Dodaj do ulubionych

publikacje

18.11.06, 17:19
Kolejne pytanko igronanta :P (też informatycznego). Na ostatnim wykładzie
profesor przywołał jedną z niewątpliwych zalet Internetu. Powiedział, że
zamieszczanie artykułów w Internecie to jest dobry sposób na obronę przed
podłością (jak to określił) niektórych recenzentów z czasopism, którzy
potrafią wydać negatywną opinię o pracy, odzrucić ją, ale pomysł ukraść.
Tylko nie za bardzo rozumiem co to jest to zamieszczanie w Internecie,
chodzi, że na swojej stronie, czy jak? A poza tym zamieszczenie w Internecie,
to też jakaś forma upublicznienia, a czasopisma zastrzegają sobie, że artykuł
nie może być nigdzie indziej wcześniej opublikowany. Przecież taki arykuł w
sieci każdy będzie mógł przeczytać. Mogę liczyć na Wasze opinie? Jak u Was z
publikowaniem?
Obserwuj wątek
    • niewyspany77 Re: publikacje 19.11.06, 05:01
      martajoanna84 napisała:

      > Kolejne pytanko igronanta :P (też informatycznego). Na ostatnim wykładzie
      > profesor przywołał jedną z niewątpliwych zalet Internetu. Powiedział, że
      > zamieszczanie artykułów w Internecie to jest dobry sposób na obronę przed
      > podłością (jak to określił) niektórych recenzentów z czasopism, którzy
      > potrafią wydać negatywną opinię o pracy, odzrucić ją, ale pomysł ukraść.

      Ej no, profesor mowi ze zamieszczanie w internecie *tekstow odrzuconych* nie
      jest zle.

      > Tylko nie za bardzo rozumiem co to jest to zamieszczanie w Internecie,
      > chodzi, że na swojej stronie, czy jak?

      Moze byc i tak, mozesz wyslac do jakiegos e-journala.

      > A poza tym zamieszczenie w Internecie,
      > to też jakaś forma upublicznienia, a czasopisma zastrzegają sobie, że artykuł
      > nie może być nigdzie indziej wcześniej opublikowany.

      No ale mowimy o tekstach odrzuconych ;-)

      > Przecież taki arykuł w
      > sieci każdy będzie mógł przeczytać. Mogę liczyć na Wasze opinie? Jak u Was z
      > publikowaniem?

      Pytanie podstawowe: dlaczego masz ograniczac dostep do swoich tekstow dla ludzi?
      W koncu jak Cie cytuja to jest Twoj zysk. Co do odrzucenia tekstu i kradniecia
      pomyslow - szuje sie zdarzaja. No ale w koncu to Ty musisz miec jakies wyniki
      badan? PS zawsze mozesz spytac redakcje pisma do ktorego wysylasz artykul, czy
      mozesz w necie zamiescic abstrakt - nie sadze zeby byly jakies specjalne problemy.
      • flamengista nie o to chodzi! 19.11.06, 12:05
        Przecież jak odrzucą artykuł - co zdarza się najlepszym - to po poprawkach
        wysyła się gdzie indziej. A w tym czasie nierzetelny recenzent może wykorzystać
        nasz pomysł do własnych badań.

        Uchronić się przed tym nie można w 100%. Oczywiście można umieścić tekst na
        swojej stronie jako working paper, a potem go wycofać (gdy zostanie
        opublikowany). Tyle że mało kto go przeczyta.

        Wrzucenie go jako working paper w seriach wydawnicznych spala artykuł pod kątem
        publikacji. (niektóre instytucje wydają całe serie working paperów - ale dając
        tam tekst traktuje się go jako opublikowany, tyle że bez recenzji. Nie jest to
        złe - znam przypadek że taki artykuł-WP zostałnagrodzony przez znaną organizację
        naukową).
        • niewyspany77 Re: nie o to chodzi! 19.11.06, 12:28
          flamengista napisał:

          > Przecież jak odrzucą artykuł - co zdarza się najlepszym - to po poprawkach
          > wysyła się gdzie indziej. A w tym czasie nierzetelny recenzent może wykorzystać
          > nasz pomysł do własnych badań.
          >

          Moze. Tylko recenzenta-swinie tez obowiazuje tutaj cykl wydawniczy.

          Inna historia ze nikt nie broni przeprowadzic konkurencyjnych badan (co nie
          znaczy plagiaowac), tylko co jesli tekst jest "teoretyzmem"? POza tym myslalem
          ze po poprawkach idzie tam gdzie chcemy - wszak artykul jest poprawiony. No to
          jak to w koncu jest?
          • flamengista Re: nie o to chodzi! 19.11.06, 15:35
            1. Nikt nie broni przeprowadzić konkurencyjnych badań - masz rację.

            Problem w tym, że coraz trudniej znaleźć ciekawy, dziewiczy obszar badawczy. I
            to nie badania same w sobie są odkrywcze - ale pomysł na nie. Wiadomo, że
            ukradniecie komuś pomysłu nie jest plagiatem. Ale nie jest do końca uczciwe,
            szczególnie jeśli było się recenzentem a pracę się odrzuciło.

            Ponieważ na konkurencja jest ostra, nie należy mieć złudzeń - o trzeba dbać o
            swoje interesy. A po potencjalnym recenzencie spodziewać się jak najgorszego. To
            oszczędzi nam frustracji, rozczarowań i notorycznego robienia nas w balona.

            2. recenzenta-swinie tez obowiazuje tutaj cykl wydawniczy

            Są równi i równiejsi. Nie miej złudzeń - nawet (a może: tym bardziej) w
            czołowych journalach. Niby jest blind review, a tak naprawdę bardzo łatwo
            poznać, kto artykuł napisał...

            3. "myslalem ze po poprawkach idzie tam gdzie chcemy - wszak artykul jest
            poprawiony. No to jak to w koncu jest?"

            Są 3 możliwości.
            a) recenzja pozytywna + poprawki proponowane przez recenzenta. Robisz korektę i leci
            b) recenzja nie-negatywna: w tekście wykryto istotne błędy, niemniej recenzent
            uznał tekst za interesujący, błąd jest do naprawienia. Po poprawkach redakcja
            podejmuje ew. decyzję - co dalej? W praktyce, jak się postarałeś i nie ma
            nadmiaru tekstów, powinna być publikacja
            c) recenzja negatywna - ale i tu dostajesz ją na piśmie. Te uwagi recenzenta są
            często na wagę złota. Po ich uwzględnieniu tekst może być już na tyle dobry, by
            próbować sił gdzie indziej...
            • niewyspany77 Re: nie o to chodzi! 19.11.06, 18:22
              flamengista napisał:

              > Ponieważ na konkurencja jest ostra, nie należy mieć złudzeń - o trzeba dbać o
              > swoje interesy. A po potencjalnym recenzencie spodziewać się jak najgorszego.

              Widzisz fajnie. Teraz inaczej - masz na danym gruncie (u Ciebie w ekonomii
              pewnie tego jest troche) cos jakby "dwie szkoly". Ty uznajesz jedna, recenzent
              druga. i co? Defaultowy odrzut "bo to brednie"?


              > Niby jest blind review, a tak naprawdę bardzo łatwo
              > poznać, kto artykuł napisał...

              Okay, po czym poznam ze artykul napisales Ty a nie kto inny? No owszem, do
              pewnej klasy wnioskow dochodza nieliczni, styl pisania tez duzo zdradza ale nie
              wierze ze blind reveiew nie dziala.



              > c) recenzja negatywna - ale i tu dostajesz ją na piśmie. Te uwagi recenzenta są
              > często na wagę złota. Po ich uwzględnieniu tekst może być już na tyle dobry, by
              > próbować sił gdzie indziej...

              Hmm. Mozna wtedy (a gdy podejrzewamy podlozenie swini to raczej na pewno) dac to
              byle gdzie aby szybciej, uzupelnic wg recenzji, zmienic tytul i dac jako
              zupelnie nowa publikacja. Ze nieladnie? Olac to, skoro niektorzy w ten sposob
              robia kariere naukowa do profesury wlacznie to jeden raz nie bedzie tu zadnym
              szczegolnym wystepkiem.
              • flamengista Re: nie o to chodzi! 19.11.06, 20:08
                "Widzisz fajnie. Teraz inaczej - masz na danym gruncie (u Ciebie w ekonomii
                pewnie tego jest troche) cos jakby "dwie szkoly". Ty uznajesz jedna, recenzent
                druga. i co? Defaultowy odrzut "bo to brednie"?"

                Słuszna uwaga. Dlatego trzeba czytać w opisie czasopisma, jakie teksty są w jego
                profilu. Przy czym raczej rzadko się odrzuca tekst np. dlatego, że autor napisał
                tekst z badaniami potwierdzającymi rozwinięty model Solowa, a recenzent jest
                zwolennikiem endogenicznej teorii w nurcie schumpeterowskim. Ocenia się po
                prostu wyniki - tu nie ma uznaniowości.
                Gorzej, jeśli tekst jest teoretyczny i dowodzisz że jakiś model jest do bani.
                Jeśli dowód nie jest super, to go nie przyjmą, szczególnie że spora jest szansa
                że recenzentem będzie twórca modelu (bo się na tym najlepiej zna).

                "Okay, po czym poznam ze artykul napisales Ty a nie kto inny? No owszem, do
                pewnej klasy wnioskow dochodza nieliczni, styl pisania tez duzo zdradza ale nie
                wierze ze blind reveiew nie dziala."

                Ja tego nie wymyśliłem;) Wyczytałem w poradniku napisanym przez amerykańskiego
                profesora. W dodatku to chodzi o to, że "wybrani" są identyfikowani i
                odpowiednio recenzowani. Najłatwiej poznać po cytowaniach - autorzy lubię się
                sami cytować;)

                "Hmm. Mozna wtedy (a gdy podejrzewamy podlozenie swini to raczej na pewno) dac t
                o byle gdzie aby szybciej, uzupelnic wg recenzji, zmienic tytul i dac jako
                zupelnie nowa publikacja. Ze nieladnie? Olac to, skoro niektorzy w ten sposob
                robia kariere naukowa do profesury wlacznie to jeden raz nie bedzie tu zadnym
                szczegolnym wystepkiem"

                Oj, nie bałdzo. Bo:
                1. zniżamy się do poziomu nierzetelnego recenzenta
                2. publikowanie tych samych badań w dwóch różnych miejscach to de facto
                autoplagiat, bardzo tępiony na zachodzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka