Dodaj do ulubionych

Do mojego taty...

02.09.05, 01:47
W dziecinstwie,po kazdej klotni,bojce z moja 4-lata mlodsza siostra,moj tata
obie nas stawial na srodku pokoju i kazal sie usciskac i ucalowac,i zawsze
powtarzal to samo:Jest was tylko dwie ,macie sie kochac i szanowac.Wtedy
calowalam ja z zacisnietymi zebami,nie lubilam tego poniekad teatralnego
przedstawienia.

A dzisiaj,moje chlopaki pokopaly sie niemilosiernie i kto by
pomyslal.Zaciagnelam dwoch lobuziakow na srodek pokoju i...Calowac sie nie
musieli,ale usciskac i przeprosic.

Moj tato nie zyje juz wiele lat,przed chwila mrugnelam do niego...
Obserwuj wątek
    • samo Re: Do mojego taty... 02.09.05, 01:58
      Łezka mi się zakręciła :o/ Mi też się tak kazali godzić i też nie znosiłam
      tego, ale coś w tym jest.Nie mam dzieci, ale jeśli się kiedyś w moim życiu
      pojawią, to...
      I tak to jest- możemy wydziwiać i marudzić, a później po latach drobiazg
      powoduje, że zauważamy jak nam niedaleko do rodziców.
      • mulinka Re: Do mojego taty... 02.09.05, 04:00
        ja tez czesto widze swojego Tate w swoich zachowaniach i...tekstach mojego
        Meza smile)
    • gosia_t Re: Do mojego taty... 02.09.05, 06:52
      Frankie to samo mowi moj tatasmile.
    • triskell Re: Do mojego taty... 02.09.05, 07:00
      U mnie to było trochę inaczej, bo siostra młodsza o 8 lat, więc to nie _my_obie_
      musiałysmy się pogodzić tylko _ja_ musiałam "być tą mądrzejszą", bo "to tylko
      dziecko" tongue_out

      Ale tak już abstrahując od tego, to chciałam Ci, Frankie, powiedzieć, że właśnie
      takie posty jak Twój są jednym z głównych powodów, dla których tak bardzo lubię
      to forum smile.
      • asia.sthm Re: Do mojego taty... 02.09.05, 14:24
        Ja tez czesto mrugam do mojego niezyjacego juz od dawna taty smile)) ,a on stoi i
        sie ze mnie smieje, jak slowo daje...moj ojciec lubi sie ze mnie smiac kiedy ja
        sie o cos piekle i denerwuje. Sam byl "servus jestem nerwus" a teraz tak mnie
        zawstydza.
        Jedna z metod wychowawczych mojego taty stosowalam jak dzieci byly male.
        Sprawdzanie palcem na czole czy juz sie najadly i moga odejsc od stolu. Do tej
        pory ja sie ktorys mamisynkiem zrobic to kaze sobie sprawdzic czy jeszcze ma
        troche miejsca na dokladke.
        smile)))))))))))
        • ulkaa Re: Do mojego taty... 02.09.05, 14:42
          Moj Tata odszedl dwa miesiace temu .
          Bylam przy nim do konca i dobrze mi z tym.
          To najlepsze, co sie moze w takiej nieuchronnej sytuacji
          wydarzyc.
          Powiedzial mi jeszcze tyle madrych rzeczy na dalsze zycie,
          ze staram sie je zmieniac, zgodnie z dana obietnica.
          Juz zaczynam myslec wiecej o sobie i nie przejmowac sie tak wszystkim jak dotad.
          Wiem , ze chcial mojego dobra.
          Dzieki za ten watek, inaczej chyba bym tego nie napisala.

    • greeneyes27 Re: Do mojego taty... 02.09.05, 16:30
      Ale sie wzruszylam!

      Zawsze chce mi sie plakac, gdy czytam takie wzruszajace historie o ojcach....
      Niestety ja o swoim nie moge powiedziec dobrego slowa...
      • yatzekalexander Re: Do mojego taty... 02.09.05, 17:43
        tez mam mixed feelings
      • tamsin Re: Do mojego taty... 04.09.05, 20:17
        tez dobry zwiazek z ojcem byl mi nie znany. Niesamowite jak to czytam, jaki
        specificzny zwiazek moze sie uformowac miedzy corka a ojcem...
        • jan.kran Re: Do mojego taty... 04.09.05, 20:55
          Mój Tato był najważniejszą osobą w moim życiu i choć nie żyje już 24 lata ma
          ciągle wplyw na moje życie.
          A nawet mam wrażenie że ciągle sę mną opiekuje i czuwa smile))

          Urodziłam sie jako trzecie dziecko u Rodziców którzy 40 + lat temu byli uważani
          za osoby bardzo dojrzałe na posiadanie dzieci i mieli już dwóch nastoletnich synów.

          Tato bardzo młodo został ojcem i miał kompletnie inny stosunek do mnie niż do
          moich Braci. Dobry i ciepły ale troche odległy i z dystansem.
          Dopiero przy mnie Jego ojcostwo rozkwitło w pełnismile))

          Chciałabym napisać trochę o moim Tacie i o Jego życiu , bo to ukształtowało mnie
          moje poglądy na życie i dało mi siłę i optymizm życiowy mimo że Tato przeżył
          wiele tragedii.
          Był najuczciwszym , najbardziej szlachetnym Człowiekiem jakiego spotkałam i
          pokazał mi że zawsze można stanąć na nogi jeżeli tego naprawdę się chce.

          Tato urodził sie w małej podkieleckiej wioseczce, bieda zakrwawiona a ojciec
          alkoholik.
          Kilkoro dzieci. Ale Babcia stanęla na głowie i zapewniła dwojgu dobre
          wykształcenie , pozostałych dwoje zostao rolnikami.
          Tato był bardzo zdolny , w czasie wojny zdał maturę , skonczył Liceum Handlowe.

          W wieku 16 lat został partyzantem , był członkiem AK.

          W 1944 roku zaaresztowało Go gestapo. Był torturowany , chciano się dowiedzieć
          gdzie partyzanci mają ukrytą broń.
          Po aresztowaniu Taty miejsce ukrycia broni zostało natychmiast zmienione , bo
          nikt nie wierzył że tak młody chłopak wytrzyma tortury.
          Ale Tato nie wydał i w końcu został zesłany do obozu.
          Po wojnie jako żołnierz AK ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem na Dolnym Śląsku.

          Gdy komunistyczny rząd zaproponował akowcom ujawnienie Tato im uwierzył.
          Dosłownie następnego dnia UB Go zaaresztowało , lekko Mu przyłożyli i
          zaproponowali współpracę.
          W międzyczasie Tato zaczął się orientować co dzieje się z kolegami akowcami , o
          wspołpracy nie było mowy.
          Mając dwoch małych synków dwa i cztery lata , żonę ktorą bardzo kochał oraz 26
          lat postanowił popełnić samobojstwo.

          Mamie wytłumaczył że to co Go spotkało jest tak potwornym przeżyciem że nie jest
          w stanie dalej żyć.
          Policzek wymierzony od ubeka był dla niego gorszy niż gestapowskie tortury.
          Tato nie mogł zakceptowac tego co sie w Polsce działo, zdrady Zachodu , tragedii
          Jego przyjaciół.
          Nie popełnił samobójstwa a dalsza częsć historii jest niezwykła jak Was
          interesuje to opowiem.
          Kran.
          • asia.sthm Re: Do mojego taty... 04.09.05, 21:00
            Kranie,koniecznie prosze o ciag dalszy.
          • ulkaa Re: Do mojego taty... 04.09.05, 21:03
            Ula, opowiedz jesli mozesz .
            Zainteresowala mnie Twoja historia.
            • jan.kran Re: Do mojego taty... 04.09.05, 21:27
              Mama powiedziała Tacie że popełnić samobójstwo zawsze zdąży a może coś wspólnie
              wymyślą.
              Tato poszedł na spotkanie z ubekiem , coś tam kręcił żeby zyskać na czasie a
              tymczasem Mama wymyśliła że Tato powinien udawać wariata ...
              Tato pracował w banku , miał świetną opinię więc dyrektor nieźle się zdziwił jak
              wszedł do gabinetu , zaczął wyzywac , rzucił sie na niego itp.
              Pogotowie , pierwszy pobyt z zakładzie zamkniętym , diagnoza że Tato jest zdrowy.
              Kolejne kłopoty z UB, Mama obłożyła się ksiązkami o schizofrenii, Tato symulował
              ale bez skutku.

              Przebywał kilka miesięcy z przerwami z zakładzie zamkniętym , ale za każdym
              razem wracał do domu bez upragnionej diagnozy.
              Po kilku miesiącach szef oddzialu wezwał Mamę na rozmowę.

              Powiedział , ze Tato ma małe dzieci , piękną , młodą żonę a jednak ciągle
              powraca do szpitala mimoże nie jest w zasadzie chory.
              Popatrzył z naciskiem na Mamę i zapytał czy jest jakiś powód że chce przebywać
              w zakładzie zamkniętym.
              Mama zaryzykowała i powiedziała że tak.
              Następnego dnia Tato został wypisany z diagnozą " schizofrenia paranoidalna."
              Ten lekarz ryzykował bardzo dużo , był rok 1951.
              Dowiedziałam się o tej całej historii krótko po śmierci Taty , w 1981 roku.
              Mama bała się mi wcześniej powiedzieć żebym komuś nie wygadała.
              Chciałysmy znależć tego lekarza i Mu podziękowac , ale już nie żył.


              Do śmierci w 1981 roku był ubezwłasnowolniony , najbardziej się cieszył z tego
              że nie musiał głosować:-pppp

              Mieliśmy zaprzyjażnionego listonosza który co miesiąc oddawał Taty rentę do rąk
              Mamy i kiedyś nie wytrzymał i powiedział:

              Pan X tak porządnie wygląda ale co takiego zrobił że Pani musi odbierać Jego
              rente. Cięzkie masz życie kobieto smile))))

              To koniec historii ale napiszę jeszcze cześć tr\zecią , takie podsumowanie.
              Kran.
              • asia.sthm Re: Do mojego taty... 04.09.05, 21:34
                Pospiesz sie kochaniutka smile)))))
              • frankie36 Re: Do mojego taty... 04.09.05, 21:38
                Kranie,niesamowita historia.Moj tato zmarl w 1980.
                • mulinka Re: Do mojego taty... 04.09.05, 21:49
                  ta cholerna gazeta otwierac sie nie chciala, a tu taka historia...
                  Kraniku, pisz dalej, prosze...
                  (lza mi sie kreci w oku )
                  • ulkaa Re: Do mojego taty... 04.09.05, 21:59
                    Mulinko , ja mam to samo z gazetą.
                    Ale poczekam na kranikową opowieść,
                    bo nie zasnę bez zakończenia .
                    • mulinka Re: Do mojego taty... 04.09.05, 22:09
                      to skoro i tak nie spisz, to...mozesz do mnie napisac smile
                      • ulkaa Re: Do mojego taty... 04.09.05, 22:18
                        Odpisalam , Kochanie smile
                        • mulinka Re: Do mojego taty... 04.09.05, 22:39
                          e...tam odpisalas
                          na to, co Ty odpisalas, to ja juz dawno odpisalam i jakby nie patrzyl, to Twoja
                          kolejka smile
                          • ulkaa Re: Do mojego taty... 04.09.05, 23:26
                            Teraz odpisalam na 100% smile
                            Idę spatulek , dobranoc !
                            • mulinka Re: Do mojego taty... 04.09.05, 23:39
                              smile dobranoc, spij dobrze!
                              • jan.kran Re: Zakończenie. 05.09.05, 00:32
                                Tato dostał rentę a Mama poszła do pracy.
                                Była świetną sekretarką , stenografia , maszynopisanie , stenotypia.
                                Nie dostałaby nigdy pracy bo miała nieodpowiedni życiorys.
                                Ale znalazł się wysoko postawiony znajomy który polecił Mamę w dużym kieleckim
                                zakładzie pracy.
                                To były najczarniejsze lata stalinowskie.
                                Mama udała się do personalnego na rozmowę. Z mety powiedziała że ma męża akowca
                                i Brata księdza i czekała aż personalny Ją wywali na zbity pysk.
                                A On zawarczał:

                                Nawet jak pani Brat byłby biskupem dostałaby Pani tę pracesmile)))
                                Plecy pomogły...

                                Tato czuł się fatalnie nie pracując , bez szans powrotu do normalnego życia. Na
                                drodze stanąl Mu przypadek w postaci sąsiada ktory hodował pszczoły.
                                Tato zacząl od jednego ula, potem wyruszył na Dolny Śląsk gdzie Jego Rodzice
                                objęli duże poniemieckie gospodarstwo.
                                Tato dostał spory kawałek ziemi, Rodzice przenieśli się do Wrocławia.
                                Mieszkaliśmy we Wrocławiu a Tacie dojazd do pasieki zajmował niecała godzinę.
                                Pod koniec życia miał wspaniałą pasiekę , sześćdziesiąt pni .

                                Bardzo niewiele wiedziałam o Jego przeszłości dowiadywałam się po kawałku.
                                Mama mi trochę opowiadała natomiast Tato bardzo rzadko mówił na ten temat.

                                Było wiele rzeczy za które Tatę podziwiałam : Jego prawość i nieskażone
                                poczucie moralności. Miał jako człowiek wiele wad , ale był kimś niezwykłym.

                                Jak miałam sześc lat dostał w krótkim czasie trzy zawały serca, miał 42 lata.
                                Powoli wracał do siebie , ale już nigdy nie był całkiem zdrowy.
                                Umarł jak miał 56 lat.

                                Dożył czasow Solidarności , cieszył się choć bardzo przeżywał to co się działo,
                                chamstwo i butę komunistycznej władzy. Ale jeszcze poczuł powiew wolności.

                                Nienawidził komunizmu ale nie Rosjan. Nienawidził faszystów ale nie Niemców.

                                Miał kontakty z Rosjanami w 1945 roku i później we Wrocławiu. Odróżniał
                                zwykłych ludzi którzy cierpieli z powodu totalitaryzmu od tych którzy go stworzyli.
                                Serdecznie zaprzyjaźnił się z Wernerem , żołnierzem Wermachtu. Jego żona Kaethe
                                mieszkała w naszym wrocławskim mieszkaniu.
                                Przyjechali zobaczyć to mieszkanie w latach siedemdziesiątych i powstała
                                serdeczna znajomośc.
                                Werner siedział kilka lat w sowieckich łagrach a potem mieszkał w DDR więc się
                                z Tatą rozumieli...

                                Pamiętam taki tekstWernera:

                                Wiesz Tadeusz , ja w czasie wojny stacjonowałem w Kielcach. Jakbyśmy się oko
                                woko w lesie spotkali to pewnie któryś z nas drugiego by zastrzelił.
                                A teraz siedzimy dziś razem i pijemy kropelki nasercowe...

                                Pasiekę objał mój starszy Brat. Inżynier akustyk , z dobrze zapowiadającą się
                                karierą naukową i charakterem Tatusia.

                                W 1982 roku robiono weryfikacje na uczelni. Adam był jednym z tych ktory miał
                                zapewnione miejsce pracy , chodziło tylko żeby porozmawiał z szefowstwem .Taka
                                miła rozmowa. Trochę się podlizać , troche zadeklarować, nic specjalnego.

                                Poszedł i oświadzczył szefowstwu że się żegna. Żona pracuje , dzieci nie ma i
                                nawet problem utrzymania psa mu odpada bo właśnie zdechł.
                                Szefostwo zamurowało a Brat jest bardzo zadowolony z decyzji, hoduje pszczoły i
                                kwiaty i jest wolny i niezależny.

                                Drugi Brat natomiast tez inżynier i naukowiec po tym jak kolejny raz szef
                                alkoholik i gnida ale mocno partyjny przylazł żeby sie podłączyć do kasy za
                                prawa patentowe wynalazku Brata strzelił drzwiami i z Bratowa rozkręcili
                                hurtowy handel nićmi i dodatkami krawieckimi i sobie chwalą.

                                Chyba z domu wynieśliśmy bezkompromisowość i szacunek do własnych ideałow .
                                W moim przypadku taka postawa zaowocowała rozwodem.

                                Moje dzieci choć Taty nie znały sporo o Nim wiedzą i jest dla nich wzorem i
                                przykładem.
                                Kran.
                                • asia.sthm Re: Zakończenie. 05.09.05, 00:54
                                  No to sie zalapalam jeszcze przed snem.
                                  Dzieki Kranie i buzka.
                                  Dobranoc
                                  • mulinka Re: Zakończenie. 05.09.05, 02:28
                                    piekna historia Kranie
                                    moze powinnas ksiazke napisac?

                                    przezywalam osobiscie to, co pisalas
                                    bardzo bliski mi mezczyzna tez przechodzil przez szpital psychiatryczny, zeby
                                    moc zyc normalnie (tez troche pomogl mu lekarz)

                                    mialas wspanialych Rodzicow
                                    pozdrawiam
                                    m.
                                    • jan.kran Re: Zakończenie. 05.09.05, 02:36
                                      Moja Mama napisała kilka wspomnien na różne konkursy , zostały wydane.
                                      Ale to nie było o Tacie , bo wtedy nie mogła o tym pisać tylko o ich
                                      działalności osadniczej w 1945 roku.

                                      A kilka lat temu napisała jakieś kolejne wspomnienia i znalazł Ją dziennikarz
                                      Radia Wrocław.
                                      Miał zrobić audycję o pionierach ale Mama przy okazji opowiedziała historię Taty
                                      i wyszły z tego dwie audycje , jedna o Tacie.
                                      Był też artykuł w "Polityce".

                                      A książka mi chodzi po głowie tylko na inny temat choć częściowo wiążący się z
                                      moimi Rodzicami.
                                      Kran.
                                      • ulkaa Re: Zakończenie. 05.09.05, 08:32
                                        Skoro w Polityce, to pewnie czytałam !
                                        Bardzo Ci dziekuję , wczoraj nie dotrwałam.
                                        Jestem w biurze i mam od rana zupełnie inne
                                        spojrzenie na wszystko przez tę historię.
                                        Twoi bracia rownież wspaniali smile
    • triskell Re: Do mojego taty... 04.09.05, 22:33
      Właśnie wstałam, a tu na dzień dobry taka historia! Kraniku, jak też czekam na
      część 3.
      • melba_piszczykowa Re: Do mojego taty... 05.09.05, 12:02
        no i ja po malutkiej przerwie forumowej sie zalapalam... ufff.... no mowie wam
        dziewczyny, wy to potraficie czlowiekowi zaserwowac emocje smile))))))))))))))))
    • beetaa Re: Do mojego taty... 05.09.05, 12:29
      i za takie wspaniale historie uwielbiam to forum...
      az lza w oku sie kreci

      ------------------------------------------------------
      jak to dobrze chmurka byc....
      • annah11 Re: Do mojego taty... 06.09.05, 06:06
        Rzadko ostatnio zagladam, ale kocham to Forum bardzo za takie historie. Niestety
        ja bylam jedynaczka, a Tata predko z domu wyszedl i nie wrocil. Teraz nie zyje
        juz wiele lat, ale JA GO KOCHAM, WSPOMINAM I DARUJE WSZYSTKO CO BYLO NIE TAK.
    • nataasza Re: Do mojego taty... 06.09.05, 09:12
      Piekna historia Kranie!
      Tak sobie mysle o moich relacjach z tata..hmm...Mam cudowne wspomnienia z
      dziecinstwa. Byl tym od rozpieszczania i tym, z ktorym w umiejetny sposob mozna
      bylo zrobic wszystko.Pamietam, ze kiedy zaczynal sie sezon grzybowy,pozwalal
      nam czasem nie isc do szkoly bysmy mogly z nim do lasu pojechacsmile
      Tylko pozniej jakby trudniej sie zrobilo. Juz nie bylysmy malymi slodkimi
      dziewczynkami( mam dwie siostry). Czasem mam wrazenie, ze nasza doroslos, nasza
      kobiecosc go przerosla. Ale na ten temat, to ja bym mogla ksiazke napisacsmile
      Najwazniejsze, ze krzywdy mu wybaczylam i ze umiem dzis z wiekszym dystansem
      podchodzic do tego co on robi i mowi.

      Franki, dla mnie to wciaz niesamowite uczucie kiedy odnajduje w sobie swoja
      mamesmileDuzo dobrego mnie nauczyla. Za co do konca zycia bede jej bardzo
      wdzieczna!
      pozdrwiam
      natasza( w sentymentalnym nastroju)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka