maretta111
13.10.06, 19:01
Nie mogłam zajść w ciąże. Lekarze mówili, że chyba, że cud. Stał się cud
zaszłam w ciąże z pomocą lekarzy. Miał być moj aniołek z bliźniaczej ciąży,
jego braciszek przeżył, on nie. Nawet nie wiem, czy byłby to chłopiec czy
dziewczynka. Mam dwójkę najdroższych skarbów(prawie rok później urodziłam
córeczkę), ale zawsze w sercu moim pozostanie ta kruszynka, która nie ma
grobu na cmentarzu tylko w mym sercu. Mąż i rodzina zapomnieli, dla nich to
pewnie nie było jeszcze dziecko, ale ja czuję sie jego matką. Kocham go i
wiem , ze nade mną czuwa. Jestem chora mam taką chorobę, ze nie wiadomo co
będzie, więc żyję jak na bombie, ale mam siłę, moje dzieci i mama, ona mnie
wspiera, ale o trzecim wnuku/wnuczce też zapomniała. A może nie chcą
pamiętać? Mąż to wogle taki jest, że poczuł, że to dziecko jak wziął synka na
ręce. Jak byłam w ciąży, oj nie chcę tego pamiętać, bo kobieta wtedy
najbardziej potrzebuje czułości...Dziś pozostały mi wspomnienia ile
cierpienia, upokorzenia, leków i zabiegów musiałam przejść.Jednak myślę o
mojej kruszynce, którą nigdy nie poznam, nie przytulę. Czuję, że w naszej
rodzinie jest kogoś brak, to ta mała duszyczka, poruszająca się po obłokach,
ona wie jak mamusia ją kocha. Brakuje mi jej. Ale wiem, że tam gdzieś na mnie
czeka. Prosze o zapalenie świeczki dla mojego aniołka, musi znależć drogę do
mamusi.