Dodaj do ulubionych

problem z mężem-długie

07.04.11, 16:06
oczywiście alkoholowy.Jesteśmy małżeństwem od 17 lat,mamy dwie córki,jedna nie ma jeszcze roku.Jeszcze przed ślubem wydawało mi się,że mąż lubi sobie wypić,ale myślałam,że czasem,i ,że jakoś to kontroluje,ja wtedy właściwie nie miałam wiedzy na temat uzależnienia,chociaż powinnam,moja mama jest alkoholiczką.W ciągu pierwszych lat małżeństwa jakoś to było,pracował,nie upijał się do nieprzytomności,aczkolwiek zauważyłam,że szukał okazji.W dniu 4 urodzin starszej córki,kiedy goście się rozeszli,ja zajęłam się przygotowaniem córki do spania,on sprzątał,wspomnę,że był alkohol.Po jakimś czasie/nie jestem pewna,czy sobie dodatkowo nie wypił/,zaczął zachowywać się dziwnie,mówić od rzeczy,jakby miał urojenia.Próbowałam go jakoś wyciszyć,ale było coraz gorzej,zaczął być niespokojny,pobudzony,agresywny,rzucał się na podłodze.Nie wiedząc co zrobić,on obijał się o meble,wezwałam pogotowie.Lekarz i sanitariusz nie mogli sobie z nim dać rady,coś mu zrobili na uspokojenie,ale bez efektu.Wyladowaliśmy w szpitalu na izbie przyjęć,tam związany pasami dostał kroplówki,przeleżał do rana,po czym pojechaliśmy do domu.Po tym incydencie/on wie co się działo z moich opowiadań/,zgłosił się na leczenie,tzn chodził na tabletki dwa razy w tyg,potem przestał,uznał,że nie ma problemu i stopniowo wracał do picia.Na każdej imprezie musiałam go pilnować,obserwować,a on potem się dziwił,że nie chcę z nim nigdzie chodzić.Na weselu u syna przyjaciół po piciu zauważyłam,że zaczyna się robić niespokojny,dziwny,wtedy zakazałam mu picia,dałam herbaty słodkiej,jakoś minęło.Kolejny incydent miał miejsce w sylwestra ok 3 lat temu.Znów złapał go taki atak,razem wypiliśmy niewiele,bo ja drinka,gdyż miałam iść do pracy w nowy rok,on trochę u sąsiadów,ale myślę,że musiał dopić i stał się pobudzony,kulał się po podłodze,jakby słyszał jakieś głosy,kogoś wołał itp.Starałam się go uspokoić,zrobiłam hektolitry herbaty,rano córkę zawiozłam do dziadków,bo nie wiedziałam w jakim stanie się obudzi.Rok temu gdy byłam w ciąży też chodził trochę do poradni lecz uzależnień,ale przestał.A teraz świeża sprawa:w tę niedzielę był na imprezie zakładowej.Jak dzwoniłam do niego po 1 to już słyszałam,że jest bardzo wypity,po czym wcale już nie odbierał moich tel,przestałam dzwonić.Po 2 zadzwoniła jego komórka,ale to nie on,to była policja,że znaleźli go niedaleko ,że jeśli jestem żoną to mogę go odebrać,bo inaczej zawiozą go na myjkę.Zeszłam do radiowozu i to co zobaczyłam ścięło mnie z nóg;był w samych majtkach,zamknięty z tyłu radiowozu,pobudzony,agresywny,wykrzykiwał coś,nie wiedział gdzie mieszka,jak się nazywa.Powiedziałam,że ja go nie odbieram,mam małe dziecko w domu,niech go wiozą na myjkę.On teraz skruszony,potulny,mówi,że ma nauczkę,ale ja powiedziałam,że mam to gdzieś,bo minie okres potulności,moja czujność zostanie uśpiona i będzie to co było,czyli stopniowe,w/g niego "bezpieczne"picie.Chyba dojrzewam do rozstania,boję się o siebie,ale przede wszystkim o dzieci.Ostatnio nie układa nam się najlepiej w małżeństwie,nie kochamy się,i on próbował mnie obarczyć winą .Nie pozwoliłam na to,powiedziałam,że układało się wcześniej i były takie sytuacje.Dodam,że na codzień jest dobrym ojcem,dobrym pracownikiem,żal mi go,ale jesli on sam nie chce,ja mu już nie pomogę,a póki co nie wystąpił z deklaracją leczenia,ja już mu tego nie proponuję,a sam sobie nie poradzi.Mam dość ciągłego strach,pilnowania,musztrowania,zakazywania.Zauważyłam,że jak chodził na leczenie to on nie umiał,wstydził się odmawiać,nie pokazano mu,że można żyć,bawić się bez alkoholu.Być może nie trafił na dobrego terapeutę,być może nie chciał.Jest jeszcze coś,jego ojciec zginąl jak mój mąż miał dwa miesiące,prawdopodobnie zabił się nożem na imprezie domowej zakrapianej alkoholem,teraz zaczęlam się zastanawiać,że może miał podobne problemy.Niestety rodzina jego ojca milczy jak grób.Nie mam już na to sił,warto walczyć?Dodam,że ostatnio poznałam człowieka,który chce sobie ze mną ułożyć życie.Czy już do końca mam się zadręczać i narażać dzieci,ale żal mi męża,i wiem,że albo się załamie i popłynie,albo podejmie walkę.
Obserwuj wątek
    • czlowieek Re: problem z mężem-długie 07.04.11, 17:01
      Nie mam już na to sił, warto walczyć?

      Watro walczyć, ale... o spokój i szczęście. Twoje i Twoich córek. Paradoksalnie może być tak, że ta trudna dla Ciebie, ale dosyć oczywista, kiedy się na to wszystko popatrzy z zewnątrz, decyzja rozstania, bardzo pomoże wydobyć się na powierzchnię Twojemu mężowi. Może tak nie być, może tak być.

      A żeby było Wam łatwiej przetrwać ten trudny czas, przebyć go bez wielkich napięć, bez poczucia winy, wahań, czy dobrze robisz, najlepiej być „pod osłoną” poradni uzależnień. Pewnie już wiesz, że alkoholizm, to choroba rodzinna. Więc przyda się bardzo.

      I jeszcze jest Al-anon. Wspólnota osób, które są w sytuacji podobnej do Twojej. Na mityngach Al-anonu możesz czerpać wiele doświadczenia od innych, i dzielić się swoim. Będzie łatwiej.

      Twój mąż musi zawalczyć o siebie sam. Każdy musi sam.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.
    • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 07.04.11, 19:05
      Z Twojego postu wynika, że jedynie całkowita abstynencja może rozwiązać ten problem.
      Nie wiem jak kiedyś Twój mąż zachowywał się po spożyciu alkoholu, ale opisane przez Ciebie sytuacje przypominają sceny z Opętania.
      Jeżeli na trzeźwo zachowuje się normalnie to wniosek sam się nasuwa - NIE PIĆ!

    • 7zahir Masz prawo do spokoju i szczęścia. 07.04.11, 19:58
      Poczytaj tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,84335888,84335888,zona_alkoholika.html
    • aaugustw Re: problem z mężem-długie 07.04.11, 21:10
      marr40 napisała:
      > ... warto walczyć?
      _________________________________________.
      Walczyc absolutnie nie warto... Wykonczysz sie...!
      Natomiast Warto zaczac wszystko od poczatku... -
      Od nowa... - Nowe zycie bez alkoholu...!
      To jest jedyny jego owoc zakazany w tym raju...!
      To jest warunek, ktory on MUSI od zaraz spelnic!
      Ustapienie tutaj w malym wycinku doprowadzi do katastrofy cala rodzine...!
      Odwagi:
      A...
      • sabinac-0 Re: problem z mężem-długie 10.04.11, 21:03
        aaugustw napisał:

        > Natomiast Warto zaczac wszystko od poczatku... -
        > Od nowa... - Nowe zycie bez alkoholu...!
        > To jest jedyny jego owoc zakazany w tym raju...!

        To bylaby swietna rada dla meza autorki - ale, niestety, on nie zalozyl tego watku.
    • kipur Re: problem z mężem-długie 08.04.11, 17:38
      Z tego co piszesz wynika że Twój mąż Twój mąż wcale nie jest alkoholikiem .Alkoholik to osoba która nie może bez alkoholu funkcjonować .Alkohol jako używka oddziałowywuje na centralny układ nerwowy i stąd dziwne zachowania ludzi pod jego wpływem . Wydaje mi się że mąż powinien skorzystać z pomocy psychologa lub psychiatry no i oczywiście całkowicie przestać pić alkohol .W takim wypadku Twoje szykany na nic się zdadzą chyba że masz tego dość i chcesz zmienić swoje życie .
      • marr40 kipur 09.04.11, 15:14
        hm... nie mnie oceniać czy mąż jest alkoholikiem,oczywiście nie pije codziennie,chodzi do pracy,ale szuka okazji do wypicia,niejednokrotnie prowokuje sprzyjające sytuacje,widzę to ,idzie do sklepu i kupuje sobie setkę,a kiedy pytam co pij,mówi,że nie,skądże.A ostatnio ,żebym nie wyczuła,zjadł liście z kwiata.To chyba nie jest normalne zachowanie.Ja nie mówię,że pije codzień,że do nieprzytomności,powyżej opisane zdarzenia są incydentalne,ale są.Jestem wewnętrznie rozdarta,generalnie jak nie pije jest dobrym człowiekiem,ale czy mam prawo narażać dzieci na takie niebezpieczeństwo?On potrzebuje pomocy,ale nie chce o tym słyszeć.
        • andalus Re: kipur 09.04.11, 19:10
          idź do poradni uzależenień po pomoc dla współuzależnionych. Komentarz kipura - no comments.
          • aaugustw Re: kipur 09.04.11, 20:25
            andalus napisała:
            > idź do poradni uzależenień po pomoc dla współuzależnionych. Komentarz kipura -
            > no comments.
            ___________________________________________________.
            Radzilismy juz jej, np. zeby poszla do Al-Anonu i co...? - NIC...!
            A komentarz Kipura skomentuje ja: Uwazam go za bardzo dobry...!
            Wogole sprawa ta jest mi bardzo (delikatnie mowiac) tajemnicza... -
            Jeszcze nie spotkalem alkoholika, ktory po wypiciu alkoholu, (jak
            nam autorka tego watku pisze) rzucal sie na podloge i (lub) dostawal
            delirki...(!?).
            A...
            Ps. Na prywatne wywody autorki co do jej meza - no coment...!
            • upsididit1 Re: kipur 09.04.11, 22:36
              Może w przypadku jej męża alkohol jest rodzajem "katalizatora" czy też wyzwalacza (obniża próg pobudliwości drgawkowej) jakiegoś współistniejącego schorzenia neurologicznego. Na to wygląda, więc sytuacja tym bardziej jest poważna i tym bardziej mąż do alkoholu zbliżać się nie powinien, prędzej- do tomografu...
              • pierzchnia Re: kipur 09.04.11, 23:56
                Myślę, upsididit1, że mozesz mieć rację - to nie są typowe zachowania...
              • marr40 upsididit1 10.04.11, 08:56
                też się nad tym zastanawiałam,czytałam trochę o stanach majaczeniowych,ale nie do końca mi te objawy pasują,u niego mijają jak spada poziom alkoholu ,czyli jak się wyśpi.Zauważyłam,że takie jazdy często zdarzają się w sytuacjach stresowych popitych alkoholem,podejrzewałam też jakieś zaburzenia wodno-elektrolitowe,przed atakiem jest bardzo spocony,ew spadek poziomu cukru,ale jak mam mu go zbadać w tym czasie,kiedy mogę oberwać w łeb?
                • upsididit1 Re: upsididit1 10.04.11, 10:51
                  To, że jest spocony przed atakiem potwierdza moje przypuszczenia o chorobie towarzyszącej.
                  Nie wiem jak stoisz materialnie, bo przyszedł mi do głowy pomysł (może idiotyczny?), żebyś zamówiła domową wizytę neurologa (może masz jakiegoś znajomego?) i uczęstowała męża alkoholem przy nim, żeby zobaczył objawy. Oczywiście mąż nie mógłby wiedzieć, czym się trudni "gość". Jeden raz więcej to już mężowi nie zrobi różnicy za wielkiej- a oboje możecie zyskać szansę na diagnozę. Może świadomość, że jest chory na coś innego niż alkoholizm pomogłaby mu przynajmniej ZACZĄĆ leczenie i zacząć CHCIEĆ leczenia..... a inne przebłyski świadomości zaczęłyby pojawiać się z czasem? To taki optymistyczny wariant :), ale być może całkowicie "zbudowany na piasku" i do niczego, nie wiem, pierwszy raz słyszę o takich objawach, jak opisujesz, więc żaden ze mnie "empiryczny doradzacz"...
                  • marr40 Re: upsididit1 10.04.11, 16:07
                    wiesz,nie mam znajomego neurologa,który dałby się wkręcić w coś takiego,a poza tym ja nie chcę już tego oglądać,czy to picie zaplanowane,kontrolowane czy spontaniczne,boję się tego szału,i niby gdzie miałabym to zrobić?przy dzieciach,w domu?ale dziękuję za chęć pomocy,póki co mam mętlik w głowie,odbija się ta cała sytuacja na starszej córce,ona jest już świadoma,że tata popija,a ja nie będę takich rzeczy przed nią ukrywać,wie,że tata był na izbie wytrzeźwień i wie dlaczego.
            • wolfigen Re: kipur 09.04.11, 23:43
              aaugustw napisał:


              > Radzilismy juz jej, np. zeby poszla do Al-Anonu i co...? - NIC...!

              ojej.....tyle wysiłku "włożyliście" i NIC .....aj niewdzięczna ta kobieta i jej prywatne wywody i nie dobra . radzili , radzili i go*** uradzili.
              jej facet ma pod deklem ostrą jazde jak wypije, jest niebezpieczny dla siebie i bliskich... powinno sie go leczyć przymusowo u czubków na cokolwiek i trzymać w pasach , gdy tylko zobaczy alkohol , a nie dopiero gdy go wypije.....dawnymi czasy , lub obecnie w ameryce - taki gościu ma zakaz zbliżania sie do rodziny na mniej niż 100 yardów pod grożbą odstrzału. a czy sie leczy , czy nie to tylko jego brocha..
              nie umiesz pić--
            • marr40 Re: kipur 10.04.11, 08:50
              jakie prywatne wywody?opisałam po prostu całą sytuację,więc nie wiem o co Ci aaugustw chodzi?tak ciężko to zrozumieć,że strach żyć z kimś takim pod jednym dachem w takich kryzysowych momentach?dzięki za "zrozumienie"-najwidoczniej nie jestescie tu,by pomóc,ale aby oceniać.Skoro on się nie chce leczyć,ja muszę postawić sprawę jasno-muszę odejść i to mi powiedzą na spotkaniu.Owszem planuję się wybrać,bo tam być może mogą mi pomóc.Maz jest teraz przyczajony,potulny,ja wiem,że to się nazywa "uśpienie czujności".
              • aaugustw Re: kipur 10.04.11, 09:32
                marr40 napisała:
                > jakie prywatne wywody?opisałam po prostu całą sytuację,więc nie wiem o co Ci aa
                > ugustw chodzi? Skoro on się nie chce leczyć,ja muszę postawić sprawę jasno-muszę odejść i to mi powiedzą na spotkaniu...
                ____________________________________________________________.
                Przynajmniej nie udawaj swietej, (ani glupiej)... - O to mi chodzi, co sama
                tu od poczatku piszesz...!
                Ty chcesz faceta wykopac, nic nie robiac w przeciwnym kierunku...
                (ani takze nie starasz sie wyjasnic najpierw jego dziwnych zachowan...!).
                Ty programujesz siebie sama i z gory juz wiesz; "co oni tam tobie powiedza"
                na spotkaniu, mianowicie; porzucic go...!
                Rozwody mozna jeszcze inaczej przeprowadzic... - Wcale nie trzeba szukac
                winy u partnera, kiedy samem dawno nie jest sie w porzadku...!
                A...
                Ps. marr40 napisała jeszcze:
                > Owszem planuję się wybrać,bo tam być może mogą mi pomóc.Maz jest teraz przyczajony,potulny,ja wiem,że to się nazywa "uśpienie czujności".
                Odp: Jakiej ty pomocy oczekujesz tu, czy tam...!?
                Przytakniecia, akceptacji, zgody na twoje zamiary...!?

                • upsididit1 Re: kipur 10.04.11, 10:34
                  August, czemu Ty jesteś taki agresywny werbalnie? Dziewczyna ma poważny problem, szuka pomocy- bądź co bądź- w fachowym gronie, a Ty jeździsz po niej jak po łysej kobyle. Myślisz że po to się tu zalogowała żeby złośliwości poczytać i garść "uwag" na SWÓJ temat zgarnąć? No litości! Przynajmniej- przy niedzieli ;)...
                  • aaugustw Do Upsididit1... 10.04.11, 11:55
                    upsididit1 napisała (do A...):
                    > August, czemu Ty jesteś taki agresywny werbalnie?
                    .................................................
                    upsididit1 napisała (do marr40...):
                    > ... pierwszy raz słyszę o takich objawach, jak opisujesz,
                    więc żaden ze mnie "empiryczny doradzacz"...
                    _____________________________________________.
                    To nie jest agresywnosc... - To tylko moja gola prawda,
                    ktora w tak agresywny sposob odbieraja zagubieni, bo
                    godzi ona w nich samych...!
                    A pisze w ten sposob dlatego, bo nie lubie byc wodzony
                    za nos, jak Ty... - Moze dlatego, ze poznalem i spotykam
                    sie z innym realnym obrazem pomocy i troski o bardzo
                    bliskiego blizniego swego...(!?).
                    A...
                    • upsididit1 Re: Do Upsididit1... 10.04.11, 12:03
                      Napisz proszę więc coś realnie pomocowego dla marr40, ja nie mam na razie więcej pomysłów....
                      • aaugustw Re: Do Upsididit1... 10.04.11, 12:11
                        upsididit1 napisała:
                        > Napisz proszę więc coś realnie pomocowego dla marr40, ja nie mam na razie więce
                        > j pomysłów....
                        _________________________________.
                        Oto to:
                        Marr40, odpowiedz sobie w pierwszym rzedzie czy kochasz meza, czy naprawde chcesz z nim razem zyc, nie tylko pod "jednym dachem", ale i w jednym lozku i czy chcesz aby on byl ojcem dla Waszego dziecka, do ktorego to dziecko nalezy bez wzgledu na to jaki ten ojciec jest...!
                        Po otrzymaniu odpowiedzi jasnej i prawdziwej, c.d.n.
                        A...
                        • e4ska Re: Do Upsididit1... 10.04.11, 13:09
                          To jest zbyt niejasne pytanie, ale w istocie Marr już wyjaśniła w pierwszym poście, o co jej chodzi. Wystarczy przeczytać.

                          Ważna sprawa - my wyrażamy tutaj swoje odczucia, swoje opinie, które mogą być pomocne w sensie inspiracji, bodźca do refleksji, ale wybijmy sobie z głowy jakieś próby naprawiania czy raczej przeróbek cudzego życia w sytuacji, gdy pojawia się ktoś dla nas zupełnie obcy, znaczy - nieznany. Co innego, gdy ktoś pisze już czas dłuższy i widać, co go trapi. Wtedy możemy napisać w stylu: Idź do terapeuty!

                          Z perspektywy osoby samodzielnie rozwiązującej swoje problemy życiowe i niemałej wiedzy o kłopotach i bolączkach osób funkcjonujących w krechach alkoholicznych podkreślę, że bardzo ryzykowne jest wchodzenie w świat "leczenia alkoholizmu i koalkoholizmu". Można lata strawić na rozciąganiu flaków z olejem i łażenia razem z muchą w smole. Trudno potem nawiązać jakieś udane związki z innym partnerem.

                          Czy naprawdę osoba uwikłana w relację społeczną z pijakiem lub pijaczką musi w celu rozwiązania swoich problemów iść do terapeuty, do AA czy Al-anon? A z jakiej to niby przyczyny? Że inni poszli? Ich sprawa. Jednym pomogło, drugim zaszkodziło, a czas stracony - nie do odzyskania.

                          Oczywiscie, najczęściej będziemy czuli do siebie żal, że opuściliśmy biednego żuczka-gnojadka. Ale ten żal minie, Marr. Żuczek wykona jeszcze niejeden taniec godowy, ponieważ na pewno nie jest łatwo polskiemu mężczyźnie zająć się sprzątaniem, praniem, zakupami, gotowaniem, prasowaniem. Taka kultura. Dlatego bardzo szybko wejdzie w nowy związek partnerski, tyle że będzie bardziej uważał, aby nie stracić "zesłanej mu przez Boga" kucharki.

                          Model pijaństwa, jaki ten twój prezentuje, jest modelem niebezpiecznym. Od wariata najlepiej trzymać się z daleka. Co innego pijak gnijący w legowisku, ale spokojny. A już pokątne wypijanie setek świadczy, że nałóg poszedł daleko.

                          Zamiast iść do zawodowych zaklinaczy fatalnego losu, lepiej iść do swojego ewentualnego opiekuńczego partnera i omówić warunki bycia razem. Po czym rozpocząć nowe życie z dala od towarzystw pijackich, koncentrując się na chwili obecnej. Że pamięć nieposłuszna będzie ci podpowiadać, jak to gnojadek skrzywdzony został przez ciebie - tego pewnie nie unikniesz, ale przywykniesz.

                          Litość to wrodzona przypadłość kobieca, równie uciążliwa jak piersi z przodu i comiesięczne zmiany nastrojów.
                          :-)
                          • aaugustw Re: Do Upsididit1... 10.04.11, 13:40
                            e4ska napisała:
                            > ... Czy naprawdę osoba uwikłana w relację społeczną z pijakiem lub pijaczką musi w
                            > celu rozwiązania swoich problemów iść do terapeuty, do AA czy Al-anon? A z ja
                            > kiej to niby przyczyny? Że inni poszli? Ich sprawa. Jednym pomogło, drugim zasz
                            > kodziło, a czas stracony - nie do odzyskania.
                            __________________________________________________.
                            Z Twojego tekstu - Eska, wyjalem tylko te czesc, z ktorym nie
                            moge sie zgodzic, dla dobra autorki tego watku...! (tak, dla JEJ dobra,
                            czego ona takze nie jest w stanie na dzien dzisiejszy jeszcze docenic...!).
                            Ona potrzebuje pomocy, a gdzie moze ja znalezc, jak nie u
                            osob, ktore maja to juz za soba, tam gdzie dziela sie one TYLKO swoimi
                            doswiadczeniami, sila i nadzieja... - Cos takiego nie moze i nie umie
                            NIKOMU zaszkodzic, bo nie jest to zadnym pouczaniem drugiego...! -
                            Ten "drugi", ktory takie doswiadczenie zdobedzie musi (jak zechce)
                            sam potem znalezc swoja wlasna droge do szczescia...!
                            Malo tego, gdyby nasza autorka nie potrzebowala pomocy, nie byloby jej tutaj,
                            sama by rozwiazala (jak piszesz) ten swoj problem, ale ona nie potrafi,
                            bo to jest nie tylko jej meza problem, ale i jej osobisty rowniez...!
                            Jezeli zyje sie z partnerem nastepuje (krotko piszac) "wymieszanie" osobowosci...!
                            Jezeli nie przerobi tego zadania domowego, wspolczuje jej nastepnemu
                            partnerowi i jej samej.
                            (mam w bloku taka pania, ktorej maz sie zapil, a teraz ma takiego,
                            ktory nie pije, nie pali, czysci podlogi, robi zakupy, gotuje, etc, a ona
                            powinna byc zadowolona, gdziez tam 2-3 razy dziennie jezdzi sobie
                            po nim, jak stara kobyla po jezdzcu...! ;-)
                            A...
                        • marr40 Re: Do augustw 10.04.11, 16:17
                          Marr40, odpowiedz sobie w pierwszym rzedzie czy kochasz meza, czy naprawde chce
                          > sz z nim razem zyc, nie tylko pod "jednym dachem", ale i w jednym lozku i czy c
                          > hcesz aby on byl ojcem dla Waszego dziecka, do ktorego to dziecko nalezy bez wz
                          > gledu na to jaki ten ojciec jest...!
                          > Po otrzymaniu odpowiedzi jasnej i prawdziwej, c.d.n.
                          >
                          Jeśli podjąłby leczenie,jeśli by nie pił to chcę z nim być.Ale jeśli miałby nie pić to nie na zasadzie jak to było przy ostatniej terapii,że w towarzystwie ponuro odmawia,szukając wykrętów i każdy z wyrzutem patrzy na mnie,że niby ja mu zabraniam.Nie chcę tego,chcę,żeby to była odmowa z jego wyboru i przekonania.Ale jeśli sam przed sobą się nie przyzna do problemu i nie podejmie kroków,żeby nie pić to nie chcę z nim być.Ze względu na dzieci,na siebie też.Nie chodzi o to,by szukać pocieszenia u boku kogoś innego,chcę odejść,żeby być sama z dziećmi,wiem,że to będzie trudne,chociażby materialnie i emocjonalnie,ale dzieci będą miały spokój,ja również,bo niestety mój stan emocjonalny ostatnich dni nie służy im.Czy odejdę czy zostanę pomoc i tak będzie mi potrzebna,to wiem.
                          • wolfigen Re: Do augustw 10.04.11, 18:28
                            problemem miszczow pokroju augusta są kobiety wymagające, takie co i w pysk potrafią pijaka strzelić, wykopać go z domu gdy brudzi na pod lodze i robi obciach na całą okolice rodzinie. ciekawe , ze w takich sytuacjach Miszczu nie roztkliwia się nad dziećmi takiego szmatlatwca, co one czują , gdy reszta klasy im dokucza : "tata pijak , tata pijak " .... ale Miszczu otoczac będzie opieką zapitego żuczka nieboraka . innym gatunkiem problemowych kobiet dla Miszcza , są kobiety wątpiące. dla Miszcza po prostu pępkiem świata i rodziny alkoholika, jest alkoholik....reszta otoczenia to pazie, giermki i inne slużebne niemoty. no i Miszcz ma dar jasnowidzenia, wie co komu w duszy gra, ku czemu zmierza, jakie będą tego skutki itd.
                            Marr......idź do poradni leczenia uzależnień w swojej sprawie, nie męża, idź na policje, nawet do diabła....stawiaj pijanicy twarde warunki , albo won z domu ...inaczej guzik z tego będzie
                            • upsididit1 Re: Do augustw 10.04.11, 20:33
                              Stawianie partnerowi twardych warunków- choć to świetne wyjście- to właśnie może być najtrudniejsza sprawa, dla osoby która nie pije. Szczególnie jeśli jest nią kobieta. Kobieta będzie po tysiąckroć analizować każde słowo, wydarzenie, gest aby dojść do PEWNOŚCI- na ile mu się NIE CHCE a na ile NIE MOŻE (bo choroba jest silniejsza) się zmienić. No a tej pewności jako niepijąca- nijak nie uzyska - bo wiedzieć co i kiedy jest dla pijaka wykonalne a co nie- może moim skromnym zdaniem tylko drugi pijak. Skoro więc Marr nie masz neurologa na podorędziu- może masz jakiegoś alkoholika (trzeźwego!!!!) jeśli nie masz przekonania do udania się do poradni uzależnień czy Al-anon? Korespondencyjnie, jak się nie zna ludzi na prawdę ciężko doradzić....
                              A co do dzieci dokuczających Wolf- to byłoby PIĘKNIE, gdyby zawsze dokuczały, bo by to upraszczało proces decyzyjny osoby pokrzywdzonej i odzierało z licznych dylematów. Wielu pijaków- to IDOLE dzieci (i nie tylko), najfajniejsi "wujkowie" i "ciocie", najzabawniejsi, najlepiej się bawią, śpiewają piosenki itd. Na zewnątrz rodziny sprawa może wcale nie wyglądać tak dramatycznie, jak wygląda w środku. To doskonale wiem z autopsji.
                          • aaugustw Re: Do augustw 10.04.11, 22:52
                            marr40 Odpisała (do A...):
                            > Jeśli podjąłby leczenie,jeśli by nie pił to chcę z nim być.Ale jeśli miałby nie
                            > pić to nie na zasadzie jak to było przy ostatniej terapii,że w towarzystwie po
                            > nuro odmawia,szukając wykrętów i każdy z wyrzutem patrzy na mnie,że niby ja mu
                            > zabraniam.Nie chcę tego,chcę,żeby to była odmowa z jego wyboru i przekonania.Al
                            > e jeśli sam przed sobą się nie przyzna do problemu i nie podejmie kroków,żeby n
                            > ie pić to nie chcę z nim być.Ze względu na dzieci,na siebie też.Nie chodzi o to
                            > ,by szukać pocieszenia u boku kogoś innego,chcę odejść,żeby być sama z dziećmi,
                            > wiem,że to będzie trudne,chociażby materialnie i emocjonalnie,ale dzieci będą m
                            > iały spokój,ja również,bo niestety mój stan emocjonalny ostatnich dni nie służy
                            > im.Czy odejdę czy zostanę pomoc i tak będzie mi potrzebna,to wiem.
                            _________________________________________________________.
                            Rozumiem... - Dziekuje Ci za odpowiedz i przepraszam, ze wczesniej
                            nie odpisywalem, choc obiecalem, ale mialem duzo zajec domowych
                            oraz tych zwiazanych z bezalkoholowym zyciem...
                            Pomine dzis te wszystkie oszczekiwania i skoncentruje sie choc troszke
                            na Twoim temacie...
                            Porozmawial wiec z nim teraz w taki sposob, w jaki tu napisalas... -
                            Do rozpoczecia z partnerem zycia od nowa musi byc dwoch, ktorzy
                            tego samego chca... - Przy tym daj mu te zelazna alternatywe; albo, albo...
                            Zeby zrozumial, ze Ty nie zartujesz, ale jednoczesnie daj mu swobode
                            decydowania o sobie w sytuacjach kiedy na stole pojawia sie alkohol...
                            Zmeczony dzis juz jestem, a i pora juz spac... - Zatem do jutra.
                            Spokojnej nocy zycze. Dobtranoc:
                            A...
                            Ps. Nie podejmuj nigdy rozmowy kiedy jestes zmeczona i nie wypominaj nic.
                            Pokaz mu, ze Ci zalezy na nim... - To wazne...!
                            • marr40 Re: Do augustw 11.04.11, 10:00
                              odbyliśmy dziś rano rozmowę,po tygodniu ciszy,postawiłam sprawę jasno,albo alkohol albo rodzina,spokojnie,rzeczowo powiedziałam,że nie chcę dla dzieci przyszłości z takim strachem w tle,siedzenia na bombie zegarowej.Ale mam wątpliwości ,bo mąż z wyrzutem,z nutą gniewu w głosie powiedział "dobrze,zgłoszę się na leczenie".Zaznaczyłam ,że ja mu nie każę,że albo sam będzie chcial,albo to się nie uda.Ja mogę mu pomóc,wesprzeć,ale prowadzać i pilnować go czy chodzi na terapię,czy znów potajemnie kupuje alkohol nie mam zamiaru,bo to nic nie da.On sam w towarzystwie musi wiedzieć,że nie pije,tym bardziej,że nie zawsze chodzimy razem.Wtedy przerwał terapię,bo jak stwierdził,chodzą tam osoby jedynie po podpisy do opieki społecznej i nic tam się nie dzieje.Ciężko mi coś powiedzieć o metodach tam stosowanych,ale przecież jak się chce to można poszukać innej pomocy,poprosić o rozmowę indywidualną z terapeutą,z psychiatrą,ale on zrezygnowal wtedy pod byle pretekstem.Czy teraz jest na to gotowy do końca to nie wiem,mam wątpliwosci.Wiem,że powinien skorzystać z pomocy psychiatry,tym bardziej,że jego rodzinie wujek miał schizofrenię,a ojciec nie wiadomo co,skoro miał podobne zachowania po alkoholu.Chciałabym zawalczyć,bo jak nie pije jest normalnym facetem.Jest jeszcze jeden problem,a mianowicie praca,która tu teraz się kończy,rodzina załatwia mu pracę w Anglii,ale mam wątpliwości czy powinien jechać,czy teraz powinien jechać...bo szczerze to martwię się o niego,bo jak tam zdarzy się taka sytuacja to raczej mu nikt nie pomoże.
                              • aaugustw Do Marr40... 11.04.11, 14:25
                                marr40 napisała:
                                > odbyliśmy dziś rano rozmowę,po tygodniu ciszy,postawiłam sprawę jasno...
                                _______________________________________________________________.
                                Bardzo ladny i dojrzaly dobor slow... - Tak wlasnie wyobrazam sobie i moje
                                zycie; w wolnosci i z otwartymi kartami... - Bez kombinacji i bez ukrywania
                                czegokolwiek... - W pelnym zaufaniu i w pelnej swobodzie ruchow...!
                                Na Twoim miejscu sprobowalbym teraz (to tylko sugestia) zajac sie tylko soba,
                                nie podgladac jego zachowan, ani czynow... - Nic na nim nie wymuszaj i pozwol
                                mu samemu decydowac o sobie, zwlaszcza wtedy, kiedy w poblizu znajdzie sie alkohol...
                                Nie spodziewaj sie jednak zadnego cudu... - Jezeli jest on alkoholikiem, moze dojsc
                                do nawrotu choroby i wypicia alkoholu... - Nie rob wtedy z tego tragedii, lecz daj
                                mu jeszcze raz szanse, nie wypominajac mu nic... - On sam dostatecznie duzo juz
                                cierpi...!
                                Kazdy dzien bedzie Wam przynosil nowe doswiadczenia, nowa swiadomosc,
                                wieksza nadzieje, wiare...
                                Nie przejmuj sie tym, jak on zareagowal na Twoje slowa... - On nie umial
                                inaczej zareagowac anizeli tak, jak to zescie sobie przez lata wzajemnie
                                "wyprodukowali"...! ;-) - Poza tym on podswiadomie jeszcze broni swego
                                postepowania i tradycji zwiazanych z alkoholem w jego swiatku... Zreszta,
                                Ktory mezczyzna chce sie przyznac do swojej bezsilnosci i nie kierowania
                                wlasnym zyciem, (pomimo, ze dotyczy to tylko jednej suchej galezi na tym
                                wspanialym drzewie zycia...!).
                                Jezeli wyjedzie do Anglii, do pracy, mam tam bardzo duzo niepijacych znajomych,
                                ze Wspolnoty AA... - Dysponuje aktualnym wykazem licznych, polskojezycznch
                                Grup AA, ktore dzialaja na terenie nie tylko Anglii, ale i calej Wielkiej Brytanii
                                oraz w Europie - poza granicami Polski...!
                                Jezeli zechce on kiedys taki kontakt, niech napisze do mnie: awyst@t-online.de
                                albo niech mi da swoj numer telefonu domowego (stacjonarny), wtedy zadzwonie
                                i pogadamy - za darmo...! On musi tylko chciec...! - Powiedz mu; ja bylem o wiele
                                dalej, a raczej o wiele blizej smierci przez alkohol, anizeli on...!
                                Pozdrawiam: A... ;-)
                                • marr40 augustw 13.04.11, 16:11
                                  od ostatniej rozmowy cisza w temacie,zachowanie nienaganne,wręcz wzorowe,czy to ma mnie zmylić,uśpić,uciszyć,abym za chwilę nie domagała się jego leczenia terapii?abym za czas dluższy lub krótszy dała przyzwolenie na piwo?Powiedz mi czy osoba uzależniona ma szansę wyjść z tego bez pomocy kogoś fachowego?mi wydaje się,że nie.Dodaam,że mąż jest osobą ulegającą wpływom innych.Czy jeśli znów sięgnie po piwo,czy inny trunek-odejść i nie czekać na gorszy rozwój wypadków?Coś mam dziś doła,same czarne myśli chodzą mi po głowie,chciałabym mu pomóc,ale czy dam radę samą wiarą w powodzenie/ Na razie wyjazd do Angii stoi pod znakiem zapytania,zależy mi na nim,bo martwię się o ten wyjazd.A na terapię za rękę go nie zaprowadzę,on póki co nic na ten temat od ostatniej rozmowy nie mówi,nic nie czyni w tym kierunku,a ja póki co nie naciskam.Nie pisałam wcześniej,bo pracowałam,potem zajęłam się dzieckiem i tak zeszło.Pozdrawiam
                                  • wolfigen Re: augustw 13.04.11, 18:41
                                    marr40 napisała:

                                    > od ostatniej rozmowy cisza w temacie,zachowanie nienaganne,wręcz wzorowe,czy to
                                    > ma mnie zmylić,uśpić,uciszyć,abym za chwilę nie domagała się jego leczenia te
                                    > rapii?abym za czas dluższy lub krótszy dała przyzwolenie na piwo?

                                    niekoniecznie, ja w takich sytuacjach autentycznie wierzyłem jakiś czas, że nie chcę już pić, że nie będę, że nie muszę, itd etc. poczucie winy, wstyd. moralniak, trzymały mnie w ryzach do pewnego momentu. a potem wszystko wracało do normy. nie zawsze jest tak ,że alkoholik wszystko świadomie i z premedytacją robi w celu napicia się za jakiś czas. nie ma na to reguły. dlatego moja żona w końcu wypracowała własne reguły dla spokoju i komfortu samej siebie. ja swój komfort przepiłem.
                • marr40 augustw 10.04.11, 11:36
                  Tobie już naprawdę dziękuję:(
                  • aaugustw Re: augustw 10.04.11, 11:55
                    marr40 napisała (do A...):
                    > Tobie już naprawdę dziękuję:(
                    __________________________.
                    Podziekuj (na razie) sobie...!
                    Mnie podziekujesz(?) pozniej...!
                    A... ;-)
                    • andalus Re: augustw i marr 10.04.11, 15:11
                      august twoja nienawiść do współuzaleznionych bije po oczach. oczywiście znajdziesz jakąś ciętą ripostę bo nie byłbyś augustem dumnym.
                      Marr - piszesz,że mąż się leczył, był w poradni, byl na terapii. Mniemam że ktoś go zdiagnozował jako alko. Szukanie innych rozwiązań zostawmy lekarzom. W sumie nie rozumiem czemu, jeśli takie zachowanie zdarza się po alkoholu, a mąż nie chce przestać, robi różnicę czy jest alkoholikiem czy nie. Destabilizacja rodziny z powodu jego picia jest jasna.
                      I nie wiem czemu masz szukać winy w sobie jak ci to radzi na sz august dumny.
                • sabinac-0 Re: kipur 10.04.11, 21:16
                  aaugustw napisał:

                  > Ty chcesz faceta wykopac, nic nie robiac w przeciwnym kierunku...
                  > (ani takze nie starasz sie wyjasnic najpierw jego dziwnych zachowan...!).

                  Rozumiem - uwazasz, ze autorka ma przytulac, wyjasniac, rozumiec faceta, ktory jakos niespecjalnie ma zamiar wyjasniac swoje zachowanie a tym bardziej je zmienic.

                  Ze autorka i dziecko moga pewnego dnia zostac zadzgani w ataku pijackiego szalu, dla Ciebie to najwyrazniej pryszcz.
            • sabinac-0 Re: kipur 10.04.11, 21:12
              aaugustw napisał:

              > Jeszcze nie spotkalem alkoholika, ktory po wypiciu alkoholu, (jak
              > nam autorka tego watku pisze) rzucal sie na podloge i (lub) dostawal
              > delirki...(!?).

              A ja tak.
              Nazywa sie to "upojenie patologiczne".
              Co gorsza, czesto laczy sie z zaburzeniami osobowosci (popularnie zwanymi "psychopatia").
              • pierzchnia Re: kipur 10.04.11, 21:35
                PSYCHOPATIE
              • marr40 re; 11.04.11, 10:04
                upojenie patologiczne?hm...coś w tym jest,tym bardziej,że rodzinnie jest obciążony psychiatrycznie,muszę podrążyć temat,ale pewnie najlepiej wyjaśniłby to lekarz psychiatra.Dzięki
                • aaugustw Re: re; 11.04.11, 14:30
                  marr40 napisała:
                  > upojenie patologiczne?hm...coś w tym jest...
                  ___________________________________________________.
                  W tym temacie nie mam zadnego doswiadczenia, a to znaczy:
                  nie mam takze nic do powiedzenia, z wyjatkiem tego o czym
                  juz wczesniej wspomnialem... - Zero alkoholu...!
                  A...
                  Ps. Uwierzylem Twoim slowom...! ;-)
                  • sabinac-0 Re: re; 12.04.11, 13:14
                    aaugustw napisał:

                    . - Zero alkoholu...!

                    Autorka moze sobie to "zero alkoholu" wprowadzac do usr...j smierci, a jej maz i tak bedzie popijal , majac gleboko gdzies, ze go potem policja odwozi w majtach, zwiazanego i kwiczacego, wrzucajac go do domu zawstydzonej zonie i wystraszonemu dziecku.
                    I facet, i August uwazaja, ze to problem zony i ze ona ma sie teraz poswiecic,douczyc, zrozumiec i nie tknac alkoholu przez reszte zycia a on moze sie zastanowi, czy juz zasluzyla na jego niepicie.
                    • aaugustw Re: re; 12.04.11, 13:35
                      sabinac-0 napisała:

                      > aaugustw napisał:
                      > . - Zero alkoholu...!
                      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                      > Autorka moze sobie to "zero alkoholu" wprowadzac do usr...j smierci, a jej maz
                      > i tak bedzie popijal , majac gleboko gdzies, ze go potem policja odwozi w majta
                      > ch, zwiazanego i kwiczacego, wrzucajac go do domu zawstydzonej zonie i wystrasz
                      > onemu dziecku.
                      > I facet, i August uwazaja, ze to problem zony i ze ona ma sie teraz poswiecic,d
                      > ouczyc, zrozumiec i nie tknac alkoholu przez reszte zycia a on moze sie zastano
                      > wi, czy juz zasluzyla na jego niepicie.
                      _______________________________________________________________.
                      Sabina widze u Ciebie mocny i nie przerobiony problem wspoluzaleznienia...!
                      Zaloze sie, ze nie bylas jeszcze w Al-Anonie...!
                      To nie jest problem zony, jak mi probujesz wmowic... - To jest Problem calej rodziny...!
                      Cala rodzina jest chora i dlatego zapytalem jej; Czy ona chce dalej,
                      czy jej zalezy na mezu, na ojcu dla dzieci, etc... - Powiedziala: Tak...!
                      Wiec mozna to rozwiazac nie kijami, lecz (z doswiadczenia innych),
                      miloscia i cierpliwoscia...
                      Dam przyklad: Zagram, np. taka odmienna role... - Moja zona pije, ja nie... -
                      Zalezy mi na niej... - Co robie...?
                      Wpierw sam musze dowiedziec sie duzo o tym problemie, o tej chorobie...!
                      Potem rozmowa cierpliwa i nie wrzask... - nastepnie daje jej jedyny warunek:
                      To "zero alkoholu" i tu zaczynasz ty jajczyc, ja z kolei po pierwszym zapiciu ,
                      (w tym przykladzie) mojej zony, konsekwentnie koncze zabawe w ciuciubabke...!
                      Nie ma zadnego (cyt.): "...wprowadzania "zero alkoholu" do usr...j smierci..."
                      A...
                      • sabinac-0 Re: re; 13.04.11, 17:11
                        aaugustw napisał:

                        > Sabina widze u Ciebie mocny i nie przerobiony problem wspoluzaleznienia...!

                        Dziekuje za widzenie.
                        Jak umyje szklana kule z kurzu napisze, co widze u Ciebie. :)

                        > To nie jest problem zony, jak mi probujesz wmowic... - To jest Problem calej ro
                        > dziny...!

                        Nie. To problem pijacego.
                        Jedyny problem zony to czy chce znosic razem z dzieckiem pijackie ekscesy malzonka a jedyny problem dziecka, to czy mamie starczy jajnikow by go wyrwac z koszmaru.

                        > zapytalem jej; Czy ona chce dalej,
                        > czy jej zalezy na mezu, na ojcu dla dzieci, etc... - Powiedziala: Tak...!

                        Ciekawe, czy ktokolwiek zapytal jej, czy zalezy jej na jej samej i na dziecku, na spokoju, na jako takiej pewnosci jutra, na samorozwoju, na szczesciu...
                        Obawiam sie, ze od dziecka wpajano jej, ze takie pytanie to naganny egoizm.

                        > Dam przyklad: Zagram, np. taka odmienna role... - Moja zona pije, ja nie... -
                        > Zalezy mi na niej... - Co robie...?

                        Najlepiej odejsc wraz z dziecmi, by nie musialy patrzec na pijana matke.
                        Jesli jej zalezy na niej samej i jesli cie kocha, zauwazy ze przez picie traci cos cennego - i byc moze bedzie chciala to odzyskac.

                        Niestety niewielu mezczyzn na to stac, zwykle odchodzac zostawiaja dzieci pijacej zonie.

                        > Potem rozmowa cierpliwa i nie wrzask... -

                        No, juz widze "spokojna, cierpliwa rozmowe" z alkoholikiem, ktory nie widzi problemu i ma gdzies cudze uczucia.

                        > nastepnie daje jej jedyny warunek:
                        > To "zero alkoholu" i tu zaczynasz ty jajczyc,

                        Nie "jajcze" tylko zauwazam, ze zwykle jedyna osoba, w ktora owo "zero alkoholu" uderza jest nieszczesny "wspoluzalezniony", ktoremu teraz do ciezaru calego domu, rodziny, zapinania finansow i pilnowania pijaka dochodzi nowe zobowiazanie.
                        • andalus Re: re; 15.04.11, 18:56
                          dopiero teraz zauważyłam ten fragment. Hrabia august znowu występuje z pozycji wszystkowiedzącego. Nawet diagnozującego współuzależnienie. Na boga a co ty niepijący alko możesz o tym wiedzieć. Ja nie ośmielam sie mówić jak zrezygnować z picia i jak ma wygladać twoja terapia. Przypominasz "apostoła" - wszystko dla alko. Nie ma co się zastanwiać na tym co ten oto pijak dla mnie znaczy. to nie prowadzi do niczego. z alko nie da się rozmawiać, nawet jak jest trzeźwy. Mózg w zaniku. zapomina szybciej niż się napije a nawet jak nie pije Więc showaj te swoje komentarze dla współuzależnionych .
                • wolfigen Re: re; 11.04.11, 17:11
                  marr40 napisała:

                  > upojenie patologiczne?hm...coś w tym jest,tym bardziej,że rodzinnie jest obciąż
                  > ony psychiatrycznie,muszę podrążyć temat,ale pewnie najlepiej wyjaśniłby to lek
                  > arz psychiatra.Dzięki

                  tu nie ma co drążyć na własną rękę, a już najmniej w necie, bo wyjdzie Ci ,że Twój mąż jest chory na wszystko co ma w nazwie : -psycho.., ...fobia, ...izm itd etc.

                  zajmij się sobą i dzieckiem i zrób wszystko byście były bezpieczne i wyspane...i co ważne; zabezieczone materialnie . miłość wspaniała sprawa, sakramenty kościelne też....ale nagroda za to w innym wcieleniu. jak Ci sie nie spieszy- poczekasz, ale pytałaś dzieciaka , czy ma takie samo zdanie ?

      • sabinac-0 Re: problem z mężem-długie 10.04.11, 21:05
        kipur napisał:

        > Z tego co piszesz wynika że Twój mąż Twój mąż wcale nie jest alkoholikiem .(...) Wydaje > mi się że mąż powinien skorzystać z pomocy psychologa lub ps
        > ychiatry no i oczywiście całkowicie przestać pić alkohol .

        Jesli ktos nie potrafi zrezygnowac z picia pomimo, ze alkohol powoduje u niego problemy, JEST ALKOHOLIKIEM.
        • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 10.04.11, 23:32
          > Jesli ktos nie potrafi zrezygnowac z picia pomimo, ze alkohol powoduje u niego
          > problemy, JEST ALKOHOLIKIEM.

          W zasadzie można by się zgodzić, z tą tezą...
          Hipotetycznie uzależnić może się każdy - powodem, dla którego tak się nie dzieje ze wszystkimi, jest brak nadmiernego spożywania, co w ostateczności doprowadza do uzależnienia.
          Jednak uzależnienie od alkoholu, w wypadku osoby psychopatycznej, jest - moim zdaniem, inne.
          Prawdopodobnie dlatego, powszechnie stosowana terapia, nie przynosi pożądanych skutków.
          Jesteśmy różni i trzeba o tym pamiętać...
        • kipur Re: problem z mężem-długie 11.04.11, 22:20
          sabinac-0 napisała:
          >
          > Jesli ktos nie potrafi zrezygnowac z picia pomimo, ze alkohol powoduje u niego
          > problemy, JEST ALKOHOLIKIEM.
          >
          >
          Gdyby ta teza była prawdziwa to 70% populacji należałoby nazwać alkoholokami i leczyć z tego.W niewielu przypadkach alkohol działa uspakajająco .Wracając do tematu . Z tego co piszesz wynika że twój mąż jest chory . Nikt tutaj nie zdjagnozuje tego .Moja rada to udaj się sama na prywatną wizytę ( koszt około 80 do 100 zł)do lekarza psychiatry i opowiedz mu wszystko co wiesz o mężu bez przebarwień .On powie Ci co z tym trzeba zrobić i jakie działania podjąć i jakie ewentualnie badania laboratoryjne należy wykonać .Zrób to jak najszybciej abyś nie miała do czynienia z alkoholizmem .
          • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 11.04.11, 23:12
            kipur napisał:

            > sabinac-0 napisała:
            > >
            > > Jesli ktos nie potrafi zrezygnowac z picia pomimo, ze alkohol powoduje u
            > niego
            > > problemy, JEST ALKOHOLIKIEM.
            > >
            > >
            > Gdyby ta teza była prawdziwa to 70% populacji należałoby nazwać alkoholokami i
            > leczyć z tego.

            Dlatego napisałem, że hipotetycznie uzależnić może się każdy.
            Te 70% populacji to osoby uzależnione, ale funkcjonujące społecznie - piją codziennie / najczęściej po robocie/.
            W moim przypadku / osoby, która była uzależniona/ wypicie np. jednego piwa czy dwóch kieliszków wina nie spowoduje powrotu do nałogu - załóżmy, że to sprawdziłem...
            U innych /oczywiście nie wszystkich/ takie działanie wywoła reakcje nawrotu i ciąg alkoholowy.
            Dlaczego tak się dzieje?
            Samo /wieloletnie odtrucie organizmu/ nie wystarczy - tutaj potrzeba czegoś więcej.
            Mnie już po prostu te stany nie interesują - stany wywołane odpowiednią dawką alkoholu czyli upijanie się.
            Tutaj liczy się intencja - jaki jest powód sięgnięcia po tę przysłowiową szklankę piwa?
            Odniosłem sukces - jestem wolny, ale opowiadam wyłącznie o sobie, a zatem nie mogę brać odpowiedzialności za kogoś innego.
            Dzisiaj, wracając z cmentarza, wstąpiłem do cukierni gdzie kupiłem lody i jednego pączka - nie poleciałem do piwiarni po szklanicę piwa.
            • wolfigen Re: problem z mężem-długie 12.04.11, 00:11
              pierzchnia napisał:

              >

              > Te 70% populacji to osoby uzależnione, ale funkcjonujące społecznie - piją codz
              > iennie / najczęściej po robocie/.

              czy Wy już do reszty dostaliście bzika ? 70 % populacji to utajeni-krypto i przyszli alkoholicy ?....zaręczam Wam.....alkoholicy to margines normalnego społeczeństwa. nie taki mały , ale i niezbyt szeroki. oglądanie otoczenia przez pryzmat alkoholizmu itd....najczęściej prowadzi do paranoi: i misjonarstwa zbędnego. co prawda spotkałem wśród trzeźwych, , abstynentów i tym podobnych osoby, które widziały wszędzie wokół siebie alkoholików. hazardzistów, narkomanów i innych. zwykłe wypicie wina na imprezie i smiech , traktowały jako zagrożenie i pierwszą fazę uzależnienia. zagranie w lotto, pachniało im hazardem.....to jest obłęd i myślenie obsesyjne.\
              alkoholikiem jestem ja ......to fakt.
              ale swiat wokół mnie, nie ogranicza się i nie składa z alkoholików, tylko zwykłych , normalnych ludzi , ze swoimi radościami , smutkami i głupotami
              \hey
              • aaugustw Re: problem z mężem-długie 12.04.11, 13:20
                wolfigen napisał:
                > alkoholikiem jestem ja ......to fakt. ale swiat wokół mnie, nie ogranicza się i nie składa z alkoholików, tylko zwykłych , normalnych ludzi , ze swoimi radościami , smutkami i głupotami
                _____________________________________________________________.
                "Kto zas z ludzi zna to, co ludzkie, jezeli nie duch, ktory jest w czlowieku?" -
                (1. List do Koryntian 2,11)
                A...
                Ps. Dlatego wolfiku potrzebujesz lustra, bo caly ten swiat to jedno wielkie lustro,
                w ktorym tylko kazdy jeden z nas moze sie przejrzec... - Nie oceniaj wiec innych...!
                • wolfigen Re: problem z mężem-długie 12.04.11, 21:37
                  aaugustw napisał:

                  > . - Nie oceniaj wiec inny
                  > ch...!

                  od oceniania innych on-line to Ty tu jesteś fachowiec mój Ty patafianku . ja nikigo nie oceniam. gdy widze normalnego gością-znaczy normalny, gdy widze patałącha - znaczy patałach...ale to nie ocena, stwierdzenie stanu aktualnego , czyli faktu. i nic mnie to nie kosztuje, a tylko czasami obchodzi, o ile mnie dotyczy osobiście
              • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 12.04.11, 15:49
                Oczywiście te 70% to wielkość umowna - kto jest, w stanie zliczyć tych wszystkich delikwentów?
                W każdym razie browary mają się dobrze...
                Piwa tego rodzaju, które najczęściej można kupić w puszkach / specjalnie nie podaje marek/ są ustawione pod masowe spożycie - alkoholizowanie się.
                Inaczej sprawa wygląda z tzw. piwami pszenicznymi.
                Wiadomo, że największą kasę robi się na uzależnionych, a nie na tych, którzy piją od święta...
                Z mojego doświadczenia wynika, że największy problem z alkoholizmem mają osoby psychopatyczne - jednostki manipulujące innymi, pozbawione uczuć wyższych - nastawione na zysk.

                • wolfigen Re: problem z mężem-długie 12.04.11, 21:34
                  piwo jest dla ludzi......ale nie dla alkoholików.\
                  to Cię tak boli ?
                  mnie nie.....jak ktoś może, potrafi i ma przy tym frajdę jego otoczenie, to czemu miałbym patrzeć na to krzywym okiem ....:-)))
                  na zdrowie i git.
                  widzenie wszędzie wokół zagrożeń uzaleznieniowych przez wytrzeźwiałego, to typowa choroba misjonarska, lub zwyczajny żal po stracie . jak upierdliwie marudzenie starej pomarszczonej panny o moralności i czystości , gdy widzi pannę młodą z brzuchem, lub w sexi kiecce.
                  • aaugustw Re: problem z mężem-długie 12.04.11, 21:55
                    wolfigen napisał:
                    > piwo jest dla ludzi......ale nie dla alkoholików.\
                    > to Cię tak boli ?
                    > mnie nie.....jak ktoś może, potrafi i ma przy tym frajdę jego otocze
                    > nie, to czemu miałbym patrzeć na to krzywym okiem ....:-)))
                    > na zdrowie i git.
                    > widzenie wszędzie wokół zagrożeń uzaleznieniowych przez wytrzeźwiałego,
                    > to typowa choroba misjonarska, lub zwyczajny żal po stracie . jak up
                    > ierdliwie marudzenie starej pomarszczonej panny o moralności i czystości ,
                    > gdy widzi pannę młodą z brzuchem, lub w sexi kiecce.
                    _____________.
                    Pijany belkot...!
                    Dobranoc: A... ;-)
                  • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 12.04.11, 22:49
                    > piwo jest dla ludzi......ale nie dla alkoholików.\
                    > to Cię tak boli ?

                    > widzenie wszędzie wokół zagrożeń uzaleznieniowych przez wytrzeźwiałego,
                    > to typowa choroba misjonarska, lub zwyczajny żal po stracie.

                    Nie, Wolf - tutaj chodzi o metody na zwiększenie dystrybucji.
                    Myślę, że moja ocena nie wynika z żalu po stracie ponieważ, jak już wspominałem, wypicie przeze mnie piwa nie wywoła ciągu alkoholowego.
                    Prezentowane przez Ciebie porównania nie dotykają mnie, w najmniejszym stopniu - to jest Twój problem, nie mój.
                    Jaką masz szansę na Nowej Drodze skoro wciąż powtarzasz stare wzorce ?

                    • wolfigen Re: problem z mężem-długie 13.04.11, 10:13
                      pierzchnia napisał:


                      > Nie, Wolf - tutaj chodzi o metody na zwiększenie dystrybucji.

                      > Jaką masz szansę na Nowej Drodze skoro wciąż powtarzasz stare wzorce ?

                      a co mnie obchodzi dystrybucja piwa?.....lub kalkulacja reklam podpasek w TV ?
                      jest stara zasada: zanim zaczniesz naprawiać cały świat i pomagać wszystkim wokół, napraw swój rower i pomóż teściowej
                      • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 13.04.11, 19:43
                        Tutaj nie chodzi o Twój stosunek do sprawy, a o właściwą interpretację mojego wpisu.
                        Nie rozumiem dlaczego włączasz do tego jakąś naprawę świata - to są kwestie indywidualne dotyczące przemian wewnętrznych.
                        Picie kontrolowane jako nieupijanie jest stosowane przez niektóre osoby i w zasadzie to nie jest picie kontrolowane, a degustacja.
                        Takiemu człowiekowi jest wtedy obojętne czy wypije kieliszek wina, zje loda czy skonsumuje pączka.
                        Nie wiem jak można degustować piwo, w puszce /popularnych marek/ - które z założenia nastawione jest na alkoholizowanie się.
                        Jeżeli komuś się wydaje, że wyleczenie z uzależnienia polega na dawnej zdolności do upijania się, to kompletnie nie wie o co tak naprawdę chodzi.
                        Pomagać warto i wcale nie dlatego, że zjadło się wszystkie rozumy...


                        • wolfigen Re: problem z mężem-długie 14.04.11, 11:11
                          pierzchnia napisał :\
                          "..> Tutaj nie chodzi o Twój stosunek do sprawy, a o właściwą interpretację mojego w
                          > pisu. .."

                          a ja nie rozumiem czemu Ciebie interesuje dystrybucja piwa, choćby i w puszkach...wszak jest to działalność właśnie ogólnoświatowa --takie same reklamy jednego koncernu są w całej europie jednocześnie :-)))
                          picie kontrolowane mi nie przeszkadza, ani mnie interesuje....każden sobie flaszke skrobie
                          ja nie wiem co innym jest obojętne...wiem co mnie jest , lub nie jest ..za innych człowieków trudno mi się wypowiadac autorytatywnie
                          degustacja wina z kartonu , lub piwa z puszki jest dokładnie taka sama, jak degustacja 20-letniej łyski, lub Medoc Bordeaux....cała sztuka polega na posrtfelu, efekty bywają identyczne.
                          mnie się nie wydaje, że wyleczenie z uzaleznienia na czymś polega.....nie uważam uzależnienia za chorobe sensu stricte....raczej za widzimisie socjopatologiczne
                          o pomaganiu napisałem już dość dużo.....po prostu się pomaga i fertig, ględzenie o tym , lub uwypuklanie własnej w tym roli zakrawa dla mnie na kabotyństwo, lub inne dewiacje :-)))
                          hey
                          • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 14.04.11, 17:11
                            > a ja nie rozumiem czemu Ciebie interesuje dystrybucja piwa,..

                            Przecież nie zwariowałem na tym punkcie i nie stoję ze sztandarem pod browarem...
                            Liczy się sprzedaż, ale przyznasz, że jeżeli np. ktoś pozyskuje klienta przez świadome jego uzależnianie to chyba nie wszystko jest, w porządku.
                            Nie będę teraz omawiał sposobów, jakie się stosuje dla uzyskania celu, ponieważ ten szczegół nie jest aż tak istotny.

                            > degustacja wina z kartonu , lub piwa z puszki jest dokładnie taka sama
                            > , jak degustacja 20-letniej łyski, lub Medoc Bordeaux....cała sztuka poleg
                            > a na posrtfelu, efekty bywają identyczne.

                            Nie - Wolf!
                            Biedny człowiek, który nie jest uzależniony kupi chleb, gdy jest głodny, a nie denaturat.
                            Ty napisałeś o efekcie upijania się...
                            Jeżeli ktoś tęskni /gdzieś tam, w podświadomości / za tym stanem - wciąż jest uzależniony.

                            • wolfigen Re: problem z mężem-długie 14.04.11, 19:49
                              pierzchnia napisał:

                              ja nie rozumiem czemu Ciebie interesuje dystrybucja piwa,..
                              >
                              > Przecież nie zwariowałem na tym punkcie i nie stoję ze sztandarem pod browarem.
                              > ..
                              > Liczy się sprzedaż, ale przyznasz, że jeżeli np. ktoś pozyskuje klienta przez ś
                              > wiadome jego uzależnianie to chyba nie wszystko jest, w porządku.
                              sałeś o efekcie upijania się...
                              > Jeżeli ktoś tęskni /gdzieś tam, w podświadomości / za tym stanem - wciąż jest
                              > uzależniony.
                              >

                              moim zdaniem wszystko jest w porządku.....inaczej znaczyłoby , że ludzie poza agencjami reklamowymi to w 100% bezwolni idioci . ja za idiotów nie odpowiadam, nie moj interes, świata nie zbawiam w skali makro, nie wiem za czym kto tęskni...
                              ja tęsknię za krągłymi i niewielkimi piersiami mojej kobiety.....wielkie cyce mnie nie pociągają
                              • pierzchnia Re: problem z mężem-długie 14.04.11, 19:58
                                Ty się tak nie ciesz - gdy się dziecko urodzi to facet idzie na boczny tor...
                    • wolfigen Re: problem z mężem-długie 13.04.11, 15:39
                      pierzchnia napisał:

                      > jak już wspominałem
                      > , wypicie przeze mnie piwa nie wywoła ciągu alkoholowego.

                      ja nie wiem czy piwo wywoła, czy nie wywoła wilkowego ciągu . nie zamierzam tego sprawdzać po raz kolejny w zyciu :-). było minęło i fertig.
                      akurat wróciłem z OBI , kupiłem kilka koniecznych rzeczy do mieszkania i do wymiany, no takie zwyczajne zakupy techniczne. i tak mi przyszło do głowy:
                      jaka jest dystrybucja w OBI?....jakaś tam jest. ile mają szmelcu i reklamowanych dupereli zupełnie zbędnych i drogich w dodatku ? ....całe multum. kupiłem co potrzebowałem i na co miałem ochote. nie obchodzi mnie , co i dlaczego kupowali inni. mogę ulegać reklamie i presji mody, mogę nie ulegać. to moja sprawa, moja decyzja, moje pomyłki , moje radości. nie będę oskarżał sieci OBI , że mają ten sam towar droższy, niż w CASTORAMIE . to jest moja brocha, czy sprawdzę jaka jest marża i czy mnie akurat stać na taką , lub taką.....z uzaleznieniem jest podobnie , od momentu gdy we łbie zaświta myśl : jestem uzalezniony. nie ma już potem odwrotu i możliwości pieprzenia ,że choroba alkoholowa to czy tamto. skoro to wiem, znaczy świadomie temu ulegam. proste jak drut. reszta teorii jest wielce chwalebna, ale moim zdaniem zbyteczna......to jednak moje zdanie prywatne

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka