katarzynams
26.09.06, 21:03
Opisze sytuacje, ktorej bylam wczoraj swiadkiem. Rzecz dziala sie w
restauracyjnym ogrodku. Przy sasiednim stoliku siedza dwie kobiety i mala,
moze 5-6 letnia dziewczynka. Kobiety starsze, przy czym ta troche mlodsza
okazuje sie byc matka dziewczynki. Rozmawiaja jak najete, dziecko sie
najwyrazniej nudzi i usiluje sie wtracic do rozmowy, za kazdym razem matka ja
strofuje, ze ma poczekac az dorosli skoncza mowic i wtedy moze sie odezwac.
Przy okazji matka wypomina dziecku, ze tatusiowi tez przerywa. Dziecko czeka
na przerwe w rozmowie, ale jak juz sie odezwie jest kompletnie ignorowane
przez obie kobiety, ktore gadaja jak najete o jakich glupstwach.
Matka ma przewieszona przez porecz krzesla dzinsowa koszule i w ktoryms
momencie dziecko pyta czy moze zalozyc zakiet, bo zimno. Mama prostuje, ze
to nie zakiet tylko koszula, po czym pozwala dziecku ja wlozyc po to tylko
zeby natychmiast powiedziec, ze dziecko ma nie uzywac mankietow jako serwetki
i ma sie skupic na tym, zeby koszuli nie pobrudzic. W koncu koncze jesc i
opuszczam towarzystwo, ale mam ochote cos kobiecie powiedziec.
Nie mam dzieci ze swiadomego wyboru i nie zaluje tego, uwazam, ze nie
sprawdzilabym sie jako matka, bo caly czas bym sie bala, ze robie cos zle i
tym niepokojem zatruwalabym zycie dziecku i sobie.
Moze jestem przewrazliwiona, ale bardzo szkoda mi dzieci, ktore od poczatku
nie sa w stanie sprostac oczekiwaniom rodzicow i narazone sa na ciagle uwagi
krytyczne.
Przesadzam? Co o tym myslicie?
katarzyna