smietana33
22.02.13, 23:01
Dzień dobry.
Jestem tu nowa, a przywiodła mnie tu niepewność, bezsilność i złość. Będzie długo, za co przepraszam, ale chciałabym sprawę opisać jak najrzetelniej.
Mam w rodzinie problem alkoholowy. Uzależnioną jest moja bratowa. Mój brat należy do osób zamkniętych w sobie, duszących emocje, znoszących niedogodności w milczeniu i chyba jest pracoholikiem. Albo ucieka w pracę z domu, nie wiem. Z rodziną brata kontakt miałam sporadyczny, na święta i czasem jakiś weekend, ale rzadko. Od zawsze domyślaliśmy się z rodziną, ze małżeństwo brata nie należy do najbardziej udanych, ale brat nie chciał o tym mówić, więc nie drążyliśmy. Ok 2 lata temu dowiedzieliśmy się, że bratowa odeszła od brata, zabierając ze sobą dzieci. Mnie o tym poinformowała sama bratowa, informując w tej samej rozmowie, ze jest alkoholiczką, i że to dołująca sytuacja w jej małżeństwie do tego doprowadziła. Taki sam telefon wykonała do innych członków mojej rodziny. Byliśmy zaskoczeni, bo brat nigdy, przynajmniej mnie, o tym problemie nie wspominał. Po roku wprowadziła się do brata ponownie. Podobno przez ten rok kiedy była sama nie piła. Niedawno dowiedziałam się, ze bratowa pije od początku małżeństwa, czyli już ponad 15 lat.
I teraz do meritum: w ubiegłym roku spędziłam u brata i bratowej ok 3 tygodni, w tym czasie moja bratowa nie piła, ja starałam się wspomóc atmosferę w domu (dom zastałam strasznie zaniedbany, brudno, stare jedzenie, dzieci w kiepskiej kondycji psychicznej, napięte, nerwowe). Mój brat bardzo często wyjeżdża w związku z pracą, i nie ma go kilka dni w tygodniu. Ponieważ przez okres mojego pobytu bratowa dobrze funkcjonowała, na początku tego roku brat poprosił mnie abym na jakiś czas zamieszkała u nich, bo bratowa niestety znowu pije, a ja "dobrze na nią wpływam". Jestem tu drugi miesiąc i już nie mam siły ani pomysłu. Kiedy pojawiłam się tu w styczniu, bratowa piła od kilku dni tak, że nie wstawała z łóżka, dzieci nie chodziły do szkoły, dom zapuszczony, wszystko odłogiem. Kiedy brat wrócił do domu załamał się i wtedy poprosił mnie o pomoc. Bratowa całą odpowiedzialnością za swój stan, wszelkie niedogodności życia obarcza brata (to, że brat wyjeżdża, to teraz główny zarzut, ale kiedy nie wyjeżdżał to były inne), tak jakby nie ponosiła żadnej odpowiedzialności za siebie, jakby nie miała własnej woli. Przez pierwsze tygodnie próbowałam dać jej się wygadać, licząc na to, ze jeśli się wyżali to może spróbujemy wypracować jakiś kompromis. Niestety tak się nie stało. Każda próba rozmowy na temat tego, ze jest odrębnym człowiekiem, że może sama podejmować różne działania, że opieka nad dziećmi nie należy do jakichś nienormalnych zadań, itp. powoduje agresję. Każda rozmowa, nawet na najbardziej niewinny temat, kończy się, na wyrzekaniu na brata i płaczu. Strasznie dużo płacze, nie jest w stanie przeprowadzić spokojnie żadnej rozmowy. Zaczęła chodzić do terapeuty raz w tygodniu. Niestety od jakichś 2-3 tygodni popija, robi to tak, ze trudno mi ją złapać na tym. Np. nagle podczas rozmowy zaczyna się dziwnie zachowywać, mówić lekko bełkotliwie. Sprawdzam jej kubek (kiedy wyjdzie) ale nic w nim nie ma i nie pachnie alkoholem. Coraz częściej ma pomysły, ze nie pójdzie do pracy bo cośtam, kiedy ja wracam z pracy szybko kładzie się spać. Dzisiaj też tak było, kiedy weszłam do jej pokoju poczułam strawiony alkohol. Obawiam się, że może moje próby skonfrontowania jej z jej roszczeniową postawą dają jej pretekst do poczucia się ofiarą i sięgnięcia po alkohol? Jednocześnie prosi mnie, żebym jeszcze została, że przy mnie czuje się lepiej. To jest teraz taka kretyńska sytuacja, ze ja boję się ją skonfrontować z tym, ze popija, a wiem, że powinnam, bo boję się, ze poczuje, zę już nawet pozorów nie musi zachowywać. Że znowu zacznie tak pić jak na początku stycznia. Nie wiem co robić. Brat jest już wykończony nerwowo, obchodzi się z nią jak z dzieckiem.
Czy ktoś wie jak mam się zachować? Co mamy zrobić? Czy może konieczna jest terapia stacjonarna?
Będę wdzięczna za każde słowo.