Dodaj do ulubionych

Warlikowski: wojna w operze

IP: 81.80.106.* 09.06.06, 20:52
Roli tytułowej na premierze nie zaśpiewała niedysponowana Susan Graham, lecz
Maria Riccarda Wesserling.
Ifigenia na Taurydzie z roku 1779 to już nie barok ale klasycyzm.
Marc Minkowski dyrygował nie tylko orkiestrą, ale również solistami i chórem.
Reżyserzy filmowi i teatralni reżyserują w Operze paryskiej od niepamiętnych
czasów (już w roku 1973 Rene Clair wystawił tu Orfeusza Glucka), więc nie
przeciwko temu protestuje publiczność.
To nieprawda, że protesty i aprobata na sali rozkładają się poziomo (bogaci
protestują, biedni aprobują). Sam reżyser przyznaje, że "wszystko się
mieszało", po czym sobie przeczy.
I tak dalej.
Obserwuj wątek
    • Gość: Jessy Warlikowski nie pojmuje ducha opery IP: *.dip0.t-ipconnect.de 09.06.06, 20:57
      Opera to jest właśnie barok, przepych. fantazja, luksus. Zabrać operze barok,
      to zabrać operze duszę. Do chlewu, świnie karmić!
      • zupa_wolowa Sztuka współczesna, bez dekoracji, jest nudna 09.06.06, 21:00
        Jedyne, co jest ją w stanie ożywić, to jakieś jądra na krzyżu od czasu do
        czasu. Poza tym miałkie to wszystko i naciągane...
    • Gość: cierpliwa to sobie przeczytajcie le monda! IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 10.06.06, 17:36
      to sobie niecierpliwi czrodzieje z kraju lecha przeczytajcie w internecie
      ENTUZJASTYCZNĄ recenzję w dzisiejszym/jutrzejszym le monde!!!
      • Gość: Poprawki Re: to sobie przeczytajcie le monda! IP: *.net81-64-204.noos.fr 10.06.06, 20:25
        Czy z tej recenzji wynika, że śpiewała Susan Graham, że Minkowski dyrygował
        tylko orkiestrą, że Gluck to kompozytor barokowy, że w operze paryskiej dopiero
        teraz reżyserują reżyserzy teatralni i filmowi, że to wywołuje protesty widowni
        i że źli bogaci nienawidzą Warlikowskiego a dobrzy biedni kochają?

        • Gość: lara Re: to sobie przeczytajcie le monda! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.06, 16:08
          Poprawki, co Ty insynuujesz. W artykule Pawłowskiego niczego takiego (co
          piszesz) nie ma. Przeczytaj, chłopie, uważnie!
          • Gość: Poprawki Re: to sobie przeczytajcie le monda! IP: *.net81-64-204.noos.fr 12.06.06, 08:02
            Cytuję:
            "Orkiestrą Les Musiciens du Louvre z Grenoble dyrygował jej szef Marc
            Minkowski". (nieprawda: dyrygował również solistami i chórem).
            "Zabieg odbiera operze wszystkie barokowe ornamenty, kostiumy, balety"
            (nieprawda: w tej operze nie ma już prawie nic z baroku, a kostiumy i balety są
            w operze we wszystkich epokach i to nie są ani barokowe, ani ornamenty).
            "Parter, na który bilety są bardzo drogie, jest przeciwko, balkony, gdzie bilety
            są tańsze, za" (nieprawda: klaskał raczej parter, wyły raczej wyższe balkony).
            "Atmosfera jest gorąca, ponieważ Mortier zaprasza do współpracy reżyserów
            filmowych i teatralnych" (nieprawda: reżyserzy teatralni i filmowi pracowali tu
            zawsze, a atmosfera jest gorąca ze względu na to, co robią na tej scenie. Simon
            Boccanegra Johana Simonsa został wyśmiany nawet przez bardzo przychylnego
            awangardzie krytyka Le Figaro).
            Zresztą to nie był "artykuł Pawłowskiego", tylko wywiad z Warlikowskim.
            I tak dalej.
          • Gość: Poprawki Re: to sobie przeczytajcie le monda! IP: *.net81-64-204.noos.fr 12.06.06, 08:04
            Sorry: "W premierowym przedstawieniu rolę Ifigenii zaśpiewała znana amerykańska
            mezzosopranistka Susan Graham" (nieprawda: była niedysponowana i zastąpił ją kto
            inny).
            • Gość: lara Re: to sobie przeczytajcie le monda! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.06, 11:27
              A ty znowu to samo! W artykule nie ma o tym, że nie dyrygował chórem!
    • Gość: * Re: Warlikowski: wojna w operze IP: *.4web.pl 12.06.06, 09:18
      Co do tego, czy Warlikowski powinien brać się za operę, a już zwłaszcza
      za "Króla Rogera" to szczerze wątpię ;/ Jak dla mnie to ten sam klimat jakby
      Wajda zaczał opery rezyserować;/Po prostu obaj tak ugrzęzli we własnym stylu,
      ze nie potrafiąnic poza tym stylem dostzrec i wszystko powielają w identycznym
      stylu. Jak znam życie z "Króla Rogera" zrobi manifestacje homoseksualisów w
      dzinsach i bedzie ją opowiadał gej chory na Aids;/ Opera polega włąsnie na
      kosiumie, baletach i tych wszystkich ozdobnikach, które Warlikowski neguje -
      jak ktoś chce brutalizmu i minimalizmu w operze, to doprowadzi do tego, ze
      stała publiczność przestanie tam chodzić, a nowa nie zacznei,bo ma to
      zrozumialej i lepiej w teatrze. A zreztą może powiedzmy sobie jasno - do opery
      nie chodzi sie na rezysera, ale na muzykę i partie solówek, o czym chyba ktos
      tu zapomniał w wywiadzie - powoli okazuje sie, ze kompletnie nieważne jak gra
      orkiestra i jak , kto spiewa, byleby było "skandalicznei" i "gorąco";/ I wasnie
      dlatego bardzo mała ilość rezyserów nadaje sie do opery - przytłaczają swoja
      wizją muzykę, sens całego libretta i niejednokrotnie widzów;/
      • sawia Re: Warlikowski: wojna w operze 12.06.06, 13:37
        A już myślałam,że zwariowałam myśląc,że opera to przede wszystkim śpiew i
        muzyka!
        • Gość: Poprawki Re: Warlikowski: wojna w operze IP: *.net81-64-204.noos.fr 12.06.06, 16:05
          Bo to wcale nie jest tak: opera to jest dramat opowiedziany śpiewem i muzyką.
          Czyli teatr. Ale ten dramat, który najpierw librecista napisał, a potem
          kompozytor skomponował, a nie byle co wymyślone na prędce przez reżysera, bo w
          przeciwnym razie nic się z niczym nie zgadza.
          • p.s.j Re: Warlikowski: wojna w operze 12.06.06, 18:01
            głęboko protestuję, opera nie jest gatunkiem teatru, ale całkowicie odrębną
            dziedziną sztuki, stanowiącą syntezę teatru (libretto, scena) z muzyką
            (partytura) tudzież (w klasycznej operze) baletem. Ale część "dramatyczna" nie
            dominuje nad częścią "muzyczną", bo inaczej mielibyśmy jakąś spiewogrę, a nie
            porządną operę.
            • Gość: Poprawki Re: Warlikowski: wojna w operze IP: *.net81-64-204.noos.fr 12.06.06, 18:25
              Przepraszam, nie bardzo rozumiem.
              Muzyka i balet występują również w bardzo wielu sztukach teatralnych. Jeszcze
              dzisiaj kompozytorzy (p. Stanisław Radwan) piszą specjalną muzykę dla teatru.
              Jest wiele sztuk, gdzie się tańczy. Zresztą balet występuje nie tylko w operze
              "klasycznej", tylko od samego początku aż po wiek XX.
              W operze natomiast część dramatyczna oczywiście dominuje nad częścią muzyczną,
              gdyż od początku muzykę operową pisano nie po to, żeby sobie była, tylko po to,
              żeby coś opowiedzieć, czyli żeby był teatr, dramat. W przeciwnym razie
              kompozytorzy nie użeraliby się z librecistami, tylko pisali sonaty fortepianowe.
              Nawet jak Łucja Zlazła z Muru stoi na scenie przez piętnaście minut piszcząc
              swoje fidrygały, to to coś znaczy (że jej odbiło z rozpaczy). Czyli dramat.
              Wchodzą na scenę w kostiumach. Nazywają się inaczej, niż w dowodzie osobistym.
              Nauczyli się na pamięć cudzych kawałków. Mają do siebie różne sprawy. Kochają
              się, nienawidzą, mordują, po czym idą za kulisy i wychodzą się kłaniać. Jak Pan
              to chce nazwać inaczej, niż "teatr" ? Że śpiewają? No to co. Czasami gadają
              prozą, czasami do wiersza, czasami bez sensu, żadna różnica.
              • p.s.j Re: Warlikowski: wojna w operze 13.06.06, 17:45
                Ok... czym różni się zatem kino od teatru? Jest dramat, kostiumy są, ludzie
                nazywają się inaczej niż w dowodzie osobistym, mówią cudze kwestie, jakiś człek
                mówi im, jak się mają zachowywać... Wszystkie elementy teatru są, a jednak to
                nie teatr... Jak to możliwe?

                A jak wytłumaczysz fakt, że librecisci często dopasowywali się z tekstem (frazą,
                długością) do wymagań a) śpiewaków, b) kompozytorów?
                • Gość: Poprawki Re: Warlikowski: wojna w operze IP: *.net81-64-204.noos.fr 13.06.06, 19:58
                  Kino od teatru różni się, proszę Pana, tym, że teatr (np. operowy) jest co
                  wieczór troszkę inny, kot może przejść przez scenę, aktor się sypnie, albo
                  śpiewaczka zrobi kiks na najwyższej nucie, a kiedy indziej kot śpi, aktor
                  pamięta, albo tamtego wylali za sypki i gra inny co się nauczył. Kino jest raz
                  na zawsze takie samo. Poza tym teatr nie jest montowany z kawałków kręconych w
                  różnych miejscach i w różnym czasie, lecz odbywa się ciurkiem, na żywo, tu i
                  teraz.

                  Mam nadzieję, że w tej kwestii wyjaśniłem Pana wątpliwości.

                  Co do librecistów, to nie bardzo widzę sens tego pytania w tym kontekście.
                  Dramaturdzy też bardzo często dostosowywali się do życzeń aktorów, bo dokładnie
                  wiedzieli, dla kogo piszą. Dopisywali, skreślali, uwydatniali ich zalety,
                  ukrywali wady. Libreciści współpracowali z kompozytorami, a czasem kompozytorzy
                  sami sobie pisali libretta. Nie dostrzegam, gdzie to przemawia za argumentem, że
                  opera to nie teatr. Teatr, tylko troszkę inny. Sofokles też inny niż Mrożek.
                  • p.s.j Re: Warlikowski: wojna w operze 13.06.06, 21:18
                    No tak. W sumie chorał gregoriański to też taki teatr, bo to też mówiona kwestia
                    aktorska (przecież śpiewacy nie mówią własnych słów, tylko odtwarzają tekst
                    innego autora), tyle że wyrecytowana w charakterystyczny sposób.
                    • Gość: Poprawki Re: Warlikowski: wojna w operze IP: *.net81-64-204.noos.fr 14.06.06, 07:57
                      Niezupełnie tak akurat, bo chorał gregoriański można śpiewać z ukrycia za
                      filarkiem i we własnym kostiumie, i zresztą we własnym imieniu, choć cudzym
                      tekstem. Bo mniszek śpiewający abstrakcyjny jest, a nie indywidualny. Ale
                      oczywiście ma Pan dużo racji w tym skojarzeniu, gdyż cała kościelna liturgia
                      nosi wyraźne cechy teatru, co jej niektórzy reformatorzy zresztą bardzo
                      zarzucali, a niektórzy artyści ze smakiem wykorzystywali.
                      • p.s.j Re: Warlikowski: wojna w operze 14.06.06, 18:58
                        Ale chorał gregoriański to gatunek MUZYCZNY, niekoniecznie musi być wykonywany
                        przez mnichów (akurat historycznie był, bo kto inny w średniowieczu miałby czas
                        na naukę śpiewu?) Odpowiednio dobierajac argumenty nawet kupowanie pół litra w
                        sklepie możemy podciągnąć pod "teatr", tylko pytanie brzmi: dlaczego Pan nie
                        możesz przyznać operze samodzielności artystycznej, jako ODRĘBNEJ od muzyki i od
                        teatru sztuki, łączącej SPÓJNIE I HARMONIJNIE elementy dramatyczne i muzyczne?
                        Rozumiem, że teatr można lubić, ale nie hegemonizujmy jego pozycji w świecie
                        humanizmu.
                        • Gość: Poprawki Re: Warlikowski: wojna w operze IP: *.net81-64-204.noos.fr 15.06.06, 12:57
                          Szanowny Panie

                          Zapchał się Pan w sytuację bez wyjścia, więc proszę nie mieć do mnie pretensji.

                          Oczywiście, że chorał gregoriański to był (i jest) gatunek muzyczny, a nie
                          teatralny, ale to Pan próbował go wcisnąć do teatru, nie ja, żeby dowieść
                          czegoś, czego dowieść niesposób.

                          Nie rozumiem, dlaczego Pan taki zazdrosny o ten teatr. Jest wiele gatunków
                          teatru, opera jest jednym z nich. Jak powtarzam od samego początku, opera nie
                          łączy "spójnie i harmonijnie elementów dramatycznych i muzycznych", gdyż między
                          nimi nie ma żadnej równości. Celem jest dramat, a muzyka środkiem. Muzyka sama z
                          własnej nieprzymuszonej woli podporządkowała się dramatowi. "Zemsta" Fredry to
                          nie wiersz, tylko teatr napisany wierszem. Jak poeta chciał mieć czysty wiersz,
                          to pisał sonet albo odę. "Halka" to nie muzyka, tylko teatr napisany muzyką. Jak
                          kompozytor chciał mieć czystą muzykę, to pisał kwartet albo symfonię.

                          To nie jest żadna "hegemonizacja", tylko prościutkie fakty.

                          Oczywiście, że kupowanie pół litra w sklepie to może być niezły teatr, jeżeli
                          kupujący i sprzedawca potrafią zaimprowizować coś fajnego na użytek innych
                          klientów. Mogą nawet brać za to forsę, czemu nie.

                          Ukłony
                          • p.s.j Re: Warlikowski: wojna w operze 16.06.06, 09:58
                            Nie dojdziemy do porozumienia, więc kończąc wątek dodam tylko swoje kontrargumenta:

                            - "wepchnąłem" chorał greogriański - bedący oczywiście gatunkiem muzycznym - do
                            dramatu, tak, jak Pan wpycha operę - będącą tzw. muzyczną formą sceniczną - do
                            dramatu. Żeby wykazać, że dobierając sobie PEWNE elementy definicji możemy
                            wszystko zaklasyfikować do wszystkiego, ad absurdum.

                            - nie jestem zazdrosny o teatr, ale nie chciałbym "zubażac" opery, robiąc z niej
                            "teatr, w którym śpiewają", bo opera jest czymś więcej, jak wskazywałem w
                            poprzednich postach - niepowtarzalną SYNTEZĄ dramatu i muzyki, bez dominacji
                            pierwszego nad drugim. Czym wyróżnia się od formy zwanej "teatrem muzycznym", na
                            marginesie.

                            - pisze Pan o dramatach wierszem i o czystej poezji. Czy w związku z tym jest
                            dla Pana formą teatralną poemat symfoniczny tudzież utwory programowe? Mają
                            "didaskalia", muzyka ma za zadanie przedstawić konkretną _akcję_, jakieś
                            wydarzenia... Czy jest to "czysta muzyka"? A może teatr, bo tworzywo muzyczne
                            jest tu podporządkowane opowiedzeniu jakiejś historii?

                            Pozdrawiam, i ulatniam się z wątku, dziękując za sympatyczną dyskusję
                            • Gość: Poprawki Re: Warlikowski: wojna w operze IP: *.net81-64-204.noos.fr 16.06.06, 15:03
                              Istotnie nie dojdziemy do porozumienia, bo Pan nie słucha argumentów. Rozumiem,
                              że się Pan ulatnia...

                              Powiedzieć, że opera jest teatrem, bynajmniej jej nie "zubaża": to jest teatr, w
                              którym śpiewają i grają zamiast mówić. To są postaci, jak w teatrze, sytuacje,
                              jak w teatrze, konflikty, jak w teatrze, dobrzy i źli, jak w teatrze, tylko, że
                              wszystko to jest opowiedziane muzyką i słowem, a nie samym słowem.

                              Nie jest opera "syntezą dramatu i muzyki", tak jak majonez nie jest "syntezą
                              majonezu i oliwy", tylko "syntezą żółtka i oliwy zwaną majonezem". Muzyka jest
                              oliwą, słowo jest żółtkiem, a majonezem - dramat, czyli teatr z tego ukręcony.

                              Tzw. "teatr muzyczny" to w ogóle inne zjawisko, właśnie znacznie bliższe czystej
                              muzyce.

                              Teraz dla odmiany wyciąga Pan poemat symfoniczny i w ogóle muzykę programową.
                              Gdyby Pan się nie ulotnił, spytałbym Pana, jaką konkretną akcję i wydarzenia z
                              didaskaliami relacjonują Tako rzecze Zarathustra Straussa, albo Powracające fale
                              Karłowicza. W jakim kostiumie i w jakich dekoracjach występują na scenie
                              wiolonczela i altówka w Don Kichocie Straussa oraz Stanisław i Anna Oświecimowie
                              Karłowicza.

                              Ale skoro się Pan ulotnił, to co się będę męczył.

                              Ciao

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka