Dodaj do ulubionych

Doktoranci nie mają za co żyć...

01.06.08, 20:31
tiny.pl/kqsq
"Na stypendium doktoranckie nie wszyscy będą mogli jednak liczyć. Będzie ono przyznawane tym osobom, które wyróżniają się wynikami w swojej pracy naukowej".

No to widzę, że Szczecin znalazł sposób na zmotywowanie doktorantów do pracy:) Może inne uczelnie też powinny pójść tym tropem;)
Obserwuj wątek
    • eu-iza Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 21:28
      No to nawet lepiej mają (bedą mieli) studenci pierwszego roku kierunków strategicznych dla państwa - najlepsi dostaną po 1000zł.
      Studia doktoranckie to coraz częściej zajęcie dla bogatych. U nas ostatnio jeden z kandydatów zrezygnował, bo za noszenie cegieł na budowie dostaje więcej niż wynosi "pensja" doktoranta. Bo jest to de facto pensja za dydaktykę, pisanie publikacji, grantów, sprawdzanie kolokwiów, wykonywanie badań itd.
      Może noszenie cegieł to nie jest zajęcie dla magistra, ale powiedział nam, że jego dziecko musi jeść. Takie jakieś dziwne jest ;-)
      A 200 zł jałmużny to moim zdaniem żenada. Akurat na dojazdy na uczelnię.
      Nie wiem dlaczego niektórym sie wydaje, że "robienie doktoratu" to łaska i człowiek powinien być za to wdzieczny. Moim zdaniem, to bardzo ciężka praca a za pracę należy się płaca.
      O!
      Zdaje sie , że wpadłam w ton rewolucyjno-romantyczny, ale co tam...

      Mój wujek spawacz zarabia więcej niż ja. Noooo ale on przynajmniej robi coś konkretnego ;-)))))
      I czy ktoś tu się jeszcze dziwi, że nauka u nas pełza?
      • niewyspany77 Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 21:35
        Tralalala. Dydaktyka na poziomie 90h rocznie to chyba nie ma na co narzekac.
        Dalej - kazdy kto ma troche oleju w glowie traktuje grant jako extra kase na
        rozne zakupy glownie literatury do swojego doktoratu, wycieczki pt konferencje
        oraz dodaje 30-50% tzw "wynagordzenia".
        Podpadne komus, jak w banku, ale stwierdzam niniejszym, ja niewyspany we wlasnej
        osobie, ze fakt, niektore studia doktoranckie powinny byc dostepne wylacznie tym
        ktorzy dostana z banku zaswiadczenie ze maja za co zyc przez nastepne
        pare-parenascie lat.
        • mpit78 Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 03.06.08, 23:13
          piszesz bzdury bo uogólniasz i to bardzo!!!

          sa katedry na ktorych doktorant robi prace dla szefa z ktorych
          dostaje ochlap albo nic, grant promotorski to max 60 kpln w chwili
          obecnej, w naukach technicznych po odjeciu wszystkich KONIECZNYCH
          wydatkow zostaje kwota za ktora se ledwie laptopa kupisz. Sam
          pisalem wniosek o grant ktory zostal oceniony na bardzo wysokim
          poziomie ale z uwagi na zbyt wysokie koszty nie przeszedl. Pomimo to
          kombinując jak tylko sie da, bawiac sie w elektroniko, spawaczo,
          automatyko numeryka itepe zrobiłem swoje - Moje badania byly
          ponoć "niezwykle ambitne" a praca "przekracza swoim zakresem,
          wynikami i poziomem prace habilitacyjne" i ma "niezwykle znaczenie
          praktycze itede...". Ciekawe byly te recki z ktorych miod sie az
          przelewal, w chwili obecnej z kilku lat zapychania dniami i nocami
          mam dlugi i wscieklosc mnie ogarnia jak slysze takie uogolnianie.
          Czasem nawet mysle ze mogłem pojsc inną sciezką. Oleju w łbie mi nie
          brakowało, za to musiałem być lojalny wobec swojego szefa bo gdybym
          pokombinował to poprostu bym nie mogł dokta zrobić. Każdy przejaw
          prywatnej inicjatywy=smrod i wylot na pysk.

          Za to imo czesto smiechu warci sa doktoranci z wolnej stopy, w
          wiekszosci wyzarte byki po kumotersku robiacy dr w zamian za fuszke
          dla promotora :>. Rok temu doktorkiem zostało po studiach płatnych 2
          gosci, ktorym jeszcze za czasow studenckich udzielałem korepetycji z
          matmy, studia robili 6 i 8 lat, za to doktorat zrobili w mig. Pewno
          teraz niejeden z nich siedzi i klepie podobne prawdy :>...
      • znowuwzyciuminiewyszlo Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 22:06
        > Nie wiem dlaczego niektórym sie wydaje, że "robienie doktoratu" to łaska i czło
        > wiek powinien być za to wdzieczny. Moim zdaniem, to bardzo ciężka praca a za pr
        > acę należy się płaca.

        Sie nalezy... czy ja wiem, niektorzy to jeszcze za ten luksus placa (i dobrze).
        Powiedzmy sobie szczerze, spora czesc doktoratow do prace do szuflady. Czy
        tworcy takiego dziela jak np. 'Rola poreczy w projekcie architektonicznym'*
        naprawde 'sie nalezy'?

        * tytul rozprawy doktorskiej bronionej na jednaj z polskich politechnik.
        • eu-iza Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 22:13
          ja słyszałam o "mikroklimacie buta narciarskiego" na jednym z AWFów, ale nie
          wiem, czy to prawda :-)
          a za pracę należy się płaca
          przy czym mówimy o pracy, a nie czy się stoi, czy się leży....
          doktoranta można rozliczyć tak samo jak innego naukowca - z publikacji, patentów
          itp.
    • niewyspany77 Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 21:30
      Lol, niezly jest ten koles co sie zali, ze nie wie jakie stypendium dostaje ;)
      No ale ergo jest takie jak w artykule: slabe uczelnie nie powinny organizowac
      stuiow doktoranckich. Przez slabe rozumiem tu takie, ktore nie maja tyle sily
      przebicia i jajec, by zapewnic swoim doktorantom ten minimalny byt.
      • eu-iza Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 21:46
        Jakie pieniądze z grantów? u nas granty są bez wynagrodzeń.
        Jakie wyjazdy?
        Co uczelnia to obyczaj...
        A na pierwszym roku doktoratu wyrobiłam 180 godzin (3 kolokwia na każdą z 20 grup).
        Mojej koleżance na UW jeden dzień w tygodniu zajmowało mycie szkła
        laboratoryjnego bo pani techniczna układała pasjansy...
        I z tego co wiem, to ministerstwo nie daje 200zł na doktoranta, tylko nieco więcej.
        • niewyspany77 Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 21:52
          Stypendium doktoranckie to nie naukowe!!! to primo. Secundo - ok moze liczba
          godzin zalezy od uczelni, ale sa tez takie gdzie doktoranci nie maja nic. Tertio
          - skoro nie ma wynagrodzen to skad masa postwo na doktorantach dot.
          wynagrodzenia w kwocie grantu? Quartio: jesli doktorant daje sie, moaiac
          kolokwialnie, dymac, to tez swiadczy cos o nim.
          • eu-iza Re: Doktoranci nie mają za co żyć... 01.06.08, 21:58
            nic dodać nic ująć
            też uważam, że nie ma obowiązku bycia doktorantem za marna kasę

            może należy podnieść poprzeczkę dla młodych naukowców i dofinansować tych
            najlepszych a nie cały tabun
            chyba, że najlepsi wyjechali ;-)
            nie wszędzie są pieniądze z grantów, ale gdzieś pewnie są.
    • flamengista Ale kto każe im studiować 01.06.08, 23:22
      Bądźmy szczerzy: nie ma znaczenia, czy 200 czy 300 złotych. To są kpiny i żarty
      z dorosłych ludzi. Jeśli się ci ludzie na to godzą, to znaczy że akceptują taką
      sytuację i nie mają innego wyjścia. A więc np. ratują się przed bezrobociem i
      biorą byle co.

      Ja już uważam studia doktoranckie ze stypendium za 1000 zł miesięcznie za
      wyzysk. To, co opisano powyżej należy traktować jako żart. Ale żart ponury. W
      ten sposób uczelnia marnuje publiczne pieniądze.

      Na takich studiach istnieje selekcja negatywna: idą nie ci najbardziej zdolni i
      zmotywowani, ale ci którzy nie mają żadnego pomysłu na życie. Rząd na takie
      byle-co nie powinien w ogóle dawać pieniędzy.

      Lepiej przyjąć 2-3 osoby w oparciu o konkurs i dać im stypendia doktoranckie po
      1500-2000 zł. Jest wtedy szansa, że zrobią doktorat i to nawet dość solidny.
      • niewyspany77 Re: Ale kto każe im studiować 02.06.08, 00:13
        Cuekaw jestem czy ten zaskoczony kolega z artykulu wie, ze po obronie ma ogromna
        szanse na bezrobocie? Przy duzym szczesciu i zakladajac ze bedzie wiazal
        przyszlsoc z uczelnia - dostanie 1200 zl jako asystent. Jak wymodli wzglednie
        doswiadczy laski, choc nie wiem kogo ale pewnie jakiegos Uczelanianego
        Autorytetu, dostanie adiunkta i bedzie mial siakies 2200.

        Ale wracajac do tematu, problem jest tez w tym, ze bycie dobrym i wyprodukowanie
        dobrej pracy nie daje zadnych gwarancji, bo tych miejsc na uczelni nie przybywa,
        a w dodatku cala masa jest okupowana przez wieloetatowcow.

        To u doktorantach i stypendiach - ok, ale pomyslmy tez o przyszlosci - po co
        tylu ksztalcic, skoro pracy dla nich nie ma?

        Pytam publicznie: czy chcemy byc swiatowa potega w ilosci murarzy, kasjerek w
        tesco oraz sprzataczek ze stopniem dr? W co drugim artykule na temat reformy
        pisze, ze nie mozna marnowac potencjalu. TYmczasem jawnie robi sie w balona cale
        rzesze calkiem nieglupich ludzi. I ci jeszcze sie daja nabierac ;/
        • flamengista świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 07:46
          Nie wiem, jak rzeczony doktorant, ale uczelnie na 100% wiedzą, co robią. I to
          nie tylko słabe uczelnie, ale również czołowe ośrodki w kraju.

          Masowość studiów doktoranckich jest uczelniom na rękę z wielu powodów:
          - dodatkowe studia w dobie niżu demograficznego;
          - punkty za wypromowanie doktorów dla uczelni;
          - profesury dla promotorów;
          - tani pracownicy, podczas studiów łatający dziury kadrowe;
          - nadpodaż doktorów na rynku powoduje, że uczelnie mogą dyktować warunki.

          Natomiast rząd powinien się zastanowić, czy taki proceder ma sens - szczególnie
          w kontekście reform nauki polskiej. Przecież to marnotrawienie publicznych
          pieniędzy.
          • niewyspany77 Re: świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 08:21
            Racja, ale publiczne pieniadze to nie wszystko. Wiesz, pracodawcy nie bardzo
            lubia ludzi ktorzy maja tuz przed 30 lat i zero doswiadczenia/praktyki. Bycie
            doktorem jest fajne ale zarabianie realnej kasy tez jest fajne. Jezeli
            doktoranci sa tak oderwani od realnego swiata, a, jak niektorzy mowia, wiekszosc
            doktoratow to makulatura, to ja sensu w tych calych studiach i stypendiach nie
            widze.
            • tocqueville Re: świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 12:15
              no i trzeba wam przyznać rację
            • tocqueville Re: świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 12:17
              powiedzmy sobie szczerze: doktorat to po prostu realizacja hobby (w 90%).
              Domaganie się, aby państwo finansowało hobby każdemu chętnemu 25 latkowi mija
              się z celem.
              • bumcykcyk2 Re: świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 17:01
                Jedyna sensowna propozycja to recepta, jaką podał fla. Bardzo mało, ale za to
                bardzo lukratywnych stypendiów doktoranckich. Osoba, która już otrzymałaby
                takowe stypendium po pierwsze mogłaby w spokoju zająć się czystą nauką, po
                drugie, miałaby po obronie realne szanse na etat na uczelni. Do tego
                niepomiernie wzrósłby poziom doktoratów.

                IMHO masowość studiów doktoranckich jest nieporozumieniem.

                Ps. Stypendium o którym piszę powyżej powinno wg mnie wynosić 2000-2500 netto.
                • niewyspany77 Re: świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 17:18
                  A pozniej asystentura za ok. 1200 netto? Czy moze finansujemy doktorow dla
                  bogatszych krajow? Dalej: skoro kazdy doktorat jest wg prawa rowny, to
                  podniesienie pensji dla tych "superdoktorow-asystentow" nie przejdzie, bo
                  zbuntuja sie i asystenci, i adiunkci.
                • malgunia Re: świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 17:29
                  bumcykcyk2 napisał:

                  > Ps. Stypendium o którym piszę powyżej powinno wg mnie wynosić 2000-
                  2500 netto.

                  No to ile ma zarabiac dr adiunkt?
                  Skoro teraz na niektorych uczelniach tyle nie dostaje?
                  Nie przejdzie....
                  • bumcykcyk2 Re: świadoma produkcja bezrobotnych 02.06.08, 22:23
                    Kochani, temat ile powinien zarabiać asystent i adiunkt to już
                    wałkowaliśmy na tym forum wielokrotnie. Asystent średnią krajową, a
                    adiunkt dwie-trzy średnie. Asystentura za 1200 netto to taki sam
                    kwas jak stypendium doktoranckie w wysokości 200-300 zł. Nie tylko w
                    Warszawie, ale i w całym kraju (może poza wsią lubelską) po prostu
                    NIE DA SIĘ z tego wyżyć. Nie można proponować ludziom już na wstępie
                    patologii, bo potem otrzymujemy patologiczne skutki, jak na przykład:
                    - bogatych z domu synków/córunie profesury, którzy są holowani przez
                    rodzicow do szybkiego awansu
                    - nałogowych chałturników, którzy już podczas pisania doktoratu uczą
                    się wieloetatowości stosowanej
                    - "żony męża", czyli egzaltowane paniusie, które rzekomym pisaniem
                    doktoratu chcą pokryć swoje domowe nieróbstwo i ogólny brak pomysłu
                    na życie
                    - biznesowców, którzy chcą "przy okazji" kariery w korporacji zrobić
                    tytuł dr i mamią profesurę jakąś bliżej nieokreśloną lukratywną
                    współpracą ich firmy z uczelnią (ma to uzasadniać ich rzadkie
                    pojawianie się na seminariach)
                    - plus szereg innych wyrazistych typów tworzących krzywe zwierciadło
                    nauki w rodzimym wydaniu

                    Oczywiście, znam życie, więc przed najbliższe 20 lat nie zmieni się
                    nic. No chyba, że nas skolonizują kraje wyżej rozwinięte. Ale na to
                    się nie zanosi, jako, że UE to twór dość demokratyczny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka