Dodaj do ulubionych

Szok kulturowy .... z usmiechem :-))

08.04.04, 00:51
Napiszcie prosze o roznych gafach kulturowych lub smiesznostkach wynikajacych
z zamieszkania w innym kraju, lub mieszanych malzenstw itp.

Ja nigdy nie zapomne jak moj M. udekorowal nore w ktorej mielismy wspolnie
zamieszkac. Poniewaz sciany byly obdrapane i ochydne postanowil je pieknie
obwiesic. Jedyne co mial pod reka to swiateczne, Bozo-narodzeniowe, wianki ze
sztucznych swierkow(mimo ze byl to poczatek wrzesnia)
Powiesil dwa mniejsze po bokach i duzy po srodku a w srodku tego duzego byla
nasza fotografia. Odebral mnie z lotniska i z duma pokazal swoje tworcze
dzielo. Oczywiscie mnie taki wieniec kojazyl sie tylko i wylacznie z
cmentarzem i patrzac na niego zapytalam ..... czy umarlismy ???? ..... smile)

Po wielu latach posiadam takowe swiateczne wianki, ale zawsze sie smieje jak
sobie przypomne "wlasna stype" smile)
Obserwuj wątek
    • ag_parr Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 08.04.04, 01:18
      taka historia lingwistyczna: co prawda angielskiego uczylam sie od dziecka i nigdy nie mialam
      problemow z zalapaniem akcentu, ale po przyjezdzie tutaj mialam lekki szok. tutejszy akcent jest
      dosc specyficzny i przez kilka miesiecy przyzwyczajalam sie do tego, szczegolnie rozmawiajac przez
      telefon.
      wynajelismy dom, rozmawiam z wlascicielem przez tel. mial zostawic klucz gdzies schowany, kolo
      domu i przyjechac troche pozniej niz ja. on" i'll leave the key in the PIGS. ja: ????????? can you say
      that again? on: you know, behind the house, in the pigs. nie zapytalam po raz kolejny, stwierdzilam
      ,ze sama znajde. szukalam. w skrzynce na listy, pod wycieraczka, w roznych "typowych" miejscach..
      wlasciciel przyjechal, ja ze nie moge znaleszc klucza, on sie smieje i prowadzi mnie za dom, gdzie
      sznur do suszenia prania, a w trawie stoi pudelko z zabkami. on: i told you,it's in the pigs.....

      cale zycie myslalam, ze one sie nazywaja pegs, ale co ja tam wiem....smile))
      pozdrowienia i czekam na historie wpadek i gaf.

    • abere8 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 08.04.04, 02:18
      Moze nie taki wielki szok, ale zawsze zdziwienie. Bylam z mezem u jego rodzicow
      (USA) na kolacji i oprocz nas byli tam jeszcze jacys znajomi. Po posilku
      rozmawiamy jakis czas, az wreszcie goscie mowia cos w stylu "Pozno juz,
      bedziemy sie zbierac". Na to moj maz "Tak, macie racje". Mnie zatkalo, bo
      zabrzmialo to, jakby tych gosci wyganial. Pozniej z nim porozmawialam i dla
      niego to bylo normalne. Nie wiem, czy to polski zwyczaj, czy tylko u mnie w
      domu prosi sie zawsze gosci, zeby zostali jeszcze troszke i jeszcze i jeszcze...
    • asia.sthm Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 08.04.04, 11:56
      Z usmiechem ma byc???..ciekawe,czy mi sie uda.
      Nigdy nie przekroczylam granic Polski i pierwszy skok byl do Libii na 2-letni
      kontrakt z Polservisu.To wymaga specjalnego forum epopei o Polakach na
      kontrakcie...
      Szokowanie zaczelo sie juz na lotnisku i nieustannie urozmaicalo zycie.
      - Psikane muchozolem mieso u rzeznika
      - panie salowe psikaly tymze muchozolem chore dzieci w szpitalnych lozkach,to
      tak odruchowo przy sprzataniu.
      - kilkunastoosobowe wizyty z walowkami zarcia ciezkostrawnego u chorych na
      kropcowce przed i po operacja np
      - siadanie na podlodze do wspolnego lunchu w pracy i jedzenie z jednej miski.
      - wizyta w arabskim domu tzn w meskim salonie, kobieta cichutko podaje herbate
      i znika, pan domubig_grinzis rano urodzila mi syna- informuje krotko
      - naruralne pytanie od Libijczykow i wspolpracownikow pochodzacych z calego
      swiata- Jakiego jestes wyznania??? dziwnie to brzmialo.
      - bary, nawet hotelowe bez alkoholu serwujace coctaile o wdziecznej nazwie
      Jamaica.
      itd,itd,itd
      Sluchajcie ,ja bym mogla tak wymieniac do sadnego dnia..ale chce tylko
      zaznaczyc,ze po prawie cwierc wieku, przyjezdzie do Szw, paru naprawde
      egzotycznych podrozach nie szokuje mnie juz nic..najwyzej zachwyca albo oburza
      czy denerwuje.Skromnie dodam,ze chyba teraz latwiej byloby mi sie dostosowac do
      jakiejs zmiany niz wtedy, kiedy to moje oczekiwania od swiata byly wyraznie
      sprecyzowane....-))))))
    • ireczka1 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 08.04.04, 19:28
      Od jakiegos czasu mieszkam w Holandii, moj (juz ) narzeczony codziennie
      przychodzi z pracy i skarzy sie na swoich kolegow z uniwersytetu, ze
      hmmm....puszczaja absolutnie bez zapowiedzi, ani skrepownia....baki!!!!Szok
      kulturowy? Brak kultury osobistej????
      A wczoraj poszlismy do kina na "Passion of the Christ" (komentarz kolegow z
      pracy: a no tak, idziecie na to, bo Twoja dziewczyna jest z Polski...), sala
      wypelniona, i co chwile ktos albo bekal (!) albo zwyczajnie rozmawial KRZYCZAC
      z sasiadem.....
      pozdrowionka
      • ag_parr Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 13.04.04, 00:22
        taaaaaa.... bekanie i baki - to brzmi jakos znajomo......
        a wiecie ze polowa ludzi mysli, ze agnieszka to imie rosyjskie, albo ze polska to gdzies w rosji, a
        generalnie tutaj jest dosc popularne zjawisko pt"russian brides", wiec my sie z mezem smiejemy, ze
        polowa jego kumpli z pracy (bo jeden wlasnie poznaje jedna pania z moskwy przez czata i nawet sie
        do niej wybiera..), mysli ze moj maz sobie mnie" zamowil"....smile
        • krolewna.sniezka Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 13.04.04, 03:26
          no to ja musze sie do tych bakow dolaczyc wink)) bylo u mnie w pracy zebranie,
          jedna z dyrektorek z dlugim stazem, nawiasem pani okolo 60tki, zabrala glos na
          temat kryzysu budgetowego, przejeta swoja przemowa, chciala podsunac sobie
          blizej krzeslo do stolu i...wymknal sie jej jeden na cala sale. Ona nawet nie
          sploszona, lub w jakis sposob zazenowana tym, glosno przeprosila i kontunuowala
          dalej. To nazwyam nie zbiciem z tropu! smile

          A teraz do szoku kulturowego, w wydaniu..polskim!

          Pisalam kiedys o mojej kolezance co pracowala na dwie prace, w dzien i
          wieczorem. Otoz jej wieczorna praca to bylo pilnowanie pan sprzatajacych
          biurowiec. Wiele pan sprzatajacych u niej, bylo po prostu na
          dorabiajacych "wakacjach" troche przedluzonych, nawiecej rodem z Lomzy. No
          wiec kiedys spotkalam moja kolezanke w tzw. polskiej dzielnicy, niedaleko
          kosciolka polskiego. Rozmawiamy a tam zbliza sie pare osob, kolezanka sie
          usmiecha i do mnie szepcze, ze to jedna z jej pan sprzatajacych. No wiec ta
          pani juz z daleka krzyczy do niej "Dzien dobry moja boska, moja boska!"
          No wiecie na moment mnie zamurowal ten respekt co kolezance okazala, podnoszac
          ja do hierarchi "koscielnej." smile)) Po chwili kolezanka mi mowi, wiesz
          poprzednia szefowa, ktora byla murzynka, nazywali "czarnecka", wiec i tak mi
          sie udalo ze tylko mnie "boss-ka" nazywaja.

          p.s. dla nieangielskich dziewczyn: boss = szef
          • alex113 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 13.04.04, 05:59
            krolewna.sniezka napisała:

            > Po chwili kolezanka mi mowi, wiesz
            > poprzednia szefowa, ktora byla murzynka, nazywali "czarnecka", wiec i tak mi
            > sie udalo ze tylko mnie "boss-ka" nazywaja.

            To jak z tym przyslowiowym (o polskich dzielnicach) "postaw cara na kornerze"
            (Car=samochod, corner=rog)

            • krolewna.sniezka Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 13.04.04, 14:21
              alex113 napisała:
              >
              > To jak z tym przyslowiowym (o polskich dzielnicach) "postaw cara na kornerze"
              > (Car=samochod, corner=rog)
              >
              Tak moja ciotka z Kanady (St. Catherines) gadala. Nigdy na samochod nie mowila
              inaczej tylko "moja kara", gdy byla u niej na wakacjach, zastanawialam sie co
              ja za "kara spotkala" wink Ciotka mimo ze 40 lat mieszkala w Kanadzie, nigdy sie
              nie nauczyla po angielsku poprawnie mowic, ale za to po ukrainsku swietnie! smile
    • asia.sthm Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 00:24
      Podbijam aby nowe towarzyszki sie dopisaly.
      Chcemy nowych szokow od nowego roku .smile))))
      • mijaczek Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 01:30
        No wiec ja o moich szokach kulturowych rozpisywac sie nie bede, bo mnie one
        raczej raza i zenuja, ale powiem wam czy ja zawsze szokuje Amerykancow. Otoz
        tym, ze jem pizze z keczupem.
        Nie wiem, czemu to takie dziwne...
        • aneta05 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 01:32
          Mijaczek...ja mam to samo. Nawet moj M nie rozumie dlaczego musze miec ketchup
          do pizzy a inni to juz nie wspomne.
          • gherarddottir Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 14.01.05, 18:14
            no wiec ja mimo ze nie mieszkam w kraju pizzy ani amerykanskiego fast foodu
            szokuje mojego norweskiego meza tez wlasnie keczupem i on nie jest w stanie
            pojac jak mozna jesc pizze z keczupem i w ogole keczup uzywac jako przyprawy smile
          • kiwigirl Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 17.01.05, 15:57
            widać w tej Ameryce kiepskie pizze robią smile
            prawdziwa włoska pizza ma w sobie tyle sosu pomidorowego na cieście pod serkiem
            ze już jej nic dodawać nie trzeba!
            poza tym ketchup to ketchup a prawdziwy sos pomidorowy to coś zupełnie innego
            mniam! Włosi pewnie by to za totalną profanację uznali, nie tylko dziwnie się
            patrzyli smile
            Ale co kto lubi.
            Mam znajomą która kładła dżem na ser żółty, że nie wspomnę o bodajże belgijskim
            (?) zwyczaju zalewania frytek majonezem!
            • mulinka Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 17.01.05, 16:10
              a ja zolty ser z dzemem, maslem orzechowym po prostu jadam i nadziwic sie nie
              moge, ze to dziwi
              smile)
        • tamsin Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 01:33
          moze nie szokujace ale nigdy sie nie spotkalam z osoba, ktora tak je pizze smile)
          ale co powiesz na frytki z majonezem - tak je moj M. i przypuszczam, ze
          wiekszosc NL wink)
          • aneta05 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 01:35
            W sumie to chyba nie takie zle: frytki i majonez, musze sama skosztowac
            • i.p.freely Re: A props frytek 03.01.05, 01:45
              ketchup z domieszka "ranch dressing" - PYCHA!!!!
              • tamsin Re: A props frytek 03.01.05, 01:50
                a ja tez musze cos dolozyc na temat frytek..jezeli bedziecie mialy okazje
                ogladnac film "super size me" to przekonacie sie, ze frytki z McDonalds NIGDY
                sie nie psuja, tzn. nie pokrywaja plesnia, zielenieja, itp. Na samym poczatku
                filmu przeprowadzaja eksperyment i wkladaja frytki takiej domowej roboty do
                sloja, pare hamburgerow, no i frytki z McDonalds. One wygladaja jak swieze
                nawet po miesiacu!!!
                • mijaczek Re: A props frytek 03.01.05, 01:57
                  A ja lubie frytki z majonezem...
                  A propos MAJONEZU! Opowiem wam cos.
                  Otoz ja jakos mam problemy z przestawieniem sie na amerykancki akcent w
                  niektorych slowach, ktore po polsku brzmia podobnie jak po anglicku, no i tak
                  tez bylo ze slowem Mayonnais... otoz kiedys zamowilam frytki i poprosilam o
                  dodatkowy majonez. Staralam sie to slowo wymowic jak najbardziej po amerykancku,
                  no i patrze sie, a kelnerka jakos tak nie rozumie a Eryczysko sie zwija ze
                  smiechu... w koncu on jej powiedzial, ze chce "mayo", no i ona zmieszana sobie
                  poszla. Jak juz Erikowi skonczyl sie 10 minutowy atak smiechu, kazal mi
                  powtorzyc moja wersje mayonnais i wsluchac sie w nia... no coz... zalapalam za
                  trzecim razem. To co mowilam brzmialo jak my-own-ass... od tej pory juz nie
                  potrafie inaczej powiedziec jak tylko my-own-ass [dla nie mowiacych po anglicku
                  my own ass znaczy moja wlasna doopa :o)]...
                  Tiaaa :o)
              • i.p.freely Re: Gafy jezykowe 03.01.05, 01:58
                Dawno juz to bylo ale jak dzis pamietam.

                Starsza kobieta, mama pewnej znajomej, chciala sie popisac swoim angielskim
                przed ekspedientka w Alexandrze tylko, ze wyszlo jej to na opak.

                Trenowala 'thank you' ale jak przyszlo co do czego to do ekspedientki
                rzekla: 'fakju, fakju' big_grin
                • i.p.freely Re: Szokujace zachowanie 03.01.05, 02:10
                  Co byscie panie powiedzialy swojej podwladnej kiedy ta na srodku "nurses'
                  station" zawija (robocze) spodnie do kolan, smaruje nogi kremem i zabiera sie
                  do ich GOLENIA?!!!! Przy wszystkich!!!!




                  • tamsin Re: Szokujace zachowanie 03.01.05, 02:15
                    LOL, dobre z tym goleniem smile)) a co powiecie na to jak kobieta okolo 50 tki,
                    niezbyt do tego zadbana o siebie (delikatnie mowiac), przychodzi do biura w
                    krotkich szortach, ktore jej na dodatek podlatuja do gory, a ona siada w taki
                    sposob, ze cale te spodnie "wchodza" jej do srodka????? Aha, na dodatek ubiera
                    sie w bluzki bez rekawa, i straszy wszyskich swoimi podpachami, plus obwislymi
                    ramionami???? no jak takie cos traktowac? bo faceci czuja sie niesamowicie
                    skrepowani przy niej, a ona nic sobie nie robi z uwag????? smile)
          • asica74 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 19:20
            moj tez tak je.. i co gorsze ja tez...
          • gherarddottir Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 14.01.05, 18:15
            troche sie pomawymadrzam - frytko z majonezem to prawie narodowa potrawa w
            belgii
            smakuje znakomicie a jak ten majonez jest cytrynowy to w ogole! Buzka
        • myszka888 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 02:02
          Mijaczek!!! ja robie to samo, a oni patrza na mnie jak na idiotke wink
          • i.p.freely Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 02:29
            74-latka, zona pacjenta pod moja opieka, ktory wlasnie co przeszed operacje na
            sercu, tez oczywiscie starszy czlowiek po 70-ce, pochyla sie i szepcze mi do
            ucha - "take good care of him, he still gets a good erection"big_grin

            No i wez tu czlowieku zachowaj powagesmile))
            • i.p.freely Re: Slyszal kto o lewatywach 03.01.05, 02:34
              z wina????? Caly galon mu sie miescil. Trzy razy u nas ladowal na respiratorze.
              Za czwartym razem zmarlo mu sie w drodze do szpitala.
            • sylwek07 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 13:39
              dobra zona smile)
          • mrozosia Pizza + Majonez 13.01.05, 16:35
            A pizza z majonezem, to dopiero dla nich szok!!!
    • komajto moje gafy 03.01.05, 20:52
      pierwszego lata we Francji zostalam wyslana na ogrodek w celu przyniesienia
      pietruszki.Wlazlam ja w zagonki chwycilam ta pietruche i jak w bajce o rzepce
      ciagne,ciagne i nic.Zaparlam sie i jak nie chwyce i nagle glos mojego M : co
      tak szarpiesz, tutaj pietruszka nie ma korzenia urywa sie tylko to zielone.W
      Polsce mieszkalam na osiedlu gdzie aby wyrzucic smieci trzeba bylo podejsc
      kawalek do kontenera.W odwiedzinach u mnie moj tato zaoferowal sie wyniesc
      smieci.Kubly sa wystawione przy samej bramie i dojscie do nich zabiera kolo 1
      min. w dwie strony.Mojemu tacie zabralo to przeszlo 5 min. i juz zaczelam sie
      denerwowac.Okazalo sie,ze minal nasze kubly i polecial na inna ulice wrzuciwszy
      odpadki sasiadom .
    • aalex_b Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 21:07
      bardzo lubie sluchac takich historii!!

      przypomnialo mi sie jak to kiedys w Hiszpanii, kota zaczepialam: "kici, kici,
      kici" - myslalam, ze sie zakicuje na smierc a moi znajomi o malo co nie umarli
      ze smiechu z tego mojego "kici, kici" smile))))) ... potem jeden
      zrobil: "tssst" ... i kot zareagowal !!!!!!!! Wiadomo, nie Polak byl !!!! smile)))

      a innego dnia, straszny padal deszcz - wysiadalismy z samochodu i ktos
      krzyknal: cuidado! charco! (chyba to tak bylo? smirk) ... wszyscy sie cofneli a
      ja, w bialych lnianych spodniach ... piekna kaluze zaliczylam ... smile)))) ....
      bo tego slowa jeszcze nie znalam: kaluza smile))))
      • asia.sthm Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 21:15
        A moja siostra ma hiszpankie wnuki , ktore mowia do niej: Jaja, nasza kochana
        Jaja.
        Zawsze chichocze z tego, chociaz jak najdyskretniej umiem smile
        • aalex_b Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 03.01.05, 21:43
          moze to niezbyt pod kulturowy szok podchodzi ale
          zaledwie dwa dni temu dostalam doslownie ataku smiechu w ponizszych
          okolicznosciach:

          obiady czy kolacje rodzinne we Francji: to istny koszmar
          - trwaja g o d z i n a m i !!!!
          otoz, aby dobrze wkroczyc w nowy rok, poszlismy ze znajomymi do restauracji: no
          a dodatkowo jeszcze, te noworoczne Menu to sie skladaja z 1001 dan!!! Zaczelo
          sie szampanem, pierwsza przystawka, druga przystawka, trzecia przystawka ...
          myslalam, ze to juz deser a to bylo zaledwie "trou normand"
          (doslownie: "normandzka dziura" - zeby lepiej trawic, w polowie menu podaje sie
          kulke lodu z alkoholem), potem mieso, ryba, sery .... siedzielismy tam,
          obzarlismy sie jak swinie i doslownie myslalam, ze umre!!! ... i w tym
          momencie, moich najwiekszych cierpien i deklaracji, ze niechybnie padne:
          przeszlo obok naszego stolu dwoch panow co dekoracje z sylwestra uprzatali, z
          elementem podium, przykrytym serweta w kwiatki ... co troche wygladalo, jakby
          trumne wynosili smile)) ... i powiedzieli nam "smacznego" na co ja to
          skomentowalam, ze juz z pewnoscia jednego biedaka wynosza i maja czelnosc nam
          zyczyc "smacznego" ?????!!!!!!! ... do konca obiadu (ktory trwal przeszlo
          cztery godziny!!!!!) co ktores z nas, z powodu tej historii, dostawalo ataku
          smiechu smile))))

          Wiec, rok zaczal sie obficie i wesolo wink))))
          ... ale, fakt, istna mordega te ich siedzenie godzinami przy stole!!
          i biada temu co czeka na deser!! smile))))) ... na deser, trzeba zasluzyc wink))
          • komajto Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 04.01.05, 13:06
            Tak z tym jedzeniem to masz racje.Szybko znalazlam na to sposobik bo inaczej
            bym juz dawno pekla.Otoz zawsze mam cos na talerzu i wymawiam sie tym.Niestety
            tesciowie mnie juz przejrzeli ale z innymi sie udajesmile.
    • sylwek07 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 04.01.05, 00:37
      temat mi sie podoba no i te posty wczesniejsze,,,ja tez przezylem pare fajnych
      i zabawnych sytuacji.tak wiec do napisania wkrotce wink))
      dobranoc smile)
      • happiest1 Re: Szok kulturowy .... z usmiechem :-)) 04.01.05, 01:28
        To ja moze o tym keczupie. Kiedys zrobilam mojem mezowi jajecznice to ja cala
        polal keczupem. jak dla mnie to zepsul caloscsmile
        A jak dostal kotleta to sobie wzial chleb i wsadzil ten kotlet miedzy dwa
        kawalki chleba i tak zjadl. Czy wszystko musi skladac sie w kanapke?

        A jak kiedys bylam we Francji w kolezanka i mieszkalysmy z francuska rodzina to
        byli bardzo zdziwieni jak moja kolezanka na kawalek sera posmarowala sobie
        dzem.
        • syswia Scenki za studia fotograficznego 04.01.05, 05:12
          Do studia wchodzi klient z rodzina, usadawiaja sie wszyscy, pozuje, strzelamy
          zdjecia, tak, siak, owak. W koncu ja zagladam do jego karty, a tam jak wol:
          graduation photos. Mysle sobie, cholera facet skonczyl uczelnie, skofundowana
          sie pytam, czemu nic nie mowi, ze to mialy byc zdjecia z toga, czapka i
          rulonikiem itd. A on mi na to, ze no wlasnie on przyszedl z cala rodzina zdjecia
          zrobic... I z toga to on chetnie, ale pozniej...
          Na koniec dodam, ze pan byl muzulmaninem z Afryki i mial sporo przychowku.
    • sylwek07 czesc 1 :)) 04.01.05, 09:45
      ja pamietam jak bylem w metrze(Montreal) to pewna meksykanka zapytala sie mnie
      czy czasami nie jestem z Meksyku lub Hiszpanii,a znow innym razem pewna znow
      kobieta zapytal sie mnie czy czasami nie jestem z Wloch
      • aalex_b Re: czesc 1 :)) 04.01.05, 10:23
        he, he, he ....
        a ze mna to nie wiem "co nie tak" ...
        bo mieszkam we Francji juz sporo czasu, ...
        a to mi ktos ... proponuje ... klawiature angielska w CC smile))
        a to sie upieraja, zeby mi sprzedac karte telefonicznej miedzynarodowa a nie
        narodowa ...
        kilka dni temu: otworzylam drzwi, a tam, no wiecie sprzedawca "od drzwi do
        drzwi" ... tylko powiedzial: "oh sad, vous n'etes pas française?" smile)) ...
        powiedzialam, ze nie wink i chociaz gadke z glowy mialam wink
        a ktoregos dnia: ide sobie ulica, zatrzymal sie samochod, kobitka otworzyla
        okno, zeby mnie sie spytac o droge ... spojrzala ... po czym do meza: "eh, to
        cudzoziemka", i sie zwineli ... smile)) a ja stalam jak slup na tym chodniku
        zdziwiona smile)))
        kiedys, przez jakis czas, to musialam uwazac w wakacje ... bo probowali mi
        wciskac falszywe franki!!!
        zazwyczaj mysla, ze jestem niemka albo szwedka ... ale ktoregos dnia, ktos w
        pracy sie mnie spytal ... czy nie jestem z .... Taiti?!!!!! smile)))) To bylo
        oryginalne!!!


        he, he, he ... przed sylwestrem, spytali mnie sie w pracy: "hey, duza (bo tak
        mnie nazywaja: duza smile))) co robisz na Sylwestra? - to im odpowiedzialam, ze no
        jak to? "upije jak Polka!!" smile))*

        * francuzom strasznie to powiedzenie zapadlo w pamiec: "boire comme un
        polonais" ... a ja kiedy mam okazje to im wkladam do tych glow, ze to
        powiedzenie to z czasow armii Napoleon'a i nie mozna bez kontekstu: otoz
        podobno po wieczornej balandze, gdzie polacy upili sie niemilosiernie ... tylko
        oni nazajutrz byli trzezwi wink))))

        • emm1 moje gafy 04.01.05, 11:16
          rok temu bylam na programie w&t w Bostonie.Wiadomo, jak to jest-nie dosc, ze
          szok kulturowy, to jeszcze trzeba non stop mowic po ang, a jeszcze ten
          bostonski akcent...Po 2 tyg pracy w hotelu usadowili mnie na stanowisku
          oparatorki-mialam odbierac telefony przychodzace z zewnatrz i wewnetrzne od
          gosci gotelowych ,potem przalaczac lub od razu udzielac info.Jesli dzwonil ktos
          z zewnatrz i prosil o polaczenie z konkretna osoba, trzeba bylo zawsze
          zapytac"czy to gosc czy pracownik?" i szybko sprawdzic w komputerze.
          No wiec moj pierwszy dzien, ja przerazona, bo czasem nie rozumialam co do mnie
          mowia na zywo, a co dopiero przez telefon.No ale jakos ruszylo.Po kilku
          godzinach telefon, kobitka pyta po ang"czy mozesz mi powiedziec zip code?" A
          ja "zip code?A czy to gosc czy pracownik?" Do dzis pamietam te konsternacje
          jaka zapadla po drugiej stronie sluchawki.
          Dla niewtajemniczonych-zip code to kod pocztowy.
          Albo to zatrzymywanie sie samochodow jak tylko chcesz przekroczyc ulice i
          przejsc na druga strone.Myslalysmy z kolezanka , ze to dlatego, ze mlode
          dziewczyny(czyli my) stoja przy krawezniku.Potem kolega nas oswiecil, ze w
          Stanach jesli potracisz pieszego, to zawsze jest to twoja wina, nawet jesli
          wtargnal na jezdnie.Stad to zatrzymywanie.Potem-wiem, wiem, to juz przesada-juz
          nawet nie ogladalam sie czy cos jedzie, od razu wchodzilam na jezdnie.
          A najlepsza przygoda mi sie zdarzyla, gdy koledzy zabrali mnie do knajpy w
          Bostonie.Ale musieli miec radoche widzac moja mine.Wchodzimy do knajpy-patrze-
          syf totalny, wszedzie leza kawalki papierowych serwetek, ludzie siedza przy
          stole , jedza skrzydelka a kosci zrzucaja wprost na podloge.ja mialam
          autentycznie oczy jak spodki.W koncu znalezlismy wolny stolik, caly zaswiniony,
          czekamy na kelnera, ja w tym czasie zerkam na bar, a tam jakis kelner drze sie
          na klientke"nie podoba ci sie , to wypier...".Przychodzi kelner, spycha resztki
          ze stolu na podloge( wyobrazcie sobie moja mine, moj znak zodiaku to panna), i
          pyta"czego chcecie?", pamietam , ze wzielismy 3 razy frytki i 2 kubelki
          skrzydelek i 3 piwa.Przynosi za 5 minut zamowienie-piwa leza w metalowych
          kublach z lodem, kladzie te kublelki ze skrzydelkami, ja je przesuwam w moja
          strone, a on do mnie"skrzydelka sa dla facetow, oni beda je zrec, ty bedziesz
          zrec frytki".ja mialam szczeke przy ziemi.jemy te frytki i skrzydelka(na
          szczescie koledzy sie podzielili ze mna), ja sie rozgladam po knajpie, a tam na
          sali co chwile wybuchaja jakies awantury z kelnerami.Kelner do klienta"to
          spier..", klient do kelnera "sam spier..".na scenie zespol grajacy na zywo,
          wokalista sie wygina, tancuje, przed zespolem na parkiecie podryguje kilka
          kobitek.nagle wokalista przerywa spiewanie i mowi do mikrofonu"nie bedzie
          muzyki poki ta gruba swinia nie zejdzie z parkietu".ja mam znowu oczy jak
          spodki.przychodzi kelner i sie drze na mnie"a ty co?!mialas zrec frytki!I
          przesuwa kubelki ze skrzydelkami w strone chlopakow".Ja juz lzy w oczach prawie
          i mowie"wychodze stad!", na co moi wspaniali koledzy mi mowia, ze polityka tej
          knajpy polega wlasnie na obrazaniu klientow.I ze oni zawsze tak robia, bo na
          tym polega "urok "tej knajpy.
          Po tygodniu wyslalam moja kolezanke z chlopakiem do tej knajpy na podwojna
          randke, oczywiscie nie mowiac co i jak.Wrocili rozbawieni kolo
          polnocy.Dziewczyny mialy na glowach uformowane na ksztalt meskich czlonkow
          czapki z papieru z napisami-jedna"I love dicks", druga "I swallow"("kocham
          ch..."-meska czesc ciala, "polykam").
          • mulinka Re: moje gafy 04.01.05, 14:59
            jadlam dwa dni temu mojego pierwszego burgera w tym kraju (co jak i dlaczego
            powiem w powitalnym watku smile - wrocilam smile)
            a z koniecznosci....nozem i widelcem (!)
            ludzie przy sasiednich stolikach byli nieco...zdziwieni
            smile
            nie oni mnie, ale ja ich zaszokowalam (tak mysle)
            smile)
    • sylwek07 czesc 2 04.01.05, 14:13
      bedac w sklepie (Maxi) na zakupach zobaczylem playstation i ze graja ludzie
      wiec poczekalem pare min aby pograc,po chwili gralem w star wars razem z takim
      starszym panem (z kolo 70).po paru dniach spotkalem tego samego pana w tym
      samym miejscu no i odrazu zaprosil mnie na grania smile)
      • gherarddottir moje gafy 14.01.05, 18:31
        gafa pierwsza: to bylo kiedy jeszcze nie gadalam po norwesku. Wybralismy sie ze
        znajomymi do knajpy. Wychodzimy z knajpy a znajomy Norweg spotkal kogos i
        zaczyna z nim gadac. Potem pokazuj reka na mnie i na mojego meza i wydawalo mi
        sie ze powiedzial ze jestesmy gift (wymawia sie jifth) czyli poslubieni. facet
        podchodzi rychlo do nie podaje mi reke i cos mowi. Bylam penwa ze mowi ze mi
        gratuluje i odpowiadam : po norwesku .Tusen takk (czyli dziekuje) bardzo a
        nagle wszyscy w RYK totalny!!!
        To co on powiedzial to bylo jego imie i naziwsko!!!!!!
        Do dzis jak sobie to przypomne to sie straszliwie pokladam ze smiechu.
        facet na to: no to teraz bede to pamietal do konca zycia, moze powiniem zmienic
        imie? smile))
        gafa 2: po norwesku bardzo podobnie brzmi: jak sie czujesz, jak leci i jak ci
        dzis stoi.

        Chcac sie popisac powiedzialam do tescia na dzien dobry "jak ci dzis stoi?"
        Dobrze ze tesciu ma poczucie chumoru!

        Pozdrawiam
        • gherarddottir samica :))) 14.01.05, 18:52
          co do narodowosci- kiedy odwiedzilam znajomych laponczykow pierwszy raz dopoki
          sie nie odezwalam mysleli ze ja "swoja" jestem czyli z ludu samow! hahahha
        • ponponka1 Re: moje gafy 14.01.05, 21:43
          Hvordan staar det til - doslownie "Jak Ci stoi" ale znaczenie "What's up" "Jak
          leci" - zatem zadna gafa i nie powinien sie dziwic, dorka smile

          Pozdrawiam z Polski
          • asia.sthm Re: moje gafy 14.01.05, 21:59
            No ale jesli nie powiedziala ostatniego til ,to spytala jak mu stoi.
            smile) to til jest wazne.
            Ha det
            • ponponka1 Re: moje gafy 14.01.05, 22:07
              asia.sthm napisała:

              > No ale jesli nie powiedziala ostatniego til ,to spytala jak mu stoi.
              > smile) to til jest wazne.
              > Ha det

              hehehheehhee bez tego til to wychodzi ciekawie......hihihihihi wink
              • gherarddottir Re: moje gafy 14.01.05, 22:59
                no wlasnie hihihi
                wyszlo doslownie jak ci stoi he he he

                • ponponka1 Re: moje gafy 15.01.05, 08:38
                  hehehe powiedzialas hvordan staar det (jak stoi ?) czy staar det (stoi?)-
                  hehehee to drugie nabiera szczegolnie intrygujacego charakteru?
                  hahahhahaahhahahahahahahahaha wink
                  To moze i ja o cos o smiesznych sytuacjach.... jakie moga wyniknac w kontaktach
                  miedzy roznymi nrodami.
                  W listopadzie bylam zaproszona na firmowa impreze przez mojego Wikinga.
                  Oczywiscie pochwalil sie wszystkim znajomym, ze bedzie z Polka, ktora przyjedzie
                  specjalnie na te okazje z Polski. Niemal wszyscy (ja tez bym tak zrobila)
                  zalozyli, ze nie znam norweskiego i posluguje sie angielskim. Szkoda, ze nie
                  widzialyscie (widzieliscie, pardon Sylwek) ich min, kiedy przedstawiali sie i
                  zadawali pytanie jak podroz po angielsku a ja do nich po norwesku, ze z
                  przygodami ale dotarlam zeby byc w ich milym towarzystwie wink. Moj Wiking pekal z
                  dumy!
                  Moja gafa...
                  W jezyku norweskim sa dwa slowa
                  - stripe - pasemko, w liczbie mnogiej striper (wymawia sie dlugie i)
                  - strippe - robic striptis - (wymawia sie krotkie i)
                  Dzwoni do mnie moj Wiking i mowi, ze zamowil dla mnie wizyte u fryzjera. Pyta
                  sie co chce zrobic na glowie, zeby okreslic cene i czas wizyty. Ja na to
                  rezolutnie wymowilam slodko w sluchwake, ze marzylam od dawna, zeby zrobic sobie
                  "stripper", czyli krotkie i......po drugiej stronie sluchwaki nastapila dluga
                  cisza.....hehehehheheheheeheeee e. Ja jeszcze wtedy nie wiedzialam o tej
                  subtelnej roznicy w wymowie tych slowek i pomyslalam, ze zapewne, jak to facet,
                  nie wie o co mi chodzi i zaczelam tlumaczy o wlosach farbach itp. Uslyszalam po
                  drugiej stronie westchniecie ulgi....hehehhehe.
                  Potem na forum Norwegia dowiedziaalm sie o mojej gafie. Na szczescie przed
                  wizyta u norweskiego fryzjera, gdzie bardzo sie pilnowalam i powiedzialam ze
                  chce striiiiiiiiiiiiiper wink
                  A tak przy okazji. Fryzjerka spytala sie mnie skad pochodze. Ja ze przyjechalam
                  z Polski. Ona, czy pracuje w Norwegii, ja ze nie, ze przyjechalam specjalnie,
                  poniewaz slyszalam, ze w tym salonie sa dobrzy fryzjerzy wink . Dziewczyna zrobila
                  wielkie oczy.....hehehhehehehheeheeee

                  Pozdrawiam z Polski
                  • gherarddottir Re: moje gafy 15.01.05, 15:38
                    no to sie nie dziwie ze zrobila wielie oczy bo powiem szczerze ze po kazdej
                    wizycie u norweskiego fryzjera ide wlozyc glowe pod kran i staram sie naprawic
                    to za co zaplacilam 600 NOK smile))))
                    • ponponka1 fryzjer 15.01.05, 18:40
                      Ja chyba rzeczywiscie trafilam do dobrego smile. Dziewczyny - bo w koncu dwie sie
                      wziely za niezdecydowana klientke - zachecaly mnie do krotkich wlosow. Ja jednak
                      nie bylam przekonana, dlatego podcinaly mi wlosy, suszyly, ukladaly i pytaly sie
                      czy moga jeszcze podciac. I tak sie ze mna bujaly 2 godziny.....az w koncu
                      stwierdzilam, ze jest super i krocej juz nie chce i ..... powiedzialam o tych
                      striper....czyli kolejna godzina....w sumie trzy godziny, 1050 NOK i zadowolona,
                      bardzo zadowlona klientka! Na imprezie, przy boku Mojego, bylam gwiazda
                      wieczoru.....Przezylam to bardzo, bom do takiego zainteresownia nie
                      przyzwyczajona..hahahahhahaa... zawsze szara myszka bylam!!!!
                      Jak wrocilam do Polski do wszyscy znajomi mowili, ze wygladam swietnie (ja
                      niemal zawsze mialam dlugie lub poldlugie wlosy). Pozniej slyszalam to jeszcze
                      od trzech osob, ktore mnie dlugo nie widzialy, raz na oplatku w pracy, drugi raz
                      od sasiada, a w ubieglym tygodniu od znajomego Niemca, ktory przyjechal na
                      kwerende, i gdy mnie zobaczyl powiedzial: "Pani albo jest zakochana albo
                      przeszla operacje plastyczna" hehehehehehheee
                      Ja mam chyba jakiegos "pecha" - czegokolwiek doswiadcze w Norwegii jest to
                      dobre.....Dlatego nie moge zlego slowa powiedziec ...... smile

                      Pozdrawiam z Polski
                      • mulinka Re: fryzjer 15.01.05, 19:23
                        no to swietnie ponponko
                        zebym ja tak mogla wyjsc zadowolona od fryzjera...
                        Mam tu jednego Alfonsa (!) - nie ublizam mu , to po prostu jego imie smile,
                        zupelnie dobrze strzyze, ale...jechac musze ponad godzine, a na innego dobrego
                        jakos nie trafilam
                        sad
                        a....tez mi sie fryzjer klania smile
                        • asia.sthm Re: fryzjer 15.01.05, 19:31
                          Sluchajcie, ile wy musicie pieniedzy wybulic zeby na swojego Alfonsa natrafic
                          smile))
                          Ja powinnam byc baaardzo bogata, bo u fryzjera bylam chyba ze trzy razy w zyciu.
                          Gdzie to sie podzialo, to zaoszczedzone?
                          • mulinka Re: fryzjer 15.01.05, 19:34
                            szczesciara z Ciebie Asiu!
                            moje zaoszczedzone...to z dymem poszlo
                            (kiedys policzylam, ze przepalilam super samochod sad

                            ale...
                            Ty za tego fryzjera (co go latami nie bylo) masz piekny pretekst, zeby sobie
                            kupic...no....cos, co chcialabys miec smile
                            • asia.sthm Re: fryzjer 15.01.05, 19:41
                              To ja tez przepalilam jakies auto i fryzjera przy okazji.
                              Chyba juz nic mi sie nie nalezy smile))
                              Mam tez dzieci, ktore nadal bardzo dbaja ,zeby nie bylo klopotu z
                              dziedziczeniem jakos majatku po starych wink)
                      • gherarddottir Re: fryzjer 15.01.05, 22:12
                        no to gratuluje!!!!
                        Moze to jest taka norma, ze w oslo lepiej strzyga niz gdzies na prowincji , nie
                        wiem.
                        Mnie duzo milego spotkalo w Norwegii, ale tez jestem w stanie mieszkajac tu
                        zauwazyc pewne rzeczy, ktore nie sa az tak rozowe.
                        razi mnie np. brudne szyby w salonach kosmetycznych i brudne obrusy nawet w
                        drogich restauracjach w duzych miastach. Ale moze to taki folklor?smile))
                        albo sie w Warszawce to innych miejsc wybieralam, drozszych i teraz mam krzywe
                        porownanie?smile))
                        Pozdrawiam
                        • ponponka1 Re: fryzjer 15.01.05, 23:45
                          Zadne Oslo, czysta norweska prowincja to byla (choc moze bardziej cywilizowana)
                          czyli Kongsberg smile. Trafilam w dobre rece.....albo Moj oddal mnie w dobre rece
                          (podobno wypytywal sie wspolpracownic o najlepszy salon w okolicy...hihihhihi).
                          Ja z poprzedniej epoki (czyli tej, w ktorej au-perkowalam w Norwegii) kojarzylam
                          to miasto tylko z dobrym i bliskim (z Oslo) osrodkiem narciarskim wink. Bo ja tak
                          naprawde to najlepiej czulam sie w sportowym rynsztunku - na rowerze badz na
                          nartach......dopiero Moj obudzil we mnie instynkt kobiety wampa smile. Milosc czyni
                          cuda! Dorinka, mam nadzieje, ze kiedys sie spotkamy, w Polsce lub Norwegii smile

                          Pozdrawiam z Polski
                          • gherarddottir Re: fryzjer 16.01.05, 15:19
                            Boze..a ja az wstyd sie przyznac ostatnio sprotowa nie jestem....
                            niby sobie z mezulkiem obiecujemy jakies spacerki i rolki ale jak na razie nic
                            z tego nie wychodzi...
                            Moze jak sie wiosna zacznie?
                            No ja w Norwegii stacjonuje ze tak powiem na stale, ale w ramach kraju duzo sie
                            ostatnio przemieszczam: do dalekiego Tromso do stolicy wiec wszystko mozliwesmile
                            pozdrawiam
                            • asica74 Re: fryzjer 16.01.05, 17:35
                              gorinka, przeprowadzasz sie do stolicy?

                              a my w ramach bycia sportowymi zaczelismy chodzic na basen. Ja jeszcze chodze
                              na pilates, i mam zamiar biegac raz w tygoniu... wlasnie dzisiaj mialam taki
                              zamiar. Ale wczoraj bylismy potanczyc z greentea (co to nosi spodniczke rozmiar
                              6 - niech ja drzwi scisna), wiec wstalam na chwile okolo 12 a potem znow
                              zasnelam. Ale snilo mi sie ze biegalam! Liczy sie?
                              • asica74 Re: fryzjer 16.01.05, 17:36
                                mialo byc dorinka, a tak od tego gherarda mi sie gorinka zrobila
                              • aneta05 Re: fryzjer 16.01.05, 17:40
                                asica74 napisała:

                                > gorinka, przeprowadzasz sie do stolicy?
                                >
                                > a my w ramach bycia sportowymi zaczelismy chodzic na basen. Ja jeszcze chodze
                                > na pilates, i mam zamiar biegac raz w tygoniu... wlasnie dzisiaj mialam taki
                                > zamiar. Ale wczoraj bylismy potanczyc z greentea (co to nosi spodniczke rozmiar
                                >
                                > 6 - niech ja drzwi scisna), wiec wstalam na chwile okolo 12 a potem znow
                                > zasnelam. Ale snilo mi sie ze biegalam! Liczy sie?


                                Pewnie, ze sie liczy...
                                a powiem Wam w tajemnicy, ze mnie sie snilo, ie kolego z liceum (calkem fajny,
                                miedzy nami mowiac) powiedziel do mnie " I love you" tylko dlaczego po angielsku?
                                mojemu M nie mowie bo sie bedzie wsciekal...
                                • asica74 Re: fryzjer 16.01.05, 17:43
                                  dlatego po ang, bo funkcjonujesz w tym jezykusmile ja przezylam taki maly szok
                                  jak sie zorientowalam, ze rozmawialam z kims po ang, a potem sie zorientowlam,
                                  ze ta osoba nie mowi w rzeczywistosci po ang...

                                  a swoja droga, to fajnie tak usyszec I love you... co nie?

                                  (ogladam jednym okiem War and Peace z Audry H. - a tam wiecie ile milosci!)
                                  • mulinka Re: fryzjer 16.01.05, 17:50
                                    asiczko,
                                    po dyskuscji z M doszlismy do wniosku, ze bieganie przez sen na 100% sie liczy
                                    ale...co z wyznaniami?
                                    • asica74 Re: fryzjer 16.01.05, 17:53
                                      ufff........... kamien spadl mi z sercasmile

                                      a wyznamia sa i to nawet nie przez sen, ale przed snem i okazyjnie w ciagu
                                      dnia!

                                      mowia wam wasi faceci, ze was kochaja?
                                      • mulinka Re: fryzjer 16.01.05, 18:01
                                        jesli chodzi o wyznania, to ja jestem upierdliwa do bolu
                                        ja powtarzam 10-20 razy dziennie te magiczne slowa, a jemu to sie jakos wcale
                                        nie nudzi, no...i odwzajemnia
                                        jestem calkowicie "ZA"
                                        to takie mile slyszec
                                        to takie mile mowic
                                        niby czemu nie robic sobie przyjemnosci?
                                        smile)

                                        no...to i Wam powiem smile)))
                                        LUBIE WAS!!!! smile
                                        • asica74 Re: fryzjer 16.01.05, 18:03
                                          > no...to i Wam powiem smile)))
                                          > LUBIE WAS!!!! smile

                                          pierwszy raz to slysze! wink

                                          a czy ja wam mowilam, ze was lubie?
                                          • mulinka Re: fryzjer 16.01.05, 18:08
                                            ja nic nie wiem
                                            powiedz!
                                            duzo i glosno
                                            smile))
                                            • asica74 Re: fryzjer 16.01.05, 18:09
                                              LUBIEM WAS! (tu zaciagnelam z zamojska!)
                                        • gherarddottir Re: fryzjer 16.01.05, 18:03
                                          no wlasnie ja tez w kolko kocham cie i kocham cie jak w amerykanskim
                                          filmie smile)))))
                                          ale nam sie to w ogole nie nudzi!!! i pwoeim wiecej jak mi maz przed snem nie
                                          powie jeg elsker deg to ja spac nie moge!!!!! i zastanawiam sie co
                                          przeskrobalam? smile)))))hahahha


                                          bieganie we snie sie liczy jak najbardziej i chyba jezdzenie na rolkach tez (ja
                                          tak mialam)
                                          • asica74 Re: fryzjer 16.01.05, 18:08
                                            dorinka! tez tak mam!

                                            a z tym bieganiem we snie... mielismy kiedys psa, ktory biegal we snie, na
                                            lezaco! Smiechu z tego bylo, ze hej!
                                            • gherarddottir Re: fryzjer 16.01.05, 18:35
                                              ha ha ha
                                              moj maz czasami we snie tak smiesznie podskakuje a potem moiw ze mu sie snilo
                                              ze skakal na trampolinie albo biegal ha ha ha

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka