nina_simone
20.09.06, 08:35
Takich problemów jak mój ma w Polsce tysiące kobiet. Nie jeden raz temat
poruszany był na tym forum. Jednak muszę napisać o sobie, bo mam nadzieję, że
w ten sposób jakoś to sobie poukładam w głowie i pomoże mi to podjąć ważne
decyzje.
Jestem mężatką od 18 lat. Mam syna licealistę. Mój mąz pije od pierwszego
dnia naszego małżeństwa. Nie miałam pojęcia wychodząc za niego, że to taki
koszmar. Moi rodzice nie pili, wychowywałam się w przeciętnej,
niedysfunkcyjnej rodzinie. Uprzedzam ewentualne uwagi typu: widziały gały co
brały. Owszem widziały, ale miały nadzieję, że będzie dobrze.
Mąż jest typowym alkoholikiem. Nie muszę opisywać koszmaru, jaki z nim
przeżywaliśmy pod jednym dachem. Wielodniowe ciągi, agresja, brak pieniędzy,
utrata pracy, wynoszenie z domu sprzętów na sprzedaż, smród, leczenie kaca po
ciągu.Wielokrotne próby leczenia- teraz wiem, że raczej egoistyczna potrzeba
zlikwidowania skutków długotrwałych ciągów. "Leczenie" to zgłoszenie się do
szpitala psychiatrycznego, na oddział uzależnionych, gdzie podłączano go pod
kroplówkę, zapewniano pomoc psychologa, troskliwie się nim zajmowano. Po
kilkudniowym pobycie, odtruty wypoczęty wracał do domu i....po jakimś czasie
wszystko wracało do normy.
Cztery lata temu za namową kolegi zdecydował się wyjechac do Londynu. Nie
był to jeszcze czas exodusu naszych rodaków. O pracę było łatwo, pracuje tam
do dziś. Oczywiście pije, wiem, bo podczas ciągu nie odzywa się albo
informuje mnie esemesem o treści :"chleję". A ja odetchnęłam z ulgą ale
dopiero teraz. Przez pierwsze dwa lata byłam kłębkiem nerwów i chociaż go nie
widziałam, uczestniczyłam w tych jego ciągach na odległość.
Teraz drżę z niepokoju, że będzie chciał wrócić. Szczerze mówiąc jestem
przerażona tą perspektywą. Nie chcę, by wrócił, nie chcę go oglądać, napawa
mnie wstrętem i przerażeniem. Z trudem znoszę jego przyjazdy. Przyjeżdża co
trzy miesiące na tydzień lub dwa. Odliczam wtedy dni do jego wyjazdu drżąc z
niepokoju, żeby w tym czasie nie zapił, bo wtedy na pewno nie wyjedzie.
Żeby było jasne: nie mam z tego jego wyjazdu żadnych pieniędzy. Przysyła mi
co miesiąc 200 funtów( tj ok 1100 zł) na utrzymanie i nic ponadto.
Muszę chyba podjąć jakies decyzje. Dopóki jest tam, nie potrzebuję niczego
zmieniać. Jednak gdy będzie chciał wrócić, muszę się z nim rowieść. O matko!
Moje kłopoty jeszcze się nie skończyły!
Oto moja historia.