marr40
07.04.11, 16:06
oczywiście alkoholowy.Jesteśmy małżeństwem od 17 lat,mamy dwie córki,jedna nie ma jeszcze roku.Jeszcze przed ślubem wydawało mi się,że mąż lubi sobie wypić,ale myślałam,że czasem,i ,że jakoś to kontroluje,ja wtedy właściwie nie miałam wiedzy na temat uzależnienia,chociaż powinnam,moja mama jest alkoholiczką.W ciągu pierwszych lat małżeństwa jakoś to było,pracował,nie upijał się do nieprzytomności,aczkolwiek zauważyłam,że szukał okazji.W dniu 4 urodzin starszej córki,kiedy goście się rozeszli,ja zajęłam się przygotowaniem córki do spania,on sprzątał,wspomnę,że był alkohol.Po jakimś czasie/nie jestem pewna,czy sobie dodatkowo nie wypił/,zaczął zachowywać się dziwnie,mówić od rzeczy,jakby miał urojenia.Próbowałam go jakoś wyciszyć,ale było coraz gorzej,zaczął być niespokojny,pobudzony,agresywny,rzucał się na podłodze.Nie wiedząc co zrobić,on obijał się o meble,wezwałam pogotowie.Lekarz i sanitariusz nie mogli sobie z nim dać rady,coś mu zrobili na uspokojenie,ale bez efektu.Wyladowaliśmy w szpitalu na izbie przyjęć,tam związany pasami dostał kroplówki,przeleżał do rana,po czym pojechaliśmy do domu.Po tym incydencie/on wie co się działo z moich opowiadań/,zgłosił się na leczenie,tzn chodził na tabletki dwa razy w tyg,potem przestał,uznał,że nie ma problemu i stopniowo wracał do picia.Na każdej imprezie musiałam go pilnować,obserwować,a on potem się dziwił,że nie chcę z nim nigdzie chodzić.Na weselu u syna przyjaciół po piciu zauważyłam,że zaczyna się robić niespokojny,dziwny,wtedy zakazałam mu picia,dałam herbaty słodkiej,jakoś minęło.Kolejny incydent miał miejsce w sylwestra ok 3 lat temu.Znów złapał go taki atak,razem wypiliśmy niewiele,bo ja drinka,gdyż miałam iść do pracy w nowy rok,on trochę u sąsiadów,ale myślę,że musiał dopić i stał się pobudzony,kulał się po podłodze,jakby słyszał jakieś głosy,kogoś wołał itp.Starałam się go uspokoić,zrobiłam hektolitry herbaty,rano córkę zawiozłam do dziadków,bo nie wiedziałam w jakim stanie się obudzi.Rok temu gdy byłam w ciąży też chodził trochę do poradni lecz uzależnień,ale przestał.A teraz świeża sprawa:w tę niedzielę był na imprezie zakładowej.Jak dzwoniłam do niego po 1 to już słyszałam,że jest bardzo wypity,po czym wcale już nie odbierał moich tel,przestałam dzwonić.Po 2 zadzwoniła jego komórka,ale to nie on,to była policja,że znaleźli go niedaleko ,że jeśli jestem żoną to mogę go odebrać,bo inaczej zawiozą go na myjkę.Zeszłam do radiowozu i to co zobaczyłam ścięło mnie z nóg;był w samych majtkach,zamknięty z tyłu radiowozu,pobudzony,agresywny,wykrzykiwał coś,nie wiedział gdzie mieszka,jak się nazywa.Powiedziałam,że ja go nie odbieram,mam małe dziecko w domu,niech go wiozą na myjkę.On teraz skruszony,potulny,mówi,że ma nauczkę,ale ja powiedziałam,że mam to gdzieś,bo minie okres potulności,moja czujność zostanie uśpiona i będzie to co było,czyli stopniowe,w/g niego "bezpieczne"picie.Chyba dojrzewam do rozstania,boję się o siebie,ale przede wszystkim o dzieci.Ostatnio nie układa nam się najlepiej w małżeństwie,nie kochamy się,i on próbował mnie obarczyć winą .Nie pozwoliłam na to,powiedziałam,że układało się wcześniej i były takie sytuacje.Dodam,że na codzień jest dobrym ojcem,dobrym pracownikiem,żal mi go,ale jesli on sam nie chce,ja mu już nie pomogę,a póki co nie wystąpił z deklaracją leczenia,ja już mu tego nie proponuję,a sam sobie nie poradzi.Mam dość ciągłego strach,pilnowania,musztrowania,zakazywania.Zauważyłam,że jak chodził na leczenie to on nie umiał,wstydził się odmawiać,nie pokazano mu,że można żyć,bawić się bez alkoholu.Być może nie trafił na dobrego terapeutę,być może nie chciał.Jest jeszcze coś,jego ojciec zginąl jak mój mąż miał dwa miesiące,prawdopodobnie zabił się nożem na imprezie domowej zakrapianej alkoholem,teraz zaczęlam się zastanawiać,że może miał podobne problemy.Niestety rodzina jego ojca milczy jak grób.Nie mam już na to sił,warto walczyć?Dodam,że ostatnio poznałam człowieka,który chce sobie ze mną ułożyć życie.Czy już do końca mam się zadręczać i narażać dzieci,ale żal mi męża,i wiem,że albo się załamie i popłynie,albo podejmie walkę.