Gość: kibic Victorii
IP: 81.168.209.*
21.12.05, 21:42
Tekst zaczerpniety ze strony www TMK, ale ubaw ....
"Wyjazd zapowiadał się ciekawie. Ekipa mocnych wrażeń liczyła na kozacką
akcję, tym bardziej że do Zadomia miały wpaść nasze zgody z chęcią na avanti.
Większość jechała specjalem plus kilka wózków z bojówą. Tym razem wyjątkowo
bez wahadła, więc był luz. Młodzież załapała się na promocję w Warsie, przez
co styki z sokami. Niekumata kanarzyca mimo ściepy, wypisała kilka kredytów.
Oldschoolowe pasiaki, kaszkiety, nieśmiertelna barwówka za oknem, tak właśnie
w ostatnim wagonie bawiła się starszyzna, okupując każde wolne miejsce w
przedziale, łącznie z frytkownicą. Pecha miało kilku partyzantów z fan-clubu
Kobierki, których wyczaili chłopaki od. P. Dwa strzały, zrywka i cztery
kocyki Tęczy nasze... O 16 jesteśmy pod kasami. Wjazd z bramą. Nasi kamikadze
w terrorkach biegnąc łukiem i koroną wpadli do młyna naszej kosy, krojąc im
ogromną sektorówkę, małą brytyjkę i zdobywając nawet bocianie gniazdo. Fajną
nauczkę dostali net-hoolsi Tęczy, którzy od miesiąca robili napinkę w necie i
zinach. Nawet ciężki sprzęt im nie pomógł, wiedzą co to szacunek? Nieźle
zdziwią się pikniki, gdy na "Zakolu" do góry kołami zawiśnie szachownica
Tęczy. Bo "Zakole" najlepsze jest! Nie tam żadna Żyleta, Galerka, Górka czy
Dziesiątka. Niestety, 5 minut później nazjeżdżało się kabaryn z białymi
kaskami i polewaczka, więc zarządzono ewakuacje. Ci, co zrobili obrzutkę
psiarni, oberwali gumkami od antków. Resztę grupy zamknięto w oblężonej przez
impelowców klatce, którym na dzień dobry rzucono parę achtungów pod nogi. Nie
przeszkodziło to jednak naszym ultrasom. Pokazano mini kartoniadę, kolorową
baloniadę, stroboskopy i sześć bengali. Fajna oprawa, z której pewnie wyjdą
super składaki. Powrót w okrojonym składzie. Kilka osób zawiniętych na dołek,
gdzie nikt nie pucował. Dzień później każdemu z nich przybito sanki ;-/ Część
fanów bez chipów mecz spędziła w lodówce, wykrzykując nieprzychylne hasła w
kierunku leśnych dziadków z Miodowej. Wcześniej wymiana z Tęczą na kamienie,
ktoś zaliczył szybki oklep. Po meczu miejscowe baby odmówiły ustawki na
ubitej ziemi, choć wystawialiśmy drugi garnitur. Leszcze wolały zrobić
kamionkę w drodze powrotnej, w której zawieruszył się nawet jeden koktajl.
Podróż żółtkiem przez zrywanie hamulców przeciągnięty. Do domu dotarliśmy
grubo po północy."
To tylko próbka kibicowskiego języka, którym porozumiewają się rodzimi fani.
Wystarczy pokazać ten opis ?cywilom? by zauważyć, że nasz branżowy slang to
kopalnia ciekawych wyrażeń, zwrotów i słów których znaczenie znamy tylko my.
Marsz przez krętą drogę językowych zawiłości zacznę od kibica, który jest
zwany także szalikowcem, fanem, ultrasem, kibolem, fanclubowiczem, piknikiem,
fanatykiem, wyjazdowcem, z obca brzmiącym hoolsem, hooliesem, ladsem czy też
swojskim chuliganem, zadymiarzem, bojówkarzem, wreszcie pseudokibicem.
Znakiem rozpoznawczym kibica jest szalik, w dawnych czasach zwany szarfą.
Szaliki mogą być różne. Od komputerowych i tkanych, przez efektowne kocyki,
do przeżywających dziś renesans pasiaków. Misternie zszyte szaliki wrogich
kibiców palone na meczach to dywany. Na głowie szanujący się kibic nosi
kaszkiet lub rybaczkę, przy czym tej ostatniej niech nikt nie pomyli z
przykusymi spodniami, bo rybaczka to po prostu czapka z rondem. Replika to z
kolei koszulka klubowa na wzór tej piłkarskiej. Całość tych gadżetów to
barwy.
Jak kibic, to i flagi. Ślązacy mówią na nie fany, reszta Polski nie gardzi
płótnem, barwówką, sektorówką, brytyjką (wykorzystanie motywu z flagi
Wielkiej Brytanii), czy nawet szachownicą, która z gry mistrza Kasparowa
zaczerpnęła wzór w kratkę. Co ciekawe flagami się nie macha tylko wiesza na
płoty (te do machania to "flagi na kiju"). Flaga kibiców drużyny przyjezdnych
to pogardliwie szmata. Flagi, doping składają się na oprawę ultras, do które
robienia używa się dużo piro. Piro to zdrobniale pirotechnika, która w
zależności od modelu daje ogień, ikry, dym lub huk. Mamy więc race, bengale,
ognie wrocławskie, świece dymne, wulkany, stroboskopy pieszczotliwie zwane
strobkami czy achtungi, po wybuchu których wszyscy stają na baczność.
Popularne są też kartony, które jednak ani kształtem ani kolorem szarych
sześcianów nie przypominają... Kartony dla kibica to bowiem kolorowe kartki,
z których robi się choreografie zwane kartoniadami. Do tego celu używa się
też balonów (balionada) czy folii (aluminiowej, błyszczącej), której
folionadą jeszcze nikt nie nazwał. Do robienia oprawy ultrasi (skrajni,
fanatyczni kibice od dopingu) używają też pasów materiały które są ... pasami
materiału (lub folii ogrodniczej :-).
Kibicowanie to także wyjazdy, czyli zaliczanie meczów poza swoją
miejscowością (mecz w tym samym mieście to derby). Tutaj zdecydowanie
faworyzowana jest kolej żelazna. Już na dworcu można spotkać soki-Straż
Ochrony Kolei, jechać można żółtkiem (elektryczna kolejka) lub specjalem. Ta
ostatnia nazwa jest nieco myląca, bo specjal to nie wyjątkowy pociąg o
standardzie intercity, tylko często podniszczona kolejka elektryczna wynajęta
przez kibiców. W rejsowym pociągu grasują kanary, wypisujące kredyty.
Kolejowy kredyt to niestety nie to samo co bankowy. By go dostać, nie trzeba
wypełniać żadnych wniosków, wystarczy dowolny dowód tożsamości i brak
biletu... Kredyt, tak jak prawdziwy, trzeba jednak spłacić, o czym przypomina
specjalna komórka PKP od przejazdów bezbiletowych rodem z Gniezna. Dla
zdesperowanych w wagonach czekają też miejsca leżące. Popularne frytkownice,
czyli półki bagażowe, swoją nazwę wzięły od wzoru karbowanej frytki, jaką
zyskuje skóra podróżnika okupującego tę półkę, spowodowana wżerającymi się w
ciało szczebelkami. Każdy pociąg posiada też hamulec bezpieczeństwa, który w
razie potrzeby się zrywa. Przepełniony pociąg, częściej autobus to
oczywiście "nabity autokar" do którego można w niecnych celach "wjechać".
Na szlaku kibicom towarzyszą też stróże prawa. Eskorta jadąca z kibicami od
początku do końca jazdy to wahadło, które podobnie jak zegarowe urządzenie,
niczym bumerang wraca z fanami do punktu startu. Określeń policjantów jest
mnóstwo. Od psa, poprzez kundla, prewencję, gestapo, pałkarzy, pałkersów,
mundurowych, do oddziałów zwartych czyli białych kasków. Archaiczna wersja
białych kasków to żółwie, czyli prewencja w kamizelkach kamienioodpornych w
kolorze tygrysiej khaki. Na prowincji furorę robi wąs, elitarny oddział
antyterrorystów to antki, kominiarze lub terrorka. Czasy mrocznego PRL-u
wracają w nazewnictwie policyjnych pojazdów, które jednak też doczekały się
modyfikacji.. Suka to już nie leciwa nyska, a oznakowany bus. Okratowany Star
używany przez zbrojne ramię władzy-ZOMO-to lodówka. Konia z rzędem temu, kto
w jakiejkolwiek wyszukiwarce odnajdzie znaczenia słowa kabaryna. Tak kibice
określają duży radiowóz, a mnie wyraz ten kojarzy się z wojskową machiną
sprzed wieków. Kojarzy, bo kabaryny w żadnym słowniku języka polskiego nie
ma! Jeszcze niedawno furorę w policyjnych rękach robiły blondynki, lub lole.
Niestety, nie były to sympatyczne panie policjantki, tylko białe pałki,
którymi można było być spałowanym. Dziś dominują strzelby gładkolufowe, zwane
shotgunami, które z głośnym hukiem wypluwają gumki (niestety nie o fakturze
nawilżonej prezerwatywy, tylko twardego kamienia). Osadzenie na 48 godzin w
policyjnej celi to zawinięcie na dołek, tymczasowy areszt to sanki (od
sankcji) Wejdźmy na stadion. Sektor, trybuna to słowa powszechnego użytku,
choć by na nie wejść, fani pierwszoligowi musieli mieć chipy (karty
identyfikacyjne). Mniej osób kojarzy już koronę, która jest zwieńczeniem
trybuny. Sektor gości to oczywiście klatka, w której od czasu do czasu
bardziej nerwowi kibice wyłamują furtkę (bramę). Kibice przyjezdni to po
prostu goście. Nazw własnych najgorętszych trybun czyli Żylety, K