Dodaj do ulubionych

Szkoła mnie dobiła....

14.11.05, 22:28
Była dzisiaj w szkole-rozmawiałam z wychowawczynią Kuby. Osłabiła mnie
normalnie:"czy Pani myślała o nauczaniu indywidualnym?". Jasne-zamknę go w
domu i odizoluje od świata bo szkoła się boi-świetnie!! Powiedziałam jej, ze
nie widzę potrzeby takiego nauczania, Kuba jest normalnym dzieckiem,
aktywnym, nie ma ataków jeden za drugim, to co było-bez podawania leków
wystąpiło w odstępie 10 miesięcy, a teraz bierze leki, jest pod opieką
poradni, więc to chyba lekka przesada. Pani widząc moją reakcję zmieniła
front, że owszem, ze mam rację, ale nie będzie informować innych nauczycieli
bo wtedy nikt nie będzie chciał mieć Kuby na lekcji! To jakaś paranoja!!!
Zastanawiam się na przeniesiem go do jakiejś szkoły bardziej przyjaznej
dziecku. Nie sztuka przyjść do szkoły-odbębnić i mieć z głowy-trzeba jeszcze
umieć stawiać głowę problemom-pedagodzy przez duże P! Jasne...Ręce opadaja.
Narazie stanęło na tym ,ze ona wie, nikt więcej, ze Kuba nosi komórkę z
naszymi numerami telefonów (od stycznia ma non stop-także żadna wielka
zmiana). Poza tym będzie miał blaszkę na łańcuszku z danymi teleadresowymi.
Narazie tak zostaje...
Obserwuj wątek
    • joanna9920 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 08:02
      sama poinformuj innych nauczycieli.jeżeli będąwiedzieli czego mogąsię
      spodziewać będzie im łatwiej prawidłowo zareagować w razie ataku.jeśli dziecko
      bierze leki to nie powinno być problemu.nie rozumiem czego nauczycielka się
      boi.nauczanie indywidualne jest dla dobra dziecka nie nauczyciela.szkoły
      najchętniej wysłałyby wszystkie inne dzieci do domów.też miałam taką sugestię w
      pierwszej szkole zażądali usunięcia dziecka bo oni takich dzieci nie
      chcą.zabrałam bo ja ich też nie chciałam,a to było tylko podejrzenie ADHD.nie
      daj się rób to co jest najlepsze dla dziecka
      • maliniaq Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 08:28
        Witam serdecznie1 Jestem wychowawczynią dziewczynki z epilepsją. Aktualnie
        Asieńka jest w 3 kl. gimnazjum. Wiemy o całej sytuacji od początku. Już w 1
        klasie dziewczynka często źle się czuła, ale wiedziała zawsze co ma robić,
        jakie wziąć leki. Najedliśmy się niemało strachu, bo Asieńka, kiedy zbliżał się
        atak, była bardzo niespokojna, płakała, bała się. Rozmawialiśmy z jej mamą,
        cały czas mieliśmy z nią kontakt. Nie było potrzeby wprowadzenia nauczania
        indywidualnego, choć przyznam, że takie myśli chodziły nam po głowach.
        Postanowilismy poczekać, poobserwować. Gdyby ataki były bardzo częste, to...
        zdecydowalibyśmy o nauczaniu indywidualny, dla dobra dziecka (nie dlatego, że
        jesteśmy złymi pedagogami, ale dlatego, że nie jesteśmy lekarzami, nie zawsze
        wiemy jak reagować). Na szczęście do tej pory wszystko jest w porządku. Nie
        broniliśmy się przed odpowiedzialnością. Osobiście (jako wychowawczyni Asi),
        szukałam w internecie informacji na temat postępowania z dzieckiem chorym na
        epilepsję, radziłam sie lekarza, "teoretycznie" byliśmy przygotowani do pomocy
        dziecku. Nie wyobrażam sobie jednak, aby nie poinformować grona pedagogicznego,
        przecież tym można wyrządzić dziecku więcej krzywdy niż pożytku. U nas rada
        zostałą poinformowana natychmiast na najbliższym posiedzeniu. O ile zatem
        rozumiem chęć n-li do nauczania indywidualnego, o tyle nie pojmuję całej
        otoczki. Jeśli dziecko nie ma ataków, jest na lekach, to bezsensem
        jest "profilaktyczne" zabieranie go ze szkoły. Jestem zdania, że szkoła
        najpierw powinna zaoferować coś od siebie, "podkształcić" się wkierunku pomocy
        choremu dziecku, a nie iść po najmniejszej lini oporu.A może to chodzi o płace?
        W końcu godziny n-nia indywidualnego sdą płatne duuużo więcej, niż zwykłe
        godziny lekcyjne...Pozdrawiam serdecZnie. Agnieszka.
        • aaparzoch1 Re: Szkoła .. do maliniaq 15.11.05, 10:57
          Oby jak najwięcej takich pedagogów. Do choroby, a więc i ludzkich tragedii,
          które za tym idą, nalezy podchodzić rozsądnie i taktownie. Nie można izolować
          dziecka bojąc się tego co nieznane. W ten sposób można tylko wyrządzić im
          krzywdę. Nauczanie indywidualne w moich oczach jest ostatecznością. Wydaje mi
          się, iż nauczyciele powinni być szkoleni także pod tym kierunkiem. Sama mam
          dziecko chore, ale traktuję je normalnie. Pamiętam jak zabolało mnie, gdy
          wychowawczyni przy okazji organizowania wycieczki wyjazdowej sugerowała aby syn
          jechał z opiekunem. Mąż wyjasnił, iz nie ma takiej potrzeby. Nie chcieliśmy
          robić wyjątku i nie daliśmy synowi komórki, ale wychowawczyni miała do nas
          numer kontaktowy tak na wszelki wypadek.
    • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 08:56
      Droga Ago
      We wrześniu byłam w takiej samej sytuacji, jak Ty. Moje dziecko poszło do 1
      klasy. Powiedzieliśmy o wszystkim nauczycielce, daliśmy wlewkę w razie ataku.
      Zrobiła się czerwona jak burak i poleciała do dyrektorki.... Na drugi dzień
      poinformowała nas, że nie może podać tej wlewki, bo nie ma takich uprawnień,
      poprosiła o oświadczenie, w którym wyrażamy zgodę. Napisałam takie
      oświadczenie, opisałam tam wszystko, min. jak ten atak wygląda i że dziecko
      samo da jej znak, że coś się zbliża, bo tego gołym okiem nie widać. Dyrektorka
      coś tam jeszcze smęciła o historii choroby, ale napisałam do rzecznika praw
      dziecka i dowiedziałam się, że żadnej historii to ja nie muszę załączać. Na
      zebraniu pogadaliśmy jeszcze raz z nauczycielką, tak, żeby ją ostatecznie
      uspokoić. Dodam, ze neurolog nie radził nam, żebyśmy cos w ogóle mówili w
      szkole, bo miał złe doświadczenia z reakcją nauczycieli na epi. Powiedzieliśmy
      dla bezpieczeństwa dziecka, bo nie darowalibyśmy sobie, gdyby nie miało ratunku
      wtedy, gdyby tego potrzebowało.
      Reasumując, do rozmowy z nauczycielem trzeba się baardzo dobrze przygotować,
      musisz być stanowcza i broń Boże nie straszyć nauczycielki, bo spanikuje i
      zrobi wszystko, zebyś zabrała dzecko z jej klasy.
      Zauważyłam, że rodzice są za bardzo ulegli w stosunku do szkoły, mają chore
      dzieci i jakby za to przepraszali. Pytam, za co? Szkoła jest dla wszystkich,
      dla Twojego dziecka też, jeżeli nie będziesz stała murem za dzieckiem, to w kim
      będzie miało oparcie? Już dostatecznie Twój syn został pokrzywdzony przez los,
      broń go z całych sił przed bandą pseudopedagogów.
      Pozdrawiam serdecznie
      • maliniaq Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 09:25
        Ta banda pseudopedagogów, którą ja w tej chwili reprezentuję, czasami
        zwyczajnie się boi. Nie jesteście w stanie tego pojąć??? My jesteśmy po to, by
        uczyć dzieci i wychowywać. Możemy zgodzić się oczywiście na pobyt w klasie
        dziecka chorego, bo ostatecznym idiotyzmem jest izolowanie dzieciaka ze względu
        na chorobę, która może, ale wcale nie musi dac o sobie znać. Wysłuchamy Was-
        rodziców, którzy jesteście niejako z tą chorobą oswojeni, wiecie co robić, jak
        reagować; teoretycznie przygotujemy się do pomocy i jest ok. A zastanawiacie
        się, co będzie, jeśli... nie będziemy potrafili pomóc? Jeśli nie zdążymy? Jeśli
        atak choroby pojawi się na parterze, a nauczyciele będa w pokoju nauczycielskim
        na 3 piętrze? Przecież my mamy w szkole kilkaset dzieci, niemożliwością jestr
        chodzenie za jednym. A co, jeśli dziecku (odpukać) coś się stanie? Do kogo
        wówczas będziecie mieli pretensje??? Bo przeciez nie do siebie... A nauczyciel
        to nie lekarz. Jeśli nauczyciele są "bandą pseudopedagogów" to bardzo mocno
        dziwię się, po co tak walczycie, by tym "czubkom" powierzać swoje chore
        dziecko. Ja tam swojego pod opiekę żadnej BANDZIE bym nie oddała.
        • ewamonika1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 09:32
          Maliniaq,
          rozumiem Twoje zdenerwowanie, ale zrozum też rodziców.

          Napisz, jakie wg Ciebie wyjaśnienie mogę znaleźć dla dyrektorki przedszkola,
          która w rozmowie telefonicznej, nie widząc w ogóle dziecka, powiedziała, że
          nasz synek, którego jedyną ułomnością jest brak dłoni, nie może zostać przyjęty
          do jej "normalnego" przedszkola?
          Czy prawdziwy pedagog nie powinien przynajmniej zaprosić nas na rozmowę?

          Zdarzają się wspaniali nauczyciele, wychowawcy. Tutaj jednak część osób czuje
          potrzebę wyrzucenia z siebie żalu do różnego typu "urzędników". Uogólnienia
          bolą, bo są niesprawiedliwe.



          pozdr.
          ewa
          • maliniaq Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 09:47
            ABSOLUTNIE NIEDOPUSZCZALNĄ,dla mnie przynajmniej, sprawą, jest izolowanie
            dziecka za jakąkolwiek ułomność fizyczną. To nie szkodzi zdrowiu dzieciaczka,
            nie może spowodować, by wydarzyło się coś zagrażającego Jego życiu czy zdrowiu.
            Taka dyrektorka, która nie chce przyjąc do przedszkola dzieciaczka tylko za to,
            że nie ma dłoni, naprawdę nie powinna pracowac wśród dzieci. Ja pisze tylko o
            chorobach, w których może wystąpić nagły atak, w których liczy się fachowa i
            szybka pomoc, której niestety ,czasem my, jako nauczyciele ,nie jesteśmy w
            stanie udzielić. Ja jednak pracuję w szkole, w której nie ma nawet lekarza, z
            chorym dzieckiem trzeba biec do ośrodka zdrowia. Dlatego wyrażam opinię, że
            rozumiem n-li bojących się ataków np. epilepsji. My boimy się nie o siebie,
            tylko o te dzieci, które przez nasz brak fachowości mogą cierpieć jeszcze
            bardziej. Inaczej pewnie jest, jeśli w szkole jest lekarz. Pamiętam sytuację,
            kiedy zwyczajnie zemdlała nam w szkole dziewczynka. Zanim jakiś inny uczeń
            przybiegł i odnalazł nauczyciela, minęło chyba z 10 minut (a musze przyznać, że
            dziecko w takim przypadku nie bardzo się śpieszy). Dziewczynka zdążyła zemdleć
            i odzyskać przytomność, dzięki temu, że jakiś inny uczeń wylał jej butelkę
            mineralnej na głowę. Przybiegliśmy jak można było najprędzej, ale dziewczynka
            była już w dobrym stanie. A jeśli byłby to atak padaczki? Te 10 minut szukania
            n-la mogłoby okazać się za długie... Niestety takie jest życie. Bierzemy
            odpowiedzialność za dzieciaki w szkole i czasem boimy się... własnej
            nieudolności, boimy się zaszkodzić dziecku. Ale to, tak jak pisałam, dotyczy
            chorób, w których liczy się sszybka i fachowa pomoc. Nie wyobrażam sobie,
            by ,można było odsunąć dziecko "tylko" za brak dłoni. To jest NIELUDZKIE i tyle.
            • ewamonika1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 10:08
              dziękuję za odpowiedź. Upewniła mnie, że moje zdwiwienie i żal do tej pani nie
              jest czymś wyssanym z palca.

              e.
          • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 20:55
            Od takiego przedszkola to chyba warto trzymać się z daleka :( Jeśli już tak, na
            wejściu, na hasło, że dziecko nie ma dłoni, pani Was zbyła, na pewno dobrze
            Twój synek by się nie czuł.
            • ewamonika1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 21:07
              kmianka napisała:

              > Od takiego przedszkola to chyba warto trzymać się z daleka :( Jeśli już tak,
              na
              >
              > wejściu, na hasło, że dziecko nie ma dłoni, pani Was zbyła, na pewno dobrze
              > Twój synek by się nie czuł.

              -----
              "najciekawsze" jest to, że owo przedszkole cieszy się bardzo dobrą opinią. Ale -
              jak rozumiem - ma być "zdrowotnie poprawne" w 100 proc. Po co brać sobie na
              głowę kłopot?

              pozdr.
              ewa
              • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 21:15
                Hm, dobra opinia? Teraz to przedszkole u mnie dobrej opinii nie ma ;)
                Owa pani dyr. pewnie sobie myśli, że jeśli trafi do niej dziecko bez dłoni,
                popsuje to opinię przedszkolu, a inni rodzice nie zechcą dawać tam dzieci, lub
                co gorsza, będę je stamtąd zabierać.
                To straszne, okrutne, ale jestem pewna, że pani ma takie właśnie podejście do
                sytuacji :(
                Bardzo mi przykro, że spotykają Was takie przykrości. Mi osobiście wstyd za
                takich pedagogów :(
                • ewamonika1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 21:23
                  nawet nie wiem, czy boi się, że inni rodzice nie zechcą dawać tam dzieci lub
                  będą je zabierać. Przyznam, że nawet w najczarniejszych wizjach nie myślę w ten
                  sposób.
                  Pani dyrektor wytłumaczyła mi odmowę "dobrem" Piotrusia. Wg niej zawsze będzie
                  ostatni, zbyt wolny, nie wyrabiający się z zadaniami itp. A przecież jako matka
                  nie chciałabym tego (słowa pani dyr.). Na moje tłumaczenia, że chcemy przez
                  synkiem stawiać poprzeczkę tak samo wysoko, jak przed starszymi dziećmi -
                  usłyszałam, że to niemożliwe. Czyli chyba z założenia Piotrek będzie gorszy,
                  wolniejszy itp. (wg tej pani).
                  Przechodzę koło tego przedszkola niemal codziennie. Przyznam, że bywają dni,
                  kiedy jest mi po ludzku przykro widząc wesołe, roześmiane dzieci wychodzące na
                  spacer lub wracającego z niego.
                  I wiem, że Piotruś nie ma tam wstępu :-(

                  Ale już wiem, że takie jest życie. Trzeba być ponad taką przykrością, bo
                  trwanie przy niej, zatrzymuje w biegu. A przy trójce dzieci trzeba się
                  nabiegać :)

                  Pozdrawiam,
                  ewa
                  • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 21:52
                    Ewo, mam nadzieję, że znajdziecie dla Piotrusia przedszkole, gdzie będzie
                    traktowany jak inne dzieci, gdzie będziesz go widziała roześmianego idącego na
                    spacer z innymi przedszkolakami :) Tego Wam serdecznie życzę.

                    PS. Wg kobiety, ktorą bardzo cenię, dla niepełnosprawnego dziecka nie ma nic
                    lepszego niż dorastanie wśród pełnosprawnych dzieci (ta pani podarowała nam
                    naszego Przemka - piszę o nim w tym wątku - wbrew wszystkim mądrym głowom,
                    fajnego i radosnego chłopaka :))
                    • ewamonika1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 22:03
                      dziękuję :)

                      e.
        • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 09:33
          Śpieszę z wyjaśnieniami
          Ja nie wybrałam sobie zawodu nauczyciela, podobno to powołanie? Czy Ty może
          masz powołanie tylko do nauczania dzieci zdrowych, pieknych i zdolnych?
          Zapewniam, ze dziecko z epi czuje, kiedy atak nadchodzi, moze wtedy spokojnie
          nawet w czasie przerwy zejść z 3 piętra do pokoju nauczycielskiego na parterze.
          Każdego z nas moze to spotkać a od nauczycieli właśnie możnaby spodziewać się
          zdrowego i racjonalnego podejścia do różnych sytuacji, czy się mylę????
          • maliniaq Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 09:49
            Przeczytaj kilka postów wyżej. Jestem wychowawczynią dziewczynki z epilepsją,
            która chodzi do szkoły i jest juz w 3 kl. gimnazjum. Nie miała powaznego ataku
            ale gdyby to się zdarzyło... nie wiem, czy potrafiłabym pomóc. I to nie jest
            kwestia "powołania", tylko UMIEJĘTNOŚCI.
        • kameljanda_forum Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 00:47
          > Ta banda pseudopedagogów, którą ja w tej chwili reprezentuję, czasami
          > zwyczajnie się boi. Nie jesteście w stanie tego pojąć???

          Rozumiem że można się bać. Nie rozumiem tylko czego można się aż tak bać w
          przypadku napadu epilepsji?

          > My jesteśmy po to, by
          > uczyć dzieci i wychowywać.

          Również w praktyce.

          >Możemy zgodzić się oczywiście na pobyt w klasie
          > dziecka chorego, bo ostatecznym idiotyzmem jest izolowanie dzieciaka ze względu
          >
          > na chorobę, która może, ale wcale nie musi dac o sobie znać.

          Ale to nie może być łaska. Ani uprzywilejowanie. Tylko normalny stan

          > Wysłuchamy Was-
          > rodziców, którzy jesteście niejako z tą chorobą oswojeni, wiecie co robić, jak
          > reagować; teoretycznie przygotujemy się do pomocy i jest ok. A zastanawiacie
          > się, co będzie, jeśli... nie będziemy potrafili pomóc?

          Moim zdaniem po wysłuchaniu rodzica i szczerym porozmawianiu z nim o padaczce,
          nie ma miejsca na pytanie "a co jeśli nie będziemy potrafili pomóc". Padaczka to
          nie jest umieranie na zawał.
    • ewamonika1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 09:20
      Ago,
      swego czasu znalazłam zbiór informacji nt. edukacji dzieci
      niepełnosprawnych/cghorych. Znajdziesz tam kilka linków - m.in. o nauczaniu
      indywidualnym. Mam nadzieję, że lektura tych wiadomości wzmocni Cię z
      ewentualną "walką" ze szkołą.

      serwisy.gazeta.pl/edukacja/0,51807.html
      Powodzenia,
      ewa
    • aga1972 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 09:52
      Własnie jestem po rozmowie z koleżanka ze studiów, która uczy w sąsiedniej
      szkole-ona przedstwaiła mi jak tam nastawiają się wobecc chorych na różne
      schorzenia dzieci. Wszyscy nauczyciele są przeszkoleni, wiedzą jak postępować w
      przypadku dziecka chorego na epi, tak samo są pogadanki dla uczniów-aby nie
      popadali w histerię gdy któryś z kolegów lub koleżanek dostanie atak. Kartki są
      w dzienniku, z nazwami leków, dawkowaniem itp...
      Była zdziwiona, ze "nasza" pani miała takie podejście. Powiedziała mi tylko, ze
      juz kilkoro dzieci chorycb na rózne choroby trafiło z naszej szkoły do jej-po
      prostu nasza szkoła pozbywa się problemów. W czwartek idę na rozmoe do
      dyrektorki tamtej szkoły i będę rozmawiać na temat przeniesienia. Koleżanka
      jakby co to mi pomoże.
      Nie widzę w tej chwili innej możliwości...
      Kuba by na tym skorzystał bo w tamtej szkole jest tylko 1 zmiana a u nas są 2,
      wczoraj np. skończył lekcje o 17,15-już ciemna noc a tu jeszcze lekcje trzeba
      odrabiać.
      Zła jestem...
    • lila4 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 10:00
      To nie jest tak ze nauczyciel pozbywa się problemu.W szkołach sa szkolenia -
      jak pomóc dzicku w różnych sytuacjach, ale w zasadzie wg przepisów regulujących
      ustawowo prace nauczyciela, nie moze on nawet przykleic plastra dziecku nie
      mówiąc juz o podaniu tabletki.Tak jest w w ielu szkołach. Dyrekcja musi
      przestrzegac przepisów bo jak cos się stanie to ona odpowie.
      • maliniaq Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 10:34
        Słuchajcie, takie szkolenie to wspaniała rzecz! Właśnie mnie zainspirowałyście.
        U nas w szkole nie było nigdy takiego szkolenia. Nie wiem tylko, czy mogę,
        bo... mamy kilkoro chorych dzieci w szkole i chętnie wynalazłabym jakies
        materiały, pozbierała i takie szkolenie wprowadziła. może nie jestem fachowcem
        (na pewno nie jestem), ale o takich chorobach można sporo wyczytac z internetu,
        w razie czego zapytam Was. Może wtedy faktycznie mniej będzie strachu.
        Spróbuję, moze się uda... Pierwsze szkolenie w styczniu na radzie.
        • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 10:58
          I tak trzymać!
          wszystkim nam będzie łatwiej. Nauczyciele będą przeszkoleni i przestaną się
          bać, bo poznają problem a rodzice nie będą czuć się bezsilni.
          Np. żeby przerwać atak epi nalezy podać dziecku wlewkę diazepamu. Wszystko.
          Atak momentalnie przechodzi. Koniec.
          Było mi strasznie przykro, jak wyczułam, ze pani nauczycielka boi sie mojego
          dziecka, bo ma dziwną i tajemniczą chorobę. Przecież to normalny, kochany,
          mądry siedmiolatek. Dla mnie jest jedynym prawdziwym celem w życiu a tu ktoś
          się go brzydzi.
          W Polsce jest wiele dzieci, którzy mają epi ale ich szkoła o tym nie wie, bo
          lekarze przestrzegają rodziców, żeby nie mówić. Gdyby nauczyciele wiedzieli
          więcej, żyłoby sie nam wszystkim łatwiej i bezpieczniej.
          Tak w ogóle, to przydałaby się jakaś narodowa kampania uświadamiająca
          wszystkich, ilu ludzi choruje na epi, jaka to choroba i jak można pomóc w razie
          ataku. Może kiedyś ktoś sie tym zajmie, może właśnie Gazeta Wyborcza? Mamy XXI
          wiek, a nasza świadomość nie przekracza czasów św. Wita - patrona epileptyków.
          • mruwa9 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 11:40
            Jako ciekawostka: nie mieszkam w Polsce, mam niepelnosprawne dziecko chore na
            padaczke. Chodzi do normalnego przedszkola. Pielegniarka neurologiczna, z ktora
            mamy kontakt, sama zaproponowala pojscie do przedszkola (mowi, ze jest to w
            ramach jej zawodowych obowiazkow), przeprowadzila podgadanke dla personelu, co
            to jest za choroba, co nalezy robic a czego nie, na co zwracac uwage, po prostu
            pomogla oswoic chorobe, bo personel-pelen dobrych checi, sam byl spanikowany.
            Do tego ksiazeczki,ulotki, film video. Oczywiscie rzecz nie dziala sie poza
            moimi plecami, ja musialam wyjsc z inicjatywa, tzn. przekazac kontakty w
            przedszkolu, bo jak by nie mowic, jest to kwestia tajemnicy lekarskiej.
            Personel przedszkola jest spokojniejszy, ja oczywiscie tez. Autorce watku
            proponuje zagrac na nute: dyskryminacja dziecka ze wzgledu na stan zdrowia. Ale
            z drugiej strony: dziecko, o ktorego chorobie wie cala szkola, ma prawo czuc
            sie wytykane palcami, takie spoleczenstwo i taka wscibska ludzka natura.
            Pamietam, ze w szkole podstawowej chodzil ze mna do klasy chlopak chory na
            padaczke. I choc co jakis czas zdarzaly mu sie napady w trakcie lekcji, on sie
            twardo przez cale lata zapieral, ze to nie jest padaczka..I rzeczywiscie byl w
            klasie traktowany inaczej: nie byl represjonowany, wysmiewany..ale jakos tak
            inaczej...Trudna sprawa..
            • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 12:00
              No właśnie...
              W przedszkolu bylismy super przyjęci, pani dyrektor powiedziala, żeby się nie
              martwić, bo nie takie dzieci tutaj chodziły i że wszystko będzie dobrze.
              Czuliśmy sie tam bezpieczni i wdzięczni za takie potraktowanie. Po rozmowie z
              neurologiem zaczęłam się zastanawiac, czy on ma rację, czy rzeczywiście w
              szkole nasze dziecko może miec problemy, nie wierzyłam lekarzowi. A jednak...
              Gdyby nie nasza twarda postawa i determinacja trzeba by było dla swiętego
              spokoju zrezygnowac z tej szkoły... Teraz sytuacja jest unormowana, zdobyliśmy
              zaświadczenie o "normalności" dziecka z przedszkola, poszlismy do psychologa,
              który wyraził o córce opinie ( jaknajbardziej pozytywną )i odmówiliśmy
              dostarczenia historii choroby, bo to tajemnica lekarska, i pani dyrektor nie
              jest neurologiem, zeby czytać historie choroby.
              Wydaje mi się, że te dwa różne podejścia do naszego dziecka ( przedszkole i
              szkoła ) świadczą tylko o tym, że niektórzy są pedagogami z powołania a inni z
              przypadku.
              Psycholog powiedziała mi, że w Polsce jest tak, że za chore dziecko w klasie
              nauczyciel nie dostaje żadnego dodatku w pensji, a w krajach bardziej
              rozwinietych dostaje. Stąd nie w interesie nauczyciela jest uczenie dzieci
              sprawiających problemy, np dzieci z ADHD. Smutne.
              • aga1972 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 12:14
                Smutne to co czytam:(
                Jestem pewna jednego co zrobię-gdy uda mi się go przenieść z tej szkoły-na
                pewno tego tak nie zostawię! Dotre wszędzie gdzie tylko się da i rozgłosze, że
                TA szkoła dyskryminuje chore dzieci. Beda się tłumaczyć ze swego
                postępowania...Ale dopiero jak mojego syna juz tam nie będzie!
                • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 12:22
                  A wiesz, co ja pomyslałam? Że jak dojdzie do tego, że będę musiała córeczkę
                  przenieść, to pójdę do biur poselskich wszystkich posłów z okolicy, niech się
                  za to ktoś wreszcie weźmie.
                  XXI wiek, Unia Europejska, Centrum Europy.... Niewiedza nikogo nie
                  usprawiedliwia, szkoły tymbardziej.
                  • aga1972 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 12:29
                    Ja go nie chcę już zostawić w tej szkole-pani powiedziała mi, ze "jakby coś sie
                    stało w szkołe to on nie miałby tam juz spokoju-dzieci by go dyskryminowały"-Ja
                    przepraszam bardzo-skoro nauczycielka tak mówi to jaka ma byc świadomość tych
                    dzieci???
                    • verdana Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 12:46
                      Moja córka trzy lata przyjaźniła się w gimnazjum z chłopakiem chorym na
                      padaczkę. Nauczyciele wiedzieli, uczniowie wiedzieli (chłopak normalnie o tym
                      mówił, nawet smiali się, ze jest jak Cezar- a przynajmniej chory na to samo)
                      nikt nikogo nie dyskryminował.
                      Niby to najgorszy wiek, a młodzież przyjęła rzecz absolutnie normalnie - jeden
                      ma padaczkę, drugi alergię, a co mnie do tego? Kolega jak kolega.
                      To taka dawka optymizmu.
                    • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 12:51
                      No to spytaj, skąd ona to wie? Ma szklaną kulę? Ma w takim razie kobieta pole
                      do popisu, niech zorganizuje jakąś pogadankę na lekcji, niech się wysili i
                      pomoże.
                      Jakie Ci w takim razie daje gwarancje, że w drugiej szkole będzie inaczej?
                      Nie znam Twojego watku, ale rozumiem, że dziecko ma epi od niedawna? Jeżeli
                      tak, to na pewno ma kolegów w klasie, moze sie nawet z kimś przyjaźni? Nie
                      wierzę, że wszyscy go nagle odrzucą. Może ta pani sądzi po sobie?
                      Ja radze nie odpuszczać, bo dziecko może wyczuć, że ma chorobę wstydliwą, ze
                      jest gorszy, że uciekacie przed konsekwencjami.
                      Szkoła staneła przed problemem, ale jeśli jest szkołą, gdzie panują jakieś
                      zasady, to powinna dać sobie radę z problemami. Chociaż próbować. Może porusz
                      sprawę na zebraniu, przygotuj sie uprzednio, wyjaśnij krótko sprawę rodzicom,
                      powiedz, że to przecież niezaraźliwe. Może skontaktuj się z trójką klasową?
                      Dziewczyno to jest Twoje dziecko! Uciejkając ze szkoły pokażesz mu, że od
                      problemów się ucieka, zamiast je pokonywać.
                      A jeżeli już naprawdę musicie, to zmieńcie szkołę, ale postaraj się, żeby
                      poinformować o wszystkim kogo sie da, szkoła nie może decydować kogo chce uczyć
                      a kogo nie.
                      • maliniaq Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 13:05
                        Kurcze, no nie wierzę w to, co czytam. A to, co Ty robisz, nie jest
                        dyskryminacją szkół? Jakie dziecko ma mieć pojęcie o szkole, skoro słyszy takie
                        rzeczy od rodziców? Skąd wymagac szacunku do nauczyciela i przedmiotu...
                        Uogólniasz bardzo, potę[piasz wszystkie szkoły, choc z niewłaściwą reakcją (po
                        prostą ze zwykła ludzką, słabą) spotkałaś się w jednej szkole. Przecież tak nie
                        wolno. To TEŻ jest niesprawiedli8we. Ja wiem, że choroba dziecka to dla
                        rodziców straszna sprawa. Tylko że rodzice mają tylko to dziecko, a szkoła ma
                        ich setki. I jak tu chodzic za każdym... Aha, i jeszcze jedna sprawa. Piszesz
                        wcześniej, że nauczyciel (dyrektor) nie jest neurologiem, żeby czytał historię
                        choroby Twojego dziecka, ale... jest wystarczającym neurologiem, żeby mu pomógł
                        w razie czego, prawda? Jakieś dziwne te wymagania.
                        • mruwa9 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 13:11
                          maliniaq napisała:

                          > Kurcze, no nie wierzę w to, co czytam. A to, co Ty robisz, nie jest
                          > dyskryminacją szkół? Jakie dziecko ma mieć pojęcie o szkole, skoro słyszy
                          takie
                          >
                          > rzeczy od rodziców? Skąd wymagac szacunku do nauczyciela i przedmiotu...
                          > Uogólniasz bardzo, potę[piasz wszystkie szkoły, choc z niewłaściwą reakcją
                          (po
                          > prostą ze zwykła ludzką, słabą) spotkałaś się w jednej szkole. Przecież tak
                          nie
                          >
                          > wolno. To TEŻ jest niesprawiedli8we. Ja wiem, że choroba dziecka to dla
                          > rodziców straszna sprawa. Tylko że rodzice mają tylko to dziecko, a szkoła ma
                          > ich setki. I jak tu chodzic za każdym... Aha, i jeszcze jedna sprawa. Piszesz
                          > wcześniej, że nauczyciel (dyrektor) nie jest neurologiem, żeby czytał
                          historię
                          > choroby Twojego dziecka, ale... jest wystarczającym neurologiem, żeby mu
                          pomógł
                          >
                          > w razie czego, prawda? Jakieś dziwne te wymagania.
                          • mruwa9 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 13:26
                            A jesli chodzi o lekture historii choroby, to aga ma racje: nauczyciel nie
                            powinien sie o nia dopominac, zwykle w takiej dokumentacji jest znacznie
                            wiecej poufnych informacji, niz nauczycielowi potrzeba do tego, zeby zapewnic
                            dziecku bezpieczenstwo.
                        • mruwa9 Sorry, za szybko wyslalam 15.11.05, 13:24
                          Na szacunek trzeba sobie zapracowac.. To nieprawda, ze za prace z dziecmi
                          specjalnej troski (a takimi sa nie tylko dzieci niepelnosprawne, ale np. chore
                          na wszelkie choroby przewlekle czy z ADHD) na Zachodzie maja ekstra placone. Po
                          prostu praca taka wpisuje sie w zwykle obowiazki, tak samo jak praca urzednika
                          na poczcie wiaze sie czasem z obsluga upierdliwych klientow, a policjanta z
                          kontaktem z zasikanym pijaczkiem. Czy myslisz, ze gdyby nauczyciele dostali
                          nagle jakis specjalny pieniadz, to nagle zaakceptowaliby chlopaka? IMHO brakuje
                          tu dobrej woli, nie pieniedzy. Za czlowiekiem chorym na padaczke nie trzeba
                          chodzic jak cien, zwlaszcza, ze w szkole dziecko niemal nie ma okazji byc
                          zupelnie samo, poza wizyta w kabinie toalety. Wystarczy wiedziec, ze padaczka
                          to nie jest choroba psychiczna, ze choruja na nia rowniez aktorzy,
                          dziennikarze, ludzie wyksztalceni, ze ludzie z padaczka zakladaja normalne
                          rodziny. Ze ponad 60% chorych, zazywajac stale leki jest wolnych od napadow i
                          moga zyc jak inni, ze podczas napadu wystarzy zapewnic dziecu bezpieczenstwo,
                          tj, chronic glowe przed urazem, a jesli napad trwa dluzej niz 15 minut wezwac
                          pogotowie,zawiadomic rodzicow, ewentualnie podac lek (choc nie wyobrazam sobie,
                          jak nauczyciel mialby podac nastolatkowi wlewke doodbytnicza, wiec to pominmy).
                          Nie ma mowy o zadnym kolku wciskanym miedzy zeby. Cale postepowanie to ochrona
                          dziecka przed urazem, czyli podlozenie czegos pod glowe dziecka,ewentualnie
                          klekniecie i podlozenie wlasnych kolan. To naprawde przerasta mozliwosci
                          nauczyciela? No tak, to uraza majestat, bo nauczyciel musi zejsc do
                          parteru...Autorka watku podaje jawny przyklad zlej woli nauczycieli i
                          dyskryminacji dziecka.
                          • dobiesia Re: Sorry, za szybko wyslalam 15.11.05, 13:38
                            Dziekuję Ci, że mnie rozumiesz. Już mi brak sił na tłumaczenia i napastliwe
                            odpowiedzi pani nauczycielki ( słowa pisane wielkie litery na forum oznaczają
                            krzyk i nie nalezy ich używać ). Świat to różne rasy, różni ludzie, choroby,
                            przyzwyczajenia itd. Jestem przeciwna wszelkiemu rasizmowi, a wygląda na to, że
                            nie wszyscy na tym forum są tego zdania. Szkoda tylko, że są wśród nich
                            nauczyciele naszych dzieci.
                            Pozdrawiam
                          • kmianka Re: Sorry, za szybko wyslalam 15.11.05, 21:09
                            Zhodzę się z Tobą - to, o czym pisze mama Kuby, to brak dobrej woli u
                            nauczycieli, z ktorymi się zetknęła. Ale, uwierzcie mi, nie jest tak, że
                            wszystkie szkoły mają takie samo podejście. Często wystarczy chęć rodziców
                            chorego dziecka w przeszkoleniu kadry, jak postępować w razie ataku, a wtedy
                            jest zupelnie inna reakcja ze strony szkoły - chyba, że ewidentnie wykazuje
                            niechęc, by ucznia przyjąć - bez odgórnych nakazów, zaświadczeń od psychologów,
                            neurologów itp. Ja tak to widzę - bo tak jest w mojej szkole.
                        • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 13:44
                          Wyobraź sobie, że nasze dzieci sa również naszych serc biciem wiosną i naszym
                          życiem.
                          Chociaż spróbuj.
                          Pozdrawiam i życze, żeby Twoje życie upływało w spokoju bez chorób,
                          nieprzespanych nocy, przerażającego, paralizującego strachu. Bo nie podołasz.
                          • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 21:44
                            A wiecie co przyszlo mi na myśl czytając tutejszą dyskusję?
                            Że rodzice często postrzegają nauczycieli jako zło konieczne i przykro mi, że
                            tak się dzieje. Bo tak być nie powinno. Rodzice i nauczyciele mają być
                            partnerami, współpracować ze sobą, dla dobra dziecka. Czyżbym była idealistką,
                            że tak to widzę? Ja, przynajmniej się staram, chcę być partnerem rodzica i tak
                            rozmawiać, by znaleźć najlepsze rozwiązanie. Bo nie wierzę, że nie można się
                            porozumieć.

                            Dobiesiu, myślę, że trochę niesłusznie piszesz tak do Maliniq. Przecież
                            dziewczyna nic zlego nie napisała. I nigdzie nie zanegowała tego, że Wasze
                            dzieci są Waszym życiem, prawda? Sama jest mamą, więc chyba wie jak to jest? I
                            ma prawo obawiać się tego, czego nie zna.
                            wiadomo, że każdy rodzic patrzy przez pryzmat swojego dziecka. Wiadomo też, że
                            nauczyciel, podczas lekcji, ma pod opieką nie jedno dziecko, lecz więcej. I za
                            każde jedno jest odpowiedzialny.
                            Kiedy jeszcze nauczycielem nie byłam, nie wyobrażałam sobie nawet, jak to jest
                            nim być. Myślałam, że jest to praca lżejsza z mnóstwem wolnego czasu. Teraz
                            wiem, że to bardzo duża odpowiedzialność.
                            Ważne jest, by i rodzice i nauczyciele wykazali choć chęc zrozumienia drugiej
                            strony.
                            Pozdrawiam
                        • kameljanda_forum Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 00:32
                          maliniaq napisała:

                          > Ja wiem, że choroba dziecka to dla
                          > rodziców straszna sprawa. Tylko że rodzice mają tylko to dziecko, a szkoła ma
                          > ich setki. I jak tu chodzic za każdym...

                          Dla rodziców choroba nie jest straszna. To oni pierwsi muszą się z nią zmierzyć
                          i ją oswoić. Padaczka jest zespołem różnorodnych zaburzeń, niemal u każdego
                          chorego będzie dawać inne objawy. Co za tym idzie nie można generalizować, iż
                          każdy chory na epilepsję uczeń wymagać będzie stałego nadzoru, bo na ogół
                          wyobrażenia o padaczce kończą się na widoku napadu z drgawkami i utratą
                          przytomności.
                          Dzieci miewają też napady, które mogą być postrzegane jako dziwactwa albo i
                          takie niezauważalne dla otoczenia. Im nie jest potrzebny stały nadzór ale zwykłe
                          zrozumienie dla np. chwilowych wyłaczeń w napadzie nieświadomości.

                          > Piszesz
                          > wcześniej, że nauczyciel (dyrektor) nie jest neurologiem, żeby czytał historię
                          > choroby Twojego dziecka, ale... jest wystarczającym neurologiem, żeby mu pomógł
                          >
                          > w razie czego, prawda? Jakieś dziwne te wymagania.

                          Jaki jest problem w udzieleniu pierwszej pomocy w przypadku ataku drgawkowego?
                          Zabezpieczenie głowy przed przypadkowym urazem w trakcie drgawek. Ewentualnie
                          prawidłowe ułożenie ciała dziecka, jeśli jest to możliwe. To niezbędne minimum.

                          IMO do tego wystarczy odrobina wiedzy i empatii.
                      • aga1972 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 13:08
                        W trójce klasowej jestem Ja. Poza tym wiem, że z tej szkoły nagminnie pozbywają
                        się problemów-do tej drugiej szkoły przeszły dwie dziewczynki chore na epi,
                        jeden cukrzyk, dziecko z dysgrafią i dysortografią. Po prostu dyrekcja obrała
                        sobie za punkt honoru unikanie odpowiedzialności i rozwiązywania problemów. To
                        smutne ale tak jest. Jeśli chodzi o moje dziecko-jest nad wyraz dojrzały jak na
                        swój wiek-powiedział, ze jeśli chodzi o niego to nie sprawy może isć do nowej
                        szkoły. Oczywiście-nie przekazałam mu tego co powiedziała pani-po prostu w tej
                        drugiej szkole nie ma II zmiany-lekcje zaczynają się o 8 a kończą 13-14. Teraz
                        Kuba chodzi do szkoły na 11-12 a kończy 16-17. Tak więc bardzo by mu pasowało
                        chodzić tylko na rano.
                        • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 14:05
                          No to przenieś dziecko, niektórzy są niereformowalni. Trudno wymagać od ogórka,
                          żeby zaśpiewał, bo po prostu nie może ;)))
                          Sprawa jest inna, brakuje w Polsce świadomości na temat tej choroby, ludzie (
                          nawet nauczyciele ) boją się jej. Wszystko, co nieznane budzi obawy, trzeba to
                          zmienic. Mam nawet pomysł.
                          Pozdrawiam i zyczę wszystkiego dobrego w nowej szkole.
                          • aga1972 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 14:14
                            A co to za pomysł? Jeśli chcesz to pisz na priva:)
                            Dzieki za miłe słowa otuchy:)
                            Pozdrawiam:):):)
                            • dobiesia Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 14:53
                              Napisałam.
                              Jak tak czytam wpisy na forum, to myslę, że coniektórym brakuje empatii i
                              ludzkiego podejścia do innych. Praca w szkole to nie sielanka, jak niektórym
                              się by wydawało. To odpowiedzialność i duża wiedza, nie tylko w swojej
                              dziedzinie. Marzenia, co?
        • kameljanda_forum Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 00:54
          > U nas w szkole nie było nigdy takiego szkolenia. Nie wiem tylko, czy mogę,
          > bo... mamy kilkoro chorych dzieci w szkole i chętnie wynalazłabym jakies
          > materiały, pozbierała i takie szkolenie wprowadziła. może nie jestem fachowcem
          > (na pewno nie jestem), ale o takich chorobach można sporo wyczytac z internetu,
          >
          > w razie czego zapytam Was.

          Służę pomocą:)
          • aga1972 Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 08:28
            Witaj Kameljanda:)
            Ja jak najbardziej proszę o takie materiały-wiem, ze jesteś specjalistką w tej
            dziedzinie :)
            Pozdrawiam
            Aga:):)
            • kameljanda_forum Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 12:18
              Witaj :)
              Napisz do mnie na priv czego Ci potrzeba :)
    • malenka37 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 15:31
      W polsce prawie w każdej szkole, gdy dziecko jest chore, słyszy się: "a może by
      tak naucznie indywidualne? a może by tak obniżyć poziom, a najlepiej do
      specjalnej, jak są większe problemy"> JA na wstępie 1 klasy usłyszałam od
      przyszłej pani wychowawczyni, i pani dyrektor szkoły, (nawet jeszcze dziecka
      nie widzieli, a opinia psychologa brzmiała: "dziecko niechodzące w granicach
      normy wiekowej") " Ale chyba pani nie powie że dziecko nie ma problemów i jest
      normalne"... Dobiło mnie to totalnie, mój syn nie chodzi, ale to nie znaczy że
      jest upośledzony psychicznie!!!!ale niestety Pedagodzy tak odebrali
      niepełnosprawbność syna.
      Nie chodzi = nienormalność.
      To boli że jedni nauczyciele mają serce do chorych dzieci, a inni wolą pozbyć
      się kłopotu, takim kłopotem był mój syn, w błyskawicznym tępie pozbyto się go
      ze szkoły na indywidualne, tłumacząc się niemożliwością zapewnienia dziecku
      należytej opieki na lekcjach, na przerwach to ja siedziałam w szkole i byłam z
      synem. Ale to długa historia....
    • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 20:46
      Witaj.

      Pozwolę sobie zabrać głos. Jestem nauczycielką w gimnazjum.
      I potrafię zrozumieć nauczycieli.
      Ale myślę, że źle zaczęłaś. To nie do wychowawcy powinnaś się udać, tylko do
      dyrektora. I to z nim porozmawiać o Kubie. To dyrektor ma głos decydujący,
      nauczyciele mogą jedynie wyrażać swoje zdanie, które może, ale nie musi być
      brane pod uwagę przez dyrektora.
      I może zorganizować, o ile to możliwe, spotkanie z nauczycielami uczącymi Kubę.
      Najlepiej z lekarzem prowadzącym Twojego synka.
      Napiszę Ci, jaka u nas była sytuacja - w tym roku przyszedł do szkoły, do 1
      klasy, chłopiec głuchy. Od czego jego rodzice zaczęli? Od odwiedzenia wszystich
      gimnazjów w mieście i przedstawieniu sytuacji chłopca. Kiedy zostal przyjęty,
      mieliśmy szkolenie co i jak, jak postępować, jak mówić, co mówić itp. Bałam się
      jak diabli. Bo to w końcu odpowiedzialność jest, gdzie łatwo coś zaniedbać,
      przeoczyć, a potem dziecko i rodzice za to "płacą". Tak to jest, przynajmniej
      ja tak czułam.
      Teraz, po kilku miesiącach jest lepiej, bo znamy chlopaka, on zna nas, my
      rozumiemy jego, on nas, wiemy kiedy i jak reagować. I nie jest tak strasznie
      jak myślałam. Owszem jest inaczej, ale można podołać.
      Tak więc rozumiem, że kobieta się boi. Czego nie rozumiem, to jej tekstu, ze
      nie będzie informować innych nauczycieli bo wtedy nikt nie będzie chciał mieć
      Kuby na lekcji. Tak przecież nie można! I tu, jak najbardziej, powinnaś
      poinformować dyrektora, o zaistnialej sytuacji. Jeśli trafisz na ludzkiego
      dyr., on porozmawia z nauczycielką, z innymi nauczycielami. A z tego co
      piszesz, odnoszę wrażenie, że osoba odpowiedzialna za szkołę nie wie, o co
      chodzi. A tak być nie powinno. Jeśli traficie na "pedagoga" w osobie dyr,.
      myślę, że warto poszukać miejsca dla Kuby w innej szkole.
      Zyczę Wam powodzenia i takiego dyrektora, jakiego ja mam.
      I walczcie o normalność dla dziecka.
      • mruwa9 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 22:01
        A dlaczego niby potrzeba zgody dyrektora na przyjecie dziecka? Czy dyrektor tez
        wyraza zgode na przyjecie do szkoly dziecka z cukrzyca czy astma? A za chwile
        dziecka leworecznego? IMHO w POlsce ciagle na padaczce lezy odium choroby
        psychicznej, czegos groznego dla otoczenia. A moze jeszcze-nie daj, Boze-
        zarazliwego? Prawdopodobienstwo doznania szkody zdrowotnej podczas pobytu w
        szkole u astmatyka czy dziecka z cukrzyca jest co najmniej takie samo, jak nie
        wieksze niz w przypadku dziecka z padaczka.
        • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 22:28
          Nie do końca chodzilo mi o pozwolenie dyrektora na przyjęcie dziecka do szkoły.
          Chodzilo mi bardziej o to, że jesli Aga zdecydowala się powiedzieć o chorobie
          synka, lepiej byloby, gdyby zaczęła od dyrektora, który, o ile czlowiekiem
          bylbty do rzeczy, po rozmowie z mamą, zapędy i sugestie pani wychowawczyni
          uciąłby w zarodku. Tym bardziej, że Kuba ma ataki sporadycznie i jest male
          prawdopodobieństwo ich wystąpienia (o wlewkach chyba inna mama pisala?).

          No i poza tym, nie chodziło mi o tylko jego chorobe. Myślę w ten sam sposob np.
          o cukrzycy czy astmie, bo nauczyciele uczący dziecko powinni znać ewentualne
          postępowanie w razie jakichs nieprzyjemnych zdarzeń. Osobiście nie chcialabym
          być zaskoczona utratą przytomności dziecka chorego na cukrzycę i dowiedzieć się
          o chorobie dopiero po fakcie. Bo wiedząc, na co jest chore, wiedzialabym
          rownież jak zareagować w razie co. To logiczne chyba, prawda?

          PS. A padaczka - choroba psychiczna - pierwszy raz słyszę coś takiego :O
          • mruwa9 Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 23:06
            A moze jeszcze wywiesic informacje na tablicy ogloszen? IMHO powinna
            wystarczyc rozmowa z nauczycielem, czy nauczycielami, ktorzy maja bezposredni
            kontakt z dzieckiem. Choroba to nie jest powod do wstydu, ale tez nie powod,
            zeby informowac o nich wszystkich dookola. Co dyrektorowi przyjdzie z takiej
            wiedzy?
            • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 15.11.05, 23:54
              Zupełnie niepotrzebny sarkazm na początku Twojej wypowiedzi. Po co?
              Dodam jeszcze tylko, że dla mnie dyrektor szkoły to ktoś kto zna wszystkich
              uczniow, kto zna ich problemy. I ktos kto scisle wspolpracuje z nauczycielami i
              rodzicami. I naprawde moze wiele rodzicom pomoc.
              Poza tym, to o czym sie rozmawia np. na radach pedagogicznych, czy spotkaniach
              z rodzicami jednego ucznia, objęte jest tajemnicą. O tym się po prostu
              nie "informuje wszystkich dookoła".
              • mruwa9 Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 09:02
                Czy w twojej szkole rodzice dzieci z astma, alergiami, cukrzyca, dzieci-
                nosicieli wirusa wirusowego zapalenia watroby typu B i/lub C takze musza
                informowac o tym fakcie dyrekcje? Odpowiedz, prosze.
                • mruwa9 I jeszcze jedno 16.11.05, 09:24
                  Ja sie nie wstydze choroby mojego dziecka. Nie mam oporow, zeby mowic o
                  padaczce corki. Zreszta to tylko jeden z jej licznych problemow zdrowotnych.
                  Ale nie potrafie i nie chce zaakceptowac nietolerancji, takiego szukania na
                  sile "haka", zeby znalezc pretekst do wyrzucenia dziecka ze szkoly ze wzgledu
                  na swoja odmiennosc czy chorobe (nazwijmy rzecz po imieniu). Nie chce, zeby
                  ktokolwiek wyswiadczal uprzejmosc, zezwalajac dziecku na uczeszczanie do
                  normalnej szkoly z rowiesnikami. To jest swiete prawo dziecka, a nie przywilej,
                  jak to ladnie ktoras z dziewczyn napisala powyzej.
                  • aga1972 Re: I jeszcze jedno!!! 16.11.05, 10:14
                    A wiecie co zrobiłam-razem z koeżanką z tego forum:) Napisała list o
                    nietolerancji i dyskryminacji dzieci chorych na epi w szkołach i wysyłam ten
                    list gdzie tylko mogą. Proponuję, jeśli także macie takie złe doświadczenie-
                    wysyłajcie listy, piszcie, może to cos zmieni, może ktoś zainteresuje się tym
                    tematem.
                    Pozdrawiam:)
                  • aaparzoch1 Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 10:15
                    Wydaje mi się, iz choroby nie da się ukryc przed uczniami. Bo jak np. tłumaczyć
                    zwolnienie z zajęć WF, jeśli oczywiście takowe dziecko dostaje. Dodam,iz bardzo
                    bliska osoba z rodziny mojego męża ma padaczkę pourazową ( skutek upadku w
                    zimie na lodzie), która objawia się jak mi sie wydaje nieco innymi atakami od
                    typowej epilepsji, np. chwilową utrata kontaktu z otoczeniem. Nie byłam o tym
                    wcześniej uprzedzona i kiedy przy stole doszło do takiej sytuacji byłam
                    zupełnie zdezorientowana.
                    • aga1972 Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 10:25
                      Kuba w zeszłym roku w II półroczu miał zwolnienie z wf i uwierz mi-dzieci to
                      naprawdę nie interesuje dlaczego nie chodzi nw WF.
                      • aaparzoch1 Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 10:43
                        Mój syn uczy się w szkole integracyjnej, ale sam chodzi do klasy dzieci
                        zdrowych. O chorobie wiemy zaledwie od sierpnia, tak więc dopiero od nowego
                        roku szkolnego nie uczęszcza na zajęcia WF. W jego przypadku dzieci były bardzo
                        ciekawe dlaczego, może to śmieszne ale mu zazdrościły, że może wcześniej wyjść
                        bądź później przyjść do szkoły ( oczywiście jesli takie zajęcia odbywają sie
                        odpowiednio na 1 bądź ostatniej godzinie lekcyjnej). Pani wychowawczyni ucięła
                        wszelkie dyskusje po prostu tłumacząc dzieciom, że syn ma chore serce i musi
                        ograniczać wysiłek fizyczny. Nie było nas przy tym, ale z tego co mówi syn
                        takie zachowanie nauczycielki miało i swój pozytywny skutek. Juz nikt nie
                        wyśmiewa się z syna, co miało miejsce na początku gdy sam powiedział o tym
                        jakiemuś koledze, a przynajmniej syn nam się nie skarży. Jak więc widać w
                        każdym przypadku wygląda to inaczej, co być może jest też uzaleznione od wieku
                        dziecka.
                        • mruwa9 Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 11:23
                          Padaczka nie jest przeciwskazaniem do uczestnictwa w zajeciach wf, o ile napady
                          nie sa wywolywane przez wysilek (a to chyba sporadyczne sytuacje). Co najwyzej
                          do zajec na basenie (plywanie), chyba, ze odbywa sie to pod scisla kontrola
                          innej osoby (stale pod obserwacja osoby towarzyszacej). Czyli- mozna powiedziec-
                          z rodzicami na basen- ok, z klasa, gdzie 1 nauczyciel przypada na 20 dzieci-
                          juz lepiej nie. Wiekszosc (ok. 70%) chorych jest skutecznie leczona lekami
                          przeciwpadaczkowymi, tzn, ze leki uwalniaja od napadow. Pozostala grupa miewa
                          napady mimo stosowanego leczenia. Wniosek: wiekszosc osob chorych na padaczke
                          ma szanse prowadzic najnormalniejsze zycie, jak wszyscy inni. Na padaczke
                          choruje ponad 40 milionow ludzi na swiecie.
                          • kameljanda_forum Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 12:16
                            mruwa9 napisała:

                            > Padaczka nie jest przeciwskazaniem do uczestnictwa w zajeciach wf, o ile napady
                            > nie sa wywolywane przez wysilek (a to chyba sporadyczne sytuacje).

                            W takim wypadku można zorganizować ćwiczenia nie męczące.
                    • kameljanda_forum Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 12:08
                      aaparzoch1 napisała:

                      > bliska osoba z rodziny mojego męża ma padaczkę pourazową ( skutek upadku w
                      > zimie na lodzie), która objawia się jak mi sie wydaje nieco innymi atakami od
                      > typowej epilepsji, np. chwilową utrata kontaktu z otoczeniem.

                      Nie ma epilepsji "typowej". Jest tylko błędne przekonanie, że epilepsja to napad
                      z drgawkami i utratą przytomności.

                      Myślę, że na czasie jest ten oto artykuł:
                      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/dodatek2_051116/dodatek2_a_7.html
                      > Nie byłam o tym
                      > wcześniej uprzedzona i kiedy przy stole doszło do takiej sytuacji byłam
                      > zupełnie zdezorientowana.

                      Aby zapobiec takim sytuacjom uważam, że obowiązkiem rodzica jest informowanie o
                      chorobie dziecka, jej objawiach i sposobach udzielenia ewentualnej pomocy.
                      • dobiesia Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 12:38
                        No właśnie!
                        Ludziom kojarzy sie napad tylko jako utrata przytomności, drgawki całego ciała,
                        walenie głową o podłogę itd. Pamiętamy to z filmów...Tymczasem to może być np.
                        tylko ślinienie, jakby zagapienie się, drobne ruchy jednej kończyny, jakiś tik
                        itd itp.
                        Jednym słowem, nie taki diabeł straszny jak go malują.
                        Chciałabym wiedzieć, ilu znany ludzi, np. aktorów, dziennikarzy chotuje na epi.
                        Jakby to było cudownie, gdybyśmy wszystcy wiedzieli, że ta choroba nie ujmuje
                        nikomu wartości.
                  • kmianka Re: I jeszcze jedno 16.11.05, 21:52
                    Oczywiście, wszystko co napisałas to prawda. Ja tego nie neguję przecież. W
                    sumie napisalaś rzeczy oczywiste.
                    Tylko jednego nie rozumiem - czy uwazasz, ze to co pisze, ze szkola powinna
                    wiedziec o chorobie dziecka, jest po to, zeby dziecko ze szkoly wywalic? A nie
                    pomyslisz, ze po to, aby dziecku w razie potrzeby pomoc? Bo to, o czym w tym
                    watku pisze, do tego sie sprowadza.
                    Z tego co piszesz, odnoszę wrażenie, że wiele przykrości spotkało Twoje dziecko
                    i Ciebie ze strony szkół i nauczycieli. I to jest bardzo smutne :(
                • kmianka Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 21:40
                  Nie rodzice nie muszą informować o chorobach dzieci. Ale dziwnym trafem,
                  nauczyciele (i dyrektor też) wiedzą, że są dzieci z chorobami przewlekłymi.
                  Tak samo jak wiedzą, które dziecko ma orzeczenie z poradni, że ma zaburzenia
                  typu dysgrafia, brak wyobraźni przestrzennej itp. Rodzice nasi nie mają oporów,
                  bo mówić - być moźe dlatego, że wiedzą, iż ta swiadomosc i tak niczego nie
                  zmieni, dziecko nie bedzie inaczej traktowane, czy wyrzucone ze szkoły. A
                  swiadomosc moja, nauczyciela, iz uczę dziecko z cukrzyca np. może dziecku
                  pomóc, gdyby coś się z nim nie tak działo.
                  Dla mnie cukrzyca, padaczka, astma to choroby, które nie dyskryminują uczniow w
                  żaden sposob. I każdego traktuję tak samo. I podobnie, nie uważam, by to, ze sa
                  chore miało stawiać je na pozycji uprzywilejowanej. Choroba swoja drogą, a
                  nauka, zachowanie w szkole swoją drogą. Każde dziecko ma obowiązek nauki i
                  powinno chodzić do swojej szkoly "w rejonie".
                  A to, że są szkoły, ktore nie chcą chorych dzieci, nie moja wina. Szkoła, w
                  której uczę taka nie jest i jestem z tego dumna. U nas po prostu rodzice mają
                  bardzo dobry kontakt z rodzicami. A to klucz do sukcesu.
    • malenka37 Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 10:38
      W szkołach jest i była dyskryminacja, moje młodsze dziecko ma alergie pokarmową
      na białko mleka krowiego, gdziekolwiek by nie było odrobiny mleka lub jego
      przetworów nie może tego jeść, zaraz puchnie, lub ma straszną pokrzywkę
      najpierw, a potem puchnie, jest w 2 klasie, za rok zielona szkoła i wiecie co
      się dowiedziałam ,że mojego dziecka pani nie chce zabrać bo nikt nie bedzie
      latał do kuchni żeby mu specjalnie gotować!!!!myślałam że po pierwszych
      przejściach ze starszym synem już się niczemu nie dziwiłam i chyba już nic mnie
      bardziej nie dobije, ale się pomyliłam. Ot nasza piękna rzeczywistość.
      • aaparzoch1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 11:01
        A my sami uznaliśmy, iz nie będziemy stawiać szkoły przed trudną decyzją i
        zdecydowaliśmy sie po wspólnej naradzie, iz syn nie będzie wyjeżdżał na zieloną
        szkołę. Nawet wczoraj było zebranie decydujące w tej sprawie. Po prostu w tym
        samym czasie całą rodziną jedziemy na wspaniałą wyprawę nad polskie morze. Na
        dodatek syn jest tak strasznym niejadkiem, że bardziej w tym upatrywaliśmy
        problemów. Bo przeciez nikt nie będzie mu robił na śniadanie cvzy kolację kulek
        na mleku czy tostów jak ma to miejsce w domu. Zanim cokolwiek zje na wyjeździe
        sto razy się zastanawia, bo nie wie jak to było przyrządzone. Pod tym względem
        jest okropny, czego wcale nie ukrywam. W ten sposób pewnie uniknęliśmy
        nieprzyjemnych sytuacji jakie mogłyby miec miejsce przy jego wyjeździe. Chociaż
        z drugiej strony na taki wyjazd z tego co wiem szykuje sie równiez klasa
        integracyjna, ale w tym przypadku są tu odpowiednio w tym kierunku wykształcone
        nauczycielki, przynajmniej tak zakłądam. W każdym razie takie nastawienie
        szkoły to jic przyjemnego dla chorego dziecka i jego bliskich. Więc rozumiem
        Twoje rozżalenie. Dziecko nie może czuc się gorsze od dzieci zdrowych, a tym
        bardziej dyskryminowane.
        • aga1972 Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 11:11
          No właśnie-Kuba był na zielonej szkole w październiku-to było ptzed drugim
          atakiem a ja pełna wiary, ze juz sie nie powtórzy. Poza tym jego wychowawczyni
          nie pojechała wtedy z nimi bo ma małe dziecko-więc pewnie dlatego w ogóle
          pojechał. teraz po tym wszystkim, jak wiem, ze to juz jest choroba, jest
          leczenie , bałabym sie go puscic-zwłaszcza przy takim podejściu szkoły. Jutro
          ide do tej nowej szkoły na rozmowę-zobaczymy...
    • aaparzoch1 Re: Szkoła mnie dobiła.... 16.11.05, 12:31
      Napisałam o przypadku w rodzinie męża właśnie dlatego, że w oparciu o ta
      sytuację uważam, że nie należy unikac tego tematu, ukrywać. Czasami właściwa
      reakcja osób trzecich może zapobiec nieszczęściu. Ale jeśli te osoby nie będą
      świadome tego co ma miejsce to może byc różnie. W mojej wyobraźni typowa
      epilepsja to własnie ta z atakami. Dziekuje więc za wyjasnienia. Jak widać
      człowiek całe zycie się uczy.
      • kasiakasz Re: Szkoła mnie dobiła.... 21.11.05, 09:29
        Dawno nie zglądałam, ale ten wątek mnie dotyczy więc opowiem Wam o świetnej
        postawie nauczycieli w moim mieście.
        Mam 2 dzieci młodszy synek z EPI, dignoza w 09 tego roku, Mały ma 2,5 miesięcy
        chodzi do żłobka, od razu powiedziałam nauczycielom, do końca października jego
        ataki były beznapadowe, 1 mocny atak dostał w żłobku ( na razie jedyny i mam
        nadzieje ze tak juz zostanie), po ataku wzięłam opieke i musielismy podjąć
        decyzje. Długo rozmawiałam z lekarzem, powiedział ze nie ma zadnych
        przeciwskazań, ze powinien dalej chodzić do żłobka. Wybrałam sie więc na
        rozmowe do kierowniczki żlobka, powiedziała mi ze oczywiście ze może chodzić,
        prosiła bym przekazała wszystkie informacje opiekunką z jego grupy,
        przygotowałam pudełko z informacjami , rysunkiem, wlewkami i naszymi numerami
        telefonów. Mały cały czas chodzi do żłobka i nic sie nie dzieje. Na pewno sie
        troche boją ale to normalna reakcja i nie ma sie co dziwić. Byłam też juw w
        przedszkolu do którego moje dzieci poślę od marca, dyrektorka tez mi
        powiedziała ze oczywiście ze przyjmie dziecko, ale sama przyznała sie do tego
        ze zawsze każdy opiekun odczuwa starch, ja sama sie boje czy sobie poradze.
        Dziękuję z całego serca że trafiam na takich pedagogów. Czego i Wam życzę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka