Dodaj do ulubionych

taki sobie paradoksik

15.09.07, 22:25
Ostatnio tu na forum spotkalem sie kilka razy z zarzutem wobec
mnie "pijesz po kryjomu".

tak sobie pomyslalem bardziej ogolnie- picie po kryjomu, wstydzenie
sie picia, nerwowe reakcje- jakiz to absurd jest tego zarzutu.

Ktos, kto mial klopoty z alkoholem i dostal czy sam sobie nakleil
etykietke alkoholik- wyedukowana rodzina, zapewniona przez
terapeutow z rodu prof. W ze absolutnie nigdy nie ma picia
kontrolowanego, wylekniona boi sie, ze jak pojdzie jeden to pojdzie
ciag. tak samo mysla znajomi, ktorzy wiedza, jesli sa "w temacie".
Nie wspomne o naukach wyniesionych z terapii.

Teraz przyjmijmy, ze ktos taki chce sprobowac "picia kontrolowanego".
A niechze sprobuje!
Juz wszystkie czy skierowane naq niego- alez nie wolno, alez to juz
dno, alez wtarda milosc konieczna- i jak tu sie dziwic reakcjom
wstydu, ukrywania sie?
No to jedyna naturalna reakcja jest jakies mniejsze lub wieksze
zazenowanie, ukrywanie, tlumaczenie sie.

I co?
Pojawia sie "argument" i to wielokrotny- picie po kryjomu, wstyd,
nerwowosc.
A co to jest?
Alkoholizm!

I niewazne, czy ten ktos wypije jedno piwo i polozy sie grzecznie
spac, niewazne czy wypije 10 razy po 1 piwie i nic, diagnoza czeka i
czuwa.

Trudno mi sobie wyobrazic osobe, ktora powie
" moi kochani, wiecie ze mialem problem z alkoholem, ale wierze w
picie kontrolowane, chce sprobowac, jak mi nie wyjdzie to wyciagne
wnioski".
Toz to herezje, kto mu uwierzy?
Wiec taki ktos pije po kryjomu. Zapomnijmy o przyczynach- ale pije
po kryjomu, pojawia sie wstyd, poczuycie porazkim, twarda milosc.
Jesli gosc jest slaby- to leci w ciag.
A jak polecial w ciag- to co sie okazuje? Mieli racje!
I sznur.
Sznur i twarda milosc twardnieje na kosc.


Obserwuj wątek
    • cortona Re: taki sobie paradoksik 16.09.07, 11:10
      Addi, założę się, że Ty niespecjalnie chcesz już pisać na tym forum.
      Rozwiązujesz pewne swoje problemy głośno myśląc ( czyli pisząć
      posty ) i oczekujesz, że już, już, za chwilę, wszystko się wyjaśni
      i wtedy będziesz mógł się zająć zwykłymi sprawami. Masz sto tysięcy
      pytań, a tak naprawdę odpowiedź jest tylko jedna: zero używek.
      To jest cały sekret, tajemnica, cała prawda.
      Bardzo to proste i bardzo trudne jednocześnie.

      Przeczytałam tysiące postów na forum, sporo podręczników i książek
      na temat uzależnień i nigdzie nie ma żadnej tajemnicy. Jest tylko
      proste polecnie: nie pal, nie pij, plus jakaś tam nadbudówka
      teoretyczna, bo książka nie może składać się z dwóch słów.

      Mnie przekonuje to: uzależnienie to taka bestia, która jest w Tobie
      i karmi się używkami. Bestia żąda ich od ciebie i wtedy odczuwasz
      tę potrzebę zapalenia, napicia się, czyli użycia czegoś, czego tak
      naprawdę nie lubisz i nie potrzebujesz. Jednak zażywasz, żeby bestię
      nakarmić, a ona rośnie i rośnie.
      Jeśli przestaniesz palić, pić, to niekarmiona bestia musi kiedyś
      zdechnąć.
      Łatwiej jest nie ulec potrzebie zapalenia, jeśli pomyślisz sobie
      o tym, jako o konwulsjach bestii, jej ostatnich podrygach.

      Picie i palenie kontrolowane powoduje, że cały czas jesteś na
      odwyku, bo cały czas musisz wsłuchiwać się w ryczenie bestii i w
      końcu jej ulegasz.

      Koniec:))
      • addicted11 Re: taki sobie paradoksik 16.09.07, 11:33
        Tak, Cortona, jest cos w tym o czym piszesz.
        jak zwykle mam pewno ale:
        w niemal wszystkich zaleceniach, ktore slyszalem (tych zawodowych)
        nie ma nic o smierci bestii. Bestia caly czas zyje, wiecej- bestie
        sztucznie podtrzymuje sie przy zyciu. Czym innym jest ciagle
        mityngowanie, uciekanie przed nawrotem?
        To tak, jakby bestie trzymalo sie w klatce z bardzo malym zameczkiem.

        Ja kiedys wspominalem, ze fajnie byloby tak po prostu nie pic i nie
        zazywac, jak to robia sportowcy na przyklad- bez tej calej otoczki,
        analiz itp- ale przekonuje sie coraz bardziej, ze to jest niemozliwe.

        gdy przesz ku czemus takiemu jestes osaczany z 2 stron- z jednej
        niepijacy alkoholicy beda bic na alarm, ze jak "zapomnisz" o swoim
        nalogu to twoj koniec jest blisko, z drugiej masz te perspektywe, ze
        i tak bedziesz zyl wokol alkoholu, wiec coz za roznica czy walczyz z
        1 kieliszkiem czy z drugim czy trzecim?


        Choc tak w ogole to nieco nie na temat, bo ja mialem na mysli
        paradoks, ze najpierw sie wywoluje dany objaw a potem mowi, ze jest
        on naturalny.
        tak przypomnialo mi sie, ze ta refleksja bierze sie tez po lekturze
        tej biografii Kiedisa, w ktorej pisze on o tym, jak wrocil do cpania-
        kryl sie jakies 10 miesiecy zanim go zobaczyli.
        Dlaczego sie kryl?
        DLaczego alkohoik sie kryje z piciem, naroman z braniem?
        ze wstydu i strachu, to nie zaden mechanizm choroby, kazdy czlowiek
        kryje sie z czyms, czego sie wstydzi.
        taki ktos jets pod presja- ze mu " nie wolno", ma w otoczeniu paru
        takich Deoandow, co ma wiec robic?
        Odpowiedz jeden- nie brac, nie pic. Jasne, ale jak sie z jakichs
        powodow nie udaje?
        Pozostaje krycie, a krycie jest uznawane za ostatnio objaw
        degeneracji, wiec taki ktos po kryjomu zazywa i popada w coraz
        gorsze samopoczucie.

        Nie pisze teraz o sobie, bo ja swiadom tego schematu na wszelki
        wypadek rozklepalem wszystki znajomym i rodzinie o odejsciu od
        abstynencji, ale tak zastanawiam sie jakby bylo, gdybym te testy
        robil w calkowitej tajemnicy?
        Czy moze juz dzis zwariowalbym i walil ciagiem a potem sznur?
        Choc i tak mialem nieco glupie mysli, typu ze jak kupowalem piwo w
        sklepie to czulem sie jak przestepca nieco, choc tam akurat nikt
        mnie nie znal. Taka lekka paranoja, u mnie lekka ale u innych moze
        zakonczyc sie sznurem.
    • addicted11 Re: taki sobie paradoksik 16.09.07, 11:43
      Poza tym masz racje, wiesz ktos pierwszy raz mi to napisal, z reguly
      sysze cos odwrotnego- ale od pewnego czasu, kilkunastu dni moze,
      faktycznie czuje przesyt ta tematyka forumowa.
      Tu jest dokladnie odwrotnie do nalogu- im mniej czytasz tym mniej to
      wciaga, jakos staje sie obce.
      Jakos nie obserwowalem watkow i wchodze na jeden i czytam kolejny
      odwieczny spor o trzezwienie samemu- niesamemu i wyadlo mi sie to
      takie malo znaczace i smieszne wrecz.
      ( mimo, ze sam czasem tego typu spory tworze).

      Tacy ludzie jak Jaras czy August coraz bardziej wydaja mi sie ludzmi
      z innej planety, jakis kokon, odosobnienie.
      Jak im dobrze to okej, nie ma problemu, ale denerwujace jest to
      wciaganie na sile do tego specyficznego swiata innych.

      PRzydaloby sie troche takiego snobizmu a'la ortodoksyjni Zydzi- do
      nas wstapic nie tak latwo, trzeba sie postarac, cos soba
      reprezentowac-
      a tu niestety prymitywna reklama i akwizycja, jak kiedys do partii,
      zapisuje i nagabuje sie wszystkich, stary i mlody, garbaty i
      pryszczaty, kazdy dobry, im wiecej tym lepiej, aby sie zapisal a
      potem jakos pojdzie, bo juz bedzie umoczony.
      • ja-va Re: taki sobie paradoksik 16.09.07, 13:12
        Ja też podzielam zdanie Cortony, uznając jednak fakt, na który
        zwrócił uwagę Addi, że bestia nie zdycha.

        Uznaję wszystkie drogi dochodzenia do trzeźwości wg słynnej
        zasady "każdemu wg potrzeb".

        W AA lata całe ludzie sobie pomagają stosując samopomoc. Okazało
        się, że rozmowa pomaga. Na samym mitingu oczywiście rozmowy nie ma
        tylko są monologi. Rozmowy są ewentualnie później.

        Terapia z kolei, podobnie jak nauki katolickie, opiera wszystko na
        strachu.
        Alkoholiku, pamietaj, że wszędzie czycha na Ciebie zagrożenie. NIe
        rób tego czy tamtego i prawie wszystkiego unikaj, zwłaszcza miejsce,
        gdzie piłeś. To ja musiałabym uniknąć własnego domu, łóżka,
        samochodu, pracy itp.

        Mnie wystarczy, że dzięki terapii, pomimo jej widocznych
        mankamentów, zobaczyłam niewyobrażalny ogrom swoich strat, choć na
        początkowe pytania odpowiadałam, że ich nie było, bo przecież nie
        miałam konfliktu z prawem, piłam w dużej mierze nie za swoje
        pieniądze, nie byłam na izbie wytrzeźwień, nie straciłam pracy itp.

        No i co z tego, skoro przepiłam 10 lat, czyli połowę mojego własnego
        dorosłego życia. Czyli zmarnowałam mnóstwo czasu i zobaczyłam
        jakiego spustoszenia emocjonalnego dokonałam w swoim życiu. Lata
        zakłamania, obłudy, fałszu. I ucieczka od kamuflowanego alkoholem i,
        w moim przypadku nie tylko, cierpienia. Lekarstwa, które truły i
        dobijały.

        Czy mogłam sama przestać pić? Przestałam sama, ze strachu i
        przerażenia, tym, co się ze mną dzieje i strachu przed wymiernymi
        stratami, strachu przed wstydem. Ale, moim zdaniem, zmiany łatwiej
        przeprowadzać z innymi i bezpieczniej, bo czesto się zapętlamy,
        stajemy w ślepej uliczce. I wtedy jest potrzebna obiektywna pomoc.
        Mnie jest ona potrzebna, bo doprowadziłam do perfekcji wszystkie
        mechanizmy: iluzji, dumy itp.

        Przeżyłam niedawno straszny kryzys, bo zawalił mi się cały świat,
        gdy wreszcie szczerze i uczciwie spojrzałam na swoje własne życie. A
        szczerość w stosunku do samego siebie, chyba nie muszę wam mówić
        jest jedną z natrudniejszych rzeczy.

        Na proste pytania na początku terapi: jaka jestem?, co dla mnie
        oznaczy bycie kobietą?, jak się czuję?, reagowałam buntem i
        irytacją, nie mając świadomości, co się ze mną dzieje.

        No i zobaczyłam, co się działo przez te lata. Bywało brawurowo i
        kolorowo, a tak na prawdę pustka, samotność, cierpienie, strach.

        Z kolei życie na trzeźwo bywa niekomfortowe. Bo trzeba podejmować
        decyzje, brać odpowiedzialność, stawiać czoła.

        No właśnie. Ale ja już nie walczę ze wszystkimi, o wszystko.
        Stawiając sobie poprzeczki, narzucając presję.

        Dowiaduję się o sobie mnóstwo rzeczy. A mam 39 lat. Miałam taki
        moment, że gdy pomyślałam o tym, co by się stało, uznałam że już
        wszystko jest za mną. I to mnie przeraziło, bo świadczy o
        zniszczeniu do jakiego się doprowadziłam. Ale to dzisiaj widzę.

        Co z tego, że podróżowałam, skoro zawsze towarzyszył temu rausz,
        pijaństwo.

        Co z tego,że pełniłam różne funkcje w pracy, skoro okupiałam to
        rosnącym poziomem uzależnienia.

        Co z tego, że było dużo zabawy i wydawało się, że mam wielu
        znajomych, skoro teraz jestem jak trędowata, jak wyrzut sumienia, bo
        oni nadal piją, a je nie.

        NIe powiem, że niepicie jest fajne, bo to nic nie znaczy.

        Dokonuję mnóstwa zmian w swoim życiu, bo w mojej trzeźwej hierarchii
        to uważam za ważne. Zmieniam środowisko, towarzystwo, znajduje nowe
        sposoby na spędzanie wolnego czasu, robię to aktywnie, zaczęłam się
        uczyć nowych rzeczy i... nie mam presji, nie spieszę się, daję sobie
        czas na relaks, bywam sama ze sobą i znajduję w tym przyjemność.

        Życie trzeźwe jest dla mnie odkrywcze. Zaczynam z ludźmi budować
        relacje, rozpoznawać i przeżywać swoje uczucia i bywam nimi
        zdziwiona i zaskoczona.

        Jednocześnie, patrzę z osłupieniem na ludzi, którzy na mitingach
        opowiadają o tym, że chodzą na nie dwa razy dziennie. Dla mnie to
        ten tłok, co w miejsce alkoholu na siłę się wciska. No ale to ich
        sprawa.

        Ja mam inaczej. Zamierzam skończyć terapię.

        Mitingi? Poszłam tam bo mi kazali. Z poczuciem wyjącego buntu. Nie
        cierpię tego idoktrynerstwa pt. "co mi dali przyjaciele z aa". Ale
        rozumiem, że jeśli ktoś przepił x lat i nie ma pomysłu na zmianę w
        swoim życiu to jest jakiś pomysł. Herbata, paluszki no i inni
        ludzie. Rozumiem to i doceniam tę ideę samopomocy. Ale - bez
        ciśnienia, nic na siłę! Ja nie muszę.

        Poznałam na terapii interesujących ludzi, i gdyby nie ona, pewnie
        nasze drogi nigdy by się nie skrzyżowały. Choć moi koledzy właśnie
        pozapijali. I to mnie uczy pokory. Dlatego tak pieczołowicie buduję
        swój system wartości, żeby potem szukać odpowiedzi, gdy zachce mi
        się pić, a piłam zawsze do dna.

        Był czas, że nie wychodziłam z domu bez makijażu, choć to i tak nie
        pomagało. Zapuchniętej twarzy nie da się umalować. Trzeba po prostu
        zlikwidować przyczynę opuchlizny.

        Zmiany bolą, są trudne. Ale warte tego zachodu. Mój zysk to spacer z
        podniesioną głową na ulicy i odzyskiwany powoli spokój wewnętrzny i
        rosnąca pewność siebie. Nigdy więcej trzęsących się rąk w
        monopolowym! Dość wstydu z tego powodu.

        Naprawdę: nie ma znaczenia czy z pomocą łaski boskiej, łaski siły
        wyższej, samopomocy czy z pomocą terapeuty. Nie o to w tym wszystkim
        chodzi.

        Fenomen wyjścia z uzależnienia polega właśnie na odczarowaniu
        chorych mechanizmów. Uspokajać bestię, i pamiętać, że ona tylko
        uśpiona.

        Na pytanie: to co, może spróbuję kontrolowanego picia - odpowiadam
        jednoznacznie - NIE, bo udało mi się zobaczyć, co już zmarnowałam. I
        dość.


        • addicted11 Re: taki sobie paradoksik 16.09.07, 13:33
          Wiesz, uwazaj na "rozowa chmure", widze u wielu ludzi ten syndrom.

          A propo zalety terapii i AA polegajacej na "obiektywnej ocenie" - tu
          jest fundament mojej niezgody, bo wg mnie ocena ta jest skrajnie
          nieobiektywna.
          Ocena jest oparta na okreslonego typu doswiadczeniach, poparta
          pewnymi dogmatami, stojaca na pewnych fundamentach.

          nie chodze po obiektywe oceny tam, gdzie jestem pewien, ze ich nie
          dostane.
          nie dostane ich ani pod sklepem monopolpwym od miejscowych pijakow (
          bo oni zawsze powiedza, ze pije nieduzo i jestem dobry) jak i od
          terapeutow( bo oni z kolei zawsze powiedza ze pije duzo i jestem
          zly).
          • ja-va Re: taki sobie paradoksik 16.09.07, 20:14
            Nie znam syndromu różowej chmury. ???
    • nie_ty Bestia 16.09.07, 14:18
      a propos bestii Cortony - wydaje mi się, że nie każdy ma od razu
      taką bestię. To znaczy tak, jak wiem, że mam bestię nikotynową i
      może będzie istnieć do końca mojego życia, tak wiem, że bestii
      alkoholowej nie mam - mogę sobie wypić jedno piwo, mogę i 2,
      zdarzało się też, że imprezowałam przez 3 dni (dla niektórcych to
      już świadczy, że jestem uzależniona), ale nie mam przymusu. Wypiję 1
      lampkę i mogę wracać do domu, wypiję 3 piwa i mogę iść spać. A
      czasem mam ochotę wypić 5 to i piję.
      No i zgadzam się z tym strachem - jest okropnie złym doradcą. Nie
      piję jak chcę być trzeźwa, a nie wtedy, kiedy boję się napić. Nie
      piję, jak chcę następnego dnia parę fajnych rzeczy zrobić, jak nie
      chcę mieć kaca, jak nudzi mnie towarzystwo i wiem, że pomoc alkoholu
      byłaby w tym złudna. Nie piję, bo się tak lepiej czuję.
      • baasil Re: Bestia 16.09.07, 19:58
        adi,wiesz czym jest uwolnienie się...?
        • aaugustw Do Baasila...! ;-)) 17.09.07, 16:15
          baasil napisał:
          > adi,wiesz czym jest uwolnienie się...?
          _______________________________________.
          Baasil, jak Ty tego nie wiesz, to juz
          wiedziec nigdy nie bedziesz...!
          A... ;-))
          • baasil Re: odp. 17.09.07, 16:38
            powtarzam ci drugi raz-zajrzyj do mego postu"Co nie jest
            trzeźwieniem".(choć nie liczę na konstruktywne wnioski)
            • aaugustw Re: odp. 17.09.07, 16:47
              baasil napisał:
              > powtarzam ci drugi raz-zajrzyj do mego postu"Co nie jest
              > trzeźwieniem".(choć nie liczę na konstruktywne wnioski)
              ________________________________________________________.
              Do kogo to piszesz drugi raz - do Eski, Janu, Magtomal !?
              A... ;-))
              • baasil Re: odp. 17.09.07, 16:54
                a jaki masz nick?bo z tego co wiem eska to eska,janu to janu,a
                magtomal to magtomal.cierpisz na rozdwojenie jaźni?
                • aaugustw Re: odp. 17.09.07, 16:58
                  baasil napisał:
                  > a jaki masz nick?bo z tego co wiem eska to eska,janu to janu,a
                  > magtomal to magtomal.cierpisz na rozdwojenie jaźni?
                  _________________________________________.
                  Nie zagaduj teraz...! - Cieniujesz sprawe!
                  A...
                  • baasil Re: już się boję... 17.09.07, 17:13
                    i profilaktycznie sam podpalę pod sobą stosik.hough.
                    • addicted11 Re: już się boję... 18.09.07, 00:39
                      syndrom rozowej chmury- stan, ktory jest charakterystyczny dla osob,
                      ktore wychodza z nalogow, poradzily sobie z czyms trudnym itp.

                      W przypadku nalgow jest to uczicie rozpierajacej energii, poczucie,
                      ze wszystko jest przede mna.
                      Ale przede wsyztkim jest to bardzo piekne acz naiwne przekonanie, ze
                      juz nigdy sie nie zapije/ nie zazyje, ze alkohol i narkotyki sa do
                      niczego niepotrzebne, nie stanowia zadnego problemu, ze wszystko
                      bedzie piekne i latwe.

                      Jest to pulapka.


                      A do Basila- co to jest wyzwolenie?

                      JEsli masz na mysli uwolnienie sie od "obsesji zazywania" to wiem,
                      tak wiem, nie osiagnalem takiego wyzwolenia i raczej ngdy nie
                      osiagne.
                      • ja-va Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 10:45
                        ...i cieszę się, że w tamtym okresie nie trafiłam na FU. Później
                        nastapił bardzo bolesny dla mnie kryzys - egzystencjalny,
                        emocjonalny, światopoglądowy, świadomościowy etc. Ale poradziłam
                        sobie z kryzyem i radzę sobie wychodząc z niego. Z pomocą. I ze
                        świadomością.

                        Co nie znaczy, że coś takiego mi się znów nie przytrafi. Może dobrnę
                        do kolejnej ściany.

                        Widzisz Addi, pewne stany stają się dla nas widoczne dopiero, gdy
                        już przeminą.

                        • addicted11 Re: Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 12:15
                          ja-va napisała:

                          > ...i cieszę się, że w tamtym okresie nie trafiłam na FU.

                          jak to>

                          >
                          > >
                          > Widzisz Addi, pewne stany stają się dla nas widoczne dopiero, gdy
                          > już przeminą.
                          >

                          niby tak.
                          mi jak przeminal lek przed zapiciem to dopiero sobie uswiadomilem,
                          jak obsesyjny i paranoidalny i chory i irracjonalny on byl.

                          Teraz obawiam sie tego, czego powinien obawiac sie myslacy czlowiek-
                          by na sciezce zyciowej trzymac azymut, by jakos isc nawet 1 krok w
                          tyl to 2 w przod, a nie ze uciekac przed butelka na koniec swiata i
                          chowac sie pod koc, bo ona kiedys by mnie w koncu dopadla, wtedy
                          bylaby tragedia.

                          • aaugustw Re: Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 13:54
                            addicted11 napisał:
                            > Teraz obawiam sie tego, czego powinien obawiac sie myslacy
                            czlowiek- by na sciezce zyciowej trzymac azymut, by jakos
                            isc nawet 1 krok w tyl to 2 w przod, a nie ze uciekac przed
                            butelka na koniec swiata i chowac sie pod koc, bo ona kiedys
                            by mnie w koncu dopadla, wtedy bylaby tragedia.
                            ______________________________________________.
                            ????????????????? - Addi, Ty uwazasz siebie za
                            myslacego czlowieka...? - Przeczytaj to dobrze!
                            (no, chyba, ze znowu cos wypiles i tak sobie gadacie z ja-va...!?)
                            A... ;-))
                            • addicted11 Re: Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 15:06
                              aaugustw napisał:

                              > > ______________________________________________.
                              > ????????????????? - Addi, Ty uwazasz siebie za
                              > myslacego czlowieka...? - Przeczytaj to dobrze!
                              > (no, chyba, ze znowu cos wypiles i tak sobie gadacie z ja-va...!?)
                              > A... ;-))


                              Wiesz, znowu nic nie wypilem, moze szkoda, moze powinienem?
                              Przeczytalem dobrze- wszystko sie zgadza.

                              naprawde, to forum mnie czesto wnerwia, ale gdy czytam takich jak ty
                              czy ela, to ciesze sie, czuje sie jakbym smierci spod lopaty ucielk,
                              a tak kurna bylo blisko, normalnie w ostatniej chwili sie
                              wycofalem, w ostatnim momencie, jeszcze jeden zakret i bloby po
                              mnie, jeszcze jeden kilometr, jeszcze troche, ale zdolalem w tym
                              ostatnim momencie, naprawde niemal sie spoznilem, juz traby dely,
                              juz kapelan mowe pozegnalna mial przygotowana, juz tlum sie zebral
                              by odprowadzic w ostatnia droge, szemranie i smiechy, placz i
                              westchnienia, ale ucieklem, wyskoczylem z trumny, jak oparzony, w
                              smiertelny garniturze, umalowany na ostatnia podroz,
                              (makijaz byl zbyt ostry, przejechalem palcami po twarzy i tu
                              nastapil przelom)
                              tak wiec, jak mowie, juz ostatnia chwila, ta ostatnia niedziela,
                              wktrotce sie rozstaiemy, baby moja baby, konczylo sie nasze rendez
                              vous, juz wital sie z gaska, juz prawie w ogrodzie byl,
                              swiety piotr kluczem machal, dzwonil diabel sutanna,

                              ale sie uratowalem

                              uff.
                              • ela_102 Re: Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 15:11

                                widzisz August twoj kolejny sukces...no a moj pierwszy tutaj:-)
                                Adi ciesze sie ze moje slowa wniosly w Twoje zycie...tyle tresci...i
                                przyczynily sie do podjecia madrej decyzji:-)

                                wszak o to tylko mi chodzi:))))))))))
                                • aaugustw Re: Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 15:30
                                  ela_102 napisała:
                                  > widzisz August twoj kolejny sukces...no a moj pierwszy tutaj:-)
                                  > Adi ciesze sie ze moje slowa wniosly w Twoje zycie...tyle
                                  tresci...i przyczynily sie do podjecia madrej decyzji:-)
                                  > wszak o to tylko mi chodzi:))))))))))
                                  _______________________________________________________.
                                  Elu na 102...! - Jeszcze zdziebko a ujrzymy go jako Sw.
                                  Apostola (Piotra?) we Wspolnocie Anonimowych Alkoholikow - AA...
                                  A...
                              • cortona Re: Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 15:35
                                Adicted:< naprawde, to forum mnie czesto wnerwia >

                                I bardzo dobrze...

                                A ja wycofuję się kategorycznie z bestii.
                                To nie bestia, tylko byle jaka gnida.
                                Nie ma nad czym kopii kruszyć.
                                • aaugustw Re: Rózowa chmura -to już mam za sobą... 18.09.07, 15:45
                                  cortona napisała:

                                  > Adicted:< naprawde, to forum mnie czesto wnerwia >
                                  > I bardzo dobrze...

                                  > A ja wycofuję się kategorycznie z bestii.
                                  > To nie bestia, tylko byle jaka gnida.
                                  > Nie ma nad czym kopii kruszyć.
                                  __________________________________________.
                                  Addi, co Ty na to...!? ;-))
                                  (myslala, ze siedzi w bestii...!)
                                  A...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka