Dodaj do ulubionych

artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa?

03.11.08, 11:23
koncze artykul po angielsku (nauki spoleczne). napisany dobra, ale nie celujaca angielszczyzna. na pewno sa jakies bledy typu "a" zamiast "the" lub insze niezgrabnosci jezykowe i widac, ze nie jestem nativem.

powstaje pytanie:
1. czy wysylac tekst jak jest do czasopisma, liczac ze jesli przejdzie peer-review, to bede mial szanse dokonac poprawek jezykowych lub uczyni to za mnie korektor w czasopismie?
2. czy raczej juz teraz wywalic kilkaset PLN na oplacenie nativa, ktory tekst sprawdzi? mam watpliwosci - nie mam gwarancji, ze tekst zostanie przyjety, moze sie okazac, ze trzeba go przerabiac z przyczyn merytorycznych - i wtedy co, znow placic nativovi za sprawdzenie?

-co o tym sadzicie? jak w anglojezycznych czasopismach patrzy sie na teksty pisane prawie poprawna angielszczyzna?
-czy jest jeszcze jakas korekta jezykowa?
-albo inaczej: czy recenzent moze odrzucic tekst z przyczyn czysto jezykowych, zakladajac, ze merytorycznie jest OK?
pzdr.
Obserwuj wątek
    • dalatata Re: artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa? 03.11.08, 12:12
      to nie chodzi o to czy recenzent moze odrzucic z powodu jezyka. chodzi o to, ze
      jesli dotaje artykul w ktorym jest blad na bledzie sila rzeczyt nie traktuje
      autora powaznie. to idzie tak - jesli nie szanuejsz mnie i nie przysylasz
      wypieszczonego tekstu, to dlaczego ja mam szanowac ciebie i tracic czas na
      wnikliwa recenzje. w klinicznych przypadkach, nie odrzuce tekstu tylko napisze
      ze tekst jest niezrozumialy (zdarzylo mi sie juz).

      ostatnio czasopismo przyjelo mi tekst do druku, ale odeslali mi go bo byl
      fatalny pod wzgledem redakcyjnym (nie pamietam dokladnego sformulowania, ale
      wydawalo mi sie ze napisal go analfabeta) i poprosili o to, zebym go przegladnal
      i poprawil. nie pamietam ile dokladnie bylo poprawek (wszystkie typu literowka,
      raz czy dwa brakowalo przedimka), jednak bylo ich 5-10. mozesz sobie wyobrazic
      jak potraktuja twoj tekst jesli nie beda w nich bledy typu 'a' zamiast 'the'.....
      • dworzec Re: artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa? 03.11.08, 14:06
        nie, bled na bledzie mi sie nie zdarza... raczej takie rzeczy, ktore native speaker wychwyci, a ktorych recenzent np. ze szwecji lub holandii moglby nawet nie zauwazyc...

        to raczej zrozumiale, ze nie ma taryfy ulgowej dla osob, dla ktorych angielski nie jest pierwszym jezykiem, choc utrudnia mi to zycie :)
    • carnivore69 Re: artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa? 03.11.08, 13:50
      Zdecydowanie opcja nr 2 (powody jak wyzej).

      Pzdr.
    • mac_rys Re: artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa? 03.11.08, 21:10
      Tylko i wylacznie opcja 2.
    • megaborsuk2000 Re: artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa? 04.11.08, 01:08
      Większość czasopism żąda tekstu w wersji ostatecznej; nie dokonują one żadnych,
      nawet najdrobniejszych zmian redakcyjnych, a rola redaktora sprowadza się do
      pośredniczenia w korespondencji między autorem a recenzentem.

      Pewnie to banalne, ale przed wydaniem kasy na sprawdzenie tekstu po prostu
      upewnij się, że jest na tyle dobry, że jeśli nie w tym, to w innym czasopiśmie
      Ci go puszczą--daj go do przeczytania ludziom, którzy się na tym znają, może
      przedstaw pomysł przed jakąś sensowną publicznością. A przy okazji pytaj
      wszystkich, czy nie znają native speakera, który by to przeczytał; może uda Ci
      się znaleźć trafić do kogoś z Twojej działki--zainteresowany czytelnik lepiej
      wywiąże się ze swojego zadania.
    • nickwmig Bez przesady 04.11.08, 12:05
      Oczywiście, że jest taryfa ulgowa dla osób niebędących native'ami!
      Inaczej wszyscy Anglicy, Amerykanie i inni, dla których angielski
      stanowi L1, mieliby ułatwiony start, a wszyscy inni - pod górę.
      Mało tego, jak nie będąc rodzimym użytkownikiem danego języka
      wyślesz tekst tak dopieszczony, że mucha nie siada, to możesz od
      razu wzbudzić podejrzenia co do autorstwa i narazić się na wstępie.
      Idąc dalej, wystarczy wziąć losowo parę (polskich) książek z brzegu
      w księgarni i zobaczyć, w jak wielu z nich roi się od błędów (nie
      tylko literówek), mimo że stoi jak byk "Korekta: Jan Iksiński".
      A skoro ludziom piszącym/sczytującym za kasę, często bardzo
      konkretną, nie chce się przykładać wagi do poprawności językowej
      (nie piszcie, że takie partactwo ma miejsce tylko w tzw. vanity
      press, gdzie nie ma motywacji natury finansowej), to tym bardziej
      trudno wymagać od doktoranta piszącego za darmochę, często między
      jedną chałturą a drugą, żeby "ą" czy "ę" stanowiło dla niego sprawę
      życia i śmierci, tym bardziej w obcym języku, w którym się nie
      specjalizuje.
      • dalatata Re: Bez przesady 04.11.08, 14:50
        tym postem pokazuje Pan, ze nie ma pojecia o czym mowi.

        nie ma zadnej taryfy ulgowej w publikowaniu na swiecie i tak anglofoni maja
        ulatwiony start. niesprawiedliwe? no zawsze mozna nie publikowac.

        a to o tym wzbudzeniu podejrzen o autorstwo dopieszczonego tekstu jest taka
        bzdurne, ze nie da sie tego skomentowac sensownie.
        • mmaupa Re: Bez przesady 04.11.08, 15:37
          Wlasnie. Nie mowiac juz o tym, ze czesto musialam sprawdzac i poprawiac teksty
          znajomych Amerykanow, ktorzy potwornie kaleczyli wlasny jezyk (tlumaczac, ze
          wazne jest to, co sie pisze, a nie jak).
      • flamengista owszem, z przesadą 04.11.08, 19:45
        Byłem ostatnio na szkoleniu zorganizowanym przez naszą uczelnię. Był na nim
        przedstawiciel pewnej firmy wydawniczej oraz redaktor jednego z czasopism na LF.

        Redaktor opisał szczegółowo, jaką procedurę przechodzą autorzy nadsyłanych prac.
        Ponad 30% artykułów uwalanych jest na wstępie, przez redaktora (w takim AER czy
        Science jest to 70-80%).

        W takim przypadku poprawność językowa jest warunkiem koniecznym, ale
        niewystarczającym by uzyskać recenzję - a co dopiero, by zostać opublikowanym!

        I zależy o jakiej poprawności językowej mówimy. Nie trzeba używać kwiecistego
        języka i błyskotliwych metafor. Wystarczy częste korzystanie ze strony biernej i
        unikanie poważniejszych wpadek.
        • mmaupa Re: owszem, z przesadą 04.11.08, 23:38
          Wystarczy częste korzystanie ze strony biernej
          > i
          > unikanie poważniejszych wpadek.

          O nie, z tym sie absolutnie nie zgodze. Spojrz tylko na wytyczne z Nature i Science:

          Nature:
          Nature journals like authors to write in the ___active___ voice ("we performed the experiment..." ) as experience has shown that readers find concepts and results to be conveyed more clearly if written directly.
          www.nature.com/authors/author_services/how_write.html
          Science:
          Use ___active___ voice when suitable, particularly when necessary for correct syntax (e.g., "To address this possibility, we constructed a lZap library . . .," not "To address this possibility, a lZap library was constructed . . .").
          www.sciencemag.org/about/authors/prep/res/style.dtl
          • flamengista ok, to Nature i Science 05.11.08, 10:19
            ale większość artykułów z ekonomii - nawet w topowych Journalach - pisana jest w
            stronie biernej.

            Myślę, że to nie tylko kwestia łatwości językowej i braku wymogów ze strony
            czasopisma. Dochodzi tu czynnik psychologiczny;)

            "we performed the experiment" - pisane przez biologa czy fizyka brzmi poważnie.
            Takie samo zdanie pisane przez ekonomistę czy socjologa brzmi śmiesznie i jest
            nieprawdziwe (no, chyba że bawimy się tak jak kiedyś Zimbardo).

            Po prostu nauki społeczne są "miękką" dziedziną wiedzy i przyzwoitość nakazuje
            użycia strony biernej przy opisie badań;)
            • carnivore69 Re: ok, to Nature i Science 05.11.08, 11:00
              > Po prostu nauki społeczne są "miękką" dziedziną wiedzy i
              > przyzwoitość nakazuje użycia strony biernej przy opisie badań;)

              Niektorzy w Szikago twierdza jednak inaczej (patrz str. 6):

              faculty.chicagogsb.edu/john.cochrane/research/Papers/phd_paper_writing.pdf

              Po chwili zastanowienia dochodze do wniosku, ze ze strony biernej sam korzystam
              tez bardzo sporadycznie.

              Pzdr.

              PS. Lekture artykulu w powyzszym linku polecam wszystkim (okolo-)ekonomistom.


            • dalatata Re: ok, to Nature i Science 05.11.08, 11:30
              najwyrazniej jestem nieprzyzwoity.

              zawsze pisze w pierwszej osobie, liczby pojedynczej lub mnogiej i w stornie
              czynnej, jesli tekst wspolautorski. nie przyszloby mi do glowy pisac an
              interview was conducted. nie mam tez wrazenia ze to jak pisze rozni sie znacznie
              od tego jak pisza inni.

              choc ostatnio rzeczywiscie widzialem komentarz do dokotratu zeby nie uzywac
              pierwszej osoby - odrzucilem go (ten komentarz) i zachecalem dokotranta do
              kontunouwania w stronie czynnej.
              • charioteer Re: ok, to Nature i Science 05.11.08, 16:00
                Stara szkola kaze pisac bezosobowo. Potem sa takie kwiatki - autor jeden, a w
                calym tekscie "we", ale to sie dzisiaj juz rzadko spotyka.
                • mmaupa Re: ok, to Nature i Science 05.11.08, 16:11
                  To "we" wyjasnione jest w pliku zalinkowanym przez carnivore-a. Artykul pisze ja
                  (autor), ale wyjasniam tobie (czytelnikowi). W sumie jest nas dwoje. Dlatego
                  mozna wtedy napisac "we assume", "we understand", bo zakladamy/rozumiemy oboje.
                  Ale tylko ja przeprowadzilam eksperyment.
                  • flamengista dyskusja robi się jałowa 05.11.08, 18:52
                    Tak czy siak artykuł pisany bezosobowo, w stronie biernej ale pisany poprawną
                    angielszczyzną - jeśli jest odpowiednio dobry, na pewno zostanie opublikowany.

                    Wyjątkiem są konkretne czasopisma, ale tak szczegółowe wymogi dotyczące stylu są
                    raczej czymś wyjątkowym.
                    • dalatata Re: dyskusja robi się jałowa 05.11.08, 21:32
                      czasopisma majace wymogi dotyczace stylu, wcale nie sa rzadkoscia.
    • flamengista absolutnie dać do sprawdzenia 04.11.08, 19:40
      Ja też używam dobrej angielszczyzny, a po poprawkach znajomych mam aż czerwono
      od poprawek. Oczywiście same detale - a zamiast the, literówki - ale to właśnie
      one potrafią "pogrzebać" dobry artykuł.

      Jeśli w abstrakcie albo wstępie będziesz miał błąd tego rodzaju, redaktor
      czasopisma od razu tekst odrzuci z powodów formalnych - nawet nie trafi on do
      recenzji! Szczególnie że w dobrych czasopismach już na wstępie odwala się jakieś
      30% nadesłanych artykułów.

      Nie dawaj im więc łatwego pretekstu, by artykuł odrzucić.

      BTW: kilkaset złotych za opłacenie nativa to przesada. Na pewno znajdziesz
      jakiegoś znajomego anglistę, albo kolegę z kilkunastoma publikacjami na koncie,
      który zrobi to za darmo, albo półdarmo.
      • dworzec Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 10:17
        dzieki wszystkim za uwagi... tak myslze, ze moze w przyslzosci od razu dam do tlumaczenia... stawka za sprawdzenie tekstu to polowa stawki za tlumaczenie.... biorac pod uwage jak bardzo duzo wysilku kosztuje mnie przygotowanie mojej wersji po angielsku, latwiej chyba mi bedzie wziac dodatkowe godziny dydaktyczne by zarobic na tlumaczenie calosci... dzieki temu zostanie jeszcze pare godzin wolnego... choc zdaje sobie sprawe, ze to rozwiazanie na dluga mete jest bez sensu
        • nickwmig Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 15:06
          Utopiści, z Panem Dalatatą na czele, chyba nie wyściubiają nosa znad
          (pseudo)naukowych publikacyjek. Zresztą z tymi naukowymi też różnie
          bywa, tzn. zazwyczaj odznaczają się dużo większą poprawnością
          językową od literatury nazywanej czasem brukową, ale kwiatki też się
          zdarzają - nie wierzę, żebyście ani razu nie zauważyli. Podkreślam,
          nie chodzi mi o literówki. Ostatnio np. wpadł mi w ręcę artykuł w
          bardzo poważnym czasopiśmie, gdzie dwa razy pojawiło się "mimo, że"
          oddzielone przecinkiem (trzeci raz "mimo że" nie wystąpiło; autor
          artykułu jest adiunktem na pewnej warszawskiej państwowej uczelni).
          W innym branżowym piśmie, też dosyć niedawno, rzucił mi się w oczy
          wyraz "przekonywujący". I co? Jakoś recenzent, redaktor ani żaden
          inny święty tekstu nie uwalił. Poderzewam, że ludziom po prostu nie
          chce się czytać cudzych, niezbyt interesujących ich tekstów, nawet
          jeśli im za to płacą.

          OK, mi też przytrafiają się błędy, zwłaszcza na forum czy w mailach,
          ale jak piszę coś za kasę (tak, tak, zdarza mi się), to się bardziej
          przykładam (zwłaszcza do stylistyki), przede wszystkim sprawdzam
          tekst kilka razy. Mam też na tyle pokory, żeby od czasu do czasu
          zerknąć do poradnika językowego tudzież poradzić się kogoś
          mądrzejszego ode mnie.
          Oczywiście nikt nie jest nieomylny i czasem wyłapuję jakiś
          poważniejszy błąd w którymś z moich starych "komercyjnych" tekstów
          (aż strach pomyśleć, ilu błędów nie wyłapuję...), jednak nie dostaję
          z tego powodu palpitacji, widmo bankructwa też nie spędza mi snu z
          powiek. Czasem włos zjeży się na głowie, i tyle. ;)

          flamengista napisał:

          > BTW: kilkaset złotych za opłacenie nativa to przesada. Na pewno
          > znajdziesz
          > jakiegoś znajomego anglistę, albo kolegę z kilkunastoma
          > publikacjami na koncie,
          > który zrobi to za darmo, albo półdarmo.

          Zawsze znajdzie się jakiś student albo inny bezrobotny, który
          podejmie się dowolnej fuchy, żeby zarobić na piątkowe piwo, tylko
          druga strona medalu jest taka, że nie pociągniesz potem delikwenta
          do ewentualnej odpowiedzialności. Bo odpowiedzialność idzie w parze
          z odpowiednią ceną. A kilkaset zł za przetłumaczenie kilku stron
          poważnego artykułu to nie są wielkie pieniądze, nawet jeśli
          poruszamy się w obrębie pierwszej grupy językowej.

          dworzec napisał:

          > dzieki wszystkim za uwagi... tak myslze, ze moze w przyslzosci od
          > razu dam do
          > tlumaczenia...

          A może pójdziesz o krok dalej i od razu dasz cały artykuł do
          napisania native'owi specjalizującemu się w danej dziedzinie, może
          będzie się jeszcze bardziej kalkulować...
          • dalatata Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 15:26
            drogie panie nickwmig, powtorze: nie ma poan zielonego pojecia o czym pan
            mowi.bardzo mzliwe ze moje publikacje sa pseudonaukowe, jednak podejrzewam ze
            miedzy nami dwoma, to ja je mam.

            nie mam zielonego pojecia jak jest w czasopismach polskich ktore 'mimo ze' pisza
            tak, lub inaczej. nie mam pojecia co zlego jes w slowie 'przekonywajacy' (zwykly
            imieslow od 'przekonywac').

            konkurencja w najlpeszych czasopismach miedzynarodowa jest taka ze odrzuca sie
            95+ procent zlozonych tekstow. jesli Pan mysli, ze ktos sie bedzie zastanawial
            nad tym, ze biedbny dokotant z Polski nie mial 500zlotych na poprawe jezyka, to
            to pan zyje w utopii i gada pan bzdury na kolkach. EOT.
            • nickwmig Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 15:49
              Nie będę się z Panem licytował na publikacje, nie potrzebuję się
              dowartościowywać ilością stron, za które mi zapłacono (piszę albo
              dla przyjemności, albo dla kasy; obce mi jest zmuszanie się do
              płodzenia gniotów pod presją; magisterkę popełniłem tylko dlatego,
              że trafił się temat, który naprawdę mnie kręcił i do dziś mnie
              kręci), natomiast sugerowałbym uważne czytanie tekstu. :)

              A od "najlepszości" znacznie lepszym wyznacznikiem jest dla mnie
              poczytność. I żeby nie było, nie zawężam swoich zainteresowań
              czytelniczych jedynie do literatury/prasy krajowej. I w obcej (np.
              niemieckojęzycznej) też zdarza mi się wyłapywać błędy. Nie jestem
              purystą językowym, aczkolwiek zwracam na nie uwagę (takie zboczenie
              zawodowe).
              • charioteer Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 15:57
                To pisz moze kryminaly. Wiesz, ze sa takie czasopisma, w ktorych autor placi za
                druk? Nie, nie w humanistyce.
              • dalatata Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 16:13
                sugeruje pornosy.
                • dworzec Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 18:21
                  > sugeruje pornosy.

                  to do mnie? :)))

                  pisanie beletrystyki to nawet niezle wyjscie - pisze sie w ojczystym jezyku, a tlumaczeniem zajmuje sie fachowiec :)

                  ale abstrahujac od tego co tu zostalo napisane: co sadzicie o tlumaczeniu tekstu od podstaw PL-ANG? poza tym, ze wywale mase kasy tlumacz moze przeciez nie do konca rozumiec specyfike mojej dzialki (nawet jesli tlumaczyl wczesniej pokrewne dziedziny) i przetlumaczy to jakos koslawie...
                  • charioteer Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 18:37
                    Do publikacji po polsku trzeba bylo dolaczyc streszczenie po angielsku. Po
                    korekcie redakcja nam przyslala tekst do akceptacji. W polskim tekscie
                    poprawione przecinki - OK, bez zastrzezen. W angielskim streszczeniu wprowadzone
                    calkiem bezsensowne zmiany (w specjalistycznej terminologii, he, he) - mail do
                    redakcji, ze nie wyrazamy zgody na zmiany w tekscie angielskim.

                    Pisz sam. W koncu nie wymyslasz jezyka od poczatku, jakies pozyteczne zwroty
                    mozesz sobie podpatrzec w tekstach innych (byle nie cale zdania ;-)). Z kazdym
                    kolejnym tekstem bedzie latwiej, a po tlumaczu i tak bedziesz musial poprawiac,
                    bo tlumacz nie zna jezyka specjalistycznego.
                    • alba.alba Re: absolutnie dać do sprawdzenia 10.11.08, 22:08
                      charioteer napisał:
                      > po tlumaczu i tak bedziesz musial poprawiac,
                      > bo tlumacz nie zna jezyka specjalistycznego.

                      No bez przesady. Przecież tłumacze też mają swoje specjalizacje, np. jeden się specjalizuje w tłumaczeniach tekstów medycznych, drugi prawniczych. Poza tym zdarza się też, że ludzie skończyli dwa kierunki, a jednym z nich była filologia obca.
                      • charioteer Re: absolutnie dać do sprawdzenia 10.11.08, 22:25
                        Witam kolezanke tlumaczke. Specjalizacja, o ktorej mowisz, w przypadku
                        wiekszosci tekstow naukowych jest na niewiele przydatna.
                  • dalatata Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 18:55
                    nie. to dalsza czesc sugestii dla nickwmiga.

                    ja bym tak nie robil. mam bardzo zle doswiadczenia. tak sie zlozylo ze niedawno
                    opubikowano dwa moje eteksty w tlumaczeniu na polski. w jednym przypadku
                    odmowilem publikacji, bo tlumaczenie bylo tak zle, w drugim, musialem sie troceh
                    napracowac. najwiekszy problem byl z terminologia, ale rowniez ze stylem
                    pisania. to ty wiesz 'jak sie pisze' w twojej dziedzinie. i twoim tlumaczem
                    musialby byc native pracujeacy w twojej dziedzinie
                  • flamengista Re: absolutnie dać do sprawdzenia 05.11.08, 23:04
                    Pisanie tekstu po polsku, a następnie tłumaczenie na angielski to pomysł
                    fatalny. Wychodzi tekst w polonoenglish, którego nikt po za autorem nie zrozumie.

                    Miałem taki problem z jednym tekstem (nie na angielski akurat) i już tego nie
                    powtórzę. Koszmar, włożyliśmy z drugim autorem w tłumaczenie więcej wysiłku, niż
                    w pisanie nowego tekstu.

                    Nie, artykuł powinien być od początku napisany w angielskim, choćby koślawym. A
                    co do tłumaczy - nawet najlepsi nie będą znać fachowego języka i popełnią błędy.
                    Miałem już taki przypadek, mimo że znajoma to świetna anglistka i zna się na
                    ekonomii.
                    • dworzec Re: absolutnie dać do sprawdzenia 06.11.08, 14:58
                      co do tlumaczy, to wiem na co ich stac - pisalem kiedys na forum, ze tlumaczka przysiegla przetlumaczyla mi kiedys "mikroekonomia" jako "microeconomy"

                      zgadzajac sie z tym co piszecie (potwierdzacie niestety moje przypuszczenia, ze bez potu, krwi i lez przelanych w trakcie prob pisania po angielsku sie nie obedzie), chcialbym zauwazyc, ze tlumacze twierdza, ze nie sa zbyt chetni do poprawiania tekstow pisanych po angielsku, bo kosztuje ich to niemal tyle wysilku co samodzielne tlumaczenie - stad wysoka cena poprawiania i moje pomysly by sie w to nie bawic, tylko od razu dac polska wersje. ale jak widze to tez nie jest dobre wyjscie.
                      • dalatata Re: absolutnie dać do sprawdzenia 06.11.08, 15:54
                        a to zle? wlasnie znalazlem definicje mikroekonomii i microeconoy i wygladaja
                        jesli nie na identyczne, to na niezwykle podobne.
                        • carnivore69 Re: absolutnie dać do sprawdzenia 06.11.08, 16:19
                          'Microeconomics' to nauka o decyzjach podmiotow gospodarczych, a 'microeconomy'
                          to chyba Andora tudziez inne San Marino.

                          Pzdr.
                          • dalatata Re: absolutnie dać do sprawdzenia 06.11.08, 16:22
                            no wiec ja znalazlem tez definicje microeconomy w sensie microeconomics.
                            zastanawiam sie czy nie ma tu roznic brytyjsko-amerykanskich.
                            • carnivore69 Re: absolutnie dać do sprawdzenia 06.11.08, 17:40
                              Po obu stronach oceanu mikroekonomisci zajmuja sie microeconomics. Wiec albo
                              autor definicji byl niezbyt skrupulatny, albo sens byl jednak inny.

                              Pzdr.
                              • dworzec dodam moze 07.11.08, 10:15
                                dodam moze ze owa tlumaczka tlumaczyla nazwy przedmiotow z wykazu zajec 1-go roku kierunku ekonomicznego. nie ma mozliwosci aby bylo to przetlumaczone inaczej niz microeconomics. nie wymagam zreszta szczegolowej wiedzy ekonomicznej od tlumaczki przysieglej, ale coz, wystarczylo aby zajrzala do slownika
                                • adept_ltd Re: dodam moze 08.11.08, 08:54
                                  polecam jednak native'a... też miałem onegdaj kłopoty z
                                  tłumaczką,niby wszystko było poprawnie, a jednak jakby z innym
                                  sensem ;-)
                    • alba.alba moje refleksje 10.11.08, 22:32
                      flamengista napisał:
                      > co do tłumaczy - nawet najlepsi nie będą znać fachowego języka i popełnią błędy
                      > Miałem już taki przypadek, mimo że znajoma to świetna anglistka i zna się na
                      > ekonomii.

                      Możemy się licytować, kto popełnia więcej błędów językowych: specjalista z danej dziedziny uważający, że zna dany język obcy, choć nie ma wykształcenia filologicznego czy filolog, który się wyspecjalizował w tłumaczeniu tekstów z danej dziedziny.

                      Moim skromnym zdaniem, z dwojga złego mniej błędów popełni ten drugi. Argument? Skoro większość polskich naukowców piszących w rodzimym języku potrzebuje korekty, to co dopiero pisząc w języku obcym.

                      Moja hipoteza jest taka: autor tekstu pisząc w języku obcym popełnia błędy z powodu niewystarczającej znajomości danego języka (nie można mu zarzucić niedbałości, bo osobiście jest szczerze zmotywowany do opublikowania tego tekstu).
                      Z kolei tłumacz popełnia błędy, bo z takich czy innych powodów robi to niedbale (jest to dla niego jedynie dodatkowa fucha, ma dużo zleceń, bardziej jest rozliczany z liczby stron niż z jakości tłumaczenia).

                      Wniosek: trzeba znaleźć solidnego i zmotywowanego do pracy tłumacza, oczywiście obok wymogu, że musi się specjalizować w danej dziedzinie. Prościej wyeliminować błędy wynikające z niedbałości niż z nieznajomości języka (bo do tego potrzeba dobrych paru lat).
                      • charioteer Re: moje refleksje 10.11.08, 22:47
                        Alba, przetestuj te hipoteze na probie 50 tlumaczy i 50 nie-filologow, a potem
                        przedstwa nam link do opublikowanych wynikow. Nie zapomnij dac do tlumaczenia
                        tekstow z roznych dziedzin z matematyka wlacznie, ewentualnie moze byc fizyka,
                        albo jakis inny scisly przedmiot. Mam nadzieje, ze bez trudu znajdziesz
                        filologow o takich specjalizacjach. Jeszcze cos technicznego by sie przydalo.
                      • carnivore69 Re: moje refleksje 11.11.08, 11:09
                        Dyskusja przywoluje refleksje Bena Afflecka na temat scenariusza klasyki gatunku
                        (za imdb.com):

                        "Ben Affleck asked director Michael Bay, 'Wouldn't it be easier for NASA to
                        train astronauts how to drill rather than training drillers to be astronauts?'
                        Bay told Affleck to shut up."

                        Pzdr.
                      • dalatata Re: moje refleksje 11.11.08, 12:05
                        dobrze ze to chociaz skromne zdanie. mniejsza siara. alba.alba powiem ci wprost:
                        pieprzysz.
                      • flamengista moja refleksja jest taka 11.11.08, 20:07
                        że Koleżanka znowu nie czytała wątku, wyrwała moją wypowiedź z
                        kontekstu i wyszło jak wyszło. Jak zwykle z resztą;)

                        Nigdzie nie licytowałem, kto popełnia więcej błędów językowych.
                        Radziłem tylko koledze, by NAJPIERW sam napisał artykuł po angielsku
                        używając terminologii fachowej (której lingwista może nie znać), a
                        następnie oddał tekst do korekty, by wychwycić wszystkie byki.

                        Ale po co się tłumaczę, Koleżanka i tak tego nie przeczyta...
                      • dusia_dusia Re: moje refleksje 12.11.08, 09:57
                        Zapewne mniej błędów gramatycznych, stylistycznych, składniowych itp. popełni
                        tłumacz po filologii, ALE jak piszą prawie wszyscy - może on, mimo najlepszych
                        chęci, uzywać po prostu niewłaściwej leksyki - z tego prostego powodu, że w
                        artykułach naukowych używa się leksyki specjalistycznej, a rzadko który tłumacz
                        ma aż tak wąską specjalizację, by znać te wszystkie niuanse - to po prostu nie
                        jest opłacalne, bo z tłumaczenia artykułów naukowych z wybranej dziedziny raczej
                        się nie utrzyma.
                        Natomiast naukowiec zajmujący się konkretną działką i podejmujący się pisania
                        artykułu w obcym języku według wszelkiego prawdopodobieństwa zna doskonale
                        specjalistyczna leksykę swojej dziedziny, bo czytał na ten temat niejeden
                        artykuł. Oczywiście może on popełnić jakieś błędy językowe i z tego powodu
                        powinien dać tekst do sprawdzenia.
                        A co do uwagi o tym, że naukowcy potrzebują korekty nawet w ojczystym języku -
                        no cóż, według mnie prawie każdy piszący potrzebuje nie tylko korektora, ale
                        nawet redaktora, bo każdemu może się zdarzyć niezbyt zręczne sformułowanie. I
                        nie jest to żaden powód do wstydu (oczywiście nie mówimy tu o żucającyh się w
                        oczy błendah :)
    • jablonex Re: artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa? 30.11.08, 20:25
      www.prof-editing.com/
      Nie korzystałem, ale wygląda zachęcająco. Na stronie jednego prestiżowego czasopisma jest rada, aby nierodzimi użytkownicy angielskiego skorzystali z ich usług przed przesłaniem tekstu.
      • dworzec Re: artykul po angielsku - poprawnosc jezykowa? 02.12.08, 15:10
        dzieki za info. fajna sprawa. niby niedrogo, ale jednak drogo...

        "We charge just US$0.032 per word or US$8.00 per 250-word manuscript page."

        czyli za 5000 słów 160 USD... na nasze dzis 486 PLN... w przypadku jednego tekstu to jeszcze ujdzie, ale jesli na dluzsza mete chyba musialbym do tego interesu zwanego nauką tyle doplacac - bedzie ciezko...

        az strach pisac dluzsze teksty...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka