07.08.05, 22:40
Witajcie
Dzis wracalem autostopem z Kazimierza a do tego zatrzymalem pewnej Pani z
dziecmi tez samochod wiec 2 samochody w przeciagu 20 min smile,
Pierwszy raz jechalem w ten sposob do kolegi z drugim kolega w szkole
podstawowej(klasa 7 a potem 8 ),potem byla szkola zawodowa i tutaj czasami
jezdzilem do szkoly 11 km poza Lublin (2 lata). Jechalem 6 czerwca tak na
spotkanie w Warszawie i teraz Kazimierz ...
a jakie Wy macie historie z autostopem?

Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Autostop 07.08.05, 22:47
      mam duzo wspomnien z PL, moja ciocia byla notoryczna autostopowiczka, o wiele
      szybciej dostawalismy sie cala gromada na miejsce smile) teraz nie odwazylabym
      sie, ale wspomnienia mam nawet super, raz nawet traktor sie nam zatrzymal, ale
      bylo nam za wolno, wiec wysiadlysmy aby zatrzymac cos lepszego. Te cos lepsze
      to byl maly fiat, juz z trzema osobami w srodku. Jak my dwie na dodatek
      wlazlysmy do tego fiata, zastanawiam sie..
    • triskell Re: Autostop 08.08.05, 02:03
      Tu weteranka smile. Gdyby zliczyć moje autostopowe kilometry, to w sumie
      okrążyłabym w ten sposób kilkakrotnie równik (choć w rzeczywistości wszystkie te
      wojaże miały miejsce w Europie). Liczyłam do ponad 80 tys. kilometrów (dwa
      równiki świętowałam), potem zaniedbałam liczenie, ale podejrzewam, że w sumie
      ok. 120-130 tysięcy kilometrów uzbierałoby się. Albo więcej.

      Wrażenia bardzo, bardzo pozytywne. W ciągu tych wszystkich lat niemiłe
      doświadczenia na palcach mogę policzyć: dwóch ekshibicjonistów (raz w Belgii i
      raz we Francji), jeden kierowca tak pijany, że bałysmy się z nim jechać, a nie
      chciał wysadzić (w Polsce), kilku innych niebezpiecznie jadących, trochę
      propozycji seksualnych (ale nigdy nie było problemu, gdy po prostu powiedziałam
      "nie")... Natomiast nie zliczę kierowców, którzy zawozili mnie czasem kilkaset
      kilometrów dalej, niż sami planowali jechać, kupowali obiad, dawali różne rzeczy
      (np. kuchenka gazowa podarowana przez brytyjskiego lorry drivera służyła mi
      przez chyba z 10 lat) nocowali u siebie lub pozwalali rozbić namiot na swoich
      włościach, zawracali specjalnie, żeby mnie zabrać (bo szybko jechali i za
      pierszym razem za późno mnie zauważyli) i przede wszystkim tych, którzy mnóstwo
      ciekawych rzeczy opowiadali o mijanych okolicach, pomagali szkolić konwersacyjny
      niemiecki, francuski czy włoski. Dużo razy też zdarzało mi się, że pełniłam dla
      kierowcy funkcję kogoś w rodzaju psychoanalityka, dowiadując się o jego życiu
      rzeczy, o których często nie wiedzieli jego bliscy przyjaciele. To taka
      specyficzna sytuacja, gdy z jednej strony spędzasz z kimś sporo czasu w małej
      zamkniętej przestrzeni, a więc siłą rzeczy zaczynasz rozmawiać, a z drugiej
      strony wiesz, że pewnie nigdy już więcej tej osoby nie spotkasz (choć było kilka
      osób, z ktorymi przez parę lat utrzymywałam kontakt), więc łatwo się otworzyć.
      Te rozmowy były często naprawdę dla mnie ciekawe.

      Do wszystkich już wspomnianych plusów dodam jeszcze, że gdyby nie autostop to po
      prostu nie byłoby mnie stać na zobaczenie połowy (lub więcej) krajów, do których
      w ten sposób dotarłam, że podobała mi się idea nie zanieczyszczania środowiska
      kolejnym prawie pustym samochodem i że często stopem dojeżdżałam na miejsce
      znacznie szybciej, niż pociągiem.

      Kraje, w których najłatwiej jeździło mi się: Belgia, Litwa, Szkocja, Anglia,
      Niemcy (jeśli już się wyjedzie na stację benzynową i jest jasno i nie dzień
      wolny), Rumunia, Włochy, Węgry (minus - porozumiewanie się z kierowcami).

      Najtrudniejsze: Holandia, Francja, Walia, Austria.
    • zodiakalny_kot Re: Autostop 08.08.05, 03:47
      Ja autostopem raczej nie jezdzilam (bo niebezpiecznie), ale mialam dwa
      przypadki - nie calkiem normalne.
      Jeden, to kiedy jechalam z moimi 3 przyjaciolkami z jednego obozu harcerskiego
      na drugi (z Mazur nad morze - to troche lekka dezercja byla). Pociag dowiozl
      nas tylko do jakiegos miasta (w pociagu nas okradli) a stamtad kombinowalysmy
      zeby dotrzec do Poddebia. Mialysmy jakies 16-17 lat i mialysmy byc tam "kadra" -
      jakies podobozne/obozne czy cos. Zrobila sie noc - zatrzymalysmy jakis spory
      samochod - a byl to woz policyjny (moze jeszcze milicyjny?)- jakis patrol na
      klusownikow, jak twierdzili. Zyczliwi panowie podwiezli nas pod brame obozu - a
      tam oczywiscie afera (co wy sobie myslicie, etc.)
      Drugi przypadek, juz pozniej - na studiach - wracalismy w kilka osob z imprezy
      z Mokotowa na Zoliborz (w Warszawie)- noc, komunikacja miejska juz nie
      jezdzila - zima sroga - kasy brak na taksowke - patrzymy a tu tramwaj jedzie -
      to machamy na calego - zatrzymali sie panowie w wozie typu "pomoc drogowa"
      szynowa jakas. I tez z wielka wyrozumialoscia dla glupoty mlodzienczej -
      zawiezli na miejsce.
      Tak wiec, moje doswiadczenia byly pozytywne, ale tez nigdy samotnie nie
      odwazylabym sie na taka forme transportu - w grupie to co innego.
      • triskell Re: Autostop 08.08.05, 04:01
        zodiakalny_kot napisała:
        > samochod - a byl to woz policyjny (moze jeszcze milicyjny?)

        > zatrzymali sie panowie w wozie typu "pomoc drogowa"

        Ja dwukrotnie podwożona byłam karetką pogotowia (oczywiście bez pacjenta).
        Pierwszy z tych dwóch razów miał miejsce w mojej gotyckiej przeszłości, wraz z
        dwoma innymi osobami wracaliśmy z koncertu. Czarne, demoniczne makijaże,
        koleżanka w sukni ślubnej z elżbietańską kryzą, kolega w spódnicy i makijażu.
        Sanitariusze zatrzymali się i nie wykazali żadnego, absolutnie żadnego
        zdziwienia. Jak wysiadaliśmy, to nasz kolega nie wytrzymał i zapytał, jak to się
        stało, że tak zupełnie nie są zaskoczeni. W odpowiedzi usłyszał "My tu jeżdżąc
        tą karetką _nie_takie_ rzeczy oglądaliśmy!"

        Jechałam też kiedyś w Irlandii na workach ziemniaków, a wśród tysięcy
        ciężarówek, którymi podróżowałam, najdziwniejsza była chyba chłodnia, której
        jedyną zawartość stanowiło pięć olbrzymich narwali, wiezionych do restauracji na
        Sycylię. Pięć takich rybek zajmowało całą chłodnię. Jechałam też wśród kwiatów,
        furgonetką rozwożącą wyżej wymienione smile.
        • zodiakalny_kot Re: Autostop 08.08.05, 04:13
          triskell napisała:

          > Ja dwukrotnie podwożona byłam karetką pogotowia (oczywiście bez pacjenta).
          > Pierwszy z tych dwóch razów miał miejsce w mojej gotyckiej przeszłości, wraz z
          > dwoma innymi osobami wracaliśmy z koncertu. Czarne, demoniczne makijaże,
          > koleżanka w sukni ślubnej z elżbietańską kryzą, kolega w spódnicy i makijażu.

          No, Triskell juz nie chce znowu marudzic - ale sama widzisz, jaki Ty masz
          power! Pozwol, ze jeszcze raz, monotematycznie, pozazdroszcze Ci odwagi!

          > Jechałam też kiedyś w Irlandii na workach ziemniaków, a wśród tysięcy
          > ciężarówek, którymi podróżowałam, najdziwniejsza była chyba chłodnia, której
          > jedyną zawartość stanowiło pięć olbrzymich narwali, wiezionych do restauracji
          n
          > a
          > Sycylię. Pięć takich rybek zajmowało całą chłodnię. Jechałam też wśród
          kwiatów,
          > furgonetką rozwożącą wyżej wymienione smile.

          Triskell, a tak zupelnie serio - czy nie myslalas o tym, zeby napisac jakas
          ksiazke? moze based on real experience - ale niekoniecznie? Mysle, ze moglby
          powstac niezly hit - masz tyle niesamowitych opowiesci i jestes tak niezwykla
          osoba!
          Co o tym sadzisz?
    • zodiakalny_kot Re: Autostop 08.08.05, 04:04
      i jeszcze jak o autostopie, to oczywiscie cudowny film "Podroz za jeden
      usmiech" z Poldkiem i Dudusiem.
      No i ta Poldka ciocia zakochana nad morzem - i muzyka Grechuty: "Wazne sa tylko
      te dni, ktorych jeszcze nie znamy, waznych jest kilka tych chwil, tych na ktore
      czekamy...aaa aaa"
      Stare piosenki Grechuty sa absolutnie cudowne i koniec.
      • asia.sthm Re: Autostop 08.08.05, 13:49
        Podroz za jeden usmiech pamietam.
        Chociaz za moich czasow wykupowalo sie ksiazeczke z kuponami i nimi
        obdarowywalo uprzejmych kierowcow.
        Autostopem przejezdzilam pewnie 5-6 kolejnych wakacji. Postanowilam wtedy juz
        nigdy w zyciu inaczej nie podrozowac..he he ..jak to sie to "nigdy" nigdy nie
        sprawdza.
        Wspomnien mnostwo oczywiscie, ale najmilej wspominam zawsze
        koncowke..koniecznie nalezalo wyladowac na kempingu w Jelitkowie, poprzezywac
        festiwal sopocki.
        A jeszcze Jazz Jantar w Koszalinie byl, tez koniecznie musowo zaliczany.
        Jezdzilam zawsze w grupie 4-5 osob, nigdy nie czulam zagrozenia, choc pare
        nieprzyjemnych incydentow sie zdarzylo...ale kto by to teraz pamietal.
        smile))
        Smak zupy/brejii ugotowanej na kocherku , ktorej nazwa powinna brzmiec " trzy
        rozne konserwy dokladnie zmieszane " do dzis pamietam - przezycie kulinarne
        pierwszej klasy.
        Kiedys juz tu na forum wspominalam piekny incydent: mianowicie od stop do glow
        zostalam opryskana konska kupeczka. To jest perelka wsrod wspomnien
        autostopowych.smile))
    • st0krotka Re: Autostop 08.08.05, 14:09
      Ostatnim razem jechalam autostopem do Asi. Well, moze nie byl to typowy
      autostop, ale cos w tym stylu. Pytalam o droge i pytalam, nikt nie wiedzial,
      gdzie dokladnie jest ulica, w koncu jakis pan zaoferowal, ze mnie podwiezie, bo
      jedzie w tym kierunku… zgodzilam sie. i zyje.

      Z typowych autostopow pamietam powrot z koncertu Lady Pank’u w nocy, z
      kolezanka. Zatrzymalo sie dwoch chlopakow. Wsiadlysmy. Wprawdzie jechali tylko
      jakies dwie wioski dalej, ale zgodzili sie nas podwiesc do opola, jakas godzina
      drogi. W opolu przegadalismy pare godzin, zrobilo sie rano, kupili nam po
      hamburgerze w mcdonaldzie i odjechali.

      Kiedys tez, podczas obozu wakacyjnego, lapalysmy stopa z kolezankami, bo nie
      chcialo nam sie wracac na piechote z miasteczka do obozowiska, chociaz nie bylo
      daleko. Zatrzymala sie policja. Fajnie bylo, tylko wszystkim w obozie wydawalo
      sie, ze cos przeskrobalysmy, jak zobaczyli nas wysiadajace z wozu policyjnego.
    • ponponka1 Re: Autostop 08.08.05, 15:13
      Ja sie za bardzo balam i nie korzystalam....do czasu
      Pracowalam jako przewodnik na zamku w Niedzicy i dostalam dzien wolny.
      Postanowilam przejsc sie do.....Bialki Tatrzanskiej. Byl piekny sloneczny dzien
      sierpniowy. Fajnie...tylko po drodze wycieto jodelki ze znakami czerwonego
      szlaku...zatem musialm sie przedzierac dolinkami (mialam na szczescie mape) i
      dotarlam do Bialki mocno po godz. 17 -tej. Nic juz nie jezdzilo w kierunku
      Debna. Zatem stanelam przy drodze i zamachalam...od razu z piskiem opon
      zatrzymal sie olbrzymi amerykanski samochow z goralem co to dla chleba za ocean
      wyruszyl i na wkacje w rodzinne strony zajechal smile W Debnie bylam w 10 minut!
      Tam zaprpponowano mi dowoz na miejsce, ale ja uparlam sie, ze nie bede
      wykorzystywac goscia zza oceanu i stanelam na drodze do Niedzicy i.....nic! Ani
      autobusu ani samochodow. Zycie wymarlo a przede mna bylo dobre 20 km! No nic,
      zaczelam czlapac i przeklinac sie w glebi ducha, ze nie umiem przyjmowac
      przyslug...Tak sobie szlam z godiznke gdy nagle uslyszalam za mna poszum
      silnika. Patrez a to maluszek i trzy osoby w srodku. Machnelam reka tak dla
      dobrego samopoczucie bo jakos nie wierzylam, ze tak zapakowane malenstwo bedzie
      mnie jeszcze chcialo zabrac. I rozczarowalam sie. Maluszek stanal a kobieta za
      kierownica od razu: Niecha Pani wsiada my tez do Niedzicy! Zbaranialam...okazalo
      sie, ze to wczasowicze i pamietali mnie z oprowadzania smile

      Cmok (jaki smok?)
      • monhann2 Re: Autostop 08.08.05, 20:10
        O, to temat bliski memu sercu. Bedac mloda panienka przejechalismy (z
        chlopakiem, kolezanka i kolega) cale prawie Niemcy. W ten wlasnie sposob
        rozpoczelam moja emigracyjna przygode. Nie zapomne jak w czworke (plus
        kierowca) lezelismy prawie jak sledzie upchani na tylnym siedzeniu jakiegos
        samochodu micro, do tego plecaki. Trudno bylo oddychac. A na poboczu autostrady
        robilismy sobie kanapki na trawie!!!! Kilka lat wstecz natomiast przejechalam
        stopem z kolezanka ze Szkocji do Londynu. Niesamowita przygoda, czasy byly
        spokojniejsze, my wtedy beztroskie i lzej traktujace zycie, bez zobowiazan wiec
        niczego sie nie bojace. Swiat stal otworem!!!! Teraz kurcze, nie do
        pomyslenia. Zreszta, choroba czlowiek wygodny sie zrobil!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka