Ostatnio coraz częściej zastanawiam się gdzie ja miałam oczy wychodząc za mąż. Tak olewającego faceta chyba ciężko znaleźć. Przez jego podejście mi też się czegokolwiek odechciewa. Dzisiaj mnie normalnie rozwalił na łopatki. Skaleczyłam się w palec, krew się polała, a jak na złość zabrakło mi plastrów. Za chwilę miałam robić kopytka, więc mówię do męża:
- Zagnieciesz ciasto na kopytka?
A on na to:
- Nie.
A siedział akurat w internecie. Więc trochę się wkurzyłam i mówię:
- Dlaczego?
A mąż:
- Bo nie lubię.
I poszedł na górę się położyć. Niby drobiazg. Ale taki drobiazg do drobiazgu i można fioła dostać mając w domu takiego chłopa. Rozumiem, że ciężko pracuje, że jest po nocce. Ale takie podejście i tak wkurza. Ech, uzewnętrzniłam się