Dodaj do ulubionych

Śmierć Beksińskiego

IP: *.idea.pl 22.02.05, 20:35
Dlaczego jego syn popełnił samobójstwo?

--
forever

.
Obserwuj wątek
    • komentator44801 Re: Śmierć Beksińskiego 22.02.05, 21:06
      :)))))))))))))))))))))))))))))))))
      • Gość: nikt ? IP: *.attu.pl / 85.128.90.* 22.02.05, 21:09
        komentator44801 napisał:

        > :)))))))))))))))))))))))))))))))))

        A to co ma znaczyć?
        • komentator44801 Re: ? 22.02.05, 21:19
          Przepraszam. To moj kompleks. Usmiech byl w odpowiedzi na pytanie.

          Cenilem Beksinskiego i zdawalo mi sie ze ludzie wiedza kto on i "dlaczego"
          odszedl. Wytlumaczenie ponizej. Widac sie starzeje i zapominam ze nie wszyscy
          pamietaja "tamte czasy".
    • Gość: nikt Bo życie przestało mu się podobać. IP: *.attu.pl / 85.128.90.* 22.02.05, 21:08
    • komentator44801 Do Si 22.02.05, 21:08
      "Kocia łapa, stalowy pazur
      Neurochirurg krzyczy nienasycony
      U zatrutych wrót paranoi
      Schizofrenik 21 wieku"

      Trzydzieści lat temu zniekształcony głos Grega Lake'a obwieścił apokalipsę
      zaćpanemu światu słodko pogrążonemu w bezmiarze psychodelii. Powszechnie
      wiadomo, że choremu polepsza się tuż przed śmiercią. Niesamowity rozkwit
      artystyczny na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych był początkiem
      końca. This is the end, beautiful friend - śpiewał Jim Morrison i ochoczo
      podążył w ślady Janis Joplin i Jimiego Hendrixa. Niespełna dziesięć jesieni
      później słowom tym towarzyszyła szerokoekranowa eksplozja napalmu w wietnamskiej
      dżungli (Apocalypse Now, directed by Francis Ford Coppola), rozpoczęła się
      agonia świata.Opowieści z krypty przestały być zabawne. Wiem. Jednak żyjąc w
      trupiarni, trudno być równie radosnym jak Ziutek Słoneczko na plakacie pt:
      "Poranek naszej ojczyzny" (wide Piękni dwudziestoletni Marka Hłasko). Człowiek
      wychodzi na miasto i co widzi? Plakaty do filmu Carrie 2. To się nazywa
      artystyczna nekrofilia. Gnuśnych hollywoodzkich kretynów nie stać już na
      wymyślenie czegoś nowego. Kręcą więc remaki i rozćiągają prastare pomysły niczym
      kura smarki, żeby zbić trochę kasy na sprawdzonym tytule. Tylko patrzeć, aż ktoś
      zrobi Hamleta 2 (bo czemu nie?). Ta durna Ameryka wszystko pożre, przetrawi i
      wyrzyga. Zdaje się, że nawet kupili prawa do naszego Killera! Przed rokiem
      sprofanowali poczciwą japońską Godzillę, w dodatku przyprawiając napisy końcowe
      rapowaną wersją Kashmiru. Jimmi Page sprzedał dupę półgłówkom w przydużych
      szortach i rozsznurowanych trampkach. Podobnym smrodem jedzie z końcówki prawie
      każdego filmu (Event Horizon, Posse, a ostatnio Wild Wild West) - ale kretyński
      teledysk z udziałem aktualnej "gwiazdy" musi promować dzieło, bo szczeniaki nie
      pójdą do kina. W dodatku nie można nigdzie kupić płyt z właściwą muzyką filmową.
      Nowa moda to "music inspired by the movie", czyli zbiór koszmarnych piosenek w
      ogóle nie występujących w obrazie.Poza tym przemoc w przeciętnym "rozrywkowym"
      filmie osiągnęła apogeum. Żadnej sprawy na żadnym szczeblu nie da się załatwić
      bez kopania w szczękę i strzelania z pistoletów maszynowych. Nawet nowy Mesjasz
      rozwala komputerowych faryzeuszy, kumulując w sobie cechy Rambo i Bruce'a Lee
      (Matrix). W kick-boxingu chyba jedyna nadzieja na przyszłość wszechświata
      doczesnego i następnego: archanioły i diabły w Armii Boga też wbijają sobie
      wiarę do łba metodami wychowanków klasztoru Shaolin. Może w tym szaleństwie
      rzeczywiście jest metoda? Może warto się zapisać na kurs, żeby potem jednym
      kopem w skropiony tanią wodą kolońską tłusty tyłek posłać kogoś aż na Cypr?Tym
      czasem XX wiek dogorywa nawet nie skomląc. Nie ma już rozrywek ani sensu życia.
      Skończyło się kino (filmy durne i wtórne, publiczność chamska i nienażarta). W
      dodatku następny Bond podobno ma być Murzynem! Skończyła się telewizja (reklamy
      różnych elegancko opakowanych gówienek co chwila gwałcą nasze oczy i uszy).
      Skończyła się muzyka (łomoty, zgrzyty, bełkot). Moda przyprawia o dreszcz grozy
      i obrzydzenia (gwoździe w nosie). Niby-telewizyjne ekraniki podłączone do
      tajemniczych skrzynek nadzorują nasze życie. Całe zastępy zgarbionych i
      ślepnących człekokształtnych małp surfują po Internecie. Najkrótsza droga do
      ludzkiego serca (?) nie prowadzi już przez żołądek, ale przez komputer.
      Zostajemy w nim zredukowani do (dot-com) i zamknięci w cyberorzestrzeni, aż ktoś
      wciśnie klawisz enter, ponieważ "lubi czytać nasze listy". Nie ma już miłości.
      Przegrywa z techniką albo zoofilią. Skończyły się bezpieczne spacery po mieście
      i osiedlu (agresywne prymitywy bawią się w Stevena Seagala). Bloki mieszkalne
      zaczynają przypominać twierdze z domofonami i niedziałającymi zamkami cyfrowymi.
      Trędowaci sięgają po władze. The fate of all mankind is in the hands of fools,
      ostrzegł Greg Lake w Epitafium. Wygląda na to, że na zamku Karmazynowego Króla
      pracował wyjątkowo dobry astrolog...Nasienie śmierci, ślepa chciwośćGłodujące
      dzieci na żer poetówMoże nie liczyć na żadne spełnienieSchizofrenik 21 wieku
      ...Coż mogę jeszcze dodać? Spokojnie piętnowałem otaczający nas montypythonowski
      świat ostrzem sarkastycznej satyry, aż nagle ktoś, zwrócił mi uwage, że Monthy
      Python zmienił się w taniec śmierci (Everyone I love is dead). To prawda. Za
      bradzo zbliżyłem się do jądra ciemności, niczym półkownik Kurtz. Może przesadnie
      rozdzierałem szaty na forum swojej krypty. Może ogarnęła mnie typowa dekadencja
      końca stulecia. Ale niczego nie żałuję. Bywają sytuacje, w których niczym
      bohater opowiadania Roberta Gravesa - człowiek ma ochotę wrzasnąć. Najbardziej
      ze wszystkiego brzydzi mnie hipokryzja i zakłamanie. Wolę usłyszeć od kobiety
      brutalne "odpieprzze się" niż pokrętne teksty w rodzaju "kochanie, może byś tak
      sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi być
      pusty". Wolę, żeby mój wróg nie robił na innych dobrego wrażenia, powołując sie
      na przyjaźń, którą sam zdradził. Jeśli kogoś wkurzyłem swoim pisaniem, pewnie ma
      coś na sumieniu. Prawdziwa cnota kryty się nie boi. Nie ja piewrszy posłużyłem
      się skrawkami swojego życia w charakterze materii twórczej. Zrobił to Fish
      (Kayleigh, Incubus); Peter Hammill odprawił serię egzorcyzmów nad koncem pewnego
      związku realizując album Over, John Lennon ostro dołożył McCartneyowi w How do
      you sleep?; wspomniany wcześniej Fish wyrównał piosenką rachunki z dyrektorem
      EMI (Tongues); zaś Roger Waters wypruł sobie zgorzkniałe serce na płycie The
      Pros And Cons Of Hitchhiking (Po co przedłużać agonię? Każy musi umrzeć!) oraz
      krytycznie skomentował twórczość A.Lloyda Webbera w utworze It's A Miracle.
      Gdybym żył sto lat wcześniej i miał do czynienia z człowiekiem honoru, zamiast
      pióra wybrałbym pistolety o świcie. Choć podobno pióro tnie ostrzej od
      miecza...This is the end, my only friend. Opada kurtyna miłosierdzia na koniec
      XX wieku. Ktoś kiedyś bliski powtarzał, że zawsze może być gorzej. Mój ojciec
      mawia od czasów niepamiętnych, że ku gorszemu idzie. Jaką nadzieję co do
      przyszłości ludzkości może mieć człowiek, który weźmie pod uwagę doświadczenia
      ostatniego miiliona lat? - zastanawiał się kiedyś Kurt Vonnegut. I od razu sobie
      odpowiedział: Żadnej. Zatem nie pozostaje nic innego jak odwrócić się plecami do
      roku 2000 i niczym Panurg odejść, pierdnąwszy z wielkim wzburzeniem. Spójrzmy
      więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. Kruk Edgara Allana Poe.
      Zamek Karmazynowego Króla. 17 minuta Ech Pink Floyd. James Bond. Nights In White
      Satin The Moody Blues. Adagio Albinioniego. Kobieta Wąż (The Reptile) w kwietniu
      1970 roku - seans w sanockim kinie San, kiedy po raz pierwszy i ostatni bałem
      się na horrorze. Atom Heart Mother. Andante z Tria Es-dur Schuberta. Tom and
      Jerry. Coca-cola i ketchup. Rzygający grubas w Sensie życia wg Monthy Pythona.
      Czas apokalipsy. Drugi koncert Marillion w Gdańsku, gdy Fish śpiewał Lawendy
      "tylko" dla mnie i Anki. Clint Eastwood i scena z rondlem w westernie Joe Kidd.
      O fortuna - pierwsza pieśń z Carmina Burana Carla Orffa. Twin Peaks. Wizyta w
      Domu Kobiety Węża (Oakley Court pod Londynem). Wzruszenie, gdy przyszło mi
      zapowiedzieć koncert Petera Hammilla w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy
      14.10.1995. Miłość w czasach zarazy Marqueza. Lost Highway. Noc i poranek 31
      maja 1998...Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać.

      TOMASZ BEKSIŃSKI(1958-1999)
      • matysiak.m Do komentator44801 22.02.05, 22:37
        Czy to list Tomka Beksińskiego?
        To musiał być Ktoś. Wielbię go za Monty Pythona i parę innych rzeczy.
        Jesteśmy w tym samym wieku i myślę trochę jak on.
        Ciekawa jestem skąd masz ten jego tekst.

        Jak chcesz to odpisz
        MM
        • komentator44801 Re: Do komentator44801 22.02.05, 22:42
          To wystarczy wygooglowac. Tekst sie nazywal "Pora umierac" i byl opublikowany w
          Tylko Rocku. Jak juz wydali gazete i wszyscy czytali z szacunkiem dla buntu
          T.B,, to on odszedl naprawde. W kazdym razie ja pamietam, ze o jego smierci
          dowiedzialem sie z tydzien po przeczytaniu artykulu. Ale moze po prostu pozno
          sie dowiedzialem.
        • Gość: wacek Re: Do komentator44801 IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 23.02.05, 01:50
          Marcinie czy przypadkiem nie chodziles do I LO w miescie B.
      • Gość: crimson Trędowaci sięgają po władze.... IP: *.chello.pl 23.02.05, 00:24
        kto wie, do czego nawiązuje TB tym zdaniem? za dobrą odpowieź nagroda
        • Gość: Ye Re: Trędowaci sięgają po władze.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.02.05, 01:41
          Leper to po angielsku trędowaty...... Jakieś skojarzenia?
      • maksimum Re: Do Si- BEZNADZIEJNY TEKST PSYCHOLA 24.02.05, 04:44
        komentator44801 napisał:

        > "Kocia łapa, stalowy pazur
        > Neurochirurg krzyczy nienasycony
        > U zatrutych wrót paranoi
        > Schizofrenik 21 wieku"
        >
        > Trzydzieści lat temu zniekształcony głos Grega Lake'a obwieścił apokalipsę
        > zaćpanemu światu słodko pogrążonemu w bezmiarze psychodelii. Powszechnie
        > wiadomo, że choremu polepsza się tuż przed śmiercią. Niesamowity rozkwit
        > artystyczny na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych był
        początkie
        > m
        > końca. This is the end, beautiful friend - śpiewał Jim Morrison i ochoczo
        > podążył w ślady Janis Joplin i Jimiego Hendrixa. Niespełna dziesięć jesieni
        > później słowom tym towarzyszyła szerokoekranowa eksplozja napalmu w
        wietnamskie
        > j
        > dżungli (Apocalypse Now, directed by Francis Ford Coppola), rozpoczęła się
        > agonia świata.Opowieści z krypty przestały być zabawne. Wiem. Jednak żyjąc w
        > trupiarni, trudno być równie radosnym jak Ziutek Słoneczko na plakacie pt:
        > "Poranek naszej ojczyzny" (wide Piękni dwudziestoletni Marka Hłasko). Człowiek
        > wychodzi na miasto i co widzi? Plakaty do filmu Carrie 2. To się nazywa
        > artystyczna nekrofilia. Gnuśnych hollywoodzkich kretynów nie stać już na
        > wymyślenie czegoś nowego. Kręcą więc remaki i rozćiągają prastare pomysły
        niczym
        > kura smarki, żeby zbić trochę kasy na sprawdzonym tytule. Tylko patrzeć, aż
        ktoś
        > zrobi Hamleta 2 (bo czemu nie?). Ta durna Ameryka wszystko pożre, przetrawi i
        > wyrzyga. Zdaje się, że nawet kupili prawa do naszego Killera! Przed rokiem
        > sprofanowali poczciwą japońską Godzillę, w dodatku przyprawiając napisy
        końcowe
        > rapowaną wersją Kashmiru. Jimmi Page sprzedał dupę półgłówkom w przydużych
        > szortach i rozsznurowanych trampkach. Podobnym smrodem jedzie z końcówki
        prawie każdego filmu (Event Horizon, Posse, a ostatnio Wild Wild West) - ale
        kretyński
        > teledysk z udziałem aktualnej "gwiazdy" musi promować dzieło, bo szczeniaki
        nie pójdą do kina. W dodatku nie można nigdzie kupić płyt z właściwą muzyką
        filmową.
        > Nowa moda to "music inspired by the movie", czyli zbiór koszmarnych piosenek w
        > ogóle nie występujących w obrazie.Poza tym przemoc w przeciętnym "rozrywkowym"
        > filmie osiągnęła apogeum. Żadnej sprawy na żadnym szczeblu nie da się załatwić
        > bez kopania w szczękę i strzelania z pistoletów maszynowych. Nawet nowy
        Mesjasz
        > rozwala komputerowych faryzeuszy, kumulując w sobie cechy Rambo i Bruce'a Lee
        > (Matrix). W kick-boxingu chyba jedyna nadzieja na przyszłość wszechświata
        > doczesnego i następnego: archanioły i diabły w Armii Boga też wbijają sobie
        > wiarę do łba metodami wychowanków klasztoru Shaolin. Może w tym szaleństwie
        > rzeczywiście jest metoda? Może warto się zapisać na kurs, żeby potem jednym
        > kopem w skropiony tanią wodą kolońską tłusty tyłek posłać kogoś aż na Cypr?Tym
        > czasem XX wiek dogorywa nawet nie skomląc. Nie ma już rozrywek ani sensu
        życia.
        > Skończyło się kino (filmy durne i wtórne, publiczność chamska i nienażarta). W
        > dodatku następny Bond podobno ma być Murzynem! Skończyła się telewizja
        (reklamy
        > różnych elegancko opakowanych gówienek co chwila gwałcą nasze oczy i uszy).
        > Skończyła się muzyka (łomoty, zgrzyty, bełkot). Moda przyprawia o dreszcz
        grozy
        > i obrzydzenia (gwoździe w nosie). Niby-telewizyjne ekraniki podłączone do
        > tajemniczych skrzynek nadzorują nasze życie. Całe zastępy zgarbionych i
        > ślepnących człekokształtnych małp surfują po Internecie. Najkrótsza droga do
        > ludzkiego serca (?) nie prowadzi już przez żołądek, ale przez komputer.
        > Zostajemy w nim zredukowani do (dot-com) i zamknięci w cyberorzestrzeni, aż
        ktoś
        > wciśnie klawisz enter, ponieważ "lubi czytać nasze listy". Nie ma już miłości.
        > Przegrywa z techniką albo zoofilią. Skończyły się bezpieczne spacery po
        mieście
        > i osiedlu (agresywne prymitywy bawią się w Stevena Seagala). Bloki mieszkalne
        > zaczynają przypominać twierdze z domofonami i niedziałającymi zamkami
        cyfrowymi.
        > Trędowaci sięgają po władze. The fate of all mankind is in the hands of fools,
        > ostrzegł Greg Lake w Epitafium. Wygląda na to, że na zamku Karmazynowego Króla
        > pracował wyjątkowo dobry astrolog...Nasienie śmierci, ślepa chciwośćGłodujące
        > dzieci na żer poetówMoże nie liczyć na żadne spełnienieSchizofrenik 21 wieku
        > ...Coż mogę jeszcze dodać? Spokojnie piętnowałem otaczający nas
        montypythonowski
        > świat ostrzem sarkastycznej satyry, aż nagle ktoś, zwrócił mi uwage, że Monthy
        > Python zmienił się w taniec śmierci (Everyone I love is dead). To prawda. Za
        > bradzo zbliżyłem się do jądra ciemności, niczym półkownik Kurtz. Może
        przesadnie
        > rozdzierałem szaty na forum swojej krypty. Może ogarnęła mnie typowa
        dekadencja
        > końca stulecia. Ale niczego nie żałuję. Bywają sytuacje, w których niczym
        > bohater opowiadania Roberta Gravesa - człowiek ma ochotę wrzasnąć. Najbardziej
        > ze wszystkiego brzydzi mnie hipokryzja i zakłamanie. Wolę usłyszeć od kobiety
        > brutalne "odpieprzze się" niż pokrętne teksty w rodzaju "kochanie, może byś
        tak sprawdził, czy cię nie ma w drugim pokoju, i został tam, bo pokój nie lubi
        być pusty". Wolę, żeby mój wróg nie robił na innych dobrego wrażenia, powołując
        sie na przyjaźń, którą sam zdradził. Jeśli kogoś wkurzyłem swoim pisaniem,
        pewnie ma
        > coś na sumieniu. Prawdziwa cnota kryty się nie boi. Nie ja piewrszy posłużyłem
        > się skrawkami swojego życia w charakterze materii twórczej. Zrobił to Fish
        > (Kayleigh, Incubus); Peter Hammill odprawił serię egzorcyzmów nad koncem
        pewnego
        > związku realizując album Over, John Lennon ostro dołożył McCartneyowi w How do
        > you sleep?; wspomniany wcześniej Fish wyrównał piosenką rachunki z dyrektorem
        > EMI (Tongues); zaś Roger Waters wypruł sobie zgorzkniałe serce na płycie The
        > Pros And Cons Of Hitchhiking (Po co przedłużać agonię? Każy musi umrzeć!) oraz
        > krytycznie skomentował twórczość A.Lloyda Webbera w utworze It's A Miracle.
        > Gdybym żył sto lat wcześniej i miał do czynienia z człowiekiem honoru, zamiast
        > pióra wybrałbym pistolety o świcie. Choć podobno pióro tnie ostrzej od
        > miecza...This is the end, my only friend. Opada kurtyna miłosierdzia na koniec
        > XX wieku. Ktoś kiedyś bliski powtarzał, że zawsze może być gorzej. Mój ojciec
        > mawia od czasów niepamiętnych, że ku gorszemu idzie. Jaką nadzieję co do
        > przyszłości ludzkości może mieć człowiek, który weźmie pod uwagę doświadczenia
        > ostatniego miiliona lat? - zastanawiał się kiedyś Kurt Vonnegut. I od razu
        sobie
        > odpowiedział: Żadnej. Zatem nie pozostaje nic innego jak odwrócić się plecami
        do roku 2000 i niczym Panurg odejść, pierdnąwszy z wielkim wzburzeniem. Spójrzmy
        > więc wstecz i wspomnijmy to, dla czego warto było żyć. Kruk Edgara Allana Poe.
        > Zamek Karmazynowego Króla. 17 minuta Ech Pink Floyd. James Bond. Nights In
        White Satin The Moody Blues. Adagio Albinioniego. Kobieta Wąż (The Reptile) w
        kwietniu
        > 1970 roku - seans w sanockim kinie San, kiedy po raz pierwszy i ostatni bałem
        > się na horrorze. Atom Heart Mother. Andante z Tria Es-dur Schuberta. Tom and
        > Jerry. Coca-cola i ketchup. Rzygający grubas w Sensie życia wg Monthy Pythona.
        > Czas apokalipsy. Drugi koncert Marillion w Gdańsku, gdy Fish śpiewał Lawendy
        > "tylko" dla mnie i Anki. Clint Eastwood i scena z rondlem w westernie Joe
        Kidd.
        > O fortuna - pierwsza pieśń z Carmina Burana Carla Orffa. Twin Peaks. Wizyta w
        > Domu Kobiety Węża (Oakley Court pod Londynem). Wzruszenie, gdy przyszło mi
        > zapowiedzieć koncert Petera Hammilla w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy
        > 14.10.1995. Miłość w czasach zarazy Marqueza. Lost Highway. Noc i poranek
        • Gość: ela Re: Do Si- BEZNADZIEJNY TEKST PSYCHOLA IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 24.02.05, 09:47
          To poczytajcie tu o Tomaszu Beksińskim - miał człowiek problem ...... z życiem

          www.modrzew.stopklatka.pl/tomek.html
          • cereusfoto Tomek - tragiczny człowiek 25.02.05, 12:18
            Wczoraj przeczytałam prawie wszystko co było możliwe do przeczytania na temat
            Tomka w internecie...A było o czym poczytać. Nie przypuszczałam, że to był tak
            skomplikowany człowiek. Pamiętam z tych tekstów wiele, ale jedno jego
            stwierdzenie utkwiło mi szczególnie w pamięci: " urodziłem się o 100 lat za
            późno"...Kolejny przykład człowieka, który znalazł się w niewłaściwym miejscu o
            niewłaściwej porze.
    • Gość: hmmm Re: Śmierć Beksińskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.05, 18:42
      Wielka strata dla poslkiej sztuki.
      kto nie widział musi wejść na rewelacyjną strone Pana Beksińskiego

      www.beksinski.pl
      • Gość: architekt Re: Śmierć Beksińskiego IP: *.acn.waw.pl 25.02.05, 08:28
        szkoda, ze nie zostal architektem, moze to wszystko potoczylo by sie inaczej..:
        (((

        a prace ZB mozna obejrzec na stronie
        www.gnosis.art.pl/iluminatornia/sztuka_o_inspiracji/zdzislaw_beksinski/zdzislaw_beksinski.htm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka