Oj, dziewuszki (i Sylwku)

Az nie wiem, gdzie zaczac, zeby nie przynudzac,
sprobuje w skrocie, a na koncu poprosze o rade/trzymanie kciukow.
W zeszlym tygodniu mialam rozmowy w dwoch agencjach rekrutacyjnych (nazwijmy
je A1 i A2)

W obu zarejestrowalam sie jako chetna do pracy i tymczasowej,
i stalej, podkreslajac, ze zalezy mi, zeby zaczac jak najszybciej. A1
zaproponowala, zebym w tym tygodniu (wczoraj i dzis) przyszla do nich na 2
godziny popracowac na recepcji, zeby sie "przyuczyc" do zawodu, co tez
zrobilam. Niby taka recepcjonistka nic skomplikowanego nie musi robic, a
jednak musialam sie nauczyc jak np. obslugiwac komputerowa centrale
telefoniczna itp.
W miedzyczasie A2 wyslala mnie w piatek na rozmowe do firmy, w ktorej
moglabym dostac kontrakt nawet na rok, polaczenie recepcji z administracja,
bardzo fajna praca. Niestety w poniedzialek dowiedzialam sie, ze ani mnie,
ani innych kandydatow nie wybrali i szukaja dalej.
Dzis rano w A1, gdzie bylam na recepcji, zaproponowano mi pojscie na
dwudniowe zastepstwo do jednej firmy w ten czwartek i piatek, a nastepne dwa
tygodnie do innej firmy. Ucieszylam sie, ze bede przynajmniej miala robote na
2,5 tygodnia, podziekowalam im i w ogole, po czym po poludniu dzwoni do mnie
ta moja konsultantka z A2 i mowi, ze ta firma, w ktorej bylam na rozmowie,
jednak mnie chce, ale ze powinnam zaczac juz od poniedzialku... To jest fajna
praca, lepiej platna, trwajaca dluzej i z mozliwoscia stania sie moim stalym
zatrudnieniem. Zgodzilam sie i ze skrucha zadzwonilam do A1 i powiedzialam,
ze jednak musze zrezygnowac z tych dwoch tygodni (na ktore zgodzilam sie pare
godzin wczesniej...). W sumie babka zrozumiala moja sytuacje i mysle, ze nie
ma mi za zle.
No a teraz dochodzimy do sedna mojego problemu - pod koniec maja/na poczatku
czerwca musze jechac do Stanow na dwa tygodnie (na slub siostry meza,
wspominalam juz o tym). W A1 mnie pytali o plany wakacyjne, a w A2 nie. No i
doopa

Musze jutro zadzwonic do tej konsultantki i zapytac, czy ta firma
zgodzi sie mnie wziac, jesli ja musze wyjechac, czy jednak sobie kogos innego
znajda. Musieliby wziac kogos na zastepstwo, a watpie, czy beda chcieli sobie
taki balagan robic. Chyba sie rozplacze, jesli jednak zrezygnuja, bo wtedy
przeciez nie zadzwonie do A1, ze moze jednak wezme te dwa tygodnie, bo to by
wygladalo zupelnie niepowaznie

Boje sie tej rozmowy
Osoby, ktore dotrwaly do konca tej historii, podziwiam za wytrwalosc i prosze
o porady i trzymanie kciukow.