22pp
21.02.06, 20:54
Minelo 4 miesiace od smierci mojego kochanego synka,umieral w szpitalu na
moich rekach, chociaz wyniki mial dobre i mielismy wyjsc ze szpitala w piatek
a w srode umarl? serduszko nie wytrzymalo, czy ktos potrafi to wytlumaczyc?
Nienawidze porankow kiedy wstaje i uswiadamiam sobie ze go juz nigdy nie
bedzie, to jest straszne, dal nam tyle szczescia, na komodzie pelno zdjec, a
ja mam szpitalny obraz przed oczami,mojego synka, ktory umieral w
cierpieniach, cala noc nosilam go na rekach, a on tylko jeczal, lekarka trzy
razy przychodzila go badac i mowila ze wszystko w porzadku, rano juz tylko
szarpal raczkami niebieska koszulke i dalej jeczal, nie pomagaly leki przeciw
bolowe, ani na uspokojenie, ja w tej bezradnosci tylko krzyczalam gdzie jest
lekarz?. Rano mogli go juz tylko przewiezc na oiom, skad juz nie wyszedl.
Reanimowali go 1,5 godz.,przysnelam i snilo mi sie ze zamykaja sie ogromne
wrota i slysze dzieciecy rozmazany glosik, zerwalam sie i spytalam meza czy
cos do mnie mowil, a on na to ze nie, mysle ze wiktorek dal znac ze odchodzi,
walczyl 10 miesiecy, cale lato cieszylismy sie nim w domku, ale nadeszla
chwila kiedy juz nie dal rady, dlaczego?!!!Te wspomnienia ze szpitala nie
opuszczaja mnie, jest mi naprawde ciezko, chcialabym go widziec tylko
smiejacego i wyciagajacego raczki w powitaniu. mamawiktorka.
A to mój dzielny Aniołek:
www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec313.htm