Gość: Robert Panowicz
IP: *.poligrafia.com
11.01.06, 16:01
Nie sądzę, by "Is this it", czy "Room on Fire" były płytami niszowymi. Wręcz przeciwnie - były
przebojowe, a więc dla wszystkich. Melodyjne, przystępne, choć okraszone kilkoma brudniejszymi
dźwiękami. The Strokes to raczej Ramonesi swoich czasów, a nie Pere Ubu, czy The Fall, nie
przymierzając rzecz jasna. Ale nie róbmy sensacji, że The Strokes się sprzedali, skomercjalizowali.
Dla mnie ich nowa płyta to konsekwentna i logiczna kontynuacja. Casablancas nadal zawodzi, mniej
śpiewa, a Hammond Jr. gra ciekawsze solówki. "First impressions on earth" to dla Strokes jak "Road
to Ruin" dla Ramones. Płyta świetna i coraz lepsza przy kolejnym przesłuchaniu. Myślę, że za jakiś
czas będzie się o niej mówić lepiej. Nie liczmy, by Strokesi zamieniali swój rock na pierdzenie
marimby, jak White Stripes. Cóż, grają jednak nieco inną stylistykę, a redaktor Sankowski doskonale
wie, że Iggy Pop najlepiej czuje się w krwistym rockowym sosie, a nie w stylistyce Kenny Rogersa, czy
Willy Nelsona. Przy okazji pozdrawiam Roberta Sankowskiego - robi niezłą robotę.