Dodaj do ulubionych

mój mężczyzna idzie na terapię

16.12.06, 00:00
postanowił pójść do szpitala na odwyk, chodzi codziennie na mitingi, wydaje
się, że jest zdeterminowany i całkowicie tym pochłonięty. Co mogę zrobić,
żeby nam pomóc: sobie, jemu, czego nie powinnam robić? Jest ciężko, to jakby
ktoś nowy, nieznany, zapatrzony w siebie, ignorujący całą resztę,
Temat nie jest mi obcy, chodziłam z nim na mitingi, przeczytałam parę
książek, rozmawiałam z ludźmi. W tym czasie chyba "ostygłam" emocjonalnie.
Czy ktoś zechce poświęcić trochę czasu temu problemowi?
Obserwuj wątek
    • sarkoid Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 02:07
      na przykładzie mojego związku, moge Ci powiedzieć abyś dała mu czas aby się
      otworzyl..ja tak miałem, nie naciskaj...w wolnym czasie (chociaż nie ta pora
      roku), moze idzcie na dłuuuugi spacer, gdzies gdzie nie bedzie za duzo ludzi...
      czym mozesz zaszkodzic?--ja stałem sie jakis nerwowy -moglo mnie drażnic byle
      co, ale po jakimś czasie mijało (szybkim czasie)..
      -piszesz ze ostygłaś emocjonalnie, nie ostygnij za bardzo jeśli Ci na nim
      zależy. Wiadomo, ze potrzeba czasu aby związek jako tako zaczał ponownie
      funkcjonować- daj mu odczuć, ze jest potrzebny i dobrze zrobił ..cieszcie się z
      miłych chwil a takie (wierz mi) będą przed Wami...tak mozesz sobie pomóc
      • marblad Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 10:48
        No wlasnie, a ja sam musze sobie z tym radzic.
        • myszabrum Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 11:25
          Zawsze mnie śmieszyły teksty w stylu "mężczyźni są jak małe dzieci", bo ja
          jakoś na takich mężczyzn nie trafiam (być może nie przyciągam takowych).

          Ale na Twoim przykładzie widzę, że cuś w tej mądrości ludowej jest ;).
          • aaugustw Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 11:36
            myszabrum napisała:

            > Zawsze mnie śmieszyły teksty w stylu "mężczyźni są jak małe dzieci", bo ja
            > jakoś na takich mężczyzn nie trafiam (być może nie przyciągam takowych).
            __________________________________________________________________________.
            Slyszalem, ze mezczyzna jest jak dyplom magisterski, tracisz mnostwo czasu,
            zeby go zdobyc, a potem okazuje sie ze jest on do niczego potrzebny...! :-((
            A... ;-))
            • myszabrum Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 12:22
              O, widzisz, August - jak nie rozmawiamy o AA, to nawet czasem się z Tobą
              zgadzam :)
              • aaugustw Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 12:32
                myszabrum napisała:

                > O, widzisz, August - jak nie rozmawiamy o AA, to nawet czasem się z Tobą
                > zgadzam :)
                __________________________________________________________________________.

                Wniosek z tego taki, ze jak spotkamy sie na jakims "Zlocie Radosc AA" -
                nie bedziemy rozmawiac ze soba o AA...! ;-))
                A...
        • aaugustw Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 11:29
          marblad napisał:

          > No wlasnie, a ja sam musze sobie z tym radzic.
          ______________________________________________________________________.

          W Dwunastej Tradycji moge zawsze przerwac samotnosc przez wlaczenie sie
          do wspolnego dzialania i to jest to czego sie do tej pory nauczylem...!
          A... ;-))
        • janulodz Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 12:11
          Spoko Marblad. Przynajmniej na Ciebie nikt nie napisze:)))

          Pippi napisała:
          "postanowił pójść do szpitala na odwyk"
          Mogłabyś to rozwinąć. Co to znaczy? Czy ma iść na zamknietą terapię, czy bedzie się leczył w przychodni d/s uzależnień, czy może załatwił sobie jakiąś prywatną klinikę. Piszesz, że on chodzi codziennie na mittyngi,jak długo to trwa i czy dawno przestał pić?.
          Ja np nie przechodziłem takiego małżeńskiego kryzysu. Kiedy przestałem pić, ponownie odkryłem, jakim przyjacielem i drogą mi osobą jest moja żona i nie doświadczyłem jakiegoś stanu przejściowego. To było tak jakbym sie obudził ze złego snu. Tylko, że ja nie chodziłem na żadne mittingi:(((

          PS Nie mam nic przeciwko AA
    • aaugustw Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 11:24
      pippi.l napisała:

      > postanowił pójść do szpitala na odwyk, chodzi codziennie na mitingi, wydaje
      > się, że jest zdeterminowany i całkowicie tym pochłonięty. Co mogę zrobić,
      > żeby nam pomóc: sobie, jemu, czego nie powinnam robić? Jest ciężko, to jakby
      > ktoś nowy, nieznany, zapatrzony w siebie, ignorujący całą resztę...
      ____________________________________________________________________.
      Pytasz, wiec odpowiem Tobie moim doswiadczeniem, otoz dzisiaj wiem,
      ze nalezy dac czas czasowi. Pozostawic to swojemu biegowi, albo (inaczej
      mowiac), tej Sile Wyzszej, lub Bogu jakkolwiek Go pojmujesz... -
      Badz cierpliwa i pojdz do najblizszego Al-Anonu, tylko tak mozesz sobie
      i jemu pomoc...
      A...
      Ps. Ze mnie to moje "Ego", jak alkohol samo wyparowalo, dzieki innym
      alkoholikom z AA i temu Programowi...
      • pippi.l Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 13:34

        Dziękuję za posty, odpowiadam na pytania, nasza sytuacja wygląda z grubsza tak:
        W tym tygodniu idzie na 3 tygodniową terapię zamkniętą, a potem będzie przez
        kolejne 3 tygodnie dojeżdżał z domu.
        Na mitingi chodzi od 3 tygodni, wtedy też przestał pić.
        Pił przez 8 lat, poza domem, ma pracę związaną z wyjazdami, nigdy nie pił w
        domu i choć to zabrzmi może niewiarygodnie – ja nie wiedziałam, nie
        spodziewałam się. Nie nazwałabym tej jego skłonności alkoholizmem, może
        słabością w tym kierunku, że nie potrafi przy piciu postawić sobie granicy,
        tylko jak już pije, to ponad miarę. Ale jak mówię, nie zdawałam sobie sprawy na
        ile ten stan jest poważny i w jak głębokiej byłam nieświadomości. Latem
        chodziliśmy razem na mitingi, ale były to raczej takie przymiarki, których
        szybko zaniechaliśmy. Potem postanowiliśmy się wspólnie modlić, odmawiać
        różaniec, mówił, że jest lepiej, przełom nastąpił podczas ostatniego wyjazdu i
        chlania, wtedy nazwał rzecz po imieniu i zrozumiał, że potrzebuje fachowej
        pomocy, widzę, że jest rozchwiany, to tak jakby po uświadomieniu sobie, że jest
        alkoholikiem, dopadły go psychiczne huśtawki, wcześniej to raczej nie
        występowało.
        Do założenia wątku skłoniła mnie moja bezsilność i może też i złość. Chciałabym
        pomóc, ale muszę również ocalić siebie. Nie jestem stworzona do życia w
        poświęceniu,
        • havana06 Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 15:29
          Jesteś dzielna, Pippi, pomagasz swojemu mężczyżnie mimo, że jak
          piszesz "wypaliłaś" się emocjonalnie.Moja przypadłość nie jest powodem a
          skutkiem tego ,że opuścił mnie ktoś, kogo bardzo kochałam.
          To uczucie umarło, przypadłość została.
          Naturalnie myśl o Sobie, ale nie zapomnij też, że ten mężczyznz Cię
          potrzebuje.Piszesz, że to TWÓJ mężczyzna.
          Mnie zostali forumowicze, którym dużo zawdzięczam. Są mi potrzebni jak ktoś
          prawdziwy, taki w "realu". Mnie to musi wystarczać.

          p.s. A tak przy okazji pozdrawiam Was serdecznie i bardzo świątecznie.
          Wybywam nad morze{na 2 tyg.}.Nie nad nasze i nie nad ciepłe, niestety.
          Raduję się bardzo- nie będę sama.
          havana
          • aaugustw Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 18:46
            havana06 napisała:

            > p.s. A tak przy okazji pozdrawiam Was serdecznie i bardzo świątecznie.
            > Wybywam nad morze{na 2 tyg.}.Nie nad nasze i nie nad ciepłe, niestety.
            > Raduję się bardzo- nie będę sama.
            > havana
            ________________________________________________________________________.
            Udanego i suchego pobytu nad morzem... Wracaj cala i zdrowa...! ;-))
            Pozdrawiam rowniez swiatecznie... - Do uslyszenie.
            A... ;-))
            Ps. To zimne morze ogrzejesz swoim cieplym sercem...! ;-))

        • aaugustw Re: mój mężczyzna idzie na terapię 16.12.06, 18:42
          pippi.l napisała:
          > Na mitingi chodzi od 3 tygodni, wtedy też przestał pić.
          > ...to zabrzmi może niewiarygodnie – ja nie wiedziałam, nie spodziewałam się.
          Nie nazwałabym tej jego skłonności alkoholizmem, może słabością w tym kierunku,
          że nie potrafi przy piciu postawić sobie granicy, tylko jak już pije, to ponad
          miarę...
          - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
          Coz, na tym, m.in. polega ta choroba, ze nie mozna utrzymac kontroli nad
          iloscia wypijanego alkoholu...!
          A co do Twojego skrywania "glowy w piasek", poprzez nie dopuszczanie do swojej
          swiadomosci faktu, ze Twoj maz jest alkoholikiem, to musze Cie w tym miejscu
          pocieszyc... Slyszalem o bardziej beznadziejnych przypadkach...
          Zaprzyjazniony ksiadz opowiadal o tym, jak on, w czasie pogrzebu stal nad
          grobem czlowieka, ktory zmarl na alkoholizm i w swej ostatniej posludze chcial
          przekazac swoje wspolczucie placzacej wdowy...
          Kiedy zaczal mowic o tym, jak ciezka to jest ta choroba alkoholowa, (tu musze
          powiedziec, ze on osobiscie znal tego czlowieka), w tym momencie ta swiezo
          upieczona wdowa wykrzyknela wobec wszystkich tam zgromadzonych; "widzisz Jozek,
          nawet w grobie nie dadza ci spokoju i robia z ciebie alkoholika...!"
          __________________________________________________________________________.
          pippi.l napisała dalej:
          > Latem chodziliśmy razem na mitingi, ale były to raczej takie przymiarki,
          których szybko zaniechaliśmy.
          - - - - - - - - - -
          Znaczy sie, ze byliscie wiecej razy, anizeli jeden raz…!?
          ___________________________________________________________________________.
          pippi.l napisała dalej:
          > Potem postanowiliśmy się wspólnie modlić, odmawiać różaniec, mówił, że jest
          lepiej...
          - - - - - - - -
          Nie ma drogi na skroty, a ten jego Bog, nie wierze, ze bedzie za niego
          trzezwial...! Tam gdzie ten problem powstal, nie potrafi on byc tam rozwiazany.
          (lepiej sie poczul, na pewno na krotko przed wyjazdem z domu...!) ;-))
          _______________________________________________________________________.
          pippi.l napisała dalej:
          > ...przełom nastąpił podczas ostatniego wyjazdu i chlania, wtedy
          nazwał rzecz po imieniu i zrozumiał, że potrzebuje fachowej pomocy...
          - - - - - - - - - - -
          On nazywa to juz po imieniu, a kiedy Ty powiesz, ze ta "fachowa pomoc" ma
          swoje imie: jest to nikt inny, tylko taki sam alkoholik jak i on sam !
          _______________________________________________________________________.
          pippi.l napisała dalej:
          > Do założenia wątku skłoniła mnie moja bezsilność i może też i złość.
          Chciałabym pomóc, ale muszę również ocalić siebie. Nie jestem stworzona do
          życia w poświęceniu,
          - - - - - - - - - - - - - -
          Trudno mi uwierzyc w te Twoje uczucia. Na poczatku przewaznie dominuje
          falszywa duma. Wstyd... Brak pokory - A co ludzie powiedza...itd...
          A...
          • jerzy30 ktoś nowy, nieznany, zapatrzony w siebie, ignorują 16.12.06, 18:55
            ktoś nowy, nieznany, zapatrzony w siebie, ignorujący całą resztę,
            bo gorzala tak robi - jak ktos pije wiele lat to gorzala pochlania go
            calkowicie, zawlasza go, zajmuje mu 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu, 8 lat
            jak ktos taki trafia na terapie to otwiera oczy, widzi inny swiat i widzi tez
            swoje przepite zycie - rodzi sie zal i smutek - niewiara w zycie "to ja tyle
            lat chlalem" - dlatego czesc uzaleznionych tego nie wytrzymuje i powraca do
            picia bo pijany swiat jest im znany, przyjazny, i "realny"
            twoja polowa jest ja dobrej drodze - niech idzie na te terapie zamknieta - to
            daje kopa do zycia - a ty moze pochodz sobie na mityngi dla kobiet - osob
            wspoluzaleznionych - bedzie ci lzej - dowiesz sie o mechanizmach ktore toba
            targaja - dowiesz sie dlaczego jestes wypalona i jak to wypalenie wykasowac z
            zycia
            • hiacynaa Re: ktoś nowy, nieznany, zapatrzony w siebie, ign 16.12.06, 19:43
              Z radoscia widze, ze maz Pippi nie zmienil jej zycia w zly sen- z tego co pisze
              autorka watku wynika, ze picie nie mialo destrukcyjnego wplywu na zycie
              rodzinne. To bardzo dobrze. I Twoj maz pije 'tylko' 8 lat - moj pil 15 i po
              jakis 10 widoczne staly sie potworne zmiany charakteriologiczne. Jak widac Twoj
              maz uprzedzil te fakty- gratuluje!
              To naprawde budujace, ze teraz zaczynaja leczyc sie ludzie, ktorzy jeszcze sa w
              miare mlodzi, maja prace, rodzine, nie stracili wszystkiego. Kiedys czytalam ze
              co prawda kazdy alkoholik musi siegnac dna, ale ostatnimi laty to 'dno' znajduje
              sie duuuzo wyzej i ludzie zaczynaja leczenie w duzo wczesniejszym stadium.
              • aaugustw Re: ktoś nowy, nieznany, zapatrzony w siebie, ign 16.12.06, 20:02
                hiacynaa napisała:

                > co prawda kazdy alkoholik musi siegnac dna, ale ostatnimi laty to 'dno'
                znajduje sie duuuzo wyzej i ludzie zaczynaja leczenie w duzo wczesniejszym
                stadium.
                _________________________________________________________________________.
                Hiacynaa spostrzeglas cos bardzo znaczacego...!
                Za czasow Billa i dr. Boba ludzie dotknieci choroba alkoholowa popelniali o
                wiele wiecej samobojstw., anizeli dzisiaj. Wtedy byl to ciezki grzech i
                przestepstwo. Totalny margines spoleczny... Ci ludzie byli zdani praktycznie na
                siebie samego...!
                Od czasow zalozenia Wspolnoty AA (1935) zaczely powstawac pierwsze Grupy AA, a
                za nimi terapie p-alkoholowe... - Dzis ta swiadomosc spoleczna (nie mylic z
                rozumem) jest o wiele wyzej, a zatem i to dno alkoholowe jest dzisiaj o wiele
                wyzej juz usytuowane...!
                Postep jest z roku, na rok widoczny...
                A... ;-))

                • pippi.l od pippi 16.12.06, 22:26
                  Dziękuję wszystkim za rady, chęć pomocy, czas, uwagę, dziękuję serdecznie,

                  Havano, życzę ci miłych chwil tam gdzie będziesz, przyjmij ode mnie z
                  życzeniami słowa Marka Grechuty: że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie
                  znamy…
                  Auguście:
                  Możesz nie wierzyć, ale to prawda co piszę nie wiedziałam, nigdy nie upił się w
                  domu, pijanego widziałam go 1 raz na wakacjach, 7 lat temu, za to wielokrotnie
                  słyszałam przez telefon (wyjazdy – częste, zagraniczne), myślałam, że jeżeli
                  potem w domu nie pije miesiącami, to jest gwarancją „pijaczkowatości
                  wyjazdowej” a nie alkoholizmu,
                  nie chowam głowy w piasek, nie wstydzę się znajomych, rodziny, dzieci. Potrafię
                  i chcę o tym rozmawiać,
                  Auguście – mówiąc fachowa pomoc miałam na myśli nie jakiś czarodziejski
                  kamuflaż, ale lekarza, psychologa, lub terapeutę z doświadczenia, nie posądzaj
                  mnie o strach przed etykietką kobiety alkoholika, wcale się z tym specjalnie
                  nie kryję,
                  Auguście, jestem pod dużym wrażeniem Twojej wiedzy, doświadczenia i mądrości,
                  ale nie znasz mnie ani tych moich uczuć, więc … ok nie będę Cię pouczać, masz
                  prawo do swojego tonu, ja przecież prosiłam o opinie. Jestem zła bo: po raz
                  pierwszy to jego picie (jak zwykle wyjazdowe) dotknęło – skrzywdziło nasze
                  dziecko, pomyślałam, że nie akceptuję takiej rodziny, że to jest mi obce i nie
                  zgadzam się,
                  „Trudno mi uwierzyc w te Twoje uczucia. Na poczatku przewaznie dominuje
                  falszywa duma. Wstyd... Brak pokory - A co ludzie powiedza...itd...” to nie
                  moje, to do mnie nie przystaje,
                  „ Nie ma drogi na skroty, a ten jego Bog, nie wierze, ze bedzie za niego
                  trzezwial...” jesteśmy wierzący, nie szukamy w Bogu zastępstwa, ale pomocy,

                  „a ty moze pochodz sobie na mityngi dla kobiet - osob
                  wspoluzaleznionych - bedzie ci lzej - dowiesz sie o mechanizmach ktore toba
                  targaja - dowiesz sie dlaczego jestes wypalona i jak to wypalenie wykasowac z
                  zycia”
                  Jurku – dzięki, chyba tak, chciałabym znaleźć jeszcze zapał i wiarę w mojego
                  mężczyznę, dzięki za dobre słowa

                  „Z radoscia widze, ze maz Pippi nie zmienil jej zycia w zly sen- z tego co
                  pisze
                  autorka watku wynika, ze picie nie mialo destrukcyjnego wplywu na zycie
                  rodzinne.”
                  Hiacyno – mąż długo, bardzo długo wstydził się dzieci, i ja mu sprzyjałam, nie
                  dla jego komfortu, lecz ich, tego lata nazwałam sprawy po imieniu, bez owijania
                  w bawełnę powiedziałam im przy ojcu, że ojciec pije. Myślę, że dzięki temu
                  zaczął rozmawiać ze mną o piciu. Jednak nadal była to sytuacja abstrakcyjna: on
                  mi mówił – najpierw – mam problem z alkoholem – potem - jestem alkoholikiem, a
                  ja myślałam – to nie jest możliwe – przecież on nie pije, i tak to się toczyło,
                  podobno dla niego tym dnem był ostatni wyjazd, którym wyrządził wielką
                  przykrość naszemu dziecku, powód wyjazdu był błahy, można było go uniknąć, jego
                  wybór był dla nas dużą przykrością i wielkim cierpieniem dziecka. Zdałam sobie
                  sprawę, że ta siła jest silniejsza niż my, myślałam, że to inna kobieta, trudno
                  było mi uwierzyć, że to alkohol, że to plan ciągłego picia go tak wabi,
                  słyszałam to potem w telefonie,

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka