Dodaj do ulubionych

Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej

    • Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 02:14
      Podchody

      Trzeci czynnik ma charakter religijny. Jest to relacja między ludem ongiś
      wybranym a Bogiem, będąca tajemnicą. Niestety, wiele wskazuje, że wyraża się
      ona niejawnie w postaci nienawiści do Krzyża, do Chrystusa Pana i jego
      Najświętszej Matki. Centralne Siły Polityczne zagospodarowują te wszystkie
      czynniki i atakują Kościół bez pardonu – wprost lub pod pozorem dobra,
      przebiegle lub nawet pozornie przyjacielsko - praktycznie we wszystkich
      dziedzinach życia, szczególnie zaś na polu wiary, moralności i sprawiedliwości
      społecznej. Ci, którzy próbują zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo, są określani
      jako antysemici, ksenofobowie, zwolennicy spiskowej teorii dziejów.

      Na przełomie tysiącleci ludzie cywilizacji żydowskiej próbują sięgnąć po władzę
      nad światem, poczynając od Europy, wykorzenionej z dziedzictwa
      personalistycznej cywilizacji łacińskiej, a w konsekwencji ze społecznego
      wymiaru chrześcijaństwa, to znaczy z Prawa Naturalnego i z patriotyzmu.
      Docelowo ma dojść do wykorzenienia z Dekalogu i przykazania miłości Boga i
      bliźniego w diasporze.

      Trzeba zapobiec katastrofie, którą będzie powołanie totalitarnego superpaństwa
      europejskiego, przećwiczonego na przykładzie ZSRR. Głównym celem tego
      superpaństwa będzie tzw. ostateczne rozwiązanie kwestii Kościoła, czyli
      eksterminacja duchowieństwa i wiernych świeckich, którzy nie pójdą na
      współpracę, tak jak to opisuje w swojej wizji przytoczony wyżej
      Benson.

      O powrót do przemyśleń

      Jedyny sposób, który daje szansę z Bożą pomocą zapobieżenia tej katastrofie,
      to mozolna, spokojna, kompetentna praca nad odbudowaniem państwa cywilizacji
      łacińskiej. Z wielu względów szansa na ten sukces jest w Polsce wielokrotnie
      większa niż gdziekolwiek indziej, bo Polska jest Bogiem silna. Wszystko to, co
      powiedziane wyżej jest potrzebne, ponieważ na razie Polacy bronią się
      chaotycznie, głównie w oparciu o Prawo Naturalne. Jednakże pełni kompleksów,
      nie znający od dwóch już pokoleń historii Kościoła, której nieznajomość jest
      nieznajomością historii powszechnej, są narażeni na powtórkę dramatu Zawiszy
      Czarnego, uderzającego z przerażeniem i rozpaczą w tarcze, opatrzone znakiem
      Krzyża – na dramat zrozumienia, że należy bezwarunkowo odrzucić Projekt
      Traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europ”. Klucze do odbudowy państwa
      cywilizacji łacińskiej leżą w Kościele.

      Cywilizacja żydowska funkcjonuje na różnych polach ideologii - jak
      socjalkomunizm, socjaldemokracja a dziś socjalliberalizm. Zatruwa ludzkość,
      proponując podstępnie utopię - życie tak, jakby Boga nie było, a człowiek nie
      musiał pracować. To oznacza w najbliższej perspektywie katastrofę moralną i
      egzystencjalną.

      Jedność wokół czego albo kogo?

      Ekumenizm jest pojęciem operatorowym, wspólnota wszystkich religii dla samej
      wspólnoty stanowi iluzję, którą demaskuje nieuchronna mieszanka cywilizacyjna,
      naruszająca sam rdzeń osoby - jej jednoznaczność, tożsamość i powtarzalność -
      bez względu na okoliczności.

      Ekumenizm ma sens tylko jako spotkanie ludzi na gruncie Prawa Naturalnego,
      takich którzy skłaniają się ku byciu osobami. Z chwilą, kiedy w zgromadzeniu
      przedstawicieli różnych cywilizacji każdy zechce narzucić wszystkim pozostałym
      choćby maleńki ułamek swojej własnej cywilizacji, powstaje zamęt, a w ślad za
      nim rozpad całej wspólnoty, będącej destrukcyjną mieszanką cywilizacyjną.

      Jest sprawą poza dyskusją, że wiemy o Bogu tylko tyle, ile nam zechciał o Sobie
      powiedzieć, czyli tylko tyle, ile jesteśmy w stanie udźwignąć. Ale to co
      powiedział, musimy rzetelnie przekazywać jako depozyt wiary. Możliwa jest tylko
      jedna jedność - wokół Ewangelii, Prawa Naturalnego, Tradycji, a w
      szczególności całego społecznego doświadczenia Kościoła - budującego i
      broniącego personalistyczną cywilizację łacińską na fundamencie starożytnej,
      personalistycznej cywilizacji rzymskiej
    • Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 02:15
      Język i logika wiary

      Język polski wyróżnia wśród innych języków nowożytnych fakt, że podmiot jest
      umieszczany w zdaniu na pierwszym miejscu, a przymiotniki go określające w
      drugiej kolejności. Jest to typowo personalistyczna cecha języka, wywodząca się
      od osoby, która po rycersku staje zawsze z podniesioną przyłbicą do dialogu, a
      w razie potrzeby do walki w obronie słabszych lub samej siebie. Taka składnia
      rozciąga się konsekwentnie na wszystkie pozostałe podmioty i przedmioty.
      Inaczej mówiąc, podmiot ani się nie ukrywa za jego określeniami, ani ich nie
      używa do podstępnego wprowadzania siebie na pierwszy plan, ani też nie
      reklamuje się jako towar. Takie jest bezpośrednie dziedzictwo języka
      łacińskiego. Jeszcze inaczej mówiąc – podmiot rządzi składnią, a więc i myślą
      ludzką i jej wymianą z innymi osobami.

      Swoisty ekumenizm języków zamącił przekaz Prawa Naturalnego między ludami i
      narodami, uprzywilejował aprioryzm w kreowaniu myśli ludzkiej, i co bardzo
      ważne - utrudnił odczytywanie przekazu dziedzictwa cywilizacji łacińskiej w
      Europie. Takie skutki spowodowało otwarcie się tego dziedzictwa na świat,
      zamiast wyjścia naprzeciw światu. Troska o własną tożsamość, czyli o postawę
      personalistyczną czyni wiarygodnymi pojęcia miłości Boga i bliźniego. Z
      przykrością trzeba stwierdzić np. wprowadzanie na siłę pojęcia tolerancji do
      szkół podstawowych, jako obiegowego hasła operatorowego, pod które każda
      władza może podłożyć w przyszłości dorosłemu już człowiekowi to, co zechce.

      Zdumiewający jest fakt spontanicznego szerzenia się określenia dobry Bóg.
      Zgodnie z tradycją języka podmiotu, jakim jest język cywilizacji
      personalistycznej, określenie dobry oznacza, że należy ono do ciągu par
      określeń, przeciwstawnych ze względu na cechy. Cecha alternatywą jest tu zły,
      czyli w domyśle – promocja poglądów Persów o współistnieniu dwóch bogów -–
      światła i ciemności.

      Kościół naucza, że Bóg posiada przymioty, które poznajemy, wymieniamy i
      przywołujemy po przyjęciu aktu wiary, że Bóg jest Jeden w Trzech Osobach
      Boskich. Logika składni personalistycznej jest żelazna – gdy badamy prawdziwość
      zdania, zaczynamy najpierw od badania naszej wiedzy o istnieniu podmiotu, a
      dopiero następnie badamy prawdziwość poszczególnych określeń podmiotu,
      związków między nimi. Taka logika personalistycznej składni języka spowodowała,
      że silniki tej cywilizacji oparte na abstrakcji (umartwieniu ducha) i ascezie
      (umartwieniu ciała) otworzyły przed człowiekiem drogę do poznawania
      niezbywalnej prawdy o Bogu jako przyczynie i celu każdego z nas.

      Dlaczego takie rozważania?

      Potrzeba takich rozważań, które są tylko przypomnieniem spraw w zasadzie
      znanych, jest oczywista. Niepokój, który ogrania naród, jest coraz silniejszy -
      wiadomo, że gdzieś dzwonią, ale nie wiadomo gdzie. To dzwonienie to głos Prawa
      Naturalnego słabo uświadomiony, bo zagłuszany przez media, lęk przed utratą
      egzystencji, przed niepewnością jutra, a w końcu nowe, masowe zjawisko –
      poczucie bycia człowiekiem zbędnym, niepotrzebnym Polsce i Polakom. Boimy się
      powrotu socjlakomunizmu, ale nie rozumiemy, że on właśnie trwa i rozwija się
      jako socjalliberalizm i realizuje zapowiadane przez ideologów marksizmu-
      leninizmu obumieranie państwa jako aparatu ucisku Obumieranie wiąże się z
      pojęciem bakterii i ich toksyn. Bakterie ideologii komunistycznej mają się
      znakomicie za parawanem grubej kreski, a ich toksyny po dzień dzisiejszy
      zatruwają polskie umysły i dusze.

      Powtarzam pytanie: Czy można zrozumieć historię powszechną oraz historię Polski
      bez znajomości historii Kościoła? Czy można skutecznie walczyć o prawo do
      życia dzieci nienarodzonych, osób starszych i ciężko chorych, o prawo do pracy
      i dachu nad głową - bez nauki podstaw etyki katolickiej? Czy dziwi nas, że w
      tej sytuacji katolicka nauka społeczna nie interesuje młodzieży, że jest
      nieznana ogółowi narodu, ale za to jest wykorzystywana manipulacyjne przez
      CSP?

      Skąd czerpać - po ludzku rzecz biorąc - nadzieję, że Polacy się zjednoczą,
      skoro nie wiedzą wokół czego mają się jednoczyć? Nie ma nawet dialogu wokół
      obowiązującej postaci Godła
      Rzeczpospolitej,
      bo pogodziliśmy się z kradzieżą krzyża z korony Orła w dniu 13
      grudnia 1927 r., z rozerwaniem jego korony i unieruchomieniem jego skrzydeł
      przez pięcioramienne gwiazdki.

      Którędy do wnętrza Kościoła?

      Intelektualizm Żydów wzdragał się przed przyjęciem ascezy jako praktyki
      ewangelicznej, za tym poszło zlekceważenie także Prawa Naturalnego. Pozostało
      tylko przekonanie o swoim bezwarunkowym wybraństwie, odseparowanie się od
      narodów i nienawiść do Chrystusa Pana, skrzętnie ukrywana przed światem po
      dzień dzisiejszy.

      Nie wiadomo dokładnie, dlaczego właśnie akurat w czasach nowożytnych część
      Żydów oderwała się od mozaizmu w kierunku ateizmu, tworząc teoretycznie i
      praktycznie tzw. żydokomunę - fundament pod ustrój ZSRR. Wybraństwo odtworzyło
      się w ideologiach ateistycznych - socjalkomunizmu, socjaldemokracji i
      socjalliberalizmu. Na ich pobrzeżach pojawiły się liczne prądy intelektualne o
      charakterze apriorycznym, przenikające do wnętrza Kościoła, jak np. tzw.
      chrześcijańska demokracja. Trudno nie zauważyć, że narodziła się ideologia
      opanowania Kościoła od wewnątrz metodą wypierania personalizmu przez
      gromadnościowość a zatem odpowiedzialności osobistej przez powszechną
      anonimowość. Na terenie świeckim oznacza to walkę z cywilizacją łacińską, a
      więc likwidację społecznego wymiaru Kościoła, zadanego przez Prawo Naturalne, i
      zredukowania go do diaspory, a w konsekwencji do roli głosu w dyskusji.

      Walka w obronie Kościoła jest dziś walką o odbudowę personalizmu w całym
      przekroju społecznym, we wszystkich dziedzinach życia. Będzie ona skuteczna
      tylko wtedy, gdy będzie równocześnie walką o odbudowę państwa cywilizacji
      łacińskiej.

    • Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 02:16
      Ludzie czy ideologia

      Uganianie się za teczkami to paradoksalnie – najmocniejszy, jak dotąd, zryw w
      kierunku odbudowy personalizmu. Jednak do tej odbudowy nigdy nie dojdzie,
      jeżeli nie pozbędziemy się toksyn ideologii gromadnościowej, wyhodowanej na
      skrzyżowaniu cywilizacji żydowskiej i bizantyńskiej (o kulturze niemieckiej).
      Ocena setek tysięcy ludzi musi brać pod uwagę, że wszystko to było ideowo i
      politycznie dziełem wąskiej grupy polityków - obywateli polskich, z reguły o
      zmienionych nazwiskach i uproszczonych życiorysach. Politycy ci przyjechali z
      taborami Armii Czerwonej. Do nich dołączyli ideologowie, ci, których
      uratowali - często za cenę życia - Polacy. Między nimi przewijali się obywatele
      polscy opcji niemieckiej, którzy szybko przechodzili od orientacji na III
      Rzeszę, do orientacji na członkostwo w PZPR. W ten sposób Pakt Ribbentrop -
      Mołotow miał szansę dalszej realizacji.

      Nowo sformowana ekipa antypolska bez wysiłku orzekała i wykonywała wyroki
      śmierci na patriotach polskich, pod zarzutem rzekomej kolaboracji z okupantem
      niemieckim. Po zerwaniu koalicji antyniemieckiej fałszywe oskarżenia o
      kolaborację zostały rozszerzone na państwa zza żelaznej kurtyny. Rozstrzygając
      ludzie czy ideologia, przypomnijmy modlitwę Kornela Ujejskiego, który pod
      wrażeniem rzezi galicyjskiej, sprowokowanej przez Austriaków, prosił : rękę
      karz, nie ślepy miecz!.

      Uwaga na „ postęp i rozwój”!

      To, co sprzyjało funkcjonowaniu sumienia i Prawa Naturalnego – zaczyna znikać
      dla współczesnego człowieka, dlatego przypomnijmy co należy. Poczucie
      sprawiedliwości jest nam potrzebne, aby odczuwać niepokój przy pełnym stole,
      gdy inni głodują. Potrzeba umiarkowania powinna obronić nasze gospodarstwa
      wiejskie przed mirażem złotodajnych ferm i realnym bankructwem. Dar
      roztropności powinien nas ostrzec przed watahami zagranicznych oszustów i
      lichwiarzy. Cnota męstwa przyda nam się bardzo, gdy nie znający granic wiatr
      przywieje nam z zagranicy pyłki genetycznie zmodyfikowanych roślin, a
      właściciele pól eksperymentalnych będą nas ciągać po sądach za rzekomą kradzież.

      Ale Polska, dzięki swojej rzekomej zaściankowości, dzięki swojemu bogactwu
      wiary i zdrowej ziemi ojczystej - nie musi bać się grozy powszechnej śmierci
      ciała i duszy, jeżeli tylko oddali hypnotyzerów spod znaku ideologii,
      zwalczającej Boga w umyśle i sercu człowieka. Bodźcem do tej walki niech będzie
      dla nas dobro innych narodów, znajdujących się w znacznie gorszej sytuacji.
      Bądźmy dla nich – jako naród i jako państwo – wzorem cywilizacji łacińskiej,
      znanej z harmonii ufnej modlitwy i rzetelnej pracy – chociażby w pocie
      czoła!

    • Gość: woj Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.05, 10:41

      Nazwa Instytutu Pamieci Narodowej - zgodna z ustawą o jego powołaniu -
      pozostaje w głębokiej sprzeczności z rzeczywistym jego funkcjonowaniem.
      Przekonać się o tym nie trudno; czy to poprzez ocenę dorobku instytutu, jego
      publikacji, czy chociażby poprzez stosunek instytutu do spraw narodowych, a
      szczegolnie w kwestii opracowań dotyczących narodowego antykomunistycznego
      podziemia. Tą haniebną sprawą zajmę się jednak osobno.

      W niniejszym artykule ograniczę się tylko do oceny IPN dokonanej w książce
      Wiktora Poliszczuka “Gorzka prawda - cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa”,
      Toronto 2004. Ocena ta jest o tyle ciekawa, że Poliszczuk jako Ukrainiec
      zamieszkały na dodatek w Kanadzie - dokonuje jej z zewnątrz.

      Ksiązka dr. Poliszczuka składa się niejako z dwóch cześci. Pierwsza dotyka
      istoty nacjonalizmu ukraińskiego i ludobójczej działalności OUN-UPA. Druga –
      autobiograficzna bardziej - dotyczy warsztatu, publikacji autora, jak też
      procesu odradzania się nacjonalizmu ukraińskiego w Polsce i na Ukrainie.
      Dokumentuje przy tym zmagania autora z polskim IPN i zakłamaniami polskiej
      historii - uprawianymi przez niektórych jego urzędników.

      Grzegorz Motyka z IPN w indeksie nazwisk książki Poliszczuka występuje aż na 71
      stronach. Przyjrzyjmy się zatem niektórym chociaż konkretnym zarzutom w
      stosunku do niego. W referacie “Polskie podziemie w poludniowo-wschodnich
      powiatach dzisiejszej Polski w latach 1939-1946” - Motyka zarzuca polskiemu
      podziemiu mordowanie Ukraińców! Stosuje przy tym terminologię nie historyka
      lecz nacjonalisty ukraińskiego. Polskie podziemię nie wykonywało bowiem wyroków
      na Ukraińcach jako takich, lecz na kolaborantach niemieckich OUN-UPA-SKW.
      Motyka kreśli przy tym mit jakoby Polacy z Ukraińcami w czymś się nie zgadzali
      i w rezultacie wzajemnie mordowali... Jest w takim stawianiu sprawy wyraźne
      zaangażowanie polityczne – niedozwolone historykowi. Jest też formułowanie ocen
      nie potwierdzonych faktami, nieścisłość w terminologii, a nade wszystko brak
      elementarnej logiki. (210) Czy chodzi tu jednak napewno o brak logiki a nie
      świadomy brak dobrej woli? Można mieć wątpliwości.

      Motyka zarzuca bowiem Polakom udział w masowych niemieckich akcjach karnych np.
      wieś Malin w łuckim (624 zabitych Czechów i 124 Ukraińców) i wieś Tuliczów w
      rejonie turzyńskium gdzie zginęło jakoby ponad tysiąc osób – starców przede
      wszystkim i dzieci. Tymczasem co do Malina przeczą temu zeznaia czeskich
      świadków, które Motyka uparcie pomija. Według nich wśród pacyfikujących był
      tylko jeden policjant niemiecki o polsko-brzmiącym nazwisku: Martin
      Levandowsky. Natomiast odnośnie Tuliczowa Poliszczuk posiada obszerne zeznania
      nacjonalisty ukraińskiego zaprzeczające rzekomej masakrze. U Grzegorza Motyki
      Polacy występują nawet na pierwszym miejscu; według niego to Polacy i Niemcy
      wymordowali Czechów. Dziwić może, że przyjmuje tu wersję podrzuconą przez
      upowca, który dla poprawy obrazu UPA jest zainteresowany robieniem z Polaków
      morderców. (227)

      W 60 rocznicę mordów wołyńskich - Motyka z Machcewiczem napisał obszerny
      artykuł w którym dwie trzecie objętości stanowił mord na Żydach w Jedwabnem, a
      tylko jedna trzecia dotyczyła zbrodni wołyńskich. Zrównali w ten sposób Polaków
      z mordercami z UPA. (274)

      Jakże inne jest postępowanie IPN-u odnośnie zbrodni dokonywanych na Polakach.
      Poliszczuk przytacza przykład braku zainteresowania instytutu - dokumentami
      dotyczącymi udziału nacjonalistów ukraińskich w tłumieniu Powstania
      Warszawskiego. Natomiast w periodyku IPN „Pamięć i sprawiedliwość” – Motyka
      takiemu udziałowi nawet zaprzecza! (256)

      Niezależnie od „badania” przez IPN historii Polski – instytut pełni też rolę
      edukacyjną poprzez przygotowywanie materiałow do nauczania. Tymczasem te
      materiały są często najzwyklejszym zakłamywaniem historii. Nieprawdą jest już
      sam konflikt polsko-ukraiński; wyrzynanie bowiem bezbronnej, cywilnej ludności
      wraz z dziećmi przez OUN-UPA - nie jest walką tylko ludobójstwem, a strona
      polska jeśli się broniła - nie była w stanie konfliktu i walki, lecz w stanie
      obrony. (251) Zakłamywania idą też w kierunku przedstawiania upowskich działań
      na terenie Polski jako antykomunistycznej walki. Tymczasem miały one na celu
      oderwanie od niej ziem wschodnich. Takim samym celom służy teraz zresztą -
      kreowanie przez tego speca z IPN do spraw ukraińskich i jego szefa Machcewicza
      nowego pojęcia „Ukraińców wypędzonych”. Chodzi tu naturalnie o akcję ”Wisła”.
      Tymczasem nie były to „wysiedlenia” tylko „przesiedlenia” i były jedynym
      sposobem na ukrócenie banderowskich zbrodni.

      Motyka, Stryjek, Machcewicz idą noga w nogę z nacjonalistami ukraińskimi-
      stwierdza Poliszczuk w swej najnowszej ksiazce. Posługują się kłamstwem i
      manipulacją. Uogólniają pojedyńcze fakty, lub tworzą całkiem nowe. Szczególnym
      tupetem odznacza się jednak Motyka. W swej książce pt. „Tak było w
      Bieszczadach” nie zawahał się sfałszować tekst „Dekalogu” nacjonalizmu
      ukraińskiego z podaniem jednak prawdziwego żródła.(270) „Swoją książkę
      zaopatrzył w motto Andrzeja Olszańskiego o cerkwi łemkowskiej. Nie jest moim
      zamiarem wróżenie z fusów ani sugerowanie czegoś, ale zdecydowana obrona
      nacjonalizmu ukraińskiego uprawiana przez G. Motykę i A. Olszańskiego sama
      nasuwa mi myśl: czy pierwszy z nich nie jest bliższym lub dalszym potomkiem
      Mykoły Motyky, a drugi Wołodymira Olszańskiego, o ktorych pisze Petro Mirczuk w
      swej "Historii OUN" w kontekście działań OUN w Polsce". (267 cyt. za
      Poliszczuk)

      Biorac caloksztalt działalnosci Motyki w IPN, można potwierdzić tezę o
      agenturalnej działalności tegoż urzędnika. Książka Poliszczuka mogłaby służyć
      zatem za cenny materiał dowodowy w ewentualnym procesie sądowym.

      Jaki pan taki kram – chciałoby się powiedzieć o IPN Kieresa bo poczynając od
      sprawy Jedwabnego poprzez sprawę KL Warschaw i narodowego podziemia, a kończąc
      na ochronie komunistycznych przestępców, prania brudnych charakterów, czy
      wreszcie służalczości w stosunku do wrogich Polsce ośrodków propagandy i
      przeróżnych politycznych nacisków – IPN nie wygląda najlepiej. Tak samo zresztą
      i Polska.


      Wojciech Kozlowski
      • Gość: norrys Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.chello.pl 24.05.05, 10:29
        Problem z IPN-em jest oczywisty. Funkcjonuje w innym celu niż został powołany i
        realizuje doraźne cele polityczne (i osobiste jego "gwiazdorów"). I nie jest
        istotne czy są to cele czerwonych, białych, czarnych czy tęczowych, istotne
        jest to, że zawsze będzie dla takich celów działać wywołując różne,
        niekoniecznie pożądane reakcje społeczne. Takich reakcji oczywiście by nie było
        (a przynajmniej nie w takim nasileniu) gdyby IPN prezentował TYLKO prawdę
        historyczną, bez kierunkujących komentarzy.
        Pisałem już na tym forum o 'grubej kresce' Hiszpanów, którzy przeżyli wojnę
        domową - nie będę tego powtarzać. W Polsce się tego nie doczekamy nawet gdyby
        rozwiązano tę chorą instytucję jaką jest IPN, bo i nasza klasa polityczna jest
        chora, a i społeczeństwo na nią głosujące nie prezentuje się najlepiej.
        Nie dziwię się, że WIĘKSZOŚĆ młodych ludzi chce z Polski emigrować. A szkoda...
    • Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.05, 13:46

      IPN UWIKŁANY W ZBRODNIĘ LUDOBÓJSTWA

      Osoba ukrywająca mordercę staje się automatycznie wspólnikiem zbrodni. Przez
      analogię również zbrodnią jest haniebny proceder fałszowania historii – tym
      bardziej jeśli przedmiotem fałszowanej historii jest ludobójstwo. A oto kilka
      przykładów:

      Stanisław Biernacki - niegdysiejszy sekretarz POP PZPR d/s ideologicznych w
      Ministerstwie Sprawiedliwości – wyróżniony został za swą przeszłość funkcją
      historyka IPN w „odrodzonej” Polsce. W czasie pełnienia tej funkcji - zanegował
      istnienie KL Warschau – wracając tym samym do staropartyjnej komunistycznej
      linii, a na dodatek spowodował rozwiązanie Warszawskiej Okręgowej Komisji
      Badania Zbrodni Hitlerowskich. Natomiast na konferencji historyków w Brukseli
      obniżył straty biologiczne poniesione przez Polskę w czasie II Wojny Światowej
      o połowe.

      Krystyna Smardzewska - zatrudniona w IPN pomimo braku odpowiednich
      kwalifikacji - z dokumentacji przygotowanej do prokuratury niemieckiej usunęła:
      rozkaz Himmlera z 31 lipca 1942 na podstawie którego polscy patrioci traceni
      byli w KL Warschau, protokół Norymberski w części stwierdzającej funkcjonowanie
      obozu, ekspertyzę biegłych dotyczącą komór gazowych.

      Stanisław Kaniewski – były prokurator stalinowski („zasłużony” prowadzeniem
      procesu Prymasa Tysiąclecia) – zastępca dyrektora d/s śledczych IPN
      w „odrodzonej” Polsce (córka zamieszkała na stałe w Niemczech); pracując w IPN
      zażądał od innego sędziego - niewysyłania do prokuratury niemieckiej rozkazu
      Himmlera z 16 lutego 1943 oraz protokółu przesłuchania dowódcy SS Geibla. Po
      napotkanej odmowie odłożył śledztwo na dwa lata. Nie dopuścił do przyjazdu
      niemieckich prokuratorów. Blokował przesłanie materiałów do prokuratury
      niemieckiej. Polecił wyłączyć z akt akta egzekucji ulicznych i doprowadził do
      ich zniszczenia - trzymając na balkonie w niedomkniętej szafie, a były tam akta
      egzekucji w sprawach w których toczyły się w Niemczech śledztwa. W tym czasie
      zginęły zeznania świadków z okresu powojennego na temat obozu. Wypaczył stan
      wiedzy na temat obozu i doprowadził do umorzenia śledztwa bez wiedzy i zgody
      sędziego prowadzącego.

      Ryszard Walczak – były pracownik Akademii Nauk Społecznych KC PZPR – jako
      dyrektor IPN wszystko to akceptował. Sam z kolei forsował stanowisko, że to
      Polacy prześladowali Niemców w tymże obozie po wojnie.

      Nowe kierownictwo z panem Kieresem i Kuleszą na czele wyraźnie utrzymuje profil
      oskarżania przez IPN narodu polskiego. Odnośnie KL Warschau nie słychać aby
      naprawiło dokonane fałszerstwa zgodnie ze znaną Uchwałą Sejmu poprzedniej
      kadencji. Mało tego, z książki sędzi Marii Trzcińskiej wynika, że fałszerstwa
      dokonywane są dalej. Cytuję str. 107: „Jest rzeczą wysoce niepokojącą, że w IPN
      mogło dojść do zmyślenia cytatu, włożenia w usta świadka treści, której nie
      powiedział, a następnie przekazanie takiej dezinformacji do najwyższego organu,
      Sejmu, jako „dowodu” na niekorzyść w sprawie!”

      • Gość: Ender Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 15:30

        Przepraszam czy jesteś może z "Młodzieży Wszechpolskiej, LPR, a może od o.
        Rydzyka?

        A teraz na poważnie: bardzo wysoko oceniam działalnośc IPN-u i nawet wpadka
        z "Listą Wildsteina" i sprawa ojca Hejmy nie zmienią moje wyskoiej oceny prof.
        Kieresa zarówno jako osoby na powaznym stanowisku i jako człowieka.
        Poza tym: jezeli oczekujemy jakiegoś aktu ekspiacji np. od Rosji za Katyń cz
        39r. to sami musimy też uderzyć się w piersi kiedy trzeba. Standardy które
        chcemy by ktoś inny respektował musimy sami pzryjmować.
        Przykładem niech bedzie zbrodnia a Jedwabnem-wiadomo że Polacy przyłożyli
        wtedy do niej ręke w jakimś stopniu i powinno to budzić nasz wstyd i chęć
        ujawnienia, a nie krycia pod dywan. Tylko jawnośc i akceptacjia i żal pozwolą
        zmyć te nieliczne plamy a wartosci którą jako naród cenimy sobie szczególnie-na
        honorze.
        • Gość: olga Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.eranet.pl 28.05.05, 01:29
          negatywnie
    • Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:02

      Prof. Kieres stwierdził, że wszystkie decyzje IPN odnośnie ujawniania
      agentury są przez niego kontrolowane, przyjąć więc należy, iż jest on
      odpowiedzialny za nowe pomysły Instytutu w dziele ochrony agentury. Poniżej
      przytaczamy dwa przykłady radosnej twórczości prof. Kieresa, który agentów
      będzie chronił jak niepodległości, no chyba że będą nimi Niezabitowska, oj.
      Hermo albo Koziołek Matołek.

      Szerokie możliwości interpretacyjne stwarza art. 32 ust. l ustawy,
      stwierdzający, iż pokrzywdzonego można poinformować o osobach go
      rozpracowujących i nań donoszących „..., jeżeli można je jednoznacznie określić
      na podstawie dokumentów danego organu bezpieczeństwa. Przepis ten stosuje się
      również do innych osób, które denuncjowały pokrzywdzonego."

      A zatem nie potrzebna jest już cezura roku 1983, co więcej, można chronić
      wszystkich agentów, wystarczy tylko stwierdzić, iż nie można ich „jednoznacznie
      określić”.

      I ta już po dwu latach oczekiwania IPN poinformował jedną z poszkodowanych,
      iż „nie odnaleziono dokumentów, które pozwoliłyby na jednoznaczną identyfikację
      współpracowników: „GK", „Kułak" i „Ramzes". Mimo że „W dzienniku archiwalnym
      teczek personalnych i wyeliminowanej agentury Wydziału „C" SUSW odnaleziono 1
      kartę o treści ps. "Ramzes" wraz ze wskazaniem ówczesnego nr archiwalnego akt
      osoby kryjącej się pod ww. pseudonimem. Akt dotyczących tej sprawy czyli teczki
      osobowej oraz teczki pracy współpracownika brak w zasobie IPN i nie jest
      możliwe dokonanie sprawdzeń, czy ten współpracownik składał doniesienia w
      sprawie o kryptonimie „Antyk".

      A więc już wiemy, że IPN ujawniłby TW tylko w wypadku zachowania jego
      pełnej teczki osobowej oraz teczki pracy. Oznacza to, iż żaden naprawdę
      wartościowy agent nigdy nie zostanie ujawniony, chyba że zajdzie taka potrzeba
      w prowadzonej grze operacyjnej na scenie politycznej.

      Donosy TW „Ramzesa” czyli Zdzisława Króla, które są w naszym posiadaniu
      (patrz: Archiwum Opozycji), noszą datę 2 stycznia 1985 roku, a więc dwa lata po
      magicznej dacie 1983 chroniącej agenturę. Zachodzi zatem pytanie dlaczego nie
      zasłonięto się cezurą 1983 roku tylko wymyślono inne wytłumaczenie?

      Czyżby prof. Kieres pozwalając na szukanie agenta działającego po 1983 roku
      łamał interpretację prawa, którą samowolnie ustanowił, czy też postanowił
      złamać własne prawo w przewidywaniu jego zmiany i wymyślił formułkę – wytrych.
      Teraz już nie będzie można „jednoznacznie określić” żadnego agenta, no chyba że
      Kiszczak tego zażąda, wtedy nastąpi repeta z Niezabitowskiej i oj. Hejmo.

      Już w maju tego roku dowiedziałem się o kolejnym wyczynie prof. Kiereja,
      który stawia pod znakiem zapytania zasadność pozostawania szefa IPN na
      wolności. Otóż okazało się, że w jednym z oddziałów Instytutu, agenci są
      ujawniani pod warunkiem, że osoba pokrzywdzona zatrzyma wiedzę o nich w
      tajemnicy i nie powtórzy ich nazwisk nikomu. Biedni pokrzywdzeni, tzw. ludzie
      prości, straszeni są przy tym konsekwencjami karnymi. Pójść do więzienia za
      ujawnienie donosiciela komunistycznej bezpieki to by było coś. Nareszcie
      konsekwentne działania w III RP. Jeszcze większą konsekwencją byłoby na
      przykład rozstrzelanie wszystkich którzy NIE donosili na bezpiekę i w ten
      sposób oczyszczenie narodu polskiego z elementów do gruntu zepsutych i
      niemoralnych. Optuję za tym ostatnim rozwiązaniem i pierwszy ustawiam się w
      szeregu, tym chętniej że zapewne nie będę w nim musiał patrzeć na żadnych
      polityków, profesorów, autorytety moralne, pisarzy itp. itd.
    • Gość: jan Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:12
      Leon Kieres, szef Instytutu Pamięci Narodowej, powiadomił opinię publiczną, że
      kierowana przez niego instytucja rozpoczyna „polskie śledztwo w sprawie
      Katynia”. Ma ono ustalić okoliczności zbrodni, sprawców, także tych żyjących
      oraz wyjaśnić miejsca pochówku wszystkich zabitych. Decyzję IPN uznać należy z
      jednej strony za polityczną, z drugiej za podyktowaną chęcią wykazania się
      przed opinią publiczną, udowodnienia sensu istnienia. Jak wiadomo IPN jest od
      lat atakowany przez lewicę (i nie tylko lewicę), co roku SLD próbuje obciąć IPN-
      owi budżet. Kieres musi więc wykonywać działania, które stworzą wokół IPN-u
      atmosferę nietykalności. Kto teraz zaatakuje IPN, będzie postawiony w jednym
      szeregu z mordercami z NKWD. Jest i drugi powód tej decyzji – na tle
      wzrastającej ukrainofilii (a właściwie juszczenkofilii), potrzebny jest krok
      odwracający uwagę naszej opinii publicznej od nie rozliczonej zbrodni
      ludobójstwa dokonanej na Polakach przez OUN-UPA. Ponieważ wciąż pojawiają się
      żądania wyjaśnienia tej zbrodni, najlepszym unikiem jest skierowanie ataku na
      Rosję. Kieres wywodzi się z kręgu Unii Wolności, a partia ta była i jest
      ounofilska, to jej liderzy (Kuroń, Bujak, Frasyniuk) publicznie
      usprawiedliwiali ludobójstwo UPA, stawiając na jednej szali „polskie zbrodnie”.
      W dodatku teraz, kiedy elity polityczne III RP oszalały na punkcie Ukrainy –
      taki unik jest ze wszech miar potrzebny.
      Kieres twierdzi, że mord katyński był ludobójstwem, wobec tego wszyscy jego
      uczestnicy muszą podlegać ściganiu. Załóżmy, że tak było. W takim razie,
      dlaczego ten sam Kieres nie chce uznać zbrodni UPA za ludobójstwo i ścigać
      wszystkich żyjących członków tej organizacji, którym można postawić zarzuty?
      Dlaczego wymordowanie 22.000 oficerów jest ludobójstwem a 120.000 cywilów (w
      tym dzieci i starców) – nie? Dlaczego chce się ścigać 20-letnich szeregowych
      funkcjonariuszy NKWD, a jednocześnie toleruje się udział w oficjalnych
      konferencjach w Polsce członków kierownictwa OUN (Bandery), takich jak Mykoła
      Łebed`? Takich pytań należy zdać więcej. Myślę, że Leon Kieres nie udzieli na
      nie odpowiedzi. Jedno wszakże jest pewne – IPN pod kierownictwem Kieresa jest
      instytucją polityczną, wykonującą nie pracę badawczą, ale służącą do
      wykonywania zamówień ośrodków politycznych, którym tak naprawdę
      podlega. „Polskie śledztwo w sprawie Katynia” jest tego kolejnym dowodem.
    • Gość: lubomir Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:13
      Skuteczność działań Leona Kieresa jest niewielka. Przy katastrofalnym stanie
      finansów państwa, nie widać głębszego sensu w utrzymywaniu instytucji
      prowadzących działalność wybitnie pozorną. Praca L.Kieresa to taki sam rodzaj
      działalności, jak ´naprawa Rzeczypospolitej´ przez Michnika, Urbana,
      Szyszkowską czy Najsztuba. Od tych zawodowych mącicieli i demoralizatorów,
      cuchnie na odległość. Prawie zebrać ich i wyekspediować do Tel Awiwu albo nad
      Eufrat.
      A
    • Gość: mirosław Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:17

      No nareszcie! Przez szesnascie lat karmiono polskie spoleczenstwo klamstwami,
      ze SBecy uprawiali tylko takie niewinne igraszki jak mordowanie strajkujacych
      gornikow kopaln Wujek i Manifest Lipcowy, wyprawienie na Lepszy Swiat Ks.
      Popieluszki, przeprowadzenia udanej eutanazji szeregu innych ksiezy,
      zakatowanie kilku studentow itp. Co po Sbekach splywa jak woda po przyslowiowej
      kaczce.

      Ale teraz koniec! Okazalo sie ze popelniali tez powazne zbrodnie: - falszywie
      oskarzyli Lecha Walese ze razem z nimi stal na strazy komunizmu, komunistow i
      postkomunistow, ze skok na waaadze z bratem planowal
      krolewski rodowod sobie dorabiajac i o kochanym przez cala SBecje Kosciele zle
      sie wyrazajac. Prokurator jeszcze nie wie, ze ta sama SBecja juz w czasie
      prezydenckiego walesowania okropna wideotasme podrobila, zatytulowala ja “Nocna
      Zmiana” i nawet ja o zgrozo raz (!) w polskiej TW puscila. A na tej tasmie to
      ucharakteryzowany na Walese SBek w zywe oczy sie widzom do sbeczenia przyznaje.
      A jaki podobny! Musi co Ci SBecy to sztuke pospiesznego klonowania do perfekcji
      doprowadzili zeby Moralne Altorytety dajace buzi Kiszczakom i Jaruzelskim
      najpierw w g. upaprac, a potem triumfalnie do moralnosci jako meczennikow
      przywrocic …

      Jakby gdanski IPN tej tasmy nie mial, to na zyczenie od wlasnych oczu ja sobie
      odejme zeby na oltarzu IPNowskiej sprawiedliwosci jako dowod zlozyc. Tylko
      jeszcze trzeba tego Sbeka co sie pierwszy do falszowania przyznal i teraz
      uczciwie swoja wine odpokutowuje w Instytucie Historycznym LW pracujac Orlem
      Bialym odznaczyc i dac mu dziesiec lat z zawieszeniem (dla przykladu)…

      To je to! Aha – i innych, juz nie sbeckich swiadkow to trzeba albo w tym samym
      Instytucie korzystnie zatrudnic, albo jak najszybciej trawke na nich zasiac,
      coby w swojej zatwardzialosci uczciwosci IPNu i ministerstwa sprawiedliwosci
      nie podwazali. Niech lepiej tez suuuuszna historie w rzeczonym Instytucie
      produkuja. No i durnemu Frasyniukowi trzeba jezyk odciac, bo o zamiarze
      wspolnego z Kiszczakiem i Walesa skoku na wladze juz w roku 1983 w wiezieniu w
      Leczycy w uszy mi belkotal, do udzialu mnie namawiajac. Wiadomoscia o czym i
      moja odmowa strasznie dzien po swoim wyjsciu z wiezienia (18 wrzesien ’83)
      Walese zaniepokoilem.
    • Gość: łukasz Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:26
      Śledztwo, prowadzone przez IPN w sprawie Jedwabnego, skończyło się umorzeniem
      postępowania. Prokurator nie zdołał precyzyjnie ustalić winnych, nie odtworzył
      przebiegu wydarzeń, nie zbadał nowych okoliczności, które wpłynęłyby znacząco
      na naszą wiedzę. Przede wszystkim doszło do skandalicznego przerwania
      ekshumacji, która miała przyczynić się do ustalenia stanu faktycznego. A
      polskie prawo nakazuje ustalenie liczby ofiar i sposobu ich uśmiercenia. Ma to
      rozstrzygające znaczenie dla ustalenia sprawców i ich winy.

      Tym gorzej dla faktów...
      Tu nic takiego nie było. Gdy okazało się, że przebieg wydarzeń był diametralnie
      inny, niż zeznawali rzekomi "naoczni świadkowie" oraz że są dwie mogiły ofiar
      żydowskich a nie jedna (w dodatku zlokalizowana w obrębie stodoły, a nie w
      oddaleniu od niej), ekshumację brutalnie przerwano.
      Mimo to i tak na jaw wyszły fakty, które nad całością dotychczasowych "ustaleń"
      postawiły wielki znak zapytania. Przede wszystkim, że ofiar było
      dziesięciokrotnie mniej, niż podawali "świadkowie" żydowscy. Po drugie, nie
      było żadnych oznak rabunku ofiar, przy których znaleziono duże ilości
      wartościowych przedmiotów, w tym ozdób i monet ze złota. Zwłoki nie były
      bezczeszczone w celu odarcia ich z kosztowności czy złotych zębów, a takie były
      zeznania głównych świadków oskarżenia. Najważniejsze zaś było to, że mimo
      intensywnych poszukiwań nowoczesnymi metodami nie znaleziono innych mogił ofiar
      żydowskich. A miało ich być bardzo dużo w całej okolicy, co miało świadczyć o
      pogromowych instynktach polskiej ludności miasteczka. I wreszcie, pion śledczy
      IPN nie był w stanie ustalić sprawców (a miały ich być dziesiątki, jeśli nie
      setki), przyjął więc arbitralnie, że winni byli wszyscy ci, którzy zostali
      skazani w pośpiesznym procesie w okresie stalinowskim w 1949 roku.
      IPN ustami swego prezesa Leona Kieresa (który dwoił się i troił), wypowiadał
      się wszędzie o "polskiej winie" na długo przed zamknięciem śledztwa i utrudniał
      wypowiedzi tym, którzy mieli inne zdanie. Tak było m.in. z artykułem ś.p. prof.
      Tomasza Strzembosza, który "nie zmieścił się" w okolicznościowym wydawnictwie
      anglojęzycznym, wywiezionym przez prezesa Kieresa do USA w celach
      przepraszająco-propagandowych.
      Między ustaleniami śledztwa a dotychczasową propagandą jest ogromna przepaść.
      Jednak, wbrew wszelkim regułom, skoro fakty nie pasują do propagandy, to tym
      gorzej dla faktów.

    • Gość: łukasz Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:27
      Niezależnie od poczynań IPN, wokół całej sprawy trwał medialny szum, który miał
      odpowiednio nastawić opinię publiczną. Postaci duże i małe z zakresu polityki,
      nauki, szeroko pojętej kultury jakby miały obowiązek dawać głos w tej sprawie,
      bo codziennie gdzieś, ktoś pojawiał się w mediach. Gdyby nie faktyczny tragizm
      całej sprawy, warto byłoby wyszydzić niektóre choćby tytuły ich wypowiedzi z
      racji pretensjonalności i ignorancji. Tak zapewne wyglądała sterowana
      propaganda w okresie stalinowskim, gdy uczeni i dojarki, dyrektorzy i murarze
      jednym tchem musieli potępiać "obóz kapitalistyczny", czyhający na naszą
      wolność i depczący naszą godność. Nie o prawdę wtedy chodziło, ale o bycie
      razem z władzą, czyli o "jedność patriotyczno-moralną". Dziś, gdy stalinizmu
      już nie ma, zadziwia sprawność organizatorów tej kampanii. Zapewne ówczesne
      doświadczenia zapadły im w pamięć na zawsze.
      Warto przypomnieć doszczętnie skompromitowany film Agnieszki Arnold "Sąsiedzi"
      (zwany "dokumentalnym"), który był przecież usilnie promowany przez
      kierownictwo IPN, które "napędzało" jej odpowiednich świadków i udzielało
      wszelkiej pomocy. Tuż po jego emisji w TVP film dostał prestiżową nagrodę, ale
      gdy wyszło na jaw, jakimi metodami reżyserka preparowała "świadków" oskarżenia,
      kręgi opiniotwórcze nabrały wody w usta. Okazało się, że świadkowie mieli po 2-
      3 lata podczas opowiadanych przez siebie wydarzeń, mówili, co im ślina na język
      przyniosła a późniejsze ustalenia śledztwa i pobieżnej ekshumacji obracały to w
      perzynę. Nic to! Miało być wrażenie, że "tak właśnie było" i odpowiednie
      autorytety przyklepały sprawę. Arnold zaś stała się głośna w kraju i zagranicą
      i krytykować jej nie można. Za granicą jest to niewzruszalna wykładnia
      wydarzeń, w dodatku stale utrzymuje się tam wersja o 1600 ofiarach (a czasami
      nawet jest ich jeszcze więcej).

      Nowy film o Jedwabnem
      Jakby tego było (nam) jeszcze mało, mamy nowy film o Jedwabnem - "The Legacy of
      Jedwabne" ("Dziedzictwo Jedwabnego"). Reżyser Sławomir Grunberg zapowiada
      premierę na 24 maja w kinie Muranów w Warszawie, w ramach Warszawskiego
      Międzynarodowego Festiwalu Filmowego "Żydowskie motywy" ("Ha-Motiv Ha-Jehudi").
      Organizatorzy festiwalu zapowiadają na swej stronie internetowej, że "jest on
      poświęcony narodowi żydowskiemu, jego tradycji, tożsamości narodowej i
      kulturowej oraz historii, zarówno współczesnej jak i na przestrzeni dziejów."
      Na stronie internetowej (www.warsawjff.ant.pl/frames1.htm) można znaleźć
      następujące informacje na temat tego filmu:
      "W Jedwabnym [sic! Powinno być: Jedwabnem - przyp. red. PJ], małym miasteczku w
      północno-wschodniej Polsce, Żydzi i Polacy żyli obok siebie przez ponad
      dwieście lat; do wybuchu drugiej wojny światowej Żydzi stanowili ponad połowę z
      2500 mieszkańców miasteczka. Stosunki miedzy nimi układały się pokojowo, aż do
      10 lipca 1941 roku, kiedy to kilka dni po zajęciu Jedwabnego przez Niemców,
      prawie cała żydowska ludność miasteczka została zamordowana przez swych
      sąsiadów".
      Mamy tu typowe, notoryczne przekłamanie, tak powszechne w światowych mediach,
      które całkowicie ignoruje ułomne orzeczenie IPN o umorzeniu sprawy. Jak to
      bowiem możliwe, że "prawie cała żydowska ludność" została zamordowana, jeśli w
      momencie wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku było tam nieco
      ponad pięciuset Żydów, z których część uciekła z Armią Czerwoną, część
      rozproszyła się po okolicy i około 200 przeżyło masakrę? A dalej, co to znaczy,
      że zostali oni zamordowani "przez swych sąsiadów"? Przecież ta najbardziej
      kontrowersyjna teza Jana Tomasza Grossa została całkowicie skompromitowana,
      albowiem mimo ogromnego wysiłku nie udało się dowieść, aby wszyscy polscy
      mieszkańcy Jedwabnego brali udział w tych wydarzeniach. Przeciwnie, jeśli około
      200 Żydów przeżyło ten dzień w ukryciu w polskich domach, komórkach i
      obejściach, to znaczy, że była pomoc, świadczona przez Polaków na ogromną
      skalę... W dodatku śledztwo IPN wykazało, że najbardziej krwawe, przerażające
      sytuacje, zawarte w zeznaniach żydowskich "świadków" i tym podobnych
      dokumentach, w ogóle nie miały miejsca.
      I dalej czytamy: "Historia masakry w Jedwabnym [sic! Powinno być: Jedwabnem -
      przyp. red. PJ] nie przestaje być bolesną raną w sercach i umysłach zarówno
      polskich katolików jak i Żydów. Prowokujący do myślenia film wpisuje się w
      dialog o doniosłości pamięci historycznej dla zrozumienia tożsamości kulturowej
      i stosunków miedzy Żydami a nie-Żydami".

    • Gość: łukasz Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.05, 02:28
      Co to za "dialog", który stale powtarza nieprawdziwe slogany a głosów rozsądku
      w ogóle się nie dopuszcza? Warto przypomnieć, jak IPN postąpił z przesłuchaniem
      Hermanna Schapera, jednego z dowódców niemieckich doraźnych grup
      pacyfikacyjnych. Ów sędziwy obecnie osobnik (który do dziś nie został osądzony,
      choć jego rola w zagładzie ludności żydowskiej pobliskiego Radziłowa jest
      ustalona od kilkudziesięciu lat!) przypomniał sobie wprawdzie, że coś tam
      gdzieś w tym czasie spacyfikował, ale... przesłuchanie zostało przerwane bo
      świadek Schaper źle się poczuł. I już do sprawy nie powrócono.
      Sprawa Jedwabnego jest cały czas pieczołowicie nagłaśniana. Anna Bikont z
      redakcji "Gazety Wyborczej" wydała niedawno na ten temat ogromną kobyłę pt. "My
      z Jedwabnego" (ponad 430 stron!). Aby owo nieprofesjonalne, ale skrajnie
      propagandowe "dzieło" w ogóle zaistniało, zostało poprzedzone wstępem samego...
      Jacka Kuronia, który - jak się okazuje - był specjalistą także z tego zakresu
      (co za polihistor, prawda?). Kuroń napisał: "latem 1941 roku Polacy wymordowali
      swych żydowskich sąsiadów" i już tylko to świadczy o jego poziomie i zasobach
      intelektu.
      A więc kobyła Bikontowej istnieje, i to jak! Właśnie została zgłoszona do
      prestiżowej nagrody literackiej NIKE, utworzonej i rozdawanej przez
      środowisko "Gazety Wyborczej". Pewnie jej nie dostanie, aby zanadto nie obniżać
      prestiżu nagrody, ale i sama nominacja ma swoją wartość.

      ** ** **
      W ten sposób nigdy nie dojdziemy do prawdy o Jedwabnem i o tym, co się tam
      stało. O koniunkturalizmie całej sytuacji świadczy fakt, że inne tego typu
      zbrodnie pozostawiono bez wznawiania (czy też wszczynania) śledztw. A smaczku
      dodaje jeszcze to, że ekshumacje żydowskich grobów z czasów II wojny światowej
      są dokonywane bez żadnych przeszkód, co jest faktem w ogóle nieskrywanym. To w
      Jedwabnem, gdzie okazało się, że ofiar jest dziesięciokrotnie (!) mniej, niż
      zakładano, iż w grobach są łuski a w kostnych szczątkach kulki, pojawiły się
      nagle "względy religijne", które nakazały przerwać ekshumację. W ten sposób
      brutalnie przerwany został proces dochodzenia do prawdy. A bez niej wszelkie
      rozważania o dialogu, tolerancji i pojednaniu nie mają jakiegokolwiek sensu i
      należy je traktować jako część jednostronnej propagandy.

    • Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.05, 05:51
      Instytut Pamięci Narodowej dotychczas nie podjął - mimo wcześniejszych
      zapewnień jego przedstawicieli - śledztwa przeciwko osobom, które wzięły udział
      w mordzie sądowym na legendarnym przywódcy Armii Krajowej gen. Auguście
      Fieldorfie "Nilu". Nikt z prokuratorów, sędziów czy ławników nie poniósł za to
      odpowiedzialności. Od wielu lat bezskutecznie o sprawiedliwość walczy córka
      generała, która skierowała ostatnio w tej sprawie list otwarty do IPN.
      W piśmie do kierownictwa Instytutu Pamięci Narodowej Maria Fieldorf-Czarska
      wyraża dezaprobatę wobec postępowania Instytutu. Mimo jej starań i oczekiwań
      IPN nie podjął śledztwa wobec wszystkich osób, które brały udział w mordzie
      sądowym na jej ojcu gen. Auguście Fieldorfie "Nilu", odmawiając wznowienia
      śledztwa umorzonego przez sąd powszechny. Obecnie w Polsce żyją jeszcze 3 osoby
      uwikłane w zbrodnię na gen. Fieldorfie: prokurator Alicja Graff, wicedyrektor
      Departamentu Sądowego w Prokuraturze Generalnej w Warszawie, Kazimierz Górski,
      śledczy Urzędu Bezpieczeństwa, oraz Witold Gatner, prokurator obecny przy
      egzekucji. Ponadto córkom bohaterskiego generała odmówiono również statusu osób
      pokrzywdzonych w rozumieniu ustawy o IPN. Stało się to, mimo iż przez wiele lat
      były one obserwowane przez komunistyczną bezpiekę. Zaraz po aresztowaniu ich
      ojca zrobiono u nich w domu tzw. kocioł, a jeszcze w 1976 r. SB chciało dokonać
      rewizji w ich mieszkaniu. Nie otrzymały również nazwisk informatorów, którzy
      donosili na ich ojca. W otoczeniu generała działali agenci komunistycznej
      bezpieki. Wiadomo, że do aresztowania "Nila" w znacznym stopniu przyczynił się
      agent o kryptonimie "Arnold". Nie są znane jego dane, ale przypuszczalnie był
      to ktoś bliski.
      W sprawie listu otwartego IPN miał wydać specjalne oświadczenie, jak zapewniał
      w rozmowie z nami Jan Stanisław Ciechanowski, rzecznik prasowy Instytutu.
      Jednak w odpowiedzi na nasze wielokrotne zapytania słyszeliśmy, że należy
      jeszcze zaczekać. - I chyba nie będzie odpowiedzi - skomentowała całą sprawę
      Maria Fieldorf-Czarska, dodając, że czuje się bezsilna i zniechęcona postawą
      sądów i IPN. - Myślałam, że jakoś doprowadzę do skazania winnych czy znajdę
      miejsce pochowania ojca, ale nic nie załatwiłam. I tak odejdę z tego świata -
      stwierdziła smutno córka "Nila". Powiedziała, że w porównaniu z latami 50. w
      polskim wymiarze sprawiedliwości nic się nie zmieniło. - Pisałam do Suchockiej,
      pisałam, jak Kaczyński był ministrem, i nic - podkreśliła. - To są ludzie
      Okrągłego Stołu i absolutnie nic nie zrobią, chyba że to się rozwali i
      udowodnią im wszystko - dodała. Maria Fieldorf-Czarska powiedziała również, że
      rozważa wystąpienie o cofnięcie nazwania jednej z sal gdańskiego oddziału IPN
      imieniem jej ojca: - Miałam ich za przyjaciół, a okazało się, że jest inaczej.
      O bataliach sądowych córki "Nila" powstał nawet w 2002 r. film autorstwa Aliny
      Czerniakowskiej, ale na jego emisję nie zgodziła się TVP.
      Śledztwo w sprawie mordu sądowego na gen. Fieldorfie zostało wszczęte w 1992 r.
      przez poprzednika IPN - Główną Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi
      Polskiemu. Objęło ono wszystkie osoby, które w latach 1950-1952 zaangażowane
      były w sprawę gen. "Nila". Byli to przede wszystkim prokuratorzy: Naczelnej
      Prokuratury Wojskowej - Helena Wolińska, Prokuratury Generalnej - Benjamin
      Wajsblech i Paulina Kern, sędzia Sądu Wojewódzkiego Maria Górowska i dwóch
      ławników - Bronisław Malinowski i Mieczysław Szymański, oraz sędziowie
      orzekający w Sądzie Najwyższym - Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andrejew. W
      trakcie śledztwa okazało się, że podejrzani albo już nie żyją, albo zmarli w
      trakcie postępowania. Akt oskarżenia udało się sformułować jedynie wobec
      Wolińskiej i Górowskiej. W drugim przypadku wyznaczonemu już terminowi rozprawy
      przeszkodziła choroba byłej sędzi, a w końcu jej śmierć w 1998 r. Ostatecznie
      sąd umorzył sprawę, stwierdzając, że oprawcy działali zgodnie z obowiązującym
      wówczas - stalinowskim - prawem.
      Obecnie IPN prowadzi jedynie postępowanie przeciwko prokurator Helenie
      Wolińskiej-Brus oskarżonej o bezprawne pozbawienie wolności gen. "Nila". Do
      Wielkiej Brytanii, gdzie od 1968 r. ona przebywa, trafiły już dwa wnioski
      ekstradycyjne, ale sprawa od trzech lat stoi w miejscu. Wszczęcie śledztwa
      wobec Graff, Gatnera i Górskiego obiecywał w 2002 r. szef pionu śledczego prof.
      Witold Kulesza. Skończyło się odmową jego kontynuacji.
      August Emil Fieldorf urodził się w 1895 r. Podczas I wojny światowej walczył w
      I Brygadzie u boku Józefa Piłsudskiego. Następnie wziął udział w wojnie polsko-
      bolszewickiej. Po klęsce wrześniowej przedostał się do Francji. Potem powrócił
      do Polski jako emisariusz władz emigracyjnych. Był członkiem ZWZ-AK, a w 1942
      r. został dowódcą Kedywu. Po aresztowaniu przez NKWD, nierozpoznany, został
      zesłany na Syberię. Po powrocie do Polski został aresztowany w 1949 r. i w
      sfingowanym procesie skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w lutym 1953 r.
      Generał Fieldorf został zrehabilitowany w 1958 i 1989 r.
    • Gość: CÓRKA Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.05, 05:53
      Gdańsk, 31 marca 2005 r.

      List otwarty

      Instytut Pamięci Narodowej
      Główna Komisja Ścigania
      Zbrodni przeciwko
      Narodowi Polskiemu

      Pan Prof. Leon Kieres
      Warszawa

      Po długoletnich, lecz bezskutecznych staraniach w aparacie sprawiedliwości III
      RP o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej osób związanych z dokonaniem
      mordu sądowego na moim Ojcu śp. gen. A.E. Fieldorfie miałam nadzieję, że IPN
      przejmie tę sprawę i doprowadzi do osądzenia winnych.
      Nic bardziej mylnego, muszę z przykrością stwierdzić, że moje nadzieje były
      całkowicie nieuzasadnione...
      1. Dostałam odmowę na wznowienie postępowania karnego przeciwko osobom, które
      były bezpośrednio związane z wykonaniem wyroku śmierci na moim Ojcu.
      2. Odmówiono mi ujawnienia nazwisk informatorów, którzy donosili na mojego
      Ojca. Minęło już 50 lat, a informacje powyższe są niezbędne do ukończenia II
      części książki o moim Ojcu.
      3. W odpowiedzi na moje wnioski złożone w IPN odnośnie inwigilacji mojej
      rodziny i mnie otrzymałam zaświadczenia, że nie jesteśmy osobami pokrzywdzonymi.

      Jeżeli IPN nie posiada dokumentów dotyczących mnie i mojej rodziny, powinien
      tylko to stwierdzić, a nie wystawiać werdyktu niezgodnego z prawdą.
      Według IPN tylko mój Ojciec jest osobą pokrzywdzoną, bo został zamordowany.
      Jaki wniosek nasuwa się w świetle powyższego?
      Nie należy szukać sprawiedliwości u niesprawiedliwych.

      Z poważaniem
      Maria Fieldorf-Czarska

    • Gość: sredni Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.05, 09:20
      Grzegorz Motyka z IPN w indeksie nazwisk książki dr. Poliszczuka występuje aż
      na 71 stronach. Przyjrzyjmy się zatem niektórym konkretnym zarzutom w stosunku
      do niego. W referacie "Polskie podziemie w południowo-wschodnich powiatach
      dzisiejszej Polski w latach 1939-1946" - Motyka zarzuca polskiemu podziemiu
      mordowanie Ukraińców! Stosuje przy tym terminologię nie historyka lecz
      nacjonalisty ukraińskiego. Polskie podziemie nie wykonywało bowiem wyroków na
      Ukraińcach jako takich, lecz na kolaborantach niemieckich OUN-UPA-SKW. Motyka
      kreśli przy tym mit, jakoby Polacy z Ukraińcami w czymś się nie zgadzali i w
      rezultacie wzajemnie się mordowali...
      Jest w takim stawianiu sprawy wyraźne zaangażowanie polityczne - niedozwolone
      historykowi. Jest też formułowanie ocen nie potwierdzonych faktami, nieścisłość
      w terminologii, a nade wszystko brak elementarnej logiki. (s. 210). Czy chodzi
      tu jednak na pewno o brak logiki a nie świadomy brak dobrej woli? Można mieć
      wątpliwości.
      Motyka zarzuca bowiem Polakom udział w masowych niemieckich akcjach karnych,
      np. na wieś Malin w łuckim (624 zabitych Czechów i 124 Ukraińców) oraz na wieś
      Tuliczów w rejonie turzyńskim - gdzie zginęło jakoby ponad tysiąc osób - przede
      wszystkim starców i dzieci. Tymczasem co do Maliny przeczą temu zeznania
      czeskich świadków, które Motyka uparcie pomija. Według nich, wśród
      pacyfikujących był tylko jeden policjant niemiecki o polsko-brzmiącym nazwisku:
      Martin Levandowsky. Natomiast odnośnie Tuliczowa Poliszczuk posiada obszerne
      zeznania nacjonalisty ukraińskiego zaprzeczające rzekomej masakrze. U Grzegorza
      Motyki Polacy występują nawet na pierwszym miejscu; według niego to Polacy i
      Niemcy wymordowali Czechów. Dziwić może, że przyjmuje tu wersję podrzuconą
      przez upowca, który dla poprawy obrazu UPA jest zainteresowany robieniem z
      Polaków morderców. (s. 227i 275).

      Czy to ma być edukacja?
      W 60. rocznicę mordów wołyńskich - Motyka z Pawłem Machcewiczem napisali
      obszerny artykuł, w którym dwie trzecie objętości stanowił mord na Żydach w
      Jedwabnem, a tylko jedna trzecia dotyczyła zbrodni wołyńskich. Zrównali w ten
      sposób Polaków z mordercami z UPA. (s. 274).
      Jakże inne jest postępowanie IPN-u odnośnie zbrodni dokonywanych na Polakach.
      Poliszczuk przytacza przykład braku zainteresowania Instytutu dokumentami
      dotyczącymi udziału nacjonalistów ukraińskich w tłumieniu Powstania
      Warszawskiego. Natomiast w periodyku IPN "Pamięć i sprawiedliwość" - Motyka
      takiemu udziałowi nawet zaprzecza! (s. 256).
      Niezależnie od "badania" przez IPN historii Polski - pełni on też rolę
      edukacyjną, poprzez przygotowywanie materiałów do nauczania. Tymczasem te
      materiały są często najzwyklejszym zakłamywaniem historii. Nieprawdą jest już
      sam konflikt polsko-ukraiński; wyrzynanie bowiem bezbronnej, cywilnej ludności
      wraz z dziećmi przez OUN-UPA nie jest walką, lecz ludobójstwem, a strona polska
      jeśli się broniła - nie była w stanie konfliktu i walki, lecz w stanie obrony.
      Zakłamywania idą też w kierunku przedstawiania upowskich działań na terenie
      Polski jako antykomunistycznej walki. Tymczasem miały one na celu oderwanie
      polskich Ziem Wschodnich. Takim samym celom służy teraz zresztą kreowanie przez
      tego speca IPN do spraw ukraińskich i jego szefa Machcewicza nowego
      pojęcia "Ukraińców wypędzonych". Chodzi tu naturalnie o akcję "Wisła". Nie były
      to "wysiedlenia" tylko "przesiedlenia" i były one jedynym sposobem na ukrócenie
      banderowskich zbrodni. (s. 251).

      Obrońcy ukraińskiego nacjonalizmu
      Motyka, Stryjek, Machcewicz idą noga w nogę z nacjonalistami ukraińskimi -
      stwierdza Poliszczuk w swej najnowszej książce. Posługują się kłamstwem i
      manipulacją. Uogólniają pojedyncze fakty, lub tworzą całkiem nowe. Szczególnym
      tupetem odznacza się jednak Motyka. W swej książce pt. "Tak było w
      Bieszczadach" nie zawahał się sfałszować tekst "Dekalogu" nacjonalizmu
      ukraińskiego z podaniem jednak prawdziwego źródła (s. 270). "Swoją książkę
      zaopatrzył w motto Andrzeja Olszańskiego o cerkwi łemkowskiej. Nie jest moim
      zamiarem wróżenie z fusów ani sugerowanie czegoś, ale zdecydowana obrona
      nacjonalizmu ukraińskiego uprawiana przez G. Motykę i A. Olszańskiego sama
      nasuwa mi myśl: czy pierwszy z nich nie jest bliższym lub dalszym potomkiem
      Mykoły Motyky, a drugi Wołodymira Olszańskiego, o ktorych pisze Petro Mirczuk w
      swej "Historii OUN" w kontekście działań OUN w Polsce". (Cyt. za: Poliszczuk,
      s. 267).
      Książka Wiktora Poliszczuka "Gorzka prawda" zawiera 480 stron cennych dla
      sprawy polskiej materiałów. Mojego artykułu proszę zatem nie traktować jako
      wyczerpującego - nawet w okrojonym przeze mnie do problemu IPN temacie. Nie
      wspomniałem chociażby o interesującej korespondencji autora z Machcewiczem.
      Pragnę jedynie zasygnalizować, że biorąc całokształt działalności w IPN - w
      odniesieniu do co najmniej Grzegorza Motyki - można potwierdzić tezę o
      szkodliwej działalności tegoż urzędnika. Książka Poliszczuka mogłaby służyć
      zatem za cenny materiał dowodowy w ewentualnym procesie sądowym.

      ** ** **
      Jaki pan taki kram - chciałoby się powiedzieć o IPN Leona Kieresa; bo
      poczynając od sprawy Jedwabnego, KL Warschau, Koniuchów i narodowego podziemia,
      a kończąc na ochronie komunistycznych przestępców, prania brudnych charakterów,
      czy wreszcie służalczości w stosunku do wrogich Polsce ośrodków propagandy i
      przeróżnych politycznych nacisków - IPN nie wygląda najlepiej. Tak samo
      zresztą, jak i obecna Polska.

    • Gość: jan abc net Re: Komentarze TOK FM: Instytut Pamięci Narodowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.05, 08:30

      Ukazała się właśnie książka Mariusza Łapińskiego, „Walka z sitwą”. Okazało
      się, że były minister zdrowia stanął na czele boju przeciwko dojącej nas klasie
      politycznej, o uczciwość, skończenie z korupcją itp., itd. Centrum zła
      przyjaciel słynącego z uczciwości Naumana i prawa ręka Millera odkrył w sitwie
      prezia. Nareszcie głośno powiedziano o walce dwu gangów: Leszka i Alka, tak jak
      Indulski i Wilczak głośno powiedzieli o walce tajnych służb rozdzierającej od
      kilku lat elitę władzy. Wszyscy o tym wiedzieli ale panowała zmowa milczenia.

      Pytanie o wiarygodność wynurzeń Łacińskiego łatwo znajduje odpowiedź;
      najlepszą wiedzę o jednym gangsterze może mieć tylko inny gangster. Ważne by
      zaczęli na siebie nadawać, a do tego dochodzi gdy ich interesy się krzyżują.

      Gdy upadł rząd Millera, m. in. dzięki wysiłkom posła Ziobro i „Wybiórczej”,
      pozycja obozu prezia uległa takiemu wzmocnieniu, że mógł utworzyć własny rząd i
      rozciągnąć kontrolę nad prawie całą rzeczywistą władzą. Długo jednak nie mógł
      się cieszyć spokojem. Miller, choć na wygodnym wygnaniu w USA, podjął działania
      za pośrednictwem swego Mariusza i swego tygodnika „Wprost”. To z tego źródła
      redakcja otrzymywała zdjęcia Dochnala i „Chlipka”. Jak dziś widzimy, była to
      tylko zapowiedź mocniejszego uderzenia, które właśnie się ukazało.

      Zastanówmy się tylko nad jedną kwestią. Gdy Belka podał się do dymisji,
      powód do lustracji ustał jak stwierdził wówczas sam Rzecznik Interesu
      Publicznego. Musiał on wtedy oddać teczkę, w której miały być dowody współpracy
      obecnego premiera z I Departamentem czyli wywiadem, Instytutowi Pamięci
      Narodowej. Co się stało z teczką, a zwłaszcza z dowodami współpracy później,
      skoro premier nie jest lustrowany, zadaje słusznie pytanie Łapiński. Teczka
      musiała się znajdować pod opieką usłużnego prof. Kieresa. Resztę można sobie
      tylko wyobrazić. Wniosek zaś jest jeden – naszą hipotezą roboczą powinno być
      badanie działań prof. Kieresa jako reprezentanta interesów „Dużego Pałacu”.
      Popatrzmy na zapomniany już casus Niezabitowskiej, po którym twarde jądro
      UDecji stanęło za ludźmi prezydenta, tworząc z nimi PeDecję czy jak to tam się
      aktualnie nazywa i wybrało sobie na prezydenckiego kandydata Henrykę Bochniarz
      z „pokolenia 1984” używając terminologii prof. Staniszkis. Swoją drogę ciekawe
      jak ta kandydatka przejdzie lustrację?

      Myliłby się ktoś twierdząc, że oto ziścił się plan Michnika sojuszu z
      dobrymi postkomunistami przeciwko złym (gang prezia contra gang Lesia). Według
      red. Nieskazitelnego układ miał być partnerski, a on sam miał manipulować
      preziem. Obecna rzeczywistość pokazuje, że korowsko-okrągłostołowy trzon UDecji
      spełnia rolę lokai. Wniosek stąd prosty: WSI musiało popracować, jak ktoś ma
      wątpliwości to może sobie popatrzeć na los Niezabitowskiej.

      Gdy Bochniarz spełni swe zadanie, odbierając głosy Tuskowi by nie wszedł do
      II. tury, poprze młodego Bermana. Tuska zaś obóz prezydencki przyhołubi ale na
      odpowiednim dla niego poziomie, żeby sobie za dużo nie wyobrażał. W optymalnym
      wypadku zjednoczone siły III RP przepchną Marka Borowskiego i będziemy mieli
      Polskę od Beramana do Bermana. Byłby to niezły symbol dla III RP.

      W kontekście walki o przepchnięcie Bermana do II tury pojawienie się
      Tymińskiego nie jest ani przypadkiem,ani akcją osamotnionego wariata. Jego
      zadaniem, być może sam Tymiński nie zdaje sobie z tego nawet sprawy, jest
      uderzenie w Leppera i odebranie mu kilku procent głosów, a to wystarczy, by go
      wyeliminować z II tury. Zobaczymy jaki będzie stosunek mediów do Stana w
      porównaniu do Leppera. Jego upadek, zwłaszcza koniec lansowania w mediach, był
      spowodowany odejściem Millera. Pan upadł, sługa został sam i media nagle
      przestały się nim interesować ma dotychczasową skalę. Jeśli promocja Stana
      będzie silniejsza niż Leppera lub nawet na zbliżonym poziomie, to nasza
      hipoteza nabierze wiarygodności.

      A cóż tu robi prof. Religia? Istnieją dwie hipotezy robocze. Albo jest to
      klapa bezpieczeństwa; jak nie uda się z Bermanem, to może wypali z Religą,
      gdyby Kaczyński przeszedł mimo to, zawsze pozostaje wariant sprowokowania
      przedterminowych wyborów. Druga możliwość, to spojrzenie na kandydaturę
      Religii, czyli w skrócie – Dość z tą lustracją – jak na kontratak rywalizującej
      służby. Wkrótce się przekonamy, która hipoteza jest bliższa prawdzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka