wielgus71
05.09.06, 22:54
Festiwali przeróżnej maści mamy ostatnimi czasy w bród. Jest festiwal zupy w
Jedlinie, festiwal dobrego humoru, Festiwal w Sopocie. Dlaczego i my,
Wałbrzyszanie, mielibyśmy być gorsi. Dwa dni w szczawieńskim Dworzysku trwała
impreza plenerowa, hucznie nazwana Festiwal Dworzysko Country 2006. To, że z
country miała impreza tyle wspólnego, że trąciła wiochą, to z festiwalem
zupełnie nie potrafię jej skojarzyć. Podrzędne zespoły podgrywały
pseudoamerykańskie szlagiery, farbowani Indianie Tatanka przenieśli się spod
Reala do Szczawna i tam robili za atrakcje. Do tego wszystkiego doszedł
jeszcze turniej siatkówki plażowej, który z country ma tyle wspólnego co
pięść z nosem. Wszystko to wrzucone do jednego worka, zszyte grubymi nićmi i
z domalowanym mazakiem napisem COUNTRY podane ludziom pod nos.
Pokaz kuchni amerykańskiej polegał na zgrilowaniu czterech filetów z kurczaka
przez rozgorączkowane uczestniczki zabawy, w asyście czołowych szefów kuchni,
pływających co prawda nie po Rio Bravo, a po Bałtyku, i nie w indiańskim
cannoe lecz na promach Unity Line. Jak owe filety smakowały wiedzą tylko
zainteresowani i osoby im towarzyszące. Reszta publiczności obeszła się
smakiem i zupą sojową, zupełnie nieamerykańską.
Gwoździem do trumny była impreza Barrel Race i konkurs barmanów. Barrel
Racing – popularnie znany pod nazwą wyścig wokół beczek, to dyscyplina
dynamiczna i bardzo widowiskowa. Jeździec musi przejechać wokół każdej beczki
ustawionej w wierzchołkach trójkąta równoramiennego, w jak najkrótszym
czasie. Zawodnik uzyska czas zwany „no time” („bez czasu”) w przypadku
przewrócenia którejkolwiek beczki. Dotknięcie beczki, uwzględniając
przytrzymanie jej przed wywróceniem, jest dozwolone. Tyle teoria. A w
praktyce?? Kilka koni z rodzimej stajni dworzyskowej, dosiadanych przez, o
zgrozo!! cowgirls.... dziewczęta i kobiety szczawieńskie, pobiegało sobie
lekkim kłuskiem w koło zielonych beczek. Wyglądało to tak, jakby
organizatorzy za wszelką cenę chcieli uchronić cudowny, plażowy piasek przed
końskimi kopytami. Smutne.
Imprezę zakończył konkurs barmanów - z ponad 10 zapowiadanych przez
organizatorów, swoją obecnością zaszczyciło nas czterech, z czego jeden
zrobił naprawdę przyzwoity show, jesli juz się z amerykańska wyrażać, trzech
pozostałych porozbijało butelki i nadrabiając minami próbowało rozbawić
publiczność.
Społeczeństwom jednak, jak widać, potrzebuje rozrywek prostych w formie i
nieskomplikowanych w treści. Organizatorzy, jak nie często bywa na tego typu
imprezach w naszym mieście, zadbali o to, aby nie dać gościom czasu na
zastanawianie się nad ideą łączenia zabaw i dyscyplin rodem z różnych kultur
i epok. Poszczególne punkty programu zgrabnie zapięto występami
artystycznymi, które w miarę upływu wieczoru miały coraz mniej wspólnego z
westernem i artyzmem, nie mniej ciągnęły ludzi do tańca i wspólnej zabawy.
Gentelmani w kapeluszach kowbojskich i ladys całkiem europejskie, we
wspólnych pląsach przetaczali się po parkiecie w namiocie biesiadnym
Miasteczka Country. Piwo lało się strumieniami, whiskey była tylko dla
wybranych. Szeryf, podkręcając wąsa, przechadzał się to tu, to tam,
poprawiając przypiętego u pasa śmiercionośnego kolta, płaszcz pałatkę i
gwizdek na skunksy.
Impreza spodobała mi się i nawet nazwa Festiwal Country jakoś pasuje mi do
wiejskich rozrywek, które zaproponowali organizatorzy. Było czysto,
higienicznie, bez dłużyzn i postojów, a przede wszystkim bezpiecznie. Zadbano
o toalety oraz o ich czystość nie tylko przed, ale i w trakcie imprezy.
Frekwencja dopisała. Bawili się dorośli i dzieci, ramię w ramię pląsali
seniorzy i nastolatki. Brawo organizatorzy.
Fotorelacja z imprezy: www.dtp-service.pl/dworzysko/