Gość: Donald
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
07.11.11, 09:37
Sama tylko obsługa polskiego długu pochłania więcej pieniędzy niż budżet państwa jest wstanie pozyskać z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Wielkość polskiego zadłużenia humorystycznie zobrazowała Gazeta Prawna. Oficjalne 788 mld zł publicznego długu (są wyliczenia z których wynika, że w rzeczywistości zadłużenie jest o wiele większe!) to 20 tys. km nowych autostrad, samochód fiat panda w podstawowej wersji wyposażenia dla każdego Polaka (wliczając niemowlęta) albo… 600 stadionów narodowych (przy okazji proszę zauważyć jak wielkim marnotrawstwem jest budowa piłkarskiego molocha w Warszawie) Forum Obywatelskiego Rozwoju – organizacja pozarządowa założona z inicjatywy prof. Leszka Balcerowicza – wyliczyło, że przy obecnym tempie narastania zadłużenia (ok. 645 zł na sekundę!) polski dług zamknie się pod koniec roku kalendarzowego sumą 827,9 mld zł. Wzrost tempa zadłużenia to w znacznej mierze zasługa koalicji PO-PSL, która w ciągu 4 ostatnich lat zapożyczyła Polskę na ok. 300 mld zł. Co ciekawe również ekonomiści tzw. „głównego nurtu” wśród kluczowych przyczyn gwałtownego wzrostu przyrastania długu wymieniają „inwestycje unijne” (!), które choć są dotowane przez Brukselę to wymagają własnego wkładu finansowego („Polska w budowie” nie zbuduje się za darmo) Na powyższą przyczynę wskazał m.in. cytowany przez Gazetę Prawną prof. Stanisław Gomułka. Ekonomista związany z Business Centre Club podkreślił również zgubne skutki „znacznego wzrostu funduszu płac w sektorze publicznym”. Według Gomułki rozrost biurokracji powiększył zadłużenie Polski na przestrzeni 4 ostatnich lat o minimum 30 mld złotych.