gabi791
02.06.07, 11:16
Jeszcze nawet nie pochowalłam mojego synka, który umarł mając 12 dni na
bardzo rzadką chorobę genetyczną. Muszę w paru słowach opisać tę chorobę,
zanim dojdę do mojego pytania:
Organizm mojego synka nie wytwarzał enzymu, który rozkłada pozostały przy
trawieniu białka amoniak. Przez to powstało w jego organizmie ogromne
stężenie tej rucizny, uszkadzając mu mózg do tego stopnia, że nie kontrolował
on oddychania (to była główna przyczyna śmierci, sam brak enzymu dałoby się
kontrolować lekami i bardzo ścisłą dietą). Gdyby nasze Maleństwo nie doznało
takiego uszkodzenia mózgu zanim chorobę wykryto być może by przeżył. Dla
dzieci z tą chorobą zagrożeniem jest każda infekcja, stres, wysiłek fizyczny.
We wszystkich tych sytuacjach organizm przyspiesza metabolizm a wtedy może
dojść do dużego wzrostu poziomu amoniaku i w związku z tym nieodwracalnego
uszkodzenia mózgu. Dziecko, któe na początku dobrze się rozwija, pod wpływem
jednego przeziębienia może stać się głęboko upośledzone. To pesymistyczna
wersja, ale możliwa.
Bardzo chciałabym, żeby moja 3 letnia córeczka miała jeszcze rodzeństwo w
przyszłości. Zastanawiam się tylko, czy powinnam podejmować takie ryzyko,
ponieważ każde nasze dziecko ma 25% prawdopodobieństwa, że urodzi się z tą
chorobą. Ja przyjmę każde dzieciątko, czy chore czy zdrowe. Tylko chodzi mi o
samo dziecko, czy wiedząc o takim ryzyku wolno mi je sprowadzać na świat?
Wiedząc, że jego życie może być pełne cierpienia, ograniczeń, wizyt w
szpitalach? Napiszcie proszę co o tym myślicie.