7zahir
29.12.06, 19:48
To napisał mój przyjaciel:
widze cigly problem z tym pokochaniem siebie...:))
zadam Ci pytanie;
czy chcialabys cale zycie spedzic z kims, komu nie ufasz, masz za kogos
gorszego, ktory wiecznie porownuje sie z innymi i wychodzi mu, ze jest
nieudacznikiem, z kims, kto nie potrafi i nie wierzy, ze stac go na udane
zwiazki z ludzmi...? czy chcialabys zyc z kims, kto ma cigle zle mysli,
ocenia i potepia innych, nie znajduje zrozumienia ani dla siebie, ani dla
drugich, ktory dla odmiany podlizuje sie wszystkim, aby zaskarbic sobie choc
minimum akceptacji...czy chcialabys byc z kims , kto wiecznie marudzi, nie
znajduje zadowolenia w zyciu, nudzi sie lub martwi?...
czy chcialabys byc z kims, kto czuje sie opuszczony, nieprzydatny, brzydki i
glupi...?itd
cale nasze zycie, od swiadomego wziecia go w nasze rece spedzamy sami ze
soba...
niech nawet otacza nas tlum milujacych ludzi, to jednak jestesmy w sobie
zupelnie sami...
kiedy tego kogos, kto mieszka w naszym ciele nie kochamy, to co to za udreka
byc musi i jakze smutna egzystencja z kims takim...
jezeli kochasz dziecko, to jaka to jest milosc?
karmisz je cukierkami, pozwalasz wylegiwac sie do poludnia, mowisz, ze
nie musi sie starac i ze wszystko moze miec w nosie?
nie...bo to nie jest milosc...
dziecko, ktore kochasz prowadzisz milosna reka do chwili, kiedy nie stanie
na
wlasnych nogach, starsz sie je poznac, zasiegasz rady w wielu sprawach je
dotyczacych, sluchasz uwaznie i poswiecasz wiele czasu na zrozumienie
potrzeb,
zrozumienie psychiki i ewentualnych problemow...
przemawiasz do niego lagodnie, chcesz je otulic swoja miloscia...
dlaczego tego kogos, kto mieszka w nas nie mielibysmy traktowac podobnie jak
owo dziecko, co nie znaczy, ze propaguje kochanie dziecka w nas..( ta teoria
jest mi obca)
caly swiat zaczyna sie w nas, a od naszego postrzegania swiata, zalezy nasze
zycie...czy gdy przebywa w nas chuligan lub nieudacznik, nasz swiat nie
bedzie
podobnie, chuliganski lub nieudany?
kochanie siebie to dla mnie poswiecenie czasu na wychowywanie siebie, na
poznanie siebie, na wybaczaniu sobie pomylek, upadkow, na rozwijaniu sie i
doskonaleniu...nigdy nie jest tak, ze nasza osobowosc czy charakter nie moze
ulec poprawie...zawsze jest cos do zrobienia w nas...
pokochanie siebie, to wziecie opowiedzialnosci za siebie, ale nie na poziome
zewnetrznym, lecz wewnetrzym, wchodzenie w gleboki kontakt ze soba na
poziomie
jazni, czyli tej milczcej czesci naszej swiadomosci...do tego, by sie to
stalo,
potrzebujemu duzo czasu i cierpliwosci dla samych siebie, potrzebujemy
wiary w nasze mozliwosci i lagodnosci jesli cos sie nam nie uda, dokladnie
tak,
jak to dziecko, ktore darzymy miloscia...
nie ma nic zlego w kochaniu siebie...pokochac siebie, to pokochac swiat, bo
kazdy z nas jest calym swiatem...:)
nie traktuj siebie po macoszemu, traktuj siebie z miloscia...