Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 02:14 Podchody Trzeci czynnik ma charakter religijny. Jest to relacja między ludem ongiś wybranym a Bogiem, będąca tajemnicą. Niestety, wiele wskazuje, że wyraża się ona niejawnie w postaci nienawiści do Krzyża, do Chrystusa Pana i jego Najświętszej Matki. Centralne Siły Polityczne zagospodarowują te wszystkie czynniki i atakują Kościół bez pardonu – wprost lub pod pozorem dobra, przebiegle lub nawet pozornie przyjacielsko - praktycznie we wszystkich dziedzinach życia, szczególnie zaś na polu wiary, moralności i sprawiedliwości społecznej. Ci, którzy próbują zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo, są określani jako antysemici, ksenofobowie, zwolennicy spiskowej teorii dziejów. Na przełomie tysiącleci ludzie cywilizacji żydowskiej próbują sięgnąć po władzę nad światem, poczynając od Europy, wykorzenionej z dziedzictwa personalistycznej cywilizacji łacińskiej, a w konsekwencji ze społecznego wymiaru chrześcijaństwa, to znaczy z Prawa Naturalnego i z patriotyzmu. Docelowo ma dojść do wykorzenienia z Dekalogu i przykazania miłości Boga i bliźniego w diasporze. Trzeba zapobiec katastrofie, którą będzie powołanie totalitarnego superpaństwa europejskiego, przećwiczonego na przykładzie ZSRR. Głównym celem tego superpaństwa będzie tzw. ostateczne rozwiązanie kwestii Kościoła, czyli eksterminacja duchowieństwa i wiernych świeckich, którzy nie pójdą na współpracę, tak jak to opisuje w swojej wizji przytoczony wyżej Benson. O powrót do przemyśleń Jedyny sposób, który daje szansę z Bożą pomocą zapobieżenia tej katastrofie, to mozolna, spokojna, kompetentna praca nad odbudowaniem państwa cywilizacji łacińskiej. Z wielu względów szansa na ten sukces jest w Polsce wielokrotnie większa niż gdziekolwiek indziej, bo Polska jest Bogiem silna. Wszystko to, co powiedziane wyżej jest potrzebne, ponieważ na razie Polacy bronią się chaotycznie, głównie w oparciu o Prawo Naturalne. Jednakże pełni kompleksów, nie znający od dwóch już pokoleń historii Kościoła, której nieznajomość jest nieznajomością historii powszechnej, są narażeni na powtórkę dramatu Zawiszy Czarnego, uderzającego z przerażeniem i rozpaczą w tarcze, opatrzone znakiem Krzyża – na dramat zrozumienia, że należy bezwarunkowo odrzucić Projekt Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europ”. Klucze do odbudowy państwa cywilizacji łacińskiej leżą w Kościele. Cywilizacja żydowska funkcjonuje na różnych polach ideologii - jak socjalkomunizm, socjaldemokracja a dziś socjalliberalizm. Zatruwa ludzkość, proponując podstępnie utopię - życie tak, jakby Boga nie było, a człowiek nie musiał pracować. To oznacza w najbliższej perspektywie katastrofę moralną i egzystencjalną. Jedność wokół czego albo kogo? Ekumenizm jest pojęciem operatorowym, wspólnota wszystkich religii dla samej wspólnoty stanowi iluzję, którą demaskuje nieuchronna mieszanka cywilizacyjna, naruszająca sam rdzeń osoby - jej jednoznaczność, tożsamość i powtarzalność - bez względu na okoliczności. Ekumenizm ma sens tylko jako spotkanie ludzi na gruncie Prawa Naturalnego, takich którzy skłaniają się ku byciu osobami. Z chwilą, kiedy w zgromadzeniu przedstawicieli różnych cywilizacji każdy zechce narzucić wszystkim pozostałym choćby maleńki ułamek swojej własnej cywilizacji, powstaje zamęt, a w ślad za nim rozpad całej wspólnoty, będącej destrukcyjną mieszanką cywilizacyjną. Jest sprawą poza dyskusją, że wiemy o Bogu tylko tyle, ile nam zechciał o Sobie powiedzieć, czyli tylko tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć. Ale to co powiedział, musimy rzetelnie przekazywać jako depozyt wiary. Możliwa jest tylko jedna jedność - wokół Ewangelii, Prawa Naturalnego, Tradycji, a w szczególności całego społecznego doświadczenia Kościoła - budującego i broniącego personalistyczną cywilizację łacińską na fundamencie starożytnej, personalistycznej cywilizacji rzymskiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 02:15 Język i logika wiary Język polski wyróżnia wśród innych języków nowożytnych fakt, że podmiot jest umieszczany w zdaniu na pierwszym miejscu, a przymiotniki go określające w drugiej kolejności. Jest to typowo personalistyczna cecha języka, wywodząca się od osoby, która po rycersku staje zawsze z podniesioną przyłbicą do dialogu, a w razie potrzeby do walki w obronie słabszych lub samej siebie. Taka składnia rozciąga się konsekwentnie na wszystkie pozostałe podmioty i przedmioty. Inaczej mówiąc, podmiot ani się nie ukrywa za jego określeniami, ani ich nie używa do podstępnego wprowadzania siebie na pierwszy plan, ani też nie reklamuje się jako towar. Takie jest bezpośrednie dziedzictwo języka łacińskiego. Jeszcze inaczej mówiąc – podmiot rządzi składnią, a więc i myślą ludzką i jej wymianą z innymi osobami. Swoisty ekumenizm języków zamącił przekaz Prawa Naturalnego między ludami i narodami, uprzywilejował aprioryzm w kreowaniu myśli ludzkiej, i co bardzo ważne - utrudnił odczytywanie przekazu dziedzictwa cywilizacji łacińskiej w Europie. Takie skutki spowodowało otwarcie się tego dziedzictwa na świat, zamiast wyjścia naprzeciw światu. Troska o własną tożsamość, czyli o postawę personalistyczną czyni wiarygodnymi pojęcia miłości Boga i bliźniego. Z przykrością trzeba stwierdzić np. wprowadzanie na siłę pojęcia tolerancji do szkół podstawowych, jako obiegowego hasła operatorowego, pod które każda władza może podłożyć w przyszłości dorosłemu już człowiekowi to, co zechce. Zdumiewający jest fakt spontanicznego szerzenia się określenia dobry Bóg. Zgodnie z tradycją języka podmiotu, jakim jest język cywilizacji personalistycznej, określenie dobry oznacza, że należy ono do ciągu par określeń, przeciwstawnych ze względu na cechy. Cecha alternatywą jest tu zły, czyli w domyśle – promocja poglądów Persów o współistnieniu dwóch bogów -– światła i ciemności. Kościół naucza, że Bóg posiada przymioty, które poznajemy, wymieniamy i przywołujemy po przyjęciu aktu wiary, że Bóg jest Jeden w Trzech Osobach Boskich. Logika składni personalistycznej jest żelazna – gdy badamy prawdziwość zdania, zaczynamy najpierw od badania naszej wiedzy o istnieniu podmiotu, a dopiero następnie badamy prawdziwość poszczególnych określeń podmiotu, związków między nimi. Taka logika personalistycznej składni języka spowodowała, że silniki tej cywilizacji oparte na abstrakcji (umartwieniu ducha) i ascezie (umartwieniu ciała) otworzyły przed człowiekiem drogę do poznawania niezbywalnej prawdy o Bogu jako przyczynie i celu każdego z nas. Dlaczego takie rozważania? Potrzeba takich rozważań, które są tylko przypomnieniem spraw w zasadzie znanych, jest oczywista. Niepokój, który ogrania naród, jest coraz silniejszy - wiadomo, że gdzieś dzwonią, ale nie wiadomo gdzie. To dzwonienie to głos Prawa Naturalnego słabo uświadomiony, bo zagłuszany przez media, lęk przed utratą egzystencji, przed niepewnością jutra, a w końcu nowe, masowe zjawisko – poczucie bycia człowiekiem zbędnym, niepotrzebnym Polsce i Polakom. Boimy się powrotu socjlakomunizmu, ale nie rozumiemy, że on właśnie trwa i rozwija się jako socjalliberalizm i realizuje zapowiadane przez ideologów marksizmu- leninizmu obumieranie państwa jako aparatu ucisku Obumieranie wiąże się z pojęciem bakterii i ich toksyn. Bakterie ideologii komunistycznej mają się znakomicie za parawanem grubej kreski, a ich toksyny po dzień dzisiejszy zatruwają polskie umysły i dusze. Powtarzam pytanie: Czy można zrozumieć historię powszechną oraz historię Polski bez znajomości historii Kościoła? Czy można skutecznie walczyć o prawo do życia dzieci nienarodzonych, osób starszych i ciężko chorych, o prawo do pracy i dachu nad głową - bez nauki podstaw etyki katolickiej? Czy dziwi nas, że w tej sytuacji katolicka nauka społeczna nie interesuje młodzieży, że jest nieznana ogółowi narodu, ale za to jest wykorzystywana manipulacyjne przez CSP? Skąd czerpać - po ludzku rzecz biorąc - nadzieję, że Polacy się zjednoczą, skoro nie wiedzą wokół czego mają się jednoczyć? Nie ma nawet dialogu wokół obowiązującej postaci Godła Rzeczpospolitej, bo pogodziliśmy się z kradzieżą krzyża z korony Orła w dniu 13 grudnia 1927 r., z rozerwaniem jego korony i unieruchomieniem jego skrzydeł przez pięcioramienne gwiazdki. Którędy do wnętrza Kościoła? Intelektualizm Żydów wzdragał się przed przyjęciem ascezy jako praktyki ewangelicznej, za tym poszło zlekceważenie także Prawa Naturalnego. Pozostało tylko przekonanie o swoim bezwarunkowym wybraństwie, odseparowanie się od narodów i nienawiść do Chrystusa Pana, skrzętnie ukrywana przed światem po dzień dzisiejszy. Nie wiadomo dokładnie, dlaczego właśnie akurat w czasach nowożytnych część Żydów oderwała się od mozaizmu w kierunku ateizmu, tworząc teoretycznie i praktycznie tzw. żydokomunę - fundament pod ustrój ZSRR. Wybraństwo odtworzyło się w ideologiach ateistycznych - socjalkomunizmu, socjaldemokracji i socjalliberalizmu. Na ich pobrzeżach pojawiły się liczne prądy intelektualne o charakterze apriorycznym, przenikające do wnętrza Kościoła, jak np. tzw. chrześcijańska demokracja. Trudno nie zauważyć, że narodziła się ideologia opanowania Kościoła od wewnątrz metodą wypierania personalizmu przez gromadnościowość a zatem odpowiedzialności osobistej przez powszechną anonimowość. Na terenie świeckim oznacza to walkę z cywilizacją łacińską, a więc likwidację społecznego wymiaru Kościoła, zadanego przez Prawo Naturalne, i zredukowania go do diaspory, a w konsekwencji do roli głosu w dyskusji. Walka w obronie Kościoła jest dziś walką o odbudowę personalizmu w całym przekroju społecznym, we wszystkich dziedzinach życia. Będzie ona skuteczna tylko wtedy, gdy będzie równocześnie walką o odbudowę państwa cywilizacji łacińskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 02:16 Ludzie czy ideologia Uganianie się za teczkami to paradoksalnie – najmocniejszy, jak dotąd, zryw w kierunku odbudowy personalizmu. Jednak do tej odbudowy nigdy nie dojdzie, jeżeli nie pozbędziemy się toksyn ideologii gromadnościowej, wyhodowanej na skrzyżowaniu cywilizacji żydowskiej i bizantyńskiej (o kulturze niemieckiej). Ocena setek tysięcy ludzi musi brać pod uwagę, że wszystko to było ideowo i politycznie dziełem wąskiej grupy polityków - obywateli polskich, z reguły o zmienionych nazwiskach i uproszczonych życiorysach. Politycy ci przyjechali z taborami Armii Czerwonej. Do nich dołączyli ideologowie, ci, których uratowali - często za cenę życia - Polacy. Między nimi przewijali się obywatele polscy opcji niemieckiej, którzy szybko przechodzili od orientacji na III Rzeszę, do orientacji na członkostwo w PZPR. W ten sposób Pakt Ribbentrop - Mołotow miał szansę dalszej realizacji. Nowo sformowana ekipa antypolska bez wysiłku orzekała i wykonywała wyroki śmierci na patriotach polskich, pod zarzutem rzekomej kolaboracji z okupantem niemieckim. Po zerwaniu koalicji antyniemieckiej fałszywe oskarżenia o kolaborację zostały rozszerzone na państwa zza żelaznej kurtyny. Rozstrzygając ludzie czy ideologia, przypomnijmy modlitwę Kornela Ujejskiego, który pod wrażeniem rzezi galicyjskiej, sprowokowanej przez Austriaków, prosił : rękę karz, nie ślepy miecz!. Uwaga na „ postęp i rozwój”! To, co sprzyjało funkcjonowaniu sumienia i Prawa Naturalnego – zaczyna znikać dla współczesnego człowieka, dlatego przypomnijmy co należy. Poczucie sprawiedliwości jest nam potrzebne, aby odczuwać niepokój przy pełnym stole, gdy inni głodują. Potrzeba umiarkowania powinna obronić nasze gospodarstwa wiejskie przed mirażem złotodajnych ferm i realnym bankructwem. Dar roztropności powinien nas ostrzec przed watahami zagranicznych oszustów i lichwiarzy. Cnota męstwa przyda nam się bardzo, gdy nie znający granic wiatr przywieje nam z zagranicy pyłki genetycznie zmodyfikowanych roślin, a właściciele pól eksperymentalnych będą nas ciągać po sądach za rzekomą kradzież. Ale Polska, dzięki swojej rzekomej zaściankowości, dzięki swojemu bogactwu wiary i zdrowej ziemi ojczystej - nie musi bać się grozy powszechnej śmierci ciała i duszy, jeżeli tylko oddali hypnotyzerów spod znaku ideologii, zwalczającej Boga w umyśle i sercu człowieka. Bodźcem do tej walki niech będzie dla nas dobro innych narodów, znajdujących się w znacznie gorszej sytuacji. Bądźmy dla nich – jako naród i jako państwo – wzorem cywilizacji łacińskiej, znanej z harmonii ufnej modlitwy i rzetelnej pracy – chociażby w pocie czoła! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: woj Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.05, 10:41 Nazwa Instytutu Pamieci Narodowej - zgodna z ustawą o jego powołaniu - pozostaje w głębokiej sprzeczności z rzeczywistym jego funkcjonowaniem. Przekonać się o tym nie trudno; czy to poprzez ocenę dorobku instytutu, jego publikacji, czy chociażby poprzez stosunek instytutu do spraw narodowych, a szczegolnie w kwestii opracowań dotyczących narodowego antykomunistycznego podziemia. Tą haniebną sprawą zajmę się jednak osobno. W niniejszym artykule ograniczę się tylko do oceny IPN dokonanej w książce Wiktora Poliszczuka “Gorzka prawda - cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa”, Toronto 2004. Ocena ta jest o tyle ciekawa, że Poliszczuk jako Ukrainiec zamieszkały na dodatek w Kanadzie - dokonuje jej z zewnątrz. Ksiązka dr. Poliszczuka składa się niejako z dwóch cześci. Pierwsza dotyka istoty nacjonalizmu ukraińskiego i ludobójczej działalności OUN-UPA. Druga – autobiograficzna bardziej - dotyczy warsztatu, publikacji autora, jak też procesu odradzania się nacjonalizmu ukraińskiego w Polsce i na Ukrainie. Dokumentuje przy tym zmagania autora z polskim IPN i zakłamaniami polskiej historii - uprawianymi przez niektórych jego urzędników. Grzegorz Motyka z IPN w indeksie nazwisk książki Poliszczuka występuje aż na 71 stronach. Przyjrzyjmy się zatem niektórym chociaż konkretnym zarzutom w stosunku do niego. W referacie “Polskie podziemie w poludniowo-wschodnich powiatach dzisiejszej Polski w latach 1939-1946” - Motyka zarzuca polskiemu podziemiu mordowanie Ukraińców! Stosuje przy tym terminologię nie historyka lecz nacjonalisty ukraińskiego. Polskie podziemię nie wykonywało bowiem wyroków na Ukraińcach jako takich, lecz na kolaborantach niemieckich OUN-UPA-SKW. Motyka kreśli przy tym mit jakoby Polacy z Ukraińcami w czymś się nie zgadzali i w rezultacie wzajemnie mordowali... Jest w takim stawianiu sprawy wyraźne zaangażowanie polityczne – niedozwolone historykowi. Jest też formułowanie ocen nie potwierdzonych faktami, nieścisłość w terminologii, a nade wszystko brak elementarnej logiki. (210) Czy chodzi tu jednak napewno o brak logiki a nie świadomy brak dobrej woli? Można mieć wątpliwości. Motyka zarzuca bowiem Polakom udział w masowych niemieckich akcjach karnych np. wieś Malin w łuckim (624 zabitych Czechów i 124 Ukraińców) i wieś Tuliczów w rejonie turzyńskium gdzie zginęło jakoby ponad tysiąc osób – starców przede wszystkim i dzieci. Tymczasem co do Malina przeczą temu zeznaia czeskich świadków, które Motyka uparcie pomija. Według nich wśród pacyfikujących był tylko jeden policjant niemiecki o polsko-brzmiącym nazwisku: Martin Levandowsky. Natomiast odnośnie Tuliczowa Poliszczuk posiada obszerne zeznania nacjonalisty ukraińskiego zaprzeczające rzekomej masakrze. U Grzegorza Motyki Polacy występują nawet na pierwszym miejscu; według niego to Polacy i Niemcy wymordowali Czechów. Dziwić może, że przyjmuje tu wersję podrzuconą przez upowca, który dla poprawy obrazu UPA jest zainteresowany robieniem z Polaków morderców. (227) W 60 rocznicę mordów wołyńskich - Motyka z Machcewiczem napisał obszerny artykuł w którym dwie trzecie objętości stanowił mord na Żydach w Jedwabnem, a tylko jedna trzecia dotyczyła zbrodni wołyńskich. Zrównali w ten sposób Polaków z mordercami z UPA. (274) Jakże inne jest postępowanie IPN-u odnośnie zbrodni dokonywanych na Polakach. Poliszczuk przytacza przykład braku zainteresowania instytutu - dokumentami dotyczącymi udziału nacjonalistów ukraińskich w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Natomiast w periodyku IPN „Pamięć i sprawiedliwość” – Motyka takiemu udziałowi nawet zaprzecza! (256) Niezależnie od „badania” przez IPN historii Polski – instytut pełni też rolę edukacyjną poprzez przygotowywanie materiałow do nauczania. Tymczasem te materiały są często najzwyklejszym zakłamywaniem historii. Nieprawdą jest już sam konflikt polsko-ukraiński; wyrzynanie bowiem bezbronnej, cywilnej ludności wraz z dziećmi przez OUN-UPA - nie jest walką tylko ludobójstwem, a strona polska jeśli się broniła - nie była w stanie konfliktu i walki, lecz w stanie obrony. (251) Zakłamywania idą też w kierunku przedstawiania upowskich działań na terenie Polski jako antykomunistycznej walki. Tymczasem miały one na celu oderwanie od niej ziem wschodnich. Takim samym celom służy teraz zresztą - kreowanie przez tego speca z IPN do spraw ukraińskich i jego szefa Machcewicza nowego pojęcia „Ukraińców wypędzonych”. Chodzi tu naturalnie o akcję ”Wisła”. Tymczasem nie były to „wysiedlenia” tylko „przesiedlenia” i były jedynym sposobem na ukrócenie banderowskich zbrodni. Motyka, Stryjek, Machcewicz idą noga w nogę z nacjonalistami ukraińskimi- stwierdza Poliszczuk w swej najnowszej ksiazce. Posługują się kłamstwem i manipulacją. Uogólniają pojedyńcze fakty, lub tworzą całkiem nowe. Szczególnym tupetem odznacza się jednak Motyka. W swej książce pt. „Tak było w Bieszczadach” nie zawahał się sfałszować tekst „Dekalogu” nacjonalizmu ukraińskiego z podaniem jednak prawdziwego żródła.(270) „Swoją książkę zaopatrzył w motto Andrzeja Olszańskiego o cerkwi łemkowskiej. Nie jest moim zamiarem wróżenie z fusów ani sugerowanie czegoś, ale zdecydowana obrona nacjonalizmu ukraińskiego uprawiana przez G. Motykę i A. Olszańskiego sama nasuwa mi myśl: czy pierwszy z nich nie jest bliższym lub dalszym potomkiem Mykoły Motyky, a drugi Wołodymira Olszańskiego, o ktorych pisze Petro Mirczuk w swej "Historii OUN" w kontekście działań OUN w Polsce". (267 cyt. za Poliszczuk) Biorac caloksztalt działalnosci Motyki w IPN, można potwierdzić tezę o agenturalnej działalności tegoż urzędnika. Książka Poliszczuka mogłaby służyć zatem za cenny materiał dowodowy w ewentualnym procesie sądowym. Jaki pan taki kram – chciałoby się powiedzieć o IPN Kieresa bo poczynając od sprawy Jedwabnego poprzez sprawę KL Warschaw i narodowego podziemia, a kończąc na ochronie komunistycznych przestępców, prania brudnych charakterów, czy wreszcie służalczości w stosunku do wrogich Polsce ośrodków propagandy i przeróżnych politycznych nacisków – IPN nie wygląda najlepiej. Tak samo zresztą i Polska. Wojciech Kozlowski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: norrys Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.chello.pl 24.05.05, 10:29 Problem z IPN-em jest oczywisty. Funkcjonuje w innym celu niż został powołany i realizuje doraźne cele polityczne (i osobiste jego "gwiazdorów"). I nie jest istotne czy są to cele czerwonych, białych, czarnych czy tęczowych, istotne jest to, że zawsze będzie dla takich celów działać wywołując różne, niekoniecznie pożądane reakcje społeczne. Takich reakcji oczywiście by nie było (a przynajmniej nie w takim nasileniu) gdyby IPN prezentował TYLKO prawdę historyczną, bez kierunkujących komentarzy. Pisałem już na tym forum o 'grubej kresce' Hiszpanów, którzy przeżyli wojnę domową - nie będę tego powtarzać. W Polsce się tego nie doczekamy nawet gdyby rozwiązano tę chorą instytucję jaką jest IPN, bo i nasza klasa polityczna jest chora, a i społeczeństwo na nią głosujące nie prezentuje się najlepiej. Nie dziwię się, że WIĘKSZOŚĆ młodych ludzi chce z Polski emigrować. A szkoda... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.05, 13:46 IPN UWIKŁANY W ZBRODNIĘ LUDOBÓJSTWA Osoba ukrywająca mordercę staje się automatycznie wspólnikiem zbrodni. Przez analogię również zbrodnią jest haniebny proceder fałszowania historii – tym bardziej jeśli przedmiotem fałszowanej historii jest ludobójstwo. A oto kilka przykładów: Stanisław Biernacki - niegdysiejszy sekretarz POP PZPR d/s ideologicznych w Ministerstwie Sprawiedliwości – wyróżniony został za swą przeszłość funkcją historyka IPN w „odrodzonej” Polsce. W czasie pełnienia tej funkcji - zanegował istnienie KL Warschau – wracając tym samym do staropartyjnej komunistycznej linii, a na dodatek spowodował rozwiązanie Warszawskiej Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Natomiast na konferencji historyków w Brukseli obniżył straty biologiczne poniesione przez Polskę w czasie II Wojny Światowej o połowe. Krystyna Smardzewska - zatrudniona w IPN pomimo braku odpowiednich kwalifikacji - z dokumentacji przygotowanej do prokuratury niemieckiej usunęła: rozkaz Himmlera z 31 lipca 1942 na podstawie którego polscy patrioci traceni byli w KL Warschau, protokół Norymberski w części stwierdzającej funkcjonowanie obozu, ekspertyzę biegłych dotyczącą komór gazowych. Stanisław Kaniewski – były prokurator stalinowski („zasłużony” prowadzeniem procesu Prymasa Tysiąclecia) – zastępca dyrektora d/s śledczych IPN w „odrodzonej” Polsce (córka zamieszkała na stałe w Niemczech); pracując w IPN zażądał od innego sędziego - niewysyłania do prokuratury niemieckiej rozkazu Himmlera z 16 lutego 1943 oraz protokółu przesłuchania dowódcy SS Geibla. Po napotkanej odmowie odłożył śledztwo na dwa lata. Nie dopuścił do przyjazdu niemieckich prokuratorów. Blokował przesłanie materiałów do prokuratury niemieckiej. Polecił wyłączyć z akt akta egzekucji ulicznych i doprowadził do ich zniszczenia - trzymając na balkonie w niedomkniętej szafie, a były tam akta egzekucji w sprawach w których toczyły się w Niemczech śledztwa. W tym czasie zginęły zeznania świadków z okresu powojennego na temat obozu. Wypaczył stan wiedzy na temat obozu i doprowadził do umorzenia śledztwa bez wiedzy i zgody sędziego prowadzącego. Ryszard Walczak – były pracownik Akademii Nauk Społecznych KC PZPR – jako dyrektor IPN wszystko to akceptował. Sam z kolei forsował stanowisko, że to Polacy prześladowali Niemców w tymże obozie po wojnie. Nowe kierownictwo z panem Kieresem i Kuleszą na czele wyraźnie utrzymuje profil oskarżania przez IPN narodu polskiego. Odnośnie KL Warschau nie słychać aby naprawiło dokonane fałszerstwa zgodnie ze znaną Uchwałą Sejmu poprzedniej kadencji. Mało tego, z książki sędzi Marii Trzcińskiej wynika, że fałszerstwa dokonywane są dalej. Cytuję str. 107: „Jest rzeczą wysoce niepokojącą, że w IPN mogło dojść do zmyślenia cytatu, włożenia w usta świadka treści, której nie powiedział, a następnie przekazanie takiej dezinformacji do najwyższego organu, Sejmu, jako „dowodu” na niekorzyść w sprawie!” Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ender Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 15:30 Przepraszam czy jesteś może z "Młodzieży Wszechpolskiej, LPR, a może od o. Rydzyka? A teraz na poważnie: bardzo wysoko oceniam działalnośc IPN-u i nawet wpadka z "Listą Wildsteina" i sprawa ojca Hejmy nie zmienią moje wyskoiej oceny prof. Kieresa zarówno jako osoby na powaznym stanowisku i jako człowieka. Poza tym: jezeli oczekujemy jakiegoś aktu ekspiacji np. od Rosji za Katyń cz 39r. to sami musimy też uderzyć się w piersi kiedy trzeba. Standardy które chcemy by ktoś inny respektował musimy sami pzryjmować. Przykładem niech bedzie zbrodnia a Jedwabnem-wiadomo że Polacy przyłożyli wtedy do niej ręke w jakimś stopniu i powinno to budzić nasz wstyd i chęć ujawnienia, a nie krycia pod dywan. Tylko jawnośc i akceptacjia i żal pozwolą zmyć te nieliczne plamy a wartosci którą jako naród cenimy sobie szczególnie-na honorze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olga Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.eranet.pl 28.05.05, 01:29 negatywnie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:02 Prof. Kieres stwierdził, że wszystkie decyzje IPN odnośnie ujawniania agentury są przez niego kontrolowane, przyjąć więc należy, iż jest on odpowiedzialny za nowe pomysły Instytutu w dziele ochrony agentury. Poniżej przytaczamy dwa przykłady radosnej twórczości prof. Kieresa, który agentów będzie chronił jak niepodległości, no chyba że będą nimi Niezabitowska, oj. Hermo albo Koziołek Matołek. Szerokie możliwości interpretacyjne stwarza art. 32 ust. l ustawy, stwierdzający, iż pokrzywdzonego można poinformować o osobach go rozpracowujących i nań donoszących „..., jeżeli można je jednoznacznie określić na podstawie dokumentów danego organu bezpieczeństwa. Przepis ten stosuje się również do innych osób, które denuncjowały pokrzywdzonego." A zatem nie potrzebna jest już cezura roku 1983, co więcej, można chronić wszystkich agentów, wystarczy tylko stwierdzić, iż nie można ich „jednoznacznie określić”. I ta już po dwu latach oczekiwania IPN poinformował jedną z poszkodowanych, iż „nie odnaleziono dokumentów, które pozwoliłyby na jednoznaczną identyfikację współpracowników: „GK", „Kułak" i „Ramzes". Mimo że „W dzienniku archiwalnym teczek personalnych i wyeliminowanej agentury Wydziału „C" SUSW odnaleziono 1 kartę o treści ps. "Ramzes" wraz ze wskazaniem ówczesnego nr archiwalnego akt osoby kryjącej się pod ww. pseudonimem. Akt dotyczących tej sprawy czyli teczki osobowej oraz teczki pracy współpracownika brak w zasobie IPN i nie jest możliwe dokonanie sprawdzeń, czy ten współpracownik składał doniesienia w sprawie o kryptonimie „Antyk". A więc już wiemy, że IPN ujawniłby TW tylko w wypadku zachowania jego pełnej teczki osobowej oraz teczki pracy. Oznacza to, iż żaden naprawdę wartościowy agent nigdy nie zostanie ujawniony, chyba że zajdzie taka potrzeba w prowadzonej grze operacyjnej na scenie politycznej. Donosy TW „Ramzesa” czyli Zdzisława Króla, które są w naszym posiadaniu (patrz: Archiwum Opozycji), noszą datę 2 stycznia 1985 roku, a więc dwa lata po magicznej dacie 1983 chroniącej agenturę. Zachodzi zatem pytanie dlaczego nie zasłonięto się cezurą 1983 roku tylko wymyślono inne wytłumaczenie? Czyżby prof. Kieres pozwalając na szukanie agenta działającego po 1983 roku łamał interpretację prawa, którą samowolnie ustanowił, czy też postanowił złamać własne prawo w przewidywaniu jego zmiany i wymyślił formułkę – wytrych. Teraz już nie będzie można „jednoznacznie określić” żadnego agenta, no chyba że Kiszczak tego zażąda, wtedy nastąpi repeta z Niezabitowskiej i oj. Hejmo. Już w maju tego roku dowiedziałem się o kolejnym wyczynie prof. Kiereja, który stawia pod znakiem zapytania zasadność pozostawania szefa IPN na wolności. Otóż okazało się, że w jednym z oddziałów Instytutu, agenci są ujawniani pod warunkiem, że osoba pokrzywdzona zatrzyma wiedzę o nich w tajemnicy i nie powtórzy ich nazwisk nikomu. Biedni pokrzywdzeni, tzw. ludzie prości, straszeni są przy tym konsekwencjami karnymi. Pójść do więzienia za ujawnienie donosiciela komunistycznej bezpieki to by było coś. Nareszcie konsekwentne działania w III RP. Jeszcze większą konsekwencją byłoby na przykład rozstrzelanie wszystkich którzy NIE donosili na bezpiekę i w ten sposób oczyszczenie narodu polskiego z elementów do gruntu zepsutych i niemoralnych. Optuję za tym ostatnim rozwiązaniem i pierwszy ustawiam się w szeregu, tym chętniej że zapewne nie będę w nim musiał patrzeć na żadnych polityków, profesorów, autorytety moralne, pisarzy itp. itd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jan Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:12 Leon Kieres, szef Instytutu Pamięci Narodowej, powiadomił opinię publiczną, że kierowana przez niego instytucja rozpoczyna „polskie śledztwo w sprawie Katynia”. Ma ono ustalić okoliczności zbrodni, sprawców, także tych żyjących oraz wyjaśnić miejsca pochówku wszystkich zabitych. Decyzję IPN uznać należy z jednej strony za polityczną, z drugiej za podyktowaną chęcią wykazania się przed opinią publiczną, udowodnienia sensu istnienia. Jak wiadomo IPN jest od lat atakowany przez lewicę (i nie tylko lewicę), co roku SLD próbuje obciąć IPN- owi budżet. Kieres musi więc wykonywać działania, które stworzą wokół IPN-u atmosferę nietykalności. Kto teraz zaatakuje IPN, będzie postawiony w jednym szeregu z mordercami z NKWD. Jest i drugi powód tej decyzji – na tle wzrastającej ukrainofilii (a właściwie juszczenkofilii), potrzebny jest krok odwracający uwagę naszej opinii publicznej od nie rozliczonej zbrodni ludobójstwa dokonanej na Polakach przez OUN-UPA. Ponieważ wciąż pojawiają się żądania wyjaśnienia tej zbrodni, najlepszym unikiem jest skierowanie ataku na Rosję. Kieres wywodzi się z kręgu Unii Wolności, a partia ta była i jest ounofilska, to jej liderzy (Kuroń, Bujak, Frasyniuk) publicznie usprawiedliwiali ludobójstwo UPA, stawiając na jednej szali „polskie zbrodnie”. W dodatku teraz, kiedy elity polityczne III RP oszalały na punkcie Ukrainy – taki unik jest ze wszech miar potrzebny. Kieres twierdzi, że mord katyński był ludobójstwem, wobec tego wszyscy jego uczestnicy muszą podlegać ściganiu. Załóżmy, że tak było. W takim razie, dlaczego ten sam Kieres nie chce uznać zbrodni UPA za ludobójstwo i ścigać wszystkich żyjących członków tej organizacji, którym można postawić zarzuty? Dlaczego wymordowanie 22.000 oficerów jest ludobójstwem a 120.000 cywilów (w tym dzieci i starców) – nie? Dlaczego chce się ścigać 20-letnich szeregowych funkcjonariuszy NKWD, a jednocześnie toleruje się udział w oficjalnych konferencjach w Polsce członków kierownictwa OUN (Bandery), takich jak Mykoła Łebed`? Takich pytań należy zdać więcej. Myślę, że Leon Kieres nie udzieli na nie odpowiedzi. Jedno wszakże jest pewne – IPN pod kierownictwem Kieresa jest instytucją polityczną, wykonującą nie pracę badawczą, ale służącą do wykonywania zamówień ośrodków politycznych, którym tak naprawdę podlega. „Polskie śledztwo w sprawie Katynia” jest tego kolejnym dowodem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lubomir Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:13 Skuteczność działań Leona Kieresa jest niewielka. Przy katastrofalnym stanie finansów państwa, nie widać głębszego sensu w utrzymywaniu instytucji prowadzących działalność wybitnie pozorną. Praca L.Kieresa to taki sam rodzaj działalności, jak ´naprawa Rzeczypospolitej´ przez Michnika, Urbana, Szyszkowską czy Najsztuba. Od tych zawodowych mącicieli i demoralizatorów, cuchnie na odległość. Prawie zebrać ich i wyekspediować do Tel Awiwu albo nad Eufrat. A Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirosław Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:17 No nareszcie! Przez szesnascie lat karmiono polskie spoleczenstwo klamstwami, ze SBecy uprawiali tylko takie niewinne igraszki jak mordowanie strajkujacych gornikow kopaln Wujek i Manifest Lipcowy, wyprawienie na Lepszy Swiat Ks. Popieluszki, przeprowadzenia udanej eutanazji szeregu innych ksiezy, zakatowanie kilku studentow itp. Co po Sbekach splywa jak woda po przyslowiowej kaczce. Ale teraz koniec! Okazalo sie ze popelniali tez powazne zbrodnie: - falszywie oskarzyli Lecha Walese ze razem z nimi stal na strazy komunizmu, komunistow i postkomunistow, ze skok na waaadze z bratem planowal krolewski rodowod sobie dorabiajac i o kochanym przez cala SBecje Kosciele zle sie wyrazajac. Prokurator jeszcze nie wie, ze ta sama SBecja juz w czasie prezydenckiego walesowania okropna wideotasme podrobila, zatytulowala ja “Nocna Zmiana” i nawet ja o zgrozo raz (!) w polskiej TW puscila. A na tej tasmie to ucharakteryzowany na Walese SBek w zywe oczy sie widzom do sbeczenia przyznaje. A jaki podobny! Musi co Ci SBecy to sztuke pospiesznego klonowania do perfekcji doprowadzili zeby Moralne Altorytety dajace buzi Kiszczakom i Jaruzelskim najpierw w g. upaprac, a potem triumfalnie do moralnosci jako meczennikow przywrocic … Jakby gdanski IPN tej tasmy nie mial, to na zyczenie od wlasnych oczu ja sobie odejme zeby na oltarzu IPNowskiej sprawiedliwosci jako dowod zlozyc. Tylko jeszcze trzeba tego Sbeka co sie pierwszy do falszowania przyznal i teraz uczciwie swoja wine odpokutowuje w Instytucie Historycznym LW pracujac Orlem Bialym odznaczyc i dac mu dziesiec lat z zawieszeniem (dla przykladu)… To je to! Aha – i innych, juz nie sbeckich swiadkow to trzeba albo w tym samym Instytucie korzystnie zatrudnic, albo jak najszybciej trawke na nich zasiac, coby w swojej zatwardzialosci uczciwosci IPNu i ministerstwa sprawiedliwosci nie podwazali. Niech lepiej tez suuuuszna historie w rzeczonym Instytucie produkuja. No i durnemu Frasyniukowi trzeba jezyk odciac, bo o zamiarze wspolnego z Kiszczakiem i Walesa skoku na wladze juz w roku 1983 w wiezieniu w Leczycy w uszy mi belkotal, do udzialu mnie namawiajac. Wiadomoscia o czym i moja odmowa strasznie dzien po swoim wyjsciu z wiezienia (18 wrzesien ’83) Walese zaniepokoilem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: łukasz Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:26 Śledztwo, prowadzone przez IPN w sprawie Jedwabnego, skończyło się umorzeniem postępowania. Prokurator nie zdołał precyzyjnie ustalić winnych, nie odtworzył przebiegu wydarzeń, nie zbadał nowych okoliczności, które wpłynęłyby znacząco na naszą wiedzę. Przede wszystkim doszło do skandalicznego przerwania ekshumacji, która miała przyczynić się do ustalenia stanu faktycznego. A polskie prawo nakazuje ustalenie liczby ofiar i sposobu ich uśmiercenia. Ma to rozstrzygające znaczenie dla ustalenia sprawców i ich winy. Tym gorzej dla faktów... Tu nic takiego nie było. Gdy okazało się, że przebieg wydarzeń był diametralnie inny, niż zeznawali rzekomi "naoczni świadkowie" oraz że są dwie mogiły ofiar żydowskich a nie jedna (w dodatku zlokalizowana w obrębie stodoły, a nie w oddaleniu od niej), ekshumację brutalnie przerwano. Mimo to i tak na jaw wyszły fakty, które nad całością dotychczasowych "ustaleń" postawiły wielki znak zapytania. Przede wszystkim, że ofiar było dziesięciokrotnie mniej, niż podawali "świadkowie" żydowscy. Po drugie, nie było żadnych oznak rabunku ofiar, przy których znaleziono duże ilości wartościowych przedmiotów, w tym ozdób i monet ze złota. Zwłoki nie były bezczeszczone w celu odarcia ich z kosztowności czy złotych zębów, a takie były zeznania głównych świadków oskarżenia. Najważniejsze zaś było to, że mimo intensywnych poszukiwań nowoczesnymi metodami nie znaleziono innych mogił ofiar żydowskich. A miało ich być bardzo dużo w całej okolicy, co miało świadczyć o pogromowych instynktach polskiej ludności miasteczka. I wreszcie, pion śledczy IPN nie był w stanie ustalić sprawców (a miały ich być dziesiątki, jeśli nie setki), przyjął więc arbitralnie, że winni byli wszyscy ci, którzy zostali skazani w pośpiesznym procesie w okresie stalinowskim w 1949 roku. IPN ustami swego prezesa Leona Kieresa (który dwoił się i troił), wypowiadał się wszędzie o "polskiej winie" na długo przed zamknięciem śledztwa i utrudniał wypowiedzi tym, którzy mieli inne zdanie. Tak było m.in. z artykułem ś.p. prof. Tomasza Strzembosza, który "nie zmieścił się" w okolicznościowym wydawnictwie anglojęzycznym, wywiezionym przez prezesa Kieresa do USA w celach przepraszająco-propagandowych. Między ustaleniami śledztwa a dotychczasową propagandą jest ogromna przepaść. Jednak, wbrew wszelkim regułom, skoro fakty nie pasują do propagandy, to tym gorzej dla faktów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: łukasz Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:27 Niezależnie od poczynań IPN, wokół całej sprawy trwał medialny szum, który miał odpowiednio nastawić opinię publiczną. Postaci duże i małe z zakresu polityki, nauki, szeroko pojętej kultury jakby miały obowiązek dawać głos w tej sprawie, bo codziennie gdzieś, ktoś pojawiał się w mediach. Gdyby nie faktyczny tragizm całej sprawy, warto byłoby wyszydzić niektóre choćby tytuły ich wypowiedzi z racji pretensjonalności i ignorancji. Tak zapewne wyglądała sterowana propaganda w okresie stalinowskim, gdy uczeni i dojarki, dyrektorzy i murarze jednym tchem musieli potępiać "obóz kapitalistyczny", czyhający na naszą wolność i depczący naszą godność. Nie o prawdę wtedy chodziło, ale o bycie razem z władzą, czyli o "jedność patriotyczno-moralną". Dziś, gdy stalinizmu już nie ma, zadziwia sprawność organizatorów tej kampanii. Zapewne ówczesne doświadczenia zapadły im w pamięć na zawsze. Warto przypomnieć doszczętnie skompromitowany film Agnieszki Arnold "Sąsiedzi" (zwany "dokumentalnym"), który był przecież usilnie promowany przez kierownictwo IPN, które "napędzało" jej odpowiednich świadków i udzielało wszelkiej pomocy. Tuż po jego emisji w TVP film dostał prestiżową nagrodę, ale gdy wyszło na jaw, jakimi metodami reżyserka preparowała "świadków" oskarżenia, kręgi opiniotwórcze nabrały wody w usta. Okazało się, że świadkowie mieli po 2- 3 lata podczas opowiadanych przez siebie wydarzeń, mówili, co im ślina na język przyniosła a późniejsze ustalenia śledztwa i pobieżnej ekshumacji obracały to w perzynę. Nic to! Miało być wrażenie, że "tak właśnie było" i odpowiednie autorytety przyklepały sprawę. Arnold zaś stała się głośna w kraju i zagranicą i krytykować jej nie można. Za granicą jest to niewzruszalna wykładnia wydarzeń, w dodatku stale utrzymuje się tam wersja o 1600 ofiarach (a czasami nawet jest ich jeszcze więcej). Nowy film o Jedwabnem Jakby tego było (nam) jeszcze mało, mamy nowy film o Jedwabnem - "The Legacy of Jedwabne" ("Dziedzictwo Jedwabnego"). Reżyser Sławomir Grunberg zapowiada premierę na 24 maja w kinie Muranów w Warszawie, w ramach Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego "Żydowskie motywy" ("Ha-Motiv Ha-Jehudi"). Organizatorzy festiwalu zapowiadają na swej stronie internetowej, że "jest on poświęcony narodowi żydowskiemu, jego tradycji, tożsamości narodowej i kulturowej oraz historii, zarówno współczesnej jak i na przestrzeni dziejów." Na stronie internetowej (www.warsawjff.ant.pl/frames1.htm) można znaleźć następujące informacje na temat tego filmu: "W Jedwabnym [sic! Powinno być: Jedwabnem - przyp. red. PJ], małym miasteczku w północno-wschodniej Polsce, Żydzi i Polacy żyli obok siebie przez ponad dwieście lat; do wybuchu drugiej wojny światowej Żydzi stanowili ponad połowę z 2500 mieszkańców miasteczka. Stosunki miedzy nimi układały się pokojowo, aż do 10 lipca 1941 roku, kiedy to kilka dni po zajęciu Jedwabnego przez Niemców, prawie cała żydowska ludność miasteczka została zamordowana przez swych sąsiadów". Mamy tu typowe, notoryczne przekłamanie, tak powszechne w światowych mediach, które całkowicie ignoruje ułomne orzeczenie IPN o umorzeniu sprawy. Jak to bowiem możliwe, że "prawie cała żydowska ludność" została zamordowana, jeśli w momencie wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku było tam nieco ponad pięciuset Żydów, z których część uciekła z Armią Czerwoną, część rozproszyła się po okolicy i około 200 przeżyło masakrę? A dalej, co to znaczy, że zostali oni zamordowani "przez swych sąsiadów"? Przecież ta najbardziej kontrowersyjna teza Jana Tomasza Grossa została całkowicie skompromitowana, albowiem mimo ogromnego wysiłku nie udało się dowieść, aby wszyscy polscy mieszkańcy Jedwabnego brali udział w tych wydarzeniach. Przeciwnie, jeśli około 200 Żydów przeżyło ten dzień w ukryciu w polskich domach, komórkach i obejściach, to znaczy, że była pomoc, świadczona przez Polaków na ogromną skalę... W dodatku śledztwo IPN wykazało, że najbardziej krwawe, przerażające sytuacje, zawarte w zeznaniach żydowskich "świadków" i tym podobnych dokumentach, w ogóle nie miały miejsca. I dalej czytamy: "Historia masakry w Jedwabnym [sic! Powinno być: Jedwabnem - przyp. red. PJ] nie przestaje być bolesną raną w sercach i umysłach zarówno polskich katolików jak i Żydów. Prowokujący do myślenia film wpisuje się w dialog o doniosłości pamięci historycznej dla zrozumienia tożsamości kulturowej i stosunków miedzy Żydami a nie-Żydami". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: łukasz Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:28 Co to za "dialog", który stale powtarza nieprawdziwe slogany a głosów rozsądku w ogóle się nie dopuszcza? Warto przypomnieć, jak IPN postąpił z przesłuchaniem Hermanna Schapera, jednego z dowódców niemieckich doraźnych grup pacyfikacyjnych. Ów sędziwy obecnie osobnik (który do dziś nie został osądzony, choć jego rola w zagładzie ludności żydowskiej pobliskiego Radziłowa jest ustalona od kilkudziesięciu lat!) przypomniał sobie wprawdzie, że coś tam gdzieś w tym czasie spacyfikował, ale... przesłuchanie zostało przerwane bo świadek Schaper źle się poczuł. I już do sprawy nie powrócono. Sprawa Jedwabnego jest cały czas pieczołowicie nagłaśniana. Anna Bikont z redakcji "Gazety Wyborczej" wydała niedawno na ten temat ogromną kobyłę pt. "My z Jedwabnego" (ponad 430 stron!). Aby owo nieprofesjonalne, ale skrajnie propagandowe "dzieło" w ogóle zaistniało, zostało poprzedzone wstępem samego... Jacka Kuronia, który - jak się okazuje - był specjalistą także z tego zakresu (co za polihistor, prawda?). Kuroń napisał: "latem 1941 roku Polacy wymordowali swych żydowskich sąsiadów" i już tylko to świadczy o jego poziomie i zasobach intelektu. A więc kobyła Bikontowej istnieje, i to jak! Właśnie została zgłoszona do prestiżowej nagrody literackiej NIKE, utworzonej i rozdawanej przez środowisko "Gazety Wyborczej". Pewnie jej nie dostanie, aby zanadto nie obniżać prestiżu nagrody, ale i sama nominacja ma swoją wartość. ** ** ** W ten sposób nigdy nie dojdziemy do prawdy o Jedwabnem i o tym, co się tam stało. O koniunkturalizmie całej sytuacji świadczy fakt, że inne tego typu zbrodnie pozostawiono bez wznawiania (czy też wszczynania) śledztw. A smaczku dodaje jeszcze to, że ekshumacje żydowskich grobów z czasów II wojny światowej są dokonywane bez żadnych przeszkód, co jest faktem w ogóle nieskrywanym. To w Jedwabnem, gdzie okazało się, że ofiar jest dziesięciokrotnie (!) mniej, niż zakładano, iż w grobach są łuski a w kostnych szczątkach kulki, pojawiły się nagle "względy religijne", które nakazały przerwać ekshumację. W ten sposób brutalnie przerwany został proces dochodzenia do prawdy. A bez niej wszelkie rozważania o dialogu, tolerancji i pojednaniu nie mają jakiegokolwiek sensu i należy je traktować jako część jednostronnej propagandy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.05, 05:51 Instytut Pamięci Narodowej dotychczas nie podjął - mimo wcześniejszych zapewnień jego przedstawicieli - śledztwa przeciwko osobom, które wzięły udział w mordzie sądowym na legendarnym przywódcy Armii Krajowej gen. Auguście Fieldorfie "Nilu". Nikt z prokuratorów, sędziów czy ławników nie poniósł za to odpowiedzialności. Od wielu lat bezskutecznie o sprawiedliwość walczy córka generała, która skierowała ostatnio w tej sprawie list otwarty do IPN. W piśmie do kierownictwa Instytutu Pamięci Narodowej Maria Fieldorf-Czarska wyraża dezaprobatę wobec postępowania Instytutu. Mimo jej starań i oczekiwań IPN nie podjął śledztwa wobec wszystkich osób, które brały udział w mordzie sądowym na jej ojcu gen. Auguście Fieldorfie "Nilu", odmawiając wznowienia śledztwa umorzonego przez sąd powszechny. Obecnie w Polsce żyją jeszcze 3 osoby uwikłane w zbrodnię na gen. Fieldorfie: prokurator Alicja Graff, wicedyrektor Departamentu Sądowego w Prokuraturze Generalnej w Warszawie, Kazimierz Górski, śledczy Urzędu Bezpieczeństwa, oraz Witold Gatner, prokurator obecny przy egzekucji. Ponadto córkom bohaterskiego generała odmówiono również statusu osób pokrzywdzonych w rozumieniu ustawy o IPN. Stało się to, mimo iż przez wiele lat były one obserwowane przez komunistyczną bezpiekę. Zaraz po aresztowaniu ich ojca zrobiono u nich w domu tzw. kocioł, a jeszcze w 1976 r. SB chciało dokonać rewizji w ich mieszkaniu. Nie otrzymały również nazwisk informatorów, którzy donosili na ich ojca. W otoczeniu generała działali agenci komunistycznej bezpieki. Wiadomo, że do aresztowania "Nila" w znacznym stopniu przyczynił się agent o kryptonimie "Arnold". Nie są znane jego dane, ale przypuszczalnie był to ktoś bliski. W sprawie listu otwartego IPN miał wydać specjalne oświadczenie, jak zapewniał w rozmowie z nami Jan Stanisław Ciechanowski, rzecznik prasowy Instytutu. Jednak w odpowiedzi na nasze wielokrotne zapytania słyszeliśmy, że należy jeszcze zaczekać. - I chyba nie będzie odpowiedzi - skomentowała całą sprawę Maria Fieldorf-Czarska, dodając, że czuje się bezsilna i zniechęcona postawą sądów i IPN. - Myślałam, że jakoś doprowadzę do skazania winnych czy znajdę miejsce pochowania ojca, ale nic nie załatwiłam. I tak odejdę z tego świata - stwierdziła smutno córka "Nila". Powiedziała, że w porównaniu z latami 50. w polskim wymiarze sprawiedliwości nic się nie zmieniło. - Pisałam do Suchockiej, pisałam, jak Kaczyński był ministrem, i nic - podkreśliła. - To są ludzie Okrągłego Stołu i absolutnie nic nie zrobią, chyba że to się rozwali i udowodnią im wszystko - dodała. Maria Fieldorf-Czarska powiedziała również, że rozważa wystąpienie o cofnięcie nazwania jednej z sal gdańskiego oddziału IPN imieniem jej ojca: - Miałam ich za przyjaciół, a okazało się, że jest inaczej. O bataliach sądowych córki "Nila" powstał nawet w 2002 r. film autorstwa Aliny Czerniakowskiej, ale na jego emisję nie zgodziła się TVP. Śledztwo w sprawie mordu sądowego na gen. Fieldorfie zostało wszczęte w 1992 r. przez poprzednika IPN - Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Objęło ono wszystkie osoby, które w latach 1950-1952 zaangażowane były w sprawę gen. "Nila". Byli to przede wszystkim prokuratorzy: Naczelnej Prokuratury Wojskowej - Helena Wolińska, Prokuratury Generalnej - Benjamin Wajsblech i Paulina Kern, sędzia Sądu Wojewódzkiego Maria Górowska i dwóch ławników - Bronisław Malinowski i Mieczysław Szymański, oraz sędziowie orzekający w Sądzie Najwyższym - Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andrejew. W trakcie śledztwa okazało się, że podejrzani albo już nie żyją, albo zmarli w trakcie postępowania. Akt oskarżenia udało się sformułować jedynie wobec Wolińskiej i Górowskiej. W drugim przypadku wyznaczonemu już terminowi rozprawy przeszkodziła choroba byłej sędzi, a w końcu jej śmierć w 1998 r. Ostatecznie sąd umorzył sprawę, stwierdzając, że oprawcy działali zgodnie z obowiązującym wówczas - stalinowskim - prawem. Obecnie IPN prowadzi jedynie postępowanie przeciwko prokurator Helenie Wolińskiej-Brus oskarżonej o bezprawne pozbawienie wolności gen. "Nila". Do Wielkiej Brytanii, gdzie od 1968 r. ona przebywa, trafiły już dwa wnioski ekstradycyjne, ale sprawa od trzech lat stoi w miejscu. Wszczęcie śledztwa wobec Graff, Gatnera i Górskiego obiecywał w 2002 r. szef pionu śledczego prof. Witold Kulesza. Skończyło się odmową jego kontynuacji. August Emil Fieldorf urodził się w 1895 r. Podczas I wojny światowej walczył w I Brygadzie u boku Józefa Piłsudskiego. Następnie wziął udział w wojnie polsko- bolszewickiej. Po klęsce wrześniowej przedostał się do Francji. Potem powrócił do Polski jako emisariusz władz emigracyjnych. Był członkiem ZWZ-AK, a w 1942 r. został dowódcą Kedywu. Po aresztowaniu przez NKWD, nierozpoznany, został zesłany na Syberię. Po powrocie do Polski został aresztowany w 1949 r. i w sfingowanym procesie skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w lutym 1953 r. Generał Fieldorf został zrehabilitowany w 1958 i 1989 r. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CÓRKA Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.05, 05:53 Gdańsk, 31 marca 2005 r. List otwarty Instytut Pamięci Narodowej Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Pan Prof. Leon Kieres Warszawa Po długoletnich, lecz bezskutecznych staraniach w aparacie sprawiedliwości III RP o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej osób związanych z dokonaniem mordu sądowego na moim Ojcu śp. gen. A.E. Fieldorfie miałam nadzieję, że IPN przejmie tę sprawę i doprowadzi do osądzenia winnych. Nic bardziej mylnego, muszę z przykrością stwierdzić, że moje nadzieje były całkowicie nieuzasadnione... 1. Dostałam odmowę na wznowienie postępowania karnego przeciwko osobom, które były bezpośrednio związane z wykonaniem wyroku śmierci na moim Ojcu. 2. Odmówiono mi ujawnienia nazwisk informatorów, którzy donosili na mojego Ojca. Minęło już 50 lat, a informacje powyższe są niezbędne do ukończenia II części książki o moim Ojcu. 3. W odpowiedzi na moje wnioski złożone w IPN odnośnie inwigilacji mojej rodziny i mnie otrzymałam zaświadczenia, że nie jesteśmy osobami pokrzywdzonymi. Jeżeli IPN nie posiada dokumentów dotyczących mnie i mojej rodziny, powinien tylko to stwierdzić, a nie wystawiać werdyktu niezgodnego z prawdą. Według IPN tylko mój Ojciec jest osobą pokrzywdzoną, bo został zamordowany. Jaki wniosek nasuwa się w świetle powyższego? Nie należy szukać sprawiedliwości u niesprawiedliwych. Z poważaniem Maria Fieldorf-Czarska Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.05, 09:20 Grzegorz Motyka z IPN w indeksie nazwisk książki dr. Poliszczuka występuje aż na 71 stronach. Przyjrzyjmy się zatem niektórym konkretnym zarzutom w stosunku do niego. W referacie "Polskie podziemie w południowo-wschodnich powiatach dzisiejszej Polski w latach 1939-1946" - Motyka zarzuca polskiemu podziemiu mordowanie Ukraińców! Stosuje przy tym terminologię nie historyka lecz nacjonalisty ukraińskiego. Polskie podziemie nie wykonywało bowiem wyroków na Ukraińcach jako takich, lecz na kolaborantach niemieckich OUN-UPA-SKW. Motyka kreśli przy tym mit, jakoby Polacy z Ukraińcami w czymś się nie zgadzali i w rezultacie wzajemnie się mordowali... Jest w takim stawianiu sprawy wyraźne zaangażowanie polityczne - niedozwolone historykowi. Jest też formułowanie ocen nie potwierdzonych faktami, nieścisłość w terminologii, a nade wszystko brak elementarnej logiki. (s. 210). Czy chodzi tu jednak na pewno o brak logiki a nie świadomy brak dobrej woli? Można mieć wątpliwości. Motyka zarzuca bowiem Polakom udział w masowych niemieckich akcjach karnych, np. na wieś Malin w łuckim (624 zabitych Czechów i 124 Ukraińców) oraz na wieś Tuliczów w rejonie turzyńskim - gdzie zginęło jakoby ponad tysiąc osób - przede wszystkim starców i dzieci. Tymczasem co do Maliny przeczą temu zeznania czeskich świadków, które Motyka uparcie pomija. Według nich, wśród pacyfikujących był tylko jeden policjant niemiecki o polsko-brzmiącym nazwisku: Martin Levandowsky. Natomiast odnośnie Tuliczowa Poliszczuk posiada obszerne zeznania nacjonalisty ukraińskiego zaprzeczające rzekomej masakrze. U Grzegorza Motyki Polacy występują nawet na pierwszym miejscu; według niego to Polacy i Niemcy wymordowali Czechów. Dziwić może, że przyjmuje tu wersję podrzuconą przez upowca, który dla poprawy obrazu UPA jest zainteresowany robieniem z Polaków morderców. (s. 227i 275). Czy to ma być edukacja? W 60. rocznicę mordów wołyńskich - Motyka z Pawłem Machcewiczem napisali obszerny artykuł, w którym dwie trzecie objętości stanowił mord na Żydach w Jedwabnem, a tylko jedna trzecia dotyczyła zbrodni wołyńskich. Zrównali w ten sposób Polaków z mordercami z UPA. (s. 274). Jakże inne jest postępowanie IPN-u odnośnie zbrodni dokonywanych na Polakach. Poliszczuk przytacza przykład braku zainteresowania Instytutu dokumentami dotyczącymi udziału nacjonalistów ukraińskich w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Natomiast w periodyku IPN "Pamięć i sprawiedliwość" - Motyka takiemu udziałowi nawet zaprzecza! (s. 256). Niezależnie od "badania" przez IPN historii Polski - pełni on też rolę edukacyjną, poprzez przygotowywanie materiałów do nauczania. Tymczasem te materiały są często najzwyklejszym zakłamywaniem historii. Nieprawdą jest już sam konflikt polsko-ukraiński; wyrzynanie bowiem bezbronnej, cywilnej ludności wraz z dziećmi przez OUN-UPA nie jest walką, lecz ludobójstwem, a strona polska jeśli się broniła - nie była w stanie konfliktu i walki, lecz w stanie obrony. Zakłamywania idą też w kierunku przedstawiania upowskich działań na terenie Polski jako antykomunistycznej walki. Tymczasem miały one na celu oderwanie polskich Ziem Wschodnich. Takim samym celom służy teraz zresztą kreowanie przez tego speca IPN do spraw ukraińskich i jego szefa Machcewicza nowego pojęcia "Ukraińców wypędzonych". Chodzi tu naturalnie o akcję "Wisła". Nie były to "wysiedlenia" tylko "przesiedlenia" i były one jedynym sposobem na ukrócenie banderowskich zbrodni. (s. 251). Obrońcy ukraińskiego nacjonalizmu Motyka, Stryjek, Machcewicz idą noga w nogę z nacjonalistami ukraińskimi - stwierdza Poliszczuk w swej najnowszej książce. Posługują się kłamstwem i manipulacją. Uogólniają pojedyncze fakty, lub tworzą całkiem nowe. Szczególnym tupetem odznacza się jednak Motyka. W swej książce pt. "Tak było w Bieszczadach" nie zawahał się sfałszować tekst "Dekalogu" nacjonalizmu ukraińskiego z podaniem jednak prawdziwego źródła (s. 270). "Swoją książkę zaopatrzył w motto Andrzeja Olszańskiego o cerkwi łemkowskiej. Nie jest moim zamiarem wróżenie z fusów ani sugerowanie czegoś, ale zdecydowana obrona nacjonalizmu ukraińskiego uprawiana przez G. Motykę i A. Olszańskiego sama nasuwa mi myśl: czy pierwszy z nich nie jest bliższym lub dalszym potomkiem Mykoły Motyky, a drugi Wołodymira Olszańskiego, o ktorych pisze Petro Mirczuk w swej "Historii OUN" w kontekście działań OUN w Polsce". (Cyt. za: Poliszczuk, s. 267). Książka Wiktora Poliszczuka "Gorzka prawda" zawiera 480 stron cennych dla sprawy polskiej materiałów. Mojego artykułu proszę zatem nie traktować jako wyczerpującego - nawet w okrojonym przeze mnie do problemu IPN temacie. Nie wspomniałem chociażby o interesującej korespondencji autora z Machcewiczem. Pragnę jedynie zasygnalizować, że biorąc całokształt działalności w IPN - w odniesieniu do co najmniej Grzegorza Motyki - można potwierdzić tezę o szkodliwej działalności tegoż urzędnika. Książka Poliszczuka mogłaby służyć zatem za cenny materiał dowodowy w ewentualnym procesie sądowym. ** ** ** Jaki pan taki kram - chciałoby się powiedzieć o IPN Leona Kieresa; bo poczynając od sprawy Jedwabnego, KL Warschau, Koniuchów i narodowego podziemia, a kończąc na ochronie komunistycznych przestępców, prania brudnych charakterów, czy wreszcie służalczości w stosunku do wrogich Polsce ośrodków propagandy i przeróżnych politycznych nacisków - IPN nie wygląda najlepiej. Tak samo zresztą, jak i obecna Polska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jan abc net Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.05, 08:30 Ukazała się właśnie książka Mariusza Łapińskiego, „Walka z sitwą”. Okazało się, że były minister zdrowia stanął na czele boju przeciwko dojącej nas klasie politycznej, o uczciwość, skończenie z korupcją itp., itd. Centrum zła przyjaciel słynącego z uczciwości Naumana i prawa ręka Millera odkrył w sitwie prezia. Nareszcie głośno powiedziano o walce dwu gangów: Leszka i Alka, tak jak Indulski i Wilczak głośno powiedzieli o walce tajnych służb rozdzierającej od kilku lat elitę władzy. Wszyscy o tym wiedzieli ale panowała zmowa milczenia. Pytanie o wiarygodność wynurzeń Łacińskiego łatwo znajduje odpowiedź; najlepszą wiedzę o jednym gangsterze może mieć tylko inny gangster. Ważne by zaczęli na siebie nadawać, a do tego dochodzi gdy ich interesy się krzyżują. Gdy upadł rząd Millera, m. in. dzięki wysiłkom posła Ziobro i „Wybiórczej”, pozycja obozu prezia uległa takiemu wzmocnieniu, że mógł utworzyć własny rząd i rozciągnąć kontrolę nad prawie całą rzeczywistą władzą. Długo jednak nie mógł się cieszyć spokojem. Miller, choć na wygodnym wygnaniu w USA, podjął działania za pośrednictwem swego Mariusza i swego tygodnika „Wprost”. To z tego źródła redakcja otrzymywała zdjęcia Dochnala i „Chlipka”. Jak dziś widzimy, była to tylko zapowiedź mocniejszego uderzenia, które właśnie się ukazało. Zastanówmy się tylko nad jedną kwestią. Gdy Belka podał się do dymisji, powód do lustracji ustał jak stwierdził wówczas sam Rzecznik Interesu Publicznego. Musiał on wtedy oddać teczkę, w której miały być dowody współpracy obecnego premiera z I Departamentem czyli wywiadem, Instytutowi Pamięci Narodowej. Co się stało z teczką, a zwłaszcza z dowodami współpracy później, skoro premier nie jest lustrowany, zadaje słusznie pytanie Łapiński. Teczka musiała się znajdować pod opieką usłużnego prof. Kieresa. Resztę można sobie tylko wyobrazić. Wniosek zaś jest jeden – naszą hipotezą roboczą powinno być badanie działań prof. Kieresa jako reprezentanta interesów „Dużego Pałacu”. Popatrzmy na zapomniany już casus Niezabitowskiej, po którym twarde jądro UDecji stanęło za ludźmi prezydenta, tworząc z nimi PeDecję czy jak to tam się aktualnie nazywa i wybrało sobie na prezydenckiego kandydata Henrykę Bochniarz z „pokolenia 1984” używając terminologii prof. Staniszkis. Swoją drogę ciekawe jak ta kandydatka przejdzie lustrację? Myliłby się ktoś twierdząc, że oto ziścił się plan Michnika sojuszu z dobrymi postkomunistami przeciwko złym (gang prezia contra gang Lesia). Według red. Nieskazitelnego układ miał być partnerski, a on sam miał manipulować preziem. Obecna rzeczywistość pokazuje, że korowsko-okrągłostołowy trzon UDecji spełnia rolę lokai. Wniosek stąd prosty: WSI musiało popracować, jak ktoś ma wątpliwości to może sobie popatrzeć na los Niezabitowskiej. Gdy Bochniarz spełni swe zadanie, odbierając głosy Tuskowi by nie wszedł do II. tury, poprze młodego Bermana. Tuska zaś obóz prezydencki przyhołubi ale na odpowiednim dla niego poziomie, żeby sobie za dużo nie wyobrażał. W optymalnym wypadku zjednoczone siły III RP przepchną Marka Borowskiego i będziemy mieli Polskę od Beramana do Bermana. Byłby to niezły symbol dla III RP. W kontekście walki o przepchnięcie Bermana do II tury pojawienie się Tymińskiego nie jest ani przypadkiem,ani akcją osamotnionego wariata. Jego zadaniem, być może sam Tymiński nie zdaje sobie z tego nawet sprawy, jest uderzenie w Leppera i odebranie mu kilku procent głosów, a to wystarczy, by go wyeliminować z II tury. Zobaczymy jaki będzie stosunek mediów do Stana w porównaniu do Leppera. Jego upadek, zwłaszcza koniec lansowania w mediach, był spowodowany odejściem Millera. Pan upadł, sługa został sam i media nagle przestały się nim interesować ma dotychczasową skalę. Jeśli promocja Stana będzie silniejsza niż Leppera lub nawet na zbliżonym poziomie, to nasza hipoteza nabierze wiarygodności. A cóż tu robi prof. Religia? Istnieją dwie hipotezy robocze. Albo jest to klapa bezpieczeństwa; jak nie uda się z Bermanem, to może wypali z Religą, gdyby Kaczyński przeszedł mimo to, zawsze pozostaje wariant sprowokowania przedterminowych wyborów. Druga możliwość, to spojrzenie na kandydaturę Religii, czyli w skrócie – Dość z tą lustracją – jak na kontratak rywalizującej służby. Wkrótce się przekonamy, która hipoteza jest bliższa prawdzie. Odpowiedz Link Zgłoś