Gość: Tu-154
IP: 213.251.189.*
29.06.10, 20:35
[size=18]To był wyrok śmierci dla Tu-154[/size]
Wieża w Smoleńsku podała pilotom prezydenckiego Tu-154, gdy dolatywał do
lotniska: „zejdźcie do 50 metrów”. Tak wynika z zeznań pilota Jaka-40,
porucznika Artura Wosztyla, złożonych w prokuraturze (karta 1165), do których
dotarli informatorzy „Gazety Polskiej”. Samolot był już wówczas wprowadzony na
fałszywą ścieżkę, wprost w głęboką na 60 m dolinę, a widoczność we mgle w
pionie wynosiła 30 metrów. Był to wyrok śmierci dla prezydenckiej maszyny.
Porucznik Wosztyl słyszał słowa kontrolera wieży wydawane po rosyjsku pilotom
Tu-154 w radiostacji pokładowej Jaka-40, który wylądował w Smoleńsku 10
kwietnia o godz. 7.22. Rosyjski kontroler wypowiedział je, gdy drugi pilot
Tu-154, Robert Grzywna, podał na wysokości 80–70 metrów komendę: odchodzimy.
To dowodzi, że wieża kontrolna w Smoleńsku kierowała prezydencką maszynę do
zderzenia z ziemią. Kontrolerzy na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj wiedzieli, że
polski samolot był na fałszywej ścieżce schodzenia – był kierowany wprost w
dolinę, głęboką na 60 metrów. Jak zeznał Wosztyl, rosyjski kontroler
powiedział do pilotów prezydenckiego tupolewa: „jak na wysokości 50 metrów nie
zobaczycie pasa, odlatujcie”. Wieża wiedziała, że widoczność w pionie w
rejonie lotniska wynosiła wówczas zaledwie 30 metrów. Zejście polskiego Tu-154
do poziomu 50 metrów oznaczało nieuchronne zderzenie ze zboczem kończącej się
doliny. Gdy piloci dojrzeli przez gęstą mgłę wyłaniające się zbocze, byli bez
szans. Tylko znakomite umiejętności pierwszego pilota Arkadiusza Protasiuka
spowodowały, że maszyna nie rozbiła się od razu o zbocze, lecz udało mu się
poderwać samolot na kilkanaście metrów. Ale zaraz tupolew stracił fragment
skrzydła, co stało się początkiem dramatu. To jednak nie tłumaczy tak
ogromnych zniszczeń samolotu po upadku z kilku metrów. Co stało się w
samolocie przed jego uderzeniem w ziemię, dlaczego kabina pasażerska
praktycznie zniknęła w wyniku wypadku, dziś jeszcze nie wiadomo.
Zeznania polskiego pilota, co ciekawe, są w sprzeczności z zeznaniami Pawła
Plusnina, kontrolera lotów w Smoleńsku. Zeznał on (karta 2538), według naszych
informatorów, że zabronił schodzić pilotom Tu-154 poniżej 100 m.
Zastanawiające, że ani komendy Rosjan, którą słyszał porucznik Wosztyl
mówiącej o zejściu do 50 metrów, ani nawet tej z zeznań rosyjskiego kontrolera
mówiącej o 100 metrach, która byłaby dowodem dobrych intencji wieży, nie ma w
stenogramach. Jest to kolejna przesłanka dowodząca, że stenogramy, podobnie
jak całe niemal śledztwo, sfałszowano.
Mijają trzy miesiące od katastrofy, a w śledztwie pojawia się coraz więcej
niejasności. Tymczasem p. o nieżyjącego Prezydenta, Bronisław Komorowski, nic
w wyjaśnieniu tej tragedii nie zrobił. Poza odznaczeniem rosyjskich
milicjantów za ich poświęcenie w zabezpieczeniu miejsca katastrofy....
(lm, gw)
Źródło