Dodaj do ulubionych

bezsilność

28.07.04, 16:37
Jestem alkoholiczką, tak przynajmniej uznałam na terapii, tak mówię na
mityngach. Nie piję, chodzę na grupy, stosuję się do zaleceń. Ja jednak nie
mam przekonania do tego. Znaczy to, że do końca nie jestem tego pewna. W
terminologii AA-owskiej oznacza to nieprzerobiony 1 krok. Chciałabym się
dowiedzieć jak inni uznawali swoją bezsilność. Do rynsztoka i miesięcznych
ciągów mi daleko. Wiem, mówi się o tym na mityngach, może jednak to z forum
spłynie jakaś złota myśl, bo nie daje mi to spokoju.
Obserwuj wątek
    • Gość: stachu34 Re: bezsilność IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 22:58
      Napisałaś: „Nie piję, chodzę na grupy, stosuję się do zaleceń. Ja jednak nie
      mam przekonania do tego. Znaczy to, że do końca nie jestem tego pewna” i niżej
      masz już odpowiedź na swoje wątpliwości, bo – „Do rynsztoka i miesięcznych
      ciągów mi daleko.” Czy aby uznać swoją bezsilność trzeba osiągnąć rynsztok i
      miesięczne ciągi? Zapewniam Cię, że wcale nie...
      Coś musiało się wydarzyć w twoim życiu, że jednak podjęłaś leczenie. To coś
      musiało tak wstrząsnąć, że jest tak a nie inaczej.
      Każdy pijący, żeby uznać swoja bezsilność musi uderzyć o to przysłowiowe dno.
      Dla różnych osób, jest ono na różnym poziomie. U Ciebie jest ono na takim
      poziomie, na jakim jest. Alkoholizm to pionowy tunel, w którym się spada. Z
      tym, że on się zwęża im dalej od powierzchni. Im głębiej tym ciaśniej i
      spadanie zaczyna boleć.
      Jeżeli z alkoholem jest nam dobrze. Nasze problemy stają się mniejsze. Mamy na
      nosie „różowe okulary” to znaczy, że jesteśmy w tym tunelu. Jak to zauważyłaś u
      siebie, to jest bezsilność. A z tym jest niebezpiecznie kombinować...
      • jklepacz Re: bezsilność 29.07.04, 00:06


        > Napisałaś: „do końca nie jestem tego pewna” i
        „Do rynsztoka i miesięcznych ciągów daleko
        Jak to
        > zauważyłaś u
        > siebie, to jest bezsilność. A z tym jest niebezpiecznie kombinować...
        ja sam pamiętam że przy pierwszej terapii nie było we mnie zgody do przyznania
        się do prawdy że jestem uzalezniony.
        Dopiero kolejne upadki /czytaj ;kolejne dna/ były coraz bardziej dotkliwe i i
        wychodzenie z nich trwało dłuzej.
        Jezeli wiesz że jesteś bezsilna wobec alkoholu zostaw go , bo jak nie to on
        powali cie na kolejne dno coraz głebiej,glebiej....
        nie kombinuj na skróty!!!!!!
        • hepik1 Re: bezsilność 29.07.04, 06:55
          A jak to widzi Bill?

          W "Dwanaście na dwanaście" w rozdziale poświęconemu pierwszemu krokowi:

          "Dlaczego obstajemy przy tym, że każdy AA musi dosięgnąć swojego dna? Po prostu
          dlatego , że mało kto zechce szczerze realizować program AA, dopóki nie stoczy
          się na dno. Stosowanie pozostałych Jedenastu Kroków AA oznacza przyjęcie takich
          postaw i zachowań, których prawie żaden nadal pijący alkoholik nawet nie
          dopuści nawet do swych myśli.. Kto z nas pragnie byc absolutnie szczery i
          absolutnie tolerancyjny? Kto zechce wyznać swoje przywary i zadośćuczynić za
          krzywdy wyrządzone innym? Kto zechce zawracać sobie głowę Siłą Wyższą, a tym
          bardziej pamiętać o potrzebie medytacji i modlitwy? Kto będzie chciał poświęcać
          czas i energie na niesienie posłania AA innym towarzyszom niedoli?
          Nie łudźmy się –żaden przeciętny alkoholik , bezgranicznie zapatrzony w siebie,
          nie podda się takim rygorom, dopóki nie uzna , że musi się im poddać, by ratować
          własne życie."

          Ale jednocześnie pisze:

          "Z ogromną satysfakcją odnotowujemy fakt, że w następnych latach sytuacja
          uległa zmianie. Alkoholicy, którzy nie stracili jeszcze zdrowia, rodziny, pracy,
          a nawet dwóch samochodów w garażu, zaczęli rozpoznawać swój nałóg. Z czasem
          poszło w ich ślady także wielu młodych ludzi. Którzy zaledwie przekroczyli próg
          potencjalnego alkoholizmu. Zostało im zaoszczędzone dziesięć czy piętnaście lat
          dosłownego piekła, przez które przeszła reszta z nas. W jaki sposób zdołali oni
          zrobić Pierwszy Krok, skoro wymaga on przyznania się do utraty zdolności
          kierowania własnym życiem?
          Trzeba było oczywiście podwyższyć dno, o które my sami uderzyliśmy, do poziomu,
          na którym ono uderzyłoby tych nowych."

          Myślę Małgosiu,że nie potrzebnie sie zadręczasz samym faktem nie przerabiania
          kroków,braku sponsora czy przeżywaniem negatywnych emocji,gdy w lodówce stoi
          parę butelek piwa.Emocje po to są -również te złe,by je przeżyć i sobie z nimi
          poradzić.Ci,którzy je zapijają ,z biegiem czasu tracą zdolność do przeżywania
          rónież tych dobrych-radości,poczucia szczęścia Na stawanie sie lepszym
          człowiekiem masz całe życie,ci którzy przerobili wszystkie kroki też mają swoje
          pokusy-tyle ,że wiedzą, a i zapewne radzą sobie lepiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka