pieskie_zycie
14.03.07, 16:49
Szanowni Panstwo,
Od ok. roku-dwoch obserwuje wzrastajace zainteresowanie napojami alkoholowymi
u mojej zony. Ma slaba glowe, czasami wystarcza nawet dwa piwa na czczo i
pare fajek zeby ja zamroczyc.
Zakazalem picia jakiegokolwiek alkoholu pod moja nieobecnosc, wielokrotnie
niestety ta nasza umowa (przystala na nia) byla naruszana. Tepilem to nawet
wtedy (picie pod moja nieobecnosc) gdy bylo to tylko jedno piwo ktore nawet
nie mialo negatywnego efektu.
Musze podkreslic ze te zamroczenia zdarzaly sie srednio raz na dwa tygodnie w
okresie dwoch miesiecy z tendencja spadkowa i ok. raz na miesiac przez ok.
szesc miesiecy.
Gdy stwierdzilem ze wszystko idzie dobrze (zero uchlan przez poltora
miesiaca) zdecydowalismy sie na dziecko. Niestety, w szostym tygodniu ciazy
znowu sie to przytrafilo! Przedwczoraj przylapalem na piwie ale poniekad
puscilem plazem zeby nie jatrzyc, za to wczoraj mialem belkoczace powitanie
po powrocie z pracy.
Ona wie ze przecholowala, czasami mowi ze nie pamieta co sie dzialo i w jakim
stanie byla, ale uparcie broni sie przed mianem alkoholika. Cos mi sie obilo
o uszy ze pierwszy krok do zwalczania picia to przyznanie sie przed soba ze
ma sie problem, no a tu tego przyznania nie ma. Zapiera sie ze nie ma
problemu z alkoholem.
Chcial nie chcial musze z nia byc no bo jest ciaza.
Grozilem, prosilem, byly burdy, ostatnio straszylem ze odejde, i nawet jezeli
dziecko urodzi sie przez nia chore to je wtedy ze soba zabiore. Przedostatnia
taka powazna awantura miala miejsce pare miesiecy temu gdy niemalze
wpakowalem ja do samolotu w ramach ostatecznego rozstania (mieszkamy za
granica - pojechalismy na lotnisko, kamien z serca mi spadl gdy okazalo sie
ze nie ma biletow).
Z ciazy strasznie sie cieszy i wydawalo mi sie ze sie nia przejmuje ale
jednak koniec koncow nie powstrzymalo ja to od picia. Pal szesc ten
alkoholizm tylko zeby maly sie zdrowy urodzil!
Nie chce roztrzasac przyczyn, jest to kombinacja roznych rzeczy z ktorymi
czlowiek normalnie radzi sobie bez notorycznego zagladania do butelki, chce
wiedziec co robic! Czy zabrac kase tak zeby nie mogla kupic i zlikwidowac
jakikolwiek alkohol w domu, tzn. maksymalnie utrudnic dostep? Czy jest jakis
sens takich dzialan o ile nie przyzna sie przed sama soba ze ma ten problem?
Ale jak to spowodowac???
Te rozwiazania wyprobowolywalem juz krotkoterminowo - jest to dla niej
upokarzajace, nie ma sie co dziwic.
Mysle ze utrudnilo by to dostep do alkoholu ale niestety ma kolezanki ktore
moga wpasc raz na jakis czas z butelka. Co gorsza, nie mam szans na
wyeliminowanie drugiego problemu - fajek. Teoretycznie rzucila palenie ale ni
z tad ni z owad potrafi wypalic, jak wczoraj, piec papierosow pod rzad.
Chodzilismy juz kiedys do psychologa z innym problemem ale ta baba to jakas
idiotka byla wiec nie usmiecha mi sie przechodzic przez to znowu.
Nie jestem pierwszy i nie ostatni - czy jest jakas konkretna strona gdzie
moglybym sie w tym podszkolic?
Im wiecej pisze tym gorzej to dla mnie samego wyglada...
No wiec co robic???