e4ska
17.04.15, 09:19
Ponieważ wielu z nas, alkoholików obrzydłych, którzy we nosie mają jedynie słuszne zalecenia moralne i św. Abstynencję, swawoli na tymże forum, warto byłoby pokazać, na czym polega prawdziwe leczenie i oczyszczanie się z oceanu brudu. Znalazłam dobry przykład postępowania leczniczego na jednym z półżywych for alkoholowych. Chcę bardzo dobitnie i wyraźnie powiedzieć, że nic a nic nie mam do osoby, którą za chwilę zacytuję - za to mam sporo do osób odpowiedzialnych za jej "leczenie".
Osoba o nicku TylkoEva podaje (myślę, że warto przeczytać cały jej wątek) m.in.:
Moje trzeźwienie z mniejszym lub większym skutkiem zaczęłam w roku 2008 . Nie piję od 30 stycznia 2015 roku. [...] Byłam osiemnaście razy na odtruciach, uczestniczyłam na trzech terapiach w tym dwie mam ukończone. [...] chodziłam w przerwach picia na mitingi, niby starałam się zmieniać, ale wszystko to było na niby. W dniu 30 stycznia, gdy leżałam na dołku po kolejnej próbie samobójczej coś pękło. [...] prawie 10 lat temu postanowiłam zacząć trzeźwe życie, rozpoczęłam terapię i mitingi [...] chodzę na indywidualną terapię i moja terapeutka jest psychologiem...
www.alkoholizm.jawnet.pl/centrum-powitan/witam-mam-na-imie-ewa-i-jestem-alkoholiczka-t5849.html
Obecnie kobieta ma nadzieję, że praca na 12 krokach ją należycie uzdrowi, czego jej z całego serca życzę.
Baclofenu chyba nie próbowała, nic o tym nie wspomina.
Myślę, że jest to idealna pacjentka, marzenie rozmaitych deosiów, augustow, niewiedz i jeżych. Mnie jednak takie leczenie przeraża, irytuje, oburza... ale widać bojąca jestem... taki ze mnie terapeutyczny cieć :-)