awod
16.06.05, 18:31
Mój syn urodził się pięć miesięcy temu. Na rutynowym USG bioderek,
lekarz "zajrzał" do główki (przez ciemiączko).
Wodogłowie olbrzymie...
>>Co to w ogóle jest...??? Dlaczego wszyscy są tacy tajemniczy...??? Co to
znaczy "to sprawa indywidualna"...???<<
Reakcja musi być bardzo szybka... Neurolog zmian jeszcze nie zauważył, czyli
wszystko jest "złapane" w porę!
Trzy dni później udało nam się "załatwić" skierowanie do Uniwersyteckiego
Szpitala Dziecięcego w Krakowie na Oddział Neurochirurgii Dziecięcej. To były
moje najgorsze trzy dni... Znieczulica, upokorzenia, żadnych wyjaśnień... i
te biedne dzieci (mój syn leżał akurat na sali, na której leżały dwie
dziewczynki już z zastawkami, ale bez rodziców... nie pojawili się u swoich
ślicznych, niczemu niewinnych istotek - Dominika 8 dni, Marlenka 2
tygodnie... na zawsze pozostaną w mojej pamięci...). Mikołaja - mojego syna -
wypisali do domu bez wprowadzenia zastawki. Według nich narazie nie jest źle
(!!!), a do nich mam się udać jak zauważę jakieś niepokojące objawy...
Dopiero teraz się załamałam. "Niepokojące" objawy, to na moje laickie oko już
trochę za późno! Mikro-uszkodzenia mózgu, to przecież zmiany nieodwracalne...
Muszę ratować swojego syna póki nie jest za późno...
Musiałam szukać innego szpitala. Bliżej. Bez tak zwanej "renomy" - mocno
zresztą przereklamowanej...
Jutro jadę do Wojewódzkiego Szpitala w Opolu już na przyjęcie...