Dodaj do ulubionych

Gdzie ci mężczyźni...

06.03.14, 15:59
Ostatnio coraz częściej zastanawiam się gdzie ja miałam oczy wychodząc za mąż. Tak olewającego faceta chyba ciężko znaleźć. Przez jego podejście mi też się czegokolwiek odechciewa. Dzisiaj mnie normalnie rozwalił na łopatki. Skaleczyłam się w palec, krew się polała, a jak na złość zabrakło mi plastrów. Za chwilę miałam robić kopytka, więc mówię do męża:
- Zagnieciesz ciasto na kopytka?
A on na to:
- Nie.
A siedział akurat w internecie. Więc trochę się wkurzyłam i mówię:
- Dlaczego?
A mąż:
- Bo nie lubię.
I poszedł na górę się położyć. Niby drobiazg. Ale taki drobiazg do drobiazgu i można fioła dostać mając w domu takiego chłopa. Rozumiem, że ciężko pracuje, że jest po nocce. Ale takie podejście i tak wkurza. Ech, uzewnętrzniłam się tongue_out
Obserwuj wątek
    • e-milia1 kurcze Goska, ale ty ciagle na niego marudzisz 06.03.14, 16:26
      mam nadzieje, ze zaczeliscie sie porzadnie zabezpieczac przynajmniej...
    • 3-mamuska Re: Gdzie ci mężczyźni... 06.03.14, 16:34
      goska81-gryfino napisała:

      > Ostatnio coraz częściej zastanawiam się gdzie ja miałam oczy wychodząc za mąż.
      > Tak olewającego faceta chyba ciężko znaleźć. Przez jego podejście mi też się cz
      > egokolwiek odechciewa. Dzisiaj mnie normalnie rozwalił na łopatki. Skaleczyłam
      > się w palec, krew się polała, a jak na złość zabrakło mi plastrów. Za chwilę mi
      > ałam robić kopytka, więc mówię do męża:
      > - Zagnieciesz ciasto na kopytka?
      > A on na to:
      > - Nie.
      > A siedział akurat w internecie. Więc trochę się wkurzyłam i mówię:
      > - Dlaczego?
      > A mąż:
      > - Bo nie lubię.
      > I poszedł na górę się położyć. Niby drobiazg. Ale taki drobiazg do drobiazgu i
      > można fioła dostać mając w domu takiego chłopa. Rozumiem, że ciężko pracuje, że
      > jest po nocce. Ale takie podejście i tak wkurza. Ech, uzewnętrzniłam się tongue_out


      Masakra, nastepnym razem zrob jesc sobie i dzieciom a jego olej.
      Niech sam stanie przy garach , dzieciak nie facet.
      • mama.rozy Re: Gdzie ci mężczyźni... 06.03.14, 21:01
        i co zrobiłaś z krwawiącym palcem i kopytkami?wink
        jedliście czerwone?wink
    • monhann2 Re: Gdzie ci mężczyźni... 06.03.14, 21:19
      Wiesz Gosiu, tytul watku powinien byl byc innywink Nie wszyscy mezczyzni/mezowie sa tacy. Pytasz gdzie sa, moge Tobie pokazac wielu prawdziwych, porzadnych mezczyznsmile Ale nie w tym rzecz. Bardzo wspolczuje, nie dalabym rady z takim partnerem...... Jak juz ktos napisal, zabezpieczaj sie, bo tylko tyle Tobie pozostalo. Choc.....jak on nie lubi zagniatac ciasta, to ja bym mu powiedziala, ze ja nie lubie miec z nim seksuwink))) Trzymaj sie.
      • ewagorak Re: Gdzie ci mężczyźni... 06.03.14, 23:07
        A może on był zły, bo nie lubi kopytek? wink Twoje opisy życia rodzinnego są ciągłym narzekaniem na męża, pytanie skoro jest taki zły, dlaczego z nim jeszcze jesteś? Widocznie obydwoje się nie szanujecie i nie lubicie, skoro taka pierdoła (kopytka) może was poróżnić, bo w życiu bywają większe tragedie. I jak to się stało, że macie tyle dzieci??
        • e-milia1 ewagorak 07.03.14, 13:34
          "I jak to się stało, że macie tyle dzieci??"
          maz Gosi nie uznaje antykoncepcji i niestety zbyt czesto mu sie zachciewa, nie zwazajac na plodne czy tez nieplodne dni....
          Gosiu, zrob cos. jestes nieszczesliwa, te kopytka to kolejna kropla w morzu, ktora cie drazni. masz dzieci zrob cos bys byly szczesliwa, one widza, ze matka jest nieszczesliwa, to dobrze na nie nie wplywa. ja wychowana bylam wlasnie przez taka ciagle niezadowolona i nieszczesliwa matke....
          • goska81-gryfino Re: ewagorak 07.03.14, 15:19
            Doprecyzuję. Nie tyle nie uznaje antykoncepcji, co ją olewa. Ja nie chcę i nie mogę przyjmować hormonów. Natomiast ile r azy mówiłam choćby o prezerwatywie, to on niby zrozumiał, niby się ze mną zgodził, ale potem i tak miał to gdzieś. Zlewka totalna.
            Co do terapii małżeńskiej- spróbuję go namówić. Też o tym już myślałam.
            Ogólnie wkurza mnie ten facet. Jest nerwowy, fakt, dużo pracuje i ciężko na dodatek, ale jest nieuprzejmy wobec innych, niewiele mi pomaga, nigdzie z nami nie wychodzi, nie dba o siebie. W ogóle mnie nie pociąga, wciąż tylko drażni, coraz więcej rzeczy mnie w nim wkurza, mam wrażenie, że to pięciolatek. A ja nie potrzebuję w domu kolejnego dziecka, tylko mężczyzny. Żeby nie było- to nie jest zły facet. To jest całkiem fajny gość, ale chyba coś się wypaliło między nami. I chyba to ja jestem tu przyczyną. Bo to z mojej strony jest mnóstwo negatywnych uczuć. Coraz częściej łapię się na tym, że chciałabym kogoś poznać. Kogoś interesującego, spokojnego, zadbanego, dla kogo ja też chciałabym być kobieca. Boże, co ja pieprzę...
            • andaba Re: ewagorak 07.03.14, 15:43
              No, pieprzysz, fakt.

              Jak facet nie widzi konieczności kontroli regulacji poczęć, to w życiu nie uwierzę, że uzna za potrzebną terapię małżeńską.

              Poza tym, to że to mąż ciebie wkurza to jeszcze nie znaczy, że wina jest po twojej stronie, bo jak rozumiem, siedzisz w domu, gotujesz, zajmujesz się dziećmi, nawet nie odmawiasz seksu, mimo że nie bawi cię ani on sam w sobie, ani nie chcesz więcej dzieci, więc gdzie tu twoja wina? Nie można wszystkiego tłumaczyć przemęczeniem.

              Ja cię w sumie doskonale rozumiem, pewnie nie masz właściwie żadnego pola działania.
              Ale przynajmniej nie obwiniaj siebie.
              Nie jesteś pierwsza, która żyje z palantem.
              Odgrodź się murem psychicznym od niego, skup na dzieciach, a on niech się wali.
              I gotuj makaron, zamiast się chrzanić z kopytkami, zwłaszcza jak masz skaleczona rękę.
              • guderianka Re: ewagorak 07.03.14, 17:19
                Podpisuję się pod andabą
                A do tego
                Odgrodź się murem psychicznym od niego, skup na dzieciach, a on niech się wali.
                dodałabym jeszcze i "niech sobie wali"
            • monhann2 Gosia!!!!! 07.03.14, 15:46
              > I chyba to ja jestem tu przyczyną. Bo to z mojej strony jest mnóstwo negatywnyc
              > h uczuć.

              Gdybys byla pod reka, to bym Toba potrzasnela!!!! Jak mozesz nawet przez chwile myslec, ze to Ty jestes przyczyna tego jak sie uklada miedzy Wami????? Twoj maz jest zwyklym d..pk...m nie facetem, sorry za te przykre slowa ale taka jest prawda. Wszysto co napisalas o nim tylko to potwierdza. Jaki fajny gosc skoro piszesz, ze nawet wobec innych jest nieuprzejmy? Jezu dziewczyno obudz sie z tego marazmu. Mysle, ze zanim razem pojdziecie na terapie, to Ty sama powinnas isc do specjalisty porozmawiac, wyzalic sie aby sie samej dowartosciowac, bo Twoja niska samoocena jest glownym problemem. Tule
              • e-milia1 nie glupi pomys. idz najpierw sama na terapie 07.03.14, 16:09
                a swoja droga, moj tez by sie na terapie nigdy nie wybral...
            • e-milia1 kurcze i zawsze piszesz, ze to twoja wina... 07.03.14, 16:07
              ....
              • goska81-gryfino Re: kurcze i zawsze piszesz, ze to twoja wina... 07.03.14, 16:55
                Ojejkuuuuu....... no nie o to chodzi, że wszystko jest moją winą. Ale o to, że w sumie za bardzo przesadzam czasami. O byle co się na niego denerwuję. A on naprawdę jest całkiem fajnym gościem. Tyle, że cholernie wkurzającym. A jak wkurzy na maxa, to w emocjach różne rzeczy mówię/ piszę. Emocje opadną, a słowa pozostaną. Facet potrafi być do rany przyłóż. Fakt, jest takim dużym chłopczykiem, co jest dobijające.
                Może powinniśmy od czasu do czasu po prostu wyjść gdzieś sami. Bez dzieci i bez myślenia o dzieciach, pracy i obowiązkach.
                A seks? Lubię, lubię. Może nie zawsze, ale jednak . Nawet od jakiegoś czasu pod tym względem się między nami poprawiło.
                Ponadto to, że napisałam o swojej winie też nie było bezpodstawne. Od września jadę na stabilizatorze nastroju i antydepresancie i to długotrwały epizod depresji zrobił mi taki bałagan w głowie. Leki mam akurat dobrane idealnie, ale na samoocenę tabletek nie ma smile
                • mama.rozy Re: kurcze i zawsze piszesz, ze to twoja wina... 07.03.14, 17:12
                  Gosiu,napisz,co zrobiłaś na obiad,proszę
                  a potem poczytaj o współuzależnianiach
                  bo sytuacja,którą opisałaś,można przedstawiac w podręcznikach-stała Ci się realna krzywda-skaleczyłaś się.mąż odmówił pomocy.co zrobiłaś?...
                  • goska81-gryfino Re: kurcze i zawsze piszesz, ze to twoja wina... 07.03.14, 17:31
                    W podręcznikach... hmmm...
                    Jak się wkurzyłam, to wywaliłam z siebie to, że odmówił pomocy. Ale jak mi czasem pomagał to już nie było ważne. Emocje, po prostu emocje.
                    Zrobiłam kopytka oczywiście. Miały być kopytka, więc były. Palec w końcu nie krwawi w nieskończoność.
                    • mama.rozy Re: kurcze i zawsze piszesz, ze to twoja wina... 07.03.14, 17:35
                      jeszcze będą o Tobie na egzaminach mówicwink
                      a zapytałaś go,co ci się musi stac,żeby Ci pomógł? złamana noga wystarczy?
                      • goska81-gryfino Re: kurcze i zawsze piszesz, ze to twoja wina... 07.03.14, 18:48
                        Na egzaminach to z imienia i nazwiska będą o mnie mówić big_grin
                        Nie pomógł, bo... nie lubi jak mu się ciasto do rąk klei big_grin
                        Guzik prawda, kiedyś lubił bawić się w robienie wszelkiej maści kluch.
                        Nie miał ochoty, to powiedział cokolwiek, żeby nie pomóc.
                        • mama.rozy Re: kurcze i zawsze piszesz, ze to twoja wina... 07.03.14, 19:14
                          nie pomógł,bo ma głęboko to,co się dzieje
                          a Ty mu na to pozwalasz-i na to,żeby Cię tak traktował,i na to,żeby dzieci to widziały i wynisły do swoich domów
                          Gosiu,mnie nie interesuje,ile masz dzieci i ile chcesz miec.i ile będziesz miała.
                          ale pomyśl o sobie,jak się dajesz traktowac
                • e-milia1 no ale niedawno pisalas, ze te leki to przez niego 07.03.14, 19:26
                  ze cie w depreche wpedzil... to chyba az taki fajny nie jest?
                  • monhann2 Re: no ale niedawno pisalas, ze te leki to przez 07.03.14, 19:42
                    Gosi depresja to tysiace przyczyn. Moge sie zalozyc, ze naleza do nich:
                    -za duzo obowiazkow (dzieci) jak na jedna pare rak
                    -maz, ktory ma zero szacunku
                    -maz, ktory nie pomaga w codziennych trudach prowadzenia domu i wychowywania dzieci
                    -maz, ktory obraza
                    -maz, ktory ma wszystko w d....
                    -zero przyjemnosci w zyciu jedynie dom, dzieci i zaspokajanie meza (dobra, ona sama tez lubi seks ale mysle, ze to takie po trochu wmawianie sobie, ze owszem dam, bo sama tez lubie ten sport)

                    Sytuacja epatowa, bo jak ona biedna, bezrobotna ma go zostawic?
                    • goska81-gryfino Re: no ale niedawno pisalas, ze te leki to przez 07.03.14, 20:12
                      Oł maj God!
                      Po pierwsze- depresja ma inne podłoże. Nie będę wyjaśniać. Wiem to teraz, po miesiącach leczenia.
                      Po drugie- mąż nie obraża. Za to jak ja się wkurzę to obrażam za niego i za siebie big_grin
                      Po trzecie- nie ma WSZYSTKIEGO w doopie. Robi wszystko, żeby zarobić na rodzinę, łącznie z pracą w weekendy, jak trzeba, to po 12 h. Zaraz ktoś napisze, że skoro ma rodzinę, to niech się stara. Ale nie jest prawdą, że ma WSZYSTKO gdzieś.
                      Po czwarte- miewa przebłyski. Nie jest tak, że nie pomaga nigdy i w niczym.
                      • e-milia1 nie rozumiem cie. raz na niego marudzisz, potem 08.03.14, 07:58
                        bron. pamietam wlasnie jak pisalas jakis czas temu, ze w te depresje on cie powoli wpedzal...
                  • goska81-gryfino Re: no ale niedawno pisalas, ze te leki to przez 07.03.14, 19:55
                    Teraz, po pół roku leczenia nie jestem już skłonna winić go za depresję, ponieważ okazuje się, że depresja ma inne podłoże. Chociaż uważam, że rzeczywiście przyczynił się do mojej niskiej samooceny. Ale to stare dzieje, nie wracam do tego, bo to jest zamknięty rozdział.
                    • mama.rozy Re: no ale niedawno pisalas, ze te leki to przez 07.03.14, 19:57
                      myślisz,że zamknięty?
                      to dlaczego dajesz się tak traktowac?
                      może nie myśl o rozwodzie,tylko jak pana męża kopnąc w szlachetne 4 litery,żeby spojrzał łaskawie na Ciebie?
            • dzieciata.renata Re: ewagorak 09.03.14, 17:38
              goska81-gryfino napisała:

              > Doprecyzuję. Nie tyle nie uznaje antykoncepcji, co ją olewa. Ja nie chcę i nie
              > mogę przyjmować hormonów. Natomiast ile r azy mówiłam choćby o prezerwatywie, t
              > o on niby zrozumiał, niby się ze mną zgodził, ale potem i tak miał to gdzieś. Z
              > lewka totalna.
              > Co do terapii małżeńskiej- spróbuję go namówić. Też o tym już myślałam.
              > Ogólnie wkurza mnie ten facet. Jest nerwowy, fakt, dużo pracuje i ciężko na dod
              > atek, ale jest nieuprzejmy wobec innych, niewiele mi pomaga, nigdzie z nami nie
              > wychodzi, nie dba o siebie. W ogóle mnie nie pociąga, wciąż tylko drażni, cora
              > z więcej rzeczy mnie w nim wkurza, mam wrażenie, że to pięciolatek. A ja nie po
              > trzebuję w domu kolejnego dziecka, tylko mężczyzny. Żeby nie było- to nie jest
              > zły facet. To jest całkiem fajny gość, ale chyba coś się wypaliło między nami.
              > I chyba to ja jestem tu przyczyną. Bo to z mojej strony jest mnóstwo negatywnyc
              > h uczuć. Coraz częściej łapię się na tym, że chciałabym kogoś poznać. Kogoś int
              > eresującego, spokojnego, zadbanego, dla kogo ja też chciałabym być kobieca. Boż
              > e, co ja pieprzę...

              Jedno Ci tylko napiszę, załóż sobie zwykłą spiralę, koszt nie jest duży nawet w porównaniu z prezerwatywami. Ja też nie mogę brać hormonów i spirala dobrze się sprawdza. Mężowi nic nie mów, nie musi o tym wiedzieć. Kolejne dziecko to dla Ciebie kolejne lata przywiązania do tego faceta, do którego nic już nie czujesz i z którym tak naprawdę nie chcesz być, który nawet nie jest wsparciem w wychowywaniu dzieci. A młoda jeszcze jesteś, dzieci odchowasz i możesz zacząć nowe życie. Teraz skup się na sobie, znalezieniu sposobu na swoje małe codzienne szczęście w takim układzie i na czerpaniu radości z wychowania dzieci.
    • mali-nki Re: Gdzie ci mężczyźni... 07.03.14, 10:37
      Gosia nie myslalas, zeby zabrac sie za ratowanie waszej relacji za pomoca profesjonalisty? Sa takie osrodki gdzie terapie malzenska mozna otrzymac za darmo albo prawie za darmo. Czytalam kiedys ze wiekszosc zwiazkow daloby sie uratowac gdyby nie to, ze ludzie mysla o terapii jak juz za duzo zlego sie wydarzylo, po prostu za pozno. U was juz chyba dawno mleko sie wylalo i tak tkwicie w tym raniacym sie nawzajem malzenstwie.
      Sprobujcie moze przy pomocy kogos sie dogadac i nauczyc sie szanowac nawzajem.
      • 3-mamuska Re: Gdzie ci mężczyźni... 07.03.14, 19:20
        Wiesz co terapia moze pomoc.
        Ale jesli on nie widzi problemu to nic nie da.
        A z dziecmi to co on olewa prezerwatywy, matko kochana, to nie ma gumy nie ma seksu tyle, nie bede rodzic kolejnego dziecka.

        Dla mnie bardzo dziecinne podejście i jego i twoje.
        • mama.rozy Re: Gdzie ci mężczyźni... 07.03.14, 22:03
          Gosiu,dopóki sama nie zobaczysz problemu,nikt Ci nie pomoże
          bo zacząc musisz od siebie
          tu masz linki,poczytaj.na spokojnie. (wiekszośc sytuacji opisana jest jako współuzaleznienie w rodzinie alkoholowej,ale nie skupiaj się na tym.albo skupiaj.)
          www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/dusza/wspoluzaleznienie_35815.html
          www.psychologia.edu.pl/czytelnia/62-wiat-problemow/906-przychodzi-zona-do-terapeuty.html
          www.czasduszy.pl/aktualnosc-_Bledne_kolo_wspoluzaleznienia__Magdalena_Sekowska-12634724900810.html
          daj sobie szanse
        • ewagorak Re: Gdzie ci mężczyźni... 07.03.14, 22:11
          Kobieto Ty jesteś współuzależniona, bierz się za siebie. Nie ma sensu narzekać na forum, tylko szukaj pomocy w realu. Co do antykoncepcji, nie rozumiem jak mąż tego nie uznaje? Przecież żonę należy kochać, szanować i opiekować się nią. Jeśli żonie hormony szkodzą, to mąż z miłości i szacunku do niej akceptuje prezerwatywy. U was wygląda to tak, ze brane są pod uwagę tylko jego potrzeby. Nie znam Twojego męża, ale to jakiś prostak i egoista. Wierzę, że jest zmęczony i zestresowany, ma na utrzymaniu całą rodzinę, żadnych przyjemności tylko harówka i obowiązki w domu. Gośka może warto pomyśleć o jakiejś pracy, żeby go trochę odciążyć i móc wyjść do ludzi i mieć pieniądze nawet na waciki, ale swoje. Zadbaj o siebie, nie wiem jak wyglądasz, ale niech mąż widzi, że jesteś kobietą zadbaną, którą mogą pożądać inni mężczyźni, która ma własny świat, hobby, przyjaciół. A tak to on jest Ciebie pewny i może robić i mówić co chce, bo i tak z nim będziesz i obiad mu dasz i w łóżku mu dasz. A jak nie dasz, to on pójdzie na baby. Ciasto na kopytka nie powinno siać niezgody w domu, jeden dzień można obejść się bez obiadu, można wyjść do knajpy czy zamówić coś do domu. Facet do rany przyłóż da żonie gwiazdkę z nieba, a Twojego męża na taki gest nie stać.
          • e-milia1 Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 08:01
            to ciasto na kopytka to jak nieszczesne skarpetki zostawione gdzies na podlodze lub brudny talerz. kropla w morzu.
          • goska81-gryfino Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 09:35
            Któraś pisze o skarpetkach na podłodze. Skarpetki już dawno przestały mi przeszkadzać. Podchodzę do nich z humorem. Gdybym nie miała skaleczonej ręki i kazałabym mężowi robić kopytka, a mąż powiedziałby, że mu się np nie chce, to rzuciłabym krótkie: "dupek" i zrobiłabym kopytka, co nie byłoby dla mnie problemem. Ale mnie wkurzyło to, że nie pomógł kontuzjowanej żonie. O to chodzi. Bo że mam lenia w domu to wiem.
            Prezerwatywy nie "nie uznaje", tylko rzecz olewa najzwyczajniej. Zresztą przecież nie tylko on ryzykuje, ja też. A nie jest tak, że ja się biedna zgadzam, bo on chce. W pewnym momencie trudno jest się już powstrzymać.
            Od kiedy wychodzę z depresji, stałam się bardziej asertywna. Rzadziej kładę uszy po sobie i robię to, czego panu mężowi się nie chce. Potrafię zrypać na czym świat stoi, zrobić awanturę, albo tonem nieznoszącym sprzeciwu wydać rozkaz. Czasem skutkuje, czasem nie. Ale nauczył się przepraszać, co wcześniej mu przez usta nie przechodziło, więc jednak zdarza mu się przemyśleć własne zachowania. W styczniu mieliśmy pewną rodzinną sytuację, która mogłaby realnie zakończyć się moim odejściem. Była poważna rozmowa, była też prośba ze strony męża: pomóż mi.
            Nigdy bym się tego nie spodziewała. Podjęłam więc kroki, żeby mu pomóc.
            Co do pójścia na baby- nie mam najmniejszych obaw. Jestem bardziej pewna jego, niż samej siebie.
            Na waciki póki co mam. Mam świadczenia na dzieci, szczególnie, że mamy dwoje przewlekle chorych dzieci i mam świadczenie pielęgnacyjne z tytułu rezygnacji z pracy na rzecz opieki nad dzieckiem z orzeczeniem o niepełnosprawności. Dzieci są samodzielne, schorzenie niewidoczne, ale nadzór muszą mieć cały czas. Muszę być dyspozycyjna, bo w każdej chwili może zadzwonic np szkoła i powiedzieć, że coś się dzieje. Rzucam wtedy wszystko i muszę lecieć do szkoły. Wszystkich świadczeń mam 2 tys. jeszcze przez 4 lata. Za półtora roku najmłodsze dziecko idzie do szkoły i zastanawiam się czy wtedy iść do pracy, czy doczekać do tych czterech lat. Muszę to dobrze przemyśleć. W każdym razie waciki kupuję wink
            • ewagorak Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 11:48
              Awantura, ton nie znoszący sprzeciwu nie świadczą o asertywności tylko Twojej klęsce. Żeby się dogadać nie trzeba podnosić głosu. Skąd tacy ludzie, nie szanujący się, nie potrafiący porozumieć się mają tyle dzieci?? Powtórzę, jesteś współuzależniona, bo w pierwszym poście wylewasz żal na męża, a w kolejnych wypowiedziach bronisz go, odpierając ataki na jego osobę. Wniosek z tego jest taki, że każdy ma to, na co się ceni. A wy widocznie taką porypaną rodziną jesteście i dobrze wam z tym.
              • gepardzica_z_mlodymi Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 15:16
                Najłatwiej tak ocenić. Ludzie z takimi trudnościami, biorą się z rodzin często z jeszcze większymi trudnościami.
                Myślę, że to nie jest sprawa do omawiania na forum. Zdecydowanie bardziej wartościowe byłoby przepracowanie tego w psychoterapii.
                • e-milia1 ale dlaczego zaraz musicie tak najezdzac 08.03.14, 15:31
                  niezbyt fajnie, ze tak niektore z was najezdzaja na Gosie. nie sadze, ze kazda z was zyje w idealnym zwiazku. ale najlepiej wyzyc sie na innych.
                • ciociacesia to chyba jest naturalne 08.03.14, 16:30
                  ze jak sie na kogos zalimy to uwypuklamy wkurzajace nas elementy, a kiedy juz dostaniemy odpowiednia dawke zrozumienia dodajemy elementy pozytywne do obrazu - zwłaszcza ze rozmówcy na podstawie naszych wczsniejszych czarno-białych wypowiedzi coraz ostrzej oceniaja
                • goska81-gryfino Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 16:35
                  Ja pochodzę z normalnej rodziny, tyle, że wychowywałam się bez mamy, bo zmarła kiedy miałam 11 lat. Mąż miał ojczyma- idiotę, łagodnie mówiąc.
                  • gepardzica_z_mlodymi Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 17:57
                    To są trudne sytuacje, obiektywnie patrząc. Dzieci z takimi doświadczeniami (np. rodzina bez mamy jest zwykłą rodziną ale rzadko się takie spotyka, więc nie jest normatywnym doświadczeniem), wchodzą z bagażem, innym niż przeciętny, w dorosłe życie. Dlatego pewnie Wam obojgu jest trudniej budować relacje. Ale nie oznacza to, że nie da się ich polepszać i ze nie da się dokopać do swoich zasobów wewnętrznych. Powodzenia Ci życzę.
              • mela_28 Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 15:55
                skąd Ty taka idealna się wziełaś, Ewogorak ???
                Gosiu, ja bardzo wierzę w to ,ze w kazdym konflikcie winne są obie strony , często nierówno ale zawsze obydwie ,często ta jedna jest winna na początku a pozniej to juz jakis efekt domina.
                Małzeństwo jest długą droga i raz na wozie raz pod wozem , kryzysy się zdarzają, wazne zeby chciec z nich wyjść.Myśle, ze jesli mąż duuuzo pracuje to moze wychodzi z niego zwykłe zmeczenie materiału skoro ogolnie jest fajnym gościem( Twim zdaniem) a i z Ciebie pewnie też bo z cala pewościa masz b duzo spraw na glowie
                • gepardzica_z_mlodymi Re: Gdzie ci mężczyźni... 08.03.14, 16:16
                  Zawsze jest to interakcja. Nie dziwię się, że Gosia pisze raz tak, raz inaczej. To są bardzo emocjonalne wypowiedzi, wzajemne oddziaływanie a nie jakieś współuzależnienie, czy inne syndromy jak niektórzy diagnozują...

                • ewagorak Re: Gdzie ci mężczyźni... 09.03.14, 11:21
                  Idealna nie jestem i nie będę smile Wolę twardo stąpać po ziemi. Można stworzyć dom bez krzyków, obrażania się i "cichych dni". Jak kogoś rozpierają negatywne emocje może dać im upust na siłowni, basenie, przy bieganiu, sprzątaniu, koszeniu trawy (latem) czy odśnieżaniu podwórka (zimą). Pisze to ja, mężatka z 20- letnim stażem smile Poklepując Gośkę z Gryfina po ramieniu wirtualnie wcale jej nie pomagacie. Ona nie kwapi się do szukania pomocy w realnym życiu, bo po co? Napisze sobie posta i ma poczucie, że coś zrobiła, żeby pomóc sobie i swojej rodzinie.
            • e-milia1 to moze jakies hobby? 08.03.14, 11:49
              sport lub cos w tym stylu...
            • guderianka Re: Gdzie ci mężczyźni... 09.03.14, 07:29
              W pewnym momencie trudno jest się już powstrzymać.

              yyyy?
              no, jak się ma 17 lat i żadnego dziecka a nie 40tkę na karku i kilkoro
              jeśli problemem jest dla Ciebie myślenie głową a nie inną czescią ciała to zabezpiecz się stale albo weź zimny prysznic przed

              sorry, nie ogarniam..
    • liliaak Re: Gdzie ci mężczyźni... 27.03.14, 20:24
      Musze to powiedziec i powiem: nie mialabym rodziny wielodzietnej gdyby moj maz musiał na nia praocwac po nocach. noce sa wyczerpujące, zwlaszcza, ze w dzien trzeba normalnie funkcjonowac...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka