Dodaj do ulubionych

Zbojowanie

IP: *.dip.t-dialin.net 20.09.03, 16:30
No to mozno sam jakosik konsek pozbojowac, kej i baciarka my juz przeszli.

Pamiyntom te downe piykne czasy, kej 'ech jeszcze mody rojber bou, niyjedyn
roz sie po nockach lotauo i napasztowauo roztomaitych slimokow.
Obserwuj wątek
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 20.09.03, 16:32
      A byli my gorsze pierony jak tyn nasz pistulka. Sam do przipomniynia, zanim
      sie zacznom nasze spominki:

      ROJBER PISTULKA

      Ja, i glywicke Slonzoki znajom ta legynda.Kery bajtel ze Gywic abo ze kole
      Glywic niymiou takyj pistouli jak on?!A pocichu wom powia ize we od niego
      babdzie bou podobno i jakis karlus ze kole Glywic. Bezto tysz ze naszo zajta
      we internecie sie tak nazywo(Glywicke Slonzoki) cza sam konsek o tym Pistulce
      opedziec. Dyc kozdy prowdziwy Glywiczok go zno. Abo? Kozdy suyszou juz bojki o
      rojbrze Pistulce ale niy kozdy wiy , co tyn "Pieron" zou naprowdy. On
      rojbrowou i kole Glywic, lotou ze swoimi kompanima po uabyndzkim lesie i roz
      sie podobno i bou obejzec tyn nosz dziobelski kamiyn. Mozno i ze tym naszym
      dziobuym sie trefiou, ale tego to juz zech niyma zicher. A naprowdy to bouo z
      nim to tak/tak stouo we jednym katowickim cajtungu ze tamtych lot: dziwiontego
      tego miesionca, wczesnie bo okole drugyj godziny w nocy miouo miejsce pironym
      frechowne wuomanie sie do biura kasy od Tiele-Wincklerschen Rendanten Knappe
      na Schlossstrasse4(znocie jom tysz jako ul. Armii Czerwonyj). Wkroduo sie tam
      osiym rojbrow . Przikludziyli one (te rojbry)mit kule(wauki) ze manglowni. Na
      tych kulach wykulali couko kasa pancerno bez okno gynau na narichtowano fura ,
      kero stoua pod oknym. I tysz ze tom kasom pojechali we richtunku Domb.
      Staznika, kery miou wachowac kole tyj kasy, powionzali sznurom i fest
      narobiyli mu stracha ze pistoulom, coby bou cicho , i tysz wciepli na ta fura.
      Konsek przed Dombym wyciepli go do przikopy choby jaki miech, i tela. Fura i
      konia "pozyczyli se(he,he!) te rojbry od masorza G. we Josefdorfie
      (Josephsdorf - Jozefowiec). Mauo, te pierony mu ostowiyli na parapecie od okna
      kartka, kero znod o piontyj rano jak wstou, a na tyj kartce szkryfli coby
      dzisiej konsek pozniyj po woda ze furom jechac. Kole kertki ostowiyli mu tysz
      na pociecha piora cygarow, take to byli maszkytne rojbry! Jeszcze potym ludzie
      znodli ta fura na polach kole Domba, a ta pancerno kasa, ino ze pusto, tysz
      ino konsek potym i kajs indziyj. Tych rojbrow (cuzamyn do kupy bouo ich
      niykedy i 70 chopa), od kerych oberrojbrym bou Pistulka, i od niego prawo
      rynka Elias, i tysz "kasynrewizora" Schidlo, kery dou im typ ze tom kasom,
      chyciyli we lesie kole Wilhelmstal(Muchowietz). Ale niybouo to tak szybko.
      Keby Sie schowali we uabyndzim lesie to by ich tak leko niy chyciyli. No ja to
      by bouo tela co sie idzie ze starych cajtungow dowiedziec. Prowda je tysz tako
      ze do dzisiej je Pistulka, Elias i od niego rojbry znane na coukim Gornym
      Slonsku. On podobno couke swoje piyniondze rozdou potym biydnym ludziom, a
      niykere ze od niego kompanow rozprowiali jeszcze dugo jak to bogatych okrodali
      ino poto coby biydnym pomoc. Eli tak bouo, pieron wiy, ale jo mysla ze cosik w
      tym prowdy musi byc. Inaczyj by sie Slonzoki go tak niy upodobali. To by bouo
      na tela. Pyrsk!

    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 20.09.03, 16:40
      A coby przinsc na goralske rojbrowanie(zbojowanie) to przipomna ize u nis tysz
      rojbry po gorach lotali a niy ino po houdach:

      urodzenie zawdzięczał specjalnym zabiegom ojca, który zdesperowany brakiem
      skuteczności modłów, zwrócił się z prośba o potomka do mocy piekielnych.
      Urodzeniu zbójnika, które nastąpiło w piątek trzynastego towarzyszył potem
      straszliwy huk i kula ognista spadająca na janowickie fojtowstwo. Chłopak już
      od najmłodszych lat był wyjątkowo silny i odważny. W wieku trzech lat
      poturbował w pobliżu rodzinnego obejścia żyda -domokrążcę, że ten musiał
      salwować się ucieczką. Był też bardzo zdolny. Łatwo uczył się w szkołach w
      Przyborze, ale został z nich wypędzony, bo także tam poturbował jakiegoś
      kolegę - Izraelitę. Jeszcze wiele razy musiał potem z woli swoich piewców,
      antysemitów, gnębić wyznawców wyznania mojżeszowego. Dużo naopowiadano o
      olśniewającej urodzie Ondraszka, którą czarował liczne dziewczyny i panie na
      czele z hrabiną, Prażmową. To właśnie amory zaprowadziły go na zbójecką drogę.
      Według większości twórców jego legendy, został bowiem ciężko poturbowany przez
      siepaczy hrabiego, podjudzonego przez rozwścieczoną hrabinę, kiedy Ondraszek
      odrzucił jej propozycje miłosne. Z samym rozpoczęciem zbójnikowania wiąże się
      także wiele legend. Najbardziej rozpowszechniona jest opowieść o czarownicy
      Lucy, alias Hacie, która cudownymi ziołami wyleczyła Ondraszka z ran, zadanych
      mu przez ludzi hrabiego, a następnie



      wyposażyła w cudowną ciupagę, której posiadanie czyniło go nieśmiertelnym, w
      dwa pistolety, zabijające każdego, na kogo zostały skierowane oraz wiele
      innych pożytecznych dla zbójnika rzeczy. Między innymi otrzymał nadprzyrodzoną
      moc kładzenia pokotem wszystkich przeciwników jeśli tylko przewrócił dnem
      pierwszą lepszą szklankę. Wszystkie te dary piekielnej baby Lucy nie były
      bezinteresowne. W zamian musiał się Ondraszek zobowiązać, że nigdy nie będzie
      się modlił, żegnał, myślał o Bogu ani oczywiście chodził do kościoła.
      Ondraszek jednak przekpił piekielnicę. Zobowiązania dotrzymał - inaczej
      musiałby umrzeć - ale równocześnie zaczął czynić dobro, używając cudownego
      obszuka (ciupagi) i innych cudownych akcesoriów do czynienia dobra i karania
      zła. Brał bogatym, dawał biednym, karał ciemiężców, pomagał nieszczęśliwym,
      zaskarbiając sobie większość ludu. Choć sam nie śmiał się modlić, to modliły
      się za niego tysiące biedaków ku ogromnemu niezadowoleniu czarownicy spod
      Lysej Góry (tej beskidzkiej Lysej Góry, na której późniejszy zbójnik bacował).
      Owo przypisanie zbójnikowi nadprzyrodzonych mocy wynikało po części z
      przekonania, że normalny człowiek nic nie wskóra w walce z feudalną
      zwierzchnością , a po części z niewątpliwych osiągnięć Ondraszka. Nalezalo do
      nich skupienie na dlugi okres licznej, kilkudziesieciosobowej drużyny, z która
      udało mu się nawet zdobyć warowny zamek w Lanckoronie. Niewątpliwym
      osiągnięciem Ondraszka był także długi okres jego zbójnikowania. Co najmniej 5
      lat. Rozpoczął przed sierpniem 1709 roku i "zabijał" aż do śmierci 1 kwietnia
      1715. Inni sławni zbójnicy - Janosik, Klimczokowie - "wojowali" nie dłużej niż
      rok. Wróćmy jednak do Ondraszka. Także jego śmierć weszła do legendy jako po
      części wydarzenie nadprzyrodzone, ale panuje na ten temat całkowita zgodność
      wszystkich biografów Ondraszka. Zbójnik uszczęśliwiony z powrotu do zdrowia
      niejakiego Reznicka z Starzycza, którego był niechcący postrzelił podczas
      polowania, zaprosił przyjaciół na gościnę do gospody. Tam został podczas
      zabawy podstepnie zabity swoim cudownym obuszkiem przez Juraszka, który
      złakomił się na nagrodę rozpisaną na glowę Ondraszka przez Cesarza. Żeby
      zakończyć rzecz pogodniej, przytoczę jedną z zabawnych przygód naszego
      rozbójnika: Ondraszek przechadzając się po cieszyńskim rynku, zauważył jak
      jakaś zła przekupka ruga biednego staruszka, który ośmielił się poprosić ją o
      jedno nadtłuczone jajko. Podszedł do straganu, zakupił od przekupki 3 jajka i
      rozbił je do garnka staruszka, wpuszczając niepostrzeżenie z zawartością
      każdego jajka na dno naczynia złotą monetę. Potem zaintrygowany co to dzwoni w
      tym garnku stwierdził, że w każdym jajku był złoty dukat i gwałtownie zażądał
      odsprzedania wszystkich jajek. Kobieta energicznie odmówiła i zaczęła sama
      rozbijać swój towar. Wkrótce otoczył ją tłum gapiów, przyglądających się z
      jaką narastającą furią przekupka niszczy ogromne kosze jajek, przemieniając
      stragan w bajoro lepkiej mazi.

      Fragmenty tekstu Jana Rusnoka "Ondraszek i inni zbojnicy" Kalendarz Beskidzki
      1980.

      • Gość: Rumcajs Re: Zbojowanie IP: 80.72.65.* 20.09.03, 17:07
        "Co ci powiem, to ci powiem...", czyli prawdziwa historia Janosika
        "Janosik rabował bogate kobiety, by oddawać biednym dziewczynom. Czasem na
        odwrót. Powiesili go za zabicie księdza. Zanim zawisnął, wszystko, co wcześniej
        zagrabił, albo stracił, albo przepił, albo mu ukradli kompani.
        Janosika nie trzeba było torturować. Sypał jak z nut. Obwiniał siebie i
        kompanów, nawet swojego byłego harnasia. Przyznał się do 11 napadów. Trochę
        plątał się przy kilku kolejnych zarzutach, ale w końcu tak się zapomniał, że
        wyszło na to, czego chciał prokurator. Po kilku godzinach procesu przed sądem w
        Liptowskim Świętym Mikulaszu zapadł jedyny możliwy wyrok. Janosik jako herszt
        bandy miał zawisnąć na haku.
        Jak przystało na zbójnickiego hetmana - za poślednie ziobro. Jego mistrz i
        poprzedni herszt, niejaki Uhorczik vel Marcin Mrowieć, miał być łamany kołem,
        zaś Jano Krutnica, trzeci z liderów grupy, ścięty. Do egzekucji doszło 17 marca
        1713 roku. Jego Cesarska Mość Karol VI mógł ułaskawić oprychów, ale tego nie
        zrobił. Wyrok wykonano nazajutrz.
        0 czym myślał dzielny harnaś przed kaźnią? Zapewne o dziewuchach. Jego
        zamiłowanie do wiejskich panien to jedyna wspólna cecha, jaka łączy go z
        filmowym Janosikiem. Wszystko inne twórcy filmu z roku 1973 -scenarzysta
        Tadeusz Kwiatkowski i reżyser Jerzy Passendorfer - wymyślili.
        Zupełnie inaczej widzą Janosika Agnieszka Holland i Katarzyna Adamik.
        Scenariusz realizowanej przez nie "Prawdziwej historii Janosika" ma pokazać
        harnasia jako postać złożoną i głęboką, a jego dramat jako tragedię epoki.


        Od ponad 150 lat górale uprawiali zbójnicki proceder i inaczej niż
        ludzie nizin postrzegali zbójnicki tryb życia. W połowie XIX wieku poeta epoki
        romantyzmu Bogusz Zygmunt Stęczyński pisał o zbójnikach jako bohaterach
        ludowych. O samym Janosiku zaś: "Karcił on dumnych i uporczywych, wspomagał
        biednych i nieszczęśliwych. A osobliwie żaki, sieroty, cenił niewiasty wdzięki
        i cnoty. Nie lubił Żydów ani lichwiarzy, ani pochlebstwa, ani potwarzy. Czasem
        zaglądał i do kościoła...".
        Kilkanaście lat później badacz góralszczyzny karpackiej Wincenty Poi
        pisał, że zbójnictwo było dla górali naturalne: "Każdy Hucuł musi być choć
        kilka miesięcy lub lat opryszkiem, boby go żadna dziewczyna nie kochała i nie
        miałby poważania na wsi". Inny folklorysta Ludwik Zejszner dowodził z kolei, że
        młodzi szli w góry, gdy złamali prawo. Tworzyły się bandy, a opowiadano o tych
        najodważniejszych. Również Kazimierz Przerwa-Tetmajer i Stanisław Witkiewicz w
        zbójowaniu widzieli przejaw góralskiej fantazji. Odróżniali przy tym zbójników
        od zwykłych oprychów.
        Sytuacja zmieniła się po II wojnie światowej. Górale stali się przykładem
        odwiecznej walki klas. Jerzy Reychman uznał przeciętnego harnasia za herolda
        nowej sprawiedliwości społecznej, mściciela ludowych krzywd. Władysław
        Ochmański uważał chodzenie "na zbój" za formę walki klasowej. Pisał: "Zbójnicy
        to biedota wiejska walcząca z panami". Adam Przyboś posłużył się dialektyką
        marksistowską. Uznał zbójnictwo za stałe zagrożenie klasy panującej, a samych
        zbójników za sojuszników chłopstwa w jego walce o wyzwolenie.
        Ale nie tylko historycy w tak różnorodny sposób postrzegają zbójnicki
        proceder. Także sami górale mają ambiwalentny stosunek do działań swoich
        przodków. Na Słowacji, tam gdzie historyczny Janosik kradł i rabował, istnieją
        dwie tradycje patrzenia na jego dzieło. Zgodnie z jedną Janosik był bohaterem.
        Bogatym zabierał, by dawać biednym. Zgodnie z drugą był hersztem zwykłej bandy.
        Teraz za swoje przewinienia pokutuje w piekle.
        W odróżnieniu od Słowacji, w Polsce Janosik jest jednoznacznie pozytywnym
        bohaterem. W legendach wyrównuje krzywdy społeczne, wspomaga nędzę,
        przeciwstawia się szlachcie, uosabia góralską swobodę, ucieka przed wojskiem i
        jest dobrym sługą Kościoła. Unika niepotrzebnego rozlewu krwi, funduje kaplice,
        składa wota, obdarza bogactwem kler. To, co ukradnie, sprawiedliwie dzieli,
        sprytnie ucieka przed pogonią, stosuje góralski kodeks honorowy. Do tego spisu
        pozytywnych cech trzeba by dodać jeszcze oczywiste męstwo i inteligencję,
        przebiegłość i zuchwałość, Ludowa tradycja przypisywała mu umiejętności wręcz
        nadprzyrodzone. Miał latać na ciupadze jak czarownica na miotle. Przeskakiwać
        Tatry na linie. Biegać szybciej niż sarna. Podobno był wielki jak najwyższa
        sosna. Raz rabował na Morawach, a jeszcze tego samego dnia widziano go na
        Śląsku.
        Trudne początki
        Był zwykłym wiejskim chłopakiem. Urodził się w roku 1688. W dzieciństwie
        pasł pewnie owce na hali, pochodził bowiem z chłopskiej rodziny. Gdy Morawy
        opanowało powstanie Franciszka Rakoczego przeciwko władzy najjaśniejszego
        cesarza Józefa I, Janosik jak tysiące górali przyłączył się do buntowników. W
        szeregach powstańców walczył przez dwa lata. Jak i gdzie - nie wiadomo. Samo
        powstanie stłumiono w roku 1711. Wtedy jednak naszego bohatera w szeregach
        buntowników już nie było. Młody chłopak po prostu wrócił do domu. Stąd do woja
        zabrali go cesarscy.
        Po dwóch latach przyszły zbójnik wrócił do domu. W armii Janosik
        oszałamiającej kariery nie zrobił. Został strażnikiem zamkowym. Dziś
        powiedzielibyśmy: klawiszem. Służył na zamku w Bytczy. Właśnie tam za
        zbójowanie trafił do zamkowego lochu Tomasz Uhorczik. Janosik ze słynnym
        więźniem musiał widywać się codziennie. Przynosił mu do celi nie tylko jedzenie
        i picie, lecz także wiadomości z zewnątrz. Między starym wygą a gołowąsem
        musiała się zawiązać nić sympatii.
        Po roku, gdy Janosik był już w domu, przed drzwiami pojawił się
        niespodziewany gość. To Uhorczik. I wtedy się zaczęło.
        Krótka historia zbójowania
        Obywatel cesarsko-królewski Jerzy Janosik, syn Marcina, rozpoczął swój
        nikczemny proceder "na św. Michała". Czyli gdzieś w okolicy 29 września 1711 r.
        Wtedy właśnie przyłączył się do bandy Tomasza Uhorczika. Już tydzień później
        zszedł z gór na morawską stronę. Zbójnickim zwyczajem wyrósł jak spod ziemi
        przed szanowanym kupcem tekstylnym Janem Sipasem. Zapewne prosił po dobroci i
        po dobroci dostał. Cały zwój płótna na koszule. Rabunek przebiegał elegancko i
        bez kłopotów. Na tyle grzecznie i taktownie, że po roku Janosik znowu pojawił
        się w magazynie Sipasa. Tym razem z magazynu wyniósł pas i cztery złote.
        Pierwszy rabunek opłacił się bardziej. Janosikowi jako najmłodszemu stażem w
        bandzie przypadło 70 złotych. Pieniądze te stracił jednak bezpowrotnie, bo o
        pospieszną pożyczkę poprosił go szef. Szefowi się nie odmawia. Tym bardziej że
        Uhorczik miał się żenić.
        Tydzień po przyłączeniu się Janosika do grupy odbył się ślub szefa. A
        potem działy się rzeczy dla dzisiejszego obserwatora co najmniej dziwne.
        Uhorczik, sławny harnaś i przywódca grupy, postanowił bowiem ni z tego, ni z
        owego wycofać się z branży. Bez powodu. Swoją ciupagę oddał Janosikowi -
        najmłodszemu w bandzie. Osiadł we wsi i ku zdumieniu wszystkich zaczął hodować
        kozy i owce. Odtąd nazywał się Marcin Mrowieć.
        Emerytura Uhorczika to tylko kamuflaż. W rzeczywistości prowadził bazę
        wypadową dla zbójników. Nocował ich, magazynował zrabowane dobra, umawiał
        paserów, prowadził intensywny wywiad. "Na zbój" chodził tylko z Janosikiem, bez
        reszty kompanów. Nie ryzykował, cieszył się życiem. Wobec Janosika był lojalny
        i przyjacielski. Między zbójami nie mogło zatem dojść do pojedynku, jaki
        znalazł się w filmie Passendorfera: Janosik pokonał w nim szefa i sam obwołał
        się hetmanem. W rzeczywistości władza w bandzie przeszła z rąk do rąk pokojowo,
        bez rozstrzygającego pojedynku na tle Giewontu.
        Janosik zbójował tylko półtora roku - od września 1711 do początku roku
        1713. Przez ten czas przeprowadził kilka śmiałych napadów i raz siedział w
        kryminale. Zaraz po napaści na kupca Sipasa w górach Krzemienieckich napatoczył
        się na samotnego jeźdźca. Okazało się, że
        • Gość: Rojber-Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 20.09.03, 17:42
          U nos sie godo:

          "Jo z Oupola ty z Oupola, podz kupiymy sie pistoula.

          To je take ala zaproszynie do zbojowania - no tosz niych sie dzieje wola nieba
          z niom sie zawsze zgadzac czeba.

          Szedł Janosik przez Spiż, przez równinę,
          w starym zamku ujrzał kasztelankę,
          hej! kasztelankę białą...

          Miała usta krasne jak malinę,
          miała złotem wyszytą katankę,
          hej! złotem szytą całą...

          - Kasztelanko - Janosik jej mówi -
          jakoż ci jest na imię rodzone?
          hej! jakież imię twoje?

          abym temu powiedział orłowi,
          kiedy pójdę w oddaloną stronę,
          kiedy pójdę na boje:

          leć-że pozdrów tę Pannę w kastelu,
          pannę, co ma usta jak malinę,
          złotem szytą katankę;

          abym wspomniał - przy nieprzyjacielu -
          stary zamek i spiską równinę,
          i ciebie, kasztelankę...

          - Jadwiga mi na imię, na chrzestne,
          grafa jestem córką Szalamona,
          co na Koszycach włada -

          powiedz ty mi swoje miano czestne
          i jaka cię urodziła strona?
          i kto ci za sąsiada?

          Czyś ty może książę Esterhazy,
          Komorowski graf albo niemiecki
          rajchsfrajher od Dunaju?

          - Kasztelanko - bez twojej obrazy -
          jestem hetman, Janosik, zbójecki,
          ze słowiańskiego kraju.

          - Biada! biada! moje lata młode!
          me bogactwa i kosztowne stroje!
          czy mnie idziesz mordować?

          - w twoją ja się zapatrzył urodę,
          w malinowe jasne usta twoje -
          ja bym je rad całować...

          - Jakoż możesz, zbójecki hetmanie,
          chłopski synu z chłopskiego plemienia,
          grafowskiej jąć się córy?

          - Hej, grabianko! gdzie ma noga stanie,
          tam pękają węgły i sklepienia
          i tam się trzęsą mury!

          A gdybym Tu cię, kasztelanko biała,
          kasztelanko o złotym warkoczu,
          dostał do rąk, do moich:

          to bym iskry krzesał z twego ciała,
          to bym iskry krzesał z twoich oczu,
          z ust malinowych twoich!

          A gdybym cię, kasztelanko biała,
          kasztelanko o modrej źrenicy,
          wziął na ręce, na moje:

          to byś ze mną jak wicher leciała,
          a pytałabyś się błyskawicy
          gdzie lecimy we troje?

          A gdybym ci, kasztelanko biała,
          córko pana grafa Szalamona,
          plecy objął i ścisnął:

          hej! to byś ty zamku zapomniała,
          zapomniała, gdzie matka rodzona,
          wianek by ci owisnął...

          - A gdybym ci, zbójecki hetmanie,
          a gdybym ci od twego uścisku,
          a gdybym ci umarła?...

          - są po Tatrach głębokie otchłanie,
          szedłbym na wierch stanąć na urwisku,
          śmierci skoczyć do gardła...

          W świegotliwy ranek idę sobie w pole!
          hej! popod las!
          córka pana grafa Szalamona...
          Ma przy kapeluszu pióreczko sokole,
          hej! kuty pas
          ma mój kochanek
          i jako wiatr ramiona...

          W świegotliwy ranek ptaszkowie śpiewają,
          hej! popod bór,
          na zielonych siedzący konarach...
          Memu kochankowi muzykowie grają
          od gór, do gór,
          przez Węgry, Polskę,
          a stal drży na huzarach...

          W świegotliwy ranek idę sohie w pole!
          hej! popod las!
          córka pana grafa Szalamona...
          Od książąt od grafów Janosika wolę...
          hej! zloty pas
          odpiął ci mi z piersi,
          wziął, jako wiatr w ramiona...

          A gdzieżeś ty, gdzieżeś, śliczna panno moja,
          hej! gdzieżeś ty?
          Bije serce moje, aż mi dźwięczy zbroja,
          serce mi drży...

          Patrzę z wierchu góry, patrzę wdót po ziemi,
          hej! patrzę tam,
          gdzie ty chodzisz, panno z włosami złotemi,
          u kutych bram...

          Odpiąłem ci złoty pasek u stanika
          hej! w noc, jak grób...
          Grata ci nam, grała wiatrowa muzyka
          na ten nasz ślub...

          Grała ci nam, grata, aż jęczało lasem,
          aż jęczał bór...
          bije moje serce pod szerokim pasem
          od gór do gór...

          Jasny Boże! Co się oto stało?
          Wleką pannę za włosy, za złote,
          przez zamkowe podwórze...

          Siedmiu ludzi noc całą kopało,
          wykopało na podwórcu grotę,
          hej! przy zamkowym murze.

          Wykopali grotę ciemną, czarną,
          odwalili ziemię w okopisko,
          łopaty dzierżą w dłoni.

          Hej - nocą się świat pokrywa parną,
          w Tatrach biją gdzieś pioruny blisko,
          błyskawica się płoni.

          Huczy burza w Tatrach gdzieś daleko,
          błyskawice na niebie czerwone,
          widno Gerlach czerwony...

          Hajdukowie coś ciężkiego wloką,
          wleką ciało dziewczyny zemdlone
          przez zamkowe gazony...

          Sam pan idzie w zarzuconej burce,
          sam graf idzie za hajduków rzeszą -
          na pierś zwisła mu broda -

          idzie pogrzeb sprawiać swojej córce - -
          niech się prędzej, niech się prędzej śpieszą...
          Nie szkodasz jej?... nie szkoda?...

          Panie grafie! cóż winna dziewczyna?
          Ciało miała gorejące, młode,
          krew w człowieku nic woda - -

          krwi gorącej stała się przyczyna,
          zachwyciła uroda urodę...
          nie szkodaż jej?... nie szkoda?...

          Panie grafie, ulituj się córce!
          siwa hroda na pierś ci opada,
          i tyś także młody był...

          Przez zamkowe ją wleką podwórce - -
          ulituj się, panie grafie! biada!
          wszak ci twoich to krew żył!...

          Jakoż będziesz chadzał przez podwórze,
          w wieczór, albo w świcgotliwy ranek,
          kiedy ptaki dźwięczą nam:

          gdy tam córka przy zamkowym murze
          pochowana za żywa za wianek...
          jakoż będziesz chadzał sam?...

          Z grobu swego wołać będzie na cię,
          z grobu swego głos pośle ku tobie,
          nie skryjesz się za ściany,

          będzie wołać: Ojcze! Ojcze kacie!...
          będziesz chodził o północnej dobie
          strachem cały pijany...

          Prędzej, prędzej! rzućcie ją do dołu!
          Sypcie na dół ziemię z okopiska!
          Niechaj zginie bez śladu!...

          Panie grafie! tam z burzą pospołu
          cóż to idzie, w miesiącu połyska?
          czy to chmura od gradu?

          Hej! co w bramę zamkową uderza,
          jakby niebo uderzyło grzmotem?
          Panie grafie! Nie daj Bóg!

          Czy nie idzie to hufiec żołnierza?
          Kutej bramy nie szturmuje młotem?
          Czy nic idzie jaki wróg!?

          Panic grafie, jeden tylko wpada,
          jeden człowiek, jak góra potężny!
          z bramy wióry się kurzą!

          Boże ratuj! To Janosik!... Biada!
          To zbójecki jest hetmań orężny...
          Zleciał od Tatrów z burzą.

          Późno, późno, zbójecki hetmanie!...
          Córka pana grata Szalamona,
          twoja mila kochanka:

          już ci więcej z ziemi nic powstanie...
          tam, pod nogą twoją w ziemi kona...
          bez wiancczka... bez wianka...

          Późno... późno... zbójecki hetmanie!...
          Wykopałeś trupa między trupy...
          córka grafa nieżywa...

          Hej! Runęło zamku rusztowanie,
          jako z chróstu kruszyły się słupy --
          noc to była straszliwa...

          Przeszła burza nad spizka równiną,
          w śniegotliwy ranek słońce wstało
          na zamkowym kurhanie - -

          hej! siedziałeś nad martwą dziewczyną.
          hej! tuliłeś kasztelankę białą,
          heil zbójecki hetmanię...

          Chwycił ją na ramiona - niesie w pola, w bór,
          niesie, niesie - twarz ma straszna, jak powietrzny mór;
          zaniósł ci ją do Doliny Staroleśncj het,
          wyspinał się z nią do wierchu - na sam skalny grzbiet.

          Stoją szczyty Starolcśnc, nad otchłanią śpią:
          na przcłączcc między niemi tam położył ją -
          tam położył drogie ciało, białe ciało jej,
          a z oczu mu łzy kapały - - grube, słone łzy...

          Dwa dni leżał przy jej ciele na całunie z chust,
          dwa dni od jej zimnych pisrsi nic odimał ust,
          dnia trzeciego od jej ciała, od kochanki wstał
          i rękoma począł kruszyć złomy litych skał.

          Nad jej ciałem wybudował granitowy dom,
          z litych głazów go ułożył, kładł na złomie złom,
          z litych głazów wybudował granitowy grób,
          której odpiął złoty pasek na serdeczny ślub.

          I uklęknął przy grobowcu i modlił się tak:
          Jadwisicńko moja mila, nieszczęsnyż ja ptak!
          Ptak nieszczęsny, co przyleciał od wysokich gór,
          na dolinę spadł, na spizka, jak powietrzny mór.

          Śmierć ci przyniósł, śmierć młodziutkiej, śmierć kochance - ach!.
          Teraz-hetman ja zbójecki-cały stoję w łzach,
          teraz - hetman ja zbójecki - płaczę na twój grób,
          na te lite, twarde głazy, na serdeczny ślub...

          Jadwisieńko! Wstań mi z grobu! Z grobu twego wstań!...
          Popod niebo jękła echem Staroleśna grań,
          popod niebo siwe Tatry jękły w mrocznej mgle,
          i w urwiskach jęcząc echo roztrąciło się...

          Padł Janosik czołem na głaz i dobę tak trwał.
          Wicher leciał z głębi dolin, koło niego wiał,
          przesuwały się obłoki ponad głową mu,
          a on leżał przy kochance bez duszy, bez tchu...

          Het, w wyżynie napowietrznej, niedaleko gwiazd,
          zapamiętał się Janosik, pogromicicl miast,
          zapamiętał się Janosik aż z wierzchołka gór
          zeszedł z gniewem na Madziarów, jak powietrzny mór.


          Kazimierz Przerwa-Tetmajer



          • nocny_marek Re: Zbojowanie 20.09.03, 18:05
            C.d."Prawdziwej historii o Janosiku":
            ... to pocztowy. Chłopak stracił tytoń. Janosikowi udało się jednak wykraść
            cenniejszą rzecz. Była to informacja. Zbójnicy dowiedzieli się, że zaraz za
            pocztowym podążać będzie w kierunku Turcji pan Jan Radwański. Radwański stracił
            juki.
            Po tej łatwej zdobyczy nadarzyła się kolejna okazja. Wdowa po cesarskim
            oficerze Scharbon przejeżdżała koło Wychodnej. Mimo że honorowy kodeks
            zbójnicki tego zabraniał, banda zrabowała jej cały dobytek. Janosik przed
            liptowskim trybunałem z rozbrajającą szczerością wyznał, że jemu przypadły w
            łupie dwa stroiki. Czy obdarował nimi jedną dziewuchę, czy też najpierw jedną,
            a potem drugą - trybunał już nie dociekał. Resztę łupów Janosik miał schować, a
            potem stracić. Jeden z pomocników po jego odjeździe zakradł się do schowka i
            wszystko wyniósł.
            Nie inaczej stało się z kolejnym łupem - podobno najcenniejszym z całego
            okresu zbójowania. Mówią bowiem o nim legendy i podania. Koło Turczy Janosik
            urządził zasadzkę na pana Pavla Revai. Znaczny to był szlachcic i znaczny też
            stracił dobytek. Janosikowi przypadła w udziale srebrna szabla. Kolegom, jak
            wyznał śledczemu, po jednej strzelbie. Niestety, po napadzie zbójnicy musieli
            nieźle popić, bo szabla zniknęła wraz z dwoma towarzyszami. Koledzy Janosika
            najprawdopodobniej ulotnili się za granicę.
            Po brawurowym ataku na szlachcica przyszła kolej na młodego panka, który
            jechał na swój ślub. Janosik miał puścić go wolno, ale nakazał wracać tą samą
            drogą. Szlachcic słowa dotrzymał. Janosik nie tylko obdarował go wysadzaną
            diamentami szablą, lecz jeszcze miał przetańcować z panną młodą całą noc i
            obsypać złotymi talarami. Tyle podanie. Protokół z przesłuchania o wspólnym
            tańcowaniu milczy.
            Pewnego razu przekraczała w bród rzekę Wag żona parocha od św. Jana.
            Janosik nie wchodził w tym wypadku w szczegóły napaści na niewiastę, a
            prokurator nie wypytywał. Podobnie było z następnym napadem. Ofiarą znowu była
            kobieta, bliżej nieznana, która straciła jednego cesarskiego talara. Na kolejną
            akcję Janosik wyprawił się ze starym kompanem - Uhorczikiem. Nie przemęczali
            się. Złapali plebana z Orawy. Jego kapelusz zdobił potem głowę Uhorczika. Potem
            był niejaki pan Skałka. Janosik zapamiętał, że pierścienie, zegarki i łyżki
            rozdał swoim kobietom. Pałasz, siodło, szaty, pełne juki schował pod podłogą w
            jakimś młynie.
            Następny napad też jakoś uszedł pamięci Janosika. Nieprzymuszony torturami
            wyznał w końcu, że łupem zbójników padła cała karawana z winem. Być może
            właśnie wtedy pojawiła się legenda o dzielnym harnasiu, który rozdawał łupy
            biednym, bo cała banda wypiła zagrabione wino z woźnicami. Zabawa przy wozach
            trwała dwa dni i dwie noce.
            Ofiarami harnasia nie byli jednak tylko najbogatsi. Można nawet
            stwierdzić, że najczęściej nie oni. Mimo to wszystkie te napady nie
            kwalifikowały się do ukarania Janosika ścięciem ani szubienicą. To ostatni skok
            okazał się tragiczny w skutkach. Wyczyn harnasia był na tyle bulwersujący i
            głośny, że hajducy energiczniej niż do tej pory zabrali się do szukania
            uciążliwego złodzieja.

            Zabić księdza
            A było to tak. Janosik wracał właśnie od Uhorczika. Jego towarzysze Planczik z
            Dunajowa i Turjak zwany Huncaga szli obok. Nagle koło Taczkowa z oddali
            spostrzegli ciemną postać. Nie było wątpliwości. Napatoczył się kolejny ksiądz.
            Strudzony wędrówką pleban z Demanicy przystanął właśnie koło studni. Raczył się
            chłodną wodą, gdy wypalił do niego z pistoletu Planczik. Nie trafił. Drugi
            strzał, zdaniem Janosika z huncagowej broni, był celny. Pleban padł martwy.
            Kilka dni później spętany Janosik relacjonował wszystko przed trybunałem. Nie
            pomógł mu obrońca, który przekonywał, że wszystkiemu winien Uhorczik. Nie
            pomogło obwinianie kumpli. Nie pomogło nawet zapewnienie obrońcy, że Janosik
            skończył już z profesją i chce odkupić zbrodnie i winy. Na drugi dzień po
            procesie zawisł na haku. Dlaczego zginął? Pytanie powinno raczej brzmieć:
            dlaczego zginął tak późno? Aby na nie odpowiedzieć, cofnijmy się do czasu
            sprzed jego zbójnickiej kariery. Jak wspomnieliśmy, zanim trafił do cesarskiej
            armii, Janosik był powstańcem. Powstanie Rakoczego zostało krwawo stłumione w
            roku 1711 i właśnie wtedy zaczęła się jego zbójnicka kariera. Z akt procesowych
            wynika, że przez półtora roku Janosik podawał się za "krucza", czyli powstańca.
            Oznaczałoby to, że rabował jakby nie na swój rachunek.
            Dwuznacznie wyglądają również jego stosunki z ówczesnymi służbami
            bezpieczeństwa. Wiadomo bowiem, że został schwytany już po kilku miesiącach
            swojej działalności. Trafił do kazamatów twierdzy hrahowskiej. Wiceżupan
            Małohontu wypuścił go jednak na wolność. Wszystko wskazuje na to, że Janosik
            uniknął pierwszego procesu dzięki przekupstwu. Oprócz wiceżupana Małohontu
            Janosik opłacał najprawdopodobniej sędziego z Oczadnicy, naczelnika hajduków
            Jana Litiskiego, urzędników miejskich Rajka z Miechowa i Wródlaka ze Skalicy.
            Wiadomo, że tym ostatnim wręczył po srebrnym pucharze. Z kolei żonę komendanta
            warowni murań-skiej ubierał w zagrabioną garderobę.
            Wiele wskazuje na to, że Janosik czuł się zupełnie bezkarnie, zdając sobie
            sprawę, iż jest pod kuratelą przekupnych urzędników. Dlaczego zatem wpadł?
            Przesadził z aktami przemocy. Skorumpowani urzędnicy mogli ochraniać pijaka i
            złodzieja, dopóki im płacił i nikogo nie wysłał na tamten świat. Jednak gdy
            zabił księdza i w sprawę wmieszała się Święta Inkwizycja, wyrok mógł być tylko
            jeden. A jednak miejscowym góralom trudno do dziś uwierzyć, że Janosik był
            zwykłym zabójcą i złodziejem. Legenda mówi, że zginął wyłącznie wskutek
            pośpiechu zbyt gorliwych urzędników. Gdy cesarz Karol VI dowiedział się o
            procesie Janosika, postanowił go uniewinnić, znał go bowiem z dobrej strony.
            Kilkanaście lat wcześniej, w roku 1683, Janosik (ten historyczny jeszcze się
            nie narodził) wraz z kompanami ze wsi miał przybyć na odsiecz Wiednia i pomóc
            dalekiemu krewnemu Karola Leopoldowi I w pokonaniu armii tureckiej. W nagrodę
            Janosik miał uniknąć strasznej kary. Posłaniec cesarski pędził ze stolicy dwa
            dni i dwie noce. W końcu dojechał do Mikulasza. Nie mógł jednak przekroczyć
            rzeki, bo tego dnia wezbrała. Nie zdążył. Janosika powieszono, ale pamięć o nim
            przetrwała. A za powieszenie harnasia miasto musiało wysyłać cesarzowi raz do
            roku garnek pełen talarów. Na biednych.

            Autor: Michał Wójcik



            • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 21.09.03, 11:27
              I naszego Ondrasz obwiesili.

              Pod Baranio w jednej chwili
              Tam zbujnika postrzelili
              I za siodme ziobro w boku
              Powiesili go na hoku.

              Smreki nad nim zaplakaly
              I cichutko zaszumialy,
              Czemuz, czemuz wedla bukow
              Doles chycic sie hajduko.

              Hej! Ondraszku, rozbujniczku,
              Bedziesz lezol na groniczku,
              Juz nie bedziesz se nocami
              Chodzowol na zbujowani.

              Panowie, panowie kaci,
              Smierc mojo pomszczo kamraci,
              Przed lostremi siekierkami
              Zadyrbiecie kolanami.

              )P.Lazar)
      • laband jeszcze rouz o jednym rojbrze 15.09.04, 12:37
        "Raciborski cuchtaus szyfrem przykrywany,
        siedzi tam eliasz caly zaplakany.

        Siedzi on tam, siedzi i siedziol tam bedzie,
        poki go kochanka wykupic nie przijdzie.

        Nie wykupi go tam pora tysiacami,
        ani nie wyplacze swoimi oczami.

        Wzieni go szandary, zakuli w zelazo,
        ani sie obejzysz, juz go na sad wieda.

        Dali mu tam chleba jak debowy listek,
        jeszcze go pytali, jesli go zje wszystek.

        Nie zjod on go wszystek, lezy tam pod drzwiami,
        co na niego spojrzy, zaleje sie lzami.

        Raciborski cuchthaus, szyfrowe przykrycie,
        siedzi tam Eliasz, mo na cale zycie."

        pra ize fajno spiywka
      • Gość: Ciupazka Re: Zbojowanie IP: *.it-net.pl 21.09.03, 10:14
        ...Hehe, tak przy niedzieli...:

        ....."Zbójnicki Pociorek".....

        Wstołek ku raniu, kiyrpcek wzuł'
        Opaskiem jek sie ścisnon w pół,
        Pistolce dwa zatknyłek se na skroś,
        W torbek wzion syr, ciupazke w gorzć.

        Janiele Bozy, strózu mój,
        Kie jesce śpis, to obudź sie,
        Bo piyrsy roz dzisiok idem na zbój.
        I trza dziś bars strózować mnie.

        W zogródku piyrsy zapioł kur,
        Z obrozka pojrzoł Świynty Jur,
        Jakby mi coś pedzieć woznego fcioł...
        Ón przecie to rzemiosło zno!

        Janiele Bozy, strózu mój,
        Kie jesce śpis, to obudź sie,
        Bo piyrsy roz dzisiok idem na zbój,
        I trza dziś bars strózować mnie.

        Jagnusek jek przycis do warg,
        Nie suchom mojyj matki skarg;
        " Kie chłopce mój bieres sie za tyn zwyk,
        To skóńcys jak ociec i stryk".

        Janiele Bozy , strózu mój,
        Kie jesce śpis, to obudź sie,
        Bo piyrsy roz dzisiok idem na zbój,
        I trza dziś bars strózować mnie.

        autor: Z. Barglik w: " Na zbójnickom nute"

            • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 21.09.03, 11:44
              Pozwolcie ize jeszcze sam cosik o naszym rojbrze zacytuja:

              "Górny Śląsk miał swojego Robin Hooda

              Czy rozbójnik Pistulka ukrył w Obrowcu swój skarb?

              Wśród wielu legend i podań związanych z ciekawymi dziejami Obrowca jest stary
              ustny przekaz o pobycie tutaj sławnego górnośląskiego rozbójnika
              (Räuberhauptmanna) Karola Pistulki. Miał on podobno nawet w Obrowcu pozostawić
              swój skarb.

              Tak jeszcze dzisiaj opowiadają niektórzy starsi mieszkańcy tej wioski.
              Młodszym czytelnikom jestem zobowiązany wyjaśnić, że przez blisko 100 lat
              Pistulka funkcjonował w pamięci, legendach i pieśniach mieszkańców Górnego
              Śląska jako tutejszy Robin Hood czy Janosik. Lud sławił Pistulkę i jego
              kompanów jako swoich bohaterów i przypisywał im szlachetne czyny. Opowiadano o
              Pistulce, że zabierał pieniądze i majątek tylko bogatym, a rozdawał biednym.
              Często miał pomagać rodzinom, które znalazły się w beznadziejnej sytuacji,
              podkładając im w nocy pod drzwi pieniądze. Do dzisiaj spotykamy na Górnym
              Śląsku, szczególnie w jego katowickiej części, podania, pieśni i "wice"
              (kawały), w których pozytywnym bohaterem jest właśnie Pistulka. Zdarza się, że
              mamy w nich odniesienie do okolic Gogolina i Krapkowic. Pistulka pojawił się
              też w literaturze górnośląskiej, pisali o nim m.in. S. Ligoń, E. Hiltman, E.
              Imiela, S. Wasylewski, F. Pluta, F. Śpiewak, Sz. Koszyk, R. Kincel i A. Halor.
              Karol Pistulka był postacią historyczną. W latach 70-tych XIX wieku wraz z
              innymi osobami, w tym z pochodzącym ze Straduni Wincentym Eliaszem (wcześniej
              ta rodzina mieszkała w podopolskiej Malinie), założyli bandę, która stała się
              prawdziwą zmorą i postrachem policji całej rejencji opolskiej. Grupa ta
              dopuściła się szeregu niezwykle zuchwałych i skutecznych napadów. Pistulka i
              Eliasz stali się przez to bohaterami ówczesnej prasy, pisały o nich wszystkie
              ważniejsze gazety na terenie całych Niemiec.

              Działalność zbójecka Pistulki

              trwała około trzech lat (1873 - 1875). Grasował on ze swoimi wspólnikami na
              terenie całego Górnego Śląska, zmieniając często miejsce pobytu i swoje
              kryjówki. Dzięki wielkiej przebiegłości umykał pogoni, przy czym wynagradzał
              obficie tych, którzy mu pomagali. Opowiadano o nim najdziwniejsze rzeczy,
              m.in. to, że chodził w przebraniu, w związku z czym był trudny do rozpoznania.
              Legenda mówiła, że podczas włamań posługiwał się kwiatem paproci, który
              rzekomo otwierał mu wszystkie zamki, a gdy pewnego razu kwiat ten zgubił, miał
              wiele trudności, by zdobyć z lasu inny.

              Głównym terenem działalności

              grupy Pistulki i Eliasza były okolice Bytomia, Mikołowa i Katowic, ale stamtąd
              czynili wypady nawet w rejon Kluczborka, Opola i Głogówka. Pistulka został
              ujęty w 1874 roku. Rozprawa jego odbyła się przed sądem w Bytomiu w czerwcu
              1875 roku. Pistulka, który bronił się przed ciężkimi zarzutami i do winy się
              nie przyznał, został skazany na karę śmierci przez ścięcie. Zanim kara ta
              została wykonana, Pistulka jednak zmarł w następstwie zatrucia spowodowanego
              połykaniem surowego tytoniu.
              Wspólnik Pistulki, Wincenty Eliasz, w niedługim czasie też został zatrzymany i
              osądzony. Wymierzono mu karę śmierci, ale w drodze ułaskawienia zamieniono mu
              tę karę na dożywotnie więzienie. Karę odbywał od października 1876 roku do
              kwietnia 1918 roku w więzieniu w Raciborzu. Kiedy chciano go wypuścić za dobre
              sprawowanie, to wtedy zrezygnował z wolności i za zgodą władz zamieszkał w
              więzieniu, czyniąc na mieście zakupy i stając się tam osobą niezmiernie
              popularną.

              Procesy sądowe Pistulki i Eliasza

              były szeroko opisywane przez prasę. Dowodem ponadregionalnego rozgłosu tych
              dwóch osób jest fakt, że na początku XX wieku można było ich oglądać "jak
              żywych" w stolicy cesarstwa, Berlinie. Ich modele z wosku, ubrane w oryginalne
              ubrania, wystawione były na Unter den Linden w berlińskim "Castans
              Panopticum", odpowiedniku sławnego londyńskiego Gabinetu Figur Woskowych.
              Powyższy fakt niewątpliwie jest dowodem mitologizacji dwóch górnośląskich
              rozbójników, którą umacniały też legendy i pieśni.
              Pobyt Pistulki w Obrowcu jest wiązany ze sprawą budowy miejscowego kościoła.
              Trzeba w tym miejscu nadmienić, że świątynię tę rozpoczęto budować w 1869
              roku. Po kilku latach, z braku funduszy, budowa została jednak wstrzymana.
              Budowla ta na ponad 10 lat znalazła się w rękach osób spoza Obrowca, które
              urządziły w niej magazyn trzciny. To właśnie w tym okresie miał przebywać i
              ukrywać się tutaj Pistulka. W miejscu budowanego kościoła miał pozostawić swój
              skarb - garnek ze złotymi monetami. Informacja ta mogła prawdopodobnie
              pochodzić od przebywającego w więzieniu w Raciborzu Wincentego Eliasza, a
              przekazać ją miał wędrowiec, który, wracając z Raciborza, przechodził przez
              Obrowiec. Opisał on nawet dość dokładnie miejsce, gdzie skarb w Obrowcu miał
              być ukryty.

              Podanie o pobycie Pistulki

              w Obrowcu jest już bardzo stare. Badający dzieje Obrowca, a mieszkający w
              Niemczech, Hubert Ralla wskazał na istnienie rękopisu ks. Stanisława Schulza z
              1931 roku, w którym przedstawił on chronologię wydarzeń związanych z budową
              kościoła. Ks. S. Schulz, powołując się na swego 65-letniego wujka Johanna
              Michalika, w tym rękopisie zawarł m.in. informację, iż gdy w będącym w stanie
              surowym budynku składano trzciny, to wówczas przebywał tam Räuberhauptmann
              Pistulka, który zakopał tutaj pieniądze. W tym miejscu podkreślenia wymaga
              fakt, że opowiadania o ukrytych skarbach Pistulki i Eliasza są wiązane na
              Śląsku z różnymi miejscowościami i Obrowiec nie jest wyjątkiem. Miejsca, w
              których miały znajdować się te skarby wskazywano np. w Bytomiu, Chorzowie,
              Siemianowicach, Mikołowie, Opolu i Pszczynie. Czasem skarby te w tych
              miejscach faktycznie znaleziono (np. w Bytomiu). Z Sośnicą (obecnie dzielnica
              Gliwic) związane jest podanie o skarbie zakopanym przez Pistulkę i wydobytym
              dzięki jego wskazówkom. Czy - podobnie jak do Sośnicy - informacja przekazana
              do Obrowca była prawdziwa? Wiem, że próbowano w Obrowcu odnaleźć pozostawiony
              przez Pistulkę garnek ze złotymi monetami, ale okazało się to bezskuteczne.
              Skarb nie został odnaleziony.
              Minęło już ponad 120 lat od czasu, gdy Pistulka prowadził swoją działalność.
              Nadal, chociaż coraz rzadziej, można jednak w Obrowcu usłyszeć jeszcze o tej
              sławnej postaci. Powraca wtedy też pytanie o pozostawiony tutaj przez
              tego "śląskiego Robin Hooda" skarb.


              PS. Poniżej przedstawiam pochodzący z Kamienia Śląskiego tekst o Eliaszu i
              Pistulce, na który natrafiłem w książce D. Simonides i J. Ligęzy "Gadka za
              gadką, 300 podań, bajek i anegdot z Górnego Śląska" (Katowice 1873)"Eliasz i
              Pistulka umieli bardzo szandary robić za błozna. Roz przebrali sie za panów,
              roz za dziadów, roz zaś za kominiorzy, tak że ich nigdy nie można było
              rozeznać i przytrzymać. Roz przyszli do nos do wsi Kamienia, do jednych dwóch
              panocków i prosili ich o nocleg. Ludzie ich przyjęli. Dali im pojeść i dali im
              nocleg na strychu. Rano wstali, zapłacili sto marek i poszli sobie. Za pora
              dni zaś przyszli, zaś sie przespali. A jak mieli wychodzić, padają chłopu, mo
              iść pod most, który jest pod Bytomiem, że są tam dwa zegarki złote, że mo se
              je wziąść. Ludzie bardzo zrobili zdziwione miny. Spytali się, co są za jedni,
              a oni powiedzieli: - Pistulka i Eliasz - no i poszli dalej. Ludzie z obawy, by
              ich nie zamknięto, mimo że te zegarki tam znaleźli, nie przyznali sie nikomu"."
            • Gość: Szwager Re: Zbojowanie/ps IP: *.dip.t-dialin.net 21.09.03, 11:51
              To znod jo na tyn temat, ale moge byc ize faktycznie miyzkou tukej i tam. Ino
              to z tym pochodzyniym ze Podhala nikaj niy poradziouch znonsc.


              Stare Katowice

              "Ziegelstraße
              obecnie: Lubeckiego

              - Die Strasse benannt nach der ehemaligen Ziegelhütte.
              - Nazwa ulicy pochodzi od dawnej cegielni.
              - Noch vor wenigen Jahrzehten war das Pistulka-Haus an der Ziegelstraße, wo er
              gewohnt haben soll, stadtbekannt. Die Erinnerung an der Räuberhauptmann
              Pistulka lebt in Oberschlesien noch heute.
              - Na tej ulicy przed kilkudziesięcioma laty stał dom znanego na Górnym Śląsku
              rabusia Pistulki. Jego "drużyna" licząca w niektórych okresach nawet około
              70 ludzi, zbierała się w lasach Muchowca."


    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 21.09.03, 11:09
      Jido zbuje dolinami
      Wywijajo lobuszkami,
      Lobuszkami lostrzonemi
      Niedola, krzywdami.

      Jido zbuje, dudnio kroki,
      A na czele herszt wysoki.
      Herszt wysoki, hyrny dumny,
      Jak ty jedle szumny.

      Jido zboje, goro gronie,
      Nocka w zorzach plonie.
      W zorzach rodzi sie swoboda
      Hej swoboda, goralsko luroda.

      Jido zbuje, drza panowie,
      Panowie, hrabowie
      Przed lostremi siekierkami
      Dyrbio kolanami.

      (to bouo od P. Lazara)
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 22.09.03, 14:45
      Dolu dolino

      Dolu dolino, wiesieli jedzie.
      Jinszy mo milo do slubu wiedzie
      Jinszy ji bedzie spoziyrol w loczy,
      W ty modre loczy, jak wyrch luboczy.

      Skoro skonczylo sie milowani,
      Pozostalo mi zbujnikowani.
      Hej! Na zbuj w lasy geste wyrusze,
      Jeny siekierke wierno wybrusze.

      W lasy zielone, mchami lutkane,
      Wodo potokow bystrych zlorane.
      W nich moze kiejsi pod zgnilo klode
      Przyjdzie mi zlozyc zycie me mlode.

      Kie mie doscigno hajducki strzaly,
      Niyscie mie wtedy, han na wyrch skaly.
      Niech spod gasnacej widze powieki
      Jak sie na wiatrze kolybio smreki.

      Jak han w dolinach bystre potoki,
      Pomruki nieso w wyrch pod lobloki,
      A slonko jasne gebe swo chyli
      Ku zachodowi za wyrch Kobyli.

      To tysz szkryfnou slonski Goral ze Wisuy P.Lazar.

      Pyrsk!
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 22.09.03, 15:52
      Legendy beskidzkie o zbójnikach.

      Wiele jest legend o zbójnikach, których lud uważał za swoich bohaterów. Szedł
      o nich "Szyr" po dziedzinie, że "równali świat", co oznaczało, że rabowali
      mienie bogatych panów, które później częściowo rozdawali biednym i zawsze
      stawali w ich obronie, a zwłaszcza pokrzywdzonych. Ci też ukrywali i
      ochraniali ich przed władzami, które ich ścigały.
      Największy rozwój zbójnictwa na terenie Zachodnich Beskidów i Tatr przypada na
      wiek XVII i XVIII, kiedy wzmagał się na pańskich folwarkach ucisk
      pańszczyźniany wobec poddanych chłopów. Miłujący swobodę - "ślebodę" górale
      nie mogąc się pogodzić z niewolniczym trybem życia pod batogiem ekonoma,
      często uciekali i kryli się po lasach. Śpiewali: "Panowie, panowie, będziecie
      panami, ale nie będziecie rządzić góralami". Najwięcej jednak młodzi górale
      bali się poboru do długoletniej służby wojskowej w obcych armiach, skąd
      nierzadko wracało się ze zrujnowanym zdrowiem. Zbójnictwo więc wydawało im się
      azylem bezpieczeństwa, symbolem wolności i życia "na ślebodzie", organizowali
      się tędy w grupy, na czele których stał najodważniejszy z nich "harnaś" tj
      jakby hetman zbójnicki. Za odwagę, honor i fantazję kochały ich dziewczęta, a
      lud śpiewał o nich pieśni. Byli postrachem bogatych, a szczególnie
      niesprawiedliwych panów i gazdów, którzy ich też za to nienawidzili i
      urządzili na nich obławy mając na swoje usługi policję i wojsko. Pomagali im w
      tym zdrajcy, którzy łakomili się na wyznaczone za ich głowę nagrody.
      Do najsłynniejszych zbójników należeli: pochodzący ze Słowacji Janosik -
      stracony wraz ze swymi zbójnikami w 1713 r. w Liptowskim Mikolaszu, Ondraszek -
      zbójnik śląski zabity w 1715 r. przez zdradzieckiego druha Juraszka, bracia
      Klimczokowie - pojmani i sądzeni w 1690r. w Oświęcimiu. Jednego z nich
      powieszono na haku za pośrednie zebro, podobnie jak zbójnika Józefa
      Baczyńskiego, straconego w 1736 r. i Burego, który podciągany w górę na haku
      miał z fantazją zawołać: "Wio Bury do góry". Taka śmierć była w opinii ludu
      najbardziej honorowa - przeznaczona tylko dla harnasi tj. przywódców
      zbójnickich. Pośledniejszych zbójników łamano kołem lub żywcem ćwiartowano po
      uprzednich torturach. Inni słynni zbójnicy to: Podgórski, Szczotka, Czapiec,
      Sawka i nasz kamesznicki "Proćpak, czyli Jurek Fiodor, stracony przez
      powieszenie 26 stycznia 1796 r. w Kamesznicy wraz ze swoją zbójnicką drużyną.
      O jego dziejach żywiecki poeta - Zdzisław Maria Okuljar napisał legendę -
      dramat w 7 obrazach pt. "Godzinki zbójeckie" - jest on wiekowy i wzruszający.
      Przydałoby się opracować go i pokazywać na scenie lub na filmowym ekranie, tym
      bardziej, że Janosik i Ondraszek już dawno stali się bohaterami szklanego
      ekranu.

      A oto fragment postludium o Proćpaku.

      "Nie ma nad Proćpaka tęższego chłopaka
      On kiedy pon jaki mo kabot złocisty
      Cyrwone chodaki, pas rzymienny cysty
      Za pasym toporek i dukatów worek
      Nie dba na dworaka, ani na wojaka
      Choć trefi na zucha, zginie kieby mucha
      Choć tysiąc górali, on się im wyśliźnie
      Jak toporkiem piźnie, z ruśnicy wypali
      Uciekoj kto moze, bo zginies nieboze.

      Ocalić od zapomnienia postać Proćpaka postarał się także inny poeta beskidzki
      Jan Kocznur, który napisał Pieśń o zbójniku Proćpaku:

      Dzień wstał gorący nad Beskidem
      Słońce kąpało się w potokach
      Chrząściły sierpy, lśniły kosy
      Wiaterek usiadł na obłokach

      Na groniach wonne jodły, smreki
      Spokojnie błękit nieba piły
      Po miedzach kwitły polne róże
      Błyskały srebrem dziewięcsiły

      Proćpok szedł miedzą, gwiżdżąc śpiywki
      Pozdrawiał żeńców: "Scynś wom, Boze"
      Kroczył wzdłuż złotych niwek owsa
      Dokąd szedł, któż dziś wiedzieć może?

      Może podążał do kryjówki
      Hej, ze zbójnickiej wyprawy
      Może szedł z losu do kochanki
      Syt złota, przygód, szczęścia, sławy?

      (Stanisława Białożyt)
      • Gość: Rumcajs Re: Zbojowanie IP: 80.72.65.* 24.09.03, 15:38
        Hej Sablicek zbojnicek,
        hej siekiyrecka ostra -
        niejedna dusycka
        bez niom w niebo posla...
        Hej Sablik se zaspiywal,
        ej Krzywan` mu odpedzial,
        bo o jego sprawie
        nik iny nie wiedzial...
        *********
        Siedziolek w hares`cie w Nowym Sacu miescie,
        Za jakom przicyne? Za s`warnom dziywcyne.

        Od bucka do bucka jaze do jawora,
        tam nase piniazki, tam naso komora.

        Edyc` se jawoze, jawoze pekaty,
        s`wiycom sie pod tobom zbojnickie dukaty.

        Karcmorecko nasa nie zagasuj ognia,
        przidom s`warni chlopcy, bedom toncyc do dnia.

        Na bucku, na bucku listki cyrwieniejom,
        ka sie nasi horni chlopcy popodziejom.

        Janicku, Janicku, sto hromow po tobie,
        po syc`kik dziedzinak idzie hyr o tobie.
            • Gość: Ciupazka Re: Zbójowanie IP: *.it-net.pl 01.10.03, 20:58
              Jesce sie pytajom, co jest...Zagadki tyz nieozwiązane i jo sie nie pytom
              co jest, kolcero? Widzem dobrze, co jest, ba jako, nic ni ma! Kie mie
              zmogło i na syćkie strony mie trzymie, to sie mnie pytajom , cy Zuławy w
              Tatrak....? Nawet na zbójów ni mozno licyć... Telo.Pozdr.
              • hanys_hans Re: Zbójowanie 01.10.03, 21:02
                Gość portalu: Ciupazka napisał(a):

                > Jesce sie pytajom, co jest...Zagadki tyz nieozwiązane i jo sie nie pytom
                > co jest, kolcero? Widzem dobrze, co jest, ba jako, nic ni ma! Kie mie
                > zmogło i na syćkie strony mie trzymie, to sie mnie pytajom , cy Zuławy w
                > Tatrak....? Nawet na zbójów ni mozno licyć... Telo.Pozdr.

                W murowanej piwnicy tańcowali zbójnicy.
                Kazali se piknie grać i na nózki spozirać
                • hanys_hans Re: Zbójowanie 01.10.03, 21:16
                  kolcero napisał:

                  > Zagadki jakos troszke tkniete..
                  > A zboje tak w polsce koncza:
                  > mars.show.net.pl/~perl/img/08.JPG
                  > wiec sie boje :))

                  Co to je za nowy zbójnik, tyn stoom ciupagoom? Tego pieroona jeszcze niyznoom.
                      • Gość: Szwager Re: Zbójowanie na smiysznie IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.03, 06:24
                        Janosik
                        TELENOWELA BRAZYLIJSKA

                        Największe przedsięwzięcie brazylijskiej tele-nowelo-matografii lat 90-tych.
                        Znany polski serial nakręcił na nowo Javier Pereira.
                        W ciągu trzech miesięcy zrealizowano siedemset osiemdziesiąt siedem odcinków
                        nowego Janosika.

                        W roli harnasia wystapił:
                        Hesus Oliva

                        W pozostałych rolach:
                        Kwiczoł: Pedro Markes Origarez
                        Pyzdra: Alonso de Maradiaga
                        Maryna: Kassandra Diaz;
                        Burgrabia: Cesare la Paz;
                        Hrabia: Dastinas Hofmanas;
                        Jako Marek Perepeczko - Olaf Lubaszenko.


                        Odcinek 145
                        Co dwie owce, to niejedna.

                        W poprzednim odcinku: Maryna tak zdenerwowała Janosika wyciem, że Harnaś
                        zaciął się. Nie w sobie, ale w sensie ogólnym. Znaczy, że nie mógł już wymówić
                        żadnego słowa, tylko robił: "zzz". To nieszczęście spadło na kompanię
                        zbójników, gdy docierała już w pobliże zamku hrabiego. Tam właśnie zbójnicy
                        mieli stoczyć straszliwy bój z hajdukami i Murgrabią. No i oczywiście wygrać,
                        aby wyrównać krzywdy mieszkańców górskich wiosek. Ale co teraz będzie?

                        Kwiczoł: Kamracie Pyzdro - nasz Harnaś się zaciął i jest całkiem nieczynny!
                        Pyzdra; To jak młyn starego Bahledczoka.
                        Kwiczoł: Zacięty?
                        Pyzdra: Nie, nieczynny.
                        Kwiczoł: Właśnie!! A mielim zajść hajduków Murgrabiego i pokonać ich mówiąc do
                        ucha prosto, słowo "bóbr"! a jak tu móiwć, skoro harnaś tylko "zzzz" robi.
                        Janosik: Zzzzz!!?
                        Kwiczoł: O właśnie!
                        Pyzdra: Mam!! Kwiczole, mam!
                        Kwiczoł: To dobrze, że masz. Ino co?
                        Pyzdra: Mam pomysł, myśl, koncepta, natchnienie, olśnienie . . .
                        Kwiczoł (wchodzi w słowo): Gadaj bo jak cie maznę to ci szczeźnie trzustka!
                        Pyzdra: Wezwijmy specjalistę od leczenia duszy z Kiemratowych Śluzgów.
                        Kwiczoł: Ten szarlatan z tej obleśnej wioski!
                        Pyzdra: Tać twoja rodzinna wieś Kwiczole!
                        Kwiczoł: To też wim co mówię. A że mój stryj to szarlatan to tyż wim najlepiej
                        ja sam!
                        Pyzdra: Lekarz dusz, wielki Jaśko Harpacyn to twój stryj!?!
                        Kwiczoł: Ano. Stryj, ale szarlatan!
                        Pyzdra: Dlaczego trak prawisz!?
                        Kwiczoł; Kiedyś mu żem przyprowadził owieckę moja ulubioną i poprosiłem, co by
                        zrobił z niej drugą taka sama, bo ta się już starzała.
                        Pyzdra: Tyś to głupi Kwiczole jest, że hej! Przecia nie da się z jednej owcy
                        zrobić drugiej takiej samej!
                        Kwiczoł: Co ty tam wiesz Pyzdra! Głupis jak obwarzanek! To samo gadał stryj
                        Jaśko! A ja wam mówię, że się da i kiedyś ludziska będą takie rzeczy robili.
                        Pyzdra: Jak ta twoja owiecka miała na imię?
                        Kwiczoł: Dolaska.
                        Pyzdra: Więc teraz przestań myśleć o Dolasce ino pomędrkuj jak tu wezwać twego
                        stryja, bo się na Harnas tu zwija.!
                        Janosik: Zzz. . .
                        Narrator: I rzeczywiście tak było. Biedny Janosik nie mógł nic powiedzieć, a
                        przecież tak lubił mówić? Zdenerwowany przez Marynę, zacięty czekać teraz
                        musiał na pomoc. A wielka wyprawa przeciwko hrabiemu, Murgrbiemu i ich wojskom
                        tonęła coraz bardziej w cieniu wielkiego znaku zapytania...


                        Odcinek 146
                        Wizyta lekarza dusz

                        W poprzednim odcinku: Zbójnicy Kwiczoł i Pyzdra usiłują pomóc Janosikowi,
                        który zaciął się z nerwów. Zdenerwowała go Maryna. Oczywiście. Ona taka jest,
                        nic tylko wkurza! I wciąż gada o tej miłości!!! Przepraszam, się uniosłem. W
                        każdym razie Janosik nic nie mógł powiedzieć, a przecież wraz ze zbójnikami
                        mieli pokonać hajduków Murgrabiego, mówiąc im bez przerwy do ucha
                        słowo "bóbr"! Sprytni zbójnicy wezwali jednak na pomoc lekarza dusz - Jaśka
                        Harpacyna z Kiemratowych Śluzów. W cywilu - stryja Kwiczoła.


                        Narrator; Zbojnicy siedzieli sobie na skałce koło harczacego. . .
                        Janosik: Zzzzzz. . .
                        Narrator: . . .Janosika. Nagle na ścieżce pojawili się: krasnoludek Fafuła i
                        Jaśko Harpacyn. Krasnoludek sobie poszedł w lewo, a Jaśko zbliżył się do
                        zbójników.
                        Pyzdra: Oj witaj lekarzu dusz! Pomóżże naszemu harnasiowi!
                        Jaśko: O widzę swego bratanka, kwioczoła. A spasłes się mój drogi.
                        Kwiczoł (ponuro i niechętnie): Witam cię stryju.
                        Jasko: Aj nie rad mi jesteś, od czasu gdy ci zjadłem twoje drugie śniadanko z
                        sześciu udźców baranich.
                        Pyzdra: A Kwiczoł mówił, że tu poszło o owieckę, której ty lekarzu nie
                        chciałeś rozdwoić!
                        Jasko: Aj Kwiczołek, ty gruby knurze, kłamczuchem żeś jest strasznym!
                        Kwioczół: Aaaa nie gadajmy już o tych tam głupotach z przeszłości. Zajmijże
                        się stryju Janosikiem, bo rzęzi bez umiaru!
                        Janosik: Zzzzz....
                        Jaśko: Uajaj...toć to sławny harnaś Janosik. W liście cóżeście mnie przysłali
                        było tak nabazgrane, żem odczytał, iż mam przynieść "cosik", a nie "janosik".
                        Hmmm? ale jakem lekarz dusz - pomogę mu. Harnssiu połóż się na leżance.
                        Janosik (układa się): Zz...zzz...
                        Jaśko: jak się czujecie Harnasiu?
                        Pyzdra: Źle!
                        Jasko: CISZA!!!! Pacjent sam mówi!! Jak się czujecie?
                        Janosik: Zzz...?zzz...
                        Jasko: Słabo jak cholera. Przyczyna zacięcia się: zdenerwowanie?
                        Janosik (wściekle) ZZZZZ!!!!!!
                        Jasko: Powodem Maryna. A tak, ona taka jest, zawsze się wtrąca i denerwuje!
                        Dalej..Kiedy ostatnio wracał pan do swoich poprzednich wcieleń?
                        Janosik: Z?
                        Jaśko: Pomijamy. Teraz głębsze zjednoczenie z pacjentem...Zz..ZZ..Z?
                        Janosik (spokojnie): Zzzz...
                        Jaśko (pytająco): Z...z?
                        Janosik (odpowiada): Z!
                        Jasko: takl panowie zbójnicy. Mam jasność sytuacji.
                        Kwiczoł i Pyzdra: Co mamy zrobić?!
                        Jaśko: Trzeba harnasia mocno walnąć w plecy. O tak. (wali)
                        Janosik: Uaaa!! Alem się zatkał z nerwów!! Kch, kch!! Dzieki ci o lekarzu
                        dusz!!!
                        Jaśko: Proszę bardzo. Opłata w oscypkach, siedem kilo koziego i dwanaście
                        owczego.
                        Kwioczoł: Czekiem czy do domu?
                        Jaśko: Prześlijże mi to do domu Kwiczołku.
                        Janosik: Dzięki, możemy ruszać już na hajduków murgrabiego!!
                        Kwiczoł i Pyzdra: Ha, hura!! Naprzód, bić psubratów!!!


      • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 02.10.03, 06:44
        IDĄ ZBÓJCY
        sł. Krzysztof Trebunia, muz. trad.

        Tońcyli zbójnicy na polanie
        Dosłyseli od gór zawołanie
        Pozierali, uwidzieli
        Ze się im bucyna już zieleni


        Wy się już parobcy ponoglojcie
        Swoje kochanecki pozegnojcie
        Ciupazecki zabierojcie
        Siwego koniusia zaprzęgojcie


        Idom zbójcy bije hrom
        Kany hrube dutki som
        Jak ik kacmorz pocęstuje
        W pokoju go ostawiom


        Idom zbójcy bije grom
        Kany piekne dziywki som
        Jak im ftoro gębusie do
        Nic jej złego nie zrobiom


        Jest między nami kleryk niedosły
        Dezynter, student i juhas prosty
        Nie bójmy się gromów ani łyskawicy
        Honorno nos ceko śmierzć na siubienicy


        Hej harnasiu nas panie, ka nase zimowanie
        W Krakowie na rynecku, za syje na snurecku


        • Gość: Rumcajs Re: Zbojowanie IP: 80.72.65.* 02.10.03, 16:48
          Juz w Luptowie wyzwaniajom,
          Janosika lapac` majom.
          Juz w Luptowie wyzwonili,
          Janosika ulapili!
          Ulapili, juz go wiedom,
          trzi dziewcatka za nim idom:
          jednej Hancia, drugiyj Marcia,
          trzeciej malowana Tercia.
          Hancia place, Marcia kwili,
          Tercia sie mu trzimie syi.
          Nie plac Terciu, serce moje,
          co ty widzis wszecko twoje!
          Nic nie widzem, te horic`ku,
          te niescensne siubienicku!
          Kieby jo bel dawno wiedzial,
          ze ja budziem na niej wisial,
          dalbyk jo jom odmalowac`,
          s`ryblem, zlotem wyobijac` -
          ode spodu talorkami,
          a od wierhu dukatami,
          a na wierhu zlotu kawku,
          gdzie polozem swoje hlawku...

    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 01:42
      A wiycie ize Janosik zbojowou i we Slonku?

      Sam to stoi. Stoi sam tysz o tym co on jod:

      "Uwaga. Oto wspaniały, łatwy w wykonaniu i efektowny przepis na smakowity
      zbójnicki placek Janosika. Przepis pochodzi ze Słowacji i niech to nikogo nie
      dziwi: Janosik prawdziwy, żyjący w latach 1680-1713, był chłopem słowackim z
      dolnej Orawy i grasował wcale nie na Podhalu, jak mówi legenda, lecz właśnie
      na słowackich ziemiach Liptowa, Orawy i Spisza, a także Moraw i Śląska.

      Dobrze. Niech dziecko obierze dziesięć dużych ziemniaków i utrze je na tarce.
      Do tej masy kartoflanej niech teraz dziecko doda 4 dag mąki, 1 pokrojoną
      drobniutko, dużą cebulę, 5 dag posiekanej w drobną kosteczkę i przyrumienionej
      na patelni słoninki wędzonej, 5 dag smalcu, 1 łyżeczkę majeranku, duży ząbek
      czosnku roztarty z połową łyżeczki soli. Wszystko to należy doskonale
      wymieszać i - wciąż mieszając - dodać dwa jajka.

      Gęstą, lecz wciąż jeszcze półpłynną masę wykładamy teraz na blachę wysmarowaną
      niedźwiedzim sadłem (z braku tegoż używamy masła lub oliwy; możemy też
      ostatecznie wyłożyć blachę folią aluminiową), posypujemy obficie utartym
      oscypkiem i pieczemy w dość gorącym piekarniku, aż się placek ładnie zrumieni.



      Podajemy placek zbójnicki na gorąco, chrupiąco i rumiano, pokrojony w
      kwadraty. Pyszności! Jeśli zaś zdarzy się przypadkiem, że mama przygotowała na
      obiad gulasz - danie będzie kompletne. Zbójnicy, jestem o tym głęboko
      przekonana, jadali właśnie takie placki - z gulaszem z niedźwiedziego mięsa. A
      jak nie mieli gulaszu - to z kwaśną śmietaną. Stąd ich krzepa."

      • Gość: Ciupazka Re: ...Przykozanio zbojnickie IP: *.it-net.pl 03.10.03, 09:54
        Pedzioł Pon Bog Twoj:

        - boc se, ze za zbój mozno nawet wisieć,
        choć bez niego cni sie.

        1. Nie bees miol bogów cudzyk przedy mnom- próc Harnasia swojego.
        A jakobyś mnie słuchoł, słuchoł bees jego!

        2. Nie bees brol omiynia Boga nadarymno -
        Bo słuchanie jojcenio nie jest rzec przyjymno
        Siedzi Pon Bóg, gro w karty, dobiyro do ocka,
        A tu ftosi holofi, ni mo casu pockać!
        A poźryj ze se w Biblijom, ty durny śturmoku,
        Pon Bog teroz mo weekend, a dejze Mu spokoj!

        3. Bees Dziyń Świynty świyncil -
        Nawet kie ni mos chynci!
        I choć by cie skryncało bez Dziyń Świynty cały,
        A orawskie barany same w rynce pchały,
        Lebo bank sie ostworzył...ty siedzis za stołem.
        Zres co mos, a nie odrywos kufy od gorzoły.

        4. Ccij ojca i matke swojom -
        Za to, ze ci rzyć łojom!

        Fto nie słucho ojca, matki - tyn słucho psiyj skóry,
        Cekajom go hereśty i siubienic snury.

        5. Nie zabijoj...nigda...bez potrzeby!
        Zwoz na to, wiela dzisiok mordyngi z pogrzebym.
        I nie nastaj po próżnicy na bliźniego kości,
        A niej se beskurcyjo zdycho ze starości.
        Cheba, ze juz jynteres, to wte nie znos łaski,
        Uzywajęcy pistolca, noza cy ciupazki.

        6. Nie cudzołóż!
        Ba kie ci sie jako widzi
        W swój barłog jom przełóz.
        A chocioz by nie kciała, zadryj jyj spodnice,
        I rób swoje jakuratnie, jaze bedzie kwiceć.
        A kie zacnies na wiecór, a skońcys nad raniym,
        Pewnie jyj sie uwidzi zbójnickie kochanie.

        7. Nie kradnij - fto kradnie
        W piekle siedzi na dnie!
        Bo kradzenio zakozoł Bóg, dlo powodów trzók:
        Po piyre:
        Wlasność to rzec świynto, świynto, trzykroć świynto,
        Kie cie ziandar goni, a depce po pientak.
        Po drugie:
        Barzyj świynte tego mienie,
        co nic ni mo na kradzenie.
        Po trzecie:
        Jako pedo abecadło zbójnickiej nauki,
        Zbójnik nigda nie kradnie, ba chodzi za buki!

        8. Nie dawoj fałsywego świadectwa
        Naprzeciw bliźniemu swemu -
        Ba go som ukatrup
        Po honorowemu!
        A miyj przy tym uwazowanie,
        Na pionte przykozanie.

        9. Nie pożądoj żony bliźniego swojego
        Kie jest brzyćko, abo...kie sie bois jego!
        A kie sąsiadka śwarno, a ty stracha ni mos,
        Za jyj cornom owiecke od razu sie imos.

        10. Ani zodnyj rzecy, ftoro jego jest -
        Ba kie ci sie widzi
        To jom wartko bier!.

        A boc na to ze,
        Bog jest syndziom sprawiedliwym,
        A dlo zbojników litościwym -
        I cy ik korze, cy nie korze
        To sie okoze. Jamynt.

        autor: Zdzislaw BARGLIK w: "Na zbójnickom nute" Krakow.2001. Wyd. Miniatura
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 12:46
      Jak Janosik tańczył z Cesarzową
      Pagórami, wzgórzami, równinami
      szedł Janosik i z towarzyszami.
      Ilczyk, Gajdos, Baczyński, Surowiec
      szli poza nim przez bór i manowiec.
      A wokoło biała pustka dzika,
      dzika pustka, siostra Janosika,
      Janosika siostra, matka, żona,
      dzika pustka sercem ulubiona,
      ulubiona sercu, oczom, duszy,
      górska pustać, którą wiatr się puszy.

      I ujrzeli miasta pod górami,
      białe miasta z białymi wieżami
      i winnice ujrzeli kwitnące
      i po łakach stada stąpające;
      zobaczyli zboża jak makaty
      i jak gwiazdy na niebiosach kwiaty
      i Dunaju rzekę modrosiną,
      której wody aż do morza płyną,
      i patrzyli z pagórów uprzejmie
      na tę ziemię, jak oko obejmie,
      i patrzyli na nią po przyjaźni
      ci Zbojnicy wiérchowi i głaźni.

      Nie o złoto im szło, ani srebro,
      mieli złota schowanego dość,
      mieli srebra aż pod piąte żebro,
      że jak jodły z niego mogli róść,
      jako jodły, gdy obsypie śnieg,
      a Tatr łańcuch tego skarbu strzegł.

      Nie o złoto i srebro im szło,
      ani chcieli rąk czerwienić krwią,
      ani chcieli na śwat trwogę siać,
      ani żupanom znać o sobie dać;
      niech niedzicki i orawski gród
      śpi spokojnie, patrząc w głębię wód;
      lewoczański i koszycki graf
      niech dumają, że Janosik praw...

      Hej, praw on im? co łupieżą lud,
      co słowiański piją pot i krew!
      Lecz Janosik chce wesołyrch nut,
      austryjackich, modrookich dziew,
      bo go walka strudziła i bój
      i utrudził zbójowania znój.

      Jam odbierał możnym i ubogim
      dawał z możnychch uzbierany łup;
      jam w jedwabiu plątał ręce drogim
      i wieśniaczkom go rzucał na ślub,
      com go kupcom na gośnińcu wziął.
      a w królewskie ornaty jam dął!...

      Tak se myślał i poszedł przed siebie,
      bo on chodził, jak orzeł po niebie.

      Hej? - powiada mu Surowiec - Ano
      widzę karczmę przed się murowaną,
      jeśli chcemy dusze poweselić
      prosto do nie, jak z flinty wystrzelić.

      Popatrzył się Janosik pod słońce.
      popod palce od blasku jarzące
      I powiada po niedługiej chwili:
      dobrze, chłopcy, tam będziemy pili...

      A gdy przyszli do karczmy, do białej,
      austryjackie dziewki tańcowały.
      austryjaccy tańcowali chłopcy -
      Poglądnęli, że przybyli obcy.

      Wszedł Janosik do karczmy, do białej,
      stanął we drzwiach, jak dąb okazały.
      jako dęby, towarzysze za nim,
      w drogiej zbroi, w ubiorze nietanim.

      Siedli za stół, kazali dać wina,
      austryjacka pojrzała drużyna,
      muzykowi do garści dał
      • Gość: Szwager cd IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 12:48
        Płakała dziewcyna trzy godziny do dnia.
        ze jej kohanecka zabrali do ognia!..."

        Tak śpiewali, taką pieśń,
        ty, Cyganie, ognia skrześń!
        Ognia skrzesaj, iskry z strun,
        sto tysięcy zapal łun!

        Nie pytaj się: kto? - ni: co?
        Graj, bo płacą! Graj, bo tną?

        Cesarzowa poszła w tan,
        chwiał się jej perłowy wian.

        Cesarzowa w taniec szła,
        dijamentów po niej mgła.

        Cesarzowa w taniec idzie,
        a barony stoją w glidzie.

        Żółte łby i długie nosy,
        stoją Niemcy, jak w rząd kosy.

        Stoją damy, jak w, rząd grabie
        i wieśniacy, chłop przy babie.

        Cudują się sami sobie,
        czy na jawie są w tej dobie?

        A Janosik, na kształt króla,
        z cesarzową sobie hula.

        Stanął przed nią, cupnął w przód
        prawą nogę, lśniący but.

        Lewą piętą wyciął w tył
        w dyle karczmy, co miał sił.

        Prawa
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:42
      A mozno rojbry jeszcze som? A przinajmiyj odnich bajtle.

      Zbójnickie plemie


      Dziś ni ma juz panów, to łupiem ceprów - żartuje właściciel pensjonatu w
      Murzasichlu, Marian Łukaszczyk, w którym płynie zbójnicka krew. Do zbójnickich
      korzeni przyznaje się także poseł Kazimierz Dzielski. Na Podhalu ciągle można
      odnaleźć potomków zbójników.
      Z Murzasichla pochodził zbójnik Łukaszczyk. W okolicach Gubałówki królował
      Wojtek Mateja, na Olczy - Wojtek Gał, w Białce Tatrzańskiej - Wajda. Dzielscy
      pochodzili z Działu. Potomkowie zbójników to przeważnie mężczyźni rośli. Po
      przodkach pozostało im najczęściej zamiłowanie do tańca zbójnickiego. Chętnie
      przyznają się do odwagi, fizycznej sprawności.
      Supermen Janosik
      Na zbójnicką ścieżkę wchodzili najczęściej górale, którzy musieli kryć się
      przed wymiarem sprawiedliwości. Innych ciągnęło w góry umiłowanie ślebody,
      niezależność, niechęć do pańszczyzny, jeszcze innych po prostu bieda. Byli
      wśród nich zwykli bandyci, ale byli i tacy, którzy ściśle przestrzegali
      honorowego kodeksu. Dziś zbójnik kojarzy się głównie z telewizyjnym supermenem
      Janosikiem.
      "Zbójnikowi" powierzyli mieszkańcy Murzasichla rządy w swojej wsi. Stanisław
      Łukszczyk "Zbójnik" sołtysuje od 9 lat. Ludzie żartują, że jak przystało na
      honorowego zbójnika jest sprawiedliwy, o interes swojej wsi potrafi zadbać.
      -W Murzasichlu na 129 numerów domów ze 40 to Łukaszczyki. Rozróżniało się nas
      po przydomku - jest Łukaszczyk Murarz, Lokaj, Kowal, Szczerbaty, a my mamy
      przydomek "Zbójnik". To po pradziadku, który za zbójowanie trafił do więzienia
      w Wiśniczu. Jak wrócił nadali mu przydomek Zbójnik - opowiada sołtys. -Dużo o
      nim nie wiem. Chodził na Węgry, bo tam było bogactwo - mówi.
      Więcej o przodku zbójniku z Murzasichla potrafi dzięki opowieściom swojego
      dziadka opowiedzieć 78-letni Franciszek Świder "Zbójnik" z Białego Dunajca. -W
      jego bandzie były chłopy z Murzasichla, Kościeliska, Bukowiny. Napadali na
      słowackie i węgierskie dwory. W końcu pradziadek trafił do więzienia w
      Wiśniczu. Tam chorował. Wrócił potem do Murzasichla i zajął się gospodarką.
      Umarł w domu . Był taki wytrzymały, że choć smażyli go w gorącym smalcu, żeby
      oddał pieniądze, to się nie ugiął - mówi Franciszek Świder.

      Jak przystało na potomka zbójnika Stanisław Łukaszczyk "Zbójnik" to rosły,
      dobrze zbudowany góral. Jego zdaniem prawdziwy zbójnik to był człowiek
      odważny, honorowy, silny. -To musiał być twardziel, taki facet z charakterem.
      Żeby przejść w tamtych czasach góry - w kierpcach, suknianych portkach, potem
      nakraść i jeszcze z łupem na plecach wrócić to trzeba było mieć kondycję i
      charakter. Nie było szlaków turystycznych, sprzętu takiego jak dziś - mówi. -
      To chyba zbójnicka krew powoduje, że wszyscy w naszym rodzie są sprawni,
      uparci w tym co robią - mówi. Dzięki sprawności i upartości w dążeniu do
      wyznaczonego celu Stanisławowi Łukaszczykowi udawało się osiągać tak dobre
      wyniki w sporcie. Pięciokrotnie uczestniczył w biathlonowych mistrzostwach
      świata (dwukrotnie powrócił z nich z medalem). Przez 17 lat był ratownikiem
      GOPR-u. Sołtysuje w Murzasichlu od trzech kadencji.
      Kuzyn Stanisława, Marian Łukaszczyk z zamiłowania jest bacą. Ma w Bieszczadach
      49 hektarów ziemi. Wypasa 500 owiec, w czasach lepszych dla owczarstwa jego
      stado było dwukrotnie większe. Jest też właścicielem Pensjonatu "Zbójnik",
      który może pomieścić 100 osób. Wynajmem pokoi dla gości zajmuje się żona.
      Marian Łukszczyk mieszka na placu, który należał kiedyś do przodka zbójnika. -
      Jak rozbieraliśmy starą chałpę, to nie znaleźliśmy żadnych skarbów. Nie
      liczyliśmy, że coś znajdziemy. Została nam po nim upartość i zawziętość, a to
      ważniejsze niż dutki - przekonuje strzygąc owcę. -Ostatni prawdziwi panowie
      wyginęli za komuny. Dziś nie ma już panów, to łupimy ceprów - żartuje. -Ale
      dużo nie łupimy, w Sylwestra na przykład była w naszym pensjonacie jedna z
      najniższych cen - dodaje szybko. Synowie nie przejmą po ojcu ani bacówki w
      Bieszczadach ani pensjonatu. Starszy syn Daniel jest już na IV roku
      Politechniki Krakowskiej, młodszy Piotr rozpoczął edukację na Akademii
      Górniczo-Hutniczej. Przejmą na pewno przydomek.

      Zbójecka krew płynie także w żyłach posła i wójta z Czarnego Dunajca,
      Kazimierza Dzielskiego. -Moi przodkowie byli niepokornymi ludźmi. Zbójowali po
      madziarskiej stronie. Potem się jednak uspokoili i zrobili dużo dobrego dla
      Ojczyzny. Ginęli w obronie sprawy polskiej, oddali całe swoje majątki na rzecz
      Powstania Chochołowskiego, pomagali przy budowach kościołów - opowiada
      parlamentarzysta z Czarnego Dunajca. O swoich zbójeckich cechach mówi jednak
      niechętnie.
      Jak można przeczytać "W siąpawicach dziejowych" Adama Pacha Grzegorz Dzielski
      oraz jego dwaj synowie - Satanik i Nowaczyk byli znani na Podhalu ze swojego
      zbójowania (XVII wiek). Grzegorz Dzielski (nazwany wielkim hetmanem
      zbójnickim) zasłynął jako przywódca podczas pospolitego ruszenia górali
      przeciwko nowotarskiemu staroście Komorowskiemu. Dzielscy napadali na sługi
      dworskie, na swoim koncie mieli zrównanie nowotarskiego dworu z ziemią, z
      drugiej jednak strony zasłynęli też jako patrioci i darczyńcy.
      "Zbójnictwo, nierozerwalnie związane z dziejami i kulturą Karpat, było jedną z
      form ruchów chłopskich, charakterystyczna wyłącznie dla terenów górskich(...).
      Początki zbójnictwa sięgają XVI wieku, a jego zmierzch to dopiero schyłek XIX
      wieku - pisze Urszula Janicka Krzywda w swojej książce "Poczet harnasi
      karpackich". Zbójnickie kampanie skupiały obok mieszkańców wsi podkarpackich
      zbiegłych przestępców różnych stanów, wszystkich, którzy weszli w konflikt z
      prawem, a także ludzi nie mogących znaleźć dla siebie miejsca w ciasnych
      ramach społecznych. Bywali więc członkami zbójnickich towarzystw obok pasterza
      owiec syn zamożnego gazdy, niedoszły kleryk, rzemieślnik, dezerter, student.
      Jedni szukali tam schronienia przed wymiarem sprawiedliwości, inni zysku,
      zemsty, swobodnego życia. Przeważnie jednak zbójnicy rekrutowali się z
      ludności góralskiej, dla której, obok wspomnianych wyżej przyczyn, zbójnictwo
      było kontynuacją tradycji kulturowych wolnych wołoskich pasterzy, głównego
      żywiołu osadniczego tych terenów".
      Zbójnicy organizowali się w grupy liczące od kilku do kilkudziesięciu osób. Na
      ich czele stał przywódca zwany harnasiem. Uzbrojeni w ciupagi, pistolety bądź
      noże napadali na podróżnych, bogate gospodarstwa, karczmy, szałasy pasterskie,
      czasem także na dwory a nawet kościoły. Wolny czas umilali sobie na biesiadach
      w karczmach, hulankach przy ognisku. W legendach zbójnictwo przetrwało jako
      godne mężczyzny zajęcie, różniące się od zwykłego bandytyzmu. Zbójnicy - jako
      ludzie odważni, silni, przede wszystkim jednak wolni i niezależni. Legendy
      przemilczają natomiast ciemne strony zbójnickich biografii.
      Dziś zbójnictwo kojarzy się przede wszystkim z postacią legendarnego Janosika,
      któremu w legendach przypisuje się nadludzkie cechy, bohaterskie wyczyny.
      Faktycznie Janosik czyli Juraj Janosik żył w latach 1688-1713. Pochodził
      zTerchovej na Orawie. Przed sądem w Liptowskim św. Mikulaszu stanął już dwa
      lata po wejściu na zbójnicką ścieżkę. Zginął powieszony na haku za żebro.
      Beata Zalot, Tygodnik Podhalański


      • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:47
        Jasiek z Gorców


        "Muzeum Gorczańskie" w Rabce to jedyne albo jedno z niewielu w Polsce muzeum,
        które utrzymuje się bez grosza dotacji. Gazduje tu zbójnik gorczański, a przy
        okazji malarz, poeta, aktor (mówią też, że czarownik) - Jasiek z Gorców czyli
        Jan Fudala.
        Jasiek z Gorców przyznaje się tylko do swojej zbójnickiej natury. O tym, że
        jest czarownikiem (inaczej to muzeum dawno by upadło) głośno nie chce mówić. W
        swoim muzeum zatrudnia tylko dwa psy - owczarka Bućka i kundla Miśka.
        Pomieszczenia wiekowej chałupy są siedliskiem różnych góralskich duchów, bo w
        tym nietypowym muzeum przeszłość to nie tylko historyczne eksponaty, ale także
        magia i poezja.
        Za skrzypiącą furtką przy ul. Sądeckiej 4 na niewielkiej przestrzeni Jan
        Fudala stworzył swoiste państwo. W chacie liczącej 115 lat znajduje się
        galeria, muzeum kultury gorczańskiej i pracownia artysty, swoisty ośrodek
        kultury wołoskiej. Obok można podziwiać mury zrekonstruowanego zamku
        średniowiecznego, który - jak przekonuje Fudala - stał kiedyś w Rabce. Jest w
        ogrodzie poetycka koliba "Śleboda", jest też wołoski szałas pełen cennych
        eksponatów, w którym można podziwiać między innymi kapelusz ozdobiony kłami
        niedźwiedzia.
        Czarna lista zbójnicka
        Wszystkiego strzeże trzech olbrzymich zbójników (dłuta Zdzisława
        Kościelniaka) - Grzegorz Dzielski, Siarka i legendarny Janosik. -Siarka to
        gorczański zbójnik. W młodości juhasował pod Obidową. Została po nim Polana
        Siarkowa. Był też czarownikiem - swoich wrogów zamieniał w kamienie - opowiada
        gospodarz. -Piękne życiorysy mieli też Dzielscy, którzy oddali cały swój
        majątek na potrzeby Powstania Chochołowskiego - mówi Fudala. W Muzeum są też
        kapliczki - między innymi z największym na świecie Chrystusem Frasobliwym.
        Fudala udostępnia do zwiedzania wszystko z wyjątkiem tajemniczej "czarnej
        listy zbójnickiej", na której jest kilkanaście nazwisk tych, którzy zdaniem
        Jaśka z Gorców nie pomagają, a nawet przeszkadzają w działalności kulturalnej.
        Są to różni urzędnicy, politycy i jak mówi Fudala "różne inne ziajoki". Wraz z
        listą schowane głęboko są dokumenty, które mają świadczyć o winie tych osób.
        Fudala twierdzi, że listę tą trzyma dla wiadomości potomnych.
        Szlachetne szaleństwo
        Wiekowy budynek, w którym mieści się dziś muzeum, był kiedyś domem Jana
        Fudali. Dziś biała izba z modrzewiowych płazów przekształciła się w małe
        centrum kultury górali gorczańskich. Gospodarz zgromadził w niej stare stroje
        góralskie, różne sprzęty, naczynia. Niektóre z przedmiotów pamiętają XVII
        wiek. -Wiele z tych cennych eksponatów zdobyłem grając w filmach. Chodziło się
        też po strychach. Dużo kupowałem. To szaleństwo zbierania trwa już od 30 lat.
        Zaraz po studiach kupiłem u Rabciaka z Poręby Górnej gwiazdę betlejemską za 5
        tys. zł, a zarabiałem wtedy miesięcznie - 2,5 tys. zł - mówi Jasiek z Gorców.
        Druga izba przeobraziła się w galerię sztuki ludowej. Można tu zobaczyć między
        innymi malarstwo współczesne: Stanisława Wyrtla, Anny Madeji, Pawła Karaska
        czy Zdzisława Walczaka. Są też prace dziecięce, pokaźna kolekcja szopek
        góralskich. Oprócz obrazów malowanych na szkle, można znaleźć przykłady
        grafik, gobeliny, płaskorzeźby czy pirografię.
        Wśród najmłodszych gości największe zaciekawienie wzbudza kolekcja starych
        ludowych zabawek - drewniane koniki, kogutki, różne piszczałki, kołatki i
        kłapace. Można je nie tylko obejrzeć, ale także pobawić się nimi.
        Obońki i puciery
        Wejścia do pobliskiego szałasu wołoskiego strzeże św. Wendelin - opiekun
        pasterzy. Wnętrze kryje całą skarbnicę różnych sprzętów pasterskich - obońki,
        puciery, putnie, opaski, zbójnickie noże, kapelusze, serdaki, torby juhaskie,
        kierpce czy turlicki. Jest palenisko, które co jakiś czas gospodarz
        wykorzystuje.
        Najciekawsze są tu kapelusze. Najstarszy liczy 300 lat. Od dymu i smarowania
        żętycą twardy jest jak hełm. Na innym zamiast muszelek są kły niedźwiedzia. -
        To kapelusz niedźwiednika - wyjaśnia Jan Fudala. -Wśród polowacy był kiedyś
        zwyczaj noszenia trofeów za kapeluszem. Sądząc po ilości kłów, właściciel tego
        kapelusza upolował cztery niedźwiedzie - wyjaśnia.
        Fińskie dutki
        W maleńkiej pracowni przy galerii powstają obrazy Fudali. Pełne dynamiki,
        żywych kolorów, góralskiego dowcipu, ale i poetyckości. Są na nich wizerunki
        podhalańskich świętych, są zbójnicy i zwykli górale. Wiele z tych obrazów jest
        swoistym komentarzem do aktualnych wydarzeń - można zobaczyć plastyczną wizję
        zakopiańskiej olimpiady w 3006 roku czy uciętą głowę "Solidarności" w kraju
        rządzonym przez czerwone prosiaki.
        W obrazkach Fudali widać niespokojnego ducha autora, ciągłe poszukiwania. -
        Każdy dzień na szkle trzeba przeżyć inaczej - mówi artysta. -Ważne, żeby ludzi
        nie zanudzać i nie smucić, żeby mieć dystans do świata - mówi.
        Artysta ma za sobą ponad 20 wystaw indywidualnych. Jego prace objechały wiele
        krajów europejskich, pokazywane były też w Japonii, w Stanach Zjednoczonych.
        To dzięki sprzedaży swoich malowanych szkiełek muzeum się utrzymuje. Pomaga
        też trochę Stowarzyszenie Przyjaciół twórczości Jaśka z Gorców. Mimo
        ponawianych co jakiś czas prób nie udało się natomiast uzyskać żadnej dotacji
        z jakiegokolwiek urzędu - od gminy zaczynając, poprzez władze wojewódzkie, a
        na szczeblu ministerialnym kończąc. Podczas jednej z wystaw w Finlandii
        rabczańskiemu artyście udało się sprzedać wszystkie z pokazanych tam prac. -To
        dzięki fińskim pieniądzom powstało na początku lat 90 to muzeum. A dzięki
        japońskim - wybudowałem swój dom - dodaje.
        W akademii Fudali
        Przy Sądeckiej 4 siedzibę znalazła także prowadzona przez artystę Akademia
        Malarstwa na Szkle. Przewinęło się przez nią już kilkaset osób. Zajęcia
        plastyczne artysta prowadzi w formie zabawy. Przychodzą tu głównie dzieci,
        choć miłością do malowania na szkle udaje się czasem zarazić całe rodziny.
        Największy tłok panuje tu podczas wakacji i ferii. Zajęcia w akademii odbywają
        się też w ramach zielonych szkół.
        Najmniejszy "uczeń" który ukończył edukację w fudalowskiej akademii miał 2
        lata. Zajęcia trwają około 1 - 1,5 godziny. Uczestnicy poznają tajniki
        malarstwa na szkle przy góralskiej muzyce. Gospodarz zdradza nie tylko sekrety
        techniki, ale przybliża historię malarstwa na szkle sięgając do czasów
        Bizancjum. Chętnie opowiada też o magicznym znaczeniu obrazków z wizerunkami
        świętych. Podczas ostatnich wakacji w zajęciach tych uczestniczyła
        międzynarodowa grupa dzieci z 8 krajów - między innymi z Litwy, Finlandii,
        Niemiec, Białorusii. Latem zajęcia odbywają się w ogrodzie, pod opieką
        drewnianych zbójników, zimą - w pracowni artysty.
        Starożytni górale
        Jesteśmy góralami wołoskimi. Wywodzimy się z tej samej rodziny, co górale
        greccy, rumuńscy, słowaccy czy ukraińscy. Górale wołoscy mają korzenie
        starożytne. Już w legionach rzymskich dali się poznać jako dobrzy bitnicy.
        Wojowali też u boku królów polskich, niektórzy byli nawet uszlachcani za
        bitność - przekonuje. Wspólnych korzeni mimo dzielących ich tysięcy kilometrów
        mają dowodzić podobne stroje, sprzęty, słownictwo, nuty, budownictwo, medycyna
        ludowa czy zwyczaje. Jan Fudala o korzeniach wołoskich może mówić bez końca.
        Tym, którzy odwiedzą jego muzeum dowodzi swoich tez na przykładzie
        zgromadzonych eksponatów.
        Twierdzi, że także jego nazwisko bez wątpliwości jest pochodzenia wołoskiego.
        Pewności takiej nie mają już natomiast na przykład Karpiele. Nie wiadomo czy
        ich nazwisko pochodzi od popularnego niegdyś na Podhalu warzywa czy też od
        starożytnego ludu Karpów. Za to popularni na Podhalu Gąsienice muszą zadowolić
        się co najwyżej 300-letnim rodowodem - przekonuje Jan Fudala. Równie chętnie
        przypomina o tym, że góralszczyzna gorczańska jest starsza od tej kojarzonej
        ze skalnym Podhalem o co najmniej 400 lat.
        W roli Curusia...
        O samym gospodarzu trudno napisać w kilku słowach. Jasiek z Gorców to
        człowiek - instytucja. Poeta, satyryk, ryso
        • Gość: Szwager cd IP: *.dip.t-dialin.net 03.10.03, 13:49
          O samym gospodarzu trudno napisać w kilku słowach. Jasiek z Gorców to
          człowiek - instytucja. Poeta, satyryk, rysownik, tancerz, trener, instruktor
          zespołu artystycznego, aktor, społecznik... Jak twierdzi dzieciństwo spędził
          przy paseniu owiec i rzeźbieniu. Potem przyszły czasy Liceum Technik
          Plastycznych im. A. Kenara, studia na Akademii Wychowania Fizycznego. Odnosił
          sukcesy sportowe (wywalczył między innymi srebrny i złoty medal w biegach
          narciarskich w czasie Akademickich Mistrzostw w Szwajcarii). Zagrał w
          kilkunastu filmach ( między innymi rolę Zbójnika Symka w "Legendzie Tatr",
          rolę Pawła w "Rodzie Gąsieniców", Pustelnika w "Kolorach Kochania"). W zeszłym
          roku został obsadzony w podwójnej roli górala i burmistrza Curusia w
          komedii "A jednak olimpiada w Zakopanem". Popełnił kilka tomików wierszy.
          Teraz zajął się pisaniem komedii. Prowadzi też zespół "Zornica" przy
          zakopiańskiej "Jutrzence". Jego głowa aż roi się od kolejnych pomysłów i
          planów. Chciałby jeszcze w swoim muzeum wybudować dzwonnicę, kamienną grotę
          Matki Boskiej i zadaszenie, pod którym latem w razie deszczu odbywałyby się
          zajęcia jego akademii. Marzy mu się utworzenie góralskiego teatru dziecięcego.
          Tajemniczo zdradza, że zbiera do swojej bandy zbójników...

          Beata Zalot, Tygodnik Podhalański


          • Gość: Ciupazka Re: ..."Zbójnicy Fudali" - Z. Barglik IP: 212.182.27.* 03.10.03, 14:17
            Na obrozku Fudali idom horni chłopcy,
            Dukatami gwiozdecek niebo skrzy nad nimi...
            Przepatrzyli bogoców kasi w stronak obcyk,
            I do swoik wracajom pyrciami koźlimi.

            Na obrozku Fudali idom chłopcy groniom,
            Łupy niesom cećjakie i miechy ze złotem,
            Hajducy het ostali, juz ik nie dogoniom,
            Syćka zdrowe zza bucków unieśli zywoty.

            Na obrozku Fudali siumni chłopcy krocom,
            Radość z oców im bije, choć pot rosi coła.
            Śwarnyk dziywcyn znowa moc dzisiok zaurocom,
            A zgłodniałyk biydoków usadzom do stoła.

            Hej zbójnicy Fudali, zeskoćcie z obrozka,
            Nieze watra wystrzeli zywymi zyngrami.
            Niekze zagro muzyka, zazbyrcy ciupazka,
            Zatońciez dokoliska, jako przed wiekami.

            Zatońciez dokoliska, a ostońcie z nami.
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 04.10.03, 23:59
      Prowdziwy rojber to i tak wiy o co sam sie rozuazi, pra?

      ODPOCIVA JANOSIK NA DNE LIPTOVSKEJ MARY?
      Polsky historik o slovenskom zbojnikovi
      Meno Juraj Janosik pozna na Slovensku kazdy. Vsetci Zvedia, ze Janosik bol
      slovensky zbojnik, ktory bohatym bral Za chudobnym daval. Grand Dictionnaire
      Encyclopedique ZLarousse z roku 1984 o nom pise: "bandit slovaque,
      Zchevaleresque... un symbole de la revolte contre les Zoppresseurs".


      Polsky historik Dr. Stanislaw Dzieciolowski nedavno dokoncil knihu "Juraj
      Janosik hetman zbojnicki", ktora je zavrsenim jeho niekolkorocneho skumania
      historickych dokumentov a bude pravdepoodobne prvou polskou Janosikovou
      biografiou. Spytala som sa, preco varsavskeho historika zaujal prave tento
      zbojnicky kapitan.
      - Aj preto, ze som od svojich sedemnastich rokov chodil po Tatrach. Okrem toho
      som sa zaujimal o dokumenty tykajuce sa polskych zbojnikov, pretoze to neboli
      obycajni lupeznici, ale ludia s fantaziou. Uvedomil som si, ze existuju traja
      Janosikovia. Janosik historicky, legendarny a literarny, a kazdy zije vlastnym
      zivotom. Co sa tyka literarneho Janosika, musim povedat, ze ma zaujali tri
      piesne, ktore literarne spracovali Bohuslav Tablic, Jan Botto a Absolon Mesko.
      Take pekne piesne ospevujuce zbojnika Polsko nema. Hovori sa v nich o
      malickostiach, ktore maju vela spolocneho so skutocnymi faktmi. Zhoduju sa
      mena, miesta a udalosti. Preto som presvedceny, ze v Janosikovom zivote bola
      zena, ktora sa volala Dorota. Skutocneho Janosika mozeme poznat, ked budeme
      studovat historicke dokumenty. Tie najdolezitejsie su zo sudneho procesu.
      Proces s Janosikom sa zacal 16. marca v roku 1713 v Liptovskom Mikulasi. Trval
      dva dni. Janosika mucili a odsudili za zbojstvo a lupeze. Zoznam zlocinov
      hovori o napadnutiach a lupeziach, ktore sa uskutocnili v okoli stredneho
      Vahu. To znamena, ze Janosik zbijal medzi Vazcom a Vychodnou, ale urcite sa
      nedostal az do Trencina. Jeho posobenie sa koncilo vo Velkej a Malej Fatre, v
      Nizkych Tatrach a v okoli jeho rodiska. Oblast to bola na tie casy pomerne
      velka, ak si uvedomime, ze sa premiestnoval predovsetkym pesi. Jeho zakladnou,
      odkial zacal zbijat, bola Terchova, jeho rodna dedina, ale len zo zaciatku.
      Neskor sa uz v Terchovej ukazat nemohol. Odisiel do Klenovca k svojmu
      priatelovi Tomasovi Uhorcikovi, ktory bol v dedine krcmarom a volal sa Mravec.

      Tvrdite, ze Janosik nebol klasickym zbojnikom, preco?
      - Pretoze nikoho nezabil. Napadal kupcov, bohatych cestujucich. Vedel tak
      prekvapit, ze napadnuti sa nedokazali branit. Zabijat nemusel. Len farar Juraj
      Vrtik sa vraj branil a jeden z Janosikovej druziny nanho vystrelil a poranil
      ho. Ale pozor, farar zomrel az o mesiac vo svojej fare, a to znamena, ze
      zbojnici mu dovolili nielen odist, ale mu aj pomohli. Vystrel bol nahodny a
      urcite nestrielal Janosik. Nikdy viac sa nic podobne nestalo. Nikdy
      nevykradali kostoly a nikoho nezabili. To sa neda povedat o polskom zbojnikovi
      Jakubovi Surowcovi, ci o zbojnikoch na Ukrajine i v Rusku.

      Ako to bolo s tym Janosikovym - bohatym berie a chudobnym dava?
      - V istom zmysle to bola pravda. Zbojnici brali predovsetkym peniaze, potom
      zbrane a nejake cennejsie predmety. Kolko toho mohli zobrat? Presne tolko,
      kolko mohli uniest vo vreci. Museli rychlo odist z miesta lupeze. Niesli este
      vlastne zbrane a ine tazke predmety. A co sa nachadzalo na vozoch kupcov?
      Udene maso, slanina, klobasy, vrecia muky, zrno, sukno, platno, remeselnicke
      vyrobky. To si zobrali obyvatelia najblizsej dediny. Zbojnici ich mohli
      dokonca zavolat, berte, to je pre vas. Vtedy bola vacsina obyvatelov velmi
      chudobna, ked si taky clovek zobral hoci aj plat slaniny, blahorecil
      zbojnikom.

      Viete, kde sa nachadza Janosikov poklad?
      - Janosik sam uviedol, ze pri konkretnej ceste rastie jedla a na nej je
      vyrezany symbol ruky. Tam je zakopany jeho poklad. Je to mozne, ale poklad sa
      nenasiel. Ak aj niekde je, nemohol byt prilis velky. Zbojnici zrabovali jeden
      cisarsky toliar, dvadsat madarskych zlatiek, nic viac. Takze to nemoze byt
      nijaky kotlik s dukatmi, ako sa o tom hovori v ludovej legende, alebo ako to
      predstavuju ludove kresby.

      Ale vratme sa este k sudnemu procesu. Hovorili ste, ze trval dva dni, uz z
      toho sa da usudzovat, ze bol pravdepodobne velmi "spravodlivy".
      - Janosika sudili podla dekretu z roku 1625, ktory vydal cisar Ferdinand II. O
      drancujucich tulakoch a zbojnikoch a o sposobe zaobchadzania s nimi. Dekret
      hovoril predovsetkym o treste smrti. Iny trest prakticky neexistoval. Janosik -
      zbojnicky kapitan - musel byt presvedceny, ze ho caka len trest smrti.
      Samozrejme, tresty sa vykonavali roznym sposobom. Radovym zbojnikom odtinali
      hlavy alebo ich vesali na sibenici, lamali v kolese. Trest zavesenia za rebro
      na haku bol najhorsi a dostavali ho iba vodcovia druzin. Ako som zistil z
      dokumentov z rokov 1700 az 1715, v Liptove ho vykonali len raz a to prave na
      Janosikovi.

      To tiez dokazuje, ako sa ho bali, alebo sa chceli pomstit?
      - Chceli ludu ukazat, ze platia zakony, preto trest vykonali verejne na
      popravisku na brehu Vahu. Janosik bol pre vtedajsiu moc velmi nebezpecnym
      zbojnikom. V juni roku 1712 sa v Liptovskej a Oravskej zupe rozhodli zvysit
      pocet pandurov na 17 muzov, ktori mali zabranit lupeziam, tykalo sa to
      predovsetkym Janosika. Velitelom pandurov bol Juraj Slavik, nepochybne Slovak.
      Dokonca sa vie, ze mal dostat pat zlatiek a ostatni tri zlatky mesacne. V
      pripade, ze chytia zbojnika, dostanu este patdesiat zlatiek. Takze ten, kto
      chytil Janosika, bol pravdepodobne Juraj Slavik.

      Je pravdou to, co hovori legenda, ze Janosika zradili a pod nohy mu nasypali
      hrachu?
      - To, samozrejme, nie je pravda. Nechytili ho v krcme v Dubovej, ale s velkou
      pravdepodobnostou v dome Martina Mravca alias Tomasa Uhorcika v Klenovci.
      Zbojnikov chytali vacsinou na zaklade zrady a udania. Panduri ich nenahanali
      po horach a lesoch - to by bolo hladanie ihly v kope sena, a sami by sa mohli
      stat obetou zbojnikov. Pandurov bolo sedemnast a zbojnicka druzina mala od
      desat do tridsat muzov. Zakladny pocet bol desat-dvanast, pretoze zbojnici si
      na jednotlive akcie brali ludi. S pandurmi by si poradili. Panduri chytali
      zbojnikov vzdy v dedinach. Snazili sa dozvediet, ci je zbojnik doma, so svojim
      dievcatom, s priatelom, v krcme, a tam sa ich snazili chytit, najcastejsie v
      noci. Museli mat v dedinach svojich informatorov. Literarne aj historicke
      texty hovoria o osobe, ktora ho mohla zradit, ktora vedela, ze Janosik byva u
      Mravca a ze Mravec je Uhorcik, co sa, mimochodom, ukazalo az pocas sudneho
      procesu s Mravcom. Ale mohol to byt aj niekto iny.

      Ako vobec Janosik vyzeral? Bol to skutocne mohutny chlap, ako to predstavuju
      kresby?
      - To nevieme. Mal dvadsatpat rokov, cize ako zbojnicky kapitan bol mlady.
      Musel byt velmi silny a obratny, pretoze do zbojnickej druziny prijimali len
      zdatnych ludi. Zbojnici robili skusku zdatnosti - bolo treba vyskocit do vysky
      a odstrelit jedlovu haluzku, vyskocit a odtat haluzku valaskou. Zbojnik sa
      musel pasovat so zbojnickym kapitanom a dokonca s clenmi druziny. Nemusel
      zvitazit, ale vsetci museli uznat, ze je silny. Janosik sa velmi rychlo, len
      co sa dostal do Uhorcikovej druziny, stal jeho nastupcom. Preto sa musel
      vyznat v zbojniceni. Okrem toho musel mat aj ine schopnosti. Predtym sluzil v
      madarskej armade, v pesom pluku plukovnika Viliama Vinklera, zucastnil sa boja
      pri Trencine. Janosik musel poznat vojensky zivot, vojensku taktiku, rozne
      druhy zbrani, musel, samozrejme, dobre strielat, ohanat sa valaskou a dobre
      poznat okolie.

      Kolko rokov Juraj Janosik zbijal?
      - Rok a pol, prakticky jednu sezonu. Na jesen roku 1711, cele leto roku 1712.
      Chytili ho pred zaciatkom zbojnickej sezony a sudili v marci 1713. Zbojnicka
      sezona sa tradicne zacinala v aprili na svateho Juraja alebo Vojtecha a
      koncila sa priblizne v
      • Gość: Szwager cd IP: *.dip.t-dialin.net 05.10.03, 00:01
        Kolko rokov Juraj Janosik zbijal?
        - Rok a pol, prakticky jednu sezonu. Na jesen roku 1711, cele leto roku 1712.
        Chytili ho pred zaciatkom zbojnickej sezony a sudili v marci 1713. Zbojnicka
        sezona sa tradicne zacinala v aprili na svateho Juraja alebo Vojtecha a
        koncila sa priblizne v oktobri na svateho Michala. Nielen preto, ze uz nebolo
        tolko cestujucich, ale preto, ze zbojnikov podporovali pastieri. Je dokazane,
        ze na salasoch dokonca ocakavali prichod zbojnikov. Zbojnici im lacno
        predavali predmety, ktore nazbijali. Pastieri pripravili hostinu, piekli
        barany. Ovce boli majetkom dediny a nebolo mozne ich zabijat, v tomto pripade
        mali pastieri dobru vyhovorku - prisli zbojnici.

        Az ked som prisla do Polska, zistila som, ze Poliaci hovoria nas Janosik. Ako
        to teda je? Bol Janosik Slovakom, alebo Poliakom?
        - Samozrejme, bol Slovak. V Janosikovej druzine vsak boli aj Moravania a
        Poliaci. Dedina Terchova mala vtedy svoju faru vo Varine a tam farar Michal
        Smutko urobil po latinsky zapis do matriky, ze v roku 1688, 25. januara,
        pokrstil dieta narodene Martinovi Janosikovi a jeho zene Anne rodenej
        Cisnikovej, ktore dostalo meno Juraj, krstnymi rodicmi boli Jakub Meriad a
        Barbara Kristofikova z Terchovej. Nevieme presne, kedy sa Janosik narodil, ale
        som presvedceny, ze sa narodil dva tyzdne pred zapisom do matriky. Deti sa
        krstili tyzden po narodeni, ale vtedy bola ostra zima a do Varina bolo
        dvadsattri kilometrov. Preto si myslim, ze Janosik sa narodil zaciatkom
        januara roku 1688 v Terchovej.

        Zistili ste, kde by sa mohol nachadzat Janosikov hrob?
        - Niekedy bolo v rozsudku smrti napisane, ze telo odsudeneho ma byt zakopane.
        Vtedy bol zakopany pri sibenici, alebo niekde v okoli. Ak takyto zapis
        neexistoval, musime pripustit, ze telo odovzdavali rodine. Co sa stalo s telom
        Janosika? Bol pochovany na najblizsom cintorine v Liptovskom Mikulasi? Je to
        mozne, aj ked zbojnikov pochovavali vzdy niekde pod plotom, a nie medzi
        poriadnymi ludmi. Ale co sa tyka Janosika, zachovalo sa ustne podanie, ktore
        hovori, ze Janosika pochovali na kuruckom cintorine. Bol to maly cintorin, na
        ktorom pochovavali kurucov, cize povstalcov z armady Frantiska Rakocziho II.,
        Janosik bol vojakom uhorskej armady a aj povstalcom. Tento maly cintorin sa
        nachadzal v Cemiciach. Ked stavali vodnu nadrz Liptovska Mara, cintorin i celu
        obec zatopila voda. Je teda mozne, ze Janosik teraz odpociva na dne Liptovskej
        Mary, do ktorej Vah nesie vody az spod Krivana.
        ZDENA SISOVA
      • hanys_hans Re: Zbojowanie 05.10.03, 00:35
        Gość portalu: Szwager napisał(a):

        > Prowdziwy rojber to i tak wiy o co sam sie rozuazi, pra?
        >
        > ODPOCIVA JANOSIK NA DNE LIPTOVSKEJ MARY?
        > Polsky historik o slovenskom.............

        Jak es´ jusz je pszi Liptovskyj Marze to mosz sam pora mojich bildoow ze
        wyprawy "zbójnickim szlakym"

        mitglied.lycos.de/tatry2/liptowskamara1.jpg
        mitglied.lycos.de/tatry2/liptowskamara2.jpg
        mitglied.lycos.de/tatry2/liptowskamara3.jpg
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 10.10.03, 19:59
      O Janosikowym turnieju
      W Budzynie na wzniesieniu król siadł na złoty tron,
      zjechali się magnaci ze czterech kraju stron,
      zjechali się magnaci ze zamków i ze wsi -
      wyprawiał król turnjeje ku lubej córki czci.

      Otrąbią heroldowie królewskich zabaw czas,
      jechali wnet panowie - dwunastu jedzie wraz:
      Bathyani na ich czele, z królewskiej wiódł się krwi,
      tuż książę Esterhazy od złotej zbroi lśni;

      Markgraf Pallavicini szkarłatny czaprak miał,
      czerwony mu proporzec z długiej kopji wiał;
      grof Erdoedy i Palffy, Festetics, młody zuch,
      i dumnych z swej urody hrabiów Toekoelych dwóch.

      Tuż czterej inni jadą, konie pod nimi rżą,
      pancerze polcrownc na piersiach im się szklą,
      lamparcie centkowane skóry zwisają z bark
      i dumne pióropusze muskają hardy kark.

      Wjechali na arenę, przed królem skłonią się -
      o dank królewny walczyć każdy z rycerzy chce -
      wtem wszedł od furty pola między rycerzy chłop
      i skłonił się królowi czapką do samych stóp.

      Królu - tak się odezwał - przychodzę skargę wnieść,
      za hańbę naszych dziewek, za chłopskich kobiet cześć!
      Dwunastu tych rycerzy dwanaście naszych dziew
      uwiodło w chłopskich siołach
    • Gość: Szwager Re: Zbojowanie IP: *.dip.t-dialin.net 10.10.03, 20:03
      Muzeum "Janosikowe tradycje na Liptowie i na Słowacji", 03111 Liptovský
      Mikuláš-Palúdzka, Palučanská 1. Oddział Muzeum Janka Kraľa. Czynne od wtorku
      do piątku w godz. 830-1200 i 1230-1630. Od lipca do września w soboty i
      niedziele w godz. 900-1200, w pozostałym okresie po uprzednim umówieniu.
      Muzeum mieści się w dawnym kasztelu Vranovo, w zachodniej części miasta,
      wybudowanym w połowie XVI w. i należącym do rodziny Palugyajów, w XX w.
      przeszedł w ręce rodziny Lacków, w latach 50, był przejęty przez państwo, w
      1994 reprywatyzowany. Obecna ekspozycja powstała w 1981 r.
      Juraj Janošik, żołnierz wojsk Rákóczego, a potem walczącej z Rákóczym armii
      cesarskiej w latach 1711-13 stał na czele bandy zbójnickiej działającej na
      północno-zachodnim obszarze Słowacji. Został schwytany i zamknięty w marcu
      1713 r. właśnie tutaj, we Vranowskim Kasztelu, a po procesie w siedzibie Żupy
      w Mikulaszu został skazany i stracony na szubienicy, ustawionej nie opodal nad
      brzegiem Wagu. Ekspozycja poświęcona jest dziejom Liptowa, osobie Janosika i
      jego tradycji, głównie w sztuce ludowej, a także profesjonalnej. W rycerskiej
      sieni znajdują się cenne organy z 1721 r., wykorzystywane w czasie letnich
      koncertów. Rzeźba, przedstawiająca Janosika, usytuowana przed budynkiem,
      pochodzi z 1985 r., a jej autorem jest Ladislav Pollák.

      • roomtsays Re: Zbojowanie 21.10.03, 16:30
        X ZBOJNICKICH PRZYKAZAN

        I. W Pana Boga wierzaj i wiare ozszerzoj,
        ba jemu samemu nigda nie dowierzoj.
        II. Rzekl harnas do syna: Bier se pozior se mnie
        i nikie nie pytoj Boga nadaremnie.
        III. Nie pracuj w niedziele, ino diaska kusis,
        a w inse dni tyz`nia to tyz, kie nie musis.
        IV. Ccij oc`ca i matke, trzym sie tego zwyka,
        I ciotke, i ujka, stryka nieboscyka.
        V. Nie zabijoj dziada, coz ci przyn`dzie z tego,
        obedrzyj panocka, tego bogatego.
        VI. Te ino zbojniki grzychow dos`ta mieli,
        co se przylegali na cudzyj poscieli.
        Stad to przykazanie: duzo nie cudzoloz,
        cos jej kany zabrol, na miejsce jej poloz.
        VII. Harnas` prawi rod:
        nie kradnij, kies` dziod.
        VIII. Przysiegac krzywo nie trza ci bylo,
        bez to ci chlopcy spros`cili rylo.
        IX. Kies` se juz uzbijol, nie pozadoj wieprza,
        ani cudzyj baby, kie ci jej tak nie trza.
        X. Mieluj swom freirke i harnasia swego,
        Chyci to dlo tobie. Na co ci blizniego?
    • dialektolog Re: Zbojowanie 30.10.03, 12:41
      Wrociyłek z konferencji we Warszawie z ciekawom ksionzkom to jom do tego wontku
      wpisujem:
      Michał Jagiełło, Zbójnicka sonata. Zbójnictwo tatrzańskie w piśmiennictwie
      polskim XIX i początku XX wieku, Biblioteka Narodowa i Wydawnictwo Iskry,
      Warszawa 2003.
      • ciupazka Re: Zbojowanie 02.03.04, 15:52
        Gość portalu: Szwager napisał(a):

        > „Nie smućcie się, ludzie, mocie zbója w rodzie,
        >
        > Zbójnik pudzie w niebo na samućkim przodzie!

        "Smierć Janosikowa"


        Ján Botto

        Płonie watra, płonie na Królewskiej Hali.
        Kto tę watrę pali? Sokołowie śmiali.
        Dwunastu sokołów, sokołowie w bieli,
        Już takich sokołów ludzie nie widzieli!
        Sokołowie z Tater, sokola gromadka,
        Jakby ich dwunastu miała jedna matka,
        Jedna matka miała, w mleku ich kąpała,
        W pieluszki ze złota wszystkich przewijała.
        To ci chłopcy, to ci jak w ołtarzu świece,
        Jak idą po lesie, cały się migoce.
        Koszulki zielone, srebrem obrębione,
        Kapelusze orlim piórem opierzone,
        Karabin, ciupaga, pistoletów dwoje,
        To ci chłopcy, to ci ucieszenie moje!
        Jak zapalą watrę na górach przy Hronie,
        To w dwunastu żupach biały dzień zapłonie.
        Jak się w tan od ziemi z przytupem rozpędzą,
        To w dwunastu żupach ludzi nogi swędzą.
        A jak im szabelka nad głową zaświeci,
        W dalekim Budzyniu panów strach obleci!
        Hej, góra przy górze, to jest ich podwórze,
        A te siwe hale to ich wolne pole,
        A na tym Krywaniu mają zamek oni
        I któż im pod słonkiem wolno żyć zabroni?
        A ten ich kapitan to ci pan, dalipan!
        Piórko ma bielutkie i czerwony dolman.
        Jak idzie po górze, to jak ranne zorze,
        Jak idzie po lesie, to aż ziemia gnie się!
        Od Tater po Dunaj to szeptanie idzie:
        Bierz podatki, panie, a rachunek przyjdzie.
        Żryj, wilku, a skórą to przypłacisz potem,
        Jak dwanaście noży błyśnie ci migotem.
        Wyskocz dziesięciu: "Panie, stój, za katy!
        Oddaj Bogu duszę, a chłopcom dukaty!
        "Ponad głową szable, o pierś pistolety:
        "Dawaj to, co zdarłeś ze słowackiej biedy!
        "Od Tater po Dunaj śpiewają sieroty:
        "Daj Bóg zbójnikowi szczęścia i ochoty!
        Daj mu, Boże, szczęścia rano i z wieczerza
        Taką samą miarą, jak on nam odmierza.
        Odmierza, odmierza dukaty z kłobuka,
        A sukno czerwone od buka do buka.
        Nad górą na skale białe piórko błyska,
        Kłaniajcie się chaty, a drżyjcie zamczyska!
        B jak on szabelką napisze do kogo,
        To i trzej cesarze nic już nie pomogą,
        A od Janosika listu trójkątnego
        Do samego nieba mury nie ustrzegą.
        Raz Janosik świśnie, strzelb dwanaście błyśnie,
        A drugi raz świśnie, tysiąc mu odświśnie,
        A trzeci raz świśnie, szabelki zadzwonią,
        Nad Wagiem i Hronem z gór zabrzęczy bronią,
        Ze czterech stron świata jeden głos odpowie:
        "Jesteśmy u siebie! myśmy tu panowie!
        "gore ognik, gore, nie jak byle kiedy,
        a dziesięciu chłopców przy tym ogniu siedzi.
        Siedzą sobie, siedzą i jakby się biedzą,
        W ogień się wpatrują, słowa nie powiedzą.
        A jak bór zaszumi, jak wiatry powieją
        Zerwą się i jękną: "Hej, nasza nadziejo!
        Janiczku, Janiczku, ty nasze słoneczko!
        Wyglądamy ciebie jako dnia na niebie.
        Świtaj, Boże, świtaj, by się rano stało,
        Żeby malowane słonko nas ogrzało"
        Już jak żar ofiarny watra się dożarza,
        Chłopcy, jak figury dokoła ołtarza,
        Siedzą sobie, siedzą i jakby się biedzą,
        W ogień się wpatrują, słowa nie powiedzą.
        Już płomyczek mały, już każdy na sobie
        Tyle ma światełka, co świetlik na grobie.
        Już i ten płomyczek pomalutku gaśnie,
        Już jak na cmentarzu ciemno, cicho, strasznie.
        I coś zawołało, jakby jakaś zła moc:
        "Janosik schwytany! Zbójnicy, dobranoc!"
        zahuczały góry, lasy i doliny,zaśpiewali chłopcy:
        "Były czasy, były!Były czasy, były, ale się skończyły,
        Po niedługiej chwili skończymy się i my!
        Jak my się skończymy, to i kraj przeminie,
        Jakby kto ułamał czubek w rozmarynie.
        Jako my miniemy, tako i świat cały,
        Jak gdyby czerwone róże opadały".
        II
        Pada rosa, pada od białego rana,
        Z rzewnym płaczem chłopiec owieczki zagania:
        Na dół, owce, na dół, na dół dolinami,
        Już Janosik więcej nie pójdzie za wami!
        Na dół, wy kozice, z tej wysokiej skały,
        Już wam Janosika ziandary złapały!
        Złapali, złapali jak na lepie ptaszka,
        Za siedmioma drzwiami zamknięta ciupażka,
        A samego zewsząd obeszli dokoła,
        Jak te czarne kruki białego sokoła.
        Janosik se winko popija za stołem,
        A obława biały dom otacza kołem.
        Janku, ty junaku, obejrzyj się, gorze!
        Już cię obstąpiło drabów całe morze,
        Hej, szerokie morze, a tyś mały kamień:
        "Poddaj się, Janiczku, mamy cię na amen!"
        A choćby was, obcych, było za trzy światy,
        To Janosikowi jesteście w pół pięty,
        Choćbyście padali z nieba jako deszcze,
        Małego mu palca nie sięgniecie jeszcze.
        U dźwierzy siekiery, w oknach pistolety:
        "Już ty nam, sokole, nie ujdziesz niestety!"
        Choćbyście i burzą grzmieli weń od rana,
        Jeszcze Janiczkowi kula nie odlana.
        Choćbyście rąbali go jak w lesie drewno,
        Nie zakrwawi mu się koszula na pewno.
        Janko sobie jeszcze dopija powoli,
        A ze drzwi obława już na niego wali:
        "Chwytajcie go!" Zaraz, siadajcie se ino,
        Jeszcze mi tu na dnie pozostało wino!
        "Łapcie go!" A co to znów za zdrajca, kto to?
        Ty, Gajdoszu? Zatem pierwszy zgiń, niecnoto!
        Urwał jednym chwytem róg stołu, świsnęło
        I Gajdosz legł trupem za swe podłe dzieło.
        Janosik od stołu nawet wstać nie raczy,
        Z drzwi jak dziki potok wali tłum siepaczy:
        "Hej, na niego, chłopcy! Na nic to obawa!
        Nas tysiąc, on jeden, Łatwa będzie sprawa!"
        Zaświerzbiały ręce. Więc to tak? No, ładnie!]
        A tak na pół korca ilu was wypadnie?
        Jak rozłożył rączki, tę w prawo, tę w lewo,
        Padły draby, niby na porębie drzewo.
        I byłby Janosik na swobodzie bywał,
        Gdyby mu się zły duch tam nie przypatrywał.
        Baba im zdradziecka wrzasnęła z przypiecka:
        "Podsypcie mu grochu, to nie będzie strachu!"
        Sypnęli mu grochu pod jelenie nóżki,
        W cetnarowe mu je okuli łańcuszki.
        Lecz wystarczył jeden ruch Janosikowy:
        Jak byle skorupka prysły te okowy.
        Ejże, do pioruna! Wy łotrzy opili,
        Teraz jeść będziecie, coście nawarzyli!
        Tylko raz odwinął się na odlew, łup!
        Już siedmiu łapaczom oczy stają w słup,
        Tylko raz łańcuchem wywinął na strony,
        Już to wszystko leży jak ścięte jesiony.
        Próżno go rąbały i próżno strzelały,
        Tyle skutku, co do granitowej skały.
        I byłby Janosik na swobodzie bywał,
        Gdyby mu się zły duch tam nie przypatrywał.
        Baba im zdradziecka wrzasnęła z przypiecka:
        "Po pasie go tnijcie, tam on siłę skrywał!"
        I sto fuzji w niego uderzyło grzmotem,
        I sto szabel w niego łysnęlo z migotem,
        Ale wszystkie szable owe i wystrzały
        Odbite od niego we wrogów trafiały.
        Wtem jedna krzywula, na odlew bijąca,
        Czarodziejską żyłkę w pasie mu przetrąca.
        "No, toście mi dali, coście mi dać mieli!"
        Już junak Janosik jak chłopczyna słaby,
        Już rączki i nóżki mu okuły draby.
        Żeby ciebie, babo, wszyscy diabli wzięli!
        Janosik, kapitan, był ci jak tulipan!
        Teraz, Janosiku, zdejmą z ciebie dolman,
        Twój czerwony dolman, koszulę zieloną:
        Oj, biadaż! Oj, będzie ci wnet pościelono.
        Na brzytwach pościelą tobie, na pożarze!
        Cóż, bijcie i tnijcie! Pan Bóg was ukarze.
        Janiczku, zbójniczku, nieposłuszne dziecię!
        Gdybyś nie zbójował, nie męczyliby cię.
        "Zbójowałem ci ja za słuszność u panów,
        Poiłem ja trawę czarną krwią tyranów!
        Zbójowałem ci ja siedem lat od biedy:
        A wy lud nieszczęsny łupicie od kiedy?
        "Dużo masz, Janiczku, złota schowanego,
        Gdzie je pochowałeś? "A co wam do tego?
        Niechaj leży w Tatrach, kiedy sobie leży,
        A i tak je znajdzie, komu się należy.
        Jak nie było moje, tak nie będzie wasze,
        A tego, kto szablę za słuszność przypasze!"
        Janku, ty junaku, skarb ukryłeś duży,
        Zapłać nim i niech ci młode życie służy!
        "Zapłacić? A za co? Wy psiogłowcy wściekli!
        Nie! Teraz mnie zjedzcie, skoroście upiekli!"
        Na dół, owce, na dół, na dół dolinami,
        Już Janosik więcej nie pójdzie za wami
        ,Na dół, wy kozice, z tej wysokiej skały,
        Już draby dla Janka pętlę uwiązały.

        Tłum. Robert Stiller









              • ciupazka Re: Zbójowanie na F. Zokopane. 14.02.05, 21:46
                To trza było ciupazce dokucyć telo, coby sie moji zbójcy tu
                pojawiyli??? Kruca, ŚWIĘTO!!! PIGWÓWECKA NA STOLE! WITOJCIE SYĆKA,
                Ftorzy mnie brónicie a i Ci tyz, ftorzy na mnie plujycie!!! Ka oni
                som? Cichutko cosik siedzom, hehe....

                A te skrzypecki i gra na nik do historii przeńdom! Hej Roomtsaysie, dalyj
                tam??? Cy juz u sie? Pozdr.
              • hanys_hans Re: Zbójowanie na F. Zokopane. 14.02.05, 22:52
                roomtsays napisał:

                > Witam Zbója Hanysa ;o))))))))
                > Do dziś Cie chwalę za to jak wywijałeś na skrzypkach, wiesz gdzie hehehe...
                > Ukłony dla Czesi.
                > ;o)))


                Witej Rumcajs sam moom pora piyknych bildoow ze kooncertu. Znosz tego kszipka?
                Piykny koncert byu tyn pieroon to grou praje tak jak jo! Bez nut!


                www.panthermedia.net/index.php?page=image_preview.php&image=33614
                www.panthermedia.net/index.php?page=image_preview.php&image=33562
                www.panthermedia.net/index.php?page=image_preview.php&image=33617
                      • ciupazka Re: Spowiydź zbója Smasia 09.06.05, 21:20
                        Zbójnik Smaś barz był chory i namyślol se iść do spowiedzi. Przysed sie
                        wyspowiadać do kościola, ksiądz się kazoł ludziom ozstąpić.

                        - Klęknijcie tu - powiada do Smasia. Kląkł Smaś.

                        - Jo wos haw nie zabawiem długo - powiado - bo tu widzem kieloro ludzi. Juz mie
                        to kumoski ucyły, jakie to te grzychy. a jo ik haw nie bedem mioł korzec ani
                        ćwierć. Lem słuchojcie.

                        Kraść-ek krad, alejek wse hudobnym dał z rabunku. Niejednemu jek nogi wprawieł,
                        co dobrze sozrerobu głowom nie dopadnie. Teli zrós. Anik ta nigda we swojej
                        stronie nie zbijał, ba ka inendej, po Wengrak. Bić-ek bił, alek sie nigda na
                        słabego nie zruwał. Raz mie jedna we-reda. takie to małe beło, od wojska
                        przisło w łeb wyciena, tok - przepytujem pieknie ik miłość duchownom - za brzuk
                        i za kosule na garle ręcami ujon, obróciłek to nogami do góry. wstawiłek do
                        smrecków głowom dołu i posełek. Nie tknonek sie! Dzwierzęciu ja nie wyrządzał
                        nigda, nie okalicyłek go, heba na polowacce. ale to myśliwskie prawo. Nie
                        pokłamałek nikogo, nie zradziłek nikogo, wsejek wierności dotrzimował, cy my co
                        ka ukradli i sowali. cy sie na bitke smówili, co cosi kajsi. Nigdyjek
                        towarzisów, cy przy dzielbie po rabunku, cy przy świstokak, nie ukrziwdził.
                        jescek ze swojego dołozył, jak to biedne beło. Pić-ek pił, ale to s tego skody
                        nijakiej nie bywało, ba jesce karcmorz zarobieł. Zabić cłowieka, to jek zabił,
                        ale przez potrzeby nie, ba końcem trza beło, bo sie to do bitki brało, a tu,
                        sami dobrze wiecie, zbójnik ni mo wielo casu przy rabunku. I jus nie bacem, cy
                        ta dwok, cy trzok, bo to beło dawno. Pote mi sie jus nie trefiło kiela cas.
                        Telo na mnie tyk grzychów; mało, nie duzo.

                        I co się nie zrobiło: wyzdrowioł Smaś. Ale już zbójeckiego rzemiosła zaniechoł.

                        - Jesce mi nie tak to, co mi ta ten księzyk napedział, hoć fajnie se mnom
                        ugwarzeł, o piekle mi uradzieł telo, co jaze cud radość beło słuhać, ani ta
                        pokuta, co mi jom wsuł, a godnie ta tego beło wsute, do rozumu wjehało: jako
                        to, cok ozdrowiał. Bo on mi ta, ten księzyk, gwarzi, gwarzi, jakie to ta diabły
                        w tem piekle, jako duse warzom we smole, jako klescami targajom, po klińcak
                        włócom, a ja se myślał za ten cas: hej! selenie jako mie ta prógowało za zycia,
                        to ja sie i tyk diabłów po śmierzci nie bars bojem. Nie wiem, cy som jest
                        ciętse hłopy jako śpiscy hłopi, a przecie mie ci w rencak mieli, a wysełek. Ty
                        ta górala, a jesce myśliwego i złodzieja, diabłami nie stras, bo on dość
                        diasków wse uświacy. Przydzie kurniawa we wirhak, zasuje cie; z niedźwiedzie
                        sie sprógu-jes; Luptacy abo hajduki cię przisiednom: cy nie diabły? Ale jek se
                        to meślał: jak mi Ty dopomozes, Panie Boze, co pozdrowieni, to jek Twój.

                        I ono sie wej tak stało. Swistace, niedźwiedzie sadło nie zdołało nic, babskie,
                        hłopskie cary, zamówienia, od-cynienia nic, a On, Pan Bóg, zdołał. Tagek se
                        pedział, kie mi ta ten księzyk nakazował, jako to Panu Bogu zbójectwo
                        przemierzłe: pozdrowis mie, Panie Boze, jus tyz więcyj w Luptów nie póde. Nie
                        bedem więcyj zbijoł, kie sie Ty w tym tak nie ciesys, ba Cie to wrodzi. Haj.
                        Bedzies Ty se mnom dobry, tak tys i jo s Tobom. Jo wse taki beł: kiek beł s kim
                        zły, to nie dej Boze! Jaze mi płomienie biegały po ręcak. Kiek zaś s kim beł
                        dobry abo my udobrowali ze sobom, pojednali sie: to u mnie jedno słowo, tak
                        jako i u Niego, hań w górze, nad obłoke.
                        w: "NA SKALNYM PODHALU"


                        • ciupazka Re: Dzisiyjsi zbojnicy i przemytnicy 10.06.05, 11:26
                          Na przejściu w Chyżnem. Co krył autokar?

                          Części samochodowe i akcesoria z podrobionymi markami znanych firm o
                          szacunkowej wartości ponad 21 tysięcy złotych przewozili Polacy powracający z
                          Turcji.
                          Nielegalny towar ujawnili podczas kontroli funkcjonariusze Karpackiego Oddziału
                          Straży Granicznej i pracownicy grupy mobilnej Urzędu Celnego na polsko-
                          słowackim przejściu granicznym w Chyżnem.

                          Tureckim autokarem marki mercedes powracało do Polski kilku Polaków. -
                          Pracownicy Urzędu Celnego ustalili, że właścicielem towaru jest mieszkaniec
                          Dąbrowy Górniczej - informuje kapitan Marek Jarosiński, rzecznik prasowy KOSG.

                          Towar został zarekwirowany przez Urząd Celny. Przeciwko właścicielowi
                          przewożonych części i akcesoriów z podrobionymi markami firm wytoczona zostanie
                          sprawa karna.

                          Także na przejściu granicznym w Chyżnem funkcjonariusze Karpackiego Oddziału
                          Straży Granicznej zatrzymali powracającego z zagranicy 49-letniego mieszkańca
                          Olkusza, poszukiwanego od marca 2003 roku listem gończym Prokuratury Rejonowej
                          w Olkuszu. Zatrzymany został przekazany komisariatowi policji w Jabłonce. (AGN)

                          • ciupazka Re: Żaśpiyw zbójecki 13.06.05, 11:57


                            Jescek nie zbójowoł dopiero zacynom,
                            Z bucka na jedlicke w lesie przeskakowoł.

                            Kieby nie te owce nie corne barany,
                            Nie zbyrcały by mi na nozkah kajdany.

                            Zbójować wesoło, choć nos bieda bije,
                            Cy umres cy zginies, ciało w ziemi gnije.

                            Te moje owiecki, samućkie bielicki,
                            Ponoć se zarobiem przynik siubienicki.

                            Edyć se mój tata w kryminale siedzioł,
                            Jako sie mom trzymać to mi opowiedzioł.

                            Powiadajom na mnie ze jo ukrod jagnie,
                            a jo ukrod z owcom, niek mi robiom co fcom.

                            Kochanecko moja jakoś se myślała,
                            Kie mie przyśli łapać samaś powróz dała.

                            Nie było to we dnie nie było to w noce,
                            Zginyny owiecki w Luptowskiej ubocy.

                            Dały se mi dały kochanecki chleba,
                            Piec roków więzienia coz mi więcej trzeba.

                            Śwarny jo se chłopiec zbójnickiego rodu,
                            Pódem kraść owiecki nie bedem marł z głodu.

                            Z wiyrchu dukotami, z dołu talorkami,
                            A na środku śrybłem, bo on zbójem dobrym.

                            Nie bedem sie kłanioł tym królewskim panom,
                            Jest hań dość owiecek pod Luptowskom graniom.

                            Janicek zbójowoł, dobrze mu sło z końca,
                            Kieby go nie zdradziła cyrwono spodnica.

                            Idzie se Janicek z pistolcem za pasem,
                            Bedzie sie prógowoł z Królowej juhasem.

                            Jescek nic nie ukrod ino dwa barańce,
                            A juz mnie okuli w zelazne bugańce.

                            Dopierok zbójowoł ino jeden rocek,
                            Juz mnie fcom zawiesić na zelazny hocek.

                            Pinionzki brzękajom, niek ze nie brzękajom,
                            Bo jak to usłysom to nos pochytajom.

                            Kieby nom tak było jako nom bywało,
                            Toby my śpiewali jazeby jęcało.

                            Kie se pódziemy, bez te hole, góry,
                            Pon Jezus jacej wie cy sie wróci ftory.

                            Zastąpili zbójcy Janickowi w lesie,
                            Tak sie go pytali cy pinonzki niesie.



                            • ciupazka Re: Żaśpiyw zbójecki F-my "GROMADA" 22.09.05, 10:55
                              Hehe...Nei, ani nie wiycie, ani tyz nie uwierzycie, jak se to
                              zbójowanie piyknie podchwyciyła Firma Gromada w Zokopanym. Nydyć cytojcie:

                              "PROPOZYCJE IMPREZ INTEGRACYJNYCH Gromada
                              Zakopane ul. Zaruskiego 2

                              Nocne napady zbójeckie

                              Przejazd dorożkami z pochodniami ok. 2 godz. po okolicach Tatrzańskiego Parku
                              Narodowego, połączony z napadem zbójnickim i uprowadzeniem jednego z
                              uczestników: preferowane kobiety! Następnie ognisko, w trakcie którego odbywają
                              się negocjacje w sprawie odzyskania porwanej osoby... Zwykle towarem wymiennym
                              jest alkohol. Ognisko oczywiście z zabawą, tańcami przy muzyce góralskiej i
                              pieczeniem prosiaka lub barana.

                              Kolacja regionalna

                              Impreza połączona z występem kapeli góralskiej, dobre jadło i popitek. W menu
                              m.in.: moskol zakopiański, sałatka bacowska, zupa juhaska z kociołka, jadło
                              zbójeckie i herbata góralska. Na parkiet porywają pary taneczne, możliwość
                              nauki zbójnickiego, zabawa do białego rana.

                              Spektakl w Teatrze "Witkacy"

                              Dla wszystkich doczuwających potrzebę obcowania ze sztuką. Szacunek wobec
                              widza, gościnność zyskały Teatrowi Witkiewicza sławę miejsca wyjątkowego.

                              Spływ Przełomem Dunajca

                              Wyjazd do zamku w Niedzicy, jednego z najładniejszych i niezwykle malowniczo
                              położonych zamków w Polsce. Oprócz ekspozycji historycznej, etnograficznej i
                              przyrodniczej, niewątpliwą atrakcją jest widok


                              Zapraszamy do korzystania z oferty."
                              • Gość: Ciupazka Re: Żaśpiyw zbójecki F-my "GROMADA" IP: *.it-net.pl 23.11.05, 12:33
                                "PROPOZYCJE IMPREZ INTEGRACYJNYCH Gromada
                                Zakopane ul. Zaruskiego 2

                                Nocne napady zbójeckie

                                Przejazd dorożkami z pochodniami ok. 2 godz. po okolicach Tatrzańskiego Parku
                                Narodowego, połączony z napadem zbójnickim i uprowadzeniem jednego z
                                uczestników: preferowane kobiety! Następnie ognisko, w trakcie którego odbywają
                                się negocjacje w sprawie odzyskania porwanej osoby... Zwykle towarem wymiennym
                                jest alkohol. Ognisko oczywiście z zabawą, tańcami przy muzyce góralskiej i
                                pieczeniem prosiaka lub barana.


                                Bieremy sie, zbóje forumowe? Ino z F-mą "Gromada", nie Kung Fu!
    • Gość: Ciupazka Re: Zbojowanie - współcześni zbójnicy... IP: *.it-net.pl 26.12.05, 09:54
      Uważajcie KOLĘDNICY!!!
      (IAR, pi 26-12-2005, ostatnia aktualizacja 26-12-2005 09:11)

      W Kolbuszowej na Podkarpaciu grupa chuliganów napadła na kolędników. Wczoraj
      wieczorem do trzech chłopców w wieku od 6 do 12 lat podeszło pięciu
      nastolatków, którzy zażądali pieniędzy

      Jednego z kolędników uderzyli. Chłopcy przestraszyli się i oddali 100 złotych,
      które zebrali chodząc po kolędzie.

      Policja zatrzymała jednego z napastników - szesnastolatka. Pozostali są
      poszukiwani.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka