dragica
31.10.05, 08:54
Weekend byl super...piatek - kolacja z mezem, przytulanki...sobota -jak
nastolatki, usmiechy, pocalunki, czulosc...cieple meiszkanie, my zakochani
jak nigdy, kotek lezy na kanapie i mruczy....noc w niedziele...dzwoni
telefon...brat meza-urodzila mu sie coreczka...
nie moglam wiecej zasnac...plakalam...maz plakal...siedzielismy na lozku i
plakalismy...
coreczka brata meza, Mila, milala 4200gr...nasz Synek - 1520gr
Mila - 10 apgar, nasz Jovan-0pkt...
potem caly dzien telefony...idiotyczne pytanie ze strony rodziny meza-jak sie
czujecie, ale fajnie,jestescie ciocia i wujek...
balam sie tego dnia.wiedzielismy, ze powinna urodzic , czekalismy to,
ale...zazdrosc.pytania.dlaczego nasz Synek umarl, dlaczego kazdy moze , a amy
nie...
obsesyjnie mysle o moim Aniolku.Sni mi sie brdzo czesto porodowka,swiatla,
lekarze...
chyba nigdy nie bede umiala z tego wyjsc...
Kocham Cie Synku