Dodaj do ulubionych

boso ale...

28.08.07, 00:26
Nie bylo mnie troche na forum,co nie znaczy ze was nie czytalem.Nie mialem
jakos weny zeby cos pisac.Powod?Moje zycie zmienilo sie o 360 stopni.Byly dni
zle i bardzo zle i... co ciekawe przez 2 tygodnie trwania tego kryzysu
zaledwie przez kilka chwil ,gdzies tam w oddali przemknela mysl,jakze mi
wczesniej znana,wypic zeby choc na chwile zapomniec.
Tym razem jednak wiedzialem ze nic mi to nie da,a problemom musze stawic czola
sam.
I postawilem.
Po miesiacu moje sprawy zaczely sie ukladac zadowalajaco na tyle ze moge
myslec optymistycznie o przyszlosci.Zona kocha mnie nadal,wiec czegoz potrzeba
mi wiecej w zyciu?
Udalo mi sie przebrnac przez to wszystko samemu i wiem ze mozna,nie
roztkliwiajac sie nad soba i nie robiac z siebie bidnego,nieporadnego alkoholika.
Chyba tym razem pojechalem w ostrogach...
Obserwuj wątek
    • addicted11 Re: boso ale... 28.08.07, 01:29
      Widzisz, i o to chodzi.
      Na tym polega wlasciwa utrata komfortu picia.
      Nie na tym, ze boisz sie naic bopolecisz w ciag.
      Na tym, ze myslisz jak dojrzaly czlowiek, nie szukajac ucieczki od
      problemu na kilka godzin w swiat uzywek.
      Ja ostatnio kilka razy skosztowalem piwa, ale nie mialo to nic
      wspolnego z jakimikolwiek ucieczkami.
      W ogole dzis nie wyborazam sobie takiego myslenia- zle mi to sie
      napije, jest to dla mnie abstrakcja i o to chodzi.
      Nawet w kestii takiej, ze nie mam smialosci wobec kobiet nie
      rozpatruje juz alkoholu jako "pomagacza".
      Przedzej po prostu nic nie zrobie niz zrobie cos przy pomocy
      alkoholu.
      Ciesze sie niesamowicie, ze ten komfort picia utracilem. Nic
      lepszego nie moglo mi sie w zyciu przydarzyc.
    • yuraathor Re: boso ale... 28.08.07, 01:43
      360 stopni to na logikę znalazłeś się w tym samym punkcie co
      zaczynałeś.
      No ale pamiętam: Ty kierujesz własnym życiem. powodzenia.
      • magtomal Re: boso ale... 28.08.07, 08:10
        Witaj Finie! Brakowało Cię tutaj (mnie w każdym razie- lubię Cię czytać).
        Dobrze, że złe już mija. Co to było? A jak żona nadal i niezmiennie Cię kocha,
        to znaczy, że aż tak radykalnie Twoje życie się nie zmieniło :) Podstawy takie
        same: niepicie i kochająca żona.
      • finlandia07 Re: boso ale... 28.08.07, 10:39
        te 360 stopni to taka metafora.Nie wrocilem do punktu wyjscia,dzieki temu ze
        wlasnie kieruje swoim zyciem.A zmiany to np:wzoraj miales dom,prace spokojne
        zycie,a dzisiaj nie masz nic.I zaczynasz od poczatku.
    • e4ska Re: boso ale... 28.08.07, 09:30
      Cóż... nieobecność była długa.
      Teraz usprawiedliwiona.

      ale... trzeba było jednak skrobnąć słów parę, bo faktycznie różne myśli nachodzą
      tutaj bywających.

      Mnie też nie ciągnie do picia w chwilach jakiegoś zmartwienia - śmieszne, ale
      trzeźwośc dodaje mi otuchy... że mogłoby być gorzej, gdyby tak wpaść w ciąg pijacki.

      a takim wrażliwcom jak ty, Finie, świat zawsze będzie obracał się dokoła... bo
      jednak się kręci:)))

      Mógłbyś tam co nieco wyjaśnić - sprawy zawodowe, środowiskowe czy rodzinne? kasy
      za wiele? powodzenie u dam demonstracyjnych?

      Wszakże zasiedlałeś nowe tereny, a to dla każdego wielkie wyzwanie - czy dla
      pijaka, czy dla abstynenta.

      Na mityngi chadzasz czy sam żeglujesz?

      pozdrowienia:)
      • finlandia07 Re: boso ale... 28.08.07, 11:11
        wyjasnie wkrotce co mi sie prytrafilo,ale to,dlaczeo nic nie napisalem,od razu.
        Nie chcialem przed nikim sie żalic jak mi jest żle i jaki jestem,czy tez czuje
        sie pokrzywdzony.Nie tym razem.nawet moje dzieci nic nie wiedzialy.Dopiero jak
        wysedlem na pierwsza prosta,powiedzialm o tym dzieciom,potem reszcie rodziny,a
        teraz Wam,bo wiem ze mam tu ludzi sobie przychylnych,dla ktorych nie jest
        istotna moja opcja trzezweniowa,tlko ja,jako czlowiek ktory szuka swojj drogi.
        Żeglarzem i sternikiem jestem nadal sam i coraz bardziej utwierdza mnie moje
        żeglownie wlasnym kursem ze jest on dla mnie jak najbardziej prawidlowy.
        A dzisiaj jestem u moich dzieci w Anglii.
        Pierwszy raz przejechalem samochodem taki kawal drogi(do Manchesteru) i to bez
        mapy,bo zapomnialem,po lewej stronie.
        Przygoda niesamowita
        • addicted11 Re: boso ale... 28.08.07, 11:23
          Kup sobie ciastka shortbread, polecam.


          • finlandia07 Re: boso ale... 28.08.07, 11:37
            dzieki,Addi.Powiedz mi tylko jak tu mozna wytrzymac na tym czyms,co tylko
            wygladem przypomina chleb,a w środku wata.
            A ciasteczka ,jak zjem ,to Ci napisze jak smakowaly.Jestem łasuchem
            • tranzyt80 Re: boso ale... 29.08.07, 08:33
              finlandia07 napisał:
              Jestem łasuchem


              -To widac,ze jestes wielkoscia i miara sam dla siebie!
              A ciach bez popitki nie polykaj,bo sie zaksztusisz i wogle nie
              bedzei wiadomo co chcesz nam przekazac...;)
              Finlandia,napisz cos.Najlepszego!:))
        • halberek Re: boso ale... 29.08.07, 08:57
          Hej, cieszę się, że Ci się wszystko wyprostowało. Łaknę takich historii, bo mnie
          wydaje się, że świat jest nie do wytrzymania (co niekoniecznie oznacza, że to
          dobry pretekst do wypitki).
          Ale przede wszystkim jeśli jeszcze jesteś w Wlk. Brytanii to jeszcze spróbuj
          flapjacka - to jest ciasto z płatków owsianych zazwyczaj z malinami. Obłędne i
          nawet sprawiające wrażenie zdrowego.
          Pozdrawiam znad śniadanka.
          • finlandia07 Re: boso ale... 29.08.07, 15:57
            Pracowałem przez lat ..naśćie dla jednego człowieka.Niezła praca,niezłe
            pieniądze,tyle że zauważyłem że za bardzo się uzależniam od pracodawcy i to pod
            wieloma względami,on natomiast zaczął mnie traktować jak swoją własnośc...dużo
            by o tym pisać...
            Doszedł do tego konflikt z jego synem,a wlasciwie synowa,majacą wszystkich za
            coś gorszego od siebie i pewnie jeszcze wiele drobnych spraw.
            Musiało dojs i doszło do spięcia.Efekt był nieprzyjemny.
            Ja przyzwyczajony ze ciagle cos robie,wsrod ludzi,nagle nie mam pracy,dom,ktory
            wynajmowalem musze opuscic,auto firmowe zdac i...radz sobie sam.
            Nie jest to tragedia,ale wtedy dla mnie była.Nagle musialem kupic auto,wiele
            narzedzi by moc pracowac,nowy telefon,kontakty,a wiekszosc znajomych od lat
            przyzwyczajona ze robilem pod jednego i nigdy nie mialem czasu poza tym.I tu
            doszlo jeszcze pare drobnostek tak ze czulem ze nie dam rady,ta sytuacja mnie
            przrasta.
            Przesiedzialem w domu tydzien,a raczej przespałem,starajac sie nie myslec o
            niczym,ale było odwrotnie.Gdy popatrzyłem na siebie w
            lustro,nieogolonego,zapuszczonego,zobaczylem tą samą gębę,jak po piciu.Cos sie
            we mnie zbuntowało.Pomyślałem że gdyby zobaczyli mnie ci nieprzychylni,mieliby
            zapewne satysfakcje.Moja żona była zmartwiona myśląc że się załamałem,a ja
            miałem jej nie zawiezć.
            W pół godziny czysty i ogolony jechałem do sklepu z telefonami.
            Po godzinie zaczałem dzwonic po znajomych ze od teraz pracuje na własny rachunek
            itd.
            Sklep z narzedziami i zakup tych najpotrzebniejszych.Poczułem satysfakcje że mam
            coś wreszcie całkowicie swojego.NA pierwsza prace przyszlo mi jeszcze pare dni
            poczekac,ale juz z innym nastawieniem.
            To co opisuje może wydawac sie smieszne i:w czym problem?Tak ma wielu.Dla mnie
            było to jednak załamanie.
            Nie mam poczucia że jestem wielki,dokonałem czegoś.Ważne jest ze sie nie
            zalamałem i w pore zaczalem cos ze soba robic.To prawda że nie ma sytuacji bez
            wyjscia,jest zawsze jakies,tylko że trzeba je zauważyć
            .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka