Dodaj do ulubionych

Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki.

19.01.11, 15:49
Wybaczcie błędy, słaby język i inne potknięcia.Proszę o cierpliwość.Mogłabym napisać tu,właśnie,
tylko o synu. Ale czuję, że byłoby to nie w porządku.Bo jak?Marnotrawny, zły syn--proste, ale...
Najpierw my--matka, ojciec. Młodzi,ładni,zakochani.Kończymy szkoły, zaczynamy pracować,
bierzemy ślub,mieszkanie,dzieci.Syn i córka.Żyjemy-lepiej, gorzej,ale zawsze razem,a w zasięgu
ręki i serca nasze rodziny,znajomi.Praca,awanse,dom,dzieci.Taka normalna rodzina,jak wiele.
Wycieczki,wypady za miasto,wspólne rozmowy,udane święta,dobre babcie,trochę rozłąki,
(praca męża w innym kraju) raz lepszy raz gorszy obiad, klucz na szyi.Zabawy dzieci,
zabawy dla nas. No i pojawia się kryzys w związku,no ale ja kryzysu ładnie przejść nie umiałam.Nie wybierałam gdzie i kiedy.Było tu i teraz,natychmiast.Zapominałam,że patrzą
dzieci.Wyszliśmy z kryzysu obronną ręką.Mąż ja i dzieci.Ale ja wiem, moje dzieci tego kryzysu
nie zapomną.I tak leciało,dzieci rosły,uczyły się.Moja córka--cudowna,ambitna,bez problemów
w domu i szkole.Radosna,otwarta,dobra.Rosła mi na wspaniałego człowieka.Nasza córka--
mój przyjaciel.Kochana siostra.Teraz dobra żona i dobra matka.Mądry,wrażliwy,wykształcony
człowiek.Mój mąż--ambitny,dużo pracujący,ciepły,dobry ojciec,zawsze przy mnie.Teraz tylko
--przygaszony, zmęczony,bardzo często smutny.Mój syn--bez żadnych problemów jako dziecko
i nastolatek.Ja patrzę na niego i dziwnie się o niego boję,zastanawiam się--czy może być aż
tak idealne dziecko?Bo było to dziecko wyjątkowo ułożone, nad wiek swój dorosłe.Posłuszny,
grzeczny,kulturalny,wesoły,wszędzie lubiany,też otwarty--ale inaczej.Rozmawiamy w domu
o wszystkim,śmiech,spory,wyrażamy swoje opinie i potrzeby.On z nas wszystkich,potrzeb miał
najmniej.Najmniej mówił o sobie.Widać w nim dużą miłość do nas rodziców,do swojej siostry
i do swojej kochanej babci.Są to miłości odwzajemnione.To my od czasu do czasu wybuchamy
w domu różnymi nastrojami,ja w tym zajmuję pierwsze miejsce.On łagodzi obyczaje,bez złości bez pretensji,działa jak balsam Z ojcem stosunki prawie idealne.
Nie trzymamy dzieci na smyczy,mają swobodę stosowną do wieku.Są koledzy,koleżanki.Nie
mamy zastrzeżeń.Mój syn ciągle stawiany na wzór.W szkole nauczyciele mówią "wzór kulturalnego,inteligentnego chłopaka"A ja widzę--pojawiają się kłamstwa,często zupełnie
nieuzasadnione.Rozmawiamy w różnym tonie,a on spokojny,nie zaprzecza,ale i nie przyznaje się,nic nie obiecuje,czasem płacze.Jest zawsze z nami--na czas,punktualny.
Kończy szkołę średnią,idzie na studia przez siebie wybrane,wybiera miasto,które lubi.
Ja zaczynam na dobre się przyglądać-sercem i oczami.I teraz to już lawina dramatów.
Kłamstwa,oszustwa,alkohol,długi.Koniec edukacji.Jest znów z nami.Robi to co chcemy.
A chcemy różne rzeczy,głównie ja chcę.On nie protestuje,a przecież może.Czekam na ten
protest.Nigdy się nie doczekuję.Lekarze,psycholog nie widzą problemu"to mądry ułożony
człowiek,alkohol? on nie lubi alkoholu-pani się dopatruje"Działamy po omacku,na ślepo,
ratujemy,popełniamy błąd za błędem--ze złości i miłości.On cały czas z nami.Rozmowy,
rozmowy,rozmowy,często mój monolog.On nie mówi o sobie prawie nic.Częściej wychodzi z domu, ale wraca na czas, na noc zawsze,sporadycznie pijany.Kupujemy małą firmę-
dla niego.Może tu się odnajdzie.Pomagamy.Początek dobry,ja łapię się na nadzieję.Jednak,
on rujnuje to wszystko-zostają długi.Płacimy.On o to nie prosi.Poznaje dziewczynę,
podejmuje pracę--rujnuje ją zostają długi.Nie upija się, czasami czuć go alkoholem.
Zaciąga pożyczki-nie oddaje.Jest cały czas ze swoją dziewczyną.Dziewczyna,ładna,mądra,
wykształcona.Odwiedza nas w domu.Przyjmuję ją ładnie.ale z dystansem, nie zachęcam.
Niech obserwuje, niech widzi.Boję się o nią.Trochę o nim wie,ale nie wszystko.Trochę ,mówię ja,daję sygnały. Jadą do innego miasta.My zostajemy,strasznie poobijani,to już nie ta rodzina
to już rodzina bardzo chora.Ja boję się wszystkiego-telefonu,pukania do drzwi,listonosza,
ludzi na ulicy.Mam tylko w sobie strach i rozpacz.Już dawno przestałam być dla siebie ważna.
Syn zaczyna pracować.Historia się powtarza.Dziewczyna to widzi, ale jest z nim.Zaręczają się
Za trochę ślub.Jadę do nich.Przy nim-proszę dziewczynę,żeby jeszcze zaczekała.Mówię jej
o nim wszystko.Słucha,przerażona,ale na koniec mówi"ja za niego wyjdę"
Wychodzę i czuję się jak ktoś, kto chce sobą zatrzymać pędzący pociąg.Córka mi mówi,
''Mamo,to nie tylko alkohol, to chyba też i hazard."Wiemy i nie wiemy nic.
Czuję, że tracę rozum,ale modlę się,Nieudolnie, jak cała moja nieudolna wiara.
Panie Boże,zabierz mi wszystko,co moje osobiste,zostaw mnie w jednej koszuli, bez dachu
nad głową--tylko zwróć mi syna--zdrowego i uczciwego.Zwróć go nam,bo nie wie co robi"
Bóg,spełnia moją modlitwę,stopniowo,jakby mi się przyglądał ile wytrzymam.Spełnia modlitwę
do połowy.Wali mi się wszystko.
Moja synowa--już na zawsze będzie w mojej głowie.Jest mi kimś bliskim, ale nie pojmuję jej.
Nie żali się,ukrywa syna przed światem.
Mój syn-na utrzymaniu żony,chory, bardzo chory.Zmiany neurologiczne i inne,widoczne
w wynikach badań i widoczne gołym okiem.W ostatniej naszej rozmowie,widzę w nas
podobieństwo.Ja jak dziecko,mówię nieskładnie, gubię się,drżę w środku,ale mówię
"Synu,Ty umierasz"On jak dziecko--stoi,pokornie słucha,ale nic nie przyjmuje do siebie,
drży,mówi i płacze "wiem co Wam zrobiłem"
Ja,już nie potrafię rozpaczać.Zadaję sobie pytania,bez odpowiedzi.Rozmawiam w myślach
ze śmiercią,ale ta też mi nic nie odpowiada.Nie sięgam po pomoc,nie mam siły jej przyjąć
i chyba nie chcę.Mąż i córka jesteśmy razem w tej trudnej miłości.
Czasami tylko, ogarnia mnie dziwny spokój.Wtedy pytam "Panie Boże, czy spełnisz ,moją
drugą część modlitwy.
Dziękuję za cierpliwość. L.


Obserwuj wątek
    • sabinac-0 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 19.01.11, 16:58
      lena1952 napisała:

      > Taka normalna rodzin
      > a,jak wiele.
      > pojawia się kryzys w związku,no ale ja kryzysu ładnie prze
      > jść nie umiałam (...) moje dziec
      > i tego kryzysu
      > nie zapomną.
      > Moja córka--cudowna,ambitna,b
      > ez problemów
      > Mój mąż--ambitny,dużo pracujący,ciepły,dobry ojciec,zawsze przy mnie.
      > Mój syn--bez żadnych problemów

      Z Twoich slow wynikaloby, ze wszyscy to chodzace idealy i gdyby nie "Ty i Twoj kryzys" bylaby sielanka bez skazy.
      Tyle ze kryzysy tak z niczego sie nie biora.

      > .Posłuszny,
      > grzeczny,kulturalny,wesoły,wszędzie lubiany

      Tak widzial swa role syna i czlowieka - puzzla w ukladance pt "obrazek szczesliwej rodziny jak w reklamie margaryny".

      > On z nas wszystkich,p
      > otrzeb miał
      > najmniej.Najmniej mówił o sobie. To my od czasu do czasu
      > wybuchamy
      > w domu różnymi nastrojami,ja w tym zajmuję pierwsze miejsce.

      Czyli cos sie dzieje - "nastroje" i wybuchy zlosci zawsze maja przyczyne, najczesciej sa nia te emocje, ktorych sie nie wyraza by nie zepsuc puzzli.

      > On łagodzi obyczaje
      > ,bez złości bez pretensji,działa jak balsam

      Skoro sama sie karzesz za okazywanie uczuc, chlopak sie nauczyl, ze dla dobra ogolu trzeba wkladac maski.

      > pojawiają się kłamstwa,częst
      > o zupełnie
      > nieuzasadnione.Rozmawiamy w różnym tonie,a on spokojny,nie zaprzecza,ale i nie
      > przyznaje się,nic nie obiecuje,czasem płacze.Jest zawsze z nami--na czas,punktu
      > alny.

      Jak maska za bardzo przyrasta do twarzy, wywoluje alergie.

      > Kłamstwa,oszustwa,alkohol,długi.Koniec edukacji.Jest znów z nami.Robi to co chc
      > emy.
      > A chcemy różne rzeczy,głównie ja chcę.On nie protestuje,a przecież może.

      Wie od dziecka, ze protestowanie jest zle - w koncu Ty do dzis masz wyrzuty ze swego czasu "zle przeszlas kryzys" lub "mialas nastroje" tzn. osmielilas sie na cos protestowac.

      > rozmowy,często mój monolog.On nie mówi o sobie prawie nic.
      > Kupujemy małą
      > firmę-
      > dla niego.Może tu się odnajdzie.Pomagamy. (...) rujnuje to wszystko-zostają długi.Płacimy.On o to nie prosi.
      > .Dziewczyna (...) Przyjmuję ją ładnie.ale z dystansem, nie zachę
      > cam.
      >.Boję się o nią.(...).Trochę ,mówię ja,daję sygnały.

      W skrocie: usilujesz za wszelka cene kontrolowac syna, kazda jego aktywnosc, jego zwiazek.
      Tyle ze chyba nigdy nie zdolalas kontrolowac wlasnego zycia.

      On nie chce zadzierac (bo "zlosc jest zla i psuje puzzle", to juz wie) wiec przyjmuje postawe bierno-agresywna czyli "kreta" tzn. jest milusi gdy go glaszcza a jak nikt nie widzi podkopuje grzadki.

      > Przy nim-proszę dziewczynę,żeby jeszcze zaczekała.M
      > ówię jej
      > o nim wszystko.
      > (...) to chyba też i hazard."Wiemy i nie wiemy nic.

      I nie kontrolujecie - byc moze to wlasnie przeraza Cie najbardziej.

      > "Synu,Ty umierasz"On jak dziecko--stoi,pokornie słucha,ale nic nie przyjmuje do
      > siebie,
      > drży,mówi i płacze "wiem co Wam zrobiłem"

      Wie, ze zepsul pieczolowicie budowany pastelowy obrazek szczesliwej rodzinki.

      Powiedz szczerze - bardziej ci zal syna, synowej, siebie samej czy tego obrazka?

      Bo on chyba nawet nie dostrzega, ze prawdziwa krzywde zrobil samemu sobie. I byc moze w tym jest najbardziej podobny do Ciebie.
    • niki_de Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 19.01.11, 17:05
      Leno Droga (mam nadzieję, że nie pogniewasz się za "Droga", że sobie na taką bezpośredniość pozwalam)

      nic mądrego nie napiszę, bo nie potrafię, sama nie rozumiem tego co wydarza się czasami mi, innym... Przeczytałam Twój list i "poczułam" na tyle na ile mi serca starcza.

      Trzymaj się dzielnie, dużo, dużo ciepła wysyłam.
      Może to infantylne, ale wciąż wierzę, że cuda się zdarzają.

      Pozdrawiam
      Niki
      • lena1952 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 19.01.11, 22:25
        Niki droga, dziękuję Ci za ciepłe słowa. Czuję w Tobie bratnią duszę,odkąd Cię tu poznałam.
        Wiesz, kiedy Mój syn studiował,pojechaliśmy z mężem Go odwiedzić.W domu, w którym
        mieszkał zastaliśmy sytuację w której tylko płakać. I ja płakałam.Przyszła właścicielka domu.
        Starsza pani,stała bardzo cicho, potem podeszła do mnie i mnie przytuliła, mówiąc,
        Niech pani nie płacze,taki syn się może trafić w każdej rodzinie. Nigdy tego przytulenia
        nie zapomnę.
        Ja spodziewam się tu linczu,przyjmę go z pokorom.Nie będę nawet dyskutowała.
        Śpij spokojnie.L.
        • niki_de Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 19.01.11, 23:13
          Leno,

          Dlaczego ktoś miałby Ciebie linczować? Kto ma do tego prawo? Każdy z nas ma swoje demony i boryka się z nimi, raz lepiej, raz gorzej. Cierpienie wypacza widzenie siebie.

          Myślę, że wiele osób przeczytało i przeczyta Twój list, tyle, że słowa są takie bezradne.
          Nie jesteś sama.
          Pozdrawiam Cię i również życzę mocnego, dodającego siły snu. Czasami we śnie widzi się niektóre sprawy klarowniej.
          Uściski
          Niki


        • sabinac-0 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 21:14
          lena1952 napisała:

          > Ja spodziewam się tu linczu,przyjmę go z pokorom.Nie będę nawet dyskutowała.

          Lena, nikt nie chce Cie linczowac.
          Ty sama sie linczujesz biorac na siebie wine za wszystko - za rodzine, za los jej czlonkow, za postepowanie Twojego syna.

          To Twoj syn odpowiada za wlasne zycie, nikt inny.
    • czlowieek Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 19.01.11, 23:12
      Masz problem. Al-anon to miejsce dla Ciebie. Wspólnota osób, które są w sytuacji podobnej do Twojej. Najbliższą grupę i wszystkie potrzebne informacje znajdziesz w ciągu minutki w internecie. Tam będziesz mogła odgadać się, wyrzucić z siebie ten nadmiar słów i uczuć, poznać siebie, swój problem, zapoznać się z doświadczeniami innych osób, a przede wszystkim, jeśli tylko będziesz chciała, zacząć pracę nad sobą. Poprawić swoje życie.

      No i ... do poradni leczenia uzależnień, takiej darmowej, publicznej najlepiej, żebyś rozpoczęła pracę niełatwą, zmianę. Tutaj pod opieką psychologa.

      Te dwie rzeczy... albo będziesz męczyć się dalej. Innych dobrych możliwości nie ma.

      Twój syn sam musi upaść i podnieść się. Każdy leczy siebie. Jeśli chce.

      Pozdrawiam Cię.
    • boja55 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 09:53
      Miłość matczyna do syna bywa ślepa i nie obwiniaj się o to.Jest szansa,że może być lepiej i tak na to patrz.Podam Ci mój przykład.Piłem dużo bardziej niż Twój syn,sięgnąłem dna i powstałem. Mając już parę lat abstynencji wpadłem w hazard,grając w zakładach bukmacherskich, gdzie wpadłem w bardzo duże długi,jeszcze do dziś spłacam kredyt.Wyszedłem i z tego,więc jak widzisz można.Widzę,że bardzo chcesz pomóc synowi,więc najpierw pomóż sobie.Sama musisz udać się na terapie dla współuzależnionych,udaj się też na miting Al-Anon,tam dostaniesz pomoc, tam nauczysz się jak pomóc synowi.Nie robiąc nic ze sobą,robisz krzywdę sobie i synowi.
      Ciepło pozdrawiam.
    • e4ska Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 10:56
      Hej, Leno!

      Zdaje się, ze jesteś pesymistką, a tymczasem, z optymistycznego punktu widzenia, szklankę masz do połowy pełną! ;-)

      Czemu nie cieszysz się należycie z mądrej i miłej córki? Dwoje dzieci to zawsze dwoje dzieci, a nie jedno. Zamiast ciągnąć się w górę, ty osuwasz się w dół. Cóż, łatwiej zjeżdżać niż się wspinać, ale za to - jaka to przyjemność zasiadać na górze...

      Taka choroba złej identyfikacji czy co?

      Uśmiechu beztroskiego życzę i odwagi w przyjmowaniu tego, na co nie mamy wpływu. Dbaj egoistycznie o swoje zdrówko - bardzo miłe przedsięwzięcie, zapewniam :-)

      Zapytam z ciekawości prawdziwej: czy syn jest młodszym, czy starszym dzieckiem? Bo zazwyczaj młodsi synowie uwielbiają marnotrawność... Ale to chyba nie reguła.

      Pozdrowienia i czekam na twój wpis.
      • lena1952 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 11:42
        Do--e4ska.
        Dziękuję,mój syn ma 35-lat, to już nie jest dziecko.
        Ciężko mi jest dzisiaj coś pisać, bardzo przeżyłam ten mój wczorajszy list.
        Dziękuję Wam wszystkim, ja wiedziałam gdzie piszę.Muszę ochłonąć.L.
        • jasiulek61 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 12:01
          Droga Leno! Możemy podać sobie rękę .Czytając co napisałaś -to tak jak ja bym napisała o swoim synu.Wiem co czujesz.Na pewne sprawy nie mamy wpływu.Zadbaj o siebie .wspieraj syna ale to On musi podjąć świadomą decyzję o leczeniu.Mój syn jest po terapii ale się rozwiódł.Ma 5 letnią ćóreczkę 7 miesicy nie pił i co, wrócił do nałogu.Jeszcze pracuje,a ja nie mogę nic zrobić ale robię coś dla siebie,. chodzę na spotkania AL-anonu,.pracuję ,czytam,haftuję,spotykam się z ludzmi poprostu muszę żyć,.Czasami serce pęka mi z bólu ale mam drugiego syna,troje wnucząt , meża, przyjaciół i wiarę ,że bdzie dobrze!Pozdrawiam serdecznie .
          • e4ska Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 14:11
            A to smutna wiadomość, Jasiulku... Cóż, mało kto załapuje trzeźwość po pierwszej terapii. Czasami potrzeba ich kilka, a i tak na końcu okazuje się, że się po prostu zaczyna podchodzić do problemu samodzielnie i wtedy można sobie radzić Całkiem dobrze i bez nijakich stresów.

            Te siedem miesięcy to i tak całkiem nieźle, bo są tacy, co wracają do domu pijani na umór.

            Dlatego, jeśli masz z synem dobre kontakty, to nie dyskutuj, czy terapie pomogła, czy nie pomogła, ale mu powiedz, że jak się chce nie pić, to się nie pije bez terapii - żadnych wymówek. A rozwód? Jeszcze nie koniec świata... to codzienność. Pewnie ktoś inny mu pisany, a dobrych synowych nigdy za wiele ;-)))
    • myga Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 11:54
      jezeli wszystko tak cudownie piekne, to dlaczego jest tak zle? To twoja prawda. Jego moze byc calkiem inna.
    • aabroniewski Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 22:46
      ".Posłuszny,
      grzeczny,kulturalny,wesoły,wszędzie lubiany,też otwarty--ale inaczej..."

      Widocznie cała prawda ukryta jest, w tym < inaczej>.

      Wychodzi na to, że nie znasz swojego syna i kogo tu obwiniać, skoro córka, wychowywana w tym samym domu, nie sprawia żadnych problemów ?
      Kim jest Twój syn - alkoholikiem, hazardzistom..... , a może jeszcze kimś innym ?
      To trzeba wiedzieć - inaczej wciąż będziesz błądzić.
      Postaw to pytanie: Kim On jest?
      I spróbuj na nie odpowiedzieć - niekoniecznie dzisiaj.

      Przypomniał mi się program /Strefa 11/ kiedy to, w jednym z odcinków pokazano niezwykły fenomen - młody chłopak materializował wodę.
      Gdy przebywał, w jakimś pomieszczeniu na suficie pojawiały się krople wody, ale tylko wtedy gdy był sam.
      Przyjechali ze Strefy, kręcili głowami...
      Wreszcie ktoś wpadł na mądry pomysł i ustawił ukrytą kamerę - okazało się, że chłopak miał, w kieszeni strzykawkę z wodą.
      Wcześniej opryskiwał łazienkę tak, że fachowcy rozbili kafelki i wymienili wszystkie rury.
      Jego też nikt nie znał.
    • burza15a Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 20.01.11, 23:12
      Jestem takim sk.....synem.
      Wykorzystuję matkę ile mogę. Wciskam jej kit i ona wierzy. A ja popijam i czaruje jak umiem, bo wiem, ze ona to łyknie.
      Gdyby mnie kopnęła w dupę, to dawno musiałbym się wziąc do roboty.
      I mam taka frajerkę, która wie, ze ja niebieski ptak, a jest ze mną i opędzić się od niej nie mogę.
      To są właśnie pomagierki.
      Lubie rozrywkowy tryb zycia i one mi w tym pomagają.


      • e4ska Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 00:01
        No wreszcie ktoś interesujący na tym forum...

        Oczywiste, drugi po Auguście - albowiem na pierwszego nie ma leko (lekko).
        :-)))
        • lena1952 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 09:53
          Bardzo Wam wszystkim dziękuję: Niki, Człowieek, Boja.
          Dziękuję za wsparcie i dobre słowa.
          Do Ciebie Sabino--czuję się w obowiązku, ponieważ zadałaś mi pytanie,czego mi żal?
          syna, synowej, siebie samej,rodziny?Sabino,żal mi i rozpaczam, raz osobno- o syna,o synową,o siebie, o rodzinę, a raz o wszystko razem.Taka rozpacz matki, każdej matki, która chciałaby mieć dobrą i szczęśliwą rodzinę.Mnie nie wyszło.Sabino, mnie się wydaje, że ta moja rodzina nie do końca w tym obrazku taka pastelowa.Są tam też inne barwy.Dziękuję Ci Sabino, za tę analizę.Ja też tak często analizuję.Pozdrawiam Cię.
          e4ska--Moja Droga, dziękuję Ci za za oddanie mi tego, co chyba mi się należy.Tak-ogromnie się cieszę z córki-to mój przyjaciel.Dziękuję e4ska.
          aabroniewski-tak o tym''inaczej''myślę najczęściej.Dziękuję za wnikliwość.Pozdrawiam
          Jasiulek-Jestem z Tobą, aTwoje przytulenie, to takie matczyne przytulenie. Polecam Ci książkę
          starą książkę-ot taka sobie biografia Toulousa Lautreca ''Moulin rouge''.Jest tam w cieniu
          opisana postać matki.Przeczytaj jak możesz.
          Burza-Jak idę ulicą i widzę na ławce zapitego człowieka, to sobie myślę''oTen, to chociaż
          potrafi się przyznaći w tym momencie nazwać.Taką cechę szanuje u ludzi
          Będę do Was wpadała, ze swoimi przemyśleniami i troskami.Lena.
          • e4ska Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 11:12
            Leno... Kiedy się w porządnej rodzinie trafia czarna owca, na nic rodzicielskie łzy i przedsięwzięcia. Ty, zdaje się, tłumaczysz to, co się wydarzyło, w kontekście pijanej teorii uzależnienia i współuzależnienia. I krąg się zamyka.

            Spróbuj wyjść poza ten ciasny kawałek podłogi, a zobaczysz problem inaczej... może też uspokoisz się i nie będzie cię dręczyć poczucie winy?

            Tanie i prymitywne teorie psychologiczne warunkują postępowanie człowieka od wychowania w rodzicielskim domu. Bzdura, Leno. Gdyby tak się działo, każdy skowronek latałby po swojemu, a nie w zgodzie z naturą latania wszystkich skowronków. Jaki jest człowiek, zależy od pani z przedszkola, od nauczycieli, a najbardziej od rówieśników. A jeszcze najbardziej od genów, a tych zmienić nie można.

            Pytałam, czy syn jest młodszym dzieckiem (tak, dzieckiem, zawsze nasi synowie i córki są dziećmi, a ja i ty jesteśmy dziećmi dla naszych rodziców). Tak się dzieje najczęściej, że dziecko młodsze otrzymuje jakąś szczególną modyfikację genetyczną... Słyszałaś o teorii popartej badaniami empirycznymi, że najmłodszy syn w rodzinie wielodzietnej rodzi się gejem? Jakby natura nie chciała, abyśmy się rozmnażali bez opamiętania.

            Wiec trzeba akceptować dziecko takim, jakim jest. Lepiej przecież, że żyje, że można z nim spotkać się i porozmawiać niż nosić lampki na grób. Gdyby nie twoja realna pomoc i opieka - kto wie, czy nie zapiłby się wcześniej... Ilu młodych narkomanów i pijaków ginie, zanim zaczęło naprawdę żyć.

            Nie chodzi mi o nadskakiwanie czy podawanie gotowego, ale o utrzymywanie kontaktu i pozytywną motywację. Niech próbuje od początku. Sam. Bez rodzicielskich pieniędzy, bo darmowego nie szanujemy.

            Co do niezbadanych wyroków Bożych: kiedy ma się 32-letnie dziecko, nasz organizm starzeje się i różne dolegliwości fizyczne zaczynają doskwierać. Ale w końcu mamy wspaniałą służbę zdrowia, której w marnotrawieniu kasy żaden syn marnotrawny nie prześcignie ;-)

            zdrufka :-)))
          • sabinac-0 Re: Marnotrawny syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 12:13
            lena1952 napisała:

            > Taka rozpacz matki, każ
            > dej matki, która chciałaby mieć dobrą i szczęśliwą rodzinę.Mnie nie wyszło.

            By rodzina byla szczesliwa WSZYSTKIM jej czlonkom musi na tym zalezec. Jesli owa walka o szczescie jest tylko heroicznym zmaganiem jednej osoby, nie moze sie udac.

            Jak zona i matka Ci powiem: nie mozna w zyciu walczyc ani o rodzine, ani o meza, ani o dzieci. Mozna tylko o siebie. Przez 20 lat walilam glowa w sciane zanim to pojelam.
      • aaugustw Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 09:15
        burza15a napisał:
        > Jestem takim sk.....synem.
        > Wykorzystuję matkę ile mogę. Wciskam jej kit i ona wierzy. A ja popijam i czaru
        > je jak umiem, bo wiem, ze ona to łyknie.
        > Gdyby mnie kopnęła w dupę, to dawno musiałbym się wziąc do roboty.
        > I mam taka frajerkę, która wie, ze ja niebieski ptak, a jest ze mną i opędzić s
        > ię od niej nie mogę.
        > To są właśnie pomagierki.
        > Lubie rozrywkowy tryb zycia i one mi w tym pomagają.
        ______________________________________________.
        Burza, takim szczerym wpisem przypodobales sie nie tylko Esce...! ;-)
        Oczywiscie, masz racje... - Tak zbudowane jest to nasze chore zycie...!
        Kazdy robi pod siebie... - Mamuska, bo chcialaby miec malego
        syneczka az do swojej smierci (przewaznie jest odwrotnie...).
        Syneczek (35!), bo tak go od pieluszek nauczono, a zonka syneczka,
        nie dajaca sobie rady z wlasnymi kompleksami pomaga dobijac
        mamie syneczka...
        (syneczek bedzie mial 110 kg zywej wagi, a mamuska dalej
        bedzie go podkarmiac, mowiac jak on zle wyglada...!).
        Czas na opamietanie, zal za grzechy, wyrzuty sumienia i placz
        przychodzi dopiero pozniej, najczesciej wtedy, kiedy jest juz za pozno...! :-(
        A...
        • lena1952 Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 10:09
          Dobrze Auguście znów Cię czytać.
          Ostre to słowa i mądre.Tak, tak zbudowane jest to nasze chore życie.
          Wielką sztuką jest się w nim poruszać.
          Pozdrawiam Cię serdecznie. L.
        • lena1952 Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 10:13
          Teraz dopiero zauważyłam, że zmieniłeś Auguście tytuł mojego listu.
          Tak też może być.Lena.
          • jasiulek61 Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 11:39
            A ja dziękuję esce.Postępuję właśnie tak jak napisałaś.Ale miło usłyszec potwierdzenie,. że się dobrze zachowuję.Kontakt z synem mam bardzo dobry nie szczególnie rozwodzę się na temat jego picia. On sam musi chcie i tyle.Pewnie .że myleśle o nim,. martwię się jednak nie tracę nadzieii. Syn mieszka od nas 560 km a ja Go namawiam żeby do nas wrócił i nie wiem cz dobrze robię.? On jak podpity to by wracał a po trzeżwemu nie.Po rozwodzie mieszka w hotelu.Mam nadzieję, że bedę mogla tu napisać - mój syn nie pije,czego życzę innym matkom, żonom itp.Pozdrawiam.
            • e4ska Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 12:05
              Jasiulku, jeśli kochamy nasze dzieci, to czemu męczyć się i ukrywać tę miłość? Jasne, nie wyręczać i nie pomagać za wiele wtedy, gdy kto jest nie tylko pijakiem, ale też PRÓŻNIAKIEM. Próżniaka zmusić do roboty potrafi tylko rózga Pani Biedy. Nie żadne psychologi czy terapeuty.

              Nie wiem i nikt chyba nie wie, czy lepiej, żeby twój syn wrócił do domu. W moim przekonaniu - powinien trzymać się z daleka. Nie tylko dlatego, że w ten sposób musi chociaż od czasu do czasu wytrzeźwieć, żeby zarobić na swoje utrzymanie, ale z prozaicznego powodu, że synowie powinni pozostawać z daleka od mamy... Nie wiem, dlaczego tak uważam, ale uważam. Może dlatego, że sama bardzo kocham samodzielność? Że znam tyle rodzin, w których wspólne zamieszkiwanie dwóch pokoleń prowadzi do dramatycznych nieraz, a na pewno karczemnych awantur?

              Mnie się też tęskni nieraz za moim synem (nieuzależniony), ale wolę, żeby miał "swoje" niż nie wiadomo czyje. No i to on mnie wspomaga materialnie, a nie ja jego. Chociaż na dobrą sprawę żadnego wsparcia mi nie potrzeba, ale któż nie lubi prezentów? Ja np. lubię...

              Najlepiej kochać i przyglądać się, czasem coś doradzić, czasem pochwalić, a czasem zdziwić się... ale nie wtrącać się ani nie rządzić. Chyba że dziecko samo poprosi.

              Macierzyństwo wymaga trudnej sztuki dyplomacji - potocznie: sprytu i cwaniactwa...
              ;-)))
              • jasiulek61 Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 22.01.11, 09:46
                Dziękuję eska.Zgadzam się z Tobą w zupelności. Ja nie pomagam synowi materialnie,. chociaż ostatnio to mu się pogorszyło .Płaci za hotel, alimenty jak się widzimy to kupuję mu prezenty np -koszulki,.Syn mieszka w Krakowie a tam szanse choćby na kawalerkę marne.Tak myślałam jak by przyjechał to ja też bym nie chciała żeby mieszkał z nami ale żeby wziąl kredyt, spłcał go i kupił kawalerkę.W Krakowie nie ma nikogo.Wychował się nad jeziorami wśród lasów i tak myśle że tu by czul się lepiej. Rozpisaam ale jest mi lżej jak sie z kimś pdzielę .Trudne to wszystko,. ale w życiu wszystkiego trzeba doświadczyc-to wzbogaca!Pozdrawiam
                • e4ska Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 22.01.11, 12:13
                  To ja dziękuję, bo takie problemy - tzw. samo życie... O czym można porozmawiać dla nauki i dla satysfakcji umysłu.

                  Wydaje mi się, że syn, młody jeszcze, nie doznał nostalgii za stronami rodzinnymi. To przychodzi z wiekiem.

                  A najważniejsze: czy znalazłby jakąś nową miłość wśród lasów i jezior? W Krakowie musi się mocować z trudnościami, ale też ma większe szanse poznać kogoś - a kto wie, czy nie ułoży się lepiej w jego sprawach osobistych?

                  Że jest to możliwe, świadczą wpisy na forach żon współuzależnionych. Bardzo się kobitki skarżą i narzekają, bo ich pijak, któremu oddałyby pół wątroby i trzustkę, dotąd pił, do kiedy nie znalazł sobie innej dawczyni organów duchowych. I teraz nie pije... a co za tym idzie - zarabia całkiem inaczej, i...

                  Z punktu widzenia porzuconych małżonek sprawa jest niemoralna, ale z perspektywy pijaka?- to sama wiesz ;-)))
                  • aaugustw Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 22.01.11, 12:31
                    e4ska napisała:
                    > Z punktu widzenia porzuconych małżonek sprawa jest niemoralna, ale z perspektywy pijaka?- to sama wiesz ;-)))
                    ___________________________________.
                    Radosc taka trwa krotko dla mamy i synka...! :-(
                    Choc czasami lepiej porzucic, jak wytrzezwiec...! ;-)
                    A...
                  • jasiulek61 Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 23.01.11, 10:46
                    Masz rację ! Niech sobie radzi sam, i jak piszesz może pozna jakąs dziewczynę.Ja bede się z boczku przyglądała. Mam tydzien urlopu i jadę w góry na narty- należy mi się odpoczynek ! Pozdrawiam
                • aaugustw Troska o syna i sentymentalne wspomnienia mamy... 22.01.11, 12:20
                  jasiulek61 napisała:
                  > ... Syn mieszka w Krakowie a tam szanse choćby na kawalerkę marne.Tak myślałam jak by przyjechał to ja też bym nie chciała żeby mieszkał z nami ale żeby wziąl kredyt, spłcał go i kupił kawalerkę...
                  ________________________________________________________.
                  "Rodzice daja dzieciom skrzydla, ale fruwac musza one juz same"...
                  A...
            • aabroniewski Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 12:11
              Niektórych wystarczy "popchnąć" i dalej już sobie radzą sami - szczególnie ci, którym chęci do normalnego życia odebrały chore relacje z rodzicami.
              Trzeba się tylko wyprowadzić i zacząć żyć samodzielnie - przełamać zakorzenione lęki...
              Taka matka z własnego syna zrobi kalekę - niedołęgę życiowego / jeżeli do tego jest uzależniona to mamy do czynienia z jeszcze gorszą sytuacją/.
              Natomiast czy u Tomaszka z Nocy i dni mamy się dopatrywać jakiś błędów wychowawczych czy też - jak napisała Eska - wady genetycznej, pozostawiam do rozpatrzenia uczonym.
              Tzw. silny charakter nie pozwoli sobie na dominację i kwestie rodzinne rozwiąże bardzo wcześnie, natomiast wrażliwcy są jak gąbka - chłoną różne śmieci, a później strasznie przez to cierpią.
              • lena1952 Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 13:04
                Pisałam Wam o mojej nieudolnej modlitwie,może powinnam tak,
                Panie Boże, zostaw mojego syna w samej koszuli, bez dachu nad głową,
                Niech wróci do nas dobry i uczciwy.
                Nie potrafiłam, nie miałam siły.Wystawiłam siebie.Bardzo błądziłam i błądzę.
                L.
                • aaugustw Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 13:40
                  lena1952 napisała:
                  > ... może powinnam tak,
                  > Panie Boże, zostaw mojego syna w samej koszuli, bez dachu nad głową,
                  > Niech wróci do nas dobry i uczciwy.
                  > Nie potrafiłam, nie miałam siły.Wystawiłam siebie.Bardzo błądziłam i błądzę.
                  ______________________________________________________.
                  To bardzo wymagajaca i "pożądliwa" modlitwa... - Ty stawiasz sie
                  w takiej modlitwie ponad wszystko... - To tak, jakbys chciala nad wszystkim
                  miec wladze i jakbys chciala Bogiem dyrygowac...!
                  W AA nauczylem sie pokorniejszych modlitw, np:
                  "Boze, uzycz mi pogody ducha, abym godzil sie z tym, czego nie moge zmienic.
                  Odwagi, abym zmienial to co moge zmienic i Madrosci, abym rozroznial jedno od drugiego".
                  Albo modlitwa dziekczynna, ktora wyzwala z wszystkich klopotow zycia. Dziekowac za to co juz posiadasz i czego jeszcze nie masz... - Wszystko co Ci sie przytrafilo sluzy czemus dobremu, jezeli zaakceptujesz to jako lekcje dana Tobie do odrobienia...
                  Badz wola Jego, a nie Twoja...!
                  A...
                • sabinac-0 Re: Okaleczony syn-- sercem i oczami matki. 21.01.11, 14:19
                  lena1952 napisała:

                  >.Wystawiłam siebie.

                  To. Wlasnie to.

    • aaugustw Do Leny... 21.01.11, 13:25
      lena1952 napisała:
      > ... Mój syn-na utrzymaniu żony,chory, bardzo chory.Zmiany neurologiczne i inne,wido
      > czne w wynikach badań i widoczne gołym okiem.
      _____________________________________________________________________.
      Droga Leno, dopiero teraz przeczytalem Twoj pierwszy list bardzo szczegolowo... - Chcialbym Cie przeprosic za tytul, ktory uzylem w moim liscie... - Nie zauwazylem, ze syn Twoj nie jest
      chory tak, jak Ty nam tu przedstawilas, lub jak ja to odebralem...(!?) - On nie jest od niczego uzalezniony, wiec i ja nie powinienem byl zabierac glosu w tym temacie, bo nie mam zadnego w tym wlasnego doswiadczenia, oprocz podejrzen, ktore sa tylko moimi spekulacjami...
      Czytajac Twoje slowa, zobaczylem przed oczyma tych wszystkich innych mlodych ludzi, ktorych dotknela schizofrenia, ktora w ostatnich czasach daje sie im we znaki...
      U mojego kumpla rowiesnika i w mojej rodzinie u brata widze dwa przypadki mlodych ludzi, ktorych dotknela schizofrenia. Oboje sa inteligentymi, spokojnymi chlopcami, oboje uzywaja troche alkoholu, troche gier, itp... - Oboje sa zagubieni i oboje wieku > 35 lat...
      Moj bratanek funkcjonuje juz od dluzszego czasu (z tabletkami i bez alkoholu) calkiem poprawnie. Ma dobra prace i zyje spokojnie w bliskim kontakcie z mama... - Z tym drugim sa jakies tam problemy...(!?). Jedno jest pewne: Tu nie ma winnych... - Tu jest choroba, ktora powinno sie zaakceptowac, pogodzic i probowac zrobic z niej jak najwiecej zdrowia dla wszystkich ze stron...
      A...
      • lena1952 Re: Do Leny... 21.01.11, 13:49
        Auguście, mój syn jest uzależniony od alkoholu, to wiem pewnie.Zrobił to podstępnie,
        z ogromną krzywdą dla siebie.Nigdy nie był zdiagnozowany pod kątem ch.psych.
        Wiem, że zakrył całego siebie.Tak że wiemy i nie wiemy nic.L.
        • aabroniewski August 21.01.11, 14:01
          Schizofrenia to bardzo poważna choroba objawiająca się między innymi różnymi omamami słuchowymi - skąd u Ciebie takie podejrzenie ?
          • aaugustw Re: August 21.01.11, 14:07
            aabroniewski napisał:
            > Schizofrenia to bardzo poważna choroba objawiająca się między innymi różnymi om
            > amami słuchowymi - skąd u Ciebie takie podejrzenie ?
            _____________________________________________.
            Znam szczegolowo obydwa przypadki, o ktorych napisalem...
            U mojego bratanka tak wlasnie ta choroba sie pojawila: omamami sluchowymi,
            ktore dzieki lekarstwom dzis juz (po paru nawrotach) sie nie pojawiaja...
            A...
            Ps. Nawroty nastepowaly zawsze po spozyciu alko... - Dzis juz nie pije i nie pali.
            Chorobe te trzyma w ryzach...(!?).
            Z tym drugim sprawa nie wyglada jeszcze rozowo...
            • aabroniewski Re: August 21.01.11, 14:29
              To, że ktoś np. chodzi zaniedbany nie oznacza jeszcze, że cierpi na schizofrenię - może nie przykłada specjalnej wagi do ubioru.
              Człowiek wierzący, w Siłę Wyższą /coś ,czego nikt nigdy nie widział/ też może być przez kogoś innego uznany z schizofrenika.
              W każdym razie dobrze robisz, Auguście, że starasz się wyciągnąć więcej informacji.

              Jaki ten pierzchnia jest niezwykle solidarny.
              • aaugustw Re: August 21.01.11, 14:47
                aabroniewski napisał:
                > To, że ktoś np. chodzi zaniedbany nie oznacza jeszcze, że cierpi na schizofrenię - może nie przykłada specjalnej wagi do ubioru.
                - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
        • aaugustw Re: Do Leny... 21.01.11, 14:01
          lena1952 napisała:
          > ... Nigdy nie był zdiagnozowany pod kątem ch.psych.
          > Wiem, że zakrył całego siebie.Tak że wiemy i nie wiemy nic.
          ___________________________________________________.
          Na czym wiec polegaja te, (jak sama napisalas):
          "Zmiany neurologiczne i inne,widoczne w wynikach badań i widoczne gołym okiem."...?
          A...
        • aaugustw Re: Do Leny... 21.01.11, 14:21
          lena1952 napisała:
          > Auguście, mój syn jest uzależniony od alkoholu, to wiem pewnie.Zrobił to podstę
          > pnie, z ogromną krzywdą dla siebie....
          ________________________________________________________________.
          Lena wybacz, ale Ty nie masz zielonego pojecia co to uzaleznienie alkoholowe...!
          W innym swym liscie napisalas z kolei, cyt:
          "Częściej wychodzi z domu, ale wraca na czas... sporadycznie pijany."
          "Córka mi mówi, ''Mamo,to nie tylko alkohol, to chyba też i hazard."
          A...
          Ps. Wy macie oczy, ale nic nie widzicie... - Macie serca, ale nic nie czujecie...
          (albo nie chcecie ani widziec, ani dopuscic do siebie PRAWDY, ktora wyzwala...!?).
          • lena1952 Re: Do Leny... 21.01.11, 14:37
            Auguście,ja napisałam dużo.''Sporadycznie',i.t.d.
            Mój syn oszukał samego siebie, padł ofiarą samego siebie.
            Teraz od kilku lat nie mieszka ze mną.
            Zmiany neurolog.to zmiany w EEG, zmiany inne, to zmiany w wątrobie.L.
            • aaugustw Re: Do Leny... 21.01.11, 14:53
              lena1952 napisała:
              > ... Mój syn oszukał samego siebie, padł ofiarą samego siebie.
              > Teraz od kilku lat nie mieszka ze mną.
              > Zmiany neurolog.to zmiany w EEG, zmiany inne, to zmiany w wątrobie.L.
              _________________________________________________.
              Hmm... - Nikt nie lubi strzelac sobie goli samobojczych...!
              Na czym, wg. Ciebie polega to "padniecie ofiarą samego siebie...?"
              I jakie to sa zmiany w EEG...?
              (o watrobie nie wspomne, bo moze byc ona zajechana z przetluszczenia...! - Ile syn wazy...?)
              A...
              Ps. (do AABroniewskiego): tamci dwaj takze mieszkaja juz poza
              domem rodzinnym i... jakos tam funkcjonuja...!.
              • lena1952 Re: Do Leny... 21.01.11, 15:35
                Nikt nie lubi puszczać sobie goli samobójczych, a jednak ludzie sobie puszczają.
                Paść ofiarą samego siebie, to dla mnie, tak się oszukać, tak zapętlić, że trudno z tego
                wyjść z pomocą i bez pomocy.
                Auguście,mój syn też jakoś funkcjonuje,--chodzi tylko o jakość tego funkcjonowania.
                A ta jest bardzo marna.L.
                • aaugustw Re: Do Leny... 21.01.11, 15:54
                  lena1952 napisała:
                  > Nikt nie lubi puszczać sobie goli samobójczych, a jednak ludzie sobie puszczają.
                  > Paść ofiarą samego siebie, to dla mnie, tak się oszukać, tak zapętlić, że trudn
                  > o z tego wyjść z pomocą i bez pomocy.
                  ___________________________________________________________________.
                  Jaki to musi byc czlowiek, aby "tak się oszukać, tak zapętlić, że trudno z tego wyjść z pomocą i bez pomocy."?
                  Czy nie widzisz tu choroby psychicznej...? -
                  Wg. mnie on potrzebuje fachowej pomocy lekarskiej...!
                  A...
                  Ps. W pierwszym swoim liscie napisalas; "koniec edukacji"...
                  Bylaby to kolejna dziwna zbieznosc z tymi "moimi dwoma", gdyby slowa te oznaczaly przerwanie studiow, gdyz ci dwaj "moi" takze rozpoczeli studia, ale nigdy ich nie skonczyli.
                • aaugustw Re: Do Leny... 21.01.11, 16:06
                  lena1952 napisała:
                  ::::::::::::::::::::::
                  ______________________________.
                  I znowu opuscilas dwa moje pytania...
                  Czemu nie odpowiadasz na wszystkie moje pytania, np:
                  - jakie to sa zmiany w EEG...?
                  - Ile syn wazy...? (chodzi mi o to, czy mocno przytyl w ostatnim czasie...?).
                  - czy leczy sie i jakie tabletki zazywa...?
                  - co z ta samarytanka ukrywajaca Twojego syna przed swiatem...?
                  - Jak myslisz, dlaczego ona to robi...?
                  Co jej naopowiadalas na syna przed slubem, ze mimo przerazenia wyszla za niego...?
                  A...
                  • lena1952 Re: Do Leny... 21.01.11, 16:44
                    Auguście, myślę że to nie jest przesłuchanie,bo wtedy przecież atmosfera się zmienia.
                    Pytania dwa opuściłam, bo ja myślę, że Ty mnie dobrze czytasz.Napisałam, zmiany w EEg
                    i wątrobie są w jego przypadku zmianami charakterystycznymi w chorobie alkoholowej.Syn jest
                    szczupły i nie bierze żadnych leków.Samarytanka to moja synowa,złego słowa o niej nie powiem,
                    a dlaczego Ona to robi?nie wiem.Auguście zwróć uwagę,że ja się nigdzie za nikogo nie wypowiadam.Czasami musiałam za syna, bo On mnie do tego zmuszał swoją postawą.
                    Czekam, jak synowa będzie mówić--będę słuchała.
                    O synu jej powiedziałam prawdę, wszystko, jakie są z nim problemy.Powiedziałam,
                    nie każda matka by się na to zdobyła,nie naopowiadałam, bo to różnica.Pozdrawiam Cię.
                    • aaugustw Re: Do Leny... 21.01.11, 17:43
                      Nie Lena, to nie jest przesluchanie, to tylko szczera chec pomocy Tobie,
                      a skoro wyeliminowalismy w PRAWDZIE wszystkie poboczne sprawy, a
                      i Ty przekonujesz nas, ze Twoj syn jest chorym alkoholikiem, to teraz
                      dopiero widze szanse podzielic sie z Toba moim doswiadczeniem, gdyz
                      ja takze jestem alkoholikiem, ktoremu udalo sie skutecznie zatrzymac
                      te chorobe i mam za soba dosc duze juz doswiadczenie...! -
                      Mysle takze, ze i Tobie przydala sie ta wirtualna spowiedz, ktora wypowiedziana
                      w malym gronie przynosi ulge... - Musze jednak powiedziec, ze prawdziwy
                      jej efekt osiagnac mozna dopiero w realnym zyciu...
                      Dzisiaj pozegnam sie juz, gdyz jade na Mityng AA... - Glowa do gory
                      i pamietaj; Ty jestes odpowiedzialna juz tylko za siebie...
                      A...
                      • pierzchnia Re: Do Leny... 21.01.11, 18:10
                        Dziwny człowiek z tego Broniewskiego - pojawił się jak meteor i nagle znikł, a do tego zrobił się zielony...
                        To jest chyba ta choroba, o której wspominał August.
                    • aaugustw Re: Do Leny... 22.01.11, 12:50
                      lena1952 napisała:
                      > ... zmiany w EEg i wątrobie są w jego przypadku zmianami
                      charakterystycznymi w chorobie alkoholowej....
                      __________________________________________________.
                      Lena, jestem do Twojej dyspozycji...
                      Od czego zaczniemy...? - Jak wyobrazasz sobie pomoc synowi...?
                      Czego oczekujesz ode mnie... (od nas)? - Co Ciebie interesuje...?
                      Co chcialabys wiedziec...!?
                      A...
                      • lena1952 Re: Do Leny... 23.01.11, 11:55
                        Jak wyobrażam sobie,pomoc synowi?
                        Auguście, otóż teraz to ja sobie już zupełnie tej pomocy nie wyobrażam-ani z błędami ani bez.
                        Dlaczego?-mój syn ma żonę, a ja zawsze uważałam,że w przypadku takim, matka- z pełnym
                        dla niej szacunkiem schodzi na plan dalszy.A ja z szacunkiem do jego żony, mogę być,
                        ale nie muszę.
                        Widzę i czuję( nie tylko ja) że dzieje cały czas źle.Ale co ja mogę?Jak mój syn nie chce,
                        tego zrozumieć,a synowa nie mówi nic.To jest kolejna sytuacja w moim życiu,której ja nie
                        mogę ogarnąć głową.
                        Czego oczekuję od Ciebie od Was?
                        Otóż oczekiwania moje w wielu miejscach spadły do zera.Dlatego pojawił się ten tu
                        mój smutny list,to wyraz stanu w jakim jestem.
                        Mogłam Wam powiedzieć.Usłyszałam od Was wiele mądrych słów i za to bardzo dziękuję.L.
                        • aaugustw Re: Do Leny... 23.01.11, 12:21
                          lena1952 napisała:
                          > Otóż oczekiwania moje w wielu miejscach spadły do zera.Dlatego pojawił się ten
                          > tu mój smutny list,to wyraz stanu w jakim jestem.
                          > Mogłam Wam powiedzieć.Usłyszałam od Was wiele mądrych słów i za to bardzo dziękuję.
                          ____________________________________________.
                          Czy Ty wiesz, ze taki dol i litowanie sie nad sama soba
                          doprowadza do ciezkich depresji i chorob...!?
                          Gdzie Ty jestes w tym wszystkim...? - Dlaczego stale
                          koncentrujesz sie nad nim... - Dlaczego nie robisz nic dla siebie...?
                          A...
                          • lena1952 Re: Do Leny... 23.01.11, 12:46
                            Bo muszę przyjrzeć się sobie,by zrozumieć.
                            " cóż to za matka, co nie uratowała swojego dziecka?L.
                            • aaugustw Re: Do Leny... 23.01.11, 17:40
                              lena1952 napisała:
                              > Bo muszę przyjrzeć się sobie,by zrozumieć.
                              > " cóż to za matka, co nie uratowała swojego dziecka?L.
                              _________________________________________________________.
                              Bylem na urodzinach u przyjaciela z AA, dlatego pisze dopiero teraz...
                              Widze, ze postawilas sobie mocny zarzut i nie bardzo go rozumiem...!
                              Od czego (lub kogo) Ty go chcesz uratowac...?
                              Jezeli na mysli masz alkoholizm, to najpierw powinnas zaczac chodzic na
                              spotkania Al-Anon, na ktorych dowiesz sie co Ty potrafisz... - Tam (m.in.)
                              dowiesz sie, ze Ty nie umiesz go od niczego uratowac, jezeli on sam tego
                              nie chce... - Ty mozesz pomoc tylko sobie...
                              A...
                              Ps. Nie stawiajmy sie w roli Bogow i nie myslmy, ze mozemy ratowac ludzi...!
                            • dydaki Re: Do Leny... 25.01.11, 13:31
                              lena1952 napisała:

                              > Bo muszę przyjrzeć się sobie,by zrozumieć.
                              > " cóż to za matka, co nie uratowała swojego dziecka?L.


                              Co to za matka, która nie pozwala dziecku decydować o sobie.

                              Przestań go całe życie kontrolować, pilnować, spłacać jego długi, załatwiać prace, myśleć za niego nawet nie wysłuchując wpierw czy on tego chce... Oszaleć idzie z rodzicem wiecznie kontrolującym i chcącym życ życiem dziecka.
                              Założę się, że nikt z waszej rodziny nie ruszył do tej pory czterech liter do poradni AA, ALAnon, itd. NIKT! A szczególnie TY, niby kochająca matka.... Bo wolicie chorego syna i bieganie koło niego zamiast realne rozwiązanie problemu ze specjalistą.
                              Żona zapewne głęboko współuzależniona pomaga mężowi się,... nie leczyć.

                              Brutalnie mówiąc- babrasz się sama w sobie, w swoich problemach z sobą, zawieszając emocje na synu-
                              zamiast iść do psychologa od uzależnień, od współuzależnień i z calą rodziną przejść długotrwałą terapię, i namawiać do niej synową a syna do spotkań AA.
                              • lena1952 Re: Do Leny... 25.01.11, 14:04
                                Dlaczego pytasz na różnych forach '' co robić''
                                piszesz''wszelkie rozmowy, nakłaniania''i.t.d.--nie skutkują.
                                Szczerze życzę Ci powodzenia.L.
                                • lena1952 Re: Do Leny... 25.01.11, 14:27
                                  Pozwól Ty decydować bratu.
                                  Nie obrażaj uczuć innych, co to ma znaczyć ''niby kochająca matka''.
                                  W logice,też trzeba być grzecznym.Oceń siebie,zobaczysz jakie to trudne.
                                  Radzisz innym, występujesz w imieniu innych,a sama pytasz ''co robić''.L.
                                  • dydaki Re: Do Leny... 25.01.11, 14:38
                                    Nie zauważyłaś, że ja nie pytam jak uratować alkoholika, ale jak uratować całą rodzinę w danej sytuacji i m.in. matkę tak głęboko współuzależnoną jak i TY. by cokolwiek dotarło do umysłu który potrzebuje mieć kontrolę nad synem a syn chory w tym stanie pomaga..

                                    Jesteś dużo młodsza od matki z mojej opowieści i do tego korzystasz z internetu gdzie wiedzy na ten temat masz na pęczki. Problem masz zaś bezpośredni. A może nawet poruszasz się samochodem a nie o kulach i do najbliższego AA i Alanon aż tak daleko nie masz by nie było śmiesznym wytłumaczenie żeś tam jeszcze nie dotarła.
                              • aaugustw Re: Do Leny... 25.01.11, 14:05
                                dydaki napisała:

                                > lena1952 napisała:
                                > > Bo muszę przyjrzeć się sobie,by zrozumieć.
                                > > " cóż to za matka, co nie uratowała swojego dziecka?L.
                                - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                > Co to za matka, która nie pozwala dziecku decydować o sobie.
                                > Przestań go całe życie kontrolować, pilnować, spłacać jego długi, załatwiać pra
                                > ce, myśleć za niego nawet nie wysłuchując wpierw czy on tego chce... Osz
                                > aleć idzie z rodzicem wiecznie kontrolującym i chcącym życ życiem dziecka.
                                > Założę się, że nikt z waszej rodziny nie ruszył do tej pory czterech lit...
                                > .......................................
                                _______________________________________________________.
                                To jest trzezwosc...! - Od razu zawladnelas moim sercem Dydaki...! ;-)
                                A...
                                • lena1952 Re: Do Leny... 25.01.11, 15:22
                                  August kiedyś napisał,
                                  ''Nikt Ciebie tu nie zna, więc otwórz to swoje serce,
                                  wyznanie obcemu człowiekowi trosk przynosi ukojenie''
                                  Pisał''podzielona troska jest połową troski''
                                  Teraz pisze''albo cichutko siedzieć i nie uskarżać się''

                                  Posiedzę cichutko.L.
                                  • dydaki Re: Do Leny... 25.01.11, 15:42
                                    Uprawiasz manipulację, chcesz grać na emocjach czytelników dla zaspokojenia swojego ego a nie chcesz rozwiązać problemu rodzinnego.
                                    Ustawiłaś się w roli ofiary-cierpiętniczki-dobrzechcącej. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Całe mozaiki.
                                    Modlitwy do boga "odbierz mi wszystko tylko uzdrów syna" - są tej samej zabobońskiej rangi, transakcyjnej, przekonania o Twojej wielkości. Musisz stanąć obok żeby to zobaczyć. Musisz wyjść poza schemat "niech się samo stanie" a wejść w schemat intensywnej pracy nad sobą ,. Gdy TY będziesz zdrowa to może będziesz w stanie innym pomóc. W obecnym stanie nie jesteś w stanie. Teraz musisz pomóc sobie nie brnąć w schizy wykorzystując do tego sytuację syna.

                                    Twój kierunek to AlAnon i terapia współuzależnień. Razem z Twoim mężem i córką, jeśli chce się w to angażować. I dziesiątki książek o uzależnieniach i współuzależnieniu. Kierunek dla Twojego syna to AA i terapia uzależnień, albo psychiatra i zidentyfikowanie choroby przez fachowca. Jego żona mu pomoże tylko jako świadoma nie-współuzależniona osoba.

                                    • lena1952 Re: Do Leny... 25.01.11, 18:10
                                      Nie oceniaj emocji innych.Jesteś niegrzeczna ,(na różnych wątkach)
                                      i to się nazywa brzydko--pyskata.Myślę że sobie poradzisz.L.
                                      • dydaki Re: Do Leny... 25.01.11, 19:05
                                        Ty też sobie "poradzisz" ..graniem "tej dobrej" i wyłudzaniem współczucia oraz poparcia dla...nic-nie-zmieniania. I wyszukiwaniem w rodzinie "ofiar" , przy których możesz szukać tematów zastępczych by z twoim osobistym życiem (nie-z życiem syna, ale Twoim Własnym) nie robić niiiiiccc..... Żyłaś jego życiem już tak długo, że się przyzwyczaiłaś i Ci tego by było brak.

                                        założę się, że noga Twoja w AlAnon nie postanie... bo chory syn jest Ci.... potrzebny jako chory, byś miała w życiu cel. z braku innego.
                                        • e4ska Re: Do Leny... 25.01.11, 23:41
                                          Dydaki, czy ty aby nie padłaś ofiarą terapeutów czy innych tego typu oszołomów?

                                          W każdym razie masz bardzo śmieszną koncepcję macierzyństwa. Ale psychologia w ogóle jest prześmieszna - zwłaszcza w wydaniu kieszonkowym.
                                      • sabinac-0 Re: Do Leny... 26.01.11, 13:13
                                        Leno, mysle ze Dydaki ma duzo racji.
                                        To prawda, ze "opiekun" i "obiekt pomocy" sa czesto polaczeni pajecza siecia wzajemnych zaleznosci - opiekun potrzebuje obiektu pomocy jak kania dzdzu, bez tego jego zycie traci sens. Niestety w ten sposob uniemozliwia swemu obiektowi staniecie na nogi - bo co zrobi, jesli jego obiekt przestanie go potrzebowac?

                                        Z pracy pamietam przypadek matki opiekujacej sie sparalizowana corka, biegajaca wokol niej i skarzaca sie wciaz, jak ja od tego biegania bola kolana - ale za kazdym razem, gdy corka chciala sie chocby czesciowo uniezaleznic i odciazyc matke, gdy chciala wrocic do bylego partnera, pojechac na turnus rehabilitacyjny lub chocby do fryzjera albo gdy ktos proponowal jej prace, matka tak dlugo mowila jej "nie, ty nie mozesz, jestes zbyt chora na to" albo wrecz "ty umierasz", az corka rezygnowala i wracala do lozka a matka mogla znowu skakac wokol niej skarzac sie na bol kolan.

                                        Pomysl, czy taka wlasnie destrukcyjna wiez nie laczy Cie z synem.

                                        Lekcewazaco wypowiadasz sie o Dydaki "pyskata" lub wypominasz jej zyciowe zakrety, by usprawiedliwic zamkniecie sie na tresc jej przekazu.
                                        Zauwaz, napisalam troche podobnie, ale gladko i grzecznie. Ciekawe, jaki powod znajdziesz, by i moje racje odrzucic - przetrzepiesz przegladarke w poszukiwaniu moich osobistych zwierzen i je tu wywalisz jako "argument"?

                                        Nie jestesmy doskonale, ale mialysmy podobny problem, co Ty - uzaleznionego bliskiego. Dzielimy sie naszymi zmaganiami nie po to by sie "wykazac doskonaloscia", lecz by inni mieli mozliwosc uczenia sie na naszych bledach a nie na wlasnych. Mozliwosc, ktorej my nie mialysmy.

                                        Nie wiem, czy Dydaki uratowala swego brata, nie znam szczegulow jej historii. Mnie nie udalo sie uratowac ani babci, ani przyjaciela, ocalilam jednak siebie a to juz sporo.
                                        • aaugustw Re: Do Leny... 26.01.11, 13:35
                                          sabinac-0 napisała:
                                          > Leno, mysle ze Dydaki ma duzo racji.
                                          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                          To jeszcze daleko do pelnej racji...!
                                          _____________________________.
                                          sabinac-0 napisała dalej:
                                          > ... Ciekawe, jaki powod znajdziesz, by i moje racje odrzucic - przetrzepiesz przegladarke w poszukiwani u moich osobistych zwierzen i je tu wywalisz jako "argument"?
                                          > Nie jestesmy doskonale, ale mialysmy podobny problem, co Ty - uzaleznionego bli
                                          > skiego...
                                          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                          Pozwol Sabino, ze odpowiem za Lene (jako doswiadczony mezczyzna, ojciec i maz zony - matki oraz ten, ktory spotkal sie na Mityngach otwartych i Zlotach AA z takimi problemami juz wielokrotnie...!).
                                          Nie bierz, prosze mojej odpowiedzi jako atak na Ciebie...!
                                          Jedyna odpowiedzia i powodem (o czym Lena sama nie wie), a o ktory Ty ja pytasz jest slowo: MATKA...!
                                          Pozdrawiam Cie serdecznie:
                                          A...
                                          Ps. Takie wypowiedzi przekonuja mnie do Wspolnoty AA, bo ja sam moge sie zawsze pomylic...!
                                          • sabinac-0 Re: Do Leny... 26.01.11, 17:03
                                            aaugustw napisał:

                                            > To jeszcze daleko do pelnej racji...!
                                            >
                                            Zakladam, ze pelna racje ma tylko Pan Bog.
                                            Dajmy jednak pokoj tej filozofii, bo tylko rozwadniamy temat.


                                            > odpowiem za Lene (jako doswiadczony mezczyzna, ojciec i maz z
                                            > ony -
                                            > jest slowo: MATKA...!

                                            Troche denerwuje mnie ta apoteoza macierzynstwa w wydaniu madonnowato-matkopolkowym.
                                            Jako matka powiem Ci - macierzynstwo nie sprawia, ze przestaje sie byc czlowiekiem. :)
                                            • aaugustw Re: Do Leny... 26.01.11, 17:20
                                              sabinac-0 napisała:

                                              > aaugustw napisał:
                                              > > To jeszcze daleko do pelnej racji...!
                                              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                              > Zakladam, ze pelna racje ma tylko Pan Bog.
                                              > Dajmy jednak pokoj tej filozofii, bo tylko rozwadniamy temat.
                                              ---------------------------------------
                                              Wiesz doskonale, ze nie o to mi szlo, wiec nie "zakrecaj Wisly kijkiem"...!
                                              Pokoju nie dam, bo nie bede na falsz przymykal oczy, szkodzilbym wtedy Prawdzie...!
                                              ___________________________________.
                                              sabinac-0 napisała dalej:

                                              (A...):
                                              > > odpowiem za Lene (jako doswiadczony mezczyzna, ojciec i maz z
                                              > > ony - jest slowo: MATKA...!
                                              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                              > Troche denerwuje mnie ta apoteoza macierzynstwa w wydaniu madonnowato-matkopolk
                                              > owym.
                                              > Jako matka powiem Ci - macierzynstwo nie sprawia, ze przestaje sie byc czlowiek
                                              > iem. :)
                                              ------------------------------------
                                              Denerwuje cos, gdy trafia...! ;-)
                                              Musze uciekac na mityng do wiezienia, wiec napisze krotko:
                                              Matki potrafia w swej milosci zabic i dalej beda czlowiekiem i to jeszcze jakim...! ;-)
                                              Do jutra:
                                              A...
                                              • pierzchnia Re: Do Leny... 26.01.11, 19:52
                                                Wypożyczyłem książkę:
                                                Anthony de Mello - Przebudzenie.
                                                Poglądy autora są równoznaczne z moimi - gościu musi być nieźle walnięty...
                                                POLECAM!
                                                • aaugustw Re: Do Leny... 26.01.11, 21:05
                                                  pierzchnia napisał:
                                                  > Wypożyczyłem książkę:
                                                  > Anthony de Mello - Przebudzenie.
                                                  > Poglądy autora są równoznaczne z moimi - gościu musi być nieźle walnięty...
                                                  > POLECAM!
                                                  __________________.
                                                  Mam to juz za soba...!
                                                  A...
                                                  Ps. On sie nawet Kosciolowi narazil...!
                                                  (nie tylko tej pani tutaj, ktora napisala, ze te romantyzmy nastolatki ma juz za soba... .-
                                                  Musial "duzo" z jego pisaniny "zrozumiec"...(!?). ;-)
                                                  • pierzchnia Re: Do Leny... 26.01.11, 21:45
                                                    Ja też się Kościołowi naraziłem - gdy jest kolęda siedzę, w swoim pokoju...
                                                    W tym czasie mój ociec musi na siłę przytrzymywać proboszcza za sutannę:
                                                    "Puść mnie ! Puść mnie do tego antychrysta !"
                                                    W zeszłym roku musiałem uciekać na balkon...
                                              • sabinac-0 Re: Do Leny... 27.01.11, 13:24
                                                aaugustw napisał:

                                                > Matki potrafia w swej milosci zabic i dalej beda czlowiekiem i to jeszcze jakim
                                                > ...! ;-)

                                                Twoja wypowiedz odzwierciedla szersze zjawisko:
                                                Mezczyzni, zwlaszcza ci poetyczni i filozofujacy, zwykli gloryfikowac u kobiet cechy wybitnie patologiczne, bo przeciez nadmierne skupianie sie na kontrolowaniu bliznich (eufemistycznie nazywane "miloscia" lub "poswieceniem") z pozornym zapominaniem o sobie i napawaniem sie wlasnym cierpieniem, jest oczywista patologia wykanczajaca zarowno nieszczesna "altruistke" jak i jej omotanych beneficjentow.

                                                Co oczywiscie nie przeszkadza im psioczyc na owe heroiny, gdy dlugie macki poswietliwego cierpietnictwa tychze zaczynaja dusic ich samych. :)
                                                • aaugustw Re: Do Leny... 27.01.11, 14:15
                                                  sabinac-0 napisała:

                                                  > aaugustw napisał:
                                                  > > Matki potrafia w swej milosci zabic i dalej beda czlowiekiem i to jeszcze jakim...! ;-)
                                                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                  > Twoja wypowiedz odzwierciedla szersze zjawisko:
                                                  > Mezczyzni, zwlaszcza ci poetyczni i filozofujacy, zwykli gloryfikowac u kobiet
                                                  > cechy wybitnie patologiczne...
                                                  __________________________________________.
                                                  I znowu zakrecasz "kijkiem Wisle"...! ;-)
                                                  Pisalem o kobietach, a konkretnie Matkach, ktore w swej milosci potrafia zabic swoje dzieci...!
                                                  Co do "gloryfikowania" takich czynow, tu takze sie grubo mylisz...! - Potepiam to...!
                                                  Dam przyklad takiej matki:
                                                  Rodzina (moi znajomi sprzed lat), dwoch synow, oboje uzaleznieni, (ten starszy dal pierwszy zastrzyk temu mlodszemu). Rodzice dlugo splacali ich dlugi, dopiero kiedy zaczeli oni wynosic z mieszkania przedmioty ojciec ich wygonil z domu. Matka rozpaczala... - Kiedy nadeszly chlodniejsze wieczory zaczeli przychodzic do domu i spac w piwnicy. Matka przynosila im tam jedzenie przedluzajac te agonie. Ojciec nic o tym nie wiedzial.
                                                  Starszy wyszedl z nalogu. Mlodszy (21) powiesil sie w wiezieniu.
                                                  A...
                                                  • sabinac-0 Re: Do Leny... 28.01.11, 02:02
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > Pisalem o kobietach, a konkretnie Matkach, ktore w swej milosci potrafia zabic
                                                    > swoje dzieci...!
                                                    > Co do "gloryfikowania" takich czynow, tu takze sie grubo mylisz...! - Potepiam
                                                    > to...!

                                                    Wiec dlaczego piszesz slowo "matka" z duzej litery?
                                                    Bo jak ktos pisze z duzej litery "Ojciec", to zwykle ma Pana Boga na mysli, ewentualnie przeora.

                                                    > Starszy wyszedl z nalogu. Mlodszy (21) powiesil sie w wiezieniu.

                                                    Mamy kolejny ludowy przesad: "za upadek mezczyzny wine ponosi kobieta" (wina za upadek kobiety obarcza sie oczywiscie wylacznie ja sama).

                                                    Obwinianie matki o nalog synow jest troche ryzykowne.
                                                    Tak jak matka nie jest boginia, tak mlodzi mezczyzni nie sa bezwolna masa. Z tego tandemu kazdy wiedzial co robi - i nikt nie byl wolny od bledow.
                                                  • aaugustw Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 28.01.11, 11:00
                                                    sabinac-0 napisała (do A...):
                                                    > Wiec dlaczego piszesz slowo "matka" z duzej litery?
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Bo tylko prawdziwe Matki ("M", jak Milosc) w ten wlasnie irracjonalny sposob (we wspoluzaleznieniach) postepuja...
                                                    U mnie One maja jednak zato wielki szacunek, choc ich zachowania w nalogach potepiam...!
                                                    ________________________________________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Bo jak ktos pisze z duzej litery "Ojciec", to zwykle ma Pana Boga na mysli, ewe
                                                    > ntualnie przeora.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Zbaczasz z tematu, ale ok wytlumacze Ci to...
                                                    W ograniczonym punkcie widzenia - tak, masz racje...!
                                                    Jezeli jednak poszerzysz swoje horyzonty wtedy zobaczysz, ze to wyroznienie
                                                    ojca przez duze "O", moze bardzo wiele innych jeszcze rzeczy oznaczac...!
                                                    (przede wszystkim w zakresie moralnym, duchowym, etc...!).
                                                    ____________________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > ... Mamy kolejny ludowy przesad: "za upadek mezczyzny wine ponosi kobieta" (wina za
                                                    > upadek kobiety obarcza sie oczywiscie wylacznie ja sama).
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Ty masz ciagle zly odbior, jezeli chodzi o uzaleznienia...!
                                                    Uzaleznienia od czegos tam, np. od alkoholu to jest choroba...!
                                                    W chorobie nie ma winnych... - Tutaj ani jedni, ani drudzy nie sa winni...!
                                                    Tu mozna mowic tylko o niewlasciwym, godnym potepienia postepowaniu
                                                    osob, ktore na wlasna reke chca uzdrawiac innych, nie majac zielonego
                                                    o tym pojecia, wyrzadzajac przy tym wiecej szkod, anizeli pozytku...!
                                                    A...
                                                  • sabinac-0 Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 28.01.11, 13:50
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > Bo tylko prawdziwe Matki ("M", jak Milosc) w ten wlasnie irracjonalny sposob (w
                                                    > e wspoluzaleznieniach) postepuja...

                                                    Znaczy, rozsadna osoba, broniaca siebie i wymagajaca od doroslych potomkow by postepowali jak dorosli zasluguje na potepienie?

                                                    > U mnie One maja jednak zato wielki szacunek, choc ich zachowania w nalogach pot
                                                    > epiam...!

                                                    Zobacz, co z tego wylazi - pulapka, w ktora wpadaja miliony kobiet:
                                                    Jesli traktuje sie siebie sama jak istote ludzka tzn. szanuje sie siebie i szanuje sie cudze decyzje i odrebnosc (tak jak to, z pelna aprobata otoczenia, robia ojcowie), zawsze jest sie narazona na zarzut, ze nie jest sie prawdziwa "M jak Milosc Matczyna", tylko taka matka przez bardzo malutkie m, egoistka, kukulka i wogole nic nie warta.

                                                    Jesli jednak jest sie ta "Matka - kwoka" przez duze M i male k, czaja sie kolejne pulapki: nie dosc ze obwinia cie za kazde potkniecie latorosli chocby owa latorosl osiagnela juz wiek emerytalny, to jeszcze ciagle "intuicyjne" (znaczy wytrenowane) zgadywanie cudzych kaprysow meczy, przepelnia gorycza i powoduje "nerwy" - a wtedy latwo zaczac siegac po uzywki (by miec cokolwiek dla siebie, chocby tego nieszczesnego wieczornego drinka) i mozna stac sie dla swych ukochanych juz nie "Matka przez duze M" tylko matka-pijaczka przez s jak suka.

                                                    > to wyroznienie
                                                    > ojca przez duze "O", moze bardzo wiele innych jeszcze rzeczy oznaczac...!
                                                    > (przede wszystkim w zakresie moralnym, duchowym, etc...!).
                                                    >
                                                    Wyszczegolnij.

                                                    > W chorobie nie ma winnych... - Tutaj ani jedni, ani drudzy nie sa winni...!
                                                    > Tu mozna mowic tylko o niewlasciwym, godnym potepienia postepowaniu
                                                    > osob, ktore na wlasna reke chca uzdrawiac innych, nie majac zielonego
                                                    > o tym pojecia, wyrzadzajac przy tym wiecej szkod, anizeli pozytku...!

                                                    Alkoholicy maja problem z pewna sfera doroslego zycia, a ktora nazywa sie ODPOWIEDZIALNOSC - za siebie, swoje zdrowie i za innych.
                                                    Choroba nie zwalnia doroslego czlowieka od odpowiedzialnosci.
                                                    Jak na bani wywolasz wypadek, idziesz siedziec i nie ma ze chory, ze zaswiadczonko, receptka, ze "biedna kuropatwa jestem".

                                                    Ciagle koncentrowanie sie na bledach popelnionych przez tych, ktorzy staraja sie jakos z pijacym bliskim wytrzymac, a ktorych wytyka sie jako "wspoluzaleznionych" i destrukcyjnych, przy calkowitym pominieciu odpowiedzialnosci pijacych za siebie samych i swoich bliskich tlumaczac ewidentne krzywdzenie innych "choroba", swiadczy o niedojrzalosci.

                                                    A ze bliscy alkoholikow popelniaja bledy - dlaczego mieliby ich nie popelniac? Nie uczyli sie na terapeute, nie wybrali sobie zycia z butelka w tle (w przeciwienstwie do alkoholikow), nie planowali poswiecic zycia wyciaganiu pijaka z jego wlasnego g...a, nawet jak ich to dopadlo, ludzili sie, ze picie bliskiej osoby to tylko ich przewrazliwienie lub jakis stan przejsciowy, wszak sam alkoholik tak mowil...
                                                  • aaugustw Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 28.01.11, 14:50
                                                    sabinac-0 napisała:
                                                    > Znaczy, rozsadna osoba, broniaca siebie i wymagajaca od doroslych potomkow by p
                                                    > ostepowali jak dorosli zasluguje na potepienie?
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Od kiedy osoby uzaleznione (l.mn.!) sa dorosle i od kiedy
                                                    postepowaniem doroslym nazwac mozna dawanie komus komfortu picia...!?
                                                    _______________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > > Zobacz, co z tego wylazi - pulapka, w ktora wpadaja miliony kobiet:
                                                    > Jesli traktuje sie siebie sama jak istote ludzka tzn. szanuje sie siebie i szan
                                                    > uje sie cudze decyzje i odrebnosc (tak jak to, z pelna aprobata otoczenia, robi
                                                    > a ojcowie), zawsze jest sie narazona na zarzut, ze nie jest sie prawdziwa "M ja
                                                    > k Milosc Matczyna", tylko taka matka przez bardzo malutkie m, egoistka, kukulka
                                                    > i wogole nic nie warta.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Tak to byc musi, bo to co piszesz jest paradoksem, ale zapominasz, ze ta choroba
                                                    opiera sie na paradoksach...!
                                                    _____________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Jesli jednak jest sie ta "Matka - kwoka" przez duze M i male k, czaja sie kolej
                                                    > ne pulapki: nie dosc ze obwinia cie za kazde potkniecie latorosli chocby owa la
                                                    > torosl osiagnela juz wiek emerytalny...
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Co ma do szukania przy mamusi taka "latorosl w wieku emerytalnym"...!?
                                                    _________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > > to wyroznienie ojca przez duze "O", moze bardzo wiele innych jeszcze rzeczy oznaczac...!
                                                    > (przede wszystkim w zakresie moralnym, duchowym, etc...!).
                                                    ....................
                                                    Wyszczegolnij.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Opiekunczy, obiektywny, odpowiedzialny, odwazny, otwarty, ostoja moralna i duchowa, etc...
                                                    ___________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Alkoholicy maja problem z pewna sfera doroslego zycia, a ktora nazywa sie ODPOW
                                                    > IEDZIALNOSC - za siebie, swoje zdrowie i za innych.
                                                    > Choroba nie zwalnia doroslego czlowieka od odpowiedzialnosci.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    I tu sie zgadzamy: Alkoholik musi ponosic pelne konsekwencje swoich czynow...!
                                                    A...
                                                  • pierzchnia Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 28.01.11, 19:46
                                                    Określonych reguł /racjonalnego postępowania/ można się wyuczyć - w pewnych warunkach będzie to działało, ale to tylko maska, która , szybciej czy później, zostanie zerwana.
                                                  • sabinac-0 Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 28.01.11, 20:43
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > Od kiedy osoby uzaleznione (l.mn.!) sa dorosle i od kiedy
                                                    > postepowaniem doroslym nazwac mozna dawanie komus komfortu picia...!?

                                                    Mam wrazenie, ze usilujesz mnie przekonac, ze to nie pijacy odpowiada za swoje picie, on tylko jest niedorosla, niewinna ofiara jakiejs zlej kobiety (bo to glownie kobietom przykleja sie latke "wspoluzaleznionych") - matki, zony, kochanki, corki czy chocby modelki z kalendarza, ktora cos tam mu dala lub nie dala.

                                                    > Tak to byc musi, bo to co piszesz jest paradoksem, ale zapominasz, ze ta chorob
                                                    > a
                                                    > opiera sie na paradoksach...!

                                                    Chory jest alkoholik i to on odpowiada za swoja chorobe i leczenie (tak jak np. chory na oskrzela nalogowy palacz).

                                                    Bliscy alkoholika sa jak najbardziej zdrowi tylko znalezli sie w chorej sytuacji - nie z wlasnej woli bynajmniej.

                                                    > Co ma do szukania przy mamusi taka "latorosl w wieku emerytalnym"...!?

                                                    O to by trzeba zapytac owej latorosli.
                                                  • aaugustw Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 29.01.11, 10:13
                                                    sabinac-0 napisała:
                                                    > Mam wrazenie, ze usilujesz mnie przekonac, ze to nie pijacy odpowiada za swoje
                                                    > picie, on tylko jest niedorosla, niewinna ofiara jakiejs zlej kobiety...
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    I znowu widzisz to na opak...!
                                                    Pijacy nie jest ofiara "jakiejs zlej kobiety", lecz jest "ofiara" choroby... -
                                                    I oczywiscie, ze nie odpowiada on za swoje picie, ale za swoje czyny - TAK...!
                                                    ______________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Bliscy alkoholika sa jak najbardziej zdrowi tylko znalezli sie w chorej sytuacji - nie z wlasnej woli bynajmniej.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Podobnie jak sam alkoholik znalazl sie w takiej sytuacji, ktora wraz z uplywem czasu staje sie coraz bardziej chora (u wszystkich).
                                                    ________________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:

                                                    (A...): > > Co ma do szukania przy mamusi taka "latorosl w wieku emerytalnym"...!?
                                                    . . . . . . . . . .
                                                    > O to by trzeba zapytac owej latorosli.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Albo mamusi...!?.
                                                    (a ja uwazam, ze obydwoch...!).
                                                    A...
                                                  • sabinac-0 Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 29.01.11, 12:43
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > Pijacy nie jest ofiara "jakiejs zlej kobiety", lecz jest "ofiara" choroby...

                                                    A wspoluzalezniony jest ofiara pijacego - w tym przypadku bez cudzyslowia.

                                                    > I oczywiscie, ze nie odpowiada on za swoje picie, ale za swoje czyny - TAK...!

                                                    Tyle ze jedynym swiadomym czynem alkoholika jest picie. Pozostale czyny sa tylko pochodnymi pierwszego.

                                                    > Podobnie jak sam alkoholik znalazl sie w takiej sytuacji, ktora wraz z uplywem
                                                    > czasu staje sie coraz bardziej chora (u wszystkich).

                                                    Nie "znalazl sie" tylko ja sam - z nudow, arogancji, checi zaimponowania innym, nadmiaru pewnosci siebie - wykreowal. Ze mu po czasie bokiem wyszlo, nie znaczy, ze samo sie zrobilo.


                                                    > Albo mamusi...!?.

                                                    Uwazasz, ze rodzice odpowiadaja za stan ducha i postepowanie doroslych osob?
                                                  • aaugustw Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 29.01.11, 14:50
                                                    sabinac-0 napisała:

                                                    > aaugustw napisał:
                                                    > > Pijacy nie jest ofiara "jakiejs zlej kobiety", lecz jest "ofiara" choroby...
                                                    ............................
                                                    > Sabina: A wspoluzalezniony jest ofiara pijacego - w tym przypadku bez cudzyslowia.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Jezeli byloby tak jak piszesz, to ja takze nazwe takiego Ofiara (losu) - bez cudzyslowia...!
                                                    __________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:

                                                    > aaugustw napisał:
                                                    > I oczywiscie, ze nie odpowiada on za swoje picie, ale za swoje czyny - TAK...!
                                                    .............................
                                                    Sabina: > Tyle ze jedynym swiadomym czynem alkoholika jest picie. Pozostale czyny sa tylko pochodnymi pierwszego.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    U alkoholika nie ma swiadomych czynow, sa tylko pijane czyny...!
                                                    ___________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:

                                                    > aaugustw napisał: > > Podobnie jak sam alkoholik znalazl sie w takiej sytuacji, ktora wraz z uplywem czasu staje sie coraz bardziej chora (u wszystkich).

                                                    Sabina: > Nie "znalazl sie" tylko ja sam - z nudow, arogancji, checi zaimponowania innym,
                                                    nadmiaru pewnosci siebie - wykreowal. Ze mu po czasie bokiem wyszlo, nie znaczy, ze samo sie zrobilo.
                                                    - - - - - - - - - - - - -
                                                  • sabinac-0 Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 30.01.11, 11:40
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > ja takze nazwe takiego Ofiara (losu) - bez cu
                                                    > dzyslowia...!
                                                    > U alkoholika nie ma swiadomych czynow, sa tylko pijane czyny...!

                                                    Znow ta sama spiewka - biedny alkoholik niczemu nie jest winien, jego tylko zle powietrze dopadlo a ewentualna odpowiedzialnosc za jego picie ponosza jego bliscy, ewentualnie jakies nieznane fatum.

                                                    > zaden normalny zdrowy czlowiek n
                                                    > igdy z nudow, arogancji, checi zaimponowania innym, etc... (niejednokrotnie pij
                                                    > ac w samotnosci), nie "wykreowuje" sobie sytuacji, aby siegac moralnego dna i p
                                                    > rzedwczesnie umierac...

                                                    Mylisz sie - KAZDY normalny, zdrowy czlowiek robi codziennie cos destrukcyjnego - za malo spi, za duzo/za malo je, za malo/za duzo angazuje sie w prace, za szybko jezdzi, utrzymuje ciaze/usuwa ciaze, wytrzymuje jeszcze jeden dzien w nieodpowiednim towarzystwie.
                                                    Kazdy normalny, zdrowy czlowiek codziennie pakuje sie w sytuacje, ktore moga pociagnac go na dno i doprowadzic do przedwczesnej smierci.
                                                    Dlaczego jednak jedni opieraja sie pokusom pojscia na skroty i ciagna swoj wozek zachowujac kregoslup, a inni niszcza siebie i wszystko wokol?

                                                    Kluczem jest to, ze jedni zauwazaja prosty fakt, ze nie zyja na swiecie sami, a drudzy nie.

                                                    Bardziej niz inni sa predysponowani do nalogow ludzie ze skrzywiona osobowoscia, socjopatyczni (osobowosc socjopatyczna to potezny czynnik ryzyka nalogu), pozbawieni empatii i poczucia obowiazku, kierujacy sie wylacznie wlasnym apetytem na zasadzie "chce-nie chce" i traktujacy innych instrumentalnie.

                                                    Widac to nawet wsrod trzezwych alkoholikow - wielu nawet po wielu latach niepicia uwaza, ze swiat ma sie krecic wokol nich i ich "wyczynu", nie potrafia grac podrzednej roli ani zauwazyc cudzych potrzeb i pragnien.

                                                    Troszke lepiej jest z kobietami, ktore wyszly z nalogu - ale kobiety od najmlodszych lat przechodza ostry trening koncentrowania sie na cudzych potrzebach (i lekcewazenia wlasnych NB).

                                                    > Uwazam, ze nie tylko rodzice odpowiadaja za stan ducha i postepowanie doroslych
                                                    > osob, ale takze wczesniejsze pokolenie i cale nasze spoleczenstwo, w ktorym on
                                                    > e sie obracaja...!

                                                    Za stan ducha i postepowanie doroslych ludzi odpowiadaja przede wszystkim oni sami. I to oni sami tworza spoleczenstwo.
                                                  • aaugustw Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 30.01.11, 16:20
                                                    sabinac-0 napisała:
                                                    > Znow ta sama spiewka - biedny alkoholik niczemu nie jest winien, jego tylko zle
                                                    > powietrze dopadlo a ewentualna odpowiedzialnosc za jego picie ponosza jego bli
                                                    > scy, ewentualnie jakies nieznane fatum.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    I znowu to samo... - Pisalem juz, ze odpowiedzialnosc za swoje picie musi ponosic
                                                    alkoholik sam, we wlasnej osobie a nie jego bliscy, bo wtedy jest to chory (wspoluzalezniony) uklad, dajacy alkoholikowi tylko komfort picia...
                                                    _______________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Mylisz sie - KAZDY normalny, zdrowy czlowiek robi codziennie cos destrukcyjnego
                                                    > - za malo spi, za duzo/za malo je, za malo/za duzo angazuje sie...
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Nie myle sie juz, dlatego przewaznie kiedy pisze "Normalny Czlowiek" uzywam cudzyslowia...!
                                                    ________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Dlaczego jednak jedni opieraja sie pokusom pojscia na skroty i ciagna swoj woze
                                                    > k zachowujac kregoslup, a inni niszcza siebie i wszystko wokol?
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Bo sa chorzy...!
                                                    _________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Bardziej niz inni sa predysponowani do nalogow ludzie ze skrzywiona osobowoscia
                                                    > , socjopatyczni (osobowosc socjopatyczna to potezny czynnik ryzyka nalogu), poz
                                                    > bawieni empatii i poczucia obowiazku, kierujacy sie wylacznie wlasnym apetytem
                                                    > na zasadzie "chce-nie chce" i traktujacy innych instrumentalnie.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    A te ciemnote kto wymyslil...!?
                                                    Jeszcze nie odkryto zrodla tej choroby, gdyby tak bylo mozna by ja bylo zlikwidowac...!
                                                    Jak na razie to spotykam we Wspolnocie AA ludzi wszelkiej masci, od sprzataczek i pracownikow fizycznych poczawszy, a na chorych lekarzach, terapeutach, ksiezach, profesorach skonczywszy...
                                                    (nb. poczucie obowiazku u alkoholika jest nadzwyczajnie duze, wynika to z jego
                                                    kaca moralnego, z poczucia winy i wyrzutow sumienia...!).
                                                    ______________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > ... wielu nawet po wielu latach niepicia uwaza, ze swiat ma sie krecic wokol nich i ich "wyczynu", nie potrafia grac podrzednej roli ani zauwazyc cudzych potrzeb i pragnien.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    To musza byc tacy chorzy pijacy, ktorzy albo sami zatrzymali swoja chorobw doznajac jakiegos wstrzasu psychicznego, albo chorzy alkoholicy, ktorzy zaliczyli tylko jakas terapie, na ktorych ucza podwyzszenia swoich wartosci moralnych i swojego i tak juz nadetego EGO, a potem zostawia sie ich samych i swojemu losowi...!
                                                    We Wspolnocie AA natomiast temperuje sie to EGO, gdyz pokora jest kluczem do trzezwosci,
                                                    ale nie upokorzenie, ktore Ty chetnie widzialabys u alkoholika, jak sama piszesz, (cyt):
                                                    "nie potrafia grac podrzednej roli ani zauwazyc cudzych potrzeb i pragnien".
                                                    Czymze Ty jestes lepsza od trzezwego alkoholika... - Ha...!?
                                                    _____________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Za stan ducha i postepowanie doroslych ludzi odpowiadaja przede wszystkim oni s
                                                    > ami. I to oni sami tworza spoleczenstwo.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Jezeli to prawda, to Ty zyjesz w chmurach...!
                                                    A...

                                                  • sabinac-0 Re: Do Sabiny nie spiacej w nocy... ;-) 30.01.11, 17:04
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > > Dlaczego jednak jedni opieraja sie pokusom pojscia na skroty i ciagna swo
                                                    > j woze
                                                    > > k zachowujac kregoslup, a inni niszcza siebie i wszystko wokol?

                                                    > Bo sa chorzy...!

                                                    Jesli lenistwo, niefrasobliwosc i samolubstwo nazwiemy choroba...

                                                    > Jeszcze nie odkryto zrodla tej choroby, gdyby tak bylo mozna by ja bylo zlikwid
                                                    > owac...!

                                                    Alez odkryto juz dawno, rowniez zdefiniowano czynniki ryzyka (nb. odkrycie zrodla problemu nie oznacza automatycznie zlikwidowania tegoz, ale to inny temat).

                                                    Tyle ze prawda dla samych alkoholikow jest nieprzyjemna, wiec wola sami siebie oszukiwac, ze sa niewinnymi ofiarami jakiejs ciemnej sily, "tajemniczej bolesci", nadopiekunczej matki, zrzedliwej zony czy wrednego "spoleczenstwa".

                                                    > (nb. poczucie obowiazku u alkoholika jest nadzwyczajnie duze, wynika to z jego
                                                    > kaca moralnego, z poczucia winy i wyrzutow sumienia...!).

                                                    Nie na tyle duze, by te obowiazki wypelniac.

                                                    P.S. Wyrzuty sumienia i slynne "poczucie winy alkoholika" sa albo efektem kaca (raczej tego fizycznego niz moralnego), albo bajeczka dla grzecznych dzieci (vide matek, zon, szefow czy innych "wspoluzaleznionych") by wzbudzic litosc i jeszcze ten jeden raz wymigac sie od konsekwencji romansu z butelka.

                                                    > pokora jest kluczem do tr
                                                    > zezwosci,
                                                    > ale nie upokorzenie, ktore Ty chetnie widzialabys u alkoholika, jak sama piszes
                                                    > z, (cyt):
                                                    > "nie potrafia grac podrzednej roli ani zauwazyc cudzych potrzeb i pragnien".

                                                    Trzeba miec ego rozdmuchane jak balon by uwazac, ze ustapienie komus poczesnego miejsca lub liczenie sie z bliznimi to upokorzenie. Pod rozwage.

                                                    > Czymze Ty jestes lepsza od trzezwego alkoholika... - Ha...!?

                                                    A czymze Ty jestes lepszy od pogardzanych przez Ciebie "normalnych" tzn, tych, ktorzy nigdy nie wpadli w nalog?

                                                    > Jezeli to prawda, to Ty zyjesz w chmurach...!

                                                    Sprecyzuj, co masz na mysli z tymi chmurami.
                                                  • aaugustw Golona, strzyzona... 30.01.11, 18:10
                                                    sabinac-0 napisała:
                                                    > Jesli lenistwo, niefrasobliwosc i samolubstwo nazwiemy choroba...
                                                    - - - - - - - - - -
                                                    Komisja przy organizacji WHO, skladajaca sie ze specjalistow uznala
                                                    Alkoholizm jako chorobe... - Jak zatem nazwiemy Twoje bazgroly powyzej...!?
                                                    __________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > ... Alez odkryto juz dawno, rowniez zdefiniowano czynniki ryzyka (nb. odkrycie zrod
                                                    > la problemu nie oznacza automatycznie zlikwidowania tegoz, ale to inny temat).
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Tak samo, jak i Diagnoza nie jest do wyzdrowienia koniecznie potrzebna...!
                                                    ____________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Tyle ze prawda dla samych alkoholikow jest nieprzyjemna, wiec wola sami siebie
                                                    > oszukiwac, ze sa niewinnymi ofiarami jakiejs ciemnej sily, "tajemniczej bolesci
                                                    > ", nadopiekunczej matki, zrzedliwej zony czy wrednego "spoleczenstwa".
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    A dla kogo prawda jest przyjemna...!?
                                                    Alkoholik jest w tym mistrzem... - On nie tylko siebie potrafi oszukac,
                                                    ale i tych ktorzy sa w jego bliskosci... Pijany alkoholik potrafi wycwanic swoich bliskich...
                                                    Wszyscy sie kreca wokol niego. A on stoi w centrum uwagi... Jak to nazwiesz...? ;-)
                                                    ______________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > ... A czymze Ty jestes lepszy od pogardzanych przez Ciebie "normalnych" tzn, tych,
                                                    > ktorzy nigdy nie wpadli w nalog?
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Tym, ze sie nad nimi nie wywyzszam, pomimo posiadania duzego doswiadczenia zyciowego a co za tym idzie zdobytej nauki zycia, ktora mierzy sie madroscia i miloscia...!
                                                    (Dezyderata nam mowi, ze zawsze beda od ciebie glupsi i madrzejsi...!).
                                                    ___________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Sprecyzuj, co masz na mysli z tymi chmurami.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    W poprzednim liscie napisalas, ze to alholicy tworza spoleczenstwo, a nie to co ja napisalem, wiec skoro Ty nie nalezysz do tego spoleczenstwa to musisz mieszkac w chmurach, albo na innej planecie...(!?).
                                                    A...
                                                    (urywek koncowy z "Golone, strzyzone"):
                                                    … Mazur wściekł się, już nie gada
                                                    Ani żonie odpowiada,
                                                    Tylko wziąwszy pod rękawki
                                                    Wlecze ją wprost do sadzawki
                                                    I topi jak kadź ogórków.
                                                    Ona, nie nawykła nurków,
                                                    Już się zachłysnęła nieraz;
                                                    On, trzymając za ramiona,
                                                    Gnębi krzycząc: "A no teraz;
                                                    Czy golona, czy strzyzona?"
                                                    Biedaczka, ze śmiercią w walce,
                                                    Czując skonu paraliże,
                                                    Wytknęła tylko dwa palce
                                                    I za odpowiedź palcami,
                                                    Jakby dwiema nożycami,
                                                    Mężowi pod nosem strzyże.
                                                    Na ten widok uciekł z wody.
                                                    Ona poszła do gospody,
                                                    On się puścił aż do Zgierza
                                                    I tam przystał za żołnierza.
                                                    (A.M.)
                                                  • sabinac-0 Re: oh, August... 31.01.11, 13:59
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > Komisja przy organizacji WHO, skladajaca sie ze specjalistow uznala
                                                    > Alkoholizm jako chorobe...

                                                    A homoseksualizmu nie. Co wcale nie znaczy, ze alkoholika mozna rozgrzeszyc z pijanstwa a geja obwinic o pociag do wlasnej plci.

                                                    > Pijany alkoholik potrafi wycwanic swoi
                                                    > ch bliskich...
                                                    > Wszyscy sie kreca wokol niego. A on stoi w centrum uwagi... Jak to nazwiesz...?
                                                    > ;-)

                                                    Juz nazwalam: uklad sloneczny.
                                                    Niestety wielu alkoholikow nawet po wytrzezwieniu zostaje "sloneczkiem" wokol ktorego wszyscy sie kreca.

                                                    > sie nad nimi nie wywyzszam, pomimo (...)

                                                    To brzmi jak powiedzenie do goscia "ja cie nie wyrzucam, ale..."
                                                    :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

                                                    > W poprzednim liscie napisalas, ze to alholicy tworza spoleczenstwo,

                                                    Zle zrozumiales. Pisalam o doroslych ludziach - ze tworza spoleczenstwo.
                                                    Fakt, niektorzy dorosli ludzie sa alkoholikami. Ale tylko niektorzy. Naprawde.


                                                  • aaugustw Re: oh, August... 01.02.11, 17:20
                                                    sabinac-0 napisała:

                                                    > aaugustw napisał:
                                                    > > Komisja przy organizacji WHO, skladajaca sie ze specjalistow uznala
                                                    > > Alkoholizm jako chorobe...
                                                    ...........................
                                                    > A homoseksualizmu nie. Co wcale nie znaczy, ze alkoholika mozna rozgrzeszyc z p
                                                    > ijanstwa a geja obwinic o pociag do wlasnej plci.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    ;-) Chcialbym móc zrozumiec Twoja logike myslowa...!? ;-)
                                                    Dlaczego chcesz geja obwinic za jego "pociag do wlasnej plci"...!?
                                                    _______________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:

                                                    (A...):
                                                    > > Pijany alkoholik potrafi wycwanic swoich bliskich...
                                                    > > Wszyscy sie kreca wokol niego. A on stoi w centrum uwagi...
                                                    > > Jak to nazwiesz...? ;-)
                                                    .................................
                                                    > Juz nazwalam: uklad sloneczny.
                                                    > Niestety wielu alkoholikow nawet po wytrzezwieniu zostaje "sloneczkiem" wokol k
                                                    > torego wszyscy sie kreca.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Czy to jest wina "sloneczka"...!?
                                                    _________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:

                                                    (A...):
                                                    > > sie nad nimi nie wywyzszam, pomimo (...)
                                                    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                                                    > To brzmi jak powiedzenie do goscia "ja cie nie wyrzucam, ale..."
                                                    > :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Tu odbior mozna byloby nazwac; zdrowym, gdyby nie ten histeryczny smiech,
                                                    ktory brzmi jak u chorego emocjonalnie, nietrzezwego na (cudzym) pogrzebie...! :-(
                                                    _________________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej:
                                                    > Zle zrozumiales. Pisalam o doroslych ludziach - ze tworza spoleczenstwo.
                                                    > Fakt, niektorzy dorosli ludzie sa alkoholikami. Ale tylko niektorzy. Naprawde.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Hmm... - Czyli w Google pisza glupoty, ze tym terminem ujmuje się calą
                                                    zbiorowość ludzką, skladajaca sie z tych, tak zwanych "normalnych" oraz
                                                    z alkoholikow, tych czynnych i juz trzezwych.
                                                    A...
                                                  • sabinac-0 Re: oh, August... 01.02.11, 22:26
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > Dlaczego chcesz geja obwinic za jego "pociag do wlasnej plci"...!?

                                                    Przeczytaj jeszcze raz moje zdanie bo chyba opacznie zrozumiales.

                                                    > Czy to jest wina "sloneczka"...!?

                                                    Sloneczko na pewno powie ze nie, ale to integralna czesc nalogu, ze szuka sie winy wszedzie byle nie w sobie.
                                                    Ale nie w tym rzecz.
                                                    Chodzi o to, ze znacznie latwiej jest zrezygnowac z butelki niz z pozycji "sloneczka".

                                                  • aaugustw Re: oh, August... 02.02.11, 13:30
                                                    sabinac-0 napisała (do A...):
                                                    > Przeczytaj jeszcze raz moje zdanie bo chyba opacznie zrozumiales.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Przeczytalem i faktycznie "opacznie" mozna to zdanie zrozumiec...!.
                                                    ____________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej (do A...):

                                                    (A...): > > Czy to jest wina "sloneczka"...!?
                                                    .....................................
                                                    > Sloneczko na pewno powie ze nie, ale to integralna czesc nalogu, ze szuka sie w
                                                    > iny wszedzie byle nie w sobie.
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Masz na mysli wspoluzaleznionych...?, (pytam bo nie chce aby wyszlo opacznie...!) ;-)
                                                    ____________________________.
                                                    sabinac-0 napisała dalej (do A...):
                                                    > Chodzi o to, ze znacznie latwiej jest zrezygnowac z butelki niz z pozycji "sloneczka".
                                                    - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    Zaraz widac, zes nie alkoholik... - Z wszystkiego zrezygnuje czynny alkoholik,
                                                    ale nie z butelki z zawartoscia alkoholu, takze gdyby zawierala alkohol metylowy...!
                                                    Przyklad: Jeden do drugiego: "Polej, bo sie ćmi"... - I oslepl...!
                                                    (w kazdym kawale jest polowa prawdy)
                                                    A...
                                        • lena1952 Re: Do Leny... 26.01.11, 13:37
                                          Sabino--nie znajduję żadnego powodu,żeby Twoje racje odrzucić.
                                          Szanuję je,wsłuchuję się w nie.
                                          Dziękuję Ci i serdecznie Cię pozdrawiam.Lena.
                                      • myga Re: Do Leny... 30.01.11, 10:36
                                        lena1952 napisała:

                                        > Nie oceniaj emocji innych.Jesteś niegrzeczna ,(na różnych wątkach)
                                        > i to się nazywa brzydko--pyskata.
                                        ___________
                                        Radzisz nie oceniac, a sama oceniasz, i to dosc brzydko. Co znaczy pyskata? Bo powiedziala prawde, ktora zabolala? Przeczytaj jeszcze raz i jeszcze i jeszcze, i tak dlugo, az je zrozumiesz, bo poprzez dydaki przemawia do ciebie prawda. Mam wrazenie, ze twoim dzieciom tez nie wolno bylo wypowiadac wlasnego zdania, bo zaraz byly PYSKATE. Najtrudniej powiedziec prawde sobie.
                                        • aaugustw Re: Do Leny... 30.01.11, 11:11
                                          myga napisała:
                                          > Radzisz nie oceniac, a sama oceniasz, i to dosc brzydko. Co znaczy pyskata? Bo
                                          > powiedziala prawde, ktora zabolala? Przeczytaj jeszcze raz i jeszcze i jeszcze,
                                          > i tak dlugo, az je zrozumiesz, bo poprzez dydaki przemawia do ciebie prawda. M
                                          > am wrazenie, ze twoim dzieciom tez nie wolno bylo wypowiadac wlasnego zdania, b
                                          > o zaraz byly PYSKATE. Najtrudniej powiedziec prawde sobie.
                                          _________________________________________.
                                          Mnie osobiscie wypowiedz ta mocno przekonuje...!
                                          A...
                                        • lena1952 Re: Do Leny... 30.01.11, 12:24
                                          myga-nie odpowiedziałam Ci na Twój pierwszy wpis,'' było tak cudownie, a jest źle''
                                          Gdybym znała odpowiedź--byłoby mi łatwiej.Piszesz, że to moja prawda,a jaka jest syna?
                                          O niczym innym nie myślałam i myślę, jak o poznaniu tej prawdy i usłyszeniu od Niego.
                                          Pisałam,mam dwoje dzieci.Jedno mówi o sobie, a drugie nic.
                                          Córka nawet czasami ''popyskuje''-brzydko mówiąc, lubię to u Niej.Dobrze się dogadujemy.
                                          Pozdrawiam Ciebie L.
                                          • lena1952 Re: Do Leny... 30.01.11, 15:08
                                            Było tak, przyszła do mnie sąsiadka,rozżalona,podrażniona z problemem jaki zaistniał
                                            w jej rodzinie. Usiadła,pogadałyśmy, pomyślały. Raz na tak, raz na nie-jak w życiu.
                                            Wychodząc ode mnie powiedziała''jak dobrze że Ciebie mam'.
                                            Zamknęłam za nią drzwi i się rozpłakałam.Pomyślałam,''a komu ja powiem''
                                            Powiedziałam Wam,tak jak czuję{bez godzin i dat},nikogo nie oskarżając, no może siebie?
                                            Chciałam z siebie wyrzucić.
                                            Mimo, że nie śmiałam pytać--co mam zrobić?--otrzymałam wiele rad i wskazówek.
                                            I słowa krytyki i słowa pocieszenia. Bardzo Wam jeszcze raz za to dziękuję.
                                            Nie wiem jaką jestem matką, -czy przez m małe, czy przez M duże,wiem pewnie,
                                            że jestem matką z całym bagażem doświadczeń matczynych, matką, której rola jest
                                            najtrudniejsza, bo jak powiedzieć ''precz''.
                                            Pozdrawiam Was. Dziękuję.
                                            • dydaki Re: Do Leny... 30.01.11, 15:44
                                              Lena,
                                              zagadnienia są dwa:
                                              1. chcesz pomóc to zdobądź najpierw solidną fachową wiedzę o uzaleznieniach i współuzależnieniach (w tym analiza własnych dotychczasowych zachowań z psychologiem)
                                              2. miej swoje życie, zainteresowania,: wyjazdy, zwiedzanie świata, znajomych, studia zaoczne, kursy rozwojowe, aktywność społeczną, itd itp. ; a nie tylko życie problemami dzieci i próby życia ZA dzieci

                                              Naczelna zasada to; aby zmienić relacje z innymi zacząć trzeba od zmiany siebie(wkodowanych zachowań, myślenia, interpretacji rzeczywistości)

                                              ps. między "precz" a "należy ponosić odpowiedzialność za swoje wybory" jest różnica. Do której musisz dojść (p.1 i p.2) aby wiedzieć co się w Twoim domu tak naprawdę dzieje.
                                              • lena1952 Re: Do Leny... 30.01.11, 16:37
                                                dydaki, znów mnie ustawiasz.Trudno.Ja z wielu rzeczy wyciągam wnioski.
                                                Napisałam o bagażu,jaki niosę jako matka..Bo taka jest rola matki.
                                                Nie było moim celem,opowiadanie tu o moich zainteresowaniach,ale jak chcesz,to:
                                                studiów nie muszę już kończyć,kursów też.Mam to już za sobą.
                                                Wyjazdy i zwiedzanie świata,--właśnie wróciłam z USA, za trochę znów tam i gdzie indziej
                                                będę{więc podróżuję].Pracowałam ponad 30 lat,wykonywałam wspaniały zawód,ogromnie
                                                satysfakcjonujący.Nie żyję tylko problemami dzieci.Czytam dużo,uprawiam ogród kwiatowy,
                                                uwielbiam przyrodę, słucham muzyki,mam wspaniałych znajomych.Mam męża,jestem babcią.
                                                Dużo w sobie mieszczę.Pozdrawiam Cię.L.
                                                • sabinac-0 Re: Do Leny... 30.01.11, 17:11
                                                  lena1952 napisała:

                                                  > studiów nie muszę już kończyć,kursów też.Mam to już za sobą.

                                                  Co Ci szkodzi skonczyc drugie?
                                                  Wielu ludzi to robi, nawet na emeryturze.


                                                  • aaugustw Re: Do Leny... 30.01.11, 18:12
                                                    sabinac-0 napisała:
                                                    > Co Ci szkodzi skonczyc drugie?
                                                    > Wielu ludzi to robi, nawet na emeryturze.
                                                    ___________________________________.
                                                    Jesli mozna, poradzilbym obydwu paniom studia z zakresu (wspol)uzaleznien...!
                                                    A... ;-)
                                                  • sabinac-0 Re: Do Leny... 31.01.11, 14:05
                                                    aaugustw napisał:

                                                    > Jesli mozna, poradzilbym obydwu paniom studia z zakresu (wspol)uzaleznien...!

                                                    Po co - zeby zawezic zainteresowania do butelki (w tym przypadku cudzej) i juz nigdy nie wyjsc poza uklad sloneczny pijaka?
                                                  • aaugustw Re: Do Leny... 01.02.11, 16:48
                                                    sabinac-0 napisała:

                                                    > aaugustw napisał:
                                                    > > Jesli mozna, poradzilbym obydwu paniom studia z zakresu (wspol)uzaleznien...!
                                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                                    > Po co - zeby zawezic zainteresowania do butelki (w tym przypadku cudzej) i juz
                                                    > nigdy nie wyjsc poza uklad sloneczny pijaka?
                                                    ___________________________________________________________________.
                                                    Pisalem Tobie Sabinac, ze alkoholizm to choroba oparta na samych paradoksach,
                                                    wiec to co Ty uwazasz za "nie wyjscie poza uklad sloneczny pijaka", okazaloby sie
                                                    wdziecznym uwolnieniem od niego...!
                                                    A...
                                                  • niki_de Do Leny... 04.02.11, 16:19
                                                    Hej Lena :-),

                                                    Co u Ciebie? Jak się czujesz? Mam nadzieję, że mimo wszystko, ciut lepiej. Wiosna tuż, tuż, świstak o tym gada, a ja mu wierzę :-).

                                                    Pozdrawiam
                                                    Niki

                                                    ps.
                                                    widzę, czytając wątek, że otrzymałaś szczegółowy scenariusz tyczący Twojego życia - nieodpłatna diagnoza via internet i to na podstawie jednego Twojego wpisu ;-). No, no ;-).


                                                  • lena1952 Re: Do Leny... 04.02.11, 16:55
                                                    Niki--myślałam o Tobie, wczoraj wieczorem.Myślę o Tobie ciepło.
                                                    Co u mnie?
                                                    Trudny mam czas,postanowiłam, po 30-stu latach bardzo ostrego palenia papierosów,
                                                    rzucić je.To moja pierwsza próba.Nie palę,ale bardzo się męczę.Czytam bardzo dużo.
                                                    Dużo słucham muzyki. Unikam w domu miejsc, w których lubiłam sobie popalić.
                                                    Więc chodzę po tym domu jak kołowata.U syna bez zmian, kupiłam dwie książki,
                                                    Wiktora Osiatyńskiego,chcę mu je podarować.Bardzo jestem pogubiona,ale muszę stanąć
                                                    na nogi.
                                                    Bardzo mocno Cię pozdrawiam.Lena.
                                                  • niki_de Re: Do Leny... 04.02.11, 17:41
                                                    Lena
                                                    Fajnie, że jesteś :-). Dziękuję Ci za ciepłe myśli - ja wierzę, że one naprawdę mają moc, ja o Tobie też myślę z dużą sympatią. Trzymam kciuki za Twoje niepalenie - mi nigdy ten nałóg nie groził - choć kiedyś wypaliłam parę skrętów. Znajomi, którzy pokonali tytoniowego smoka pięknieli później w oczach - niesamowite jak koloryt skóry się zmieniał. To dodatkowy bonus, jakże miły dla kobiet :-).

                                                    Ja ze swoim smokiem też walczę - obłaskawiam go słodyczami w olbrzymich ilościach no i zastanawiam się dokąd mnie to zaprowadzi... Najpewniej do galerii handlowej po wymianę garderoby. :-/

                                                    Lena, tak sobie myślę, że gdyby syn dojrzał do decyzji i poszedł skonfrontować się z innymi uzależnionymi - może uświadomiłby sobie poziom zagrożenia. U mnie w grupie jest mężczyzna zniszczony tak alkoholem, że aż strach na niego patrzeć, strach go słuchać...
                                                    Patrzę na niego i myślę, gdzie byłby gdyby nie ten koszmarny nałóg, a zaraz potem, co mnie może czekać za czas jakiś. To działa na wyobraźnię jak diabli - w końcu do człowieka dociera, że nie jest nieśmiertelny.

                                                    Pozdrawiam ciepło
                                                    Niki


                                                • dydaki Re: Do Leny... 30.01.11, 21:19
                                                  Nie musisz się mnie (ani nikomu) spowiadać ze swoich zainteresowań i udowadniać, ze prowadzisz super wypełnione treścią życie.
                                                  A teraz zobacz jak korespondują ze sobą Twoje dwie kolejne odpowiedzi; jedna o ciekawym super spełnionym życiu a druga z zdaniem "Zamknęłam za nią drzwi i się rozpłakałam.Pomyślałam,''a komu ja powiem'' ".
                                                  Jest tak świetnie, że aż jest do dupy i życzliwego psa z kulawą nogą nie ma któremu się można od serca zwierzyć?
                                                  Rozdźwięk między zewnętrznym pozorem życia a pustką wnętrza bez napełnionej duszy.

                                                  Chcesz się tylko poużalać, bo zima i stany depresyjne się snują? Ok. Ale jesli nie chcesz czytać niepasujących Ci opinii, to może zalóż bloga z blokadą komentarzy ? Osiągniesz to, czego (?) pragniesz.
                                                  • pierzchnia Re: Do Leny... 30.01.11, 23:00
                                                    Świat jest jednak mały...
                                                    Wiktor Osiatyński napisał Rehab, ale ja znalazłem na Youtube jego krewną, która śpiewa o tej książce:
                                                    www.youtube.com/watch?v=5LTPRJqt2z4
                                  • aaugustw Re: Do Leny... 25.01.11, 15:53
                                    lena1952 napisała:
                                    > Posiedzę cichutko.
                                    _________________________.
                                    Twoj wybor, ale nie uskarzaj sie, ze Ci zle..! ;-)
                                    (niektorzy w swym wyborze wola Pieklo...!) :-(
                                    A...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka