Dodaj do ulubionych

sprawa powrotu kombatantów z Angli w1946

29.06.18, 19:46
wiekszość siedziała w obozach przejściowych. Nie jeńcy ale nie ukochani dla Anglii. Mieli rodziny w Polsce i chcieli wracac do nich. Polskie spec służby typu oddział II Sztabu głównego i oddział VI licząc na III wojnę światową godziły się na powrót do Polski ale... Zostaniesz naszym czyli alianckim agentem albo kelnerem I kochający kraj po tylu przygodach podpisywali papiery o współpracy z wywiadem Angielskim dzięki oficerom łącznikowym z Polskiego wywiadu w Anglii. Wracali do Polski jako agenci GB i jedni mieli to w dupie a inni mniej. Ponieważ Anglia była zainteresowana głównie morzem i gospodarką morską w Polsce wielu trafiło do marynarki Wojennej i handlowej. Stąd tylu skazanych za szpiegostwo i działanie na szkodę Polski na Wybrzeżu.
Obserwuj wątek
    • taniarada Re: sprawa powrotu kombatantów z Angli w1946 29.06.18, 20:00
      Ci podwójni zamordowali Sikorskiego w Gibraltarze.Jarzysz to ?Morderstwo doskonałe.Takie jak z prezydentem Lechem Kaczyńskim.Fajnie że poruszyłeś te tematy.
      • gandalph Re: sprawa powrotu kombatantów z Angli w1946 30.06.18, 02:54
        To znaczy zdaniem Sz.P. Kaczyńskiego zabili podwójni agenci? Ciekawe, którzy? Ci, których sam sobie dobrał?
        Po drugie, stawianie tej sprawy na jednej półce z Gibraltarem i Sikorskim świadczy tylko o fiksum-dyrdum.
        Sikorskiego zamordowali w Gibraltarze nie żadni podwójni agenci, lecz pojedynczy. Nie wiadomo tylko, kto był mocodawcą (kręgi polskie, Sowieci, Amerykanie, Niemcy, Brytyjczycy? Jeśli Brytyjczycy, to którzy, ci od Menziesa, czy ci od Gubbinsa?). A swoją drogą, może warto sobie zadać pytanie, dlaczego tak późno, to znaczy za 5 dwunasta, ktoś "zniknął" tego pajaca. (Mówię o Sikorskim).
      • adalberto3 Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 04.07.18, 17:51
        Zamach niespełna 20 sekund po starcie jest bez sensu. Wystarczyło jeszcze 5 sekund lotu i samolot zatonąłby w głębinach. Faktem jest, że samolot był maksymalnie obciążony (dodatkowe osoby z Gibraltaru, towar ze strefy bezcłowej), a czeski pilot stosował dość orginalny sposób startu. Po osiągnięciu pewnej wysokości leciał znowu w kierunku ziemi by szybko osiągnąć większą prędkość. Ta metoda w zupełnych ciemnościach okazała się zabójcza. Przebudowany bombowiec (miejsca dla pasażerów w komorze bombowej) miał inny środek ciężkości - stąd pewne trudności w pilotażu. Podobnymi samolotami latali Churchill i de Gaulle, bez incydentów. Wchodziło się do niego po pochylni. Po uderzeniu w wodę kabina pasażerska ulegała szybkiemu zalaniu. Pasażerowie nie mieli szans.
        • gandalph Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 05.07.18, 11:42
          "de Gaulle, bez incydentów."

          Dopiero wiele lat po wojnie ujawniono, że w maju 1943 r. generał de Gaulle ledwie uszedł z życiem, gdy w "Liberatorze", którym startował, zaciął się ster wysokości. Tylko przytomność umysłu pilota sprawiła, że samolot się nie rozbił.
          Diagnoza ekspertyzy: palec popychacza steru wysokości przeżarty kwasem.

          Poza tym, jaki towar ze strefy bezcłowej? Gibraltar był TWIERDZĄ, z której cywilów wysiedlono 3 lata wcześniej. Całe zaopatrzenie wożono z Wysp, również dla kolonii brytyjskiej w Madrycie i Barcelonie, a więc kierunek całkowicie przeciwny.
          Ciekawe, że nikt nie sprawdził, gdzie po południu feralnego dnia przebywała córka Sikorskiego. Bo bajka o tym, że na zakupach, to opowieści dla małorolnych (patrz wyżej).
          I ostatnia sprawa: czy przypadkiem "katastrofa" nie posłużyła za listek figowy?
          • gandalph Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 05.07.18, 12:04
            ...poza tym, jestem na 99,9999999% przekonany, że Sikorski i ekipa padli ofiarą zamachu, nie wiadomo tylko, kto za nim stał. Tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Zainteresowanych usunięciem Sikorskiego było wielu, każdy z innych przyczyn. Sprawę komplikuje dodatkowa okoliczność: ewentualny werbunek pod fałszywą flagą. Moja osobista hipoteza polega na tym, że Gibraltar 4.7.1943 miał ścisły związek ze sprawą Hessa. A dokładniej: to są dwie nitki z tego samego "dywanika".
            Z pewnych powodów jednak żałować należy, że Sikorskiego "zniknięto" tak późno.
            • jeepwdyzlu Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 07.07.18, 10:35
              To żd to był zamach jest absolutnie pewne.
              Kto za nim stał?
              Moim zdaniem Polacy - za cichą zgodą Londynu - ale za sznurki ciągnęła Moskwa, która w polskich kręgach wojskowych i cywilnych miała skuteczną agenturę - vide rok poźniej wywołanie Powstania(tak to sowieci)
              Moskwa bała się jakiejś formy porozumienia z Niemcami - przypomnę tajemniczą śmierć Bora czy Rydza. Choćby zawieszenia broni. Brytole oczywiście wiedzieli kim są sowieci kto zrobił Katyń, ale 200 dywizji na wschodzie i 70% niemieckiego wysiłku jednak wiązali. Dlatego sorry Winnetou ale Sikorski bay bay.
              • jeepwdyzlu Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 07.07.18, 10:38
                Bora i Rydza nire zabili sowieci, ale obie sprawy dowodzą rozmów z Niemcami na wysokim szczeblu...
                • gandalph Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 07.07.18, 13:53
                  A dlaczego z góry wykluczasz sprawstwo Amerykanów?
                  Wyobraźmy sobie taki scenariusz:
                  1. Sikorski i s-ka objęli w 1939 roku władzę (rząd emigracyjny) w drodze zamachu stanu przy udziale francuskim i rumuńskim (pod naciskiem francuskim),
                  2. Sikorski już przez wrześniem 1939 był pod lupą Sowietów (bracia Żymierscy + sowieckie wtyczki w Warszawie i Paryżu),
                  3. Sikorski już we wrześniu 1939 r. coś kombinował na linii sowieckiej. Teoretycznie szukał Rydza po całym kraju, a w rzeczywistości, gdzie tylko się pojawił, szerzyło się kapitulanctwo i defetyzm. To wygląda tak, jak gdyby Sikorski usilnie zabiegał o to, by maksymalnie dużo wojska ogarnęli Sowieci. Umoczonych było wielu pisowców, ups, poszkodowanych przez sanację: Sikorski (Franciszek), generał, Smorawiński Mieczysław, generał, Piskor Tadeusz, generał, Langner Władysław, generał, Rowecki Stefan, pułkownik, i cała masa innych, łącznie ze Skorobohatym-Jakubowskim. Bardzo niejasna jest też postawa gen. Sosnkowskiego. Wokół Sikorskiego roiło się od chwastu polityki polskiej: Stroński, Kot, Modelski, Haller (Józef), Żeligowski, Popiel et consortes.
                  Jesienią 1939 sikorszczacy objęli pełnię władzy po spacyfikowaniu Raczkiewicza.
                  4. Od sierpnia/września 1940 r. zaczęły się dyskretne kontakty na linii Berlin-Londyn via Sztokholm, Berno, Madryt. Odbywały się za plecami Churchilla. Patronował im Buckingham Palace. Sikorski musiał o tym wiedzieć, bo dwa warunki musiały być spełnione, jeżeli miało dojść do detente między Londynem i Berlinem: a) kwestia żydowska, b) kwestia polska. Na nieszczęście łącznikiem między Pałacem i rządami emigracyjnymi był Anthony Blunt, owoc młodzieńczej miłości Jerzego V i agent sowiecki.
                  5. Sikorski na wieść o lądowaniu Hessa wrócił do Szkocji samolotem w 10-12 godzin po fakcie, dowiedział się wcześniej niż Churchill. Ponieważ sprawa się rypła, Hessa gdzieś zakamuflowano, przyschło.
                  6. 25. sierpnia 1942 w górach Szkocji rozbił się samolot Short Sunderland z księciem Kentu na pokładzie. W samolocie był jeden nadprogramowy pasażer, samolot zmierzał do Szwecji. W cockpicie siedziała sama śmietanka pilotów RAF i RAAF. Sprawa jest utajniona do dzisiaj.
                  7. W maju 1943 (czyli między Stalingradem/Charkowem i Kurskiem oraz po enuncjacjach katyńskich) Sikorski leci na Bliski Wschód. Po co? Dobre pytanie! Najpierw pytanie pomocnicze: po co Niemcy wyskoczyli z grobami katyńskimi akurat w kwietniu 1943? Oni coś rozgrywali, a przy okazji... Sikorski nie miał w tej sprawie czystego sumienia, a Niemcy o tym wiedzieli. To mogła być próba przyciśnięcia do muru w celu rozwalenia całej koalicji. Gdyby na jaw wyszło, z jakimi propozycjami a właściwie ustaleniami Hess leciał do Anglii, to byłby koniec Churchilla. Koniec Churchilla zaś oznaczał koniec Roosevelta. A koniec Roosevelta oznaczałby wycofanie się USA z wojny z Niemcami.
                  Moja teza jest taka, że Niemcy Sikorskiego zaszantażowali, może i nie bez jego skłonności do zmiany frontu, i teraz są dwie możliwości: 1. któryś ze "sprzymierzonych" zadziałał, aby Sikorskiego zniknąć ZAWCZASU, albo 2. ktoś zadziałał, aby zmienić tor przebiegu wojny nie wiedząc o tym, że lada moment będzie wielkie BUM. Ewentualnie za późno się zorientował i akcji nie dało się zatrzymać.
                  Taka hipoteza prowadzi do nieuchronnego wniosku, że to nie Niemcy byli autorami, że to raczej nie Pałac był autorem (czyli MI6), lecz Churchill via Gubbins (SOE), rękami polskimi. Ale interes w tym miał i Roosevelt, i Stalin.
                  • jeepwdyzlu Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 07.07.18, 16:19
                    Świetny post ghandi...
                    Taki się zdarza tu raz na parę lat.

                    Po kolei.
                    Czemu nie Amerykanie? Bo w 43 dopiero się uczyli rzemiosła szpiegowskiego. Większość zasobów mieli w 43im w GB i Szwajcarii. Gibraltar był chyba poza ich zasięgiem.
                    Hess a potem Kent zostali zamordowani aby nie kończyć wojny w Europie przedwcześnie. To znaczy przed osłabieniem Francji, Niemiec i Anglii. Po to przecież USA i Zsrs wywołały konflikt.
                    Niemcy po Stalingradzie - może nie Hitler, ale Sztab, Abhwehra, czesc elit finansowych - chcieli wyjsc z konfliktu w najmniej rujnujący sposób. Stąd zapewne gra z sowietami o zawieszenie broni, stąd funkspiel Bormanna - wg mojej dzisiejszej wiedzy nie tyle agenta Moskwy, co racjonalnego niemieckiego patrioty, który uratował kilkadziesiąt ówczesnych miliardów dolarów i setki tysięcy ludzi... Owszem - kosztem pewnej współpracy z sowietami, którą jednak w dużym stopniu kontrolował...

                    Czy koniec Churchila to byłaby katastrofa dla USA? Nie w 43 cim... Byli już w Afryce, lądowali we Włoszech, przemysł byl przestawiony na tory wojenne. Nie wycofali by się. Może rok wcześniej.
                    Masz rację, że Niemcy grały skomplikowaną grę, również polskimi kartami - jednak zaczęli o rok za późno...
                    • gandalph Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 07.07.18, 18:19
                      "Czemu nie Amerykanie"
                      Bo byli głównymi zainteresowanymi.
                      "Bo w 43 dopiero się uczyli rzemiosła szpiegowskiego. Większość zasobów mieli w 43im w GB i Szwajcarii. Gibraltar był chyba poza ich zasięgiem."
                      Przesada! To znaczy w tym, że się dopiero uczyli. Gibraltar był poza ich zasięgiem w tym sensie, że sami bez Brytyjczyków nic by nie zdziałali. Ale to samo można powiedzieć o każdym innym: Niemcach, Polakach, Sowietach. Podkreślę: bezpośrednimi wykonawcami byli Brytyjczycy albo ludzie wprowadzeni na Gibraltar za wiedzą Brytyjczyków. Ale to rodzi kolejne pytanie: którzy Brytyjczycy - ludzie Churchilla, czy ludzie króla? Stawiam na tych pierwszych.
                      "Czy koniec Churchila to byłaby katastrofa dla USA"
                      Dla USA nie, ale dla FD Roosevelta, to nie to samo.
                      Wyeliminowanie (się) USA z wojny z Niemcami, a więc także Wielkiej Brytanii, oznaczało, że Sowieci są SAMI przeciwko Niemcom i w tym momencie Bormann i jego "Funkspiel" nie mają znaczenia. Tu rodzi się więc kolejny "split" (jak w przypadku brytyjskim - "ludzie Churchilla" /"ludzie króla"), mianowicie Wehrmacht i MSZ / NSDAP i SS, a więc Canaris i "Gestapo"-Mueller.
                      Sowieci sami przeciwko Niemcom oznaczało nieuchronną porażkę w tym sensie, że Niemcy utrwaliliby osiągnięte cele. Bo Niemcy swoje cele osiągnęli, podobnie jak w I Wojnie Światowej.
                      I w tym momencie generał Sikorski był niezwykle ważnym trybikiem w całej grze. Oczywiście tylko przez chwilę. Ale polska opozycja anty-sikorska nie wiedziała, a jakiej grze uczestniczy. Jednakże powiedzmy otwarcie: enuncjacje katyńskie Niemców z kwietnia 1943 r. oznaczały KONIEC SIKORSKIEGO i jego linii politycznej zainicjowanej przed 1939 r. (to znaczy tak było w kontekście stricte polskim), dlatego musiał zginąć. Ale jego oponenci, niczym w końcówce filmu "King sajz", nie mieli najmniejszego pojęcia w jakie g...o wdepnęli. Nie przeszkadzano im, bo to konweniowało wszystkim. Brytyjczycy tylko posprzątali.
                    • gandalph Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 07.07.18, 18:49
                      Zapomniałem o tym:
                      "Hess a potem Kent zostali zamordowani aby nie kończyć wojny w Europie przedwcześnie. To znaczy przed osłabieniem Francji, Niemiec i Anglii. Po to przecież USA i Zsrs wywołały konflikt."

                      Istotnie, wojna NIE MOGŁA trwać za krótko (patrząc z perspektywy FDR i WSC, co na jedno wychodzi). Trzeba tu napisać otwarcie: wynikiem wojny miało być znaczne osłabienie Francji i Wielkiej Brytanii, wdeptanie w ziemię Niemiec i Japonii, wszystko rękami sowieckimi i sowieckim "mięsem armatnim", a w konsekwencji oznaczało to skonsumowanie zwycięstwa Niemiec na froncie wschodnim , tzn. osiągnięcie celów niemieckich, ale w taki sposób, żeby Niemcy ponieśli koszty, a Ameryka miała przyjemność. Dlatego Roosevelt czynił wszystko, co możliwe aby storpedować postępy frontu włoskiego (żeby za dobrze nie szło) i maksymalnie opóźnić powstanie frontu we Francji. Churchillowi to konweniowało, bo pełnił mniej więcej taką rolę jak obecnie prezes wobec Putina. Po prostu Churchill był bankrutem, o emeryturze nie mógł myśleć, tylko pozycja w rządzie dawała mu jakąś szansę, a ta była możliwa tylko w warunkach wojennych.
                      Hess przyleciał do Anglii 10. maja 1941 z dokumentem do podpisu. (Hess nie oszalał i nie przyleciał negocjować, decyzje zostały podjęte, ale misja padła ofiarą sabotażu). Oficjalnie Hess miał się spotkać z ks. Hamiltonem, ale to tylko zasłona dymna. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa miał się spotkać z ks. Kentu, a następnie z królem. To się nie udało. Hess znalazł się pod kluczem. To znaczy dubler Hessa. Szacher-macher miał miejsce najpewniej w londyńskiej Tower, a prawdziwy Hess był przechowywany na dalekiej północy w Szkocji. 25. sierpnia 1942 z Invergordon na wschodzie Szkocji wystartował samolot Short Sunderland oficjalnie do Islandii, gdzie stacjonowały oddziały brytyjskie i amerykańskie (pytanie, dlaczego nie z Oban, skąd było bliżej?). Według dokumentów i świadków na pokładzie był ks. Kentu i 14 członków załogi. Wszyscy zginęli. Sęk jednak w tym, że tylny strzelec Andrew Jack odnalazł się na drugi dzień, a trupów było 15. Poza tym jest mniej-więcej godzinna dziura czasowa między oficjalnym harmonogramem lotu, a zeznaniami świadków. I skąd ten nadprogramowy trup?
                  • gandalph Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 08.07.18, 03:02
                    I jeszcze jedno a propos 25. sierpnia 1942. Churchill akurat bawił w Moskwie, czego publicznie nie ogłoszono, ale kto na Wyspach miał wiedzieć, ten wiedział. Dziwnym trafem akurat na ten moment król Jerzy VI wyznaczył posłuchanie ambasadorom: Samuelowi Hoare z Madrytu, lordowi Halifaxowi z Waszyngtonu i jeszcze paru osobom. Coś miało się stać pod nieobecność Churchilla. I tu nawiązuję do lotu księcia Kentu. Oficjalnie wodnosamolot Short Sunderland leciał z Invergordon na Islandię. Oficjalnie zboczył we mgle z kursu, 4 rasowych pilotów w randze air-commodore lub wing-commander z nalotem tysięcy godzin popełniło elementarny błąd i we mgle zboczyli z kursu, a aby zorientować się w sytuacji, zeszli w dół (co kłóciło się ze wszelkimi możliwymi regulaminami) i rozbili samolot o zbocze góry Eagle's Rock, Caithness. Najzabawniejsze jest to, że przelecieli nad grzbietem górskim a rozbili się na opadającym zboczu.
                    Dwa tygodnie po katastrofie rozbił się w górach Szkocji inny samolot; ofiarą katastrofy padł znany dziennikarz z Glasgow, Fred Nancarrow. Dziwnym trafem był on łącznikiem między lądowaniem Hessa (był na miejscu) i Eagle's Rock. Zrobił tam zdjęcia z "pobojowiska", skonfiskowane przez cenzurę. Niektóre z nich ujrzały światło dzienne w wiele lat po wojnie. Dwie rzeczy rzucają się w oczy: 1. szczątki są rozrzucone wzdłuż osi południowy zachód-północny wschód (a nie południowy wschód-północny zachód, jeśli samolot kierował się na Islandię). 2. samolot był pomalowany na biało, co po latach potwierdziła siostra jedynego uratowanego, sierżanta Andrew Jacka. Ci, którzy wiedzą coś więcej niż z "Tygrysów", rozumieją wagę tego ostatniego. Na podstawie niepisanej umowy Niemcy tolerowali brytyjskie samoloty lecące nad okupowaną Norwegią do Szwecji; warunek: pomalowane na biało. No i jeszcze: na miejscu znaleziono mnóstwo nadpalonych czy prawie spalonych banknotów... koron szwedzkich.
                    Kim był dodatkowy pasażer? Skąd go zabrano? Co robił samolot przez godzinę, której nie można się doliczyć?
                    No i termin, patrz wyżej! No i książę Kentu na pokładzie! No, ciepło, ciepło... W Szwecji miał zostać podpisany jakiś układ, Hess miał wrócić do Berlina, a w tym czasie Churchill przestałby być premierem i koniec wojny!
                  • gandalph A propos niemieckich haków na Sikorskiego 08.07.18, 16:45
                    "Moja teza jest taka, że Niemcy Sikorskiego zaszantażowali, może i nie bez jego skłonności do zmiany frontu"
                    Czym Niemcy mogli Sikorskiego "przyszpilić", narzędziem czego były enuncjacje katyńskie? Są trzy niewykluczające się nawzajem możliwości. Generał Ludomir Rayski powiedział, że Sikorski wysługiwał się Niemcom jeszcze za czasów Legionów. Wiadomo, że potem wysługiwał się Francuzom, Niemcy mogli coś wiedzieć, to by był średni haczyk. Sikorski był autorem zamachu stanu we wrześniu 1939 r. A wcześniej prowadził robotę rozkładową w armii i okolicach (pisał o tym Witos w pamiętnikach). Niemcy mogli o tym wiedzieć.
                    Wreszcie Sikorski mógł być współsprawcą zbrodni katyńskiej. Nie, nie sam nie strzelał, ale nie da się wykluczyć, że był konsultowany, kogo zostawić, kogo załatwić. W każdy razie wywiad "Muszkieterów" donosił o Katyniu już w czerwcu 1940, reakcja Sikorskiego - ZERO.
                    Sikorski wąchał się z Sowietami już przed 1939 r.; wedle niepotwierdzonych acz dość wiarygodnych źródeł w dniu 18. września 1939 wieczorem przyleciał z grupą oficerów z Rumunii do Trembowli. Tam miał spędzić dwie noce i jeden dzień na spotkaniach z Timoszenką lub Chruszczowem. Skądinąd wiadomo (nie na 100% pewne), że od 10-12 września 1939 bawił we Lwowie, w mundurze polskiego pułkownika, generał Iwan Sierow. Akurat w tym czasie opozycja antysanacyjna (Sikorski, Kot, Popiel, Stroński, Żeligowski etc. etc.) knuli sabotując rozkazy Rydza.
                    Niemcy mogli o tym wszystkim wiedzieć. I wyciągnęli. Wystarczyło wyposażyć Sikorskiego w kopię traktatu, jaki Hess zabrał do Anglii, plus stenogramy rozmów Roosevelt-Churchill z jesieni 1939-wiosny 1940, plus kopia tajnego traktatu Churchill-Stalin z września 1939, i oobaj panowie: FDR i WSC, leżeli.
              • gandalph Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 08.07.18, 13:34
                "ale za sznurki ciągnęła Moskwa, która w polskich kręgach wojskowych i cywilnych miała skuteczną agenturę "

                Nie sądzę. Nie sądzę nie dlatego, bym uważał Sowietów za tak szlachetnych, by się do tego nie posunęli, lecz 1. MUSIELIBY korzystać z pomocy brytyjskiej (w więc wracamy do pytania: Brytyjczycy? Którzy i dlaczego?), 2. po co? Sikorski był w momencie kartą już zgraną, Sowieci wiedzieli, że w kilka godzin później zaczyna się "Operacja Cytadela" (Kursk) ze skutkiem jeszcze nieznanym, i co? Mieliby urządzać taki fajerwerk na terytorium brytyjskim, wbrew Brytyjczykom? To bez sensu! Wracamy znowu do pytania, jaki sens miał udział w tym Brytyjczyków.
                Dalej, gdyby komuś po stronie brytyjskiej istotnie zależało na zniknięciu Sikorskiego, to mieli tysiąc i jedna możliwość zrobienia tego po cichu. Nie! Sprawa "Sikorski" ma, zdaniem prof. Stańczyka, wszelkie cechy prowokacji politycznej i nie chodziło tylko o Sikorskiego [być może oficjalni Brytyjczycy też nie wiedzieli, kto, i tylko sprzątali]. Wreszcie efekt miał spektakularny, aby nikt nie miał wątpliwości, że Sikorski nie żyje. I tu przechodzimy do etapu drugiego: być może (prawie na pewno) rację ma Baliszewski twierdząc, że cała katastrofa były tylko mistyfikacją. Samolot wystartował? Wystartował! Rozbił się? Rozbił! (takie przypadki wodowania w Gibraltarze zdarzały się raz po raz). Zwłoki Sikorskiego znaleziono? Znaleziono! (innych nikt nie szukał, bo i po co? A może - dla ułatwienia - w ogóle ich nie było na pokładzie?). Może Prchal dostał szprycę w tyłek i w ogóle niczego nie pamiętał, a pilotował ktoś inny? A co to za problem? "Nie takie rzeczy my ze śwagrem robili po pijaku!".
                • jeepwdyzlu Re: Sikorskiego w Gibraltarze nikt nie mordował. 08.07.18, 15:45
                  Churchillowi to konweniowało, bo pełnił mniej więcej taką rolę jak obecnie prezes wobec Putina.
                  ----
                  No i oplułem ekran 😀
    • gandalph Re: sprawa powrotu kombatantów z Angli w1946 30.06.18, 02:49
      Jakieś źródła czy Sz.P. się tylko ulało?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka