Dodaj do ulubionych

samobójstwo...

04.04.06, 14:24
Wczoraj kazałam wyprowadzić się narzeczonemu z powodu alkoholu. Wiele razy
próbowałam już się z nim rozstać. Zawsze wracałam. Bardzo go kocham, ale nie
mam już siły znosić jego picia i ciągłych obietnic. Niestety znowu mam
poczucie OGROMNEJ WINY. Boję się, że coś sobie zrobił. Że zrobił to przeze
mnie. Nikt nie wie co sie z nim dzieje. Jego rodzina poszukiwała go w moim
domu rodzinnym. Co ja mam zrobić??? Ze strachu przed tym , ze mógł sobie coś
zrobić, przerwałam milczenie i zadzwoniłam do niego. Ma wyłączony telefon.
Boże, co za paranoja... Znowu ja przegrałam! Obawy o jego śmierć od dawna mi
towarzyszą. Między innymi dlatego nie byłam w stanie odejść.

Proszę o pomoc... Czy alkoholik realnie myśli o śmierci czy może to być próba
zastraszenia? Próbować kontaktować się aby dowiedzieć się czy ...żyje??? Czy
czekać BIERNIE??? Co mam ze sobą robić aby nie myślec?? Błagam o szybką odpowiedz!
Obserwuj wątek
    • drak02 Re: samobójstwo... 04.04.06, 14:53
      Nie mozesz przeżyć życia za niego. Nie odpowiadasz za jego picie i za jego
      decyzje. Masz prawo do bronienia własnej godnosci i własnego szczęścia.
      Chcesz mu niańczyć i opiekować sie nim do konca życia.
      Ulegać jego manipulacjom i szantażowi. Cokolwiek się z nim stanie , czy sie
      zapije , czy wytrzeźwieje lub się powiesi to tylko i wyłącznie jego sprawa i
      jego wina , nie twoja.
      Myśle że sprytnie tobą manipuluje i własnie liczy na taka reakcje jak twoja-
      poczucie winy, chęc naprawy rzekomej krzywdy itp.
      Dobrze zrobiłas stawiając twarde warunki, jeżeli mu zależy zacznie sie leczyć
      jeżeli nie będzie dalej pił . Doprowadził do tego że zamiast myślec o swoim
      przyszłym normalnym życiu , martwisz się o niego - martw sie o siebie lepiej.
      • przerrazona Re: samobójstwo... 04.04.06, 15:20
        drak02 napisał:
        Cokolwiek się z nim stanie , czy sie
        > zapije , czy wytrzeźwieje lub się powiesi to tylko i wyłącznie jego sprawa i
        > jego wina , nie twoja.

        Nie potrafiłabym żyć ze świadomością, że ktoś kogo kocham popełnił samobójstwo,
        bo nie pomogłam mu wyzdrowieć. Dlatego to JEST moja sprawa. Wiem, że
        teoretycznie to właśnie wstrząs (odejście kochanej osoby) jest pomocą. Ale co
        jeśli ten wstrząs będzie zbyt wielki...?
        • drak02 Re: samobójstwo... 04.04.06, 15:52
          przerrazona napisała:

          > drak02 napisał:
          > Cokolwiek się z nim stanie , czy sie
          > > zapije , czy wytrzeźwieje lub się powiesi to tylko i wyłącznie jego spraw
          > a i
          > > jego wina , nie twoja.
          >
          > Nie potrafiłabym żyć ze świadomością, że ktoś kogo kocham popełnił
          samobójstwo,
          > bo nie pomogłam mu wyzdrowieć. Dlatego to JEST moja sprawa. Wiem, że
          > teoretycznie to właśnie wstrząs (odejście kochanej osoby) jest pomocą. Ale co
          > jeśli ten wstrząs będzie zbyt wielki...?

          Pewnie gdzieś leży nawalony i tyle. Jeżeli zależy ci na nim to właśnie taki
          wstrząs jest najlepszy, zorientuje się że to nie są żarty i jesteś stanowcza.
          Twoja stanowczość moze mu pomóc natomiast bieganie za nim i sprawdzanie czy
          jescze zyje zdecydowanie mu nie pomoże - będzie dalej robił cię w konia.
          • maria355 Re: samobójstwo... 04.04.06, 17:47
            Drak wróciłeś!
            Jesteś bardzo radykalny i marzę o tym, żeby mój mąż też kiedyś był taki i
            potrafił rozmawiać o tym, co przeżywa. Obecnie chodzi na terapię ale wszelkie
            próby rozmowy na ten temat kwituje,że to jego leczenie i jest bardzo tym
            zdenerwowany. Mówiłam mu kiedyś, że byłabym szczęśliwa,gdyby potrafił
            przyanawać się publicznie do alkoholizmu.
            A do Przerażonej: ciesz się, że to nie jest Twój mąż i prawdopodobnie nie masz
            dzieci i uciekaj. Dasz sobie radę, nie szukaj, nie czekaj, nie wydzwaniaj,
            zrelaksuj sie , idz do kina, albo do znajomych, na zakupy, poczytaj coś, zrób
            coś dla siebie i przede wszystkim nie słuchaj go, olej, zostaw. Nawet jesli
            sobie cos zrobi nie bedziesz niczemu winna. Trzymaj się.
            • drak02 Re: samobójstwo... 06.04.06, 09:31
              maria355 napisała:

              > Drak wróciłeś!
              > Jesteś bardzo radykalny i marzę o tym, żeby mój mąż też kiedyś był taki i
              > potrafił rozmawiać o tym, co przeżywa. Obecnie chodzi na terapię ale wszelkie
              > próby rozmowy na ten temat kwituje,że to jego leczenie i jest bardzo tym
              > zdenerwowany. Mówiłam mu kiedyś, że byłabym szczęśliwa,gdyby potrafił
              > przyanawać się publicznie do alkoholizmu.

              Mario, nie jestem radykalny, staram się trzeźwo patrzeć na życie:) pozdrawiam.
        • rauchen Re: samobójstwo... 04.04.06, 16:00
          nie jestes w stanie nikomu pomoc "wyzdrowiec" z alkoholizmu,
          jesli ten ktos sam nie chce sam przestac pic i zaczac sie leczyc.
          To wszystko.
          Nie ponosisz odpowiedzialnosci za to ze jest alkoholikiem,
          mozesz go wesprzec gdy zechce sie leczyc.
          Nie przypisuj sobie cech boskich, jestes tylko czlowiekiem,
          nigdy nie mialas, nie masz i nigdy nie posiadziesz takich cech,
          zeby sama z siebie dokonywac cudow. Nawet jak staniesz na glowie i zaklaskasz
          uszami.
          I tak jak drak napisal "Cokolwiek się z nim stanie , czy sie
          > > zapije , czy wytrzeźwieje lub się powiesi to tylko i wyłącznie jego spraw
          > a i
          > > jego wina , nie twoja." - tyle ze moze to nawet i nie jego wina, bo prostu
          taka wlasciwosc choroby, ze nie wszystkim sie udaje przestac pic jeszcze za
          zycia.

    • alina66 Re: samobójstwo... 04.04.06, 17:06
      myślę, ze próbuje wygrać dla siebie dalsze picie i Twoją dalszą akceptację i
      ochronę.
      Mój eks, do dzisiaj pijący alkoholik też tak robił. Odstawiał histeryczne
      sceny, że się zabije, bo jest do d....
      Nie zabił się, ani jak go wystawiłam z domu, ani później.
      Jedyny efekt, to nocne koszmary naszego syna, że tatuś mu się zabije....
      Jak zostaniesz z pijącym facetem, to masz duże szanse na to samo - wieczne
      nianczenie gościa, który nie ma naprawdę ochoty czegoś zrobić ze swoim piciem,
      bo i po co, skoro kobieta stwarza mu komfort picia (tak, przyznaję się,
      pomagałam mu pić swoim zachowaniem), a potem jeszcze strach o dziecko.
      Niestety, strach o dziecko został....
      • przerrazona Re: samobójstwo... 04.04.06, 17:33
        Niby wiem to wszystko... Że daję sobą manipulować, że najprawdopodobniej teraz
        topi smutki kolejnym piwem, że odpowiadam tylko i wyłącznie za siebie i swoje
        myśli... ale to jest takie trudne! Dodam, że z natury jestem osobą wyjątkowo
        niecierpliwą. Właściwie nie wiem na co czekam. Z jednej strony nie chce go już
        nigdy widzieć, z drugiej cały czas ściskam telefon z nadzieją, że się odezwie.
        Nie potrafię skupić się na niczym... Gdybym tylko miała pewność, że nic się nie
        stało. TYLKO ,ZE JUŻ DAWNO COŚ SIĘ STAŁO. A PEWNOŚĆ...- Z NIM NIGDY NIE BYŁAM
        NICZEGO PEWNA.

        Ile czasu potrzeba aby choć trochę odzyskać równowagę?
        • rauchen Re: samobójstwo... 04.04.06, 17:59
          wg psychiatrow, osoba wspoluzalezniona od alkoholika - a na taka sie wydajesz
          wygladac - potrzebuje okolo dwa razy tyle czasu ile alkoholik na to
          zeby "ozdrowial", a ze alkoholik zeby "ozdrowial", w sensie leczac sie
          potrzebuje okolo 2 lat, wiec ty pewnie jakies 4 lata.
          Przejdz sie moze wiec gdzies, do psychologa, terapie dla wspoluzaleznionych,
          Al-anon. Wspolnie latwiej jest cos takiego przerobic wsrod osob o podobnych
          przezyciach, a nie warto zeby cie to trzymalo latami, jak nic z tym nie zrobisz.
          Rzeczy wypowiedziane, wyplakane, wykrzyczyne wsrod osob, ktore cie zrozumieja,
          czasami juz nie wracaja, po to zeby cie dreczyc.
          Sama w zeszlym tygodniu mialam taka sesje z psychiatra na temat mojej matki, co
          do ktorej ciagle mialam powracajace sny z powracajaca do niej zloscia, chociaz
          ona nie byla alkoholiczka tylko albo bo taka byla i juz plus wspoluzalezniona,
          i tak wlasciwie wsrod takiego slowotoku niekoniecznie logicznego, twarza w
          twarz do kogos kto pewnie nie takie rzeczy slyszal, w tej chwili czuje jak
          gdzies do mojego wnetrza dotarlo wiecej swiezego powietrza, a ta zlosc jakby
          powolutku odplywa. I wlasciwie powinnam zaczac zalowac ze nie mialam na cos
          takiego szansy juz kilkanascie lat temu.
        • aria10 Re: samobójstwo... 04.04.06, 18:57
          Postapiłaś madrze i tak trzymaj,nie daj sobą manipulować jeśli teraz ustąpisz
          to jesteś na straconej pozycji( wiem to z 30 letniego doświadczenia)Mąż dopiero
          po 30 latach malżenstwa poszedl na terapie,nie życze najgorszemu wrogowi tego
          co ja i dzieci przeszliśmy przez te lata.Dzieki temu,że byłam taka "dobra"mój
          mąz mógł sobie spokojnie pić i niszczyc wszystko co piekne i dobre.Jeszcze raz
          Ci powiem posapiłas słusznie i tak trzymaj .Trzymam kciuki za Ciebie.
        • kylly Re: samobójstwo... 04.04.06, 20:41
          hmm nie będę prorokował ale fakt jest faktem...zadzwoni a Ty będziesz
          szczęśliwa i założycie rodzinę - a on wam stworzy małe piekiełko...za czasem
          większe a potem bardzo duże...
          ale jak mawiają Twoje życie Twój wybór...
          pozdrawiam
          ps. jesteś (piszę do przerrażonej) modelowym obiektem do manipulowania dla
          czynnego alkoholika - można Cię przedstawić jako "wzorzec" a on jak pije tak
          pił będzie...
    • alinka49 Re: samobójstwo... 04.04.06, 19:03
      no właśnie typowe zachowanie Polki- ludzie!!!!ja go kocham- niech pije a ja mam
      dla niego współczucie-wyjdż za niego a napewno przestanie pić-tak wygląda
      polskie piekiełko
      • przerrazona Re: samobójstwo... 04.04.06, 21:06
        Może i jestem typowa i żałosna. Taka jestem. Niestety nie potrafię od zaraz
        zmienić całego mojego życia. Wiem tylko, że nikt nie zasługuje na całkowite
        potępienie... Ani uzależniony, ani współuzależniony...

        PS. Dziękuję za wszystkie posty
      • jolecka-22 Re: samobójstwo... 04.04.06, 21:19
        Moja Droga Przerażona!
        Uwierz Twoja historia nie jest wyjątkowa. Puki jeszcze czas uciekaj wbrew
        własnym myślom i sercu. On nie jest jedynym człowiekiem który jest w stanie Cię
        kochać, skoro tak traktuje wasz związek to chyba w ogóle nie można mówić o
        miłości. Tak naprawdę to chyba boisz się zostać sama, ale nie bój się życie na
        ciebie czeka nie pozwól wciągnąć się w jego dół. Zrób to dla siebie, nie
        oglądaj się za siebie a za jakiś czas zobaczysz że było warto!
        Ja głupia wierzyłam że narkoman przestanie ćpać z miłości do mnie, przez lata
        żyłam w obłudzie nieświadoma niczego (a przecież napewno poznałabym gdyby
        ćpał....), dopiero po ślubie jak zamieszkaliśmy razem zaczęło sie piekło. Na
        początku nie wiedziałam co się dzieje, ciągłe kłamstwa to specjalizacja
        nałogowca, tak obrócić kota ogonem żebyś przestała wiedzieć co kolwiek i
        zaczęła podejżewać się o chorobę psychiczną. Ja mam za sobą wypadek samochodowy
        po tym jak dowiedziałam się o jego defraudacjach w firmie w której razem
        pracowaliśmy. Mam za sobą załamanie nerwowe, kilka razy zabierało mnie
        pogotowie z pracy. Depresja, nerwica, bulimia..., czy mam dalej wymieniać?
        Mój "ukochany" ocknął się dopiero kiedy wystawiłam jego rzeczy przed drzwi.
        Kiedy odwrócili się od niego wszyscy, kiedy osiągną moralne dno. Dopiero po tym
        wszystkim zaczął się leczyć. Jeśli mozna tak powiedzieć to sie udało - już trzy
        lata abstynencji. Jesteśmy razem, mamy dziecko, ale ja do końca życia będę sie
        bała kiedy spóźni się 5 min z pracy, do końca życia odruchowo przeszukuję jego
        ubrania itp. Bulimii i depresji chyba też się juz nie pozbędę więc - czy było
        warto? Błagam Cię uwierz w siebie i w to ze sama w sobie jesteś ogromną
        wartością. Zobaczysz że za jakis czas przestaniesz o nim myśleć, a świat ma dla
        ciebie mnóstwo pięknych niespodzianek i miłości też....
        • jerzy30 Re: samobójstwo... 06.04.06, 12:23
          alkoholik to cykor i tchorz - samobojstwo to ostatecznosc - chlanie jest na tyle
          dla niego interesujace ze sie nie zabije [bo kto by pil] - nie obwiniaj sie - bo
          nawet teoretycznie jak sie on nie zabije sam to zabije go gorzala - a tak jest
          nadzieja ze otrzezwieje [byc moze] - teraz pewno ostro chla i nie chce by mu w
          tym przeszkadzano - jak sie napije na fulll to pewno do ciebie zadzwoni -
          radosny jak skowronek
    • keyshia Re: samobójstwo... 06.04.06, 13:11
      Ja też miałam podobny problem,mój były już chłopak też jest
      alkoholikiem,odeszłam ode niego,mimo iż go kocham. Kiedyś też tak jak Ty bałam
      się że sobie cos zrobi,ponieważ miał słabą psychikę i sam mi to mówił że się
      zabije. Bylam taka wlasnie przerażona jak ty,szukałam go i dzowniłam , a jak
      znalazłam to oczywiście nawalonego. Uważam że chłopak Tobą
      manipuluje,alkoholicy doskonale to robią. Nie możesz oskarżać samej
      siebie,ponieważ znając życie dawałas juz mu tysiące szans na lepsze życie,ale
      on ich nie wykorzystał. Dałaś z siebie wszystko co mogłaś,nie możesz nic wiecej
      zrobi. Dobrze ze odeszlas od niego,mam nadzieje ze nie wrocisz dopoki nie
      zacznie sie leczyc. Ja tez tak myslalam,nie wyobrazalam sobie ze on popelnia
      samobojstwo,ze sie marnuje i zapija,ale wreszcie otworzyly mi sie oczy i
      zaczelam myslec o wlasnym zyciu,wole pocierpiec pare miesiecy,nawet rok czy
      dwa,niz cale zycie z alkohoilikem. Pamietaj ze Ty zrobilas wszystko,dawalas mu
      niejedna szanse na lepsze zycie,ale on wybral wodke nie ciebie. Zycze Ci jak
      najlepiej i zebyc ty tez wreszcie sie ocknela i zaczela myslec o sobie.
      Rozumiem Cie doskonale i ten bol,ale napewno znajdziesz jeszcze wspanialego
      mezczyzne ktory cie nie uderzy i nie zmarnuje ci zycie przez picie. Pozdrawiam.
      • jerzy30 alkoholicy są geniuszami manipulacji drugimi osoba 06.04.06, 15:27
        mi - kazdy powinien dostac nobla w tej dziedzinie. "samobójstwo" to jedna z
        metod "a dajcie mi spokój i nie wchrzaniajcie sie w moje picie" - bo sie zabiję
    • renebenay Re: samobójstwo... 08.04.06, 07:30
      Nie przejmoj sie bo facet z Toba sie dobrze bawi i dawno juz zrozumial ze,Ty
      wszystko dla niego zrobisz.Alkoholik nie popelni samobojstwa bo pijac wodke nie
      mysli o smierci a pozatem bedac z Toba czy nie to i tak bedzie pil.Najlepiej dla
      Ciebie bedzie abys przestala widywac tego faceta,albo alkohol albo Ty--niech on
      wybierze-daj mu na to troche czasu.
      • suchyxxx Re: samobójstwo... 08.04.06, 17:19
        Jeżeli już coś to on przegrał a nie ty.ty się uwolniłaś i zrobiłaś co mogłaś.Nie
        obwiniaj się bo alkoholicy i nie tylko są zdolni dobrze manipulować ludźmi i on
        tak zmanipulował twobą żebyś się bała czy nie zabije się.
    • beatrice51 Re: samobójstwo... 08.04.06, 20:56
      Jestem w podobnej sytuacji co przerrażona. Mój mąż alkoholik straszy mnie
      samobójstwem w razie uruchomienia czynności prawnych w związku ze sprawą karną,
      którą mu założyłam za przemoc w rodzinie. Wykończył mnie psychicznie i
      fizycznie. Jestem wrakiem człowieka, zresztą, jeżeli ktoś miał do czynienia z
      alkoholikiem to wie o co chodzi. Moje dzieci, przyjaciele, terapeutka mówią,
      żebym się nie cofała przed postępowaniem karnym, którego wyrokiem będą zawiasy
      i przymusowe leczenie. Wycofywałam sprawę dwa razy pod wpływem jego obietnic i
      do niczego nie doszłam, bo on jak pił, tak pije. A teraz to samobójstwo. Doszło
      do tego, że chodzę po piwnicach i sprawdzam, czy żyje. Tak dobrze mną
      manipuluje. A on w tych piwnicach po prostu siedzi i pije. Potrafi się tam
      zamknąć i urządzić seans piwny, bo upija się tylko piwem. Poza tym, razem ze
      swoją rodziną usiłuje mi WMÓWIĆ WINĘ za to, że pije. Wyciąga sprawy sprzed 20
      lat, przez które rzekomo pije. Sprawy dzisiaj nieistotne, które nie stanowiły
      problemu 10, 15 lat temu , wtedy kiedy nie pił nałogowo. Nawet, jeżeli wtedy
      ponosiłam jakąś winę to po 23 latach nie jestem w stanie jej naprawić.
      Twierdzi, że zgłaszając go na policję zdradziłam go i jeżeli doprowadzę sprawę
      do końca, to on nie będzie mnie chciał znać, spojrzeć mi w oczy itd. A
      przymusowe leczenie i tak nic mu nie da /podejmował 2 próby i nic z tego nie
      wyszło/. Jak zrzucić z siebie to obciążenie samobójstwem? Teoretycznie wszystko
      wiem, ale jest mi tak ciężko na duszy. Wiem też, że muszę działać dalej, bo
      inaczej wrócę do punktu wyjścia, do jeszcze gorszej sytuacji niż teraz. Wiem,
      że gorzej dla mnie i dzieci to już nie będzie.
      • jerzy30 Re: samobójstwo... 08.04.06, 21:58
        niech siedzi w tej piwnicy i niech sie zapija - najwyzej szczury go zjedza - Ty
        zadbaj o siebie i o dzieci. On już o siebie dba. Zadnych win nie naprawiaj bo
        on zawsze zawsze znajdzie cos nowego. Trzymaj sie
        • beatrice51 Re: samobójstwo... 08.04.06, 22:11
          On za każdym razem wymyśla nowe preteksty. Nawet to, że za bardzo się staram.
          Każdy pretekst jest dobry, spotkanie kolegi ze studiów, zdenerwowanie na
          nieumyte garnki, brak porządku w mieszkaniu, brak chęci pomocy dzieci w pracach
          na działce itd. Dzisiaj on nie wierzy, że uruchomiłam dalej sprawę karną. Mówi,
          że to niemożliwe. Nie wierzy, że mnie na to stać. Bardzo dużo dał mi dzisiaj
          kontakt z tym forum. Przynajmniej wiem, że nie jestem sama i mogę liczyć na
          porozmawianie na ten temat z ludźmi, którzy przez to samo przechodzą i znają
          się na problemie. Uspokoiłam się trochę. Dziękuję.
    • alina66 Re: samobójstwo... 09.04.06, 13:12
      ale Ty sama sobie odpowiadasz: "WYmyśla różne preteksty" - no właśnie, bo to są
      tylko PRETEKSTY. Pije bo jest alkoholikiem.
      Zakładając sprawę,a potem ją wycofując upewniasz go, że może sobie pić dalej i
      dalej Tobą manipulować.
      Ja wiem, że to trudne, bo sama zrobiłam to dopiero po wielu latach, ale ...
      zostaw go samemu sobie. Zaopiekuj się sobą i dziećmi- tak jak pisze Jerzy.
      Jak będzie CHCIAL to zapije się w tej piwnicy niezależnie od tego, czy Ty go
      będziesz tam szukać, czy też nie.
      Nie musisz naprawiać win sprzed dwudziestu lat dotyczących nieistotnych spraw,
      bo to nie o to chodzi. Nie przez Ciebie pije i nie dla Ciebie przestanie, o ile
      kiedykolwiek przestanie.
      Zajmij się sobą i dziećmi.
      pozdrawiam i trzymaj się. Głowa do góry
      • beatrice51 Re: samobójstwo... 09.04.06, 23:18
        Właśnie nie może uwierzyć, że nadałam znowu tok sprawie. Doszło do niego
        dopiero, jaki to będzie wstyd w pracy, jak przyjedzie policja i będzie żądała
        opinii. Sensacja to będzie i dla mnie, bo pracujemy w jednej gminie. Ale
        przecież miał tyle szans. Nawet przez ostatni miesiąc podczas którego nie
        wytrzymał na kuracji odwykowej i dalej pił. Wiedział czym to może się
        zakończyć, a mimo to sięgał po te browary. Najgorsze, że twierdzi, że
        przymusowy odwyk mu nie pomoże, bo on jest zdrowy. Łudzę się jeszcze nadzieją,
        że jak tam wytrzeźwieje na siłę to zmieni rozumowanie. Ale z drugiej strony,
        jak nie będzie chciał, to i to nie pomoże. Taka jest specyfika tej choroby.
        Znam jednak alkoholików, którzy pod przymusem poszli się leczyć i nie piją.
        Mało tego, odgrażali się żonie i policji przed zabraniem na odwyk.Jednak coś w
        tych głowach na siłę im poprzestawiali na tym leczeniu, bo dzisiaj nie piją.
        Czy jest na to szansa?
        • jerzy30 Re: samobójstwo... 10.04.06, 12:45
          szansa jest - ale nie odpuszczaj nawet na 1 milimetr [co tam na 0,000000001 mm].
          Sam Ci to mowie z wlasnych doswiadczen. Do przodu, konsekwentnie - i nie daj sie
          nabrac na jego bagania, proxby, grozby, zapewnienia. jak pojdzie na leczenie to
          moze cos zalapie i wtedy AUTENTYCZNIE bedzie ci wdzieczny - za ten przymusowy odwyk.
          • beatrice51 Re: samobójstwo... 10.04.06, 13:20
            On był na terapii otwartej przez 2 tygodnie. W tym czasie 3 dni pił. Powód miał
            zawsze.Sama doniosłam na niego, że pił.On się obraził na mnie,że go zdradziłam.
            Własna żona!!! Terapeuci podziękowali jemu za współpracę i zaproponowali
            przerwę w terapii. A on z niej i tak nie skorzystał, bo na nich psy wiesza.
            Poza tym on jest zdrowy, nie to co ludzie z jego grupy.Tamci to menele, a on
            tak nisko się nie stoczył. Psycholodzy też muszą za coś brać pieniądze. W ogóle
            cała ta terapia to jest dno, brak w niej dobrej organizacji, terapeuci olewają
            itd. A ja dowiedziałam się od ludzi, którzy to przeszli, właśnie tam, że jest
            zupełnie odwrotnie. Teraz jest na etapie wybijania mi z głowy sprawy karnej.
            Ten wstyd w pracy!!! Nie pomyślał o wstydzie dzieci przed blokiem, na klatce
            schodowej itd. Zresztą kto to miał w domu to wie jak to jest. Jedno wiem na
            pewno, że cała sensacja wokół sprawy karnej będzie dla mnie mniej bolesna niż
            to co mam w domu na co dzień. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ja cierpię.
            Dzieci też.
            • drak02 Re: samobójstwo... 10.04.06, 13:28
              beatrice51 napisała:

              > On był na terapii otwartej przez 2 tygodnie. W tym czasie 3 dni pił. Powód
              miał
              >
              > zawsze.Sama doniosłam na niego, że pił.On się obraził na mnie,że go
              zdradziłam.
              >
              > Własna żona!!! Terapeuci podziękowali jemu za współpracę i zaproponowali
              > przerwę w terapii. A on z niej i tak nie skorzystał, bo na nich psy wiesza.
              > Poza tym on jest zdrowy, nie to co ludzie z jego grupy.Tamci to menele, a on
              > tak nisko się nie stoczył. Psycholodzy też muszą za coś brać pieniądze. W
              ogóle
              >
              > cała ta terapia to jest dno, brak w niej dobrej organizacji, terapeuci
              olewają
              > itd. A ja dowiedziałam się od ludzi, którzy to przeszli, właśnie tam, że jest
              > zupełnie odwrotnie. Teraz jest na etapie wybijania mi z głowy sprawy karnej.
              > Ten wstyd w pracy!!! Nie pomyślał o wstydzie dzieci przed blokiem, na klatce
              > schodowej itd. Zresztą kto to miał w domu to wie jak to jest. Jedno wiem na
              > pewno, że cała sensacja wokół sprawy karnej będzie dla mnie mniej bolesna niż
              > to co mam w domu na co dzień. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ja cierpię.
              > Dzieci też.

              Z tą terapią to strasznie ściemnia, uczestnicy takich terapii reprezentują
              różne środowiska. Podjęłas dobrą decyzję i tak trzymaj.
              Sprawa karna bedzie zdecydowanie mniej bolesna niż wszystkie upokorzenia które
              przeszłaś. Dla niego najwazniejsza rzecza to aby dalej chlać i mieć święty
              spokój. Chodzi o to aby nie miał świętego spokoju. To ty zasłużyłas sobie na
              spokój i walcz o siebie.
              • beatrice51 Re: samobójstwo... 10.04.06, 13:34
                Drążąc temat dowiedziałam się, że w jego grupie byli i tacy co spadli z górnych
                półek np. kobieta po konserwatorium muzycznym, geodeta, kierowca TIR-ów co
                kiedyś miał prosperitę..... No, ale on wygląda inaczej niż oni.
                • beatrice51 Re: samobójstwo... 10.04.06, 13:39
                  I jeszcze jedno. On przed takimi ludźmi będzie czytał swój piciorys? Nigdy w
                  życiu. On ma się publicznie przyznać przed takimi hu... A ja wiem, że już nie
                  tacy jak on przyznawali się. Nie o takiej inteligencji i wykształceniu.
                  • drak02 Re: samobójstwo... 10.04.06, 13:51
                    Twój maż nie jest jakimś wyjąkiem czy oryginałem, jest ofiarą nałogu i co
                    gorsza jest święcie przekonany ze ma rację. Jego psychika (zmieniona na skutek
                    wieloletniego zatruwania etanolem) dostarcza na jego wewnętrzne potrzeby
                    subiektywne iluminacje. On faktycznie jest przekonany że nie ma żadnego
                    problemu, że nie jest alkoholikiem i że kompletnie nie pasuje do całej reszty
                    leczących się oryginałów. Takie myslenie jest integralna częścią uzaleznienia.
                    I dlatego właśnie drastyczne kroki które podejmujesz byc może przełamią jego
                    sposób wdzenia siebie i otaczającej go rzeczywistosci. On jeszcze nie dojrzał do
                    bycia trzeźwym.
                    • beatrice51 Re: samobójstwo... 10.04.06, 14:02
                      Te jego ciągi powtarzają się z taką regularnością, że można zegarek
                      ustawiać /od pół roku co 4 dni, a wcześniej co tydzień/. I nie ma zmiłuj się i
                      tak zrobi swoje, żebym błagała, sprawdzała, śledziła, płakała itd. Najpierw
                      jest faza napięcia/ 1 dzień/, później agresji w ciągu/4 dni/, po czym miodowy
                      miesiąc/4 dni/. I tak w kółko. Jak dłużej to wytrzymać? Nie da się.
                      • drak02 Re: samobójstwo... 10.04.06, 14:07
                        Dlatego rób swoje. jeżeli bedzie mu zależeć na was, zacznie cos ze sobą robic,
                        jeżeli nie , to będzie dalej pił.
                        • beatrice51 Re: samobójstwo... 10.04.06, 14:24
                          On między ciągami stara się nam wynagrodzić to zło, które nam wyrządził. Stara
                          sie być dobrym mężem i ojcem. Ale co z tego? Przed nami jest ta sama wizja, za
                          kilka dni będzie to samo. Codziennie rano mówi, że będzie trzeźwy, że mnie
                          kocha, że zaczniemy wszystko od nowa. A wieczorem wracają zwłoki.
                          • drak02 Re: samobójstwo... 10.04.06, 14:40
                            beatrice51 napisała:

                            > On między ciągami stara się nam wynagrodzić to zło, które nam wyrządził.
                            Stara
                            > sie być dobrym mężem i ojcem. Ale co z tego? Przed nami jest ta sama wizja,
                            za
                            > kilka dni będzie to samo. Codziennie rano mówi, że będzie trzeźwy, że mnie
                            > kocha, że zaczniemy wszystko od nowa. A wieczorem wracają zwłoki.

                            To jest klasyka gatunku. Jak jest trzeźwy to ma wyrzuty sumienia i poczucie
                            winy. Gryzie go to , dlatego stara się jakoś odpokutowac swoje zachowanie,
                            poczym niemogąc znieść bólu zycia w trzeźwości i gnany głodem alkoholowym wraca
                            do picia i tak w kółko.Sa tylko 3 wyjscia z tego zaklętego kręgu
                            1. leczenie
                            2 Szpital psychiatryczny
                            3. Cieżka choroba i smierć.
    • jerzy30 Re: samobójstwo... 10.04.06, 15:47
      od meneli [wybacz] to on sie tym roznie ze menele to czesciej pija denaturat -
      bo ich nie stac na drozsze trunki i tym ze menele sa czasami bardziej brudni -
      Wszystko przed nim - menele, denaturat, borygo, inne wynalazki, zbieranie
      szmat, brud, delirka, rozdygotane lapy - powoli - to nie od razu. A wstyd to
      jest wtedy jak sie w rowie pijany lezy - a nie jak sie chodzi na terapie. To
      wszystko to sa jego wymowki by spokojnie dalej chlac - widocznie musi tego
      denaturatu sprobowac. A ty rob swoje i narob mu tego wstydu ta sprawa sadowa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka