Witam. Mam strasznego doła, więc będzie pesymistycznie...Nie mam komu się
wyżalić, więc padło na Was, przepraszam z góry
Wiecie co, obserwuję tak sobie ludzi, znajomych siostry, czytam to forum i
dochodzę do wniosku, że wszystkim się jakoś powodzi. Wiem, ze każdy ma jakieś
problemy zycia codziennego, bo to normalna rzecz i nie do uniknięcia, dla
każdej z Was na pewno Wasz problem to ten największy i najważniejszy, ale
chyba ogólnie jesteście szczęśliwe. Moje życie to jak na razie jedna wielka
PORAŻKA. Wiem, że źródłem wszystkich moich dotychczasowych niepowodzeń jest
jedna 'rzecz', która rozwija się we mnie od wielu lat i w tym roku uderzyła
ze zdwojoną siłą...Jeszcze rok temu wierzyłam, że przezwyciężę wszystko, ale
teraz już po prostu nie mam siły. Od bardzo długiego czasu żyję myślą wyjazdu
za granicę i ułożenia sobie życia od nowa, ale zaczynam już we wszystko
wątpić

( Wiem, że piszę bardzo enigmatycznie, ale na razie nie jestem gotowa
na całkowite publiczne wywnętrzanie. Dziewczyny, czy kiedyś wreszcie los się
do mnie uśmiechnie?? Czas leci jak szalony, niedawno był 2000, teraz jest
prawie 2005, a ja zatrzymałam się w miejscu, jedynie latka lecą jak
szalone...Najchętniej spakowałabym się jeszcze dzisiaj i wyjechała stąd, ale
to niemożliwe, bo najpierw muszę przezwyciężyć 'to coś'. Po prostu błędne
koło...Obiecuję, że jak sobie już z 'tym czyms' poradzę, to napiszę o co
chodzilo.
Wybaczcie, ale musiałam gdzieś się wygadać, a raczej 'wypisać'...
Pozdrawiam Was i dzięki za to forum, dzięki któremu jeszcze czasami się
usmiecham