odmieniony1
02.10.06, 11:36
Dzięki Wam zrozumiałem, że jestem egoistą, zakłamanym wyrachowanym
egocentrykiem i że swoim zachowaniem niszczę innych.
Czytając niektóre rady pisane dla Addicted1 zobaczyłem, jak jestem
zaślepionym swoimi wadami małym człowieczkiem.
Teraz rozumiem, że to ja spowodowałem wszystkie nieszczęścia swojego życia, a
przy okazji zniszczyłem życie innych.
Sugerując się tokiem myślenia pokazanym w odpowiedziach na pełne żalu i
pretensji wpisy Addicted1 pojąłem, że na wszystko można spojrzec inaczej-
prawdziwie, bez fałszowania historii i bez usprawiedliwania siebie.
I gdty tak ujrzałem historię swego życia wtedy okazało się, że dotąd wszystko
rozumiałem opacznie i nie znałem życia.
Wszystko interpretowałem niewłasciwie, do faktów dopisywałem odwrotne
znaczenie niż było faktycznie.
Uswiadomiłem sobie, że już od dziecka byłem straszny. Byłem dzieckiem
wyjątkowo ciekawskim. Zadawałem mnóstwo pytań, co w końcu każdego
wyprowadziłoby z równowagi i każdy takiemu dziecku by przyłożył. Zarazem
byłem irytującym tchórzem, takie dziecko to udręka i przekleństwo dla
rodziców.
Potem gdy byłem nastolatkiem umamiłem sobie, że poświęcę się swojemu hobby.
Rodzice słusznie wybijali mi to z głowy, bo wiedzeli lepiej co dobre niż ja-
niedorosły gó..arz. Ja byłem uparty że hobby jest ważne, zrobiem z tego
wielki cyrk.
Miałem pretensje, że rodzice faworyzowali moje rodzeństwo i że im zapewnili
lepsze warunki startu życiowego. A jak się przyjrzec, to właściwie powinienem
za to dziękować.
Przecież skoro rodzice nie chcieli mi dawać na studia to dla mego dobra i z
uznania dla mnie. Widocznie uznali, ze jestem zaradny i sam sobie poradzę.
Musiało to ich wiele kosztowac, to wielka odwaga z ich strony, bo ja byłem
jak wspomniałem raczej tchórzem niż bohaterem, więc musieli naprawdę dużo
wiary mieć we mnie, że mnie tak postanowili rzucić na głębokoą wodę.
Nie chciała mnie dziewczyna- a ja nie wiedziałem dlaczego. Miałem zadarty
nos, myślałem, ze jestem wielkim Panem, bo mam dobre oceny w szkole i
przeczytałem mnóstwo ksiązek.Ale nie zauważyem, że byłem nie do zniesienia, a
te książki? Czytałem chyba dla szpanu, bo nic z nich nie wyniosłem, prości
ludzie spod budki z piwem nie czytali a są 100 razy mądrzejsi ode mnie.
Potem wiele lat katowałem rodzine swoimi zachowaniami- zamiast dać im
pociechę z syna czy brata i dać dumę w rodzinie to ja pracowałem za słabe
pieniądze, nie miałem żony, dzieci a potem jeszcze piłem.
Zamiast jako młody silny facet wesprzeć finansowo rodzinę to ja ledwo sam się
utrzymywałem i jeszcze byłem na tyle bezczelny, że jak odwiedziłem rodziców,
to brałem od nich jedzenie!
Zamiast pocieszyć wnukami- ja żyłem nieodpowiedzialnie.
Najgorszą rzeczą którą zrobiłem to zmiana wyznania. Uświaqdomiłem sobie, że
odchodzac z Kościoła Katloickiego sprzeniewierzyłem całe wychowanie, naplułem
na wszystko co mi mówiono, podeptałem największe świętości.
A ja jeszcze bylm dumny, że nie podtrzymuję wiary ojców i znalazłem sobie
jakieś innne wymysły.
Oczywiscie mnóstwo żali miałem do pracodawców, a jakże. Że mnie nie
awansowali, że nie doceniali. Dziś widzę, jak to było. Normalne jest, że aby
awansować trzeba dobrze żyć z kierownikiem, być posłusznym. A ja chciałem
być "niezależny", myślałem że jestem Panem firmy, że ja mam jakieś szczególne
prawa. Inni pracowali za grosze i nie narzekali a ja płakaem jak dzieciak. A
prawda jest prosta- tyle ileś wart tyle ci płacą.
Skoro nic nie umiem, nie nadaję się do niczego- to z jakiej racji ma mi
ktokolwiek płacić wiecej? Nie zasłużyłem.
Dziś jestem facetem po 30, zniszcznym fizycznie i psychicznie przez alkohol-
oczywiście tego też się zapierałem, bo skoro wyszły dobre wyniki watroby i
trzustki to ja myslałem, że jestem zdrowy. Guzik. Jestem pod każdym względem
zniszczony pzez alkohol. I nie wierzę, że sie z tego wygrzebię.
Aczkolwiek piłem i tak niewiele, ale nawet tego nie umiałem- zostać porzadnym
pijakiem, wolałem się żalić po jednym dniu picia jaki to ja biedny.
Dosyć tego dobrego.
Ogólnie ta świadomość prawdy którą odkryłem przeraziła mnie. Nie wierze, ze
się kiedykolwiek odmienie. Wydaje mi się, że jedynym wyjściem jest usunąć się
z ziemskiego padołu i przestać zamęczać innych i zabierać powietrze ludziom
bardziej godnym życia niż ja.
Ostatnio dochodzę do przekonania, że Darwin miał rację- słabi muszą ustąpić
miejsca silnym. Tę teorię dawno słyszałem, ale dzięki temu forum w końcu to
zrozumiałem.
Jak czytam wypowiedzi na forum, szczególnie niektórych z Was- takich
zaradnych, madrych i obiektywnych to ja jestem śmieciem przy Was. Poważnie.
Dlatego zastanawiam się, czy nie lepiej odejść. Będzie ulga dla rodziny, dla
świata. Po co ktoś taki jak ja ma żyć?
Nicwarty cwaniak, nic nikomu nigdy nie dałem, ciągle tylko biorę od swiata,
nic w zamian. Jestem jak tasiemiec, jak pijawka.
Normalny pijak z ulicy jest lepszy ode mnie, bo on chociaż uzbiera złomu na
swoje potrzeby, a ja? Wielkie Panisko nie chciało się schylić po zbieranie
złomu.
(tak naprawdę to i tak bym sobie nie poradzi, nic nie umiem).
Kiedyś gdy myślałem o samobjstwie to mwiłem sobie "nie mogę tego zrobić
bliskim"- co było zakamaniem, bo chciałem życ z zwalałem na bliskich, że
przez nich muszę życ. ale teraz rozumiem, że mniejsze zło jak raz odejdę i
będzie trochę wstydu w sąsiedztwie ( bo na pewno nie bedzie żalu po kimś taki
jak ja).
Ale potem będzie im lżej. Lepiej. Wygodniej.
Nie będe psuł nastroju tym, że gdzieś tam ileś kilometrów stąd żyje ten
neudacznik.
Trudno jest z tą myślą, ale z drugiej strony- lepiej odchodzić w prawdzie.
Prawdzie tegoi świata i tego forum.
Dobranoc