna decyzja. Jezeli rodzice czuli inaczej, to
      zrobili, co mogli, by ja ratowac.
      Z drugiej strony... co ci lekarze ( nie ujmujac nikomu) wiedza. Jeszcze do
      niedawna uwazali, ze wczesniak ma tak niewyksztalcony system nerwowy, ze... nie
      czuje bolu. Pierwsze operacje na otwartym sercu u wczesniakow odbywaly sie bez
      znieczulenia :((((((( !!!!!
      Dowiedzialam sie otym od kardiologa. Odkad zczeo stosowac srodki przeciwbolowe,
      spadla smiertelnosc. Co te DZIECI musialy przezywac ! Jestem pewna, ze gdyby
      zapytano rodzicow o ich zdanie, ci wiedzieliby, ze te dzieci czuja.
      Moja znajoma miala 3 razy cesarke. Gdy zaszla w czwarta ciaze, kazano jej
      usunac, bo nie przezyje ona i dziecko. Jeden, tylko jeden lekarz podjal sie
      prowadzenia tej ciazy ( mimo iz sluzba zdrowia za darmo)! Urodzila bez
      cesarskiego ciecia jeszcze troje dzieci ! Odbieral je w domu ten sam lekarz !
    • isma Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 14:39
      Ja tez, chyba, jestem za.

      Czesto bywa tak, ze bliscy osoby terminalnie chorej, w dobrej wierze, domagaja
      sie kolejnej reanimacji, mimo, ze nie ma szans nie tylko na powrot do zdrowia,
      ale takze nie ma szans na zycie w ogole (podtrzymywanie zycia jest rownowazne
      ze smiercia z wyniszczenia i najczesciej powiazane z ogromnym cierpieniem).

      Tak, jak powiedziala Melka: tu nie ma mowy o odstapieniu od podtrzymywania
      zycia (namiotu tlenowego itp.), to Charlotte bedzie miala zapewnione, tylko o
      odstapieniu od reanimacji, czyli od tzw. czynnosci nieproporcjonalnej.
      Malo sie o tym mowi, ale reanimacja tez jest meczarnia.
      • mharrison Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 14:59
        Jest chyba jeszcze coś gorszego od śmierci dziecka. Jego długotrwałe cierpienie
        przed nieuchronnym odejściem. Powtarzam, nieuchronnym i wydaje mi się, że
        lekarze są o tej nieuchronności przekonani, obserwując dziewczynkę codziennie w
        szpitalu podczas 11 miesięcy jej życia.

        Miałam "szczęście", gdyż mój syn nie cierpiał, nie czuł niczego. Lecz pomimo
        tego, patrząc na mojego syna widziałam piękną duszę uwięzioną w chorym ciele.

        Jestem w stanie też zrozumieć rodzica łapiącego się każdej szansy, by ratować
        swoje dziecko. Jestem jednak osobą pragmatyczną i rozumiem, gdy lekarze mówią
        do mnie, że nie ma już ratunku. Owszem, mógłby zdarzyć się cud, ale się nie
        zdarzył. Kilka osób (spoza kręgu medycznego) próbowała mnie pocieszyć i wlać we
        mnie nadzieję: może się obudzi, bo ja słyszałam, że ktoś tam się obudził po
        iluś tam latach.

        Nie wiem, czy właściwe jest nawet karmienie rodziców taką nadzieją.

        A teraz pomyślcie, że każde poruszenie dziecka, zmiana pieluszki boli, nie
        wspominając o wkłuciach, jatrogennych zabiegach, na reanimacji kończąc. To
        ogromne obciążenie dla chorego organizmu. A OIOM-y to nie izby przyjęć, które
        znamy z ER.
        A koniec będzie taki sam, z tym że przesunięty w czasie o kilka dnia, tygodni,
        może nawet miesięcy...

        Czy życie tu, na ziemi jest wartością absolutną? W imię której można poświęcić
        wszelkie cierpienia?
        • odlipcadomarca Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 16:42
          Musze powiedziec szczerze, ze jestem zbudowana rozsadkiem, rozwaga i
          wstrzemiezliwoscia powyzszych wypowiedzi. Obawialam sie, ze posty beda pelne
          wykrzyknikow i pomstowania na brytyjskich sedziow - podnosi mnie na duchu to,
          ze sie pomylilam. Jest tyle niejednoznacznych sytuacji, tyle trudnych wyborow,
          z ktorych zaden nie jest dobry - to naprawde imponujace, ze tyle na tym Forum
          osob, ktore dostrzegaja te zlozonosc. Moze tak jest, ze gdy sie przechodzi lub
          przejdzie samemu przez wlasne pieklo, czlowiek uczy sie dostrzegac
          najdrobniejsze niuanse rzeczywistosci i przestaje wierzyc w swiat czarno-bialy,
          w ktorym latwo oddzielic "tak" od "nie".
          Dobrze sie Was czyta, Kobiety :)
    • 1megan Re: Az sie serce kraje. 12.10.04, 17:10
      To trudna decyzja wszyscy to wiedzą a najbardziej rodzice, jeżeli ja bym była
      mamą małej Charlotty to zgodziłabym się z decyzją sądu, ale ja nią nie jestem
      Jestem mamą Mariny która odeszła po 5 miesiącach nieludzkich cierpień -
      podpisaliśmy zgodę na odstąpienie od reanimacji i podtrzymywaniu zycia przez
      respirator (była podłączona do respiratora przez ponad 3 mieś. - kosszmar). To
      prawda że patrzenie na cierpienie dziecka, kiedy nie ma już dla niego ratunku
      jest chyba jeszcze cięższe niż jego śmierć. Ja również tak uważam i dlatego
      pozwoliłam Marince odejśc, kiedy ona "podjęła taką decyzję", pomimo że
      egoistycznie pragnęłam żeby ze mną została i gdzieś na dnie serca to pragnienie
      jątrzy ranę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka