lena1952
19.01.11, 15:49
Wybaczcie błędy, słaby język i inne potknięcia.Proszę o cierpliwość.Mogłabym napisać tu,właśnie,
tylko o synu. Ale czuję, że byłoby to nie w porządku.Bo jak?Marnotrawny, zły syn--proste, ale...
Najpierw my--matka, ojciec. Młodzi,ładni,zakochani.Kończymy szkoły, zaczynamy pracować,
bierzemy ślub,mieszkanie,dzieci.Syn i córka.Żyjemy-lepiej, gorzej,ale zawsze razem,a w zasięgu
ręki i serca nasze rodziny,znajomi.Praca,awanse,dom,dzieci.Taka normalna rodzina,jak wiele.
Wycieczki,wypady za miasto,wspólne rozmowy,udane święta,dobre babcie,trochę rozłąki,
(praca męża w innym kraju) raz lepszy raz gorszy obiad, klucz na szyi.Zabawy dzieci,
zabawy dla nas. No i pojawia się kryzys w związku,no ale ja kryzysu ładnie przejść nie umiałam.Nie wybierałam gdzie i kiedy.Było tu i teraz,natychmiast.Zapominałam,że patrzą
dzieci.Wyszliśmy z kryzysu obronną ręką.Mąż ja i dzieci.Ale ja wiem, moje dzieci tego kryzysu
nie zapomną.I tak leciało,dzieci rosły,uczyły się.Moja córka--cudowna,ambitna,bez problemów
w domu i szkole.Radosna,otwarta,dobra.Rosła mi na wspaniałego człowieka.Nasza córka--
mój przyjaciel.Kochana siostra.Teraz dobra żona i dobra matka.Mądry,wrażliwy,wykształcony
człowiek.Mój mąż--ambitny,dużo pracujący,ciepły,dobry ojciec,zawsze przy mnie.Teraz tylko
--przygaszony, zmęczony,bardzo często smutny.Mój syn--bez żadnych problemów jako dziecko
i nastolatek.Ja patrzę na niego i dziwnie się o niego boję,zastanawiam się--czy może być aż
tak idealne dziecko?Bo było to dziecko wyjątkowo ułożone, nad wiek swój dorosłe.Posłuszny,
grzeczny,kulturalny,wesoły,wszędzie lubiany,też otwarty--ale inaczej.Rozmawiamy w domu
o wszystkim,śmiech,spory,wyrażamy swoje opinie i potrzeby.On z nas wszystkich,potrzeb miał
najmniej.Najmniej mówił o sobie.Widać w nim dużą miłość do nas rodziców,do swojej siostry
i do swojej kochanej babci.Są to miłości odwzajemnione.To my od czasu do czasu wybuchamy
w domu różnymi nastrojami,ja w tym zajmuję pierwsze miejsce.On łagodzi obyczaje,bez złości bez pretensji,działa jak balsam Z ojcem stosunki prawie idealne.
Nie trzymamy dzieci na smyczy,mają swobodę stosowną do wieku.Są koledzy,koleżanki.Nie
mamy zastrzeżeń.Mój syn ciągle stawiany na wzór.W szkole nauczyciele mówią "wzór kulturalnego,inteligentnego chłopaka"A ja widzę--pojawiają się kłamstwa,często zupełnie
nieuzasadnione.Rozmawiamy w różnym tonie,a on spokojny,nie zaprzecza,ale i nie przyznaje się,nic nie obiecuje,czasem płacze.Jest zawsze z nami--na czas,punktualny.
Kończy szkołę średnią,idzie na studia przez siebie wybrane,wybiera miasto,które lubi.
Ja zaczynam na dobre się przyglądać-sercem i oczami.I teraz to już lawina dramatów.
Kłamstwa,oszustwa,alkohol,długi.Koniec edukacji.Jest znów z nami.Robi to co chcemy.
A chcemy różne rzeczy,głównie ja chcę.On nie protestuje,a przecież może.Czekam na ten
protest.Nigdy się nie doczekuję.Lekarze,psycholog nie widzą problemu"to mądry ułożony
człowiek,alkohol? on nie lubi alkoholu-pani się dopatruje"Działamy po omacku,na ślepo,
ratujemy,popełniamy błąd za błędem--ze złości i miłości.On cały czas z nami.Rozmowy,
rozmowy,rozmowy,często mój monolog.On nie mówi o sobie prawie nic.Częściej wychodzi z domu, ale wraca na czas, na noc zawsze,sporadycznie pijany.Kupujemy małą firmę-
dla niego.Może tu się odnajdzie.Pomagamy.Początek dobry,ja łapię się na nadzieję.Jednak,
on rujnuje to wszystko-zostają długi.Płacimy.On o to nie prosi.Poznaje dziewczynę,
podejmuje pracę--rujnuje ją zostają długi.Nie upija się, czasami czuć go alkoholem.
Zaciąga pożyczki-nie oddaje.Jest cały czas ze swoją dziewczyną.Dziewczyna,ładna,mądra,
wykształcona.Odwiedza nas w domu.Przyjmuję ją ładnie.ale z dystansem, nie zachęcam.
Niech obserwuje, niech widzi.Boję się o nią.Trochę o nim wie,ale nie wszystko.Trochę ,mówię ja,daję sygnały. Jadą do innego miasta.My zostajemy,strasznie poobijani,to już nie ta rodzina
to już rodzina bardzo chora.Ja boję się wszystkiego-telefonu,pukania do drzwi,listonosza,
ludzi na ulicy.Mam tylko w sobie strach i rozpacz.Już dawno przestałam być dla siebie ważna.
Syn zaczyna pracować.Historia się powtarza.Dziewczyna to widzi, ale jest z nim.Zaręczają się
Za trochę ślub.Jadę do nich.Przy nim-proszę dziewczynę,żeby jeszcze zaczekała.Mówię jej
o nim wszystko.Słucha,przerażona,ale na koniec mówi"ja za niego wyjdę"
Wychodzę i czuję się jak ktoś, kto chce sobą zatrzymać pędzący pociąg.Córka mi mówi,
''Mamo,to nie tylko alkohol, to chyba też i hazard."Wiemy i nie wiemy nic.
Czuję, że tracę rozum,ale modlę się,Nieudolnie, jak cała moja nieudolna wiara.
Panie Boże,zabierz mi wszystko,co moje osobiste,zostaw mnie w jednej koszuli, bez dachu
nad głową--tylko zwróć mi syna--zdrowego i uczciwego.Zwróć go nam,bo nie wie co robi"
Bóg,spełnia moją modlitwę,stopniowo,jakby mi się przyglądał ile wytrzymam.Spełnia modlitwę
do połowy.Wali mi się wszystko.
Moja synowa--już na zawsze będzie w mojej głowie.Jest mi kimś bliskim, ale nie pojmuję jej.
Nie żali się,ukrywa syna przed światem.
Mój syn-na utrzymaniu żony,chory, bardzo chory.Zmiany neurologiczne i inne,widoczne
w wynikach badań i widoczne gołym okiem.W ostatniej naszej rozmowie,widzę w nas
podobieństwo.Ja jak dziecko,mówię nieskładnie, gubię się,drżę w środku,ale mówię
"Synu,Ty umierasz"On jak dziecko--stoi,pokornie słucha,ale nic nie przyjmuje do siebie,
drży,mówi i płacze "wiem co Wam zrobiłem"
Ja,już nie potrafię rozpaczać.Zadaję sobie pytania,bez odpowiedzi.Rozmawiam w myślach
ze śmiercią,ale ta też mi nic nie odpowiada.Nie sięgam po pomoc,nie mam siły jej przyjąć
i chyba nie chcę.Mąż i córka jesteśmy razem w tej trudnej miłości.
Czasami tylko, ogarnia mnie dziwny spokój.Wtedy pytam "Panie Boże, czy spełnisz ,moją
drugą część modlitwy.
Dziękuję za cierpliwość. L.