przed tygodniem schyliłam się setny raz po jednego z moich
raczkujących łobuzów i zastygłam w bezruchu. Dopadł mnie taki ból,
że myślałam, że zacznę wyć ...ani się wyprostować, ani do końca
schylić...na szczęście mąż był w domu. Płakałam z bólu i
bezsilności, nafaszrerowana po 2 godzinach dowlokłam się do
przychodni i... dostałam receptę na ketonal i info, że po dwóch
dniach będę jak młody bóg, a raczej bogini. Dni mineło już 5, teraz
mamy szósty, a ja nadal połamana. Boli jak wstaję, jak leżę i
zmieniam pozycję, jak się schylam, a jak podnoszę/przenoszę
chłopaków to juz masakra...Syczę, jęczę

Czy też tak miałyście?
czy czekać i starać się jakoś rozchodzić ten ból bez paniki, czy
rozpocząć wędrówkę po lekarzach, robić prześwietlenie itp.
Podejrzewam , że to z przedźwigania. Chłopaki waża po 10 kg, jak
wychodzimy na dwór to z 3 piętra znosze ich na raz , potem
wnoszę...pozdrawiam
połamana, zardzewiała i narzekająca marrakuja

((
a po ketonalu wszystko przewraca mi się w żołądku.