Dodaj do ulubionych

Da się z tego wyleczyć?

29.10.10, 21:47
Najwyżej mnie wytniecie, trochę prywaty będzie, ale oczywiście ubrałam to ładnie w uzależnienie, aby nie było :)
Moje Kochanie jest uzależniony od swojej mamy. Umówiliśmy się że będzie u mnie mieszkał, a on leci na każdy jej telefon, bo ona sama w domu. A może ja zaborcza jestem i się czepiam? Bo ona mu tyle pomogła i teraz nie może jej zostawić. Dodam że kobieta pomimo swoich lat (coś powyżej 70) ma więcej siły niż mój ojczulek 10 lat młodszy i na codzień pracujący fizycznie. Jest zaradna, towarzyska, mobilna. Ale przecież po imprezie trzeba wszystko synkowi opowiedzieć. Wywalczyłam że jest u mnie ok. 5-6 dni w tyg, ale i tak jest mi to mało. Ja chce go na codzień, niech sobie jeździ do mamy ale na noc ma być ze mną. Czy chce za dużo? Kobieta działa na mnie jak czerwona płachta na byka :(, chociaż za każdym razem jak z nią rozmawiałam to wynosiłam bardzo dobre wrażenie. Dodam że jak młody z nim mieszkał to nie miałam takich odczuć, było dla mnie czymś naturalnym że nie może być ze mną codziennie. Nie wytrzymam życia w takim trójkącie.
Czy można coś z tym zrobić?
Obserwuj wątek
    • oryginal23 Re: Da się z tego wyleczyć? 29.10.10, 23:13
      Ile macie lat?
      23.
      • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 09:27

        > Ile macie lat?

        Ja coś ponad 30, on bliżej 40.
    • aaugustw Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 09:45
      kajda28 napisała:
      > Czy można coś z tym zrobić?
      ________________________________________.
      Jak bede mial czas, poszukam co mowi na temat takich
      zwiazkow slynny u nas psychoterapeuta...
      O ile dobrze pamietam, obawiam sie, ze nie wygrasz tego
      zlaczonego pepowina pojedynku contra; "mamuska-synus"...!?.
      A...
      • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 10:34
        > O ile dobrze pamietam, obawiam sie, ze nie wygrasz tego
        > zlaczonego pepowina pojedynku contra; "mamuska-synus"...!?.

        Ale może tak wcale nie jest. Może ja przesadzam. Przecież z L. nie mamy ślubu, ani wspólnych dzieci.

        Zdaje sobie sprawę że L. to oczko w głowie mamusi, ale przecież nie musi to rzutować na jego uczucia względem niej.

        Przypomina mi się jak mój eks mówił że jego eks była wredna i go prowokowała, później na własnej skórze dowiedziałam się na czym polegało owo prowokowanie- to było mieć inne zdanie niż on.
        L. mówił że jego syn chciał go skłócić z mamusią, kwestia czasu kiedy będę następna.
        Jak się z tego wyplątać? Już kilka razy próbowałam. I nie chcodzi o mnie, ja dam radę, szkoda mi L. , wiem że chce dla wszystkich dobrze, że mnie kocha i chce być ze mną.

        O zerwaniu opowiadam już od kilku m-cy, znajomi mają już mnie dość, dlatego tu przyszłam :). Szukam głosu który by mi powiedział że przesadzam, że to normalne że on nie chce zostawić samej mamy.
        • aaugustw Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 12:12
          kajda28 napisała:
          > Szukam głosu który by mi powiedział że przesadzam, że to normalne
          > że on nie chce zostawić samej mamy.
          ________________________________.
          A co Ty czujesz... - Co mowi Twoje serce...!?
          A...
          • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 12:44
            > A co Ty czujesz... - Co mowi Twoje serce...!?

            A mi wszystko mówi aby jak najszybciej zakończyła ten związek.
            Mam z tym problem bo się przyzwyczaiłam do niego, bo daje mi coś czego długo mieć nie będę, jeżeli w ogóle. Bo nie lubię krzywdzić, martwić innych. Bo żadne rozstanie nie jest łatwe. Bo nie wiem, czy mam mu oddać prezenty czy nie :)? Boję się jego łez, tego że po raz kolejny nie zdołam być twarda. O!
            • aaugustw Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 13:10
              kajda28 napisała:
              > A mi wszystko mówi aby jak najszybciej zakończyła ten związek.
              > Mam z tym problem bo się przyzwyczaiłam do niego, bo daje mi coś czego długo mi
              > eć nie będę, jeżeli w ogóle. Bo nie lubię krzywdzić, martwić innych. Bo żadne r
              > ozstanie nie jest łatwe. Bo nie wiem, czy mam mu oddać prezenty czy nie :)? Boj
              > ę się jego łez, tego że po raz kolejny nie zdołam być twarda. O!
              _____________________________________________________________________.
              Wiec nie spiesz sie z rozstrzyganiem koncowym tej sprawy i graj te role mamy dalej,
              az ci sie ona znudzi...! ;-)
              (chyba ze lubisz sie opiekowac niedojrzalymi mezczyznami i byc wspoluzalezniona...!?).
              A...
              • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 13:22
                Wiesz czego teraz pragnę najbardziej, kiedy się będę czuła szczęśliwa, spełniona? Jak już całkowicie zakończę ten związek. Będzie to moja chwila triumfu. I to mnie trochę martwi, dlaczego?
                Ok. już nie bije piany. Ale gdyby ktoś jednak uważał że on z mamą ma normalne stosunki to byłabym wdzięczna za opinie.
                • aaugustw Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 14:08
                  kajda28 napisała:
                  > Wiesz czego teraz pragnę najbardziej, kiedy się będę czuła szczęśliwa, spełnion
                  > a? Jak już całkowicie zakończę ten związek. Będzie to moja chwila triumfu. I to
                  > mnie trochę martwi, dlaczego?
                  > Ok. już nie bije piany. Ale gdyby ktoś jednak uważał że on z mamą ma normalne s
                  > tosunki to byłabym wdzięczna za opinie.
                  _____________________________________________.
                  Z tego co czytam widze, ze jestes "za, a nawet przeciw"...! ;-)
                  A...
        • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 16:37
          kajda28 napisała:

          > Jak się z tego wyplątać? Już kilka razy próbowałam. I nie chcodzi o mnie, ja da
          > m radę, szkoda mi L. , wiem że chce dla wszystkich dobrze, że mnie kocha i chce
          > być ze mną.
          >
          Kajda, wciaz wchodzisz do tej samej rzeki.
          Zamiast myslec o sobie, angazujesz sie w ratowanie jakiegos biednego zuczka przed nim samym - z niezlomna nadzieja, ze zuczek, choc Cie wykorzystuje a dowody uczucia odmierza mikrometrem, kiedys, w nagrode za Twoje lzy, przeistoczy sie w wulkan milosci. :P

          Postaw pewne sprawy na nogach zamiast na glowie i zdaj sobie sprawe ze:
          1. Zuczek jest tak samo dorosly jak i Ty - jesli Ty umiesz zadbac o siebie i innych, on tez to potrafi.
          2. Jego nie zmienisz, chocbys nie wiem jakim uczuciem palala - mozesz albo zaakceptowac go takim jaki jest (z paka, mamusia, synusiem i reszta ogonow), albo sie z tego ukladu wypisac.
          3. On musi sam sie postarac uregulowac swe problemy. Wychowanie syna i utrzymanie mamuski na rozsadny dystans to jego robota, nie Twoja.
          4. Bycie kochana i bycie potrzebna to dwie bardzo rozne sprawy.

          Domyslam sie co powiesz - ze to, co pisze to banal i slyszalas to 100 razy w Al-anon.
          Wiec czemu nie wprowadzisz tego w zycie?

          Czy nie dlatego, ze biorac biednego zuczka pod skrzydelka, radzac mu, wspierajac, pilnujac, rozwiazujac jego problemy jednoczesnie masz nad nim kontrole?
          Pomaganie staremu koniowi jest niezla metoda trzymania go w przy sobie, w dodatku jest to metoda akceptowana spolecznie. Niestety, destrukcyjna zarowno dla Ciebie, jak i dla niego (bo nie ma okazji by wreszcie dorosnac).

          > Szukam głosu który by mi powiedział że przesadzam, że to normalne
          > że on nie chce zostawić samej mamy.
          >
          Nic takiego ode mnie nie uslyszysz - ja nie wiem, czy on przesadza czy nie. To jego sprawa.
          Twoja sprawa, czy i do jakiej granicy Ty chcesz zyc w cieniu jego mamusi.
          • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 00:17

            > Zamiast myslec o sobie, angazujesz sie w ratowanie jakiegos biednego zuczka prz
            > ed nim samym - z niezlomna nadzieja, ze zuczek, choc Cie wykorzystuje a dowody
            > uczucia odmierza mikrometrem, kiedys, w nagrode za Twoje lzy, przeistoczy sie w
            > wulkan milosci. :P

            Sabinac, co ty się uparłaś że żuczek mnie wykorzystuje? że ja go ratuje? i że wymierza mi uczucia mikrometrami? Czy ja coś kiedyś takiego napisałam? Chodziło mi o jego łzy nie moje. I nie chce wulkanu miłości, tylko takiej normalnej, codziennej- większej dawki bym nie zniosła.


            > Postaw pewne sprawy na nogach zamiast na glowie i zdaj sobie sprawe ze:
            > 1. Zuczek jest tak samo dorosly jak i Ty - jesli Ty umiesz zadbac o siebie i in
            > nych, on tez to potrafi.
            > 2. Jego nie zmienisz, chocbys nie wiem jakim uczuciem palala - mozesz albo zaak
            > ceptowac go takim jaki jest (z paka, mamusia, synusiem i reszta ogonow), albo s
            > ie z tego ukladu wypisac.
            > 3. On musi sam sie postarac uregulowac swe problemy. Wychowanie syna i utrzyman
            > ie mamuski na rozsadny dystans to jego robota, nie Twoja.
            > 4. Bycie kochana i bycie potrzebna to dwie bardzo rozne sprawy.

            ad.1 . Wiem że jest dorosły, po prostu trochę czuje się odpowiedzialna bo go "oswoiłam". Ale głównej mierze słucham swoich uczuć.
            2. Akceptuje go z synem i bez niego. Reszta jest dla mnie nie do akceptacji.
            3. Nie zamierzam się wtrącać między nim a jego mamusie, czy nawet syna. Ja tylko mu oznajmiam że mi jest źle i tak dalej być nie może. Reszta należy do niego.
            4. Nie jestem mu do niczego potrzebna. To przystojny, samodzielny, pracujący facet. Posiada swój dom. Bez problemu znalazłby sobie następną kobitkę czy do kochania czy do seksu. To jemu będąc ze mną dochodzą obowiązki , a na pewno nie mi.


            > Twoja sprawa, czy i do jakiej granicy Ty chcesz zyc w cieniu jego mamusi.

            Nie chce żyć w cieniu jego mamusi, to jest pewne. Dzisiaj ,chociaż prosiłam aby nie przyjeżdżał, przyjechał. Choć próbował udawać że nie ma żadnego problemu, bagatelizować to ja powiedziałam wszystko co chciałam. Włącznie z tym że jeżeli jeszcze raz nie wróci na noc do mnie to zmieniam zamki. I we wtorek kupuje zamek, aby móc w każdej chwili wprowadzić to w życie.
            • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 13:26
              kajda28 napisała:

              > Chodziło
              > mi o jego łzy nie moje. I nie chce wulkanu miłości, tylko takiej normalnej, cod
              > ziennej- większej dawki bym nie zniosła.
              >
              O to, to.
              Uwazasz, ze ocieranie lez "biedulkowi", i znoszenie kolejnych kopniakow z jego strony (stawianie Cie w cieniu mamusi to JEST kopniak) to cena, ktora trzeba zaplacic za normalna, cosdzienna milosc?
              Uwazasz, ze na normalne zycie trzeba jakos specjalnie sobie zasluzyc (konkretnie - rezygnacja z wlasnego dobrego samopoczucia)?
              Nie rozumiesz, ze jestes warta tego, by Cie kochano taka, jaka jestes, bez zadnych wysilkow i poswiecen z Twojej strony?


              > ad.1 . Wiem że jest dorosły, po prostu trochę czuje się odpowiedzialna bo go "o
              > swoiłam".

              Jesli akceptujesz fakt, ze jest dorosly, po co go "oswajasz" i czemu czujesz sie za niego odpowiedzialna?
              Dorosli ludzie nie potrzebuja przerobek, oswajaja sie sami (jesli chca) i sami za siebie sa odpowiedzialni.

              > 3. Nie zamierzam się wtrącać między nim a jego mamusie, czy nawet syna. Ja tylk
              > o mu oznajmiam że mi jest źle i tak dalej być nie może. Reszta należy do niego.
              >
              Wiec dlaczego pytasz, czy to normalne i jak maja wygladac "normalne" stosunki miedzy matka i synem?
              To on powinien zadac to pytanie.

              > 4. Nie jestem mu do niczego potrzebna.

              Przed chwila napisalas, ze go oswoilas i czujesz sie za niego odpowiedzialna.

              > Choć próbował udawać że nie ma żadnego problemu,
              > bagatelizować to ja powiedziałam wszystko co chciałam. Włącznie z tym że jeżeli
              > jeszcze raz nie wróci na noc do mnie to zmieniam zamki. I we wtorek kupuje zam
              > ek, aby móc w każdej chwili wprowadzić to w życie.

              Przypuscmy, ze nie wroci i zmienisz zamki. Przeprosi, obieca poprawe, zacznie wracac punktualnie, dasz mu klucz, po jakims czasie znow nie wroci. I co, znow nowy zamek?
              Ile kasy wydasz na te zamki zanim do Ciebie dojdzie, ze szantaz i kontrolowanie innych to nie metoda na szczesliwe zycie?
              • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 13:38

                > Uwazasz, ze ocieranie lez "biedulkowi", i znoszenie kolejnych kopniakow z jego
                > strony (stawianie Cie w cieniu mamusi to JEST kopniak) to cena, ktora trzeba za
                > placic za normalna, cosdzienna milosc?
                > Uwazasz, ze na normalne zycie trzeba jakos specjalnie sobie zasluzyc (konkretni
                > e - rezygnacja z wlasnego dobrego samopoczucia)?
                > Nie rozumiesz, ze jestes warta tego, by Cie kochano taka, jaka jestes, bez zadn
                > ych wysilkow i poswiecen z Twojej strony?
                >

                Nie rezygnuje z własnego dobrego samopoczucia. Źle się czuje i dlatego to mu sygnalizuje. Do tej pory nie widziałam tego- jego związku z mamą. Sabinac czy naprawdę uważasz że "normalnych" związkach nie ma żadnych zgrzytów, kłótni, docierań?

                > Wiec dlaczego pytasz, czy to normalne i jak maja wygladac "normalne" stosunki m
                > iedzy matka i synem?
                > To on powinien zadac to pytanie.

                Pytam bo nie wiem. I wolę byc 5 min glupia niż całe życie. Ja nie mam normalnych kontaktów z mamą więc nie wiem jak one powinny wyglądać.


                > > 4. Nie jestem mu do niczego potrzebna.
                >
                > Przed chwila napisalas, ze go oswoilas i czujesz sie za niego odpowiedzialna.

                To że go oswoiłam to są moje odczucia, on nic o tym nie wie. Ja wiem jedno, nic ode mnie nie dostaje, oprócz tego że jest ze mną i musi tolerować mnie taką jaka jestem :)

                > Przypuscmy, ze nie wroci i zmienisz zamki. Przeprosi, obieca poprawe, zacznie w
                > racac punktualnie, dasz mu klucz, po jakims czasie znow nie wroci. I co, znow n
                > owy zamek?
                > Ile kasy wydasz na te zamki zanim do Ciebie dojdzie, ze szantaz i kontrolowanie
                > innych to nie metoda na szczesliwe zycie?

                Jakby co to nie zmienię następnego zamka tylko wróce do starego :) Nie wiem co zrobię, będę chciała być konsekwentna. Jak mi się nie uda, znaczy że ja też mam pełno wad :). Wiem jedno, mówię o tym wszystkim głośno, co znaczy że nie mogę tego od tak zostawić i nic z tym nie robić. Robię to aby być zobowiązana, ale mieć motywację do działania.
                • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 17:08
                  kajda28 napisała:

                  >
                  > Nie rezygnuje z własnego dobrego samopoczucia. Źle się czuje i dlatego to mu sy
                  > gnalizuje. Do tej pory nie widziałam tego- jego związku z mamą.

                  Nie chodzi o to, czy cos sygnalizujesz - chodzi o to, co TY robisz dla SIEBIE, by czuc sie dobrze.
                  Najczestszym bledem jest przekonanie, ze szczescie osiaga sie inwestujac w CZYJES dobre samopoczucie.

                  > Sabinac czy nap
                  > rawdę uważasz że "normalnych" związkach nie ma żadnych zgrzytów, kłótni, docier
                  > ań?
                  >
                  Alez sa, oczywiscie ze sa.
                  Tyle ze w normalnym zwiazku nikt nie czuje sie odpowiedzialny za CUDZE szczescie.

                  > Pytam bo nie wiem. I wolę byc 5 min glupia niż całe życie. Ja nie mam normalnyc
                  > h kontaktów z mamą więc nie wiem jak one powinny wyglądać.
                  >
                  Ale czemu to Ty masz wiedziec?
                  W koncu to ON ma problem - to JEGO przetrwala pepowina powoduje zgrzyty w JEGO zwiazku i to on, dla dobra zwiazku (jesli oczywiscie ow zwiazek ma dla niego wartosc), musi postarac sie te pepowine przeciac.
                  Ty za niego tego nie zalatwisz - na coz Ci zatem wiedza?
                  >
                  > To że go oswoiłam to są moje odczucia, on nic o tym nie wie. Ja wiem jedno, nic
                  > ode mnie nie dostaje, oprócz tego że jest ze mną i musi tolerować mnie taką ja
                  > ka jestem :)
                  >
                  Rowniez to, ze ma drugi cieply domek (pierwszy to ten u mamy) do ktorego moze sobie wpasc kiedy zechce.
                  Byc moze dlatego zostawia sobie mame w odwodzie - wiazac sie z Toba na powaznie musialby przejac czesc odpowiedzialnosci za wspolne zycie i za Twoje dzieci - a tak Ty sie o wszystko troszczysz, wszystko organizujesz, a on sie wlacza gdy mu pasuje. A jak cos nie gra, jest na Ciebie.

                  Ty zas przywyklas do przejmowania odpowiedzialnosci za zycie doroslych ludzi - dlatego wciaz wiazesz sie z "problematycznymi facetami".
                  Takie zwiazki mecza, ale daja poczucie dumy, ze oto jest sie bohaterka ratujaca stracone dusze.
                  Daja tez poczucie wladzy, ze ich los zalezy od Ciebie.

                  > Jak mi się nie uda,

                  Ale co ma Ci sie udac?
                  Przerobic go na faceta z twych marzen? To sie nigdy nie udaje - ludzie potrafia byc tylko soba.
                  Stworzyc udany zwiazek? Przeciez to nie zalezy tylko od Ciebie, od niego rowniez.

                  > znaczy że ja też mam
                  > pełno wad :).

                  Na pewno masz, wszyscy maja.
                  Ale dlaczego mialabys nie miec?
                  Uwazasz, ze musisz byc aniolem bez wad by moc wymagac czegos od partnera?
                  • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 22:04
                    Sabinac , znowu mam wrażenie że próbujesz zrobić wszystko aby tylko było na Twoim.
                    Przykład:

                    > > Jak mi się nie uda,
                    >
                    > Ale co ma Ci sie udac?
                    > Przerobic go na faceta z twych marzen? To sie nigdy nie udaje - ludzie potrafia
                    > byc tylko soba.

                    Wyciełaś to z zdania które mówiło całkiem o czym innym. To było tak:

                    >Nie wiem co zrobię, będę chciała być konsekwentna. Jak mi się nie uda, znaczy że ja też >mam pełno wad :).

                    > Byc moze dlatego zostawia sobie mame w odwodzie - wiazac sie z Toba na powaznie
                    > musialby przejac czesc odpowiedzialnosci za wspolne zycie i za Twoje dzieci -
                    > a tak Ty sie o wszystko troszczysz, wszystko organizujesz, a on sie wlacza gdy
                    > mu pasuje. A jak cos nie gra, jest na Ciebie.

                    Tu masz racje. Ja tak zawsze robiłam. Wyobraź sobie że jesteś z kimś kto średnio raz na m-c chce z tobą zerwać, chyba nic dziwnego że zachowuje dystans. Po drugie dzieci zawsze będą już tylko moje, i to ja głównie będę za nie odpowiedzialna. Wiem że do tej pory za każdym razem jak potrzebowałam jego pomocy to był.

                    Co do zgrzytów w związku, zaczełam się zastanawiać dlaczego ich u nas nie ma. Wszystko stawiam na ostrzu noża, albo tak jak ja chce albo koniec. Problem z mamą wyszedł w tym tyg, i zamiast pogadać z nim, pokazać że to może być problemem i wcale nie jest normalne to ja od razu walę z grubej rury. Muszę nad tym popracować.

                    > Ale czemu to Ty masz wiedziec?
                    > W koncu to ON ma problem - to JEGO przetrwala pepowina powoduje zgrzyty w JEGO
                    > zwiazku i to on, dla dobra zwiazku (jesli oczywiscie ow zwiazek ma dla niego wa
                    > rtosc), musi postarac sie te pepowine przeciac.
                    > Ty za niego tego nie zalatwisz - na coz Ci zatem wiedza?

                    Dlaczego nie dajesz mu szansy. Przecież on też mógł do tej pory nie wiedzieć że jego stosunki są nie normalne. Przecież on tylko troszczy się o swoją mamę, pociesza kiedy ta płacze. Od jakiegoś czasu stało się to problemem dla naszego związku, więc zredukował to. Teraz będzie musiał się tego wyrzec. Jemu też nie będzie łatwo- a jednak podejmuje się tego.
                    Nie chce tego za niego załatwiać- już pisałam. Ale z racje tego że ja nie mam żadnych potrzeb rozmowy z moją mamą, i wiem że to nie jest normalne, nie wiedziałam czy jego stosunki są ok, czy nie. I nie dlatego żeby jemu o tym powiedzieć tylko żeby sama wiedzieć.


                    > Nie chodzi o to, czy cos sygnalizujesz - chodzi o to, co TY robisz dla SIEBIE,
                    > by czuc sie dobrze.


                    To trudno zrozumieć? Źle się czuje więc mówię że tak jest i chyba tak powinno być. Miałam nie mówić że źle mi w tej sytuacji tylko od razu zerwać?
                    • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 01.11.10, 11:42
                      kajda28 napisała:

                      > >Nie wiem co zrobię, będę chciała być konsekwentna. Jak mi się nie uda, zna
                      > czy że ja też >mam pełno wad :).
                      >
                      Przyjrzyjmy sie temu zdaniu. Jakie mozna wyciagnac wnioski?
                      1- uwazasz, ze to Ty masz "cos" zrobic i ze od Twej aktywnosci i konsekwencji zalezy przetrwanie zwiazku,
                      2- jesli zwiazek nie przetrwa, bedzie to Twoja kleska i dowod na Twoja niedoskonalosc.

                      Jakos ci ucieklo, ze szczesliwy zwiazek to dzielo dwojga.
                      >
                      > Wyobraź sobie że jesteś z kimś kto średni
                      > o raz na m-c chce z tobą zerwać, chyba nic dziwnego że zachowuje dystans.

                      Mysle, ze tylko osoba o poczuciu wlasnej wartosci gdzies ponizej podlogi jest w stanie trwac przy kims, kto grozi zerwaniem raz na miesiac.
                      Przeciez to jest zycie na hustawce, takie bungee - od szczytu szczescia do dna rozpaczy. Nie widzisz analogii do zycia z alkoholikiem?

                      > Po dr
                      > ugie dzieci zawsze będą już tylko moje, i to ja głównie będę za nie odpowiedzia
                      > lna.

                      Nie. Powazny mezczyzna, wiazac sie z samotna matka, poczuwa sie do obowiazku wobec jej dzieci.
                      W koncu Dzien Ojca obchodzi sie w sw. Jozefa - a on, jak glosi pismo, byl ojczymem, nie ojcem.

                      > Co do zgrzytów w związku, zaczełam się zastanawiać dlaczego ich u nas nie ma. W
                      > szystko stawiam na ostrzu noża, albo tak jak ja chce albo koniec. (...) Muszę nad tym popra
                      > cować.

                      Znowu - to Ty przejmujesz na siebie wine i to Ty popracujesz by miedzy Wami bylo lepiej.
                      Gdy piszesz o takich sprawach, facet doslownie rozplywa sie we mgle.
                      >
                      > Dlaczego nie dajesz mu szansy.

                      Dlaczego "dajesz"? Dorosly czlowiek sam odnajduje swoje szanse.

                      > Od jakiegoś czasu stało się to problemem dla naszego zw
                      > iązku, więc zredukował to. Teraz będzie musiał się tego wyrzec. Jemu też nie bę
                      > dzie łatwo- a jednak podejmuje się tego.

                      Czekaj, napisalas ze problem wyszedl tydzien temu i ze on dotychczas nic nie zrobil, bo nawet po klotni na ten temat "wyslalas go" do mamusi.
                      Facet jeszcze nic nie zdecydowal a juz nad nim ronisz slozy ze biedaczek cos "bedzie musial".

                      Miara jakosci zwiazku nie jest stopien poswiecenia, lecz hierarchia wartosci.
                      O jego milosci nie swiadczy to, ze dla Ciebie cierpi, lecz ze Ty jestes dla niego wazniejsza niz kaprysy mamusi.

                      > To trudno zrozumieć? Źle się czuje więc mówię że tak jest i chyba tak powinno b
                      > yć. Miałam nie mówić że źle mi w tej sytuacji tylko od razu zerwać?

                      Gdyby to byla tylko dyskusja o problemie, nie przezywalabys watpliwosci i nie wzruszalabys sie jaki on biedny i jaka ty niedobra. Po prostu powiedzialabys mu co myslisz a potem zajelabys sie wlasnymi sprawami, zostawiajac sprawe mamusi jemu.

                      Niestety, czesto scenariusz jest taki: kobieta znosi jakies zachowanie faceta (zdrady, mamusie, picie, przemoc itp.) w milczeniu, liczac na to, ze on sie domysli, skad te westchnienia, trzaskanie talerzem i wzrok spaniela. Facet nie jest medium wiec sie nie domysla. W koncu rozzalona kobieta robi mu burzliwa scene, gdzie najpierw wykrzykuje sporna kwestie a potem leci juz o caloksztalt. Po wszystkim facet ma poczucie, iz padl ofiara niesprawiedliwych oskarzen a kobieta ma poczucie winy ze przesadzila. Wtedy facet wykorzystuje jej poczucie winy by ja "ukarac" i grozi zerwaniem lub dlugo wypomina jej wszelkie zniewagi, jakich doznal. Kobieta boi sie ze go straci wiec znow toleruje sporne zachowania. Pozornie przez pewien czas panuje spokoj, ale jej rozzalenie narasta - i kolejna burza jest tylko kwestia czasu.

                      Takim zachowaniem (znoszenie w milczeniu - awantura - poczucie winy) podswiadomie wysylasz facetowi komunikat "to Ty sprawiasz ze cierpie i tylko Ty mozesz sprawic, ze przestane cierpiec i uwierze w milosc".

                      Bycie jedynym odpowiedzialnym za bol, szczescie i wiare drugiej osoby to ogromny ciezar - byc moze dlatego facet miewa czasem odruch ucieczki. Nikt jeszcze nie zdolal na dluzsza mete udzwignac tego ciezaru.

                      • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 01.11.10, 12:21
                        > Mysle, ze tylko osoba o poczuciu wlasnej wartosci gdzies ponizej podlogi jest w
                        > stanie trwac przy kims, kto grozi zerwaniem raz na miesiac.
                        > Przeciez to jest zycie na hustawce, takie bungee - od szczytu szczescia do dna
                        > rozpaczy. Nie widzisz analogii do zycia z alkoholikiem?

                        Tylko że to ja jestem tą osobą która co miesiąc zrywa. I tą huśtwakę sama sobie robię. To podobnie jak z kaloryferem, albo jest wyłączony, albo włączony na maksa- nigdy nie nastawiam na pomiędzy.

                        > Nie. Powazny mezczyzna, wiazac sie z samotna matka, poczuwa sie do obowiazku wo
                        > bec jej dzieci.

                        Tak, ale on nie jest do końca pewny czy ja z nim będę. I uważam że to odpowiedzialnie z jego strony że dopóki ja się nie zdecyduje i nie będzie równowagi w naszym związku nie angażuje się. Ja nawet nie daje mu takiej szansy, bo sama nie jestem pewna czy to ten jedyny, więc wolę go trzymać na dystans.

                        > Znowu - to Ty przejmujesz na siebie wine i to Ty popracujesz by miedzy Wami byl
                        > o lepiej.
                        > Gdy piszesz o takich sprawach, facet doslownie rozplywa sie we mgle.

                        To on pracuje nad związkiem, zmienia. Ja tylko wymagam.

                        > Miara jakosci zwiazku nie jest stopien poswiecenia, lecz hierarchia wartosci.
                        > O jego milosci nie swiadczy to, ze dla Ciebie cierpi, lecz ze Ty jestes dla nie
                        > go wazniejsza niz kaprysy mamusi.

                        Nie wiem czy on będzie cierpiał że nie będzie u mamy kiedy ta zapłacze? Może przyjmnie to właśnie za hierarchie wartości. Tego nie wiemy.


                        > Czekaj, napisalas ze problem wyszedl tydzien temu i ze on dotychczas nic nie zr
                        > obil, bo nawet po klotni na ten temat "wyslalas go" do mamusi.

                        Mój błąd , tydzień temu problem wyszedł ale u mnie, powiedziałam o tym głośno w czwartek. Więc jeszcze nie miał żadnych możliwości aby coś zrobić, coś postanowić, przemyśleć.


                        Po prostu powiedzialabys mu
                        > co myslisz a potem zajelabys sie wlasnymi sprawami, zostawiajac sprawe mamusi j
                        > emu.

                        Na to nie wpadłam. Dzięki. Faktycznie zamiast tylko zakomunikować że jest mi źle, to ja od razu chciałam ten problem rozwiązać, wymusić zobowiązania. Nie dałam mu możliwości aby cokolwiek sam zrobił. Chociaż faktem jest że dopiero po tak drastycznych stawianiach sprawy zmieniło się coś z tym że jest u mnie częściej. Ale pomimo wszystko powinnam zaczynać wszystko od początku a nie od końca. Postaram się o tym pamiętać.


                        > Niestety, czesto scenariusz jest taki: kobieta znosi jakies zachowanie faceta (
                        > zdrady, mamusie, picie, przemoc itp.) w milczeniu, liczac na to, ze on sie domy
                        > sli, skad te westchnienia, trzaskanie talerzem i wzrok spaniela. Facet nie jest
                        > medium wiec sie nie domysla. W koncu rozzalona kobieta robi mu burzliwa scene,
                        > gdzie najpierw wykrzykuje sporna kwestie a potem leci juz o caloksztalt. Po ws
                        > zystkim facet ma poczucie, iz padl ofiara niesprawiedliwych oskarzen a kobieta
                        > ma poczucie winy ze przesadzila. Wtedy facet wykorzystuje jej poczucie winy by
                        > ja "ukarac" i grozi zerwaniem lub dlugo wypomina jej wszelkie zniewagi, jakich
                        > doznal. Kobieta boi sie ze go straci wiec znow toleruje sporne zachowania. Pozo
                        > rnie przez pewien czas panuje spokoj, ale jej rozzalenie narasta - i kolejna bu
                        > rza jest tylko kwestia czasu.


                        A to już całkowicie nie o mnie.
                        • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 01.11.10, 14:13
                          kajda28 napisała:

                          >I tą huśtwakę sama sobie
                          > robię.

                          Pociag do skrajnych emocji jest niepokojaco czesty u partnerek alkoholikow i innych "problematycznych" facetow. Podobnie jak branie na siebie odpowiedzialnosci za wszystko, co sie dzieje miedzy dwojgiem, stawianie sobie za cel odkrywanie czulych meskich serc pod twarda skorupa oraz zadowalanie sie okruchami uczucia.

                          Zachodzi obawa, ze kazdy normalny, czuly, odpowiedzialny i samodzielny facet wyda Ci sie nudny i niewart zachodu - bo nie trzeba go odkrywac, wychowywac, chronic przed zlym swiatem ani ratowac z kolejnych opresji, nie trzeba wciaz dobijac sie do jego zamknietej duszy.
                          Uczucie nieokupione walka i cierpieniem dla tych kobiet nie ma wartosci.

                          > Tak, ale on nie jest do końca pewny czy ja z nim będę. (...) Ja nawet nie daje mu takiej szansy, bo sama nie
                          > jestem pewna czy to ten jedyny, więc wolę go trzymać na dystans.
                          >
                          Znow go tlumaczysz i bierzesz na siebie odpowiedzialnosc za jego zachowanie - tym razem wobec dzieci.
                          A przeciez ulozenie stosunkow miedzy nim a Twoimi dziecmi to tez jego zadanie, nie Twoje.

                          > To on pracuje nad związkiem, zmienia. Ja tylko wymagam.
                          >
                          Ale jak on "pracuje"?
                          P.S. Wypelnianie Twoich polecen to nie jest JEGO praca.

                          > Mój błąd , tydzień temu problem wyszedł ale u mnie, powiedziałam o tym głośno w
                          > czwartek. Więc jeszcze nie miał żadnych możliwości aby coś zrobić, coś postano
                          > wić, przemyśleć.
                          >
                          On nie musi nic robic. Nawet wymowki nie musi szukac, bo i w tym go wyreczasz.
                          • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 02.11.10, 08:50
                            > Zachodzi obawa, ze kazdy normalny, czuly, odpowiedzialny i samodzielny facet wy
                            > da Ci sie nudny i niewart zachodu - bo nie trzeba go odkrywac, wychowywac, chro
                            > nic przed zlym swiatem ani ratowac z kolejnych opresji, nie trzeba wciaz dobija
                            > c sie do jego zamknietej duszy.
                            > Uczucie nieokupione walka i cierpieniem dla tych kobiet nie ma wartosci.

                            Pamiętam jak mój ówczesnie 4-letni syn się we mnie zakochał. Sytuacja nie do zniesienia dla mnie, bałam się że nie sprostam jego miłości, a przecież wiedziałam że cokolwiek nie zrobię to on będzie mnie kochał. Masz rację uciekłabym od faceta który podawałby mi swoje uczucia na tacy. Co nie znaczy że teraz walczę o uczucia i okupuje je walką i cierpieniem. Są chwile w których faktycznie jest mi źle i huśtam się na huśtawce z emocjami- ale to ze mną jest nie tak a nie z naszym związkiem.


                            > A przeciez ulozenie stosunkow miedzy nim a Twoimi dziecmi to tez jego zadanie,
                            > nie Twoje.

                            On sobie daje radę z tym lepiej jak ja.



                            > On nie musi nic robic. Nawet wymowki nie musi szukac, bo i w tym go wyreczasz.

                            Podpisuje się pod tym, tak niestety jest.
                            • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 03.11.10, 12:06
                              kajda28 napisała:

                              > Co nie znaczy że teraz walczę o
                              > uczucia i okupuje je walką i cierpieniem. Są chwile w których faktycznie jest m
                              > i źle i huśtam się na huśtawce z emocjami- ale to ze mną jest nie tak a nie z
                              > naszym związkiem.

                              Zobacz, w jednym zdaniu sobie sama przeczysz. Piszesz, ze nie walczysz i nie cierpisz a zaraz potem, ze Wasze problemy to wylacznie Twoja wina.
                              Czym jest branie na siebie winy jak nie cierpieniem?
                              Czym jest ciagla proba zwrocenia czyjejs uwagi, zmieniania siebie i partnera jesli nie walka?

                              > On sobie daje radę z tym lepiej jak ja.

                              Zatem mozesz mu powierzyc sprawe kontaktow z dziecmi i miec to z glowy. O jeden problem mniej.
    • pierzchnia Re: Da się z tego wyleczyć? 30.10.10, 20:12
      To Twój facet śpi ze swoją mamą - może boi się ciemności.

      Z popielnika na Wojtusia
      iskiereczka mruga.
      Chodź opowiem ci bajeczkę.
      Bajka będzie długa.

      Była sobie raz królewna,
      pokochała grajka,
      król wyprawił im wesele
      i skończona bajka.

      Była sobie Baba Jaga,
      miała chatkę z ciasta,
      a w tej chatce same dziwy,
      cyt! iskierka zgasła.

      Patrzy Wojtuś, patrzy, duma,
      łzą zaszły oczęta,
      czemu żeś mnie oszukała?
      Wojtuś zapamięta.

      Już ci nigdy nie uwierzę
      iskiereczko mała.
      Najpierw błyśniesz, potem zgaśniesz,
      ot i bajka cała.
      • iluzja3 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 08:44
        Opowiedz cos wiecej o tym jego "uzaleznieniu" od mamy. Jeden/dwa dni w tygodniu zostaje u niej noc? Jaki podaje powod? Mama mieszka gdzies w innej miejscowosci? Odwiedza ja? Rozmawia z nia czesto przez telefon?
        Pozdr.
        • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 12:49
          Od ok. miesiąca jest u mnie te 5-6 dni w tyg. często dopiero ok. 20-21, bo po pracy jedzie do mamy coś jej tam zrobić. Ale wcześniej bywało że był tylko 2 razy w tyg, i wtedy też mamusia dzwoniła że L. jest bardzo potrzebny w domu. Są codziennym kontakcie telefonicznym. Powód wizyt u mamy: albo coś mu wymyśla do zrobienia (pisałam już o tym), albo jej smutno samej.
          Pomimo wczorajszego ostrzeżenia to dzisiaj sama go wysłałam do domu, jutro rano ma msze i mógłby nie mieć jak dojechać do siebie.
          • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 13:29
            kajda28 napisała:

            > Pomimo wczorajszego ostrzeżenia to dzisiaj sama go wysłałam do domu, jutro rano
            > ma msze i mógłby nie mieć jak dojechać do siebie.
            >
            Nie chce sie wtracac, ale znowu organizujesz zycie doroslym ludziom.
            "Wysyla sie" dzieci do szkoly. :)
            • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 13:43
              > > Pomimo wczorajszego ostrzeżenia to dzisiaj sama go wysłałam do domu, jutr
              > o rano
              > > ma msze i mógłby nie mieć jak dojechać do siebie.
              > >
              > Nie chce sie wtracac, ale znowu organizujesz zycie doroslym ludziom.
              > "Wysyla sie" dzieci do szkoly. :)

              A może za bardzo się słówek czepiasz? :)
              Obawiam się że L. po wczorajszym bałby się jechać dzisiaj do domu wiedząc że jutro miałby problem z dojechaniem do niego. Musiałby prosić mamę aby po niego przyjechała, a wiem że on nie lubi jak ona jeździ. I jakkolwiek to nie brzmi, ale zazdroszczę mu się martwi o mamę i ma z nią kontakt. Tylko co za dużo to nie zdrowo.
              • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 17:18
                kajda28 napisała:

                > A może za bardzo się słówek czepiasz? :)
                > Obawiam się że L. po wczorajszym bałby się jechać dzisiaj do domu wiedząc że ju
                > tro miałby problem z dojechaniem do niego. Musiałby prosić mamę aby po niego pr
                > zyjechała, a wiem że on nie lubi jak ona jeździ.

                Znow sie czepie.
                Dlaczego mialby sie bac? I czemu musi sie przed Toba tlumaczyc co lubi a co nie? Malym chlopczykiem jest?

                W normalnym ukladzie facet oznajmia "dzis musze zostac u mamy" - i ani on sie nie boi ze dostanie bure, ani zona nie boi sie, ze jesli go nie wezmie krotko za morde, nie bedzie traktowana powaznie.
                • aaugustw Do Sabinac-0 31.10.10, 18:25
                  Wygodne to i mile czytac trzezwe wypowiedzi... - Dziekuje... ;-)
                  A...
                  • pierzchnia Re: Do Sabinac-0 31.10.10, 21:04
                    Uważam, że moje wypowiedzi są bardziej interesujące.


                    Softersex oddaj mi pieniądze, czekam już 3 lata!!!
                    • aaugustw Re: Do Sabinac-0 31.10.10, 21:15
                      pierzchnia napisał:
                      > Uważam, że moje wypowiedzi są bardziej interesujące.
                      ___________.
                      Znowu piles...
                      A... ;-)
                      • pierzchnia Re: Do Sabinac-0 31.10.10, 21:23
                        Jak Ty to wyczuwasz?
                        Jestem pod wrażeniem!
                        • aaugustw Re: Do Sabinac-0 31.10.10, 21:31
                          pierzchnia napisał:
                          > Jak Ty to wyczuwasz?
                          > Jestem pod wrażeniem!
                          ____________________.
                          Pytasz, wiec odpowiem:
                          Ja jestem juz trzezwy...!
                          A...
                          • pierzchnia Re: Do Sabinac-0 31.10.10, 21:37
                            Uchowaj Boże!
                            • iluzja3 Re:Do Sabinac-0 31.10.10, 22:19
                              Moze ta jego relacja z matka jest rzeczywiscie dosc intensywna, ale z drugiej strony zawsze gdy jestesmy w zwiazkach cos tam nas uwiera i predzej czy pozniej rozne rzeczy w partnerze trzeba zaakceptowac. Pytanie na ile ty masz na to ochote akurat w tej konkretnej sytuacji? I czy go kochasz tak naprawde?
                              Jego mama wydala ci sie nawet fajna:-)
                              No i sabinac-0 rzeczywiscie dobrze gada:-)
                • kajda28 Re: Da się z tego wyleczyć? 31.10.10, 22:12
                  > W normalnym ukladzie facet oznajmia "dzis musze zostac u mamy" - i ani on sie n
                  > ie boi ze dostanie bure, ani zona nie boi sie, ze jesli go nie wezmie krotko za
                  > morde, nie bedzie traktowana powaznie.

                  Do tej pory on się nie bał tak mówić, a ja zawsze odpowiadałam : dobrze. Kilka dni temu tez tak odpowiedziałam, a później chciałam z nim zerwać z tego powodu. Wychodzi z tego że to ja wprowadzam nienormalność w tym związku. A jeszcze nie dawno pisałaś że to on ma zachwiane stosunki z mamą.


                  > Dlaczego mialby sie bac? I czemu musi sie przed Toba tlumaczyc co lubi a co nie
                  > ? Malym chlopczykiem jest?

                  Nie tłumaczy mi się co lubi, po prostu jesteśmy już trochę ze sobą i zauważyłam że uważa że jego mama kiepsko jeździ. Poza tym dlaczego ma mi nie mówić co lubi?
                  • sabinac-0 Re: Da się z tego wyleczyć? 01.11.10, 12:03
                    kajda28 napisała:

                    > Do tej pory on się nie bał tak mówić, a ja zawsze odpowiadałam : dobrze. Kilka
                    > dni temu tez tak odpowiedziałam, a później chciałam z nim zerwać z tego powodu.

                    No i teraz sie boi. Sprzeczne komunikaty zawsze wywoluja lek.
                    Nawet pies Pawlowa dostawal nerwicy, gdy nie mogl przewidziec, czy po nacisnieciu przycisku dostanie miche czy kijem. :)

                    > Wychodzi z tego że to ja wprowadzam nienormalność w tym związku.
                    A jeszcze nie
                    > dawno pisałaś że to on ma zachwiane stosunki z mamą.
                    >
                    Oboje macie swoje problemy i jesli chcecie byc razem, oboje musicie nad tym popracowac. Znaczy, kazdy nad swoja dzialka.

                    > Nie tłumaczy mi się co lubi, po prostu jesteśmy już trochę ze sobą i zauważyłam
                    > że uważa że jego mama kiepsko jeździ. Poza tym dlaczego ma mi nie mówić co lub
                    > i?

                    Znowu - rzecz nie w temacie rozmowy, lecz w znaczeniu, jakie sie danej kwestii przypisuje.
    • aaugustw Pol zartem, pol serio... 03.11.10, 09:50
      kajda28 napisała:
      > ... Moje Kochanie jest uzależniony od swojej mamy.
      > ... niech sobie jeździ do mamy ale na noc ma być ze mną. Czy chce za dużo?
      > ... Kobieta działa na mnie jak czerwona płachta na byka :(
      > Czy można coś z tym zrobić?
      ___________________________________________.
      Pogodzic sie...!
      Sytuacja sie zmieni, jak wczesniej umrze jego matka,
      wtedy znajdzie sobie w zastepstwie "tylko" kochanke,
      ktora mu ja zastapi i ktora zrozumie we wszystkim...!
      A... ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka