janulodz
26.08.06, 22:09
Dopadło mnie dzisiaj.
Wczesne popołudnie włączony telewizor, coś tam w nim leci i nagle znajoma piosenka: Bogdan Mec śpiewa " Jej portret" Wybuchają wspomnienia - połowa lat siedemdziesiątych, ja świeżo upieczony żonkoś, nakirany, sam w Maximie (pierwsza knajpa z automatami losowymi w Łodzi) , dyskoteka, stroboskopy, automaty, żetony brzęczą, nagle mam trzy podwójne BAR-y , lawina błyszczacych krążków, stawiam wszystkim, a przy konsolecie DJ Boguś Mec pogrywa zw swoich czarnych winylowych krążków , leci Abba , Boney M. , dziewczyny, balanga, koniec grania, co tu zrobić z tak fajnie rozpoczętym wieczorem. Idziemy w parę osób do Bogusia. Jakaś czynszowa kamienica w okolicach Wschodniej... koniec filmu.
Rano budzę się we własnym łózku, żona potrząsa mnie za ramię i pyta " gdzie masz obrączkę?" Cholera... włożyłem ją wczoraj do kieszonki koszuli. Pewno wypadła, jak popisywałem się chodzeniem na rękach. :((( .... Rozwodu nie było.
Mam wspaniałą żonę.
Dzisiaj.Dwie godziny póżniej.
Wiem, że muszę to zrobić. Mamy kotkę. 14 letnią. Wskoczyła nam na balkon przed 13 laty i już została. Chora na raka sutek. Guz na brzuchu. Zaatakowane narządy wewnętrzne. Cierpi, ledwie chodzi, wylizuje, diagnoza zaprzyjaźnionego weterynarza sąsiada - nieuleczalna, śmiertelna choroba, będzie coraz bardziej cierpieć. Podejmujemy decyzję. Dzisiaj. To pupilka żony. Woła ją z ogrodu. Kotka z namysłem bardzo wolno przychodzi, głaszczemy ją, biorę na ręce i idę.
Wracam już sam. Coś mi stoi w gardle.Cholernie chce mi się napić.
Wspomnienia, teraźniejszość - wyzwalacze. Muszę wytrzymać. Wytrzymam.