Dodaj do ulubionych

Lęk wysokości.

14.09.05, 20:01
Mam problem i myślę ze jest on w mojej głowie więc może siłą woli i jakimś
treningiem autogennym sobie dam radę...
Mam lęk wysokości , klaustrofobię i ogólnie jestem niezła histeryczką.
Jak muszę wsiąść do samolotu wsiądę , windą pojadę ale niechętnie i
generalnie mam słabo.
Wszystkie wieże widokowe z panoramą na miasto odpadaja , najbardziej mi żal
widoku z wież katedry wrocławskiej ale nie przemogłam się zeby wsiąść do
windy i tam wjechać.
W dotychczasowej pracy jeżdżę sama windą bez problemu jest duża i jeździ wolno
a do tego używam tylko do wysokosci dwóch pięter.

Ale od wczoraj jestem w nowej fabryce i tu zaczęły się schody...
Kransad((((
Obserwuj wątek
    • mulinka Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 20:04
      no...to zostaja..schody
      smile
      • jan.kran Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 20:47
        mulinka napisała:

        > no...to zostaja..schody
        > smile

        Ja mogę wejsc po schodach. Natomiast nie wciągnę na piąte piętro:
        - podopiecznego na wózku
        - podopiecznego leżącego na łóżku
        - obiadu na wózku dla dwunastu podopiecznych
        - pościeli , pieluch i szeregu innych rzeczy potrzebnych dla kilkunastu
        podopiecznych.
        Pewnie schudnę bo latam po schodach jak się tylko da i będe mniej palić bo
        wyjście na balkonik metr na metr na piatym piętrze na papierosa jest dla mnie
        maksymalnym stresem.

        Myślę o psychoterapii ale w nie w Norwegii , z różnych wzgledów.
        Ale jestem naprawdę umęczona tymi moimi lękami.
        Latałam na piechotę na czternaste piętro bo tam był lekarz Młodej , ale schodów
        też się boje tylko mniej niz windy.
        Boje się mostów , balkonów, samolotów , ciasnych pomieszczeń.
        To naprawdę może utrudnić życie.
        Kran.
      • mon101 Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 23:24
        Ja jestem w pracy za "spowiednika", tzn ludzie przychodza do mnie pogadac o
        roznych problemach, czesto moge je praktycznie rozwiazac bo mam rozne funkcje
        sspoleczne i w zwiazku z tym dostep do szefostwa w kazdej chwili, a moze po
        prostu ludzie wiedza ze ja sie angazuje i mozna na mnie polegac. Ale dlaczego o
        tym pisze, przed wakcjami przyszedl do mnie pogadac jeden z szefow, na oko
        silny facet i chcial sie poradzic co ma robic. On okazuje sie ma potworny lek
        przestrzeni, a tu wymyslono, ze kazdy czlonek "management team" ma przejsc kurs
        o srodowisku pracy i jednym z momentow tego kursu jest chodzenie po kretych,
        zelaznych schodach w jednej z elektrocieplowni. Sama kiedys zwiedzalam te
        elektrocieplownie i nie uwazam, ze to wielki problem ale jemu spedzalo to sen z
        oczu, bo on sie bal do tego przyznac naszemu dyrektorowi. No bo co z niego za
        szef,jesli on ma taka slabosc. Po nitce do klebka, godzinach rozmow, okazalo
        sie ze facet ma mnostwo innych problemow, jest przepracowany, zestresowany itd.
        Depresja z wyczerpania jak to sie u nas nazywa. Byl w takim stanie, ze uczepil
        sie tego kursu i gotow byl prawie zrezygnowac z pracy. Trudno sobie wyobrazic
        taka blokade,udalo mi sie w koncu go namowic na wizyte u lekarza, nie mial sily
        nawet zamowic tej wizyty, wiec ja to zrobilam. Dostal leki antydepresyjne i po
        paru tygodniach (bo zrobly sie wakacje) zadzwonil do mnie, ze juz moze myslec
        logicznie i zaczac pracowac z problemem. Dostal skierowanie na terapie, byl juz
        dwa razy i dzisiaj mi powiedzial "wiesz, jak bede mial dobry dzien, to chyba
        bede mogl wejsc na te schody".....
      • jan.kran Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 11:03
        Samo bardzo mocno trzymam kciuki za Twojego przyjaciela. I Ciebie przytulam
        serdecznie.

        Koniecznie pomyśl o jakiejś terapii.
        Mam przyjaciółkę jakby Twoją siostrę - bliźniaczkęsmile
        Fakt że miała sporo problemow w życiu ale nic bardzo tragicznego , po prostu
        jakieś sprzeczki rodzinne o kasę , problemy na emigracji.
        Jedyną wielką tragedią była nieszczęśliwa miłośc, ale Ona chyba już przedtem
        była pokręcona.
        Poznała super faceta , zaszła w ciążę i zaczęly się schody.
        Najpierw myślałam że to ta ciąża tak na Nią działa ale Ona wcześniej miał
        problemy tylko się nasiliły.
        Z rozpaczą patrzyłam jak niszczy siebie , super związek, dziecku szykuje
        niedobry los.

        Wszysto było na "nie" , cokolwiek Alain zrobił miało według Niej podwójne dno,
        życie składało się z depresji i katastrof.
        Dostała pracę jako pracownik społeczny , miała byc wsparciem i pomocą w sprawach
        codziennych i urzędowych dla emigrantów.
        Musiała w tym celu odbyć testy psychologiczne.
        Psycholog złapał się za głowę i powiedział że pracę dostanie jeśli podda się
        psychoterapii, na koszt państwa francuskiego zresztą.

        Widziałam Ją przed rozpoczęciem terapii , potem już po zakończeniu , bo
        widywałyśmy się rzadko , ja byłam w DE Ona w Paryżu.
        Terapia trwała 1,5 roku.
        Przyjechała w drugiej ciąży , ja tez zresztą oczekiwałam Juniora.
        Byłam w pozytywnym szoku. Była nadal sarkastyczna , ironiczna i cięta.
        Ale Jej małżeństwo , nastawienie do życia , komfort życiowy zmienił sie o 360
        stopni a ja byłam taka szczęśliwa.
        Od terapii minęło 15 lat , nigdy jej nie powtarzała i jest ok.

        Jej problemem była matka. Spowodowała że M> kompletnie zerwała kontakty z Ojcem
        ktory załozył nową Rodzine.
        Po terapii M. najpierw uwolniła się od toksycznej mamy i wrednego ,rodzonego brata.
        Nawiązała kontakt z Rodziną Ojca.
        Jej przyrodni brat stał się bliższy jak rodzony a macocha na której matka
        powiesiła wszystkie okoliczne psy wspaniałą kobietą.
        Macocha nie ma swoich wnuków i dzieci M. traktuje jak własne wnuki.
        M. kilkuletnie dzieci podrzucała ojcu i macosze na dwa miesiące.
        Gdy poprosiła mamę żeby zajeła się kilka godzin mama miał akurat kawkę z
        przyjaciólkami, kosmetyczkę lub fryzjera...
        Takie poroblemy jak Ty masz Samo mają jakieś podłoże , trzeba to wygrzebać i
        wyrzucic.
        Kran_psycholog_z_Boźej_łaski

        Forum rzadkich języków
        • jan.kran Re: Samo. 25.09.05, 11:18
          Bardzo mi przykro z powodu Twojego kolegi. Mam nadzieję że będzie dobrze.
          Bardzo Tobie tego życżę.

          Jeśli wujek miał zawały i miał mieć bypasy to niestety taka sytuacja była do
          przewidzenia. Przykre to bardzo , ale taka jest kolej rzeczy.

          Temu unwersytetowi nie podaruj ! Niech Ci jeszcze za straty moralne i stratę
          czasu zapłacą ! Takie coś trzeba tępić w zarodku.

          Głupi maniacki upór niemieckich urzędnikow w stosunku do Młodej kosztuje Exa do
          tej pory 300 Euro.
          Jak dobrze pójdzie to dojdzie 150 a może i 250.
          Dobrze że ma kasę.
          Młoda zapowiedziała że jak tylko okrzepnie na tych studiach to zrobi porządek z
          procedurą immatrykulacyjną na monachijskim uniwersytecie.
          Znam Ją i wiem że to zrobi...

          Co do przyjaciela jeżeli to prawdziwy przyjaciel i Mu ufasz pomóżcie Mu.
          Trzeba sobie w życiu podawać rękę a to co napisaałś o wynajęciu domu etc. brzmi ok.
          Bardzo mocno sciskam.
          Kran.
          • samo Re: Samo. 25.09.05, 11:27
            Z wujkiem było do przewidzenia,żal mi cioci której nie udało się przekonać go
            do operacji i czeka ją zmaganie się z biedą i nadchodzącą starością w
            pojedynkę.
            Z tym testem to nie wiem nawet kto zawinił- uniwerek przeprowadza test, ale
            oficjalnym administratorem jest inna organizacja, do której z uniwerku płyną
            online moje wypociny (test zdaje się przy komputerze) i potem wyniki wracają na
            uczelnię. Coś im nie poszło z komunikacją. Mam obiecane od ochrony oświadczenie
            że zjawiłam się punktualnie na test z wydrukiem potwierdzającym rejestrację
            nań. Batalia w poniedziałek. Ja w kaszę sobie dmuchać nie daję, Kraniku, o
            nie! :o)
    • tamsin Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 20:17
      Kran, sport to zdrowie smile schody nie sa zle. Ja tez mam lek wysokosci, dlatego
      np. nie bylam na London Eye, bo nie mialam ochoty sie bac, wystarczylo mi
      leciec samolotem. Ale weszlam na sama gore katedry St. Paul, a co mnie
      uratowalo to, ze nie bylo jak sie wycofnac (o bosze ile tych kretych schodow ja
      pokonalam), b. dobre barierki na gorze tzn. wysokie, c: nasluchalam sie po
      drodze jak moj maz dyskutowal z reszta meskiej zalogi, o rycerzach i kreconych
      schodach, jak im to bylo latwiej szabla operowac, uciekajac lub goniac, juz
      nawet nie pamietam, ale tak zasapana wlazlam na gore, ze zapomnialam sie tak
      porzadnie bac smile)
    • feelfine Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 20:19

      Janie Kranie,

      Ja mialam wprost obledny lek wysokosci i klaustrofobie.
      Zle sie czulam nawet w mniejszych pokojach,
      drzalam na balkonach wtulona w okolice drzwi,
      nie mowiac juz o gorach, wiezach czy innych takich.
      Kiedys nie wierzac do konca w skutecznosc postanowilam
      sprobowac psychoterapii i zafundowalam sobie pare wizyt
      u psychologa. To byly takie smieszne rozmowy o zyciu,
      rodzinie itp. I o dziwo po paru wizytach mi przeszlo.
      I klaustrofobia i lek wysokosci. Teraz jakies 3 lata po
      tej terapii odczuwam czasem lekki niepokoj zwiazany z chodzeniem
      np. po duzej wysokosci gdzie zamiast podlogi sa kratki, ale jest
      to lekki niepokoj a nie paralizujacy strach i histeria.
      Ciesze sie ze udalo mi sie to przezwyciezyc bo jakosc mego
      zycia dzieki temu wydatnie wzrosla. A co do terapii to nie ukrywam,
      ze nie byla do konca przyjemna. Podobno te leki to jakas tam odmiana
      nerwicy, a nerwica jak wiadomo najczesciej wiaze sie z jakimis ciezkimi
      przezyciami. Do tego trzeba dotrzec i to ponownie przetrawic.
      Ale w moim wypadku to sie oplacalo.
      Moze u was jest mozliwosc pochodzenia na taka terapie,
      na pewno sa jacys polskojezyczni psychologowie czy psychiatrzy,
      ktorzy mogliby pomoc.
      Zycze powodzenia.

      Feelfine
      • tamsin Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 20:51
        bardzo ciekawe co piszesz. ja biore (bo jestem zmuszona valium) przed wylotem
        bo bym chyba padla z nerwow na pokladzie. Jednak nie zawsze tak mialam, wrecz
        przeciwnie, lubilam latac samolotami, nie bylo mi straszne wjezdzac na zadne
        wierze czy gorki. Jakies 10 lat temu mialam okropny start samolotu, i od tej
        pory moje leki zaczely sie. Moj lekarz internista mowi mi, ze niesamowita ilosc
        ludzi to ma, i po prostu trzeba wziasc te valium aby normalnie przezyc podroz,
        nawet mi nie zasugerowal terapii, bo jakby nie bylo nie latam codziennie wink
        Powiem szczerze, ze podroz teraz mija mi szybko, bo mnie to valium scina z nog
        jak cholera.
    • nataasza Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 21:09
      No wlasnie lek wysokoscisad Glowny powod, dla ktorego nie odwiedzilam jeszcze
      mojej siostry w Anglii. Lot z Amsterdamu trwa godzine, mimo to ciagle brakuje
      mi odwagi.
      Przykro mi Kranie, ale nie umiem ci pomoc.Ale pomysl z terapia wydaje sie
      sensowny. Ja wiem, ze sport to zdrowie, ale na twoim miejscu powaznie bym sie
      zastanowila nad psychologiem.
      natasza
      • asia.sthm Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 21:58
        wspolczuje, wykonczysz sie w tej pracy jesli swiadomie nie zaczniesz trenowac.
        Mozna to pokonac ale wymaga duuzo samozaparcia i wytrwalosci.
        Co innego raz na jakis czas sie przeleciec samolotem a co innego codziennie
        uzerac sie ze schodami tachajac paczki i pacjentow.
        Albo fundnij sobie pare wizyt u specjalisty od fobii i wyleczy cie natychmiast
        przedstawiajac rachunek za wizyte wink, albo naprawde ci pomoze i bedziesz miala
        spokoj albo musisz zmienic prace sad
    • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 22:07
      jan.kran a co Cie rozluznia podczas tych lekow?jest cos takiego?
      co do terapii to Ona bedzie dluga ale warto sprobowac smile)
      • feelfine Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 22:41
        sylwek07 napisał:

        > jan.kran a co Cie rozluznia podczas tych lekow?jest cos takiego?
        > co do terapii to Ona bedzie dluga ale warto sprobowac smile)


        Co do terapii to moja wbrew moim oczekiwaniom i naprawde bardzo mocnej
        fobii wcale nie trwala dlugo. Byla na pewno bardzo bolesna, tak
        psychicznie ale przezwyciezenie leku to byla kwestia 5-6 spotkan,
        oczywiscie chodzilam jeszcze do tej pani dluzej, aby nie skonczyc na
        tym gdy sa widoczne pierwsze rezultaty. Ale sama terapia pozwalajaca
        zwalczyc lek byla naprawde zadziwiajaca krotka.
        Pamietam jakim szokiem bylo dla mnie kiedy wyszlam na balkon naszego mieszkania
        i czemus sie tam na dole przygladalam kiedy moj owczesny partner mi zwrocil
        uwage, ze przeciez to ja mam lek wysokosci i ze pierwszy raz na ten balkon
        wyszlam. Ja sama tego nie zauwazylam. Po prostu nagle nie bylo tego leku. Do
        tego dnia takie rzeczy jak balkony, otwarte windy, windy ogolnie dla mnie nie
        istnialy. I tu nagle tak jakby pstryk i wszystko staje sie nagle normalne.
        Najbardziej zadziwiajace bylo to, ze to nie byl zaden stopniowy proces. Nie
        pozbywalam sie tego leku miesiacami. Jednego dnia byl a nastepnego juz go nie
        bylo. To bylo jak prawdziwy cud.
        Bardzo polecam ....

        Feelfine
        • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 22:58
          feelfine faktycznie ze tak czasami bywa ze po paru spotkaniach czlowiekowi jest
          lezej ,,kazdy inaczej ma w glowie poukladane i zapisane bo np jesli chodzi o
          mnie to jeszcze dluzszy czas mi zajmie poukladanie pewnych spraw na miejscu
          • mulinka Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 23:13
            Sylwku, cos Ty, Ty jestes super poukladany smile)
            a tak w ogole, to co slychac u Ciebie?
            • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 23:16
              dzieki za dobre slowo smile
              pomagalem w zamontowaniu oswietlenia w swietlicy dla dzieci i szukam korzeni
              swoich ,jestem na etapie Pra Pra Dziadka smile
              • mulinka Re: Lęk wysokości. 14.09.05, 23:19
                wow - super
                ja ze strony mamy troche wiem
                ale ze strony taty, to tylko o dziadku i jego rodzinie
                o babci jedynie, ze byla z domu Marina (ladnie) i ze musiala dawac noge w
                czasie rewolucji (byla...z Moskwy!), bo rodzine czerwoni w pien wyciac chcieli
    • jollyvonne Re: Lęk wysokości. 15.09.05, 14:28
      "jan.kran napisała:
      Ja mogę wejsc po schodach. Natomiast nie wciągnę na piąte piętro:
      - podopiecznego na wózku
      - podopiecznego leżącego na łóżku
      - obiadu na wózku dla dwunastu podopiecznych
      - pościeli , pieluch i szeregu innych rzeczy potrzebnych dla kilkunastu
      podopiecznych."

      Sasiadka tesciowej miala ten sam problem, tez pracowala w domu opieki (przez
      25lat!). Przez te wszystkie lata wysylala winda wozki z posciela i pieluchami
      same winda, i leciala po schodach dwa pietra, aby "swoja" winde odebrac na
      oddziale. Z pacjentami wysylala innych, ewentualnie trzymala sie mocno raczek
      wozka (w ten sposob to raczej pacjent wiozl ja, niz ona pacjenta). Wszyscy na
      oddziale wiedzieli ze ona winda nie jezdzi, i jakos to szlo.
      Sasiadka jest juz na emeryturze, i na chwile obecna zastanawia sie jak uniknac
      windy w domu opieki w przyszlosci, jako pacjent ...

      jollyvonne
      • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 15.09.05, 15:55
        moj dziadek unika jazdy winda i tak bylo jak pracowal ze nie wsiadal sam do
        windy przez 40 lat pracy
        • jan.kran Re: Lęk wysokości. 15.09.05, 20:11
          Jest lepiej ale zawdzięczam to swojemu uporowi i zawziętości.
          Oraz sile woli smile)))

          Więc jestem w stanie pojechać tą koszmarną windą przypominająca sowiecką łódź
          podwodną ( metal , ciemno i małe okrągłe okienko , brrr ) jak ktoś jedzie ze mną.
          Zresztą wstydze się przyznać że się boje więc jadę.

          Dziś pokonałam te pięć pięter kilka razy windą , bo miałam szkolenie gdzie co
          jest pięć pięter niżej sad((((

          Na papierosa wyszłam też kilka razy na ten upiorny balkonik... Z koleżankami.
          Jednak sama mam problemy i z winda i z balkonem.
          W towarzystwie raźniej smile))))

          Mam znajomą we Wrocławiu , bardzo sensowną psycholog , pogadam z Nią o tej terapii.
          Ktoś kto takich leków nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć jakie to jest męczące.
          W moim przypadku rodzi się we mnie agresja do siebie samej i zazdrość w stosunku
          do innych którzy tak nie mają...
          Kran.
          • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 15.09.05, 21:40
            jan.kran tez moge cos zrobic ,wykonac jesli kolo mnie jest tzw bezpieczenstwo
            emocjonalne ale i tak jestem pelen podziwu ze masz tak silna wole .To bardzo
            duzo daje i sproboj to utrzymac...
            np mi sie skonczyla wiza do Kanady wiec tyle narazie stracilem
            • wiwi1 Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 17:41
              Kranie, ja wlasnie mialam zakladac watek o lekach, ale jakos to odkladalam i
              odkladalam. Mam klaustrofobie, bardzo silna, wiec doskonale rozumiem co
              przezywasz i jestem pelna podziwu, ze jednak wsiadasz do tej windy, ja nawet w
              towarzystwie nie wsiade. Jazda metrem byla dla mnie koszmarem, teraz w
              towarzystwie moge jechac i ten lek jest slabszy.
              Wiem jak bardzo to utrudnia zycie, wiem tez, ze ktos kto nie ma takich lekow nie
              jest w stanie tego zrozumiec...
              Dwa miesiace temy wykupilam sobie wycieczke do Grecji, cieszylam sie jak
              dziecko, ze odpoczne, zrelaksuje sie, az dotarlo do mnie, ze ja tam polece
              samolotem i zaczelam sie bac. Mysle o tym codziennie, wyobrazam sobie co mi sie
              moze stac, sni mi sie po nocach.
              Wyjazd jest za tydzien a ja nie wiem czy wsiade do tego samolotu. Poprosilam
              brata o przyslanie Persenu forte, ale czy to pomoze?
              Tamsin a ten Validol jak dziala, moze lepiej to niz ten persen?
              Dziewczyny jak radzicie sobie z podrozami samolotem?
              • tamsin Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 17:51
                Wiwi, to jest Valium - chyba tez znany z Polski? Mialam takie same objawy jak
                ty przed kazda wycieczka, zamiast sie cieszyc zamartwialam sie jak ja przezyje
                ten lot samolotem, spac po nocy nie moglam bo juz sobie wyobrazalam najgorsze
                podczas lotu. Poniewaz pogarszalo mi sie do tego stopnia, ze serce mi sie
                tluklo jak oszalale, w ogole bylam do niczego, wiec poszlam do lekarza. Daje mi
                przed kazda podroza zapas valium na przed i w czasie lotu. Dostawalam najpierw
                tabletki 10mg, teraz wystarczy mi jak biore 5mg. Nie powiem, ze nie jestem
                niespokojna jak samolotem porzadnie zastrzesie, ale nie ma to juz nic wspolnego
                z czysta panika ktora uprzednio przezywalam.
                • wiwi1 Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 18:05
                  Dzieki Tasmin, wlasnie sprawdzialm na necie dzilalanie valium, a to jest na
                  recepte? Pisze, ze w rzadkich przypadkach moze spowodac nasilenie lekow i atak
                  paniki, ja nie wiem jak ja przetrwam ta podroz, 3 godziny lotu...
                  • tamsin Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 18:28
                    u nas tylko na recepte. No i nie powinno sie pic alkoholu przy braniu valium. U
                    nas to przepisuja to masowo panikarzom samolotowym, bo znam ich troche i
                    wszyscy dostaja to samo, od roznych lekarzy. Akurat nie slyszalam o tym
                    odwrotnym dzialaniu, czyli nasileniu paniki.
    • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 18:35
      sa inne leki tego rodzaju tzn ziolowe...
      nie ktorzy na to mowia nerwica lekowa
    • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 22:13
      faktycznie ze waleriana jest wszedzie jesli chodzi o sprawy zwiazane z
      lekami,,ale jest cos takiego jak relanium ale wtedy nalezy to brac jesli
      czujemy sie bardzo zle ..(plus dochadza srodki chemiczne ale to jak bedzie
      bardzo zle)...
      • mulinka Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 22:19
        no..zamiast Valium, mozna sobie WALNAC lufe przed wejsciem do samolotu, a jak
        lot sie zacznie, to jeszcze ze dwie i...tez sie dobrze spi
        smile
        • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 22:22
          mulinka tez o tym mialem napisac...nie ma to jak mala wodeczka smile
          • mulinka Re: Lęk wysokości. 16.09.05, 22:23
            ale czemu mala?
            jak lek duzy, to i wodka duza...powinna byc
            smile
            • wiwi1 Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 14:24
              Wyciagam watek Krana, zeby nie dublowac watku, mam nadzieje, ze Kran sie nie obrazi.
              Lece w poniedzialek rano, boje sie jak nie wiem co. Juz sama mysl o tym sprawia,
              ze serce bije 500 na minute. Poszlam do mojej lekarki zapytalam o Valium, ale
              sie dowiedzialam, ze nie przepisuja tego. Za to sie dowiedzialam, ze moge sobie
              wziac torebke papierowa na droge i w razie ataku leku sobie do tej torby
              oddychac. Tak wiec mam torebke, ale czulabym sie bezpieczniej gdybym miala jakis
              mocniejszy srodek. Cale trzy godziny w samolocie. Dziewczyny trzymajcie kciuki
              prosze
              • jan.kran Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 14:29
                Trzymam Wiwi , baaaardzo mocno ! Może rzeczywiście pomysł z kielichem nie byłby
                najgorszy ?

                Ja w przyszłym tygodniu pracuję dwa dni w tej fabryce z windą jak sowiecka łodź
                podwodna.
                Mojej obecnej windy się nie boję więc tłumaczę sobie że jestem histeryczką...

                K.
              • tamsin Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 14:46
                Wiwi, trzymam kciuki i wspolczuje. Wiem co to znaczy bac sie tak panicznie
                lotu. Nie rozumiem dlaczego lekarka ci polecila torebke do dmuchania, zamiast
                jakiegos lekarstwa, jezeli nie przepisuje valium to w takim razie co???? Bo ta
                torebka to naprawde tragiczna sugestia, chyba ze bedziesz miala ataki paniki z
                hyperventilation, wiec wtedy trzeba w nia dmuchac, ale w takim wypadku moze na
                pokladzie cos ci dadza zebys sie uspokoila. Szkoda, ze nie wiedzialam o tym bo
                bym ci w kopercie przeslala resztki z tego valium co mi zostalo po podrozy sad
                Wbrew pozorom alkohol przy takim przypadku moze wzmocnic twoja nerwowosc, no
                chyba ze jestes upita "w trupa" wiec uwazaj z tym rowniez. Naprawde wiem co
                czujesz, wiec tylko pozostaje mi cie usciskac i wspolczuc, ale za to po podrozy
                jaka bedziesz miala ulge smile))
                • wiwi1 Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 15:05
                  Dziekuje za dobre slowa, ciekawe czy na pokladzie samolotu maja jakies srodki na
                  taka ewentualnosc. Pic alkoholu nie bede, bo slyszalam wlasnie o tym, ze przy
                  zmianach cisnienia moze wywolac efekt odwrotny od zamierzonego, a szkoda...
                  • mon101 Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 15:56
                    Wiwi, nie musisz od razu gluszyc sie valium, moze mozesz kupic cos innego
                    uspokajajacego bez recepty? Np waleriane albo inne ziolowe, spytaj sie w
                    aptece. Pomysl z torebka uwazam za dosc marny, samo dmuchanie i robienie
                    sensacji dookola tylko bardziej cie zestresuje. Odprezajaca muzyka? Sa takie
                    specjalne nagrania, ten typ muzyki i koncentracja na glebokim oddychaniu tez
                    niektorym pomagaja.
    • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 18:18
      dodam do tego melise ktora tez pomoze a co do torebki to jest takie cos jak
      Tamsin napisala o tej wentylacji i tutaj najpierw potrzebny jest trening nad
      sposobem oddychania...moga pomoc jeszcze specjalne mieszanki ziolowe tzn w
      plynie ,spytaj sie w aptece.
      wyspij sie i wyjdz gdziesprzed spaniem aby dotlenic organizm plus zrob cos co
      Ci sprawi przyjemnosc ,zycze powodzenia smile
      • asia.sthm Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 18:48
        Wiwi, popieram Sylwka i zachecam do trenowania oddychania przepona.
        Widzialas jak noworodki oddychaja? Noworodki oddychaja prawidlowo potem jakos
        to przechodzi wink
        Przy wdechu brzuch ma sie wypinac tzn wybrzuszac do rozpuku, przy powolnym
        wydechu brzuch sie wciaga. Potrenuj. Jesli kiedykolwiek mialas kontakt z yoga
        to wiesz o co mi chodzi.
        W ten sposob pokonalam swoja fobie, fobie przed wjezdzaniem w tunel z korkiem
        samochodowym, fobie przed staniem w korku na wielopasmowej autostradzie.
        Akurat samolotow boje sie bardzo srednio, wole latac nic jechac gdzies
        olbrzymim promem z kabina i nocowaniem. Zrobie to jesli naprawde chce ale
        zawsze wole poleciec, bo to jest duzo krotszy strach.
        Zycze ci powodzenia.

        Wszystkim tym ktorzy maja jakas fobie zycze sily w zmierzeniu sie z tym
        cholerstwem . Warto ! Nie warto zas zyc z tego rodzaju ograniczeniami.
        W przerebli kiedys zanurkuje jak slowo honoru. Malo jest do tego okazji wiec
        tu mam dobry sposob do wymigiwania sie . smile
    • gherarddottir Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 19:53
      Kranie ja tez mialam swego czasu lekki lek wysokosci, az zamieszkalam na 17
      pietrze i mi w ciagu miesiaca przeszlosmile))
      Leki wysokosci i klaustrofobie leczy sie wlasnie poprzez dawkowanie powolutku
      tych "przyjemnosci" z nacisiem na " a jednak nic mi sie nie stalo".
      Jesli nie chcesz aplikowac sobie "terapii szokowej" i w ogole nie chcesz
      zaprzyjaznic sie z winda np to chyna pozostanie latanie po schodach, ale
      kochana jaka linie bedziesz mialasmile)))
      • gherarddottir Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 19:57
        ewentualnie jest to efekt jakiegos traumatycznego przezycia lub zwyklej nerwicy.
        Od razu przypomnialam mi sie piosenka "nerwica w granicach normy".
        A tak na serio: nerwica lekowa szczegolnie ma to do siebie ze "werbalizuje sie"
        poprzez pewne okreslone leki, dla jednych jest to lek przed samolotem dla
        innych lek przed nozem itd. To ucielesnienie mozna tlumaczyc powstaniem kiedys
        w przeszlosci leku zwiazanego np z czyms przykrym i zwiazanym z winda itd. Moze
        psychoterapia pomoze?Trzymam kciuki bo wiem ze cos takiego moze psychicznie
        wykanczac.Pozdrawiam
        • mijaczek Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 20:08
          ja mam lekka klaustrofobie [efekt zabiegow terrorystycznych mojego brata w
          latach dzieciecych... zamykanie mnie w pudle po telewizorze i turlanie po
          mieszkaniu, zawijanie mnie w dywan, zamykanie w skrzyni na posciel, etc... tak,
          kocham mojego brata] i dostaje po prostu histerii jesli nie moge poruszac moimi
          rekami... dzieje sie w wtedy ze mna cos niesamowitego - po prostu nie panuje nad
          soba...
          wspolczuje kranie... mam nadzieje, ze cos ci w koncu pomoze....
      • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 21:01
        Leki wysokosci i klaustrofobie leczy sie wlasnie poprzez dawkowanie powolutku
        tych "przyjemnosci.
        --------------------------------
        racja ,na tym to polega aby zmierzyc sie z tym (ale powoli i z umiarem)
    • samo Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 21:20
      Ja też mam lęk wysokości, chociaż na swoim balkonie na 4 piętrze w rodzinnym
      domu się nie bałam- paradoks czy norma?Ale przebiegam przerażona przez mosty,
      gdzie mogę wchodzę po schodach (czyli w liceum na korki z matmy chodziłam na 12
      piętro piechotą gdzie korepetytorka czekała ze szklanką wody przy
      drzwiach :o))), nie cierpię schodów z dziurkami (tzn takich gdzie widać co jest
      pod nimi), wszelkich ażurowych platform. Mieszkając w NYC nigdy nie wjechałam
      na żaden drapacz chmur żeby zobaczyć miasto z góry.Raz przezyłam koszmar bo
      musiałam tam wjechać windą na 6 piętro (schody nie były dostępne) a wina była
      przeszklona i zawieszona na zewnątrz budynku!!! Taka atrakcja!!! Boże, myślałam
      że tam zwiariuję, a jeszcze byłam sama,tzn sami obcy ludzie obok. Nawet teraz
      mi serce bije mocniej jak pomyślę. Wcale mi to nie pomogło pokonać lęku,
      mówiłam sobie-widzisz,przeżyłaś. Nic z tego. Jako dziecko, mając 6 lat
      przesiedziałam pół dnia w windzie w typowym polskim wieżowcu. Winda zawieszona
      między piętrami. Starsza ciocia u której byłam myślała że biegam po podwórku.
      Winda często się zacinała, więc mieszkańcy machali ręką i szli pieszo. W końcu
      jakiś kominiarz się przyplątał ze sprzętem i mu się chyba nie paliło maszerować
      na górę. Strach pozostał na całe życie. Dzisiaj znowu zacięłam się w windzie,
      takiej elektronicznej. Miałam egzamin TOEFL na uniwerku i do testing services
      była tylko winda. Tkwiłam w niej z dwoma ochroniarzami jakiś kwadrans.Wszystkie
      kontrolki zgasły, przyciski nie działały. Ich komórki straciły zasięg. W końcu
      winda zjechała sama do piwnicy i wybiegliśmy z niej z ulgą. Błogosławione niech
      będą wszystkie schody pożarowe.
      W samolotach się upijam, zasuwam okienko, zakładam opaskę na oczy, słuchawki na
      uszy i wmawiam sobie że jestem w pociągu. I zasypiam. Dla kogoś z nerwicą
      lękową taką jaką ja mam zioła są raczej popitką do kanapek niż uspokajaczem.
      Po ostatniej wyprawie do parku wodnego z tunelami zjeżdżającymi do wody
      zapowiedziałam, że następnym razem siedzę z drinkiem w basenie. Po zjeździe
      pierwszym tunelem siedziałam połtorej godziny na murku i dochodziłam do siebie.
      To jest powolne dawkowanie.W takim tempie może na starość wejdę z uśmiechem do
      trumny żeby ją przymierzyć.
      • yatzekalexander Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 21:25
        a ja sie boje tunelow-tych dlugich pod woda, bo sobie wyobrazam mnostwo
        szczorow, ktorych tez sie boje i tak serce mi wali i pot pojawia sie na czole,
        i suchy pysk sie robi, ale zanim mam inne objawy tunnel sie konczy-Lincoln
        Tunnel i wjezdzam na Manhattan i szybko zapominam o leku, tylko koncentruje sie
        na mijaniu taksowek w Nowym Yorku
        • samo Re: Lęk wysokości. 24.09.05, 21:44
          Lincoln Tunnel nienawidziłam, bo myślałam sobie że w razie pożaru np. cysterny
          lub bomby praktycznie nie ma stamtąd ucieczki. Jedyne czego o dziwo się nie
          bałam to nowojorskie metro, ale może teraz po zamachach londyńskich miałabym
          inne odczucia.
      • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 08:04
        samo a jak to wytlumaczysz ze moge jezdzic po Polsce a juz dalej obawiam
        sie,cos w tym musi byc i ja wiem co...
        co do lekow to widac ze pomogla by Ci chemia a nie jak piszesz ziola
        • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 08:48
          Jeździć w sensie prowadzenia samochodu?Bo nie rozumiem :o/ Po Polsce nie boisz
          się przemieszczać bo to znajomy teren, bez większych niespodzianek, nie można
          się tak łatwo zgubić. Dużo ludzi w Stanach na początku ma problemy z systemem
          autostrad i zjazdów. To samo pewnie w zachodniej Europie. O to chodzi?O
          znajomość miejsca?
          Chemię wykluczam. Zbyt wiele skutków ubocznych, ryzyko uzależnienia i trucie
          organizmu. Moi bliscy przywykli do ataków paniki, ja przywykłam do oglądania
          świata z dołu. W samolocie wystarcza duża wódka, a raczej 2-3 winka i
          szklaneczka Baileys na osłodę. Mój lęk wysokości to jest mrówka przy słoniu
          jakim są inne moje lęki. Właściwie lęk to moje drugie imię, niemal nieodłączny
          towarzysz. Ale muszę z tym żyć. W tym tygodniu miałam zdawać egzamin praktyczny
          na prawo jazdy. Przed kilkoma minutami odebrałam telefon że mój znajomy który
          przyjechał do Stanów zarobić trochę bo w Polsce żona ma rwę kulszową, oboje
          byli bezrobotni i mają dwoje dorastająch dzieci miał 3 godziny temu wypadek
          samochodowy. Wiem tylko że musieli wyciąć kawał blachy żeby wyciągnąć go z
          auta, że zanim stracił przytomność zadzwonił do siostrzeńca że ktoś mu wjechał
          w bok i że leży w szpitalu. Ja się wiecznie boję wszystkiego, wymyślam możliwe
          katastrofy małe i duże, prześladują mnie wizje śmierci mojej czy moich
          bliskich. On kiedykolwiek rozmawialiśmy zawsze śmiał się z mojego gadania jak
          wszyscy. Chciał grać w tenisa chociaż wrzeszczałam że zapowiadali tornado.
          Życie jest przewrotne.Strasznie się o niego martwię a nikt nic nie wie, dopiero
          rano pojadą do szpitala.Ja się boję.
          • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:03
            Jeździć w sensie prowadzenia samochodu?Bo nie rozumiem :o/ Po Polsce nie boisz
            się przemieszczać bo to znajomy teren, bez większych niespodzianek, nie można
            się tak łatwo zgubić. Dużo ludzi w Stanach na początku ma problemy z systemem
            autostrad i zjazdów. To samo pewnie w zachodniej Europie. O to chodzi?O
            znajomość miejsca?
            ------------------------------------------------------------------------
            jezdzic to ja moge samochodem oraz go prowadze w tym nie mam wielkich problemow
            ale chodzi mi o przebywanie w obcym terytorium ze nie bede mogl liczyc na zadna
            pomoc i ze jak poprosze o pomoc to zostane wysmiany i zlekcewazony.podbnie jak
            TY duzo mysle o swoim zyciu i chcialbym jak najlepiej go wykorzystac ale zaraz
            pojawiaja sie obawy,leki i wszystko stoi w miejscu..
            pozdrow Swojego znajomego i zycz mu zdrowia
            • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:32
              Ja nie boję się "przebywać w obcym terytorium" jak to określasz. Przyjechałam
              do Stanów sama, nie miałam tu nikogo, córka kolezanki mojej mamy odebrała mnie
              z lotniska i odstawila do wynajetego przeze mnie mieszkania. Nie bałam się.
              Byłam pełna zapału i przekonana że wszystko będzie dobrze. Nie było. Nie mam
              oporów prosić o pomoc, zadawać pytań. Nie przeraża mnie wyśmianie, bo nie
              pozwolę nikomu obrazić mnie lub wyśmiać bez konsekwencji lub riposty. Nie boję
              się ludzi, ludzie mają wszystko wypisane na sobie, łatwo się ich oswaja albo
              przed nimi broni. Moje lęki są kompletnie irracjonalne, w mojej głowie czasami
              pojawia się przez ułamek sekundy wizja absurdalnej katastrofy, muszę kontrować,
              później znowu coś i tak cały czas. Kiedyś mówiłam o tym dużo, teraz coraz
              mniej, niewiele osób cierpi na coś podobnego. Między innymi dlatego nie chcę
              mieć dzieci. Jako ktoś kto byłby odpowiedzialny za te stworzenia nie byłabym
              chyba w stanie udźwignąć lęków o kogokolwiek więcej.
              Piszesz,że chciałbyś zrobić coś dobrego ze swoim życiem,ale strach cię
              paraliżuje. Mnie paraliżuje strach że nie zdążę zrobić wszystkiego co
              chciałabym zrobić. Nie wyobrażam sobie zostać w jednym miejscu całe życie. Mam
              tyle planów i marzeń że mogłabym obdzielić kilka swoich klonów. A tu powolutku,
              powolutku... Życie wciąż testuje moją cierpliwość i wściekam się że nie mogę
              iść dalej. Bo idę dalej,mimo że w mojej wyobraźni wciąż toczy się walka między
              jasną a ciemną stroną mocy ;o)

              Sylwek, a Ty nie myślałeś o emigracji do Kanady?Skoro byłeś tam i ci się
              podobało, a opcja z zieloną kartą na razie odpada, to czemu nie spróbować tam?
              Nie wiem jak u ciebie z opcją skilled immigrant,ale zawsze przeciez jest live-
              in caregiver, po 2 latach masz mozliwosc stałego pobytu, można to
              przetrwać,szczególnie że masz doświadczenie z osobami starszymi. Tak tylko
              pytam, może już o tym pisałeś a ja nie wiem :o/
              • triskell Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:41
                Taaaak, jeśli chodzi o lęk o osoby bliskie, to coś o tym wiem. Jeśli chodzi o
                moją własną osobę, to niewielu rzeczy się boję, czuję się bezpiecznie chodząc
                nocą po obcych miastach, itp - jakoś tak wiem, że nic mi się nie stanie. Ale
                niech no tylko mąż dłużej w pracy zostanie - zaraz mam wizję trybów jakiejś
                maszyny, które wciągają go niczym tą Fabryczną Dziewczynę.
                • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:50
                  Ja mam ciągle wizję,że moja mama ma raka i mi nic nie mówi bo nie chce mnie
                  martwić. Jak to napisałam to to wygląda tak bezsensownie...
                  Napisałam niedawno do mojej przyjaciółki z Polski.Nasze drogi rozeszły się
                  podczas ostatnich miesięcy przed wyjazdem, później też niewiele się
                  kontaktowałyśmy. Nieśmiało zapytałam w mejlu czy wciąż boi się o mamę tak jak
                  ja. Ona napisała: "Niewiele ludzi ma taką obsesję rakowatości naszych matek jak
                  ty i ja".
          • triskell Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:27
            Kochana Samo, wysyłam dużo dobrej energii dla Twojego znajomego. Daj znać, jak
            już coś więcej będzie wiadomo.
            • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:45
              Triniu,dziękuję... Jest 2.36 rano, ja już 2 doby mam praktycznie nieprzespane z
              powodu innych problemów które się wcześniej napatoczyły, teraz jestem już tak
              odrętwiała od tych złych wiadomości,że czuję się jak na złym haju. Napiszę jak
              tylko coś się dowiem. On nawet nie ma żadnego ubezpieczenia, przyjechał
              pracować na czarno żeby zarobić na chleb.Samochód jest podobno do kasacji.
              Kupił go tydzien temu. Przedwczoraj zmarł na zawał (czwarty, bał się operacji
              wszczepienia bypass'ów) mój wujek, wczoraj okazało się że mojemu wspaniałemu
              przyjacielowi grozi licytacja domu bo nie stać go na mortgage, a dzisiaj jak
              już pisałam miałam zdawać TOEFL i okazało się że mnie ktoś wystrychnął na
              dudka, rejstrowałam się online jak mi kazali na uniwerku, zapłaciłam kartą
              $140, dostałam mejla z potwierdzeniem terminu i miejsca testu, pojechałam tam,
              a tam budynek zamknięty na 4 spusty!!! W końcu jakaś dobra dusza wezwała
              ochronę z campusu (żadne biuro nie było otwarte) no i oni otworzyli drzwi,
              chcieliśmy tam wjechać i zacięłam się w windzie. Po prostu okropne dni.
              Przepraszam,że się tak rozpisałam, właściwie to już nie wiem jak formułować
              wypowiedzi o tym co się dzieje.
            • samo Re: Lęk wysokości. 28.09.05, 08:15
              Mój znajomy wciąż w szpitalu (miejmy nadzieję, że stwierdzą że to nie była jego
              wina, tylko tego drugiego kierowcy i wtedy ubezpieczenie pokryje koszty
              hospitalizacji), ma złamane 3 żebra, przebitą nerkę i wątrobę i ogólne
              obrażenia. Nic mu nie grozi, jest przytomny.Wypiszą go jutro.Zabronił mówienia
              o tym komukolwiek z jego rodziny w Polsce- nie chce, żeby się martwili. Norma.
              Ja swojej mamie też nic nie powiedziałam kiedy ktoś nam zeszłej jesieni wjechał
              w tył auta. Na szczescie jechalismy takim małym dżipem z hakiem holowniczym z
              tyłu.Ten hak przebił sprawcy chłodnicę i porył maskę, nam nic się nie stało,
              poza moim wielkim guzem na głowie i strachem przed prowadzeniem samochodu na
              kilka miesięcy.Ciekawe czy Krzysiek (tak mu na imię) będzie teraz bał się
              prowadzić auto. Pewnie tak, głupie pytanie zadałam :o/
              • jan.kran Re: Lęk wysokości. 28.09.05, 08:18
                Najważniejsze że nic Mu się poważniejszego nie stało...
                Pytanie nie jest głupie , bo znam ludzi którzy po wypadku nie jeżdżą.

                A jak wynajęcie domu na spółkę z kolegą ?
                Kran.
                • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 28.09.05, 08:37
                  tez uwazam ze pytanie nie jest glupie (jak to sie mowi ze sa glupie
                  odpowiedzi),znam takie osoby ktore boja sie jezdzic a tez i sa takie ze
                  wsiadaja znowu w samochod ,,tez mam nadzieje ze dojdzie szybko do Siebie
                • samo Re: Lęk wysokości. 28.09.05, 08:50
                  Po telefonie do firmy która miałaby mu udzielić nowego kredytu na spłatę
                  starego (ten nowy miałby mieć korzystniejsze warunki) stwierdził,że on jednak
                  woli ten dom sprzedać. Dlaczego?Bo nie może im obiecać,że ten będzie płacił bez
                  opóźnień. Ja też nie mogę mu obiecać,że będę tak długo mieszkać u niego, aż
                  spłaci tę pożyczkę. Nie mogę się tak uwiązać, a nie chciałabym mieć wyrzutów
                  sumienia. Moim zdaniem to bez sensu się tak poddawać, kiedy dom jest częściowo
                  spłacony, bo zniszczy mu to historię kredytową (czyli dłuuuugo poczeka aż
                  dostanie następny), będzie musiał dalej wynajmować mieszkanie, a ma 32 lata i
                  mógłby mieć coś własnego,a nie pakować komuś w kieszeń kasę za nic
                  (szczególnie,że rata kredytu wynosi tyle co koszt wynajmu 1-sypialniowego
                  mieszkania, a on będzie musiał gdzieś mieszkać!).Ma to trochę na własne
                  życzenie.Już dawno byłam zdziwiona,że ten dom stoi pusty.Rozumiem,że nie mógł
                  dojezdzac, ale nie rozumiem dlaczego nie wynajal komus innemu. A wiecie
                  dlaczego?Bo nie ma tam lodówki i kuchenki. Znalazłam mu więc w jego własnej
                  pracy (!) ogłoszenie na ścianie o używanej lodówce za $80. Moja znajoma dała
                  cynk o kuchence za $50. Dom spokojnie wynająłby komuś za 500 miesiecznie z
                  pocałowaniem ręki.Nie da się pomóc komuś, kto sam nie chce pomóc sobie,
                  prawda? :o(
          • mon101 Samo 25.09.05, 15:06
            Samo, siedem lat chudych, siedem lat tlustych. Czasem przesladuja nas
            niepowodzenia, moze po to bysmy sie bardziej cieszyli z powodzen? Trzymamy
            kciuki za znajomego, moze twoja przeprowadzka poprzedzona takim wspanialym
            gwestem z waszej strony moze pojdzie wam na dobre? Ja, samo , wiem co to zycie
            az lekiem, paniczna "zimna lapa" sciskajaca nagle zoladek czy moze serce.
            Zgadzam sie z Kranem ze terapia pomaga, "nerwicy sie nie wyleczy, z nerwica
            nalezy sie nauczyc zyc" mawial profesor Leder w Instytucie Psychoterapii w
            Wrszawie. Doswiadczenie pokazalo mi ze mial racje, ja wiem o moich lekach, z
            latami nauczylam sie je troche okielznywac. Postanowilas sie nie dac i nie
            odbierac negatywnych wiesci, to dobry pierwszy krok. Wierz, ze ta zla passa juz
            sie skonczyla... Mysla jestem z Toba
    • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:52
      samo to faktycznie ze Ci sie skumulowaly te zle wiadomosci...
      • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 09:59
        Ano skumulowały... Nigdy nie należy narzekać że jest nudno. "No news- good
        news" jak tu mawiają.
        • asia.sthm Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 10:17
          sad
          Straszny pech.
          Samo trzymaj sie.
          Dzis niedziela, moze wyspij sie najpierw i bedzie jakos latwiej ten niepokoj
          zniesc.
          Buzka
          i §¤§
          • asia.sthm Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 10:19
            Kazdy pech jednak kiedys sie konczy.
            Nie wiem kiedy, ale napewno sie skonczy.
            smile))))))
            • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 10:36
              Pójdę spać jak mój M wróci nad ranem z pracy. Pech się kończy i ja mam nadzieję
              że to już jest koniec czarnej serii, niedziela będzie na lizanie ran. Chyba
              przyjdzie nam się wkrótce znowu przeprowadzać (ja się poddaję, już nie liczę),
              zaproponowałam przyjacielowi że wynajmiemy ten jego dom, będziemy płacić
              mortgage, on zamieszka z nami i dołoży się do opłat. Dom jest 20 mil od naszego
              miasteczka, teraz nie może tam mieszkać bo jego samochód nie nadaje się na
              autostradę.Obaj z M pracują w nocy, dostanie do pracy podwózkę naszym
              autem.Mnie będą czekać dojazdy do pracy jak ją w końcu podejmę. No ale trudno.
              Nie ma nikogo innego na kogo mógłby liczyć w tym momencie. A ja mu zabroniłam
              poddania się. No to jak mu zabroniłam to muszę teraz rzucić kładkę nad bagnem.

              Boniu, jak mi w brzuchu zaburczało, z tego wszystkiego zapomniałam coś zjeść
              oprócz obiadu. Ustawcie się do marszu a ja wam kiszkami akompaniować będę ;o)
              • triskell Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 10:40
                samo napisała:
                > Chyba
                > przyjdzie nam się wkrótce znowu przeprowadzać

                Może by tak raz a dobrze, do Seattle?

                Wiem, nudna z tym jestem tongue_out.

                Mam nadzieję, że nie uznasz tego za kontynuację czarnej serii, jeśli powiem, że
                niebawem grozi Ci mail od Trini, bo jest ona w trakcie pisania tegoż? wink
                • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 11:09
                  Triniu, ja czarną serię uznałam oficjalnie za zakończoną i więcej nie zamierzam
                  złych wiadomości przyjmować.E-mail od Ciebie będzie z pewnością mostem do
                  jasnej strony mocy (nie wiem co ja mam dzisiaj z tymi mocami, to chyba przez
                  spotkanie z maniakiem Star Łorsów wczoraj).

                  Do Seattle już wiesz-jak przyjmą-to będę. Ja nie przyjmą-też będę tyle że
                  później, będę musiała poczekać i się transferować z Wisconsin a nie z
                  Polski.Jak już napisałam, wściekam się że muszę trenować wiecznie cierpliwość,
                  której nie mam wcale. Nie jesteś nudna tylko kochana.
              • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 11:43
                samo i kiedys ktos Ci tez pomoze jak Ty temu przyjacielowi,zawsze tak jest ze w
                kilka osob mozna problem rozwiazac bo problemy sa i beda ale jak sie ma kolo
                siebie przyjaciol wtedy okazuja sie One male ...
                • samo Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 11:51
                  On już mi pomógł. Gdyby nie on wyjechałabym ze Stanów już dawno,z poczuciem
                  porażki błąkając się gdzie indziej. Dlatego jest moim przyjacielem.
                  • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 25.09.05, 11:53
                    a to naprawde ok przyjaciel ...
    • melba_piszczykowa Re: Lęk wysokości. 26.09.05, 14:03
      no dobra to jest jedna rzecz ktorej sie boje... (bo juz ustalislismy ze
      samotnosci nie) a mianowicie urodzenie dziecka. nic mnie do tego nie pili ale
      chce sama cos z tym zrobic bo kurcze jak to tak? mowia ze miliony kobiet to
      przeszly i zyja wink kiedys na sama mysl sie wzdrygalam i dlatego nie myslalam na
      ten temat dlugo w ogole. a teraz moze dojrzalam zeby sie ze swoim strachem
      zmierzyc? no juz ciaza nie wydaje mi sie tak straszna jak kiedys, ale sam
      porod? lomatko... smile
      tylko jak to oswajac 'na sucho' smile
      • jan.kran Re: Lęk wysokości. 26.09.05, 20:11
        Epidural jak się boisz . Prawie wszystkie moje koleżanki tak miały a jedna
        nawet cesarkę świadomie przeżyła.
        Drugą , bo przy pierwszej miała normalne znieczulenie.

        Ja jakbym miał wybierać też bym chciała przy Młodej ale nawet na tej bawarskiej
        wsi ciężko było o lekarza... a co dopiero jakieś wymysły światowe.
        Tzn. ex niby lekarz ale na nic się nie przydał tylko zadymę robił:-ppp
        Przy Juniorze nie było pronblemu ani czasu bo Mu się na świat tak śpieszyło że
        mało w recepcji szpitalnej nie urodziłam.
        Bawarczycy są mało nerwowi i zanim mnie wpuścili na salę porodową chcieli dane
        osobowe do piątego pokolenia.
        Kransmile
        • mon101 Re: Lęk wysokości. 26.09.05, 21:43
          A mnie niedouczony anastezjolog gdy mnie epidural nie ruszyl (tzn ruszyl mi
          tylko jedna noge) przekonywal ze jestem jedna na milion odporna na to
          znieczulenie! Myslal ze bede czula sie "wybrana", czy co?
        • melba_piszczykowa Re: Lęk wysokości. 28.09.05, 10:32
          hehehe dane do piatego pokolenia smile)))))))))))))

          no myslalam o zewnatrzoponowym jasne tylko ze moj strach nie tylko bol
          obejmuje, wiesz wink jak juz sie bac to na calego ;P
          • wiwi1 Re: Lęk wysokości. 19.10.05, 10:50
            Zbieram sie coby opisac moje przygody z samolotem, ale mi internet ostanio
            strajkuje. Zaopatrzylam sie na wszeli wypadek w torebke papierowa do oddcyhania,
            ale i tak zapomnialam ja ze soba wziac. To z nerwow chyba. Dwa miesiace
            nieprzespanych noc spowodowanych lekiem przed samolotem juz mnie tak zmeczyly,
            ze bylo mi wszystko jedni, chcialam to miec za soba. Lot mialam wczesnie rano,
            wiec na lotnisko wyjechalismy wieczorem poprzedniego dnia, cala noc spedzilismy
            na lotnisku. Jak juz zobaczylam tego kolosa co ma sie wzbic w powietrze to
            wymieklam, hehe, ale wsiadlam i polecialam.
            Bylam tak zmeczona, ze wlasciwie usnelam i sama sie sobie dziwilam, ze zupelnie
            bezstresowo mi ta podroz minela.
            Powrot nie byl juz tak przyjemny. Wsiadlam do samolotu, kiedy wzbilismy sie juz
            w powietrze nagle sobie uswiadomilam, ze jestem gdzies tam w przestrzeni,
            zamknieta w wilekim metalowymm pudle i nie wysiade przez najblizsze trzy
            godziny. Zanjome uczucie goraca, przyspieszone bicie serca. Wystraszylam sie,
            ale wstalam przeszlam sie troszke, jakos udalo mi sie opanowac strach, wlaczyli
            nam Madagascar i dolecialam.
            Dziekuje Dziewczyny za trzymanie kciukow i cieple myslismile
            • asia.sthm Re: Lęk wysokości. 19.10.05, 11:05
              Wiwi, bardzo dobrze ci poszlo smile)))
              Nastepnym razem bedzie jeszcze lepiej.
              Dzielna Wiwi .
            • gherarddottir Re: Lęk wysokości. 05.11.05, 01:50
              wlasnie jak osiagnie sie etap "wszystko mi jedno niech sie dzieje co chce, chce
              to po prostu miec za soba" to okazuje sie, ze nie dosc ze sie nie boimy to
              jeszcze jestesmy w stanie czerpac jakies przyjemnosci z tego co bylo
              tym "strasznym" Brawo Wiwi!smile
              • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 05.11.05, 07:00
                gherarddottir ja czasami tak mam i dlatego potrzebuje tzw zapalnika smile
    • sylwek07 Re: Lęk wysokości. 19.10.05, 20:10
      wiwi1 tez sie ciesze ze Ci sie udalo smile
      • klaryska Re: Lęk wysokości. 03.11.05, 16:37
        podobno trzeba wrocic tam gdzie sie czlowiek nabawil leku. Kazdy ma naturalny
        lek przed wysokoscia. Ale z wysokoscia mozna tez sie oswoic. Przykladem jest
        moja ciotka ,ktora pierwszego dnia zwiedzania STHLM zrobila histerie na
        glebokich ruchomych schodach ale juz po 3 dniach nie bylo problemu. Jezeli
        jestes histeryczna to nie wyobrazaj sobie. Wiem ze trudno jest wylaczyc
        wyobraznie, ale staraj sie tak organizowac zeby nie miec zbyt duzo czasu na
        myslenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka