kontrkultura
31.01.06, 19:39
Władimir Putin: Polsko, patrzmy w przyszłość!
Tomasz Bielecki, Moskwa 31-01-2006, ostatnia aktualizacja 31-01-2006 18:02
Rzadkie słowa "ogromnego szacunku" dla zaangażowania Polski w sprawy Europy i
świata można było wczoraj usłyszeć na Kremlu. - Rosjanie i Polacy to jedna
rodzina - zapewniał prezydent Władimir Putin. Apelował o nierozdmuchiwanie
wzajemnych problemów z przeszłości
Pytanie o obraz Polski w rosyjskich mediach padło podczas dorocznej
konferencji prasowej prezydenta, konferencji, która pobiła rekord długości i
trwała blisko 3,5 godz. Putin mówił o "uczuciu niepokoju", który występuje we
wzajemnych stosunkach zarówno w społeczeństwie rosyjskim, jak i w polskim. -
Politycy w naszych krajach wiedzą o tym, ale zamiast budować stosunki
zwrócone ku przyszłości, podejmują - we własnych interesach - problemy
przeszłości. To szkodliwe - tłumaczył Putin.
Zachęty, aby nie wracać do trudnej przeszłości, są stałym argumentem
rosyjskiej dyplomacji wobec sąsiadów z Europy Środkowo-Wschodniej. Rosjanie
namawiają m.in. obywateli państw nadbałtyckich, aby nie rozpamiętywali krzywd
z epoki radzieckiej, lecz "pragmatycznie patrzeli w przyszłość". Również
wczoraj Putin wyraził nadzieję, że w Rosji i w Polsce przeważą siły
polityczne zwrócone ku przyszłości i opierające się na "całym bogactwie
polsko-rosyjskich stosunków".
- Jak to bywa między bliskimi krewnymi, w naszych relacjach było wiele
problemów. Gdybyśmy je mieli wymieniać, to byśmy się zaplątali we wzajemnych
pretensjach, poczynając od zajęcia Kremla [przez polskie wojska w XVII w. -
red.] - mówił rosyjski prezydent. Zajmując się teraźniejszością, Putin
zapewniał o współczuciu dla Polski z powodu tragedii w Katowicach. Podkreślał
swój szacunek dla polskiej kultury i gospodarki, która "rozwija się w dobrym
tempie".
Polsko-rosyjskie stosunki były oczywiście marginesem konferencji prasowej, na
której prezydent sławił gospodarcze i polityczne sukcesy swego kraju. Putin
bronił się też przed zachodnimi krytykami, którzy zarzucają mu
sprzeniewierzenie się zasadom demokracji. - Garstka zachodnich sowietologów
nie zauważyła końca Związku Radzieckiego. Wciąż nas atakują, choć jesteśmy
innym państwem - kpił Putin. Dodał, że większość krytyki płynącej z Zachodu
jest konstruktywna i tej "Rosja słucha z życzliwością".
Wyzłośliwiając się na temat niedawnego skandalu szpiegowskiego wokół
brytyjskiej ambasady w Moskwie, zapewniał o niezachwianych dobrych stosunkach
Rosji i Wlk. Brytanii.
Atmosfera wyraźnie tężała, gdy padały pytania o politykę Rosji na obszarze
byłego ZSRR, który Moskwa postrzega jako sferę swej geopolitycznej
rywalizacji z Zachodem. Putin kilkakrotnie zaprzeczał politycznej motywacji
podwyżek cen gazu dla Ukrainy, które na początku stycznia spowodowały gazową
wojnę z Kijowem. - Dlaczego mielibyśmy nadal dotować gospodarkę Ukrainy tanim
gazem? - retorycznie pytał rosyjski prezydent.
Pytany o paradoks głoszenia demokratycznych haseł i jednoczesne wsparcie dla
reżimu Aleksandra Łukaszenki podenerwowany Putin odparł wymijająco, że "Rosja
nie popiera żadnych władz Białorusi, lecz samą bratnią Białoruś, która jest
związana z Rosją bardziej niż z jakimkolwiek krajem Zachodu". Podobnie
enigmatycznymi argumentami tłumaczył wsparcie Rosji dla władz Uzbekistanu,
które w maju zeszłego roku krwawo stłumiły demonstracje w Anidżanie. - My
najlepiej wiemy, co stało się w Anidżanie - mówił Putin.