przerrazona
04.04.06, 14:24
Wczoraj kazałam wyprowadzić się narzeczonemu z powodu alkoholu. Wiele razy
próbowałam już się z nim rozstać. Zawsze wracałam. Bardzo go kocham, ale nie
mam już siły znosić jego picia i ciągłych obietnic. Niestety znowu mam
poczucie OGROMNEJ WINY. Boję się, że coś sobie zrobił. Że zrobił to przeze
mnie. Nikt nie wie co sie z nim dzieje. Jego rodzina poszukiwała go w moim
domu rodzinnym. Co ja mam zrobić??? Ze strachu przed tym , ze mógł sobie coś
zrobić, przerwałam milczenie i zadzwoniłam do niego. Ma wyłączony telefon.
Boże, co za paranoja... Znowu ja przegrałam! Obawy o jego śmierć od dawna mi
towarzyszą. Między innymi dlatego nie byłam w stanie odejść.
Proszę o pomoc... Czy alkoholik realnie myśli o śmierci czy może to być próba
zastraszenia? Próbować kontaktować się aby dowiedzieć się czy ...żyje??? Czy
czekać BIERNIE??? Co mam ze sobą robić aby nie myślec?? Błagam o szybką odpowiedz!