Dodaj do ulubionych

Jak zapomniec te ostatnie godziny?

21.02.06, 20:54
Minelo 4 miesiace od smierci mojego kochanego synka,umieral w szpitalu na
moich rekach, chociaz wyniki mial dobre i mielismy wyjsc ze szpitala w piatek
a w srode umarl? serduszko nie wytrzymalo, czy ktos potrafi to wytlumaczyc?
Nienawidze porankow kiedy wstaje i uswiadamiam sobie ze go juz nigdy nie
bedzie, to jest straszne, dal nam tyle szczescia, na komodzie pelno zdjec, a
ja mam szpitalny obraz przed oczami,mojego synka, ktory umieral w
cierpieniach, cala noc nosilam go na rekach, a on tylko jeczal, lekarka trzy
razy przychodzila go badac i mowila ze wszystko w porzadku, rano juz tylko
szarpal raczkami niebieska koszulke i dalej jeczal, nie pomagaly leki przeciw
bolowe, ani na uspokojenie, ja w tej bezradnosci tylko krzyczalam gdzie jest
lekarz?. Rano mogli go juz tylko przewiezc na oiom, skad juz nie wyszedl.
Reanimowali go 1,5 godz.,przysnelam i snilo mi sie ze zamykaja sie ogromne
wrota i slysze dzieciecy rozmazany glosik, zerwalam sie i spytalam meza czy
cos do mnie mowil, a on na to ze nie, mysle ze wiktorek dal znac ze odchodzi,
walczyl 10 miesiecy, cale lato cieszylismy sie nim w domku, ale nadeszla
chwila kiedy juz nie dal rady, dlaczego?!!!Te wspomnienia ze szpitala nie
opuszczaja mnie, jest mi naprawde ciezko, chcialabym go widziec tylko
smiejacego i wyciagajacego raczki w powitaniu. mamawiktorka.

A to mój dzielny Aniołek:
www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec313.htm
Obserwuj wątek
    • an555 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 21.02.06, 21:15
      Bardzo mi przykro. Zyczę Wam dużo siły .
      Dla Wiktorka (*)(*)(*)


      Ania mama Aniołka Kubusia(HLHS)
    • agablues Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 21.02.06, 22:46
      Mamo Wiktorka, nie wiem czy się da szybko zapomnieć.
      Iga chyba też cierpiała. Ostatnią dobę była już prawie nieprzytomna, w nocy
      bardzo ciężko oddychała, lała się przez ręce. I mnie też prześladowały myśli o
      jej cierpieniu, ze nie umiałam jej pomóc, nie byłam naet swiadoma, ze umiera.
      To nadal mnie boli, choć nie myślę już o tym tak często. Wtedy starałam się
      powtarzać sobie, ze robiam wszystko, co w mojej mocy. mam nadzieję, ze z
      czasem koszmarne wspomnienia zbledną i bedziesz pamiętała tylko te dobre
      chwile z Wiktorkiem. Czego Ci zyczę z całego serca, aga
      • agablues Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 21.02.06, 22:47
        Widziałam zdjęcie Wiktorka - śliczny, cudowny chłopczyk.
        a.
    • mraw Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 01:11
      Moja maleńka... z ogromnym współczuciem przytulam Cię do serca. Nie mam recepty
      jak zagłuszyć to wspomnienie. Mnie obraz roztrzaskanej główki syna (zginął
      tragicznie) prześladował przeszło dwa lata, cały czas nosiłam go pod powiekami.
      Odpuściło mi dopiero niedawno. Szok zapewne był tak mocny, że te obrazy
      obsesyjnie towarzyszą nam jeszcze długie miesiące. Ale ponieważ nie mamy na to
      wpływu - musimy się z tym pogodzić, to nas, niestety, nie zatopi... musimy
      płynąć. Troszkę pocieszenia jest w tym, że z czasem te okropne wspomnienia
      ustąpią miejsca innym, milszym - uśmiechom, radosnym chwilom, choć i te
      wspomnienia bolą.
      Po prostu zaciśnij zęby i spróbuj przeczekać; jak dasz radę próbuj sama
      zastępować te przykre wspomnienia milszymi obrazami, może się udać! W końcu
      TERAZ oni już nie cierpią, prawda?
      Po prostu pozwól czasowi płynąć, pozwól mu się ukoić...

      Nie wiem, czy moje słowa są właściwe, jeśli nie - przepraszam, zapomnij o nich.
      Nie chciałabym, aby jakieś źle użyte uraziło Cię. Nie wiem, co Tobie mogłoby
      pomóc - każdy z nas jest inny.

      Ale chociaż nie mogę ująć Ci Twojego żalu, to niech choć przez chwilę będzie on
      dzielony, bo współodczuwany... A taki dzielony ma mniejszą moc...




      mraw


      jeszcze tylko moje życie...
    • tataasi1 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 02:51
      Nikt nie potrafi wytłumaczyć....

      Ja nienawidzę nocy. W każdej postaci czy porze...

      Obudzony przez żonę rano biegłem, półprzytomny po siedzeniu do 4 rano,
      jechałem, i znowu biegłem i patrzyłem przez szybę jak starają się lekarze. Cały
      czas myślałem, że to tylko kolejne odsysanie. Drobna uciążliwość...
      Niestety.
      Serduszko stanęło.
      Jest mi bardzo, bardzo źle.
      Nie chcę zasnąć, nie chcę się obudzić.
      Staram się być. Staram się ...
      Nie bardzo wychodzi...
      Żałuję że spałem te cholerne trzy godziny bo może wcześniej dojechałbym do
      szpitala... Nie wiem...
      Nie bardzo radzę sobie teraz ze sobą.

      Przytulam.
      --------------------------
      • joamol Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 09:02
        Współczuję Wam bardzo. Ja nie zdążyłam przyzwyczaić się do obecności swojego
        dziecka. Ostatnio znajomi dali mi do potrzymania swoje dziecko,
        czteromiesięczną córeczkę. Myślałam, że się rozbeczę, spanikowałam, dusiłam ją
        przytulając, aż się zdenerwowali. Tak bardzo bałam sie poczuć z nią dobrze.
        Błagałam w myślach, żeby mi ją zabrali skoro nie mogę jej tak trzymać na zawsze.
        Jakże trudno jest się rozstać z dzieckiem, gdy miało sie je choć chwilkę w
        ramionach...
        Trzymajcie się.
        • wiosenna10 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 10:06
          Tak, to pytanie też mnie przesladuje. Kiedy ur. się Julcia wierzyłam, że będzie
          dobrze, bo nie mogło byc inaczej. Tak było tylko pierwszego dnia. Na drugi
          dzień wiedziałam już co nas czeka, nie chciałam pójść jej zobaczyć, bo bałam
          się, że potem będzie mi trudniej znieść Jej śmierć. to było takie głupie
          irracjonalne myślenie. Trzeciego dnia poszłam, siadałam obok na krzesle(miałam
          cc) i patrzyłam na Nią. Nawet nie pytałam czy mogę Jej dotknąć, bo bałam się,
          że jak włożę rękę choćby na chwilę, to się wyziębi, wierzyłam, że w inkubatorze
          jest bezpieczna. Przez cały czas wierzyłam, że Julcia śpi, nie chciało dojść do
          mnie, że Ona przecież jest ciągle nieprzytomna! Wieczorem kazano nam Ją
          ochrzcić, wyłam okrutnie, to było nie do ogarnięcia moim umysłem. Potem
          zastrzyki na sen, tabletki ogłupiające, mąż spał ze mną na sali. Na drugi dzień
          weszła ordynatorka i kazła się pożegnać, reanimacja nie pomogła. Przed wejściem
          do windy zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że to koniec. Weszliśmy, lekarze
          stali dookoła i patrzyli, otworzyli inkubator, poraz pierwszy wzięłam na ręce
          (dłonie, bo całyu czs była w środku, pod rurkami) moją upragnioną, wyczekiwaną
          córeczkę. Zaczęłam kołysać, głaskać po główce, delikatnie odklejać plasterki,
          tak, żeby Jej nic nie bolało. Mąż stał za mną, strasznie płakał, głaskał po
          włoskach, powiedział tylko 2 słowa "nasz Misiaczek!!" Julci popłynęła krew z
          noska, wytarłam, ciągle kołysając, aż do snu...
          Na monitorach szalało, w końcu pojawiło się 0 i proste długie kreski. Wyłączyli
          sprzęt. Wyszli z sali. Tyle pamiętam. Codziennie mam to wszystko przed oczmi.
          Droga przez korytarz, a po nim szczęśliwe mamy wożące swoje dzieci w
          łóżeczkach, karmiące, szczęśliwe. A potem moje Maleństwo, jak umiera.
          Codziennie te same obrazy, nigdy ich nie zapomnę. Ostatnie chwile mojego
          dziecka. DLACZEGO????
        • a.zaborowska1 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 10:19
          Współczuje i tulę was wszystkich! I nigdy nie pogodzę się z tym że dzieci
          umierają!!!
          Mama Aniołka Adusi
          • roxanne1 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 16:12
            Nie mpge tego czytac....siedze i rycze....
            Przytulam Cie tak mocno jak tylko potrafie...(a potrafie mocno)
            Nic wiecej juz zrobic nie mozna,niestety....
    • kropka662 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 11:33
      Ja juz 8 lat zyję z obrazem Kubusia umierającego na moich rękach.Nie da się
      tego zapomniec wymazać to nasze dzieci,nawet te najbardziej tragiczne chwile
      pamieta się i co dziwne przypominają się w najmniej oczekiwanych momentach, to
      nasze wspomnienia nasze wspólne chwile...one z czasem ucichną ...ale będą
      wracać zawsze ...wiesz ja nawet nie staram się zapomniec bo się nie da ale
      zaraz przypominam sobie lepsze momenty i jest mi lepiej.Trzeba żyć i wierzę że
      jeszcze wiele dobrego przed WAMI Pozdrawiam cieplutko i życzę dobra
      • martica5 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 12:10
        Ja też nie mogę wymazać ostatnich chwil i pamiętać te wesołe , przez cały czas badania , był bardzo zmęczony poźniej jak wiozłam go na operacje to on tak płakał nie mogłam dalej z nim wejść pielęgniarka mi kazała się pożegnać przed dzwiami odziału operacyjnego, ostatni pocałunek ,jeszcze pomachał mi rączką , płakał, poźniej długie czekanie aż się skończy operacja, czekałam na krzesełku iwiedzialam że jest źle bo słyszałam w oddali słowa ten amły jak on ma nazwisko takie ciężkie wiedziałam że chodzi o Igorka bo mamy ciężkie nazwisko, klatka piersiowa otwarta saturacja spada nie wiemy co robić, poźniej wspaniały lekarz potrzedł profesor i powiedział że były wielkie problemy już przed operacją umierał, później w czasie operacji 5 razy chcił sie poddać ale seduszko zaczęło bić , miałam nadzieję że to znak że będzie żył, niestety stan się jego pogarszał, lekarz kazał wracać do domu , bo nic nie byliśmy w stanie zrobić , zaszlam jeszcze na ojom ,lekarka powiedziała że stan jest tragiczny , nie pozwolili mi wejść do środka leżała pod respiratorem , z otwartą klatką powiedziałam że go kocham, wrociłam do domu dzwoniliśmy , rano stan już był tragiczny podawano adrenaline , a 15 20 zasnął na wieki
        kochany Igorek
        wiem że teraz jest zdrowy i bawi się z Waszymi aniołkami , a kiedyś i my do nich dołączymy
        Marta
    • stasia30 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 14:19
      Kochana mamusiu Wiktorka widziałam zdjęcie Twojego ślicznego chłopczyka na
      prawdę jest cudowny. Jest bo ciągle istnieje ten komu raz zostanie dane życie
      już nigdy nie przestanie istnieć ja w to głęboko wierzę. Teraz po prostu jest
      gdzie indziej. Z bólem serca przeczytałam twoją wypowiedź bo przypomnieła mi
      śmierć mojego cudownego Kacperka umarł w bardzo podobny sposób jak Twój
      Wiktorek. Przyjechaliśmy do szpitala w sobotę mówili że nic mu nie jest może
      tylko trzeba będzie wykonać już drugą operację (był po pirwszej) byłam przy nim
      cały czas. W poniedziałek rono miałam go na rękach przyszedł doktor zbadał go i
      wyszedł już było wiadomo, że stan jego jest poważny (doszli do tego po badaniu
      w sobotę i po echu serca w niedzielę). Kacperek zdenerwował się badaniem zaczął
      płakać to pogorszyło jego stan zaczął się prężyć tak jakby dostał skurczu
      całego ciała (nie zapomnę widoku jego twarzy) miałam go na rękach wołałam
      lekarza zaczęłą się reanimacja trawała 2 godziny przewieźli go na intensywną
      terapię. Widziałam jak go przewozili przejachali tuż koło mnie. Widziałam krew
      na jego ślicznej buzi i ranę na piersi to przez reanimację. Cały czas go
      raanimowali na intensywnej terapi też. Boli mnie to,że ja nic nie mogłam
      zrobić. Tyle przecierpiał podczas swojego 8 miesięcznego życia i strasznie bał
      się lekarzy tylko mi ufał i zawsze jak go badali patrzył mi prosto w oczy był
      przerażony tak jakby chciał powiedzieć mamo dlaczego oni mi to robią. Kiedyś
      podczas badania Kacperek się uśmiechał do lekarza ten odwzajemnił uśmiech tylko
      przez sekundę potem przystąpił do badania Kacperek przestał się śmiać. Moje
      dziecko potrzebowało tyle miłości akceptacji a w jego życiu było tyle bolesnych
      badań i cierpień wiem, że tego nie rozumiał. Bał się ludzi w fartuchach na ich
      widok dostawał histerii. Umarł wierzę w to że jest szczęśliwy codziennie się
      modlę o to żeby był szczęśliwy tak na wszelki wypadek przecież dzieci idą
      prosto do nieba ale modlitwa nie zaszkodzi. Uwielbiał światełka potrafił sam
      gasić i zapalać światło to sprawiało mu tyle radości teraz z mężem dbamy o to
      by paliło mu się zawsze na jego grobie. Pamiętam te straszne chwile na początku
      pamiętałam tylko je teraz obok nich pojawiają się te wspaniałe spędzane razem i
      te straszne stają się mniej widoczne. Najbardziej boli mnie to że zamiast wraz
      z życiem dać szczęście swojemu dziecku dała mu cierpienie nie z mojej winy ale
      cierpienie a nie ma nic gorszego niż patrzyć się na cierpienie swojego dziecka
      i nic nie móc zrobić. Wierzę,że teraz jest bezpieczny i szczęśliwy i nic ani
      nikt nie zrobi mu krzywdy staram się żyć normalnie bo wiem że on by tego sobie
      życzył i boję się że gdyby zobaczył moje cierpienie to sprawiłoby mu to ból
      więc się staram bo on jeżeli istieje ma być szczęśliwy pozdarawiam.
    • monia10000 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 17:09
      (*)(*)(*)...to dla Waszego slicznego i dzielnego aniołka...

      mama aniołka Nikoli...
    • marek.k72 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 17:39
      Moje dziecko zmarło w grudniu 2005 w szpitalu na skurek niedotlenienia w
      brzuchu mamy. Gdyby urodziło się chore i zmarło w sposób naturalny to może bym
      się jakos poogdził. Ale mam świadomość ogromnego zaniedbania lekarzy - z trudem
      tak ich nazywam, bo dla mnie to przestępcy. I chociaz na zewnątrz funkcjonuję
      normalnie to w środku, w sercu wyję z bólu. Widzę ciągle swoje dziecko
      bezwładne na stole z półotwartymi oczkami, rozchylonymi usteczkami i kręconymi
      włoskami jak mi Ją pokazują w pokoju porodowym. Nie mogę się zmusić żeby
      pojechać na grób mojej Juleńki. Nie mogę się pogodzić z tym co czuje moja żona.
      Była naszym pierwszym, wytęsknionym dzieckiem. Może ktoś napisze czy ta rana
      się z czasem zabliźni?
      • mraw Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 22.02.06, 18:55
        marku, bardzo bym Ci chciała powiedzieć, że tak, że ta rana na pewno się
        zabliźni... ale nie wiem...

        teraz na pewno jest najgorzej, bo to świeża, krwawiąca rana i musi boleć,
        zaciśnij zęby i przetrzymaj, dasz radę! z każdym dniem i miesiącem będzie ciut
        lepiej, będzie można lepiej i lżej oddychać, a potem nauczysz się z tym żyć.


        Moja mama podobnie straciła swoje drugie dziecko, to było prawie 40 lat temu,
        był wcześniakiem, dziś zapewne udałoby się go uratować. Ja miałam wtedy 5
        lat... pamiętam brata jako woskową laleczkę w maleńkiej trumience, w domu
        (wtedy można było trumnę trzymać w domu)... po dwóch latach urodziła się moja
        siostra. Powiem Ci, Marku, że moja mama była potem szczęśliwa, kochała nas, nie
        wiem co czuła przez te lata, ale nie miałam wrażenia, że cierpienie kładzie się
        cieniem na naszym życiu rodzinnym. Chcę przez to powiedzieć, że udało jej się
        podnieść z tego i stworzyć nam normalny dom. Czyli ta rana zabliźniła się.

        I można to przeżyć i potem być szczęśliwym.
        Może trudno Ci w to uwierzyć... i teraz nie musisz... teraz tylko trwaj...
        ale miej nadzieję, i wspieraj swoją żonę jak tylko możesz. Nawet nie wiesz
        jakim oparciem dla niej możesz być.
        To, że nie oszalałam z rozpaczy i żyję zawdzięczam nieskończonej cierpliwości
        mojego męża, który był ze mną (dosłownie) cały czas, rozmawiał ze mną
        codziennie, godzinami, i tak przez długie miesiące... Bez tego nie dałabym rady.

        I Ty możesz być jedynym ogniwem, które będzie trzymało Twoją żonę tutaj, na
        ziemi i pewnie tylko dla Ciebie będzie jej się chciało żyć.

        Wytrwałości i nadziei, Marku!



        mraw


        Leszek
    • maxima10 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 23.02.06, 05:37
      Witaj. Bardzo serdecznie Ci wspolczuje i nie dziwie ci sie TAKIE PIEKNE
      DZIECKO, chce sie krzyczec DLACZEGO?!

      (*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)
    • gochafrog Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 23.02.06, 09:59
      Za chwilę będzie siedem lat od śmierci mojego synka a ja i tak nie mogę
      zapomnieć... może to głupie, ale czasem zazdroszczę trochę tym rodzicom, którzy
      mogli trzymać swoje dzieci na rękach, przytulać i być z nimi do ostatniej
      chwili. W tamtych czasach w naszym szpitalu nie wolno było siedzieć z dziećmi w
      nocy. Zostawiliśmy kostka jak spał, uśmiechał się i miał takie śmieszne
      szpitalne spioszki z kieszeniami. Cieszyliśmy się, że gorączka spadła,
      myśleliśmy że będzie lepiej, a on po prostu przestał walczyć. Rano telefon ze
      szpitala, że kostka już nie ma. i tylko nie mogę im wybaczyć, że nie zadzwonili
      od razu, ze wezwali mnie jak dziecka już nie było na oddziale, nie pozwolili
      się z nim pożegnać. Zobaczyłam moje dziecko po 2 dniach w kostnicy, zapakowane
      w papier z nazwiskiem na plastrze... Teraz mam kolejną córeczkę. ma cztery lata
      a ja dalej z nią śpię, przytulam, pilnuję... Ciągle myślę; jaki to cud, że ona
      żyje, ze jest taka cieplutka i pachnąca...
      Trzymaj się, kiedys będzie trochę łatwiej... Zapomniec się nie da, ale da sie z
      tym zyć. Siedem lat temu myślałam, ze umrę, potem, ze chociaz osiwieję, ale nic
      sie nie stało. Osiwiał tylko mój mąż.
    • blinucha Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 23.02.06, 11:52
      W tym roku minie 8 lat, kiedy odszedł nasz pierwszy synek. Zmarł na OIOM-ie i
      pomimo tego, że mieszkaliśmy z mężem piętro wyżej w szpitalnym hotelu nikt nie
      powiadomił nas, że Mały odszedł. Dopiero jak sami poszliśmy (jak co dzień) do
      lekarzy na rozmowę po porannym obchodzie, aby dowiedzieć się o jego stan,
      wyszła do nas pani doktor i powiedziała, że godzinę wcześniej stwierdzono Jego
      zgon. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego nie zadzwonili do nas wcześniej,
      dlaczego dzień wcześniej nie poinformowali nas, że stan się pogarsza (a
      pozwolono nam późnym wieczorem do niego wejść i mówiono, że stan bez zmian),
      dlaczego nikt w nocy nie zgłaszał, że coś złego zaczyna się dziać. Pomimo tego,
      że mam drugiego zdrowego synka mam też wrażenie, że im więcej lat mija od
      śmierci Łukaszka, tym jest mi gorzej ...To tak, jakby każdy kolejny rok bez
      niego potwierdzał, że to się naprawdę stało i że On już nigdy do nas nie wróci.
    • alina30 Re: Jak zapomniec te ostatnie godziny? 23.02.06, 15:12
      Witaj kochana!
      czytam i płaczę. Jak popatrzę w oczy Twojego synka, to ból przenika mnie na
      wskroś, niemołosiernie.
      Mój synek umarł szybko, za szybko, żeby sie z nim pożegnać. Miał 3,5 latka.
      Trafił do szpitala z diagnozą odwodnienia, bo dużo wymiotował w ciągu trzech
      ostatnich dni, a nikt nie wiedział dlaczego. Po pierwszej kroplówce stracił
      przytomność i trafił na OIOM. Kiedy się obudził na chwile, nie pozwolili nam
      wejść, widzieliśmy tylko przez szybe, że rozmawia z lekarką. To nas uspokoiło,
      a lekarka zdiagnozowała zapalenie opon mózgowych. Ja musiałam wracać do domu,
      bo karmiłam piersią mlodszego synka, ale mąż został na noc, siedział na
      korytarzu na krześle. Jakby coś przeczuwał. Dwie godziny poźniej Mateusz znowu
      stracił przytomność i umarł, ale my tego jeszcze nie wiedzieliśmy. Został
      zabrany do innego szpitala na tomografię głowy, a potem na operację. Tam
      dowiedzieliśmy sie, że ma guza mózgu, nowotwór. Ale ciągle nikt nam nie mówił,
      że jego mózg umarł, czyli że to koniec. Dopóki biło jego serce i pikał
      respirator, to dla nas on żył. I tak to trwało blisko 3 tygodnie! Jakby chciał
      się z nami pożegnać. Trzy długie tygodnie... Byliśmy z nim dzień i noc. Lekarze
      omijali nasz pokój podczas obchodu, przychodziły tylko pielęgniarki zmieniać mu
      kroplówki i pościel. To było takie ludzkie.
      Serce Mateusza gasło każdego dnia, a widok jego zapuchniętej twarzy i
      obandażowej po operacjach głowy prześladuje mnie codziennie.
      Tak jak napisał ktoś z Was, te koszmarne wspomnienia zacierają te dobre, z
      których już nie umiem się cieszyć. A przecież byliśmy tacy szczęśliwi!!! Czemu
      nie potrafimy "karmić" się tymi cudownymi wspomnieniami?
      Od jego śmierci miną niedługo 4 lata. I co z tego? Boli każdego dnia coraz
      mocniej, coraz wyraźniej odczuwam to, że nic już się nie zmieni.
      Naokoło rodzą się nowe dzieci, rodziny się powiększają, a nasza została
      osierocona.
      Tęsknię za Mateuszem.
      • 22pp Do Aliny 23.02.06, 15:20
        Alinko łączę się z Tobą w bólu, śliczny synuś, chyba dlatego nam jeszcze gorzej
        pogodzić sie z ich śmiercią. To straszne że nasze dzieciaczki tak muszą
        cierpieć, wydaje mi się że im dziecko starsze, nasze cierpienie jest większe.
        Zapalam swiatełko dla naszych Aniołków. ( *** ), ( ***). mamawiktorka.

        www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec313.htm
        • alina30 Re: Do Aliny 23.02.06, 16:07
          Dziękuję za ciepłe słowa. Dawno już nie pisałam na forum, bo przestało mi
          pomagać nawet i to, ale Twój wątek bardzo mnie poruszył. Dobrze móc znowu się
          troszkę wyżalić. Chciałabym Cię mocno uściskać, dodać troche otuchy.
          Co do cierpienia - też tak kiedyś to odbierałam, że śmierć starszych dzieci,
          które zostawiają po sobie tyle wspomnień, śladów i pamiątek, jest boleśniejsza.
          Teraz wiem, że to nie wiek dziecka ma wpływ na to, jak mocno cierpimy. To
          kwestia zawiedzionych nadzieji i rozczarowania życiem - nie tak miało być! Tak
          myślę. Rodzice, którzy tracą dziecko przed jego narodzeniem czy krótko po, tak
          samo czują się oszukani przez los, tak samo mocno są rozczarowani, załamani,
          rozgoryczeni, smutni. To jest krzyż na całe życie.

          Życzę Ci siły na każdy kolejny dzień. Zapalę u Mateuszka świeczkę dla Wiktorka.
          Lubię to robić, myśląc o dzieciach z tego forum, opowiadam sobie w głowie ich
          historie (mam nadzieję, że to nie pierwszy etap jakiegoś dziwactwa:) Czuję,
          jakbym przyprowadzała mu kolegów i koleżanki, i jakoś mi raźniej.
          Mocno ściskam, bardzo mocno!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka