Dodaj do ulubionych

Solaris Tarkowskiego to wielkie g*wno

IP: 219.240.32.* 04.12.02, 16:24
Nowego Solaris nie widzialem ale Tarkowskiego ogladalem 2 razy.
Pierwszy raz bo chcialem zobaczyc wersje filmowa najbardziej genialnej
polskiej ksiazki w XX wieku. Drugi raz bo nie moglem sobie wyobrazic ze
taka genialna ksiazke mozna w takim stylu opluc i zniszczyc. Solaris to
wielka ksiazka. Film Tarkowskiego to wielkie g*wno.

Ksiazke przeczytalem jednym tchem, jadac z Poznania do Warszawy
pociagiem. Ksiazka lekka lektura napewno nie jest, ale styl Lema jest
genialny. Styl Tarkowskiego to zenada. 10 minut jazdy autem po
japonskiej autostradzie. To nie jest sztuka, to jest brak umiejetnosci w
kreceniu filmow.
Obserwuj wątek
    • a.k.a Re: Solaris Tarkowskiego to wielkie g*wno 04.12.02, 16:53
      No jasne. Caly Tarkowski to jedno wielkie gowno. Pokazywali te jego filmy tylko
      dlatego ze siedzial komuchom w dupie. Na cale szczescie sie przekrecil.
      • Gość: Kagan Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: *.eufaula.k12.ok.us / 164.58.28.* 05.12.02, 08:31
        ... wcale nie taki zly film, szczegolnie jak na b. ZSRR w latach 1970tych...
        Amerykanie zrobi z SOLARIS kolejne love story, Rosjanie zas typowy film
        psychologiczny. Jak widac to jest za trudna powiesc dla wiekszosci rezyserow.
        Moze S+P Stanley Kubrick by sobie dal rade, ale nie nudziarz Tarkovski
        ("Rublova" wylaczylem po mniej niz 15 minutach, "Stalkera" wytrzymalem do konca
        tylko jako test granic mej wytrzymalosci). O Amerykanach nie bede pisac,
        wystarczy przypomniec co zrobiono z historii okretu "Titanic"...
        " It should also be noted that almost equally famous to the novel (SOLARIS) is
        the film adaptation directed by late Andrei Tarkovski, which won two prizes at
        the prestigious international film festival at Cannes. Despite the film's
        success, Lem was dissatisfied. He accused Tarkovski of radically changing the
        novel's message by inserting the scenes set on Earth in a kind of ideal
        (futuristic or utopian) Russia, which looked more like Scandinavia, but was
        populated by unmistakably Russian characters: a feature which could be
        described as a contradiction in terms - for the quite similar reasons it is
        very likely that if planned American production of Solaris will be eventually
        finished, Lem would not be happy with the result. Furthermore, it is also very
        likely that Hollywood would transform this novel into a romance, as it was done
        with a recent production of Titanic, or into a horror (another Alien)".
        (Pisane przeze mnie ok. roku 2000)
        Kagan
        • Gość: Niech Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: 217.197.165.* 05.12.02, 13:22
          Ok. roku 2000? Rozwiazywali ci wtedy kaftan?
          • Gość: Kagan Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: *.eufaula.k12.ok.us / 164.58.28.* 09.12.02, 06:55
            Gość portalu: Niech napisał(a):

            > Ok. roku 2000? Rozwiazywali ci wtedy kaftan?
            Pijesz wodke, a moze tez sie narkotyzujesz w bardziej "zachodni"
            sposob (wachasz klej czy benzyne)?
            • Gość: Niech Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: 217.197.165.* 09.12.02, 12:12
              Wystarczy, ze wacham twoje wymiociny na tym forum. To moze slonia zabic.
              • Gość: Kagan Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: proxy / *.rpa.ca 10.12.02, 13:34
                Gość portalu: Niech napisał(a):
                Wystarczy, ze wacham twoje wymiociny na tym forum. To moze slonia zabic.
                K: Naucz sie wreszcie pisac na temat... :(
                • Gość: Niech Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: 217.197.165.* 10.12.02, 14:30
                  A tego padnietego slonia mozesz pocalowac w dupe, smierdzielu.
                  • Gość: Kagan Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 10:27
                    ... arcydzielo w porownaniu do hollywoodzkiej szmiry Soderberga...
        • Gość: kustosz.m Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: *.stacje.agora.pl 28.02.03, 18:10
          > ("Rublova" wylaczylem po mniej niz 15 minutach

          *Rublow* to njeden z lepszych z filmow o tworcy i tworzeniu.
          Nie jest lepszy od *Caravaggio* Jermana czy *Obicze diabla* o Baconie
          ale na rowni z filmami Polloc, Basquiat
          i juz calkiem ponad takie rzeczy jak Picasso,....

          tyle na dzis
          • Gość: Kagan Re: Solaris Tarkowskiego to... IP: *.vic.bigpond.net.au 01.03.03, 08:22
            Kagan: "Rublova" wylaczylem po mniej niz 15 minutach
            Gość portalu: kustosz.m napisał(a):
            *Rublow* to njeden z lepszych z filmow o tworcy i tworzeniu.
            Nie jest lepszy od *Caravaggio* Jermana czy *Obicze diabla* o Baconie
            ale na rowni z filmami Polloc, Basquiat i juz calkiem ponad takie rzeczy jak
            Picasso,.... tyle na dzis
            K: Moze i dobry, ale poczatek byl depresujacy, i nic sie nie dzialo.
            Poniewaz nie potrafie sie entuzjzmowac zyciem Rosjan w sredniowieczu,
            a raczej tzw. dark ages, wiec sobie darowalem ten film. Przyznaje, zdjecia
            (cinematography) byly wrecz doskonale, ale ile czasu mozna ogladac nawet
            najlepiej zrobione zdjecia, jak sie na nich nic nie dzieje, i na dodatek
            nic ciekawego nie ma w tzw. tle, tylko brod, ubostwo i w domysle smrod...
            Nie po to chodze do kina, aby wyjsc z niego w stanie depresji.
            A w takim stanie wyszedlem wlasnie z Solaris Soderbergha...
            Rublova wylaczykem, ale na Solaris dotrwalem do konca, z szacunku do
            dziela Lema, no, mialem tez nadzieje, ze sie stanie "cud" i nagle
            cos sie zacznie dziac. Niestety, sprawdzilo sie przyslowie "nadzieja matka
            glupich"...
            Kagan
        • kustosz.m Rublow to dobry film Tarkowskiego 28.02.03, 18:14
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > ... wcale nie taki zly film, szczegolnie jak na b. ZSRR w latach 1970tych...
          > Amerykanie zrobi z SOLARIS kolejne love story, Rosjanie zas typowy film
          > psychologiczny. Jak widac to jest za trudna powiesc dla wiekszosci rezyserow.
          > Moze S+P Stanley Kubrick by sobie dal rade, ale nie nudziarz Tarkovski
          > ("Rublova" wylaczylem po mniej niz 15 minutach, "Stalkera" wytrzymalem do
          konca
          >
          > tylko jako test granic mej wytrzymalosci). O Amerykanach nie bede pisac,
          > wystarczy przypomniec co zrobiono z historii okretu "Titanic"...
          > " It should also be noted that almost equally famous to the novel (SOLARIS)
          is
          > the film adaptation directed by late Andrei Tarkovski, which won two prizes
          at
          >
          > the prestigious international film festival at Cannes. Despite the film's
          > success, Lem was dissatisfied. He accused Tarkovski of radically changing the
          > novel's message by inserting the scenes set on Earth in a kind of ideal
          > (futuristic or utopian) Russia, which looked more like Scandinavia, but was
          > populated by unmistakably Russian characters: a feature which could be
          > described as a contradiction in terms - for the quite similar reasons it is
          > very likely that if planned American production of Solaris will be eventually
          > finished, Lem would not be happy with the result. Furthermore, it is also
          very
          > likely that Hollywood would transform this novel into a romance, as it was
          done
          >
          > with a recent production of Titanic, or into a horror (another Alien)".
          > (Pisane przeze mnie ok. roku 2000)
          > Kagan
          • Gość: Kagan Re: Rublow to dobry film Tarkowskiego IP: *.vic.bigpond.net.au 01.03.03, 08:15
            Gość portalu: Kagan napisał(a):
            (Solaris Tarkovskiego) to wcale nie taki zly film, szczegolnie jak na
            b. ZSRR w latach 1970tych.
            Amerykanie zrobi z SOLARIS kolejne love story, Rosjanie zas typowy film
            psychologiczny. Jak widac to jest za trudna powiesc dla wiekszosci
            rezyserow. Moze S+P Stanley Kubrick by sobie dal rade, ale nie nudziarz
            Tarkovski ("Rublova" wylaczylem po mniej niz 15 minutach, "Stalkera"
            wytrzymalem do konca tylko jako test granic mej wytrzymalosci).
            O Amerykanach nie bede pisac, wystarczy przypomniec co zrobiono z historii
            okretu "Titanic"...
            " It should also be noted that almost equally famous to the novel (SOLARIS)
            is the film adaptation directed by late Andrei Tarkovski,
            which won two prizes at the prestigious international film festival at Cannes.
            Despite the film's success, Lem was dissatisfied. He accused Tarkovski of
            radically changing the novel's message by inserting the scenes set on Earth in
            a kind of ideal (futuristic or utopian) Russia, which looked more like
            Scandinavia, but was populated by unmistakably Russian characters: a feature
            which could be described as a contradiction in terms - for the quite similar
            reasons it is very likely that if planned American production of Solaris will
            be eventually finished, Lem would not be happy with the result. Furthermore, it
            is also very likely that Hollywood would transform this novel into a romance,
            as it was done with a recent production of Titanic, or into a horror (another
            Alien)".
            (Pisane przeze mnie ok. roku 2000)
    • ladyblue Solaris Tarkowskiego to wielki film 08.12.02, 22:22
    • Gość: Kagan Re: Solaris Tarkowskiego to wielkie g*wno IP: *.vic.bigpond.net.au 09.12.02, 10:06
      Sa gusta i gusciki...;)
    • Gość: Kagan Solaris Soderbergh'a to wielkie goovno IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 05:56
      Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i
      James’a Cameron’a
      Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji
      “Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową
      żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze
      recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców.
      Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”,
      filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże
      największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba
      pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu).
      Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”,
      “Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po tym
      ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie sprowadzone de
      facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć zdecydowanie w
      niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i James’a
      Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in space” (“romans w
      przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne, rozwlekłe i pretensjonalne
      pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym stylu przez marnych aktorów:
      George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey,
      o czym będzie mowa później),i na dodatek źle wyreżyserowany i nienajlepiej
      zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie wnoszące nawet do nastroju filmu).

      Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In
      Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś
      raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże
      przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”, “Ostaniego
      tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George Clooney
      pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie ratuje filmu.
      Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń wiekowych, ale zbyt
      mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z filozoficznego przesłania
      powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy zaczyna się ciekawa dyskusja na
      temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia papieża, fonia zostaje natychmiast
      wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić widzów do myślenia… Jednym z powodów,
      iż filozoficzna głębia powieści została zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a
      jest fakt, iż scenariusz został napisany przez Soderbergh’a na podstawie
      marnego tłumaczenia tej powieści na angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox
      przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek dość niechlujnie, nie z polskiego, a z
      francuskiego tłumaczenia, stąd owe, jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie
      powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i przeinaczeń, w tym nawet nazwisk
      bohaterów).

      Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym
      stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej nędzne
      namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest niezamierzonie
      komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila Davis jest
      niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym, iż jest to
      postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie wprowadzona “na
      siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny (o ile dobrze
      pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona tworem planety
      “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z wyraźnie bialych
      uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc dobry w roli
      Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia samobójstwo tuż przed
      przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-, jak nie trzecio-planowa.
      Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż Clooney czy McElhone, ale
      to przenież nie jest żaden powód do dumy…

      Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria
      Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede
      wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej
      strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji
      Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd
      początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na
      efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia
      znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś
      techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość.
      Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach
      jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania
      Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego
      “Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności są
      obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne na
      pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też “Testu
      pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli wziąć pod
      uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’ z roku 1972.

      Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam
      “Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w
      kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się 27
      lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi towarzysząca
      (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam natomiast ten film
      studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie powinno kręcić
      filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych filmów, szczególnie z
      gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to, niewiadomo czemu,
      zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans Soderbergh’a i Cameron’a,
      marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt klasie powieści Lema, ale
      jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja Tarkowskiego z roku 1972.
      Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji Tarkowskiego, jestem
      niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a i Cameron’a. Obawiam
      się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za prawa do sfilmowania
      “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż nie bedzie się on
      wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie on publicznie
      wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i Cameron’a…

      • Gość: Kagan Re: Solaris Soderbergh'a to wielkie goovno IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 06:17
        Wczoraj wieczor (niedziela 2 marca 2003) widzialem w TV kolejna wersje "Psa
        Baskervillow" ("The Hound of the Baskervilles"), tym razem zrobiona przez BBC
        (dwoch Australijczykow w rolach glownych: Richard Roxburgh jako Holmes i Matt
        Day jako mlody sir Henry Baskerville, oraz Ian Hart jako Watson. Mimo iz
        widzialem juz conajmniej kilka wersji tego opowiadania Arthura
        Conan Doylea, to ogladalem te n-ta wersje z ciekawoscia i z wielka
        przyjemnoscia. A przeciez Brytyjczycy niedawno nakrecili tez doskonala wersje
        "Psa Baskervillow" (1983 r. z Ianem Richardsonem jako Holmesem). Moze gdyby
        rezyser tego filmu, ktory wlasnie widzialem w ABC TV, David Attwood nakrecil
        "Solaris", to zamiast nudnawego i zle granego romansu, mielibysmy pasjonujaca
        historie proby rozgryzienia tejemnicy Solaris, jak to ma miejsce w klasycznej
        juz powiesci Lema. Bowiem nie powinno sie robic eksperymentow z klasyka (do
        ktorej nalezy juz, niewatpliwie, "Solaris" Lema), jak sie nie ma nadzwyczajnego
        talentu, a jest sie tylko hollywoodzkim wyrobnikiem z pretensjami, jak
        Soderbergh... Wstyd, panie Soderberg, wstyd. Zostaje nam tylko nadzieja, ze
        skoro Holmesa gralo od roku 1922 (niemy film) conajmniej 20 aktorow, w tym
        Basil Rathbone (najbardziej znany Holmes), Peter Cushing (specjalista od
        horroru), Larry Hagman (Dallas), Roger Moore (007), Tom Baker (Dr. Who), Edward
        Woodward (Breaker Morant), Ian Richardson, Michael Caine, Christopher Lee,
        Jeremy Brett i nawet Buster Keaton... Tak wiec, jest wciaz nadzieja, ze Krisa
        Kelvina zagra znow prawdziwy aktor (jak to bylo u Tarkowskiego - Kelvina gral
        tam Donatas Banionis, chyba Litwin albo Lotysz), a nie nedzny trzeciorzedny
        amerykanski aktorzyna Clooney, co potrafi tylko pokazywac swa niezbyt dla
        normalnych mezczyzn ciekawa doope, i to na dodatek dwa razy w tym samym
        filmie... :(
        Kagan
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka